Karminowe Wrota

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Pią 18 Sty 2019, 12:46

First topic message reminder :


Szkarłatna Brama to olbrzymia budowla, dryfująca bezwładnie pośród Szkarłatnej Otchłani. Z wyglądu przypomina nieco kościół; ma tylko jedno piętro. Zbudowana jest z półprzezroczystego kamienia błyszczącego czerwonawą poświatą, a wewnątrz posadzka przypomina olbrzymią szachownicę, ale co innego przykuwa wzrok przybyszów. Po przeciwnych stronach sali znajdują się dwa olbrzymie lustra pulsujące krwistoczerwoną poświatą. To są właśnie Karminowe Wrota – przejście pomiędzy światami, dzięki którym wędrowcy mogą odkrywać nieznane krainy. Sama świątynia znajduję się jakoby pomiędzy – wychodząc z niej bez przechodzenia przez drugie lustro znajdziesz się w samym centrum Szkarłatnej Otchłani.
Wrota mają swoje odpowiedniki w Świecie Ludzi (znajduje się w górach, obserwowany przez MORIĘ) oraz w Krainie Luster (ukryty w lesie). Oprócz nich, w okolicy, zarówno w Krainie Luster, jak i Świecie Ludzi, można znaleźć niewielkie odpryski magicznych luster. Nie są one tak majestatyczne, jak główne wrota, jednak wystarczająco duże, by człowiek, lub istota człekopodobna, mogły się przez nie przecisnąć i w ten sposób również dostać do wnętrza Szkarłatnej Bramy.

Aktualnie Karminowe Wrota jako budynek kontrolowane są przez umundurowanych, noszących maski strażników Stowarzyszenia Czarnej Róży.


Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 52
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Frank on Pią 08 Mar 2019, 16:11

Szedł tak zadowolony z siebie i możliwości się słownie na strażniczce. Kompletnie zlekceważył fakt, że w zasadzie to pilnowała ona tu portali. Jeśli ktoś pilnuje przejść pomiędzy światami, to raczej wypadałoby założyć, że umie się bić. No Frank tego nie założył. Albo raczej zapomniał w ogóle o tym pomyśleć w nagłym przypływie emocji związanych ze znalezieniem właściwej drogi i wizją opuszczenia (już, dość szybko poszło) znienawidzonej kocicy. Dlatego wielkie było jego zdziwienie, gdy ta go złapała i rzuciła na ścianę budynku. Zdążył wtedy tylko wytrzeszczyć na nią oczy w wyrazie paniki i przerażenia. Całkowicie adekwatnego do faktu, że chwilę później zaczął frunąć. Poleciał bezwładnie na ścianę i jęknął cicho, gdy dotarł do celu podróży. Otępiała głowa bolała o wiele bardziej. Złapał się za twarz zszokowany siłą ciosu i zamrugał kilka razy. Jakby jego przymulający procesor próbował ogarnąć, co się właściwie stało. Ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć albo chociażby wstać, kotka już była przy nim. Opętaniec w nagłym przypływie rozsądku pozostał na ziemi. Już mu się odechciało bicia. Już miał dosyć. Podniósł jedynie zbolały wzrok na Lydie. W jego oczach ewidentnie było widać przerażenie. Właśnie dostał bęcki od dziewczyny z kocimi uszami i ogonem. Jak tu oprzeć się wrażeniu, że coś w tej sytuacji mocno nie współgrało z rzeczywistością. A już na pewno rzeczywistością Franka. Dopiero po chwili pokusił się jej odpowiedzieć. Ale już kompletnie nie było w nim tej odwagi, którą przed chwilą zaprezentował wyzwiskami. Wymamrotał do niej z wyrzutem, nie mogąc też już ukryć lęku. Wielki blaszany anioł jakby zmalał w obecności wojowniczego dachowca.
- Nic ci do tego... agh!
Złapał się za tył głowy, z którego zaczął pulsować ból. Wcześniej też go czuł, ale dopiero po wyduszeniu jakichkolwiek słów zaprezentował się w pełnej okazałości. Uderzenie co prawda nie było mocne, ale na pewno niezbyt przyjemne. Zwłaszcza dla kogoś, kto już i tak miał mocno nadwyrężony łeb. Jednakże miało to i swoje plusy. Wyrżnięcie w ścianę katedry sprawiło w końcu, że mózg zaczął nieco bardziej się wysilać. Zadziałało trochę, jak kubeł zimnej wody. Mężczyzna już w momencie, gdy Lydia go dotknęła pojął swój błąd. A jednak reakcja kotki jedynie utwierdziła go w tamtym przekonaniu. I gdyby z łatwością nie mogła mu zamknąć gęby, to powiedziałby te rzeczy ponownie. Albo gorsze.
- Kurwaaa, chyba czaszka mi pęka... - wyjęczał cicho do siebie, po czym krzyknął w stronę sprawcy - Odjebało ci?! Czego ty ode mnie chcesz posrany kocie?!
Zaraz potem ugryzł się w język. Dotarło do niego, że znowu pozwala sobie chyba na zbyt dużo wobec osoby o takiej sile. Co nie przeszkadzało mu, by nadal patrzeć na nią z mieszanką wyrzutu, przerażenia i wściekłości. Bezsilnej wściekłości, bo ani mu się śniło jej oddać.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 18
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pon 11 Mar 2019, 21:54


Młody mężczyzna wraz z uderzeniem jakby utracił cały tupet, którym przed chwilą emanował. Zjechał po ścianie i wytrzeszczał na nią oczy, jakby chciała go zaraz zabić. (Niestety, Lydia nie oglądała ludzkich filmów, w których zaatakowanie kogoś natychmiast równało się chęci zrobienia krzywdy, czasem chęci uśmiercenia. Nie mogła też bidulka wiedzieć, iż w Świecie Ludzi siłowe rozwiązywanie problemów nie jest dobrze odbierane. Ba, że w „normalnych” społecznościach nie jest powszechnie stosowane.) Wbrew pozorom, Dachówka nie zamierzała wyżywać się na Franku. Jedyne czego zamierzała go właśnie nauczyć, to zapadającego w pamięć faktu, iż powinien baczyć na to, co mówi, gdy otwiera gębę. Bo znajdą się i tacy, którzy za nieodpowiednie słowo lub krzywe spojrzenie zechcą się powyżywać, ochoczo nazywając to nauką dobrych manier.
Tak więc patrzyła na jego pojękiwanie, na masowaną, poobijaną czaszkę, jedynie ukradkiem zerkając, czy na czerwonym kamieniu nie zostały aby równie czerwone zacieki. Wszystko to miało na celu uświadomienie mu konsekwencji. Może gdyby na jej miejscu była któraś z jej starszych, bardziej wyważonych sióstr, może Lilia lub Lithiel, rozwiązałyby to w inny sposób. Z tego co jednak Lydia nasłuchała się od starszych stażem w SCR, do Ludzi najlepiej przemawiały silne, zdecydowane komunikaty.
Już, już sądziła, że spuści z tonu, odzyska rozum i zacznie się zachowywać tak jak słyszała o Ludziach – jak inteligentna, wyjątkowo sprytna i adaptująca się istota myśląca, gdy Frank ponownie zrobił to, za przed chwilą został ukarany. Kotce nie pozostało więc nic innego jak ponowić lekcję.
Gwałtownym ruchem przykucnęła, by ich twarze znalazły się na podobnym poziomie, po czym wejrzała mu w oczy, uśmiechając się (czego i tak nie mógł do końca zobaczyć, ale co jej tam).
– Radzę uważać na słowa – zabrzmiała mściwie, przyszpilając go spojrzeniem – bo to nie ja jestem tutaj osrana – stwierdziła, dźgając palcem w kierunku jego spodni. Choć wcześniej nie było po niej śladu, tak teraz Opętaniec mógł wyczuć i zobaczyć we wiadomym miejscu mokrą plamę, będąca niczym innym jak fekaliami. Na ile uwierzy, że narobił ze strachu w gacie? Cóż, potęga sugestii jest niemal nieograniczona, a tarczę mentalną jako ochronę przed iluzją trzeba niestety aktywować.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Liczba postów : 53
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Pon 11 Mar 2019, 22:50

Powoli spojrzał otępiałym wzrokiem na swoje spodnie. O cholera... ano rzeczywiście. Widać trzeba było zrobić sobie jednak przerwę podczas tych poszukiwań. No teraz już za późno, zwieracze mu puściły. Nie można było zaprzeczyć, że irytował go ten fakt. I to bardzo, bardzo porządnie. Ale musiał go zaakceptować, bo w sumie sam sobie był winien. Taki to ludzki organizm, że wiecznie pęcherz pełny być nie może. Ostatecznie przeniósł ponure spojrzenie na twarz kotki. A tam już na niego czekały mordercze, przerażające oczęta. Wykrzywił się w jakimś bliżej nieokreślonym grymasie. Niby przerażenia i zszokowania, ale hmm... Trochę śmiesznie to wyglądało. W sumie możliwym było, że jakimś sposobem sobie z niej pokpiewał. Wyznawał bowiem zasadę, że jeśli czegoś nie jesteś w stanie pokonać, to musisz to okpić. No wszystko by pasowało, gdyby nie to, że był lekko przerażony i padnięty. Ciężko, by miał na to siły. A może jednak... Podobno ludzie są inteligentni.
- Muszę przyznać, że dawno w kibelku nie byłem...
Wymamrotał zakłopotany i zaczął powoli przesuwać się w swoje prawo. Taki nieśmiały ruch, by uciec od spojrzenia i wyjątkowo bolesnych ciosów Lydii. Już naprawdę mu się tu nie podobało. Chciał stąd wyjść. I to bardzo prędko, zwłaszcza, że te blaszki na plecach rosły mu z każdą chwilą. Przesuwał się coraz to szybciej, zerkając co jakiś czas nerwowo na oprawcę. Jego pokracznemu sposobowi ucieczki towarzyszyła zaskakująco uprzejma wypowiedź.
- A więc... Czy mogłabyś, jakże przeszanowna, piękna i ruda kocico dać mi jebany spokój i puścić do krainy luster? Zdaje się, że zostawiłem tam zapasowe spodnie...
Oczywistym kłamstwem były te epitety. Teraz już rzeczywiście było widać, że nadal gdzieś tam w głębi duszy nie dał za wygraną. W jego głosie strach nieustannie przeplatał się z nieukrywanym sarkazmem. Ba, nawet wręcz eksponowanym. Wymuszona i sarkastyczna uprzejmość to chyba nie do końca to, co kotka chciała uzyskać. A może jednak? Frank był świadom, że cokolwiek mu się stanie, to chyba będzie lepsze, niż płaszczenie się na ziemi z ubrudzonymi spodniami. Suwając dupą po ziemi planował w końcu wstać. Nie podobało mu się to, gdzie był on, a gdzie ona. Dlatego pragnął zmienić pozycję jak najszybciej to tylko możliwe. O ile oczywiście strażniczce znowu coś nie strzeli do łba, by posadzić go na podłogę.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 18
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pią 15 Mar 2019, 01:17


Pozwoliła mu szurać tyłkiem po posadzce, nawet nie spoglądając specjalnie w jego stronę – jakby dawała mu przestrzeń i prywatność. Na ile było to prawdziwe, skoro nic mu nie dolegało? Któż wie. Porozglądała się w tym czasie po pręgowanych, marmurowych ścianach Świątyni, jakby nie widziała ich tysięczny raz i musiała wbić sobie na pamięć plan wszystkich jaśniejszy przecięć wzdłuż kamienia. (Przypominały jej przecięcia w Lodowych Górach, gdzie wprost ze skały rodziła się żyła kryształu.) Następnie przeniosła wzrok na posadzkę, śledząc chyba mnogość niewidocznych śladów po podróżnych, którzy przechodzili tutaj w dniu dzisiejszym. (Najgorzej, gdy zastawała kamienną podłogę zapaskudzoną zaschłą czekoladą albo kawałkami pianek czy zeschłych wodorostów. No przecież ona musi to sprzątać. Czemu nikt o tym nie pomyśli?) Posadzka w szachownicę jak szachowana była tak jest, nic się nie zmieniła przez dwadzieścia sześć sekund wnikliwego studiowania.
Nie pomyślała więc ani przez chwilę, ażeby miał jeszcze powód czy siły do śmieszkowania sobie z jej kociej osoby. Już nie. Gdyby sama znalazła się w tak upokarzającej sytuacji, zwiewałaby czym prędzej skąd przylazła, przez myśl jej więc nie przeszło, by dopatrywać się w jego minach jakiego szyderstwa.
Inaczej rzecz się miała z drugą wypowiedzią. Uniosła brew (czego znów nie mógł zobaczyć; robiła to chyba tylko po to, by nie zapomnieć, że emocje wyraża się również mimiką), zastanawiając się nad istotą „jebanego spokoju”, ale całość wypowiedzi chyba ją usatysfakcjonowała.
– Prawie dobrze – oceniła, a jej ton niemal nie był protekcjonalny; gdyby tylko nie ta nuta satysfakcji w głosie i jakby cień uśmiechu. – Sarkazm i nieszczerość są dozwolone, w końcu przywędrowałeś do krainy magii, a więc ułudy. Bacz jednak, Opętańcze... Frank – poprawiła się po chwili zawahania – na słowa. Bo mój żart uszkodził jedynie twoją dumę. Inni uszkodziliby ci za taki paszkwil kończynę. Gdyby byli w dobrym humorze. – Westchnęła cierpiętniczo i wskazała na jego suche, w normalnym stanie spodnie. Po fekaliach nie było ani śladu. – Odpowiesz na trzy pytania, dasz mi kosmyk swoich włosów i droga wolna. Tylko nikomu nie mów, bo cię znajdę i wtedy posrasz się naprawdę.

Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Liczba postów : 53
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sob 16 Mar 2019, 12:45

- Sarkazm oznacza, że jest dokładnie na odwrót chojraczko...
Wymamrotał cicho pod nosem w trakcie wstawania. Bardziej chyba kierował te słowa do siebie, niż stojącej obok strażniczki. Dopiero wtedy spojrzał ponuro na wskazane przez kotkę miejsce. Patrzył się na nie przez dobrych kilka sekund, okazując przy tym wyjątkową podejrzliwość. Mrużył oczy i próbował dojść, czy jego spodnie zaczęły mu być posłuszne. A jednak gdy już sobie odpuścił, to nie doszedł do żadnego wniosku. Żadnego poza tym, że teraz nie ma siły zastanawiać się nad takimi rzeczami. Przeniósł ten sam podejrzliwy wzrok na Lydie i gapił tak na nią. Również przez kilka dobrych sekund, zanim podjął jakąkolwiek decyzję. Po całym tym incydencie niezbyt miał ochotę przystawać na jakąkolwiek jej propozycję. W ogóle nie był w stanie stwierdzić, czy stworzenia jak ona mają poczucie uczciwości. Były w końcu po części zwierzętami. Czy zwierzęta wywiązywały się z umów? Zdaje się, że nie. Ale też Frank niezbyt miał ochotę sprawdzać, co by się stało, gdyby ponownie próbował przejść bez jej zezwolenia. Te wszystkie argumenty dosłownie fruwały w jego głowie, aż w końcu podjął decyzję. Chociaż ostatecznie była ona kompletnie oderwana od jakichkolwiek przemyśleń. I w zasadzie nie była żadną decyzją, poza zdecydowaniem się na otworzenie jadaczki.
- Jakie niby pytania? I po co w ogóle tobie ten cały cyrk? Jestem jakiś wyjątkowy, że musisz mnie pobić i ogolić, zanim przejdę dalej?
Jego głos i spojrzenie stało się jeszcze bardziej podejrzliwe, niż dotychczas. Łapówkę, czy rewizję dokumentów by jeszcze zrozumiał. Ale kosmyk włosów? Dość podejrzane to było. Kto normalny bierze kosmyk włosów... No i czy jeśli ktoś jest nienormalny, jak jego rozmówczyni, to czy powinien go dawać? Zostawił tą kwestię sobie na później. Wpierw chciał usłyszeć te pytania. Pewnie dalej bluzgałby pod nosem na kocice i odrzucał z automatu propozycję kogoś, kto nie jest nawet człowiek, ale... Pragnienie pójścia dalej zwyciężyło. Jakoś tak się stało, że dosyć miał tego miejsca oraz strażniczki. Wiele by teraz dał, by to rude babsko zostawiło go w spokoju. Ewentualnie dostało łomot. Wciąż ubolewał nad tym, żę został pobity i pragnął sprawiedliwości. Ból nie przysporzył mu na pewno sympatii do Lydii oraz też niewiele nauczył. Frank był z tych opornych. Jakoś to jednak przebolał, bo miał okazję zostawić wredną strażniczkę za sobą.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 18
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pon 18 Mar 2019, 14:56


W trakcie, gdy Frank oglądał swoje spodnie, kotka roześmiała się w duchu.
Czy on właśnie narzeka, że zaakceptowałam jego sposób komunikacji?
Może niewłaściwie zinterpretowała jego zachowanie? Ludzie byli chodzącymi sprzecznościami.
– Wolałbyś, żebym znów cię uderzyła za niesubordynację? – zapytała go z żywym zaciekawieniem, przechylając głowę w uniwersalnym geście. Rude włosy przesypały się na ramię munduru. Cudaczne z niego stworzenie, nie ma co.
Przeszła kilka kroków, wywołując w Bramie echo, gdy oczekiwała odpowiedzi: tej pierwszej oraz decyzji co do warunków przepuszczenia za portal.
– Nie chcę cię golić, dziwaku – parsknęła w końcu, niemal zniesmaczona. Co rusz to nowy pomysł. Skąd się tacy biorą? – Wyraźnie powiedziałam "kosmyk". To oznacza "pasmo", hmmhm.. "odrobinę włosów"... Zrozumiałeś tym razem? Wezmę ich w dwa palce i obetnę. Jeśli przestaniesz robić problemy, to nawet nie zostawię łysego placka.
No, wreszcie przechodzili do konkretów. Lydia zabrała ze środka przewrócony zydel i usiadła przy prowizorycznym biureczku, z lubością wyciągając nogi nad grzejącym kamieniem.
– Sklaryfikujmy sprawy: pilnuję tego portalu i notuję wszystkich gości, którzy chcą przejść do Szkarłatnej Otchłani lub dalej, do Krainy Luster. Ty jesteś tym gościem, tak więc pierwsze pytanie: jakie są twoje nazwisko oraz cel i powód podróży, Frank?
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Stan zdrowia : gojąca się rana postrzałowa lewego ramienia

Liczba postów : 53
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Pon 18 Mar 2019, 21:28

W momencie, gdy spytała go o ponowne manto, jedynie oderwał wzrok od spodni i spojrzał na nią. Jednocześnie z niepewnością i ponurą irytacją. Nie mógł się bowiem zdecydować, czy kotka żartuje, czy znalazła jakąś satysfakcję w obijaniu go. Ponownie, nie chciał tego sprawdzać. Za to nie przeszkadzało mu to w dalszym używaniu sarkazmu. Skoro już go pochwaliła, to nie miał co sobie żałować. Zapewne i tak zginie kilka dni od wkroczenia do Krainy Luster.
- Jeśli to sprawi, że w końcu stracę przytomność, to bardzo chętnie.
Wymamrotał cicho w jej kierunku. Widać dość zabolała go duma po wylądowaniu na ścianie. Ale i nie tylko, bo rzeczywiście czuł się przez nią jeszcze tylko bardziej beznadziejnie, niż przedtem. Zapewne znów by przeginał pałę. Dogryzał jej, zdając się kompletnie na swoje irracjonalne w tym momencie pomysły. A jednak jakoś nie miał siły znosić więcej bólu ze strony kotki. Nie był masochistą. Jej komentarz odnośnie golenia skwitował jedynie zwiększeniem dawki irytacji w spojrzeniu. Zaczął mieć dziwne przeczucie, że Lydia posiada poważne trudności przy rozpoznawaniu sarkazmu. W jego głowie zaczęła fruwać dziwna myśl, że to ona ma tu jakiś problem, a nie on. Kto normalny bije Bogu ducha winnych podróżnych...
- Frank... Willson. I chyba już usłyszałaś, po co tutaj przyszedłem.
Odpowiedział do niej chłodno, powoli podchodząc do biurka. Utrzymując jednak bezpieczną odległość dwóch metrów. Przy podawaniu nazwiska zawahał się nieco. Momentalnie jednak podjął decyzję, że nie ma zamiaru podawać im szczegółowych danych na swój temat. Teraz, gdy już kot siedział, czuł się jakoś bezpieczniej. Nie żeby lęk zniknął... Wciąż głowa pulsowała mu tępym bólem, a jego duma zapewne już nigdy nie będzie taka sama (dorosły facet pobity przez skrzyżowaną z kotem nastolatkę). W jakiś sposób ból pozwolił mu się nieco pogodzić z ponurą rzeczywistością, do jakiej trafił. Pozwolił mu się otrząsnąć. Dojść do wniosku, że jeśli jest ona ledwie strażnikiem, to w teorii nie powinna mu zrobić krzywdy. Czekały go w końcu gorsze dziwactwa. Chociaż wciąż nie był tego całkowicie pewien. Po tym świecie mógł się wszystkiego spodziewać. Łącznie z tym, że Lydia kłamała i wyssie mu zaraz mózg.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 18
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa 15 Yesterday at 21:47

BANG
BŁYSK
TURLULULU
Czarna postać przeturlała się przez podłogę, od Karminowych Wrót, aż do ściany przeciwległej i leżała bez ruchu przez dobre parę minut.
Kto mógł przewidzieć, że zamiast teleportować się po prostu z dala od lasu, to trafi na, no właśnie ... NA CO?!

Wcześniej:
-Lepiej mnie zostaw, bo nie ręczę za siebie. Powiedz grzecznie, kto dał ci zlecenie? John? Zawsze była z niego szmata.
Czarnowłosa stała w środku lasu z pistoletem wycelowanym prosto w zakapturzoną postać. Wiedziała, że ktoś ją śledził więc uciekła zza miasto, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi niewinnych przechodniów. Jednak jej towarzysz nie zamierzał ewidentnie współpracować, ponieważ bez słowa wycelował broń w kobietę.
-No nic, szkoda i tak się dowiem.
Dziewczyna odblokowała broń i powoli naciskała spust, skupiona na celu nie zauważyła, jak mężczyzna wyciąga z kieszeni granat dymny. Dopiero gdy podniósł go wyżej, by odblokować zawleczkę zauważyła go.
Za późno.
15 oddała strzał 3 razy, trafiła, widziała krew i trupa, który upada z granatem.
Odblokowanym.
Niecałe dwa metry od niej.
Odwróciła się biec z zaciśniętymi ustami.
Zdą ...
BANG

Teraz:
-Jebaniec. Niech ekhem zdycha.
Nowe zwłoki w Karminowych Wrotach okazały się poranioną kobietą. Czarnowłosa dziewczyna, o czarnych oczach podniosła się i rozejrzała po tej dziwnej sali.
Laboratorium?
Nie, mało prawdopodobne, poza tym nie było by tu ...

Nowoprzybyła otworzyła usta ze zdziwienia mrugając w niedowierzaniu. Po pierwsze była w dziwnym budynku, który pewnie ciężko ukryć w zwykłym lesie, albo raczej jest to nie możliwe. Po drugie byli z nią ludzie ...
Ale czy na pewno to ludzie?
15 schowała broń za paskiem spodni przypominających bojówki. Do ego miała bluzkę na ramiączkach, bluzę i trampki. Wszystko w czarnej tonacji, która sprzyjała schowaniu czarniej broni. Dziewczyna podniosła się ocierając twarz z kurzu i zaschniętej krwi.
Ciekawe czyja to krew.
Wstała na nogi i nie zwracając uwagi na zebranych poprawiała ubrania dalej.
15
15

Godność : Alice Murphy
Wiek : 19 lat
Rasa : Cyrkowiec
Wzrost / Waga : 158/49
Aktualny ubiór : .
Pod ręką : .
Zawód : Barman, cukiernik
Stan cywilny : Wolna
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 3
Dołączył : 18/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach