Karminowe Wrota

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Pią 18 Sty 2019, 12:46

First topic message reminder :


Szkarłatna Brama to olbrzymia budowla, dryfująca bezwładnie pośród Szkarłatnej Otchłani. Z wyglądu przypomina nieco kościół; ma tylko jedno piętro. Zbudowana jest z półprzezroczystego kamienia błyszczącego czerwonawą poświatą, a wewnątrz posadzka przypomina olbrzymią szachownicę, ale co innego przykuwa wzrok przybyszów. Po przeciwnych stronach sali znajdują się dwa olbrzymie lustra pulsujące krwistoczerwoną poświatą. To są właśnie Karminowe Wrota – przejście pomiędzy światami, dzięki którym wędrowcy mogą odkrywać nieznane krainy. Sama świątynia znajduję się jakoby pomiędzy – wychodząc z niej bez przechodzenia przez drugie lustro znajdziesz się w samym centrum Szkarłatnej Otchłani.
Wrota mają swoje odpowiedniki w Świecie Ludzi (znajduje się w górach, obserwowany przez MORIĘ) oraz w Krainie Luster (ukryty w lesie). Oprócz nich, w okolicy, zarówno w Krainie Luster, jak i Świecie Ludzi, można znaleźć niewielkie odpryski magicznych luster. Nie są one tak majestatyczne, jak główne wrota, jednak wystarczająco duże, by człowiek, lub istota człekopodobna, mogły się przez nie przecisnąć i w ten sposób również dostać do wnętrza Szkarłatnej Bramy.

Aktualnie Karminowe Wrota jako budynek kontrolowane są przez umundurowanych, noszących maski strażników Stowarzyszenia Czarnej Róży.


Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 54
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Frank on Pią 08 Mar 2019, 16:11

Szedł tak zadowolony z siebie i możliwości się słownie na strażniczce. Kompletnie zlekceważył fakt, że w zasadzie to pilnowała ona tu portali. Jeśli ktoś pilnuje przejść pomiędzy światami, to raczej wypadałoby założyć, że umie się bić. No Frank tego nie założył. Albo raczej zapomniał w ogóle o tym pomyśleć w nagłym przypływie emocji związanych ze znalezieniem właściwej drogi i wizją opuszczenia (już, dość szybko poszło) znienawidzonej kocicy. Dlatego wielkie było jego zdziwienie, gdy ta go złapała i rzuciła na ścianę budynku. Zdążył wtedy tylko wytrzeszczyć na nią oczy w wyrazie paniki i przerażenia. Całkowicie adekwatnego do faktu, że chwilę później zaczął frunąć. Poleciał bezwładnie na ścianę i jęknął cicho, gdy dotarł do celu podróży. Otępiała głowa bolała o wiele bardziej. Złapał się za twarz zszokowany siłą ciosu i zamrugał kilka razy. Jakby jego przymulający procesor próbował ogarnąć, co się właściwie stało. Ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć albo chociażby wstać, kotka już była przy nim. Opętaniec w nagłym przypływie rozsądku pozostał na ziemi. Już mu się odechciało bicia. Już miał dosyć. Podniósł jedynie zbolały wzrok na Lydie. W jego oczach ewidentnie było widać przerażenie. Właśnie dostał bęcki od dziewczyny z kocimi uszami i ogonem. Jak tu oprzeć się wrażeniu, że coś w tej sytuacji mocno nie współgrało z rzeczywistością. A już na pewno rzeczywistością Franka. Dopiero po chwili pokusił się jej odpowiedzieć. Ale już kompletnie nie było w nim tej odwagi, którą przed chwilą zaprezentował wyzwiskami. Wymamrotał do niej z wyrzutem, nie mogąc też już ukryć lęku. Wielki blaszany anioł jakby zmalał w obecności wojowniczego dachowca.
- Nic ci do tego... agh!
Złapał się za tył głowy, z którego zaczął pulsować ból. Wcześniej też go czuł, ale dopiero po wyduszeniu jakichkolwiek słów zaprezentował się w pełnej okazałości. Uderzenie co prawda nie było mocne, ale na pewno niezbyt przyjemne. Zwłaszcza dla kogoś, kto już i tak miał mocno nadwyrężony łeb. Jednakże miało to i swoje plusy. Wyrżnięcie w ścianę katedry sprawiło w końcu, że mózg zaczął nieco bardziej się wysilać. Zadziałało trochę, jak kubeł zimnej wody. Mężczyzna już w momencie, gdy Lydia go dotknęła pojął swój błąd. A jednak reakcja kotki jedynie utwierdziła go w tamtym przekonaniu. I gdyby z łatwością nie mogła mu zamknąć gęby, to powiedziałby te rzeczy ponownie. Albo gorsze.
- Kurwaaa, chyba czaszka mi pęka... - wyjęczał cicho do siebie, po czym krzyknął w stronę sprawcy - Odjebało ci?! Czego ty ode mnie chcesz posrany kocie?!
Zaraz potem ugryzł się w język. Dotarło do niego, że znowu pozwala sobie chyba na zbyt dużo wobec osoby o takiej sile. Co nie przeszkadzało mu, by nadal patrzeć na nią z mieszanką wyrzutu, przerażenia i wściekłości. Bezsilnej wściekłości, bo ani mu się śniło jej oddać.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pon 11 Mar 2019, 21:54


Młody mężczyzna wraz z uderzeniem jakby utracił cały tupet, którym przed chwilą emanował. Zjechał po ścianie i wytrzeszczał na nią oczy, jakby chciała go zaraz zabić. (Niestety, Lydia nie oglądała ludzkich filmów, w których zaatakowanie kogoś natychmiast równało się chęci zrobienia krzywdy, czasem chęci uśmiercenia. Nie mogła też bidulka wiedzieć, iż w Świecie Ludzi siłowe rozwiązywanie problemów nie jest dobrze odbierane. Ba, że w „normalnych” społecznościach nie jest powszechnie stosowane.) Wbrew pozorom, Dachówka nie zamierzała wyżywać się na Franku. Jedyne czego zamierzała go właśnie nauczyć, to zapadającego w pamięć faktu, iż powinien baczyć na to, co mówi, gdy otwiera gębę. Bo znajdą się i tacy, którzy za nieodpowiednie słowo lub krzywe spojrzenie zechcą się powyżywać, ochoczo nazywając to nauką dobrych manier.
Tak więc patrzyła na jego pojękiwanie, na masowaną, poobijaną czaszkę, jedynie ukradkiem zerkając, czy na czerwonym kamieniu nie zostały aby równie czerwone zacieki. Wszystko to miało na celu uświadomienie mu konsekwencji. Może gdyby na jej miejscu była któraś z jej starszych, bardziej wyważonych sióstr, może Lilia lub Lithiel, rozwiązałyby to w inny sposób. Z tego co jednak Lydia nasłuchała się od starszych stażem w SCR, do Ludzi najlepiej przemawiały silne, zdecydowane komunikaty.
Już, już sądziła, że spuści z tonu, odzyska rozum i zacznie się zachowywać tak jak słyszała o Ludziach – jak inteligentna, wyjątkowo sprytna i adaptująca się istota myśląca, gdy Frank ponownie zrobił to, za przed chwilą został ukarany. Kotce nie pozostało więc nic innego jak ponowić lekcję.
Gwałtownym ruchem przykucnęła, by ich twarze znalazły się na podobnym poziomie, po czym wejrzała mu w oczy, uśmiechając się (czego i tak nie mógł do końca zobaczyć, ale co jej tam).
– Radzę uważać na słowa – zabrzmiała mściwie, przyszpilając go spojrzeniem – bo to nie ja jestem tutaj osrana – stwierdziła, dźgając palcem w kierunku jego spodni. Choć wcześniej nie było po niej śladu, tak teraz Opętaniec mógł wyczuć i zobaczyć we wiadomym miejscu mokrą plamę, będąca niczym innym jak fekaliami. Na ile uwierzy, że narobił ze strachu w gacie? Cóż, potęga sugestii jest niemal nieograniczona, a tarczę mentalną jako ochronę przed iluzją trzeba niestety aktywować.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Pon 11 Mar 2019, 22:50

Powoli spojrzał otępiałym wzrokiem na swoje spodnie. O cholera... ano rzeczywiście. Widać trzeba było zrobić sobie jednak przerwę podczas tych poszukiwań. No teraz już za późno, zwieracze mu puściły. Nie można było zaprzeczyć, że irytował go ten fakt. I to bardzo, bardzo porządnie. Ale musiał go zaakceptować, bo w sumie sam sobie był winien. Taki to ludzki organizm, że wiecznie pęcherz pełny być nie może. Ostatecznie przeniósł ponure spojrzenie na twarz kotki. A tam już na niego czekały mordercze, przerażające oczęta. Wykrzywił się w jakimś bliżej nieokreślonym grymasie. Niby przerażenia i zszokowania, ale hmm... Trochę śmiesznie to wyglądało. W sumie możliwym było, że jakimś sposobem sobie z niej pokpiewał. Wyznawał bowiem zasadę, że jeśli czegoś nie jesteś w stanie pokonać, to musisz to okpić. No wszystko by pasowało, gdyby nie to, że był lekko przerażony i padnięty. Ciężko, by miał na to siły. A może jednak... Podobno ludzie są inteligentni.
- Muszę przyznać, że dawno w kibelku nie byłem...
Wymamrotał zakłopotany i zaczął powoli przesuwać się w swoje prawo. Taki nieśmiały ruch, by uciec od spojrzenia i wyjątkowo bolesnych ciosów Lydii. Już naprawdę mu się tu nie podobało. Chciał stąd wyjść. I to bardzo prędko, zwłaszcza, że te blaszki na plecach rosły mu z każdą chwilą. Przesuwał się coraz to szybciej, zerkając co jakiś czas nerwowo na oprawcę. Jego pokracznemu sposobowi ucieczki towarzyszyła zaskakująco uprzejma wypowiedź.
- A więc... Czy mogłabyś, jakże przeszanowna, piękna i ruda kocico dać mi jebany spokój i puścić do krainy luster? Zdaje się, że zostawiłem tam zapasowe spodnie...
Oczywistym kłamstwem były te epitety. Teraz już rzeczywiście było widać, że nadal gdzieś tam w głębi duszy nie dał za wygraną. W jego głosie strach nieustannie przeplatał się z nieukrywanym sarkazmem. Ba, nawet wręcz eksponowanym. Wymuszona i sarkastyczna uprzejmość to chyba nie do końca to, co kotka chciała uzyskać. A może jednak? Frank był świadom, że cokolwiek mu się stanie, to chyba będzie lepsze, niż płaszczenie się na ziemi z ubrudzonymi spodniami. Suwając dupą po ziemi planował w końcu wstać. Nie podobało mu się to, gdzie był on, a gdzie ona. Dlatego pragnął zmienić pozycję jak najszybciej to tylko możliwe. O ile oczywiście strażniczce znowu coś nie strzeli do łba, by posadzić go na podłogę.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pią 15 Mar 2019, 01:17


Pozwoliła mu szurać tyłkiem po posadzce, nawet nie spoglądając specjalnie w jego stronę – jakby dawała mu przestrzeń i prywatność. Na ile było to prawdziwe, skoro nic mu nie dolegało? Któż wie. Porozglądała się w tym czasie po pręgowanych, marmurowych ścianach Świątyni, jakby nie widziała ich tysięczny raz i musiała wbić sobie na pamięć plan wszystkich jaśniejszy przecięć wzdłuż kamienia. (Przypominały jej przecięcia w Lodowych Górach, gdzie wprost ze skały rodziła się żyła kryształu.) Następnie przeniosła wzrok na posadzkę, śledząc chyba mnogość niewidocznych śladów po podróżnych, którzy przechodzili tutaj w dniu dzisiejszym. (Najgorzej, gdy zastawała kamienną podłogę zapaskudzoną zaschłą czekoladą albo kawałkami pianek czy zeschłych wodorostów. No przecież ona musi to sprzątać. Czemu nikt o tym nie pomyśli?) Posadzka w szachownicę jak szachowana była tak jest, nic się nie zmieniła przez dwadzieścia sześć sekund wnikliwego studiowania.
Nie pomyślała więc ani przez chwilę, ażeby miał jeszcze powód czy siły do śmieszkowania sobie z jej kociej osoby. Już nie. Gdyby sama znalazła się w tak upokarzającej sytuacji, zwiewałaby czym prędzej skąd przylazła, przez myśl jej więc nie przeszło, by dopatrywać się w jego minach jakiego szyderstwa.
Inaczej rzecz się miała z drugą wypowiedzią. Uniosła brew (czego znów nie mógł zobaczyć; robiła to chyba tylko po to, by nie zapomnieć, że emocje wyraża się również mimiką), zastanawiając się nad istotą „jebanego spokoju”, ale całość wypowiedzi chyba ją usatysfakcjonowała.
– Prawie dobrze – oceniła, a jej ton niemal nie był protekcjonalny; gdyby tylko nie ta nuta satysfakcji w głosie i jakby cień uśmiechu. – Sarkazm i nieszczerość są dozwolone, w końcu przywędrowałeś do krainy magii, a więc ułudy. Bacz jednak, Opętańcze... Frank – poprawiła się po chwili zawahania – na słowa. Bo mój żart uszkodził jedynie twoją dumę. Inni uszkodziliby ci za taki paszkwil kończynę. Gdyby byli w dobrym humorze. – Westchnęła cierpiętniczo i wskazała na jego suche, w normalnym stanie spodnie. Po fekaliach nie było ani śladu. – Odpowiesz na trzy pytania, dasz mi kosmyk swoich włosów i droga wolna. Tylko nikomu nie mów, bo cię znajdę i wtedy posrasz się naprawdę.

Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sob 16 Mar 2019, 12:45

- Sarkazm oznacza, że jest dokładnie na odwrót chojraczko...
Wymamrotał cicho pod nosem w trakcie wstawania. Bardziej chyba kierował te słowa do siebie, niż stojącej obok strażniczki. Dopiero wtedy spojrzał ponuro na wskazane przez kotkę miejsce. Patrzył się na nie przez dobrych kilka sekund, okazując przy tym wyjątkową podejrzliwość. Mrużył oczy i próbował dojść, czy jego spodnie zaczęły mu być posłuszne. A jednak gdy już sobie odpuścił, to nie doszedł do żadnego wniosku. Żadnego poza tym, że teraz nie ma siły zastanawiać się nad takimi rzeczami. Przeniósł ten sam podejrzliwy wzrok na Lydie i gapił tak na nią. Również przez kilka dobrych sekund, zanim podjął jakąkolwiek decyzję. Po całym tym incydencie niezbyt miał ochotę przystawać na jakąkolwiek jej propozycję. W ogóle nie był w stanie stwierdzić, czy stworzenia jak ona mają poczucie uczciwości. Były w końcu po części zwierzętami. Czy zwierzęta wywiązywały się z umów? Zdaje się, że nie. Ale też Frank niezbyt miał ochotę sprawdzać, co by się stało, gdyby ponownie próbował przejść bez jej zezwolenia. Te wszystkie argumenty dosłownie fruwały w jego głowie, aż w końcu podjął decyzję. Chociaż ostatecznie była ona kompletnie oderwana od jakichkolwiek przemyśleń. I w zasadzie nie była żadną decyzją, poza zdecydowaniem się na otworzenie jadaczki.
- Jakie niby pytania? I po co w ogóle tobie ten cały cyrk? Jestem jakiś wyjątkowy, że musisz mnie pobić i ogolić, zanim przejdę dalej?
Jego głos i spojrzenie stało się jeszcze bardziej podejrzliwe, niż dotychczas. Łapówkę, czy rewizję dokumentów by jeszcze zrozumiał. Ale kosmyk włosów? Dość podejrzane to było. Kto normalny bierze kosmyk włosów... No i czy jeśli ktoś jest nienormalny, jak jego rozmówczyni, to czy powinien go dawać? Zostawił tą kwestię sobie na później. Wpierw chciał usłyszeć te pytania. Pewnie dalej bluzgałby pod nosem na kocice i odrzucał z automatu propozycję kogoś, kto nie jest nawet człowiek, ale... Pragnienie pójścia dalej zwyciężyło. Jakoś tak się stało, że dosyć miał tego miejsca oraz strażniczki. Wiele by teraz dał, by to rude babsko zostawiło go w spokoju. Ewentualnie dostało łomot. Wciąż ubolewał nad tym, żę został pobity i pragnął sprawiedliwości. Ból nie przysporzył mu na pewno sympatii do Lydii oraz też niewiele nauczył. Frank był z tych opornych. Jakoś to jednak przebolał, bo miał okazję zostawić wredną strażniczkę za sobą.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pon 18 Mar 2019, 14:56


W trakcie, gdy Frank oglądał swoje spodnie, kotka roześmiała się w duchu.
Czy on właśnie narzeka, że zaakceptowałam jego sposób komunikacji?
Może niewłaściwie zinterpretowała jego zachowanie? Ludzie byli chodzącymi sprzecznościami.
– Wolałbyś, żebym znów cię uderzyła za niesubordynację? – zapytała go z żywym zaciekawieniem, przechylając głowę w uniwersalnym geście. Rude włosy przesypały się na ramię munduru. Cudaczne z niego stworzenie, nie ma co.
Przeszła kilka kroków, wywołując w Bramie echo, gdy oczekiwała odpowiedzi: tej pierwszej oraz decyzji co do warunków przepuszczenia za portal.
– Nie chcę cię golić, dziwaku – parsknęła w końcu, niemal zniesmaczona. Co rusz to nowy pomysł. Skąd się tacy biorą? – Wyraźnie powiedziałam "kosmyk". To oznacza "pasmo", hmmhm.. "odrobinę włosów"... Zrozumiałeś tym razem? Wezmę ich w dwa palce i obetnę. Jeśli przestaniesz robić problemy, to nawet nie zostawię łysego placka.
No, wreszcie przechodzili do konkretów. Lydia zabrała ze środka przewrócony zydel i usiadła przy prowizorycznym biureczku, z lubością wyciągając nogi nad grzejącym kamieniem.
– Sklaryfikujmy sprawy: pilnuję tego portalu i notuję wszystkich gości, którzy chcą przejść do Szkarłatnej Otchłani lub dalej, do Krainy Luster. Ty jesteś tym gościem, tak więc pierwsze pytanie: jakie są twoje nazwisko oraz cel i powód podróży, Frank?
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Pon 18 Mar 2019, 21:28

W momencie, gdy spytała go o ponowne manto, jedynie oderwał wzrok od spodni i spojrzał na nią. Jednocześnie z niepewnością i ponurą irytacją. Nie mógł się bowiem zdecydować, czy kotka żartuje, czy znalazła jakąś satysfakcję w obijaniu go. Ponownie, nie chciał tego sprawdzać. Za to nie przeszkadzało mu to w dalszym używaniu sarkazmu. Skoro już go pochwaliła, to nie miał co sobie żałować. Zapewne i tak zginie kilka dni od wkroczenia do Krainy Luster.
- Jeśli to sprawi, że w końcu stracę przytomność, to bardzo chętnie.
Wymamrotał cicho w jej kierunku. Widać dość zabolała go duma po wylądowaniu na ścianie. Ale i nie tylko, bo rzeczywiście czuł się przez nią jeszcze tylko bardziej beznadziejnie, niż przedtem. Zapewne znów by przeginał pałę. Dogryzał jej, zdając się kompletnie na swoje irracjonalne w tym momencie pomysły. A jednak jakoś nie miał siły znosić więcej bólu ze strony kotki. Nie był masochistą. Jej komentarz odnośnie golenia skwitował jedynie zwiększeniem dawki irytacji w spojrzeniu. Zaczął mieć dziwne przeczucie, że Lydia posiada poważne trudności przy rozpoznawaniu sarkazmu. W jego głowie zaczęła fruwać dziwna myśl, że to ona ma tu jakiś problem, a nie on. Kto normalny bije Bogu ducha winnych podróżnych...
- Frank... Willson. I chyba już usłyszałaś, po co tutaj przyszedłem.
Odpowiedział do niej chłodno, powoli podchodząc do biurka. Utrzymując jednak bezpieczną odległość dwóch metrów. Przy podawaniu nazwiska zawahał się nieco. Momentalnie jednak podjął decyzję, że nie ma zamiaru podawać im szczegółowych danych na swój temat. Teraz, gdy już kot siedział, czuł się jakoś bezpieczniej. Nie żeby lęk zniknął... Wciąż głowa pulsowała mu tępym bólem, a jego duma zapewne już nigdy nie będzie taka sama (dorosły facet pobity przez skrzyżowaną z kotem nastolatkę). W jakiś sposób ból pozwolił mu się nieco pogodzić z ponurą rzeczywistością, do jakiej trafił. Pozwolił mu się otrząsnąć. Dojść do wniosku, że jeśli jest ona ledwie strażnikiem, to w teorii nie powinna mu zrobić krzywdy. Czekały go w końcu gorsze dziwactwa. Chociaż wciąż nie był tego całkowicie pewien. Po tym świecie mógł się wszystkiego spodziewać. Łącznie z tym, że Lydia kłamała i wyssie mu zaraz mózg.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa 15 on Wto 19 Mar 2019, 21:47

BANG
BŁYSK
TURLULULU
Czarna postać przeturlała się przez podłogę, od Karminowych Wrót, aż do ściany przeciwległej i leżała bez ruchu przez dobre parę minut.
Kto mógł przewidzieć, że zamiast teleportować się po prostu z dala od lasu, to trafi na, no właśnie ... NA CO?!

Wcześniej:
-Lepiej mnie zostaw, bo nie ręczę za siebie. Powiedz grzecznie, kto dał ci zlecenie? John? Zawsze była z niego szmata.
Czarnowłosa stała w środku lasu z pistoletem wycelowanym prosto w zakapturzoną postać. Wiedziała, że ktoś ją śledził więc uciekła zza miasto, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi niewinnych przechodniów. Jednak jej towarzysz nie zamierzał ewidentnie współpracować, ponieważ bez słowa wycelował broń w kobietę.
-No nic, szkoda i tak się dowiem.
Dziewczyna odblokowała broń i powoli naciskała spust, skupiona na celu nie zauważyła, jak mężczyzna wyciąga z kieszeni granat dymny. Dopiero gdy podniósł go wyżej, by odblokować zawleczkę zauważyła go.
Za późno.
15 oddała strzał 3 razy, trafiła, widziała krew i trupa, który upada z granatem.
Odblokowanym.
Niecałe dwa metry od niej.
Odwróciła się biec z zaciśniętymi ustami.
Zdą ...
BANG

Teraz:
-Jebaniec. Niech ekhem zdycha.
Nowe zwłoki w Karminowych Wrotach okazały się poranioną kobietą. Czarnowłosa dziewczyna, o czarnych oczach podniosła się i rozejrzała po tej dziwnej sali.
Laboratorium?
Nie, mało prawdopodobne, poza tym nie było by tu ...

Nowoprzybyła otworzyła usta ze zdziwienia mrugając w niedowierzaniu. Po pierwsze była w dziwnym budynku, który pewnie ciężko ukryć w zwykłym lesie, albo raczej jest to nie możliwe. Po drugie byli z nią ludzie ...
Ale czy na pewno to ludzie?
15 schowała broń za paskiem spodni przypominających bojówki. Do ego miała bluzkę na ramiączkach, bluzę i trampki. Wszystko w czarnej tonacji, która sprzyjała schowaniu czarniej broni. Dziewczyna podniosła się ocierając twarz z kurzu i zaschniętej krwi.
Ciekawe czyja to krew.
Wstała na nogi i nie zwracając uwagi na zebranych poprawiała ubrania dalej.
15
15

Godność : Alice Murphy
Wiek : 19 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zabawę, dobrą muzykę, imprezę, więcej narkotyków ... co?
Nie lubi : Głupich, nudnych ludzi.
Wzrost / Waga : 158/49
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Klucze od domu, telefon, portfel, słuchawki, zapalniczka zippo.
Broń : Pistolet, magazynek, kastet
Zawód : Barman, cukiernik
Stan cywilny : Wolna
Stan zdrowia : Żyje ... jeszcze.

Liczba postów : 10
Dołączył : 18/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Sro 20 Mar 2019, 18:15


Zasadniczo, Lydia uważała się za kogoś, kto posiada spore zasoby cierpliwości i spokoju. Nie było to do końca prawdą, ponieważ jako Lwie Serce była również dosyć narwana i pochopnie oceniała sytuację, zatem pokłady cierpliwości, którymi dysponowała stanowiły raczej skutek treningu charakteru niż istotę jej temperamentu. Gdy więc w Bramie rozległ się huk, błysk i rejwach, ze złudnym spokojem dokończyła zapisywać w oprawionej w skórę księdze godność Franka – Franka Wilsona, jeszcze niechcący  zapisała z błędem – i przeniosła wzrok najpierw na leżącą do góry nogami kobietę, a później znów na Opętańca.
– Odnoszę wrażenie, że przyszedłeś szukać guza. Tak to przynajmniej na razie odbieram.  – Pióro w ręce kotki zamarło nad kałamarzem, pojedyncza kropla atramentu opadła do zbiorniczka. – Chcesz znaleźć lekarstwo na bycie Opętańcem, tak? Pomimo, że nie ufasz naszym medykom, a sam magii nie chcesz używać.
Założyła nogę na nogę, obróciła głowę w stronę nowoprzy– nowoteleportowanej, mamroczącej do siebie kobiety i zapytała konwersacyjnym tonem:
– Może pani ma dla pana Franka jakieś inne, dodatkowe rady? Bo mnie na myśl przychodzi jeszcze jedynie laboratorium Organizacji MORIA, ale nie byłabym taka pewna, czy zechcą cię wyleczyć, Frank. – Ponowne spojrzenie na Opętańca.
Lydia, zaaferowana nowoprzybyłą oraz próbami zachowania względnego spokoju, nie zauważyła, że na zewnątrz Bramy, w przestrzeni Szkarłatnej Otchłani poczęła się dodatkowo kłębić  gęsta, biała mgła. Czy zauważyło ją zatem któreś z pozostałej dwójki?
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Czw 21 Mar 2019, 19:59

- To już moja sprawa, jak tego dokonam. Najwyżej po prostu się zabiję...
Wymamrotał niechętnie w odpowiedzi i stał grzecznie, czekając na następne pytania. Trochę jakby... niecierpliwie. Udzielił mu się klimat upierdliwego punktu w urzędzie, w którym trzeba rozwiązać formalności. Dochodziło do tego, że te formalności musi wykonać u kotki, która go wcześniej biła i obrażała. A bez wypisania jakiś papierów go nie przepuści dalej, by mógł więcej nie oglądać jej wstrętnej, rudej kity. I w tym momencie mu ten proces przerwano. Jakaś ubrana na czarno kobieta wpadła sobie przez bramę (w równie miękki sposób, co on sam). Gdy tylko usłyszał dźwięk turlania, momentalnie zwrócił ku niej głowę. I patrzył zmęczonym, otępiałym i zrezygnowanym wzrokiem na marionetkę. Wzrokiem, które można idealnie opisać zdaniem "czy ty naprawdę musiałaś?". Zamrugał jeszcze kilka razy, nie będąc w stanie ogarnąć wzrokiem czynności nowo przybyłej. Aż dał sobie spokój i spojrzał z powrotem na Lydie. Z dwojga złego, to ona mu była bardziej znana. Może i jej nie znosił i generalnie życzył porządnej nauczki oraz golenia ( z wzajemnością zapewne), ale przynajmniej się przyzwyczaił. Że go bije, obraża, czy wyśmiewa. A tutaj jeszcze kolejna osoba, z którą będzie musiał obcować, nim wszyscy dadzą mu święty spokój i puszczą do Krainy Luster...
- Czy u was to jest normalne?
Spytał nieco niepewnie, po czym znów zwrócił wzrok ku 15, nie czekając nawet na odpowiedź. Zwyczajnie jakoś nie chciał jej spuszczać z oka. Wszystko, co stąd pochodzi jest dziwne i niebezpieczne (dlatego chyba lepiej było, że nie dostrzegł mgły). A to na dodatek jest jeszcze całe ubrane na czarno i kompletnie mu nieznane. Przynajmniej o tyle dobrze, że chyba było człowiekiem...
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa 15 on Pon 25 Mar 2019, 00:40

Udawała, że nie słyszy zebranych, dalej poprawiając swoje ubranie i włosy, by dobrze ukryć ohydne strupy po urwanych rogach. Jednak uważnie obserwowała ludzi, czyżby oni też byli z Mori, skoro jeden z nich posiadał dziwne skrzydła, a druga uszy i ogon? Dziwne.
I na chuj do mnie mówisz?
Nie zareagowała na słowa kobiety, za to włożyła ręce do kieszeni i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zauważyła naprzeciwko siebie. . .
Co to jest? Portal? Tafla wody? Dziwny obraz? Film SF?
15 podeszła do jednego i tyknęła go palcem by sprawdzić co takiego się stanie. Nie poczuła rzadnego materiału, ściany, szkła. Niczego co mogło by wskazywać na animację.
-Hmmmm, no to ciekawie.
Mięśnie twarzy 15 ułożyły się w uśmiech, odsłaniający rząd białych, równych zębów, które w rzeczywistości były protezą. Po chwili odwróciła się od portalu i zaczęła rozglądać się dalej. Zauważyła jeszcze dwa, z czego za jednym obraz był równie zniekształcony, jak za pierwszym.
Ale co my tu mamyyy!
Arystokratka przyjrzała się dziwnemu portalowi, za którym obraz był lekko mleczny. Kręciła się po portalu, po czym odwróciła się do zebranych i krzyknęła na cały głos.
-Ej dziunia! Co to jest? Anglia czy co do cholery?!
Czekając na odpowiedź przyglądała się dalej dziwnemu pomieszczeniu. Nigdy nie znalazła czegoś takiego w tym lesie, a trochę tu chodziła po ucieczce z laboratorium więc powinna coś tak wielkiego zobaczyć.
Czas zapytać się wujeczka gugl i poznać sens życia!
Kobieta wyciągnęła telefon i i i ...
Nic.
Czarno.
Reset.
Nic.
-Noś kurrr ... nowy telefon. Jak znaje tego gnojka to go ehh. Nigdy więcej nie kupię LGówna.
Taki tam zwykły dzień. Gość chce cię zabić granatem, teleportujesz się do jakiegoś dziwnego miejsca z animacjami 7D, gdzie 2 dzieci Mori sobie dyskutuje. A zapowiadała się piękna słoneczna środa.
15
15

Godność : Alice Murphy
Wiek : 19 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zabawę, dobrą muzykę, imprezę, więcej narkotyków ... co?
Nie lubi : Głupich, nudnych ludzi.
Wzrost / Waga : 158/49
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Klucze od domu, telefon, portfel, słuchawki, zapalniczka zippo.
Broń : Pistolet, magazynek, kastet
Zawód : Barman, cukiernik
Stan cywilny : Wolna
Stan zdrowia : Żyje ... jeszcze.

Liczba postów : 10
Dołączył : 18/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tyk on Czw 28 Mar 2019, 22:46

Post MG - Piraci

Dźwięk armat miał być sygnałem. Stary Szkaradnik miał wystrzelić w stronę posterunków przy bramie ze wszystkich dział i pozostać na miejscu, by mogli się wycofać.
John Blackteeth miał ze sobą czwórkę piratów, którzy mieli wraz z nim przeprowadzić zwiad i sprawdzić jak liczne są siły Stowarzyszenia Czarnej Róży w tym miejscu i czy możliwe byłoby zajęcie Wrót a tym samym odcięcie parszywych burżujów od Otchłani.
Pierwszym z nich był stary kapelusznik Wirs Krzywaczap, specjalista od radosnej destrukcji i kapelusza wypchanego po brzegi (a przecież jest nieskończenie pojemny) wybuchającymi przedmiotami. W wolnych chwilach wymyśla coraz to nowe sposoby na magiczne eksplozje. Jego zadanie było dość proste, miał zrobić zamieszanie i dlatego pod osłoną mgły, ubrany w szary płaszcz wyruszył przygotować kilka wybuchów. Niech wrogowie myślą, że atakowani są przez całą flotę, a nie ledwie jeden małych okręt.
Drugim był Ed Ostry Język, który choć nie potrafił mówić - Marionetkarz, który go stworzył musiał zapomnieć o tak nieistotnym detalu - posiadał ostrza, które mógł wystrzeliwać z ust. Poza tym przypomniał istotę ludzką... no jeżeli nie liczyć, że na palcach miał ostrza, które przy zaciśniętej pięści tworzyły coś w rodzaju kastetu.
Trzecim był Dachowiec Anaris, wyśmienity szermierz, który doczekał się wielu przydomków. Posługujący się zwykle szpadą oraz krótkim sztyletem, choć mający w swoim arsenale także kilka noży do rzucania.
Poprzednia dwójka miała proste zadanie, towarzyszyć Blackteethowi i likwidować każdego kto stanie im na drodze. Pozostał jednak jeszcze jeden członek załogi wypadowej, którego zadanie było kluczowe. Res'zyr miał zapewnić im wsparcie, pozostając samemu wysoko ponad ich głowami za pomocą swoich widmowych skrzydeł. Jego moc, pozwalająca na wystrzeliwanie magicznych pocisków pozwalała mu pełnić rolę snajpera. To jednak magiczna zdolność obserwacji, która pozwalała mu ignorować mgły, brak światła czy inne przeszkody miała największe znaczenie. Miał zbadać dokładnie rozmieszczenie sił Stowarzyszenia i teren wokół bramy.

Tyk
Tyk
Administrator

Godność : Lord Protektor, Arcyksiążę Agasharr I Rosarium
Wiek : 20 lat
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 178/75
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Zawód : Lord Protektor Krainy Luster
Bestie : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Stan zdrowia : Doskonały

Specjalne : Główny Administrator
Liczba postów : 67
Dołączył : 18/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Czw 28 Mar 2019, 23:22


Lydia spojrzała najpierw na Franka, później na nowoprzybyłą, ciemnowłosą dziewczynę – pewnie w jej wieku – i znów na Opętańca.
– Widzisz, nawet ta pani nie znajduje do ciebie słów – skwitowała. Nie roztrząsała czemu nieznajoma nie zareagowała, wszak nie musiała być na tyle towarzyska, by plotkować ze strażnikami w portalu. Następne, a w sumie kolejne słowa dziewczęcia odbiły jej się echem w głowie, nieprzyjemnie przypominając migrenę. O ile była gotowa na zamknięcie portali w chwili, gdy ktoś spróbuje je przekroczyć bez wypełnienia formalności, tak nie była gotowa na żeńską wersję Franka i powtórkę z rozrywki. Nawet lądowanie mieli podobnie kunsztowne. Gdyby znała ten ludzki, młodzieżowy gest, z pewnością uczyniłaby teraz soczysty facepalm.
Nie miała jednak czasu, by (choć spróbować) porządnie odpowiedzieć, bo w chwili wypowiadania niby wyjaśniającej wszystko nazwy „Kraina Luster”, cała budowla zadrżała w posadach. Nasza biedna Dachówka nigdy nie przeżyła abordażu, można więc jej wybaczyć, że nie od razu zorientowała się co oznaczają kłęby mgły na zewnątrz Świątyni lub skąd wziął się swędzący w nos zapach prochu. O trzęsącym się podłożu, drganiach i pryskających do środka, na posadzkę, grudach ziemi i kamykach nie wspominając, ale te – szczęśliwie! – już uznała za przejaw agresji. Nie była jednak pewna ani skąd przyszedł atak, ani co dokładnie stało się na zewnątrz prócz tego, że z każdej strony coś wybuchało! Zrobiła więc pierwszą i jedyną rzecz, którą musiała wypełnić jako strażnik: klasnęła w dłonie, a lustra–portale prowadzące do KL oraz Świata Ludzi zgasły, odcinając im drogę ucieczki, ale i odgradzając agresorów od możliwości inwazji.
Było jej szkoda tych dwóch istot, ale przecież przeteleportowały się tutaj i prawdopodobnie mogą w taki sam sposób uciec. A może pomogą jej w odparciu ataku nim nie przybędą siły SCR? Na razie zerwała się zza biureczka i spróbowała podbiec do obojga, nie wywracając się podczas tych małych trzęsień ziemi, i poinformować, że chyba zaatakowali ich powietrzni Piraci. A przecież stali na pojedynczej, kruchej, latającej skale.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Pią 29 Mar 2019, 18:09

Frank powoli obrócił łeb do kotki i rzucił jej wściekłe, pełne nienawiści spojrzenie. Miał ochotę ją zamordować za właśnie takie komentarze. Na szczęście już wiedział, czym taka próba by się skończyła. Patrzył w ten sposób na nią kilka chwil, chcąc w pewnym momencie nawet coś powiedzieć. Otworzył usta zapewne po to, by wypluć jakąś kąśliwą uwagę, gdy przerwał mu huk dział. Mężczyzna kompletnie się tego nie spodziewał, toteż siła wstrząsów powaliła go na ziemię. Po kilku sekundach wstał trochę zamroczony i zaczął iść w kierunku niedawno jeszcze aktywnego portalu do Krainy Luster.
- Doość mam kurwa! Dosyć! Wychodzę!
Krzyczał do nie wiadomo kogo i szedł drobnymi, niepewnymi krokami do bramy. Trochę trudno mu było złapać równowagę. Ale wtedy ogarnął oczy na tyle, by zobaczyć, że coś mu nie gra. Stanął jak wryty na widok zamkniętej drogi ucieczki. Na kilka sekund sparaliżowało go, gdy zrozumiał, co to właściwie oznacza.
- Doo choleryyyyyy! Gdzie jest portal?!
Odwrócił się do Lydii i ryknął ze wszystkich sił, zerkając nerwowo na eksplodujące wokół niego fragmenty świątyni. W tej chwili w głowie była mu tylko ucieczka. Już na pewno nie pomoc w odpieraniu ataków kosmicznych piratów. Przecież on nawet walczyć nie potrafił. W życiu jedyne co robił, to rzucał nożami na obozach harcerskich. Została mu tylko ucieczka. A w zasadzie to nic mu nie zostało, bo genialny dachowiec powyłączał przejścia. Frank kompletnie ogłupiał. Nie mógł ani uciekać, ani walczyć. Zostało mu tylko stanie w miejscu i wydzieranie się na Lydie.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa 15 on Wto 02 Kwi 2019, 20:36

Wstrząs.
Pietnastka przykucnęła na chwile na podłodze, by przezwyczaić się do dziwnych drgań całej konstrukcji. Siedziała tak jeszcze chwilę przy portalu prowadzącego w dziwny zamglony świat i w końcu wstała, podeszła do wrzeszczącego mężczyzny i poczęstowała go soczystym liściem.
-Zamknij się, co ty baba jesteś, że tylko jęczysz?! Uważaj bo sobie tipsa pizdo złamiesz.-Kończąc swój wywód odwróciła się do kotki i wskazała ręką na jedyny otwarty portal.-No okej, pewnie wiesz co się dzieje. Jeśli mam tu siedzieć bez neta to powiedz, a jak nie to powiedz którędy do miasta.
Czy przejmujemy się atakiem pitarów?
Czy obchodzą nas latające bomby?
Czy wiemy, że to coś lata?
ABSOLUTNIE NIE!
Przecież nie żyjemy w animacji fantastycznej. A jeśli tak, to ona chciała ubić smoka. To jest jej życiowy cel. Na co jej piraci, przecież nie zrobi z ich łuski zbroi. A właśnie, czy trofeum z pirata ma fajny dodatek?
-A właściwie to, co to tak szczela?
No właśnie, nie dość, że są w dziwnej konstrukcji w środku lasu, to nagle ktoś strzela i to z dział, a na pewno z broni dalekiego kalibru.
15
15

Godność : Alice Murphy
Wiek : 19 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zabawę, dobrą muzykę, imprezę, więcej narkotyków ... co?
Nie lubi : Głupich, nudnych ludzi.
Wzrost / Waga : 158/49
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Klucze od domu, telefon, portfel, słuchawki, zapalniczka zippo.
Broń : Pistolet, magazynek, kastet
Zawód : Barman, cukiernik
Stan cywilny : Wolna
Stan zdrowia : Żyje ... jeszcze.

Liczba postów : 10
Dołączył : 18/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tyk on Sob 06 Kwi 2019, 00:09


Musieli działać szybko. Ich wzajemny kontakt był ograniczony, jednak Blackteeth wierzył, że wszyscy znają swoje zadania. Dał swoim towarzyszom gest ręką, żeby ruszyli zanim. Nie chciał od razu wpadać tam, gdzie spodziewał się najliczniejszych przeciwników. Zamiast tego postanowił upewnić się, że na drodze odwrotu nie stanie im nikt niepożądany i dlatego - korzystając z faktu, ze mgła była magiczna i jemu nie przeszkadzała - postanowił zlikwidować na początku ewentualne zbłąkane owieczki. I tutaj proszę MG o wskazanie, czy na takowe natrafił, czy też już w kolejnym poście dotarł do naszych kochanych graczy!
Co jednak w tym czasie działo się ze sprawcą przynajmniej połowy wybuchów? Kapelusznik wpadł śpiesznym krokiem prosto do pomieszczenia, w którym znajdowali się gracze, przewracając się przy okazji na ziemię.
- Co tu się dzieje!? - Krzyknął podnosząc się z ziemi, a gdy już stał na prostych nogach kontynuował:
- Tyle przypraw! Wszystko zniszczone! Nie umiecie nawet kupcom zapewnić bezpieczeństwa?! Jestem kupcem, a tu jest jakiś przeklęty atak! Zróbcie coś z tym, a nie stoicie jak kołki! Moje przyprawy!
I w całym swym łgarstwie był całkiem wiarygodny. Ktoś mógłby go rzeczywiście wziąć za kupca, który jest wściekły z powodu utraty cennego ładunku i przerażony atakiem.
Choć nie ustrzegł się drobnych błędów, które wprawne oko będzie w stanie wychwycić. Wpadł tutaj jakby był przez kogoś goniony i jeszcze wstając rzucał okiem na przejście, lecz gdy zaczął się żalić i żądać zapomniał całkowicie o zagrożeniu. Zapomniał spoglądać. Jakby w połowie z przerażonego kupca zaczął grać roszczeniowego petenta, który przychodzi do urzędu bez tłumaczenia swojego wniosku na język bengalski.

ZPMG powiedziała, że teraz pisać będą gracze, według a ona napisze dopiero po 15 (postać, nie godzina czy data!).
Tyk
Tyk
Administrator

Godność : Lord Protektor, Arcyksiążę Agasharr I Rosarium
Wiek : 20 lat
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 178/75
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Zawód : Lord Protektor Krainy Luster
Bestie : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Stan zdrowia : Doskonały

Specjalne : Główny Administrator
Liczba postów : 67
Dołączył : 18/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sob 06 Kwi 2019, 20:58

Po uderzeniu 15 na chwilę ucichł. Chyba podziałało, chociaż ciężko było ocenić. Cały nagle jakby zamarł. Rozbieganie i przerażone spojrzenie skupiło się na czarnowłosej kobiecie i momentalnie napełniło wściekłością. Frank dosłownie zagotował się w środku i po jego wzroku było to idealnie widać. Patrzył na marionetkę z jakże trafnym pytaniem "Kim ty kurwa jesteś?". Otworzył nawet usta i chciał zadać je na głos, gdy do rozpadającego się budynku wpadł jakiś handlarz. Niefortunnie furia opętańca teraz skupiła się na nim. Bo mógł on wiele znieść. Mógł latać całą noc po lesie, a potem wykłócać się z jakimś lisim dzieciakiem i na koniec zostać przez niego pobitym. Ale TO już była gruba przesada. I sam nie do końca wiedział, czy biegać z przerażenia, czy wściekać na wszystkich dookoła oraz obarczać ich winą za kompletnie zwalony dzień. Druga opcja wydawała się wyjątkowo kusząca.
- Jak kurwa mam ci pomóc... Przecież ja się nie znam na walce!
Krzyknął z furią w stronę zamaskowanego pirata. Niewiele było rzeczy, które doprowadzały go do tego stanu. Stanu, gdy złość dorównywała mocą strachowi. Ale widać było, że to jeden z tych momentów. Bo Frank Boone nie zamierzał walczyć za nikogo i za nic w tym porąbanym świecie. Chciał tylko wynieść się stąd i iść dalej, by załatwić to co chciał oraz wrócić do domu. Nie potrafił walczyć i nie chciał. A zakomunikować to chyba pragnął wszystkim w promieniu kilku kilometrów, bo jego krzyk skutecznie przebijał się przez odgłos wybuchów.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa 15 on Nie 07 Kwi 2019, 20:11

Widząc jak zza obłoków mgły wpada do tego dziwnego pomieszczenia kolejny człowiek, 15 od razu zlustrowała go wzrokiem. I to bardzo nieprzyjemnym, pełnym mordu. Zauważyła, że mężczyzna się nie bał, czyli coś pewnie kombinował. Takie rzeczy dało się łatwo dostrzec, jeśli pracuje się jako płatny morderca. Krzyki mniemanego kupca spłynęły po niej, jak po kaczce, teraz nie miały one znaczenia. Prawie ich nie usłyszała, ponieważ nie były ważne. Jednak krzyk Franka, czy Franciszka ... nie ważne było imię. Jednak krzyk tego, dużo wyższego od niej mężczyzny jej się spodobał. W końcu nie słyszała w jego głosie ani żalu, ani strachu, ani pretensji, tylko złość.
Uśmiechnęła się szeroko i poklepała go po plecach.
-No, i tak trzymaj. To teraz dostaniesz szybkie przeszkolenie. - ponownie odwróciła się do lisicy już z lekkimi rumieńcami na policzkach wywołanymi całym tym pięknym zamieszaniem i serią wybuchów, która zaczynała ją wprowadzać w euforię. -Hej, powiedz mi malutka, może ich wszystkich powyrzynamy? Chciała bym się zabawić.
Głos Pietnastki lekko drżał z podniecenia, a po swojej wypowiedzi oblizała usta przygryzając wargę. Ciekawe czy ludzie w tym dziwnym miejscu okażą się na tyle ciekawymi zabawkami, by się z nimi mogła zabawić. Czy sprawią jej tyle radości swoim cierpieniem? Czy pokażą jej teatr okrzyków bólu i cierpienia?
-Kto się ze mną pobawi pierwszy?
Jęknęła słodko jedną dłonią obejmując się w talii, a drugą przyłożyła do rumianego policzka rozglądając się po sali.
15
15

Godność : Alice Murphy
Wiek : 19 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zabawę, dobrą muzykę, imprezę, więcej narkotyków ... co?
Nie lubi : Głupich, nudnych ludzi.
Wzrost / Waga : 158/49
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Klucze od domu, telefon, portfel, słuchawki, zapalniczka zippo.
Broń : Pistolet, magazynek, kastet
Zawód : Barman, cukiernik
Stan cywilny : Wolna
Stan zdrowia : Żyje ... jeszcze.

Liczba postów : 10
Dołączył : 18/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Wto 09 Kwi 2019, 02:45


Cóż. O ile Lydia marzyła kiedyś (i całkiem niedawno również) o przeżyciu  doniosłego wydarzenia, eposu czy etosu rycerskiego z prawdziwego zdarzenia, gdzie ratowałaby życia i chroniła słabych, gdzie między bezbronnymi a oprawcami stałaby wyłącznie jej dzielna, kocia osoba, tak obecnie schowałaby najchętniej te głupiutkie, dziewczęce marzenia głęboko w dupsko, a przynajmniej na dno szuflady, pod zapomniany pamiętnik, i grzecznie udałaby się do przypałacowej szkoły. Ten chaos, atak, krzyczący ludzie, nie mieli nic wspólnego z wydzierganym brokatem i watą cukrową pięknym snem, jej chwilą chwały.
Można powiedzieć, że przez moment udzieliła się jej panika Franka. Stanęła pomiędzy nimi i patrzyła to na jedno, to na drugie. To ona miała tu być dorosła. To ona powinna zadecydować co dalej. Powinna ich poprowadzić, być przewodnikiem. Zorganizować to, co tutaj zaraz nastanie.
A nastanie rzeź.
Uświadomiła to sobie z oślepiającą jasnością, klarownie jak nigdy, jak gdyby sama Magia czy Pierwszy Baśniopisarz dotknęli jej czoła, powodując oświecenie.
Rzeź, jeśli nadal będzie tak stała. Gniewny policzek wymierzony Frankowi odebrała jak własny. I dobrze, bo pomógł przezwyciężyć panikę, a raczej zdusić ją i zawiązać w supeł w głębi żołądka i zostawić na później, teraz pozwalając płynąć na automatyce szkolenia wojskowego. Niemal bezsłowna pyskówka pomiędzy dziewczyną a Opętańcem dała jej dodatkową chwilę na zebranie się do kupy. Powstrzymała się przed nerwowym chwyceniem ogona i zacisnęła dłonie w piąstki.
– To atak – oświadczyła obojgu oczywistość. – Atak powietrznych piratów, tak myślę. Piratów–Piratów albo jakichś niezadowolonych pojedynczych piratów, w każdym razie tylko tak można tłumaczyć ostrzał armatni ze wszystkich stron. – Mówiła coraz pewniej, coraz szybciej, coraz bardziej rzeczowo. Ignorowała załamanie nerwowe Franka i dziwną obojętność na wszystko równie dziwnej czarnowłosej. Jeśli jest poszukiwaczem przygód albo jakimś narwańcem, tym lepiej. Potrzebowała wszystkiego, wszystkiego, by utrzymać to miejsce. – Mają statki i to to tak szczela. Mam nadzieję, że ta mała, latająca skała jest trwalsza niż się wydaje, inaczej wszyscy spadniemy w nicość. – Spojrzała na mimowolnych towarzyszy niedoli. – Będę zaszczycona, jeśli pomożecie mi odeprzeć ten atak. Oczywiście, możecie też liczyć na dowolną nagrodę zagwarantowaną przez Stowarzyszenie Czarnej Róży – odpowiedziała na pośrednie pytanie Piętnastki. Kij i marchewka. Zależy co kogo tu trzyma.

Wtedy do budynku świątyni wpadł nowy osobnik. Należy wspomnieć, że mgła kłębiła się dookoła, a jej macki pełzały już leniwie po tych kilku schodkach prowadzących z zewnątrz do Bramy, lizały już krawędzie szachowanej posadzki. Na zewnątrz Czarnozęby nie spotkał nikogo, kto chciałby przeszkodzić tej małej inwazji, ponieważ skromny, drewniany pomost służący za port dla latających Statków stał dziś pusty, a obecnie – został zbombardowany i jego pozostałości sterczały w szczapach i drzazgach, tląc się powoli. Nikt już tutaj nie zacumuje.
Jedyna nadzieja w uszach Lydii, bo grupa istot idących poprzez zasłonę gęstą jak mleko musi wydać jakiś odgłos – szczególnie, ze tylko pierwszy z nich widzi przez nią bez problemu. Czy zdoła dosłyszeć kroki i zorientować się z której strony nadejdzie wróg? Okazuje się, że tak.
Zastrzygła uszami, rejestrując dźwięk pochodzący ze mgły, z jednego konkretnego kierunku. Zwróciła się tam całym ciałem, wydając z siebie koci syk oraz bezgłośnie wskazując palcem. „UWAGA”, wołały nastroszone uszy i kita. Dodatkowo miała na karku kolejną osobę – wrzeszczącego Kapelusznika–kupca, który stanął na środku i począł się wykłócać o luki w ochronie, którym też musiała się zająć.
– Gdybyś pan zgłosił dzisiejszy transport, to zapewniono by obstawę – warknęła, wytrącona z równowagi. Na dziś nie było planowanego żadnego transferu. Była tego pewna. – Czemuś pan w ogóle nie uciekł, na Otchłań!, tylko przybiegł tutaj, skoro widziałeś pan, że atak? – zapytała go jak półgłówka, za którego go uważała, jeszcze nie dostrzegając w przebraniu za kupca podstępu.
– Jak mam cię nazywać? – zapytała Piętnastkę, bo wykrzykiwanie rozkazów na „Ejty” mogło spowodować więcej złego niż dobrego. – Co do wyrzynania, poczekajmy aż się pojawią, ale jestem na tak. Kogoś możemy też wziąć żywcem, przyda się.
W tej chwili w powietrzu znów zagrzmiało, ale nie od armat, i w miejscu, gdzie stał wcześniej portal ku Krainie Luster, zmaterializowała się kolejna postać. Młoda kobieta była ubrana w miękkie szarości, nosiła rozkloszowaną suknię odsłaniającą szczupłe kostki, czerwone trzewiki oraz skórzany pas pełen małych fioleczek i tylko ogromne, jakby jarzące się półksiężyce kolczyków psuły wygląd wzorowej mieszkanki świata fantasy. Odgarnęła niemal sięgające ramion, rozwiane biegiem blond włosy i bystro rozejrzała się po pomieszczeniu: niezwykłej jak na to miejsce ilości osób, niewidocznym portalom, mgle liżącej wejścia. Strażniczka Bramy z kolei wyglądała jakby zobaczyła ducha.
– Lithiel! – niemal zapłakała. – Piraci!



Kolejka odwraca się: pierwszy ruch dla Franka i 15, następnie Piraci.



Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sro 10 Kwi 2019, 17:12

Słowa, które miały ich zachęcić do pomocy, jedynie wprawiły Franka w jeszcze większe zdezorientowanie i przerażenie. Że jak?! To teraz każe mu jeszcze iść tam i walczyć? W dodatku potem okazało się, że tego samego od niego chce dziwaczny kapelusznik. No tak... A trzeba było zostać w tym pokręconym miasteczku. Powiedziałby, że te skrzydła to choroba genetyczna albo przebranie. Zawsze mógł coś wymyślić. Teraz zaś wymyślić nie mógł nic. Władował się do tej przeklętej otchłani, to ma. Pyskate koty, walnięte brunetki i piratów prujących z armat. W dwudziestym pierwszym wieku. Szczęściarz z niego, no nic dodać, nic ująć.

Jednak długo nad sobą nie mógł się użalać. Wszystko działo się zbyt szybko. Zwłaszcza dla kogoś takiego, jak Frank. Osoby przyzwyczajonej do spokoju i na dodatek zmęczonej. Wpierw policzek od piętnastki, potem handlarz, bardzo... dziwna reakcja znów tej dziwacznej kobiety i na koniec Lithiel. O ile wcześniej gapił się na mgłę wskazaną przez Lydie, tak teraz przeniósł wzrok na nią. I trochę zdębiał. Bo w tym wszystkim... Co tu ona robiła? Dlaczego kocica tak zareagowała na jej widok? Agh, dość miał tego. Po prostu zdusił w sobie te wszystkie pytania i zamiast na rozważania, poświęcił nieco uwagi biegu wydarzeń. Miał dziwne wrażenie, że jeśli tylko na chwilę coś spuści z oczu, to nie będzie miał szans tego nadrobić. A mówiąc prościej, umrze bolesną śmiercią u boku osób, których kompletnie nie zna i na dodatek niezbyt lubi. Zupełnie nie tak, jak to sobie zaplanował.
- Jak mam ci niby pomóc? Czy ty widzisz, żebym miał przy sobie jakąś broń? Albo żebym chociaż wyglądał ci na wojownika? Przecież oni mnie sprzątną w ciągu pięciu sekund!
Stwierdził przyciszonym, poddenerwowanym głosem w stronę strażniczki. No i znów zaczynał panikować (jeden policzek chyba nie wystarczył). Coś, a raczej ktoś kazał mu niezbyt rzucać się w oczy. A co za tym idzie, mówić głośno. Zapewne była to ta dziwaczna kobieta, której Lydia tak się przeraziła. Umiała lepiej walczyć od niego... Więc skoro ona się jej lęka, to dlaczego Frank by nie miał? Zwłaszcza, że już wcześniej nie planował chojraczyć.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa 15 on Wto 16 Kwi 2019, 18:02

ATAK PIRATÓW.
Atak powietrznych piratów.
Czyli takich co piją rum i krzyczą arrr?
Nasz rogacz nie wiedział co to jest za miejsce, jednak już wiedziała, że się jej podoba. Stała w miejscu przyglądając się zniecierpliwiona mgle. Chciała jak najszybciej zobaczyć już piratów, bo nigdy takowych nie widziała na żywo, a co do za szkoda, kiedy ma się już taką wyjątkową okazję, by zabawić się z pijanymi złoczyńcami i nie skorzystać. Chciała już się rzucić w słodki bój, poczuć krew na ustach, strach ludzi, adrenalinę.
Widząc kolejną postać wychodzącą z mgły oblizała usta i odwróciła się do Franka. Jego narzekania całkowicie psuły cały klimat, tego podniosłego wydarzenia. Może, w trakcie walki go dopadnie i wyrwie mu to coś, co wystaje mu z pleców.
-Jeszcze raz usłyszę jak narzekasz, a to ciebie zabiję. -Jej głos był zimny niczym mrożonka z Biedronki - Masz na plecach jebaną kupę metalu! Zrób z niej użytek, polataj, albo chociaż osłaniaj się sam. Bo nawet ten zasrany kupiec na większe ...
Właśnie, czemu on, chodź panikował, to nie przyleciał do nich, by się gdzieś schronić? Zbić w kupę? Przecież ludzie mają dziwny instynkt stadny i w obliczu zagrożenia lubią ukrywać się za silniejszymi. Chyba, że nie wyczuwał bezpośredniego zagrożenia i był w zmowie z piratami.
Albo raczej
był
piratem!
Och, jaki uroczy podstęp mający ich zmylić i sprawić by się wyrżnęli broniąc swojego wroga, och jakie to piękne! Symfonia niegodziwości zaczyna być wygrywana przez tych zacnych muzyków prosto przed nią. Grajcie więcej, napełnijcie uszy, aż zacznie z nich broczyć krew.
Na słowa kotki wzruszyła ramionami.
-Mów na mnie jak chcesz maleńka.
15 ruszyła przed siebie.
Krok.
Drugi.
Trzeci.
Zniknęła.
Teraz istnieje pytanie, czy pojawi się za którymś z piratów, czy może wróci do tego samego miejsca, czy na samym, pięknym statku i dokona abordażu!
Arrrr, ahoj przygodo.
O, udało się losowanko..
15 wyszczerzona pojawiła się, za kobietą o pięknych, blond włosach i nie czekając na nic złapała ją za ramiona używając swej mocy, by zamrozić jej ubrania i ograniczyć ruchy. Nie chciała wyciągać broni. Jeszcze. Przecież lepiej się pobawić najpierw.
-Do abordażu!
Krzyknęła zadowolona stając stabilniej na nogach, by nie stracić równowagi w przypadku kontrataku koietki.
15
15

Godność : Alice Murphy
Wiek : 19 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zabawę, dobrą muzykę, imprezę, więcej narkotyków ... co?
Nie lubi : Głupich, nudnych ludzi.
Wzrost / Waga : 158/49
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Klucze od domu, telefon, portfel, słuchawki, zapalniczka zippo.
Broń : Pistolet, magazynek, kastet
Zawód : Barman, cukiernik
Stan cywilny : Wolna
Stan zdrowia : Żyje ... jeszcze.

Liczba postów : 10
Dołączył : 18/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tyk on Czw 18 Kwi 2019, 19:09


Piraci zbliżający się do obrońców nie potrzebowali już mgły. Chcieli by ich ujrzano, by mogli roznieść wieści, że Czarnozęby po nich przyszedł.
Spokój jaki zapanował w powietrzu na chwilę przed konfrontacją mógł być nieznośny.
Udający kupca Wirs nie miał zamiaru znosić spokojnie niewygodnych pytań, czy też szukać wiarygodnych odpowiedzi. Zamiast tego zerknąwszy raz jeszcze za siebie, czy nie jest przez nikogo ścigany powiedział:
- A widzisz jakieś cholerne skrzydła? Mój statek, jeżeli jeszcze przetrwał, pewnie jest teren oblepiony piratami ze wszystkich stron! - Wizja piratów jako mrówek wywoływała w nim uczucie będące mieszanką rozbawienia i niechęci, że ich, dzielnych żeglarzy, porównuje się do robactwa. Ostatecznie jednak nie dał po sobie poznać tych uczuć.
Zamiast tego, gdy tylko spojrzał ponownie za siebie i ujrzał piratów, to schował się za strażniczką. Zaliczył przy tym kolejny upadek, tym razem tracąc z głowy kapelusz, który niebawem pochwycił.
Piraci byli już blisko, obrońcy mogli ich zobaczyć. Nim jednak zdążyli wypowiedzieć zdanie "Szanowni najeźdźcy, zechcecie przedyskutować swoje racje i usiąść do stołu, by szukać porozumienia" to w ich stronę pomknęły dwie kule wystrzelone z pistoletów Blackteetha. A zanim zdążyli pomyśleć, że wypowiedzenie tak długiego zdania nie miało sensu za kulami ruszyło również ostrze wystrzelone z ust Marionetki. John nie celował, zależało mu jedynie na zamieszaniu i dlatego wystrzelił w stronę, a nie w konkretną osobę. Toteż szansa na trafienie jest niższa, za to Ed objął na cel Opętańca. Proszę więc MG o rzucenie kośćmi jaki wynik będą miały powyższe ataki.
Co w tym czasie robił Anaris? Ten zaczął biec od łuku, by jak najszybciej zmniejszyć odległość. Uważając jednak, na ewentualny atak. Jeżeli znalazł po drodze leżący na ziemi przedmiot, kawałek skały czy cokolwiek innego to sprawnym ruchem sięgnąłby po to, by móc rzucić w stronę tego, który dostrzegłby jego manewr i chciałby mu wyjść naprzeciw. W prawej ręce przez cały czas trzymał swoją szpadę.
Tyk
Tyk
Administrator

Godność : Lord Protektor, Arcyksiążę Agasharr I Rosarium
Wiek : 20 lat
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 178/75
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Zawód : Lord Protektor Krainy Luster
Bestie : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Stan zdrowia : Doskonały

Specjalne : Główny Administrator
Liczba postów : 67
Dołączył : 18/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Sro 01 Maj 2019, 21:52

Let it begin.

Skrót poprzedniego odcinka:

— przybycie Lithiel
— zbliżenie się kupca do grupy
— teleportacja 15 i zamrożenie
— przeniknięcie Lith i zamiana miejsc

Wyjaśnienia kupca były irracjonalne. Nie dało się nie zauważyć bombardowania wyspy. A skoro je widział, po cóż, na Przedwiecznych!, wylądował! Lydia nie skoczyła ku aż tak pochopnym wnioskom jak 15, ale i jej kupiec zdecydowanie się nie spodobał. Zdecydowała być jeszcze bardziej ostrożna i traktować go jak potencjalne zagrożenie. Nie przyszło kotce  na myśl, iż to szczwana sztuczka młodego Czarnozębego, bardziej przypuszczała, iż podejrzany kupiec próbuje wykorzystać i tak złą już sytuację.  Nie raz i nie dwa SCR, pomagając Kompanii, borykało się z niezadowolonymi jednostkami, walczącymi z monopolem na swój własny sposób. A jednak ci przed nią – chowający się gdzieś we mgle – stanowili zorganizowaną szajkę wręcz emanującą przemocą.
– Lithiel! – zapłakała Strażniczka – atakują nas. Na Baśniopisarzy, jak dobrze, że tu jesteś, siostro!
Ruszyła ku niej, nie zdążyła jednak powiedzieć czy zrobić nic więcej, nie zdążyła też nadać Piętnastce jakiegoś zabawnego, irytującego ją przydomka, bo nagle, z wielkim „puff”, czarnowłosa wylądowała za plecami Lith, a z jej rąk począł spełzać szron, osiadając i obciążając pelerynę starszej Dachówki. Onienienienienienie. Nagle Lydia zaczęła odnosić wrażenie, że Piraci przeistoczyli się w pomniejszy problem.
Zerwała się ku siostrze, niejako zostawiając Franka najbliżej podejrzanego kupca, ale jasnowłosa uśmiechnęła się szelmowsko i pochwyciła nadgarstki Cyrkówki, a później niczym zjawa przeniknęła za jej plecy, odwracając role.
– Trochę rozwagi, kurczaczku – szepnęła jej do ucha i już w tym tchnieniu 15 mogła poczuć, że nowo przybyła jest równie zwichrowana ona co sama. – Albo stracisz piórka.


Skrót aktualnego odcinka:

— wyjście Piratów ze mgły na stopnie świątyni
— użycie zwiększenia grawitacji na agresorach
— pudło Blackteetha
— wystrzelenie ostrza w kierunku Franka

Wtedy też na scenę wkroczyli Piraci, a udawany kupiec znów upadł. Gdy podbiegał bliżej, to za Frankiem mógł się ewentualnie skryć, bowiem Lydia tkwiła nieco dalej, przy kobietach, podnosząc na siostrę błagalne spojrzenie. Gdy agresorzy ukazali się wśród mgły, zjeżyła się cała i wystąpiła przed grupę, jak nakazywał jej obowiązek. Była gotowa reagować. (Lub, jak się zaraz okazało, wydawało jej się, iż była.)
W tym momencie pomiędzy nimi a Piratami znajdowała się jeszcze cała szerokość świątyni, kilkanaście kroków, wystarczająco dużo, by w porę zareagować.
Lithiel pchnęła 15 wprzód, uwalniając ją z uścisku razem ze spokojnym „przydaj się na coś” i wyciągnęła rękę w stronę trzech mężczyzn. Mogli poczuć jak ich ciała stają się ciężkie, a każdy jeden krok czy ruch ręką wymaga ogromnego wysiłku. Właśnie znacząco zwiększyła oddziałującą na nich grawitację, odtąd ograniczając ich poruszanie się, ale nie zdołała zapobiec wystrzeleniu pistoletu czy wyrzuceniu ostrza. O ile szczęście nieco zawiodło Blackteetha i pociski pomknęły w kierunku Opętańca, ale jedynie odprysnęły posadzkę obok butów jego i fałszywego kupca (czy to naprawdę dobry pomysł chować się wśród wrogów, panie Krzywaczapie?), tak wycelowany brzeszczot mknął zdecydowanie w kierunku Franka.
Lydia stała za daleko, by w porę go osłonić, tak więc nasz Opętaniec był zdany na siebie. Zrobi unik, choćby koślawy, czy postanowi pokazać środkowy palec Krainie Luster i umrzeć tu na miejscu?

Należy wspomnieć też, że biegnący ze szpadą Dachowiec Anais utknął w połowie drogi pomiędzy drużynami. Czy nieopatrzne wysforowanie się przed ziomków przekuje w zaletę czy zostanie mięskiem armatnim? Dookoła leżało wiele skał, tak więc jedną mógł nadal trzymać w dłoni. Tudzież łapie.
Drugą istotną rzeczą jest, iż w chwili przybycia Lithiel wezwała telepatycznie siły Stowarzyszenia. I na bogów, dobrze, że to zrobiła, bo  kryształowy nadajnik Lydii nadal tkwił w kieszeni munduru.



Siły SCR przybędą za: 5 postów

Kolejka odwraca się, a Frank otrzymuje bonusowy post na obronę
Frank >> Piraci >> 15 >> Frank >> MG
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Specjalne : Administrator, Mistrz Gry
Liczba postów : 110
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sob 04 Maj 2019, 01:02

Kupcowi na niewiele się zdało chowanie za Frankiem, bowiem przedstawiał on jeszcze mniejszą wartość bojową, niż sam kapelusznik. No a przynajmniej do czasu, gdy ktoś wspomni mu łaskawie o jego zdolnościach. Chociaż nie było powiedziane, że wtedy również nie uciekłby gdzie pieprz rośnie. Bo tak zrobił tym razem. Z wrzaskiem rzucił się na bok, chcąc za wszelką cenę uniknąć sztyletu. Pewne zagrożenia i odruchy z nimi związane nie zmieniały się po drugiej stronie lustra. I w zasadzie mógł zasłonić się skrzydłami... No ale jakieś długie nie były, nie wiedział czy to by coś dało, no i przede wszystkim nawet nie próbował nimi kierować. A szkoda, bo może zwiększyłoby to jego szanse na przeżycie.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tyk on Sob 04 Maj 2019, 20:05

Post MG - Piraci

Kapelusznik widział, że sytuacja przybrała niekorzystny obrót. Przeklęte magiczne sztuczki tych ścierw ze Stowarzyszenia i głupi piraci, którzy dali się tak łatwo złapać.
Krzywaczap był jedynym, który mógł obrócić sytuacje na korzyść piewców nieskrępowanej niczym wolności i rumu. I miał zamiar tego dokonać.
Machnął trzymanym w ręku kapeluszem, tak że wyleciało z niego w stronę obrońców mnóstwo małych bomb. Nie dość silnych, by kogoś zabić, lecz dość by wywołać poparzenia, utrudnić walkę, a przede wszystkim za pomocą swej ilości doprowadzić do przerwania mocy wiążącej jego towarzyszy.
Nie zamierzał jednak na tym kończyć. Wiedział, że to było za mało, by kogoś zlikwidować i dlatego po zamachu wsunął rękę do kapelusza i wyciągnął kolejną, tym razem większą magiczną bombę i rzucił nią w cel, który wydawał mu się być największym zagrożeniem, w kobietą, która zatrzymała jego kompanów.
Za to chyba żadna z bomb nie poleciała w stronę Franka, który wykonując unik oddalił się nieco od grupy. Szczęśliwie więc uniknął dwóch ataków zamiast jednego za cenę zaledwie niewielkiego zadrapania na ramieniu.
Jeżeli jednak wszystko poszło po myśli Kapelusznika, to Piraci znów byli wolni i mogli przystąpić do ataku, a ten byłby w zasadzie kontynuacją poprzedniego planu.
Dachowiec starał się zbliżyć, za cel obierając sobie Franka, który wydawał się być najsłabszym ogniwem, które szybko można wyeliminować. Co więcej, by nie dać temu czasu na zmianę postawi dobył sztylet, którym rzucił w stronę mężczyzny. Gdyby udało mu się dobiec, to wykonał pchnięcie swoim mieczem w opętańca, celując w okolice klatki piersiowej - najpewniej chciał mu pokazać, że i piraci potrafią złamać, znaczy przebić serce.
Dość bierny był natomiast Ostry Język, który zacisnął palce i ruszył biegiem w stronę Piętnastki. Jeżeli i jemu udało się dobiec, to wykonał zamach prawą ręką od dołu, celując w twarz dziewczyny.
Natomiast Blackteeth jako dowódca całej wyprawy kończył przeładowywać swoje pistolety. W przeciwieństwie do Anarisa on postanowił podejść do oponentów od lewej i również w opozycji do Dachowca zbliżał się powoli, obserwując sytuację.

Tyk
Tyk
Administrator

Godność : Lord Protektor, Arcyksiążę Agasharr I Rosarium
Wiek : 20 lat
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 178/75
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Zawód : Lord Protektor Krainy Luster
Bestie : Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
Stan zdrowia : Doskonały

Specjalne : Główny Administrator
Liczba postów : 67
Dołączył : 18/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach