Cukiernio-kawiarnia "Fantasmagorium"

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Pią 18 Sty 2019, 12:22

Wydawałoby się miejsce jak każde inne. Z zewnątrz jest to budynek koloru bursztynu z jednym szyldem, wyglądającym tak, jakby ktoś ukradł go z czasów międzywojennych i postawił tam zupełnie przypadkowo. Za to jaka wystawa! Ciasta wszelkiego rodzaju i kolorów, zmieniane codziennie, przejeżdżający co chwilę mały pociąg i małe dziurki przez które można zobaczyć wnętrze. Raj dla cukromaniaków okraszony nutką tajemnicy. Po wejściu do środka klient może raczyć się zapachem, który najbardziej lubi (może być to nawet benzyna), a odpowiednie sektory odpowiadają innej woni, nie jest ona jednak uciążliwa. Czerwony dla wielbicieli waty cukrowej, pomarańczowy - owoców cytrusowych, żółty - żelków, zielony - słodyczy miętowych, niebieski - owoców leśnych, granatowy - orzechów. Na samym środku stoi ogromna fontanna z czekoladą, do której można podejść i zamoczyć swój smakołyk. Gablota ze słodyczami także kusi. A to wszystko zanurzone w łagodnej żółci ścian, nadającej klimatu.
I nasuwa się pytanie po co to wszystko, nie wystarczyłaby tylko normalna cukiernia, czy za tym kryje się spisek? A i owszem, jak to w Lustrze bywa: skład słodyczy sprzedawanych w sklepie zmienia się co tydzień, a dodatki są różne: żurawina, arszenik, więcej cukru, pigułka gwałtu, marcepan, tłuczone szkło oraz wiele innych. A sam właściciel dba o to, aby każda wizyta była przeżyciem. Martwych zabiera na zaplecze, a odurzonych wyrzuca na miasto, aby móc pośmiać się ich kosztem. Co się dalej dzieje? Nie wiadomo. A pomimo tego, że wieść o dodatkach dotarła do niektórych, popularność miejsca wzrosła ogromnie. U sprzedawcy można także zaopatrywać się w różnego rodzaju specyfiki, najczęściej te nielegalne.
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 53
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Nie 24 Mar 2019, 11:14

Tori powoli wszedł do środka pomieszczenia i zaczął szukać wolnego stolika. Albo przynajmniej dwóch miejsc. Trudne zadanie. Ale wykonalne. Po przepchaniu się przez tłum gości dopada dwóch wolnych krzeseł i rozgląda się czy nie zgubił zaproszonej dziewczyny. Machnął trochę wyżej ręką i odsunął krzesło, szykując miejsce by mogła usiąść.
- Więc, na co masz ochotę? - zapytał, rozglądając się skąd można dostać porcję czegokolwiek. Oby nie trwało to za długo, bo jest to nieprzyjemne. A chciał dalej rozmawiać. Przynajmniej jeszcze przez kilka godzin. A może i dłużej...
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Nie 24 Mar 2019, 14:31

Słyszała o tej kawiarni, jednak nigdy wcześniej w niej nie była. No ale trudno nie słyszeć nawet plotek o tym interesującym miejscu, z którego nie zawsze wychodzi się żywym czy w pełni władz umysłowych. To doprawdy będzie niezapominane przeżycie.
Zapachy wirowały w powietrzu. Od słodyczy czekolady aż do oparów przeróżnych trucizn. Trochę zakręciło jej się w głowie od tego wszystkiego i na chwilę straciła Victora z oczu. Na szczęście ten podniósł rękę, aby mogła go wypatrzyć. Cóż z dobra dusza.
Podeszła do niego szybko, nie chcąc aby czekał. Po drodze poinformowała jeszcze jakąś parę, że jeżeli nie przeszkadza im utrata życia, to życzy smacznego ciasta. W zamian dostała tylko wystraszone spojrzenie od kobiety i zdenerwowane od mężczyzny, który jakby chciał zrobić Raven na złość – nabrał na widelczyk duży kawałek ciasta oraz szybko go zjadł, mrucząc na znak, że jest wyborne. No cóż, nie jej interes: ostrzegała w razie czego.
- Dziękuję – uśmiechnęła się wdzięcznie do swojego partnera rozmów, który czekał na nią z krzesłem.
- Jeszcze nie wiem. Czuję tyle smakołyków w powietrzu, że nie jestem pewna co powinnam zamówić – przyznała, spoglądając na blondyna życzliwie – ale może zaraz ktoś przyniesie menu i będziemy mogli wybrać na co mamy ochotę – rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś kelnera albo kelnerki. W tłumie wypatrzyła mężczyznę, dachowca, który w ogonie trzymał dwie karty z daniami, a w dłoniach opróżnione talerze i kubki, które niósł do zmywania. Nie poświęcił Raven ani Victorowi jednego spojrzenia, podrzucił im menu, mówiąc, że zaraz przyjdzie po zamówienie, a potem pognał do kuchni z tymi wszystkimi naczyniami, po drodze zbierając jeszcze dwie rzeczy.
Straszka wzięła swoją kartkę w dłonie i szybko przejrzała jej zawartość.
- Hmmm… Myślę, że skuszę się na herbatkę owocową oraz ciasto owocowo-czekoladowo-kokosowe z lodami i polewą karmelową – przytaknęła nawet, uznając swój wybór za niesłychanie wyborny. – A Ty? Wiesz już na co masz ochotę? – machnęła powoli ogonem, który został luźno puszczony pod oparciem na plecy. Miałą tylko nadzieję, że nikt jej nie zdepta. Bo nie chciałaby wylać na siebie napoju czy pobrudzić się jedzeniem. A wbrew pozorom takie nadepnięcie na ogon bardzo boli, więc jej reakcja może być nad wyraz żywa.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Nie 24 Mar 2019, 15:17

Chłopak rozsiadł się wygodnie z menu i przyglądał się chwilę rozmaitym nazwom. Wybór był... Ogromny, co po raz kolejny przekroczyło jego oczekiwania. - Hmmm... Może skuszę się na zieloną herbatę z jaśminem, a do tego przekładaniec z słonym karmelem i lodami cytrynowymi. Brzmi ciekawie. A na pewno oryginalnie, jak cały dzisiejszy dzień. - Powiedział w końcu ze sztucznym uśmiechem na ustach, ponieważ w tej chwili miał drobny atak paniki, widząc jak mężczyzna siedzący przy stoliku niedaleko wejścia wszedł na stół i zaczął się rozbierać. Nie tego się spodziewał po kawiarni. Ale, ponieważ reszta się z tego śmiała, ostatecznie się uspokoił i spojrzał na dziewczynę. - A przynajmniej tak oryginalne jak to miejsce dla mnie. Do tej pory tylko przyglądałem się z zewnątrz. - Przyznał, już myśląc jak przyciągnąć uwagę nieobecnego duchem kelnera. Może zrobić tabliczkę z napisem "gotowi do zamówienia"... albo z listą rzeczy którą zamawiają... A może po prostu przyjdzie? Nie ma co przyciągać do siebie uwagi... A może właśnie na odwrót?
Emocje Toriego w tym miejscu zmieniały się dużo szybciej.
Tymczasem Finny chodził po wewnętrznej stronie płaszcza próbując połaskotać swojego właściciela ogonem. Wychodziło mu to w starym ubraniu, przetartym w kilku punktach. To nowe było całe... Chyba będzie musiał wygryźć kilka dziur.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Sro 27 Mar 2019, 21:16

Pokiwała głową, słysząc wybór Victora. Brzmiało naprawdę nieźle. No ale, co tutaj tak nie brzmiało? Wszystko pachniało wspaniale, najpewniej dokładnie tak samo smakowało oraz sprawiało, że przeżywało się przygodę życia. I to dosłownie, bo ostatni kęs ciasta czy łyk herbaty i już po tobie. Wyzioniesz ducha na miejscu…Ciekawe czy ten gość padnie od razu od zjedzenia ciasta, czy dopiero jak popije herbatą?
- Wspaniały wybór – uśmiechnęła się do blondyna.
Wyczuwała jak bardzo jest zaniepokojony, nawet zabrała trochę tego zmartwienia, jednak szybko stan emocjonalny okularnika się poprawił, więc Raven również była w lepszym nastroju. Zwłaszcza, że tak wiele osób miało ubaw z darmowego, acz pokracznego striptizu.
- Nigdy tu nie byłam. Wiem tylko, że to miejsce dostarcza niezapomnianych wrażeń i niekiedy zapiera dech w piersiach – i właśnie w tej chwili ktoś spadł z krzesła. Kobiecy krzyk dało się chyba usłyszeć w całym lokalu. Kotka aż skrzywiła się, kiedy do jej delikatnych uszu dotarła taka dawka decybeli. Zdecydowanie nie przyjemne.
Na chwilę zapanowała cisza, jednak większość osób machnęła tylko ręką na śmierć tego gościa oraz wróciła do spokojnej rozmowy. Biedna dziewczyna spojrzała na Raven z wyrzutem, jakby to ona zabiła jej partnera. Kotka zmarszczyła tylko nos i powiedziała: Ostrzegałam go, mógł mnie posłuchać i nie jeść tego ciasta. Ty tak zrobiłaś, a więc przeżyłaś. Jak masz z tym problem to zjedz swój kawałek i dołącz do niego w zaświatach – następnie odwróciła wzrok od tego zamieszania, wyłapując kątem oka, że jakiś inny pracownik wywlókł za nogi zmarłego. Ciekawe, gdzie podział się koci kelner?
- Ale masz rację. To zdecydowanie jednak z najoryginalniejszych miejscówek, jakie można tu znaleźć.
Mniej więcej w tym samym czasie do ich stolika poszedł kelner.
- Co podać? – zapytał wyraźnie zmęczonym tonem. Chyba miał już dość tego dnia.
Straszka złożyła za nich zamówienie, a dachowiec odszedł od ich stolika niemal tak szybko, jak się przy nim znalazł. Raven wcale mu nie zazdrościła.
- Czy jest coś, czego chciałbyś się o mnie dowiedzieć? Uzewnętrzniłeś się wcześniej przede mną, więc może jakoś mogę Ci się odpłacić? – zapytała, opierając łokcie na stole, a brodę kładąc na dłoniach i wpatrując się w swojego towarzysza.
Blue jak siedział na ramieniu straszki, tak siedział dalej – nikt tutaj nie miał problemów z małymi zwierzętami. W końcu kelner i część klientów zaliczała się do grona półzwierząt. No i ludzie tu umierali, płakali, śmiali się, rozbierali, bili, dusili się, tańczyli czy śpiewali pod wpływem różnych środków. Kilka zwierzaków, zajmujących mało miejscach, to zdecydowanie nie problem.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Czw 28 Mar 2019, 06:15

Victor obserwował to wszystko z pewnym dystansem. Cała sytuacja była obca, niebezpieczna i przede wszystkim nieczuła. Brakowało mu tu emocji, wrażliwości, jaką ludzie okazują w innych sytuacjach. Śmierć mężczyzny zaskoczyła go, a słowa Raven tym bardziej. To wszystko było strasznie pogmatwane, jak labirynt... Labirynt! To jest to! pomyślał z ekscytacją, wyłączając się zupełnie z sytuacji i wyjmując swój notatnik.
Niezliczone zakręty oddalają mnie,
Od początku i końca jednocześnie.
Wyznaczone ścieżki uciekają,
Przed ludźmi którzy nimi podążają.

To nie życie, bez niebezpieczeństwa.
To nie życie, bez niewiadomego.
To życie, do rytmu przekleństwa.
To życie, do końca niejasnego.

Śmierć i życie to ścieżki się oplatające.
Jedna skończy się szybciej,
druga znajdzie splatań więcej.
To koniec łączy mosty spadające...

Mosty relacji,
Mosty wspomnień,
Mosty narodzeń...
Ileż w tym gracji...
Tori tak jak się wyłączył by napisać ten wiersz, tak nagle znowu poweselał i wrócił do rozmowy - Interesuje mnie wszystko co o sobie powiesz. Więc nie będę naciskał. Zapytam tylko o to, co czujesz do życia, które Cię otacza. Co Cię wiąże ze śmiercią, że reagujesz złością na panikę wciąż żyjących. I dlaczego akurat ja dostąpiłem zaszczytu by zobaczyć Twój uśmiech. - Starał się powiedzieć spokojnie, jednak pasja dosłownie wypływała z niego. Co może się zaraz stać? Co jeszcze będzie tu miało miejsce... To było... Pobudzające. Był w rozpaczliwy sposób szczęśliwy, a jednocześnie przerażony. Nie chciał jednak uciekać. Gdzie miałby uciec? I przed czym?
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Wto 02 Kwi 2019, 18:04

Jakoże została zignorowana na rzecz pisania kolejnego wiersza, Raven pogłaskała Blue nieśpiesznie. Z gracją wstała z krzesła oraz stanęła za Victorem, opierając dłonie na jego ramionach. Następnie pochyliła się z jego prawej strony i obserwowała, jak powstają kolejne wersy.
Zafalowała ogonem, uśmiechając się przy tym otwarcie. Tori był naprawdę dobrym pisarzem, a dzieła które tworzył, umiejętnie przemawiały do Straszki. Każdy wiersz, jeden za drugim, był piękny, niezwykły, a zarazem taki trafny! A ten tutaj? Chyba będzie jej ulubionym!
- Piękny wiersz, mój drogi – przyznała z uznaniem, gdy blondyn zakończył pisanie. Strachokotka poklepała go po ramieniu, następnie wracając na swoje miejsce. Usiadła na krześle, wyciągnęła ogon przez dziurę między oparciem a resztą krzesła, potem unosząc białą kitę w górę tak, że była teraz na wysokości jej kocich uszu. Machała końcówką to w jedną, to w drugą stronę bez żadnego większego powodu: ot, by znaleźć jakieś zajęcie dla niego, kiedy oczekiwali na spełnienie zamówienia.
- Co czuję do życia..? – powtórzyła cicho, zastanawiając się nad jego pytaniem. Czy kiedykolwiek myślała o tym? Nie. Raczej przeklinała i mówiła jak bardzo nienawidzi obecnego stanu rzeczy… Mogłaby powiedzieć, że za nim tęskni, ale była tylko w połowie martwa, a zatem była też w połowie żywa. Za czym miałaby więc tęsknić? To nie tak, że całkiem umarła, więc co dokładnie mogłoby być przedmiotem tej dziwnej tęsknoty? Na to chyba nie miała odpowiedzi.
- Życie jest początkiem – zaczęła, uważnie patrząc na swojego rozmówcę. Opuściła ogon, cofnęła lekko uszy, a dłonie złączyła i położyła na stole. Wszystko wskazywało na to, że jest poważna, a jej następne słowa będą szczere. – ale na pewno nie jest końcem. Jest wartością, którą winniśmy cenić, jednak nie gloryfikować. Czasem śmierć daje dużo lepsze możliwości, naprawia błędy życia. – Kiedy to mówiła, Victor mógł zauważyć, że jedno z uszu stało się całkiem przeźroczyste; zniknęło, a chwilę później ponownie się ukazało. – Życie pozwala doświadczać przeróżnych rzeczy, pozwala czuć i pomaga zrozumieć wiele aspektów – westchnęła lekko, spuszczając po sobie uszy oraz przenosząc wzrok z mężczyzny na jakiś bliżej nieokreślony punkt na stole. – Życie jest esencją wszystkiego, co znamy, ale nie jest jedyną ważną wartością. Śmierć jest równie ważna: pozwala zachować równowagę – coś musi umrzeć, aby coś mogło się narodzić.
Tak było. Stara Raven umarła tamtej nocy, a nowa została obdarzona ciałem swojej siostry. To był swoisty dar od losu, chociaż wtedy tego nie wiedziała. Przeklinała to przeklęte ciało, tak inne od jej własnego. Ale los był łaskawy: dał jej coś, co już znała, coś na co patrzyła niezliczoną ilość razy. Nie był okrutny i nie zamknął ją już na wieczność w jej młodym ciele. Nie postanowił sobie zażartować i nie obudziła się jako mężczyzna, nie była też staruszką czy małym dzieckiem. Nie została zamknięta w ludzkim ciele, całkiem pozbawiona mocy. Miła je, władała nimi i chociaż nie było to jej moce – znała je, rozumiała jak działają, widziała ich skutki. Wiedziała wszystko to, co powinna. A to tylko dlatego, że spadł na nią swoisty dar. A ona, mimo tego nienawidziła go, gardziła nim. Nie mogła na nie patrzeć, wyła z rozpaczy za każdym razem, gdy widziała swoje odbicie. Bo było inne. Potężniejsze. Dostojniejsze. Lepsze pod nieskończoną ilością względów. Ono…cierpliwie czekało, aż Królowa zrozumie, że przestałą być tą małą dziewczynką, że już nigdy nie będzie tą dziewczynką, że najprawdopodobniej nigdy nią nie była. Nie w pełni. Straciła wiele z siebie, ale zyskała też coś z siostry. Potem zdobyła coś nowego. I tak w kółko. Aż w końcu osobowość kotki całkiem się wykształciła, jej poglądy przestały być takie ograniczone, a ona sama dorosła – zaakceptowała wszystko to, co się stało. Zaakceptowała całą swoją przeszłość, cały ból, wszystkie błędy. Zaakceptowała to ciało. Uznała je za swoje własne. Nauczyła się je lubić: podobało jej się, mimo skazy w postaci blizny na policzku. Polubiła te bliznę. Ten kolor oczu. Kolor włosów. Dźwięk głosu. Puchaty ogon. Nie kocha go. Pewnie nigdy nie pokocha, ale szanuje je. Akceptuje i podziwia. Zdaje sobie sprawę, że jest atrakcyjne: tak niewinne, a jednak zanurzone w słodkim grzechu. Czyste, a jednak splamione krwią. Jest idealne. Lepszego ciała nie mogła sobie wymarzyć.
- Po śmierci też nie jest tak źle, wiesz? Zrozumiałam, jak cienka jest granica między tymi dwoma stanami. Pojęłam, że jedno nie wyklucza drugiego. Można być martwym i żyć pełnią życia! – i jakkolwiek szalenie by to nie brzmiało, tak właśnie było – Nigdy nie doświadczyłabym tak wielu wspaniałych rzeczy, gdybym nie umarła. Nie poznałabym tylu wspaniałych osób, nie zobaczyłbym tylu pięknych widoków. Nie czułabym emocji inny. Nie rozumiałabym ich. Nie szanowałabym ich. A teraz? Doskonale wiem, jak głębokie one są. Jak ważny element życia stanowią. – uśmiechnęła się niepewnie, ponownie podnoszą wzrok i kierując go na blondyna. Odchrząknęła, a potem powiedziała ciszej: Na początku wierzyłam, że to najgorsze, co mogło mnie spotkać. Umarłam, moje stare ja przestało istnieć. Moja dusza opuściła ciało, a potem… Wszystko było inaczej. Gorzej i lepiej jednocześnie. Trudniej. Ale to mnie uhartowało. Dzięki temu jestem silniejsza – pokiwała głową, przytakując samej sobie. – Śmierć była mi potrzebna. Dzięki niej przestałam być tak prostolinijną osobą. Zaczęłam robić rzeczy, o których za życia nawet bym nie pomyślała….Życie jest darem, Victorze, ale czasem jesteśmy w stanie to zrozumieć dopiero, gdy je stracimy. Śmierć również jest darem i możemy to pojąć dopiero wtedy, kiedy sami jej doświadczymy.
Czy cokolwiek z tego co powiedziała, miało sens? Czy mężczyzna cokolwiek z tego zrozumiał? Nie było to chyba ważne. Czasem najlepszymi odpowiedziami na zadane pytania mogą być właśnie te, zagmatwane i niezrozumiałe. Niekiedy to właśnie one, nie ważne jak bzdurne oraz bezsensowne, są tymi właściwymi odpowiedziami.
Koci kelner wybrał ten moment aby przyjść i postawić przed nimi ich zamówienia. Zapamiętał dla kogo miało być jakie ciasto, i jaka miała być herbata – ładnie wszystko poustawiał, rzucając beznamiętne „smacznego”, a potem się oddalił, przyjmując kolejnych klientów, którzy właśnie weszli do kawiarni. Straszka nie poświęciła im ani chwili, wyczuła jedynie, że pachną przesadną ilością perfum.
- Nie byłam zła, bo ona spanikowała. Byłam zła, bo czułam jej gniew skierowany na mnie. A jedyne co zrobiłam, to udzieliłam im ostrzeżenia. Powiedziałam, że ich pokarm jest zatruty i umrą, kiedy go skonsumują. Ona mnie posłuchała, on nie. I widziałeś co się stało. Zmarł. I teraz ta kobieta ukierunkowuje swój gniew na mnie, bo nie może go winić. Nie chce winić swojego ukochanego. Nie może. Jeszcze nie. Ale za jakiś czas zrozumie, że to on popełnił błąd. Że to on zjadł to przeklęte ciasto i zgon był tylko i wyłącznie jego winą. – Westchnęła, kręcąc głową z dezaprobatą. – Nie zamierzam jednak pozwolić na to, żeby ktoś mi się narzucał. Aby wściekał się na mnie i kierował na mnie, bez podstawie, swoje oskarżenia. Już dawno przestałam być kimś, kim można pomiatać. Mam swój honor, swój rozum. I tak długo jak świadomie się na coś godzę, tak długo jest to w porządku. Teraz jednak nie zamierzam się zgadzać na obwinianie mnie. I ta kobieta musiała to usłyszeć, musiała zrozumieć. Wyszło brutalnie oraz nieczule. Ale wiesz, czasem nie da się inaczej.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Sro 03 Kwi 2019, 06:11

Jak rozumieć słowa, które właśnie usłyszał nie było problemem. Jak zaakceptować znikające ucho kotki, nie było problemem. Więc co sprawiało, że czuł się tak nieswojo... Był coraz bardziej ciekawy i coraz bardziej przerażony, nie rozumiejąc tego. Nie ma świata bez żyjących na nim, bo byłby tylko kawałkiem gruntu... Więc ile jeszcze mi ucieka? Czego jeszcze nie widzę? Zastanawiał się starając się ułożyć to sobie w głowie. Kimkolwiek była kobieta przed nim... Nie... to ma sens... Wszystko dąży do trwania, nawet w rozkładzie, nasze ciała podtrzymują inne stworzenia... Zaczął porównywać i tworzyć metafory, żeby się uspokoić. Wszystko było takie jakie miało być i Tori nie miał na to wpływu. Nie miał też powodu by nie ufać samej kotce, w końcu cały czas tym była i w tej formie z nim rozmawiała. Chociaż nie umiał sobie wszystkiego wyjaśnić, potrzebował i chciał to zaakceptować. Dlatego wziął głęboki oddech i zamknął oczy na kilka sekund, akurat gdy kelner stawiał ciasto i herbatę.
- Dziękuję - Powiedział, zdając sobie sprawę, że kelner go zignoruje. - Nie jestem naukowcem. Jestem zwyczajnie ciekawy. A to co mi mówisz... z pewnością nie należy do łatwych do zaakceptowania dla kogoś kto jeszcze kilka dni temu nie wiedział, że to miasto istnieje. Sporo muszę się jeszcze nauczyć i zaakceptować. Człowiecza technologia, martwi ale żyjący, myślące i mówiące przytulanki, drzewa wykonane z materiałów do ubrań... Magia ma tyle form, że się aż gubię. Niemal 100 lat żyłem nie znając niczego poza sobie podobnymi. A jednak byłem od nich inny. A teraz wszystko jest inne i ode mnie i od nich i nie ma czegoś identycznego nawet w twarzach istot które mijam. Nie ma symetrii, ani podobieństwa... Przepraszam... To dla mnie trochę za dużo. - Powiedział biorąc łyk herbaty. Była dobra, ale nie rozkoszował się nią. Przynajmniej nie tak jakby robił to zwykle. Uśmiechnął się delikatnie, zadowolony, jednak powstrzymywany przez coś. - To kim jesteś i byłaś, to Twoja historia i to Ty musisz chcieć się nią podzielić, bo nie mam zamiaru obdzierać Cię z prywatności. Mi wystarczy to, co widzę przed sobą. A widzę piękną kobietę z poczuciem humoru, która miała czas poznać na swój sposób wszystko co tu jest i tak mnie fascynuje. - Poprawił sobie włosy na czole i spojrzał kobiecie w oczy - Z niczym nie musimy się śpieszyć, w końcu mamy czas. To ciasto niestety nie ma. Co powiesz na sprawdzenie, czy nasze też jest zatrute? - Powiedział z dziwną pewnością siebie. Jeżeli jest zatrute, może zrozumie o co chodzi w byciu nieżywym żyjąc. Jeśli jest zwyczajne, musi być niesamowite w smaku. A jeśli jest tam coś innego... to początek przygody.
Nabił na widelczyk kawałek ciasta i włożył sobie do ust. Czemu mimo tego jak bardzo mu smakowało nie mógł się w pełni cieszyć? Nie rozumiał i nie starał się zrozumieć. Ten świat był zbyt wielki by wszystko zrozumieć w kilka sekund.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Czw 04 Kwi 2019, 21:09

Pokiwała głową, słysząc jego słowa. Doskonale zdawała sobie sprawę, że dla kogoś z takimi doświadczeniami jak Victor, przyswojenie wielu aspektów jej opowieści może być…trudne. Jednak mężczyzna przyjął to dużo lepiej niż początkowo zakładała – nie uciekł, nie przeraził się na myśl, że ta śliczna oraz słodka istota, która prowadzi z nim pogawędkę wcale nie jest taka żywa na jaką wygląda i tak naprawdę to jest chodzącym półduchem. To było miłe. Takie zostanie zaakceptowanym oraz bycie lubianym za to kim, a nie czym się jest.
- Dziękuję Ci – powiedziała, uśmiechając się z wdzięcznością oraz ulgą. Raven naprawdę polubiła poetę i nie chciała, aby ta relacja się skończyła. Miała już taki przypadek, że pewna osoba po tym, jak poznała rasę kotki, to nagle zerwała z nią kontakt. Białowłosa potem dowiedziała się, że miała ona jakiś uraz do Strachów (większy niż panujące w Krainie Luster przekonanie, że Strachy to pasożyty i nie należy się z nimi zadawać, a ich miejsce jest jedynie w Świecie Ludzi. Bo jeżeli już koniecznie muszą pożywiać się czyimiś uczuciami, to lepiej, żeby było to te ludzkie niż kogoś z krainy) i to właśnie ze względu na rasę Królowej, nie chciała się już dłużej z nią zadawać. Właśnie dlatego, ze względu na pamięć o tym wydarzeniu, postanowiła nie mówić tak otwarcie innym, że nie jest do końca żywa. Oczywiście, trudno byłoby przegapić, znikające części ciała albinoski, ale chyba jakoś łatwiej było zaakceptować znikające kończyny i zawrzeć milczące porozumienie niż usłyszeć wprost o tym. Jednakże po uzewnętrznieniu się Toriego, po całej tej historii…. Czuła, że musi mu się odwdzięczyć. Odpowiedziała na jego pytanie oraz opowiedziała o sobie. Upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu i się nie sparzyła. Zdecydowanie świetne uczucie.
- Wyborny pomysł – zachichotała i wzięła łyżeczkę w dłoń, a następnie nabrała sobie odrobinę ciasta. Jej sprawny nos wyczułby truciznę, gdyby takowa w cieście się znajdywała, więc od razu ostrzegłaby blondyna, żeby jednak nie narażał swojego życia i nie jadł smakołyku. Na szczęście jednak nie wyczuła w żadnym kawałku niczego zabójczego, więc śmiało mogli pałaszować swoje zamówione ciastka.
- Smacznego – odparła, biorąc do ust pyszność. Zamruczała, delektując się smakiem wspaniałego ciasta. Było więcej niż wyborne! Słodki smak owoców idealnie pasował do średniogorzkiej czekolady, której smak dopełniały wiórki kokosowe. Oblizała zadowolona usta, od razu proponując: Chcesz spróbować? – machnęła ogonem w geście upojenia wspaniałą słodyczą oraz podsunęła swój talerzyk w stronę Toriego.
Nie krępuj się brać, bo jest naprawdę smaczne!
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Pią 05 Kwi 2019, 14:58

Tori uśmiechnął się delikatnie widząc reakcje kotki. Przyjemnie było patrzeć jak bardzo się rozluźniła.
Jednak razem z tym przyszła bardzo dziwna myśl Skoro nie jest żywa, czy tak naprawdę odczuwa głód? Czy zapraszanie jej na ciasto miało sens? Zmartwił się delikatnie, jednak zaraz się uspokoił widząc jak dziewczyna cieszy się kawałkiem ciasta. Coś w tym jak się zachowywała było... Urocze. Zaraz się zaczerwienił i skromnie nabił kawałeczek ciasta z talerzyka kotki, sam podsuwając swój.
- Też powinnaś spróbować. Smak jest cudowny. - Powiedział starając się zabrzmieć optymistycznie. Nie był to problem oczywiście, przecież miał dobry humor.
- Dziękuję - powiedział cicho powoli przeżuwając poczęstunek. Zdecydowanie inny rodzaj smaku. Dobry. Nawet bardzo dobry. Cała ta sytuacja była bardzo dobra. A przynajmniej "bardzo" wydawało się bardzo pasującym słowem. Tori uśmiechnął się szerzej i spojrzał w oczy dziewczynie.
- Teraz rozumiem czemu zamruczałaś. Smakuje genialnie. - powiedział wyciągając się na krześle. To popołudnie było cudowne. Aż nie chciało się, żeby mijało.
- Dziękuję za wszystko. Cudownie się z Tobą rozmawia. Mmm... Niech ten dzień nie mija... - Powiedział ostatnie zdanie przeciągając się. Może jeszcze coś napiszę? zaczął myśleć, bawiąc się widelczykiem w prawej dłoni.
- hmm... Jak myślisz, mają coś dla naszych zwierzaków? Siedzą tak cicho od dłuższej chwili, a pewnie też by coś chciały. Szczególnie Finny.. - Powiedział z udawaną złością wyciągając wiewiórkę, która od dłuższego czasu wyprawiała dziwne harce w kieszeni.
A prawda jest taka, że Finny czuł zapachy słodkości i naturalne łakomstwo obudziło w nim "drugi żołądek" wołający o wypełnienie.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Sob 06 Kwi 2019, 20:47

Nie miała pojęcia o czym pomyślał blondyn, ale sprawiło to, że zarumienił się rozkosznie. Uśmiechnęła się szerzej na ten widok i nawet rozważała czy nie powinna spróbować przeczytać jego myśli, jednak zaraz wybiła to sobie z głowy. Byłoby to nie dość, że niegrzeczne, to nietaktowne. Nie mogłaby przecież tak wtargnąć do umysłu Victora oraz naruszyć granic prywatności. Nie, zdecydowanie było to niestosowne i nie na miejscu. Z resztą, jakby chciał, żeby Raven wiedziała, to na pewno by jej powiedział. Choć nie zmienia to faktu, że była bardziej niż ciekawa co sprawiło, że jego twarz przyozdobił taki rumieniec.
- Chętnie skorzystam z propozycji, dziękuję – wyszczerzyła kły uradowana propozycją. Nabrała kawałeczek ciasta, który szybko wsadziła do ust. Od razu jej kubki smakowe wyczuły dwa sprzeczne smaki – słony od soli zawartej w cieście oraz słodki od karmelu. Nie było to jej ulubione zestawienie smakowe, wszak wolała raczej czuć pełnię słodyczy, jednakże i tak ciasto było dobre. Idealnie miękkie oraz puszyste! Nawet zdawało się chrupać w odpowiednich miejscach.
Złapała jego spojrzenie oraz mrugnęła do mężczyzny rozbawiona.
- Twoje jest również bardzo dobre – wyszczerzyła się, po czym nabrała kolejny kawałek swojego ciasta na widelczyk. Następnie uniosła go do góry, podając w ten sposób smakołyk krukowi. Blue z zadowoleniem przyjął ciasto.
- Ty dziękujesz mi? Och, Victorze – wyciągnęła wolną dłoń i sięgnęła nią do większej odpowiedniczki blondyna – to ja jestem wdzięczna Tobie. Nie tylko za wspaniałe spędzany czas ale i za to, że akceptujesz mnie taką, jaką jestem – spuściła wzrok, jednak zaraz go podniosła, uśmiechając się przy tym nieśmiało.
- Cóż….Możemy zawsze zapytać, nie sądzisz? – odwróciła się w stronę Sali w poszukiwaniu kelnera. Na szczęście dzięki wybornemu wzrokowi udało jej się go dość szybko wypatrzeć. Podniosła rękę, zabierając ją tym samym z dłoni Victora, a potem zamachała nią, wołając: Kelner, przepraszam, czy mógłbyś tu podejść?
Kot zaszczycił ją krótkim spojrzeniem oraz skierowaniem ucha w stronę albinoski. Nie odpowiedział w żaden wyraźny sposób, ale wiedziała, że zaraz podejdzie do ich stolika. Opuściła zatem dłoń, wzięła filiżankę i napiła się herbatki.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Sob 06 Kwi 2019, 21:37

Victor aż wstrzymał oddech czując dłoń dziewczyny w swojej. Może to nie był pierwszy raz, kiedy trzymał kogoś za rękę, ale nie będąc sam na sam na takim spotkaniu. Było w tym coś wyjątkowego. Hipnotycznego. A może zwyczajnie nowego. Oboje byli zadowoleni, więc chyba wszystko było tak jak trzeba. Uśmiechnął się więc i wypuścił powietrze z płuc. Z niechęcią zabrał dłoń, żeby dać orzeszka Finny'emu i posadził go na stole, żeby móc wyłuskać z ciasta coś, co zasmakuje wiewiórce. Nie chciał przesadzić, ale lubił rozpieszczać zwierzaka. Towarzyszył mu wiernie cały ten czas, poprawiając humor i ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Zasługiwał na nieco więcej raz na jakiś czas. A dzisiejszy dzień był specjalny.
- Chyba dobrze, że jesteśmy sobie wdzięczni. Przynajmniej mamy pewność, że oboje jesteśmy zadowoleni z tego krótkiego czasu razem. W pewien sposób to sztuka. Dogadać się tak bez powodu, bo byliśmy w jednym parku. I proszę, cieszymy się ciastem, oglądamy jak ginie otruty mężczyzna i chyba właśnie zaproponowałem otrucie naszych zwierzaków. W słowach, brzmi jak absurd, a jednak czerpiemy z tego przyjemność, jak z delikatnego wiatru w letnie popołudnie. - powiedział spoglądając w stronę okna. Zaraz zmarkotniał widząc, że jest kompletnie zasłonięte, a światło pochodzi od lampy, ale zaraz się rozpogodził i wziął kolejny kawałek ciasta do ust.
- Może po prostu mamy szczęście... - Zaczął mówić kiedy podszedł kelner.
- Em... Macie może coś dla kruka i wiewiórki? - Zapytał starając się nie patrzeć w oczy kelnera.
Kot tylko zakręcił oczami i odszedł do kuchni. Coś przyniesie? A może mnie olał? Jak to rozumieć? Zastanawiał się, wracając do kawałka ciasta.
Finny wszamał orzeszka i kawałek karmelu bez zastanowienia, po czym zaczął chodzić po stoliku, wąchając oba ciasta i herbaty. Rozglądał się wszędzie po czym wdrapał się na ramię Toriego i ziewnął. Chyba wolał jednak las.
Victor nie zwrócił uwagi na zachowanie wiewiórki. Jego kawałek był coraz mniejszy i starał się je dzielić na coraz mniejsze kawałeczki, żeby dłużej się nim cieszyć.
- Myślisz, że w naszym cieście też coś było? - Zapytał biorąc ostatni kęs do ust. Odłożył widelczyk na talerzyk i powoli zaczął dostrzegać jak cały świat rośnie. Rosły nawet jego ubrania. A Finny zrobił się bardzo ciężki w bardzo krótkim czasie.
- Tego się nie spodziewałem... Pomocy!?- Wykrzyczał, próbując znaleźć wyjście z materiałowego więzienia. To tak czuje się Finny łażąc po moich kieszeniach?
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Nie 07 Kwi 2019, 10:38

Zdecydowanie zgadzała się ze słowami Victora, dlatego mu miło przytaknęła zamiast mówić coś więcej czy dodawać od siebie. W tym czasie pałaszowała ciasto, popijając je herbatką w obawie, że zaraz wystygnie. A tego przecież by nie chciała! Zimny napój nie jest ani trochę tak smaczny, jak ten podawany na ciepło. Znaczy jasne, istniały herbaty mrożone, podawane z kostkami lodu oraz całą masą cytryny, żeby nadać im bardziej rześkiego i orzeźwiającego smaku. Takie można było pić latem, kiedy upał wydawał się nie do powstrzymania. Może nawet pasowały do jakiś ciast, nigdy nie powie, że jest inaczej, jednakże zamówiła ciepłą herbatę z myślą, że napije się tej ciepłej, więc nie zamierzała pozwolić, aby zmieniła się w wystygłą.
- Nasze spotkanie nie było przypadkiem. Myślę, że musieliśmy się spotkać i łaskawy los nam to umożliwił – powiedziała. Spojrzała na kelnera, który właśnie do nich podszedł. Nie wydawał się jednak zainteresowany dawaniem im czegokolwiek więcej. Przekrzywiła ucho, zastanawiając się dlaczego. No cóż, najwyżej nie dostaną nic dla zwierzaków, trudno. Zawsze mogą pójść do pałacyku straszki i tam nakarmić zwierzęta. Bo to też jakiś pomysł. Victorowi i Finnowi, powinno się u niej spodobać. No, każdemu raczej się tam podoba ze względu na miłą lokalizacje na pograniczu Malinowego Lasu i Czekoladowego Jeziora. Wonne torebki herbaciane, rosnące na niektórych drzewach, mały czekoladowy strumyk i słodkie krzewy malinowe. Normalnie raj dla każdego, kto ceni sobie takie pyszności!
- Jeżeli coś było – powiedziała, przełykając ostatni kęs – to nie była to trucizna. Od razu bym ją wyczuła – uśmiechnęła się do niego. – Chociaż prawdopodobieństwo, że dostaliśmy coś co nam zaszkodzi było całkiem wysokie – machnęła ogonem, po czym zaczęła chichotać bez najmniejszego powodu. Oho, czyżby trafiła na jakiś środek rozśmieszający? Oby tylko na to.
- Victor? – spojrzała na niego, śmiejąc się teraz otwarcie. A to niezła niespodzianka! Został małym kurduplem! – Haha, już Ci pomagam, haha! – wyciągnęła rękę przez stolik, jednak zaraz zauważyła, że coś jest zdecydowanie nie tak. Jej dłoń stała się jakaś większa. Dostrzegła też, że dwóch mężczyzn ściąga wielką kotarę z okna, a dwójka kolejnych zmierza w jej kierunku dość dziarskim krokiem oraz zdecydowanym rozbawieniem, widniejącym na twarzach. Nawet koci kelner wydawał się zainteresowany. Cóż… Przynajmniej jego apatyczna mina w końcu się zmieniła na jakąś inna.
Blue zerwał się z jej ramienia, gdy guzik od spodni Raven tak po prostu zerwał się. Ni to krzyknęła, ni to histerycznie się zaśmiała i w panice zaczęła ściągać spodnie oraz różową kurtkę. Chciała też pozbyć się bluzki, jednak nie zdążyła. Zaczęła się ona cała drzeć, a męskie dłonie złapały ją za rosnące ręce i nogi oraz szybko starali się ją wyprowadzić na zewnątrz. Nie próbowała się szarpać, zamiast tego jednak śmiała się jak opętana, nie mogąc przestać.
Ledwie zmieściła się w drzwiach, ale na szczęście została w porę wyprowadzona z budynku. Okryli ją kotarą, a potem odsunęli się na bezpieczną odległość. Zamknęła oczy na kilka chwil, próbując przestać się śmiać, jednak nie wiele to dawała. Zirytowana machnęła ogonem i po chwili usłyszała, jak coś bardzo ciężkiego uderza w ziemię. Otworzyła oczy i zorientowała się, ze siedząc jest nawet wyższa niż najbliższe budynki! A to ci draka!
- Ależ jestem wielka – powiedziała grubym i donośnym głosem, którego echo poniosło się po mieście. Nieźle. Tym bardziej, że jej śmiech niedługo chyba zacznie powodować trzęsienie ziemi!
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Nie 07 Kwi 2019, 14:18

Victor poczuł, że jego materiałowe więzienie się nieco przemieszcza, a zaraz potem wstrząsy, jakby ogromna siła przesunęła cały stolik. Słyszał, skrzeczenie kruka, coraz mocniejszy śmiech i po krótkiej chwili również echo dźwięku z zewnątrz. Był w stanie się założyć, że brzmiało to jak "Ale jestem wielka", jednak dość głębokim głosem.
Nie miał jednak czasu na analizę. Wyczołgał się w końcu o własnych siłach z własnych ubrań i rozejrzał. Zapomnę o badaniu świata. To mnie przerasta. Powiedział w strachu, po chwili śmiejąc się ze swojego żartu. Kilka osób przyglądało mu się uważnie, jako, że był niemalże nagi. Kelner wracając zrzucił na niego serwetkę z dziurą po środku. Tori bez wahania ją założył i zaczął szukać sposobu, żeby coś ze swoim stanem zmienić. Przyglądał się właśnie krawędzi krzesła, oceniając wysokość, gdy na krzesło zeskoczył Finny i zaczął go obwąchiwać.
Coś się satało z panem pomyślał Finny, widząc jak ubrania zapadają się pod jego ciężarem. Przeskoczył na stół i przyglądał się jak powoli kobieta ze złośliwym ptakiem rośnie. Chciał uciec, ale nie miał gdzie, więc zwinął się w kulkę i patrzył jak zabierają wielką kobietę z pomieszczenia. Potem zwrócił uwagę na ruch w ubraniach jego pana i po chwili obserwacji zeskoczył zobaczyć co to. Pachniało jak jego pan, ale było małe. Mówiło innym głosem. Finny postanowił obserwować dziwne stworzenie.
Victor cofnął się instynktownie gdy wielki nos zaczął go wąchać. Finny chyba był po prostu ciekawy. Więc po jakimś czasie wyciągnął rękę i pogłaskał po pyszczku zwierzaka. Nie uciekał i chyba mu się podobało, bo się przybliżył.
- No Finny, troszkę się zmieniło, nie sądzisz? - Zapytał nie oczekując odpowiedzi.
W pewnym momencie wpadł mu do głowy szalony pomysł. Nadal głaszcząc Finny'ego, podszedł do jego tylnych łap i wspiął się na jego grzbiet. - Przydałby się sznurek... - pomyślał, gdy Finny zaczął biegać w kółko, trzęsąc swoim właścicielem. Oglądający to zaczęli się śmiać, a Finny myśląc, że to z jego powodu, zaczął się bardziej prezentować i stanął na tylnich łapkach, niemal nie strącając Victora. Gromkie oklaski dobiegły od kilku stolików, patrzących bardziej na zewnątrz, na... Tori nie wiedział. Mógł tylko zgadywać, że jest to coś wspólnego z dziewczyną, która nagle zniknęła z karczmy. Ciekawe czy uda mi się nakłonić Finny'ego żeby wszedł na parapet...
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Czw 11 Kwi 2019, 17:31

Okoliczni mieszkańcy i zakupoholicy, którzy akurat byli na mieście i robili różnego rodzaju zakupy, postanowili wyjść ze swoich domów i sklepów, aby popatrzeć na gigantyczną, nagą kotkę, która ledwie co daje sobie radę z zakryciem się kotarą. Niektórzy jednak tylko zmierzyli ją wzrokiem, a potem wrócili do swoich zajęć. Cóż, pewnie nie pierwszy raz widzieli działanie eliksiru powiększającego.
- Na co się gapicie? – miałknęła i owinęła się puchatym ogonem. Niestety podczas tej czynności, przewróciła jedną ze skrzynek pocztowych i wygięła drzewo, które straciło kilka gałęzi. I chociaż nie było w tym nic zabawnego, to dalej nie mogła przestać się śmiać. Nawet wtedy, gdy uświadomiła sobie,  że jakikolwiek jej ruch może spowodować masową śmierć zebranych w koło gapiów – nie zamierzała podpaść władzy i trafić do aresztu czy więzienia z tego powodu! Bo przecież nie zabiłaby ich nawet celowo, a jedynie przypadkiem. A to nie powinno się liczyć, czy kwalifikować jako karalne. Nie jej wina, że starła się gigantem.
- Victor..? – zapytała, szukając go wzrokiem, ale nigdzie go nie znalazła. Wypatrzyła za to Blue, który był odrobinę większy niż powinien, bo chyba wielkości konia. Cóż, i jemu dostało się trochę ciasta powiększającego.
Ptak usiadł na dachu kawiarni i z góry obserwował małe istoty, jakimi byli dla niego teraz gapie. Ustawił się w pozie bojowej: był gotów na łowy. A zwłaszcza na zapolowanie na błyszczącego od kamieni szlachetnych możnego, który przyglądał się mu z bezczelnym wyrazem twarzy.
-  Hej, jak długo to będzie działać? – zapytała, mając nadzieję, że ktokolwiek z tłumu będzie w stanie jej odpowiedzieć na to pytanie. Niestety, nawet jeśli ktoś wiedział, to nie pisnął nawet słówkiem, tak więc kotka mogła jedynie czekać i mieć nadzieję, że czar szybko minie, a ona wróci do normalnego stanu rzeczy. Nie chciałaby przecież nawet tak żyć: jako wielgachna kicie, ogromny strach, który musi konsumować niezliczone ilości emocji innych, by przetrwać.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Czw 11 Kwi 2019, 20:22

Testując kilka komend i gestów, Toriemu w końcu udało się namówić wiewiórkę by zaczęła wdrapywać się na stół. Łatwe to nie było. Raz, utrzymać się na skocznej wiewiórce ustawionej prostopadle do podłogi i dwa, strach, przed nieświadomym skrzywdzeniem zwierzaka. Na szczęście nie mrugnął nawet okiem na nieco mocniejsze ciągnięcie za sierść, kiedy wykonywał kolejny sus. W końcu jednak dotarli na blat. Talerze nadal tam stały, jednak kubki przewróciły się i tak jak pusty kubek kotki po prostu leżał, tak ten z herbatą Victora opróżnił większą część zawartości na podłogę. Szkoda pomyślał i odwrócił się w stronę okna, za którym zebrał się spory tłum. Jednak nie tak spory jak coś mającego białe futro, zakrywające inne, bardziej przypominające skórę... coś. Z tej perspektywy trudno było wybrać pasującą nazwę. Mógł tylko podejrzewać...
Kotki nie było w pomieszczeniu, a z zewnątrz doniosły głos powiedział jego imię. Przełknął ślinę, łącząc ostatecznie postać przed kawiarnią z brakującą towarzyszką.
Po chwili myślenia, popędził Finny'ego by zeskoczył niżej, a następnie pokierował go między nogami, by wydostać się z budynku.
Niestety, to nie wyszło najlepiej. Już po kilku sekundach w tłumie dostał gigantycznym obcasem w głowę i spadł z Finny'ego i uderzył w nogę jednego ze stolików. Ból go sparaliżował, ale Tori nie stracił przytomności. Splunął trochę krwi na podłogę i postanowił chwilę odpocząć.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Czw 11 Kwi 2019, 20:43

Spuściła po sobie uszy i westchnęła. Śmiechowi nie było końca, a ją powoli zaczął od tego boleć brzuch. Zmieniła trochę pozycję, żeby się trochę rozruszać, jednak nie było to dobrym pomysłem – pośladkiem uderzyła o czyiś dom, który niebezpiecznie się zachwiał. Jego właściciel zaraz zaczał krzyczeć na Raven, żeby uważała co robi tym swoim wielgachnym tyłkiem, bo zaraz się z nią policzy, jeśli tylko uszkodzi mu mieszkanie.
- Wybacz, nie chciałam – donośny głos rozszedł się echem, powodując, że szyby w najbliższych oknach zaczęły się trząść.
- Ale wielkie cyce! – krzyknął jakiś mężczyzna, będący w wyraźnym stanie upojenia. Skąd jednak to wiedziała? Ano stąd, że śmierdział na kilometr trunkiem, był cały czerwony na twarzy oraz podszedł w kierunku straszki zygzakiem.
Białowłosa prychnęła na niego i zakryła się szczelniej kotarą, nie chcąc aby ktoś przypadkiem nie zobaczył za dużo. A zwłaszcza ten osobnik, który wykonał dość sugestywny i jednoznaczny gest w jej stronę. Dupek. Żeby jej tak sugerować spółkowanie! Cóż za oblech.
- Przepadnij – ruszyła ogonem oraz zamachnęła się nim lekko, by końcówką futra zmieść go jak jakiegoś śmiecia. Posłała go w ten sposób kawałek dalej. A że wpadł do jakiejś beczki (chyba pustej), to raczej szybko z niej nie wyjdzie. I bardzo dobrze.
- Jak który jeszcze spróbuje, to skończy gorzej – ostrzegła przez śmiech. Ugh, to robiło się coraz bardziej męczące.
Blue z kolei postanowił zając się bogaczem i jego świecidełkami. Poderwał się do lotu i jak grom z jasnego nieba, spadł na możnego, łapiąc go szponami oraz porywając w górę. Przefrunął z nim na dach, upuścił, a potem wylądował. Zakrakał głośno, na co mężczyzna zareagował przestrachem. Arogancki uśmiech zniknął z jego twarzy. Teraz obawiał się, że skończy jako przekąska dla wielkiego ptasiora. Na jego szczęście ptak nie był zainteresowany jedzeniem go – Blue wolał dorwać wszystkie jego kosztowności, dlatego też zaczał się do niego zbliżać i dziobem próbował zabrać każda z błyskotek.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Pią 12 Kwi 2019, 06:17

Finny uważał się za sprytnego, bieganie pomiędzy nogami dużych ludzi wydawało mu się zabawą która to zaprezentuje. A mały pan był nie przydatny. Nie dawał jedzenia ani schronienia. Równie dobrze można go zostawić. Nawet nadarzyła się okazja. Kiedy but dużego człowieka trafił tylko pana, Finny nie zatrzymał się i wybiegł na zewnątrz. Ale tu było tylko więcej ludzi i zapachów, nie było drzew blisko, a na ziemi były same kamienie. Nie miał się nawet przed kim popisywać. Więc niespokojny, postanowił wrócić do małego pana.
Chwilę to zajęło, ale ostatecznie przebiegł przez tłum i zaczął szukać pana. Jego zapach był słaby, ale ostatecznie udało się go znaleźć. Był teraz jeszcze słabszy i na dodatek ranny. Może nie żył?
Żył, bo pogłaskał. W okolicy nie było dużych ludzi, więc Finny zawinął się wokół małego pana i poszedł spać.

Tori porzucony przez Finny'ego przeklął w duchu zwierzaka i zaczął sprawdzać co się mu stało. Plecy miał posiniaczone od lądowania na nodze od stołu, a z przodu ból był na tyle duży, że nie wiedział czy to siniak, czy złamane żebra. Jak na razie wolał się nie przekonywać. Próbował się chwilę zdrzemnąć, kiedy wrócił Finny. Poklepał go po głowie, a zwierzak zwinął się wokół niego w kłębek i sam zasnął. Tori położył tylko rękę na ogonie zwierzaka, kiedy zauważył pochylającą się postać, przyglądającą się mu.
- Czemu się pani tak patrzy? - Zapytał słabym głosikiem
- Ojej, dostałeś eliksiru pomniejszającego? A myślałam, że to jakaś zagubiona lalka... Wszystko w porządku?
- Nie licząc faktu, że ktoś mnie wkopał w ten stół, to jest nie najgorzej. Mogło być zdecydowanie lepiej
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Pon 15 Kwi 2019, 13:58

Po tym wszystkim, nikt już się jej nie czepiał. Nikt nawet słówkiem się nie odezwał. Chyba głównie dlatego, że nie chciał mieć doczynienia z wielgachną kocicą, która ledwie ruchem końcówi ogona jest w stanie posłać dorosłego mężczyznę w dal.
Blue jakimś cudem dorwał błyszczące Broszki, które miał możny.  Oczywiście tak łatwo ich nie oddał. Bronił się, krzyczał, wymachiwał bronią, używał swojej mocy wiatru czy tam powietrza, żeby odpędzić ptaka. Niestety Blue był zbyt duży i silny na jego marną magię, żeby to zadziałało.
Kruk pozostawił jegomościa na dachu, a sam wzbił się w powietrze i poleciał usiąść na ramieniu Raven. Straszka spojrzała na niego i pochwaliła za taki wspaniały łup.
Arystokrata krzyczał do wielkiej kotki, żeby nakłoniła swojego Kruka by oddał jego rzeczy.
- Byle bądź miły, oddaj – powiedziała z westchniem, ale Kruk tylko zakrakał i nie ruszył się nawet o milimetr.
- Próbowałam – wzruszyła ramionami, po czym postanowiła ściągnąć możnego z dachu. Straszka uniosła swoją wielką rękę, chwyciła go za ubrania i powoli postawiła na ziemi.


Ostatnio zmieniony przez Queen dnia Wto 23 Kwi 2019, 22:05, w całości zmieniany 1 raz
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Pon 15 Kwi 2019, 16:12

- Ojej, zaraz, poczekaj chwilę- Powiedziała kobieta i odeszła. W kawiarni było dość głośno, głównie ze względu na wydarzenia na zewnątrz. Nikt nie przejmował się małym Baśniopisarzem.
W końcu jednak kobieta wróciła z poduszką- siedziskiem.
- Dasz radę podejść? Zaniosę Cię do kliniki- Powiedziała kładąc ją na ziemi.
- Muszę tylko chwilę odpocząć... Wie pani może ile to będzie działać?- zapytał i wytarł krew z ust serwetką w którą był ubrany. Nie było tego mało. - Może... Może się przyda. Ale moje rzeczy..- Zaczął mówić.
- Nie ma problemu, zaraz przyniosę.- powiedziała, zostawiając poduszkę na podłodze.
W międzyczasie, przechodzący obok kelner podniósł poduszkę i gdzieś odniósł, ignorując zupełnie krzesła obok.
- Zaczekaj!- Próbował zawołać Tori, ale był zbyt cichy.
Dwie minuty później wróciła kobieta i rozkojarzona, zaczęła znów szukać poduszki. Kiedy znowu wróciła, bez słowa wyciągnęła Toriego i Finnyego, kładąc obu na poduszce.
Finny lubił spać. Nie lubił za to, jak ktoś mu ten sen przerywa. Czując na sobie dużą rękę, zaczął krzyczeć i tłumaczyć, że on tu próbował spać, ale jak to zwykle bywa, został zignorowany. Więc próbował ugryźć, co znowu się nie powiodło. Na szczęście szybko ręka go puściła i próbował uciec... Ale został posadzony na czymś miękkim. Chyba jednak wybaczy. Czas na drzemkę.
Tori zniósł przenoszenie nieco gorzej. Plecy bolały go potwornie, a siła wielkich palców uciskających go w kilku miejscach tylko dodawała cierpienia.
- Już już. Pójdziemy do kliniki, tam się panem zajmą.- Powiedziała kobieta i wyszła z karczmy.
I dopiero teraz Tori zobaczył kotkę. Była krótko mówiąc, kolosalna. Pewnie by go nawet nie zauważyła, szczególnie, że był niemal całkowicie przykryty Finnym.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Wto 23 Kwi 2019, 22:04

Arystokrata być wyraźnie urażony.
- Gorzko pożałujecie! Ty i ten wielgachny ptasior! - krzyknął, a potem schował się w budynku. Najpewniej z obawy przed kolejnymi wybrykami Blue.
Kotka cofnęła uszy. To przecież nie tak, że podobało jej się być taką ogromniastą! i mieć tak wielkiego kruka. Znaczy jasne, miało swoje plusy, bo nie musiała się już wspinać na dach, aby coś dostrzec lub nie musiała się przejmować, że ktoś zastąpi jej drogę. Ale na dłuższą metę było to niepraktyczne. Straszka nie sądziła, aby były tak ogromne ubrania. A chodzenie nago czy okrytą przez jakąś ogromną kotarę, wcale a wcale jej nie odpowiadało. Do tego wszystkiego, wszędzie były budowle i ludzie w koło. Jak niby miała niczego nie zniszczyć i nie zabić podczas poruszania się. No praktycznie niemożliwe. Może, gdyby była na otwartym terenie, gdyby miała swoje ubrania (oczywiście powiększone tak, jak ona), to czerpała by z tego więcej frajdy.
- Wie ktoś, kiedy wrócę do swojego rozmiaru? Kiedy z Blue wrócimy? – zapytała. Niestety, nikt nie potrafił udzielić jej odpowiedzi. Albo zbyt się bał odezwać, żeby to zrobić. Ewentualnie po prostu nie chciał się przyznawać.
- Przynajmniej przestałam się śmiać, jak opętana – westchnęła, po czym uświadomiła sobie, że w tej postaci niesamowicie dużo wzdycha. Chyba jeszcze nigdy, w przeciągu tak krótkiego czasu, nie wzdychała tyle. No cóż, grunt to nowe doświadczenia!
- Twarz jej zniknęła! – krzyknął ktoś w panice. Kilka osób spojrzało na białowłosą z przerażeniem, jednak postanowiła uciec i schować się w kawiarni. Reszta z kolei przypatrywała się, jak twarz znowu się pojawia.
Raven zdawała sobie sprawę, że najprawdopodobniej już się domyślili kim jest. Albo domyślali. Mogłaby zwalić wszystko na magiczne dodatki do ciasta i herbaty, ale czy aby na pewno? Co jak kucharz zaraz wyjdzie i wszystkim powie, że w jej posiłku nie znalazło się nic, co mogłoby skutkować czymś takim. Przecież będą chcieli ją wypłoszyć z Miasta Lalek, z Krainy Luster jeszcze szybciej niż pewnie chcą teraz. Dlatego też Raven mądrze milczała i nijak nie skomentowała tego wydarzenia. Tak chyba będzie bezpieczniej.
Blue z kolei uznał, że to cudowna pora na głośne krakanie i machanie skrzydłami, aby porobić wiatr. W jakim celu? Ano w takim, że skoro teraz jest duży oraz cięzko jest go powstrzymać, to może podokuczać innym. W końcu już zabrał czyjeś kosztowności i nic mu się nie stało, więc czemu miałby teraz zostać jakoś ukaranym?
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Wto 23 Kwi 2019, 22:24

Leżąc na poduszce nikt nie spodziewa się wiatru, a tym bardziej huraganu. A taki panował na zewnątrz. Kobieta niosąca Toriego i Finny'ego potknęła się i upuściła poduszkę, która chcąc nie chcąc odleciała, zostawiając tym razem i wiewiórkę i Baśniopisarza posiniaczonych na bruku. Zwierzak oczywiście pierwsze o czym pomyślał to znaleźć kryjówkę, więc co zrobił? Wlazł na nogę ogromnej kobiety i schował się pod materiałem kotary. Pewnie było mu tam dobrze.
Tymczasem Tori poddał się. Stracił przytomność od ilości bólu. Kto wie co mu teraz było. On z pewnością nie. Ale ludzie mogli zauważyć, że coś powoli rośnie. Odrobinkę, ale już przybierał rozmiary szmacianej lalki. Bez ubrań, bez próby obrony. Ale to jeszcze trochę zajmie. Ciekawe, kiedy Tori zda sobie z tego sprawę.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Sro 01 Maj 2019, 12:22

Czuła się co najmniej niekomfortowo w tej sytuacji. Nieumyślnie wywołała panikę, Blue dobrze się bawił, tworząc mocny wiatr, a ona jedyne o czym myślała to fakt, że chce znowu wrócić do swojego rozmiaru, ubrać cudem ocalone spodnie i kurtkę, a potem poszukać Toriego, który najprawdopodobniej dalej był w środku. Całkiem możliwe, że schował się w swoich ubraniach i czekał aż ten efekt minie. Albo ktoś się nad nim zlitował i dał mu jakąś chusteczkę, aby mógł się nią okryć oraz postawił na stolę, aby mógł coś widzieć. Może nawet, żeby jakimś cudem się z kimś skomunikować oraz zapobiec ewentualnej kradzieży odzienia i przedmiotów do nich należących.
Straszka wyczuła, że zaczyna się zmniejszać, kiedy linia horyzontu stopniowo zaczęła się zmieniać. Właściwie to zorientowała się, kiedy jej oczy znalazły się na wysokości budynku. Już nie mogła spoglądać w dal, ponad niego.
- No, nareszcie! – powiedziała entuzjastycznie i odnalazła wzrokiem kruka, który mało co nie spadł na ziemię. Zamiast zmniejszać się w całości, to jedno jego skrzydło stało się mniejsze, przez co siła uderzeń skrzydłami o powietrze była nieproporcjonalna i zaburzyła jego równowagę. Na szczęście wpadł po drodze w dół na jakiś balkon, na którym całkiem zaczął tracić swój nienaturalny rozmiar.
Raven z kolei zmniejszyła się o te kilka metrów i jakby stanęła w miejscu. Po prostu, przestała się zmniejszać.
- No co jest?! – krzyknęła grubym głosem i fuknęła zeźlona. Czyżby już nigdy nie miała wrócić do swojego rozmiaru?!
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Sro 01 Maj 2019, 14:09

Tori miał sen. Był w nim znowu w Malinowym lesie, uciekając przed jedną z wielkich bestii, których imienia nigdy nie poznał. Był jak mrówka wobec drzew, owoców i łowcy zaraz za nim. Czuł, jak palą go płuca, nogi drętwieją a z licznych skaleczeń płynie krew. Czuł, że uciekają z niego siły i... stracił swoje zmysły, rozwiewając się na silnym wietrze wiejącym mu w twarz. Goniąca go bestia była rozkojarzona kartkami papieru, które momentalnie zakryły jej oczy i minęły ją sunąc w las. Zapach ofiary zniknął. Musiała się ukryć. Bestia ruszyła dalej do przodu szukając.
Tymczasem Kayl lądował właśnie w nieznanym sobie miejscu. Łączka w środku lasu była spokojna, cicha...
Kayl czuł wokół siebie zapach innych istot. Zapach ludzkiej skóry, perfum, potu... Wszystko się mieszało, gdy on mimowolnie odzyskiwał fragmenty świadomości. Leżał pomiędzy nogami nadal nieco powiększonej kobiety, sam będąc niemalże swoich naturalnych rozmiarów. Leżał na bruku w samych majtkach i chciał odpocząć. Zwizualizował wokół siebie, podobnie jak wcześniej wiersz w parku, litery, składające się w prostą prośbę pomocy i wypuścił ją na wiatr, znowu zapadając w sen. Ciekawe, czy tym razem ktoś mu pomoże.
Tak zimno... było jego ostatnią myślą.
A Finny, czując się bezpiecznie na nodze wielkiej kobiety znowu się przestraszył, gdy kolano zaczęło maleć, nie będąc już tak płaską przestrzenią. Nie mógł tu spać. Pobiegł dalej po nodze i wbiegł na brzuch. Tutaj było cieplej. Tu mógł spać.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Sro 15 Maj 2019, 09:53

Raven nie miała pojęcia czemuż to w taki dziwny sposób ulega pomniejszeniu, ale najważniejsze było to, że ponownie zaczęła się kurczyć. Przestała panikować i dopiero wtedy dostrzegła Toriego, który leżał w pobliżu straszki. Nie wiedziała, jak długo był przy niej, ale najważniejsze, że się odnaleźli. Myślała, że wszystko będzie już dobrze, jednakże Victor stworzył napis, prosząc o pomoc. A nie zdobyłby tego, gdybym wszystko było w porządku.
Strzepała wiewiórkę z brzucha i kiedy wróciła do swojego normalnego rozmiaru, zaraz znalazła się przy mężczyźnie. Jedną ręką trzymała kawałek kotary, żeby się okryć, a druga położyła na blondynie.
- Victor? – zapytała w nadziei, że otrzyma jakaś odpowiedz.
Czując, jak bardzo jej towarzysz jest zimny, postanowiła wykroić pazurami spory kawałek tkaniny dla Niego, a następnie go nią okryć. Sama związała sobie kotarę niczym ręcznik (również wydarła dla siebie mniejszy kawałek) i rozejrzała się po pozostałych gapiach.
- Wnieście go do środka! Jest zmarznięty! – warknęła. Dopiero wtedy jedna kobieta podeszła do ich dwójki i podnosiła mężczyznę tak, jakby nic nie ważył. Albinoska podziękowała jej, a następnie udała się ponownie do kawiarni. Jej nie było zimno. Odczuwała chłód, ale niespecjalnie wpływał on na jej samopoczucie czy funkcję życiowe. Wszakże była w połowie martwa, prawda?

Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach