Zamek Dunkelheit

Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 18 Sty 2019, 19:23

Zamek Dunkelheit PuaNSJY

Wśród wznoszących się ku niebu szczytów Kryształowych Grani, pośród surowej skały i ciemnego kryształu, wznoszą się ostre wieżyczki Zamku Dunkelheit, należącego do rodu Vaele, a konkretniej do Aerona, głowy rodu. Owiany mrokiem budynek, chociaż nie ma specjalnie wielkich rozmiarów, budzi respekt, czasami nawet i grozę. Mury wykonano z ciemnego kamienia, zdobienia ograniczają się jedynie do surowych krzywizn łukowatych okien, gdzieniegdzie widać rzygacze odprowadzające wodę spływającą w deszczowe dni po strzelistych dachach. Cały kompleks wygląda jak zbiór osobnych wież, połączonych ze sobą zabudowanymi korytarzami.
Duża część ważniejszych pomieszczeń użytkowych znajduje się nie tyle w wieżach, co bezpośrednio w skalnej podstawie, przez co twierdza, mimo iż pozornie lekka i łatwa do zniszczenia, jest naprawdę dobrym schronieniem.
W podziemiach znajduje się między innymi stajnia i zbrojownia, a także kwatery przebywających tu na stałe strażników i służby. W największej, najszerszej wieży znajduje się część przeznaczona do przyjmowania gości – główna sala która może służyć za balową, wielki salon do rozmów przy kominku, jadalnia gdzie przyjmowani są goście. Mniejsze służą za mieszkania, zarówno dla gości jak i dla domowników. Kuchnia znajduje się dokładnie pod salą jadalną, żeby podawane potrawy zawsze były świeże i ciepłe – najwyższej jakości.
Wieża wysunięta najdalej od głównego wejścia to pomieszczenia należące do członków rodu – to tam mieszka Aeron Vaele i jego mała kuzynka, Abigail. Sypialnie tej dwójki znajdują się tuż obok, na samej górze, pod nimi natomiast ulokowany został salonik.
Pod wieżą mieszkalną znajduje się biblioteka i zbrojownia, do której wstęp ma jedynie Lord Vaele.
Wiele miejsc w Zamku Dunkelheit jest zamykanych za pomocą mechanizmu, który jest w stanie poruszyć jedynie magia Aerona. Sprawia to, że w razie ataku, Lord może odciąć od siebie poszczególne wieże, zamykając w środku napastników.
Do głównego wejścia prowadzi przejezdna, łatwo dostępna ścieżka którą spokojnie można przejechać zarówno konno jak i wozem. Same wrota są pilnowane przez specjalnie przeszkolonych strażników dzierżących halabardy.
Zapasy dostarczane są drogą teleportacji.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pon 11 Mar 2019, 22:15

Tego dnia Aeron Vaele był niespokojny.
Cały zamek od rana był niepotrzebne pucowany na błysk, liczniejsza niż w dawnej rezydencji służba uwijała się jak mogła. Szorowano kandelabry, polerowano okna, wymieniano story. Każda powierzchnia musiała lśnić, każda podłoga winna błyszczeć tak, by pan domu nie musiał się wstydzić a każdy dywan pachnieć świeżością. Na przybycie gości wszystko musiało być idealnie.
Upiorny Arystokrata większość poranka spędził w swoim gabinecie zajmując się dokumentami. Do zamku Dunkelheit przeprowadzili się niedawno i należało dopilnować wszystkich papierkowych spraw. Należało dopilnować, by docierały wszystkie dostawy żywności i artykuły potrzebne do życia na tym pustkowiu, w końcu nie miał mieszkać tu sam. Wyżywienie nowej służby, szkolenie straży i godziwa zapłata dla nich wszystkich... Wszystko to musiało zostać uregulowane i przypieczętowane pieczęcią Vaele.
Przeprowadzka w te dzikie ostępy wiązała się też ze zmianą statusu. Tereny Kryształowych Grani były niedostępne i słabo zamieszkałe a i polityka w Krainie Luster zmieniła się ostatnimi czasy, dlatego też Aeron mógł już oficjalnie nazywać siebie samego Księciem. Pod takim też tytułem został tu przyjęty i zaakceptowany przez istoty, które postanowiły zasiedlić jego zamek. Bo przecież oprócz służby i żołnierzy, Upiorny dał dom wielu cywilnym, którzy zajmowali się handlem czy rzemiosłem. Można powiedzieć, że za jakiś czas Dunkelheit stanie się malutkim przyczółkiem, quasi-miasteczkiem w którym będzie mógł się schronić każdy przejezdny z ewentualną opcją zamieszkania. Fundusze i władza jaką posiadł już do tej pory, a którą non stop poszerza Aeron pozwolą mu na stworzenie własnej ostoi. Domu o którym zawsze marzył, gwarnego, pełnego życia. Z wiernymi poddanymi, oddaną służbą i odważnymi rycerzami.
Brunet odłożył na stertę dokumentów ostatni arkusz i opadł na oparcie fotela. To dziś, prawda? Cała ta krzątanina nie pozwala mu zapomnieć, że dziś przypada dzień wizyty ważnych gości. Właściwie dziwił się czemu służący tak starają się wszystko posprzątać - przecież w zamku do którego wprowadzili się niedawno było czysto! Codziennie dbali o porządek, dlaczego więc dzisiaj trwa taka bieganina?
Wszystko to sprawiło, że rozbolała go głowa. Był podenerwowany spotkaniem, przybyciem do zamku przysłanego przez Larazirona nauczyciela i wszystkim dookoła. Zamknął się w gabinecie by chociaż spróbować odetchnąć ale skoro skończył pracę, nie może już dalej utrzymywać, że jest bardzo zajęty.
Swój gabinet opuścił akurat wtedy, gdy obok drzwi przebiegała młodziutka służka. Nie spodziewała się, że książę otworzy drzwi, dlatego potknęła się o własne nogi i upadłaby, rozbijając wazon który niosła, gdyby nie refleks rogatego. Aeron złapał ją w talii i pomógł utrzymać się w pionie.
Speszona i zarumieniona po uszy, przeprosiła i pognała dalej a Upiorny jedynie westchnął i udał się w stronę głównej sali, którą niektórzy nazywali tronową, a w której nastąpi przyjęcie gości.
Droga była na tyle długa by zdążył przemyśleć strój. Z racji tego, że był u siebie, w swoim zamku gdzie miał pełnię władzy, wybierze coś godnego i z odpowiednim przekazem. Goście, chociaż byli zaproszeni i byli mu miłym towarzystwem, nie do końca są dobrze nastawieni. Zwłaszcza jeden z nich.
Sala była już przygotowana i pachniała delikatną wonią mieszanki przygotowanej specjalnie dla niego a składającej się z paczuli, białych kwiatów z Lodowych Gór, szklanych róż i delikatnej nutki cytrusów, dla świeżości. Wziął głęboki oddech wciągając zapach nosem i uśmiechnął się, bo było tak, jak miało być.
Wysokie krzesło stojące na podwyższeniu w istocie wyglądało jak tron, chociaż tak naprawdę było zwykłym, wykonanym z hebanu i obitym granatowym aksamitem krzesłem. Może efekt tronu potęgowała plątanina cierni zdobiąca szczyt wezgłowia i boki mebla. Aeronowi podobało się to krzesło, bo było proste a mimo wszystko wyglądało godnie.
Zadowolony z wyglądu sali przeszedł dalej, do swoich komnat gdzie zamierzał się przygotować. Do przybycia zaproszonych było jeszcze sporo czasu, ale on nie zamierzał się spieszyć. Caius i reszta kucharzy mu podległych od wczoraj krzątają się w kuchni przygotowując jedzenie odpowiednie dla przybyłych. Bianka upiększa ogród przeniesiony z rezydencji a Alden… cóż, on pewnie zawiaduje całą tą bieganiną służby. Niepotrzebną, ale może wcale nie o to chodziło? Może po prostu Główny Kamerdyner potrzebował się czymś zająć, bo przybycie Cienia na teren, gdzie główną rolę po panu domu odgrywają Senne Zjawy, jest zwyczajnie stresujące.
Spacerując przyglądał się efektom pracy. W całym zamku pachniało, wszystkie okna lśniły czystością i wpuszczały dużo światła - miło odmiana po mrocznych pokojach rezydencji w mieście. Dunkelheit co prawda sam w sobie był mrocznym zamczyskiem i sprawiał złowrogie wrażenie, ale wnętrza miał eleganckie i przytulne.
Na chwilę jego myśli uciekły w stronę istoty, która początkowo zapraszana nie była, a która miała się zjawić w progach jego domostwa razem z pozostałą dwójką. Kogitsunemaru… czym był? Dzieckiem, a przynajmniej tak wynikało z listu Keera. Skąd Demon i Cień wytrzasnęli dzieciaka? Cóż, każda opcja była możliwa. On sam znalazł Abi, swoją kuzynkę, niespodziewanie, w miejscu w którym nigdy by się jej nie spodziewał.
Jego komnaty były obszerne ale dobrze zagospodarowane. Wydzielone pomieszczenie na garderobę nie było jeszcze w pełni zapełnione, ale Aeron zaopatrzył się na tę okazję w stosowny strój. Ciche szczęknięcie drzwi za jego plecami ogłosiło przybycie dwóch służących, mających mu pomóc z toaletą. Nie lubił korzystać z usług innych, był samodzielny ale... musiał zachować pozory. W końcu każdy szlachetnie urodzony utrzymywał służbę. A one wydawały się być całkiem zadowolone z pomocy, jakiej udzielały.
Do części łaziebnej ich nie wpuścił - nie przez wstyd, zwyczajnie uważał czynności związane z higieną za zbyt osobiste. Dopiero gdy był czysty i okryty długim szlafrokiem, wpuścił kobiety do środka. Od razu zaczęły uwijać się przy nim jak pszczółki. Za pomocą mocy wysuszyły mu włosy i uczesały tak, jak zwykle. Przyniosły bieliznę i pierwsze warstwy stroju, mające skryć się pod wierzchnimi, ozdobnymi. Gdy miał już na sobie bieliznę i spodnie, przeszedł do innej komnaty gdzie służące rozpoczęły swój taniec przy kosmetykach.
W Krainie Luster nie uważano nigdy używanie kosmetyków za niemęskie. Mężczyzna elegancki był z nimi oswajany już od małego dziecięcia a już zwłaszcza Upiorny Arystokrata. Dlatego też Aeron pozwolił natrzeć się zapachowymi olejkami, podał dłonie by kobiety zadbały o paznokcie. Kiedy nadeszła pora na twarz, obie stały się podekscytowane co Aeron skomentował jedynie uśmiechem. Dowiedział się, że te dwie służki bardzo lubiły paprać się w tych wszystkich specyfikach, dlatego też pozwolił im działać ich cuda.
Efektem końcowym ich pracy były delikatnie podkreślone węglem oczy, ładnie wyregulowane brwi i co najważniejsze i najmodniejsze ostatnimi czasy - dwie srebrne smugi na kościach policzkowych, wyglądające tak, jakby ucałował je sam Księżyc.
Młody Vaele był zadowolony ze swojego wyglądu, kobiety na koniec oprószyły srebrnym proszkiem jego rogi i kłaniając się uniżenie, cofnęły się by mężczyzna mógł wstać i przejść razem z nimi do garderoby, gdzie zostanie ostatecznie przygotowany.
Samo ubieranie nie trwało długo lecz odbywało się w ciszy. Aeron nie zabraniał dziewczynom rozmów, ale były skupione na pracy dlatego milczenie towarzyszyło całej trójce aż do samego końca. Gdy był już gotów, przejrzał się w wielkim lustrze i uśmiechnął do samego siebie. Wyglądał godnie. Na tyle elegancko i dostojnie by nie pomylili go z byle rogaczem, i na tyle złowrogo by ważyli każde słowo w jego obecności. Zwłaszcza Cień.
Gotów na przyjęcie gości, mając jeszcze chwilę czasu, zaszedł do jadalni gdzie wszystko było przygotowywane na obiad. Nie zawracał głowy kucharzom i reszcie, bo wiedział, że Caius chce się popisać i wszystko ma być dopięte na ostatni guzik.
Mniej więcej dwie godziny przed przybyciem krzątanina uspokoiła się a służba zniknęła we wnętrzu zamku. Nie chowali się, zwyczajnie należała im się chwila odpoczynku.
Zadowolony, przeszedł więc do biblioteki i wyjął z regału opasłe tomiszcze, wertowane pewnie już z milion razy sądząc po zniszczonych kartach. Usiadł na jednym z foteli i zagłębił się w lekturze, próbując zrelaksować się w ostatnich chwilach. Treść umykała mu jednak a ból głowy nie ustępował.
Tego dnia Aeron Vaele był wyjątkowo niespokojny...
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Pon 11 Mar 2019, 23:11

Musieli tego dnia wstać bardzo wcześnie, żeby nakarmić Cośka, ogarnąć lisy (bo nie mogli ich wziąć, a szkoda) do tego żeby się ubrać i zdążyć dojechać na drugi koniec Krainy. Dlaczego ten rogacz w ogóle zamieszkał tak daleko i to przy Kryształowym Pustkowiu?
Już od kilku dni Gawain starał się jakoś ustalić jak Yako ma się ubrać, ale Lusian nie był taki chętny. I tak się ubrał w T-shirt, jeansy i marynarkę. Niestety nie skończyło się to dobrze....
W końcu Demon skończył w cholernie drogim, czarnym garniturze podszywanym szkarłatną satyną. Skórzanych czarnych, eleganckich butach, czarnej koszuli z cieniutkiej bawełny, na którą miał założoną szkarłatną kamizelkę wełnianą. Na szyi widniała jego obroża z Blaszką oraz rubinem, jednak była luźno zapięta. Mankiety zaś zapiął platynowymi spinkami z krwistymi rubinami. Skarpetki jak na razie miał czarne...NA RAZIE!
Nie zgadzał się na laskę, mimo iż kulał mocno. W ostatnich dniach siedział cały czas pod postacią Luci przez co ciało Lusiana nie przystosowało się do kontuzji jakiej się nabawił właśnie na Kryształowym Pustkowiu.
Spryskał się drogim, delikatnym perfumem. Wszystko pochodziło ze Świata Ludzi, w końcu tam były jego korzenie. Nie bawił się w żadne makijaże, w końcu nie był na planie filmowym, a włosami pozwolił zając się Rudzielcowi. Gawain nawet nie zdążył zadać pytania na ten temat, a Lis już ochoczo się na to zgodził. No cóż...pieszczot nigdy za wiele!
Jedyne co zmienił w samym sobie to pazury, pomalowane na matową czerń tylko dodawały mu drapieżności. Podkreślało też też wizualnie ich ostrość, może i był gościem, ale pokazać też się musiał.

Jakoś zapakowali się do wozu i ruszyli w drogę. Jak tylko oddalili się na tyle, że żeby nie opłacało im się wracać, Yako zmienił się trochę i podmienił skarpety. Teraz były nadal czarne, ale znajdowały się na nich tęczowe liski, każdy w innej pozycji i w innym kolorze. Nie miał zamiaru być nudnym gburem! Co To To Nie!
Początkowo nawet się cieszył, że wychodzą gdzieś dalej z domu, ale gdy tylko zjawili się na Kryształowym Pustkowiu zamilkł. Dokładnie oglądał okolicę, uszy miał wysoko postawione, a ogon poruszał się niespokojnie. Widać było, że mu się tutaj nie podoba. Wspomnienia jeszcze były świeże i nic na to nie poradzi. Starał się nawet czytać jakąś starą książeczkę w języku staro japońskim, ale to też nic nie dawało.
Rozluźnił się dopiero, gdy mógł wyjść z tego ciasnego pomieszczenia. Rozejrzał się i zagwizdał głośno - no widzę, że ktoś tu ma kompleks małego- powiedział bez skrupułów, jak tylko Gawain pojawił się obok niego.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Broń : Naginata
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 136
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Wto 12 Mar 2019, 00:59

Gdy Gawain obserwował krzątaninę jaka rozgrywała się w Norce, oczami wyobraźni sięgał ku zamczysku Aerona. Podejrzewał, że tak samo jak on, miał istne urwanie głowy. Co przygotować i podać, jak wyglądać, popędzać wszystkich tak samo jak siebie - te i podobne zagadnienia spędzały mu sen z powiek. Kąpiele odbywał w towarzystwie zapisanych drobnym maczkiem list i gdyby nie Yako zasypiałby w wannie.
Trzy tygodnie. Tyle ostatecznie dano im czasu na przygotowania i długą podróż. Demon narzekał i mręczał pod nosem, a Keer zgrzytał zębami, bo choć Cosiek robił postępy, te były dla Cienia zbyt małe i powolne. Nie mógł jednak powiedzieć, że nic nieznaczące. Mały Kogitsunemaru potrafił już prawidłowo się przedstawić, używać podstawowego zestawu sztućców i zrozumieć, że nie będą na swoim terenie. To musiało wystarczyć. Niestety.
W zamian wygrał prawie tygodniową batalię z Yako. Żmudne napominanie i tłumaczenie przyniosło owoce i oto Demon siedział przed nim w miarę przyzwoitym stroju, za to w obroży z Blaszką i w pięknym upięciu. Splatanie srebrnych pasm było dość przyjemne, lecz trudne. Nigdy tego nie robił. Nie na taką okazję. Dodatkowo Lis nie ułatwiał mu zadania, bo uwielbiał być głaskany i specjalnie przedłużał cały proces obracając się co chwila. Teraz dwa pasma opadały na klapy marynarki, a pozostałe zostały zebrane w misterny wzór.
Przynajmniej nauczył się używać wsuwek do czegoś innego niż otwierania beznadziejnych zamków czy spinania ziół.
Kolorystycznie udało się im zgrać. W tradycyjnym stroju Cienia również dominowała czerń i czerwień, gdzieniegdzie łamana przez przygaszony pomarańcz geometrycznych obszyć. Zwiewna, szkarłatna tunika z bufiastymi rękawami i sztywnym, zmuszającym do uniesienia głowy kołnierzem wystawała spod ciężkich splotów długiego, ciemnego płaszcza. Na jej tle srebrzył się medalion wypełniony puklami włosów Yako oraz Blaszka Zmartwienia. Wysokie, zamszowe buty były niczym druga skóra na smukłych i dobrze wyrzeźbionych nogach Keera, a wypolerowane zapinki tylko to podkreślały, natomiast czernioną licówkę spodni kryła tunika. W przeciwieństwie do Lisa zrezygnował z makijażu. To nie Halloween i tańce przy ognisku, żeby wyglądać jak czupiradło z komiksowej okładki, nawet jeśli chodziło tylko o paznokcie. Był wystarczająco blady i rudy, by pozwolić sobie na jego brak. Jedyną fanaberią, na jaką sobie pozwolił, było spryskanie się korzenno-cytrusowym pachnidłem.

Powóz kołysał się lekko na boki, a Cień był wdzięczny przeszłemu sobie za naniesienie na papier futer. Kryształowe Pustkowia nie należały do grona przyjaznych krain i wracał w te strony z mieszaniną nostalgii i czujności. Gdy się tak grzał, nawet na sercu robiło się cieplej, a niemiłe wspomnienia ośmielały się tylko czaić na granicy świadomości, jednak jego kusza spoczywała zaraz obok, gotowa do krótkiego śpiewu cięciwy. Kto wie, jakie bestie mogliby spotkać na drodze? Samotny jeździec na wypoczętym rumaku dałby radę umknąć zagrożeniu, ale nie oni. Powóz nie był stworzony z myślą o piratach drogowych, a żołądek Cośka niezbyt dobrze znosił środki lokomocji. Dodatkowo nie wyobrażał sobie zawitać do Ciernia, nie będąc uzbrojonym w podarki, więc mieli niemałe obciążenie.
- Lepiej podwiń spodnie, bo nikt nie zauważy jakże oryginalnych wzorów Twoich skarpetek. - Keer otwarcie zakpił z Yako, po czym dźgnął go laską, którą dla niego przemycił. - Weź ją, to nie będę się czepiał. - obrzucił go gniewnym spojrzeniem, wygładzając swój płaszcz opuszkami palców, po czym uśmiechnął się zadziornie. - I jak? Sprawdziłbym się jako czarny charakter w ostatniej produkcji? - dalej żartował, chcąc umilić sobie nużącą podróż. Sprawdził ceramiczny nóż schowany w wszytej w but pochwie, choć dla postronnego obserwatora wyglądało to jak kreślenie wzorów na zamszu. Musiał zmienić mu rękojeść, bo ludzie umieszczali w niej metal, by bramki piszczały kiedy trzeba. Upierdliwcy.
W końcu powóz stanął. Po tylu godzinach zdawało się to niemożliwością. Niemalże cudem dla ugniecionych i nierozgrzanych mięśni. Gdy tylko stawy przestały strzelać, dołączył do Yako.
- A co? Zazdrościsz mu kompleksów, panie Idealny? Może powinienem mówić, że jesteś mały, hmm? - wyszeptał sugestywnym tonem, uśmiechając się przebiegle. Kto nie chciałby mieć takiego zamczyska? Poklepał Lisa po ramieniu i odwrócił się do powozu, by obudzić i wyciągnąć Cośka.
- Pobudka mały. Jesteśmy na miejscu. - wskazał dłonią na sięgające chmur wieże i czekał aż dziecko się rozbudzi, a Marionetki, które ich tu dowiozły ściągną z dachu ich bagaże. Być może ze splecionymi rękoma, szeroko rozstawionymi nogami i wyrazem skupienia na twarzy wyglądał na zniecierpliwionego, ale tak naprawdę przejmował się spotkaniem i przebywaniem w nieznanym sobie miejscu. Wieże i plątanina mostów i murów od wewnątrz będzie jeszcze bardziej dezorientująca. A ile kryły skały?
Fortyfikacje nie zajmowały jego oczu zbyt długo, bo te odciągał ciemny kryształ, przez który ledwo przebijały się promienie słońca. Za sprawą butelkowej zieleni i granatowych odblasków nagle znalazł się pod wodą, w jednym z napotkanych snów. - Gdyby nie ten chłód i mało przyjazna okolica, nie wchodziłbym do środka. - w chrapliwym głosie zabrzmiał zachwyt.

_________________
Zamek Dunkelheit Y8KrzVp
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Aktualny ubiór : Fabuła: Czarny golf, czarne proste spodnie, płaszcz, buty za kostkę //Misja: Mundur SCR
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek (Gizd), Reyuin
Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 151
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Wto 12 Mar 2019, 19:40

Przez kolejne dni coraz mocniej naciskano na chłopca by nauczył się żyć jak dwunożny. Nie podobało mu się to, ale czego się nie robi, żeby zaimponować samicy. Mimo niechęci dwoił się i troił by jak najlepiej się przystosować. Nauczył się używać dziwnych kawałków metalu do jedzenia tak by nie dźgać się co chwila swoimi szponami. Z imieniem i ubraniami było trudniej, nie rozumiał celu utrudniania sobie życia w ten sposób.
Przełom nastąpił dopiero gdy opiekunowie wytłumaczyli mu znaczenie jego nowego imienia: "Mały Lis". No to musi się postarać, żeby stać się Dużym Lisem! Do tego słowo to pochodziło z jakiegoś dziwnego odległego kraju gdzie dwunożni ubierali się zupełnie inaczej i znacznie wygodniej. Cosiek sprawdził i nic go nie obcierało. Nawet buty! Właściwie to były tylko dwie deseczki luźno przymocowane do bosych stóp, ale wystarczały by oszukać Krzywozgryza.
Wytłumaczono mu, że do obcej norki będą jechać bardzo długo, ale ubrać musi się już teraz i to ładnie. Niechętnie naciągnął na siebie białą yukatę i granatowo-złote kimono i pozwolił zawiązać obi, a na stopy wsunął drewniane sandały. Dalej trochę dziwnie mu się w nich chodziło i były zdecydowanie za głośne, ale przynajmniej nikt nie mógł się przyczepić, że nie nosi butów.
Droga rzeczywiście była strasznie długa. Początkowo nie potrafił się odlepić od szyby i starał zapamiętać jak najwięcej, żeby później opowiedzieć lisom. Właściwie to czemu Furor i Yuki nie mogli jechać? Też byli częścią stada! Z upływem czasu jednak znużyło go ciągłe wypatrywanie nowości i ukołysany rytmem powozu zasnął.
Zaspany na wpół wyszedł na wpół wypadł z powozu. Rozejrzał się po okolicy. Same góry i kamienie, gdzie niby jest ta norka do której jechali. Dopiero gdy trochę się rozbudził zrozumiał, że właśnie na nią patrzy. - Uaaaa! - Nie powstrzymał okrzyku zdziwienia kiedy zdał sobie sprawę z tego jak wielki jest budynek, który przyszło im odwiedzić. Nie wiedział nawet, że da się stworzyć coś tak dużego. Jak liczne stado tu mieszka?
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Aktualny ubiór : Ubranko >: (
Pod ręką : -
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Liczba postów : 33
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Sro 13 Mar 2019, 21:02

Treść książki nijak do niego nie trafiała. Starał się zrozumieć o czym czyta, ale zdania zlewały się ze sobą i kilka razy marszczył brwi i wracał do przeczytanych uprzednio. Irytacja szybko zastąpiła ból głowy dlatego odstawił tomiszcze na stoliczek i pomasował nasadę nosa. Ile jeszcze przyjdzie mu czekać?

Tymczasem pod główną bramą zjawił się powóz i zaczęli się z niego wypakowywać przyjezdni. Dwóch strażników spoglądało podejrzliwie na mężczyzn, którzy poczęli wyjmować swoje rzeczy. Jeden z nich uniósł nieznacznie brew kiedy z wozu wysiadł dzieciak i wyraził zachwyt prostym zwrotem. Nikt jednak nie mógł dojrzeć twarzy żołnierzy, bowiem ukryte były w hełmach ozdobionych ciernistymi pnączami i ptasimi piórami w kolorach czerni tak głębokiej, że zdawały się pożerać cały mrok gnieżdżący się w Lodowych Górach. Ich metalowe napierśniki błyszczały spomiędzy futrzanych płaszczy, w dłoniach trzymali halabardy ale nie wykonali żadnego ruchu. A przynajmniej do czasu.
Kiedy już trójka gości opróżniła powóz, jeden ze strażników podszedł wolnym krokiem i nastawioną bronią. Nie miał złych zamiarów, zwyczajnie musiał zachować się tak, jak przystało na strażnika bramy.
- Panowie do kogo? - zapytał obojętnym tonem a jego towarzysz przełożył broń do drugiej ręki, przyglądając się zwłaszcza rudemu.
Okuci w zbroje nie mieli jednak okazji usłyszeć odpowiedzi od mężczyzn a ni dziecka, bowiem wrota zamku zaskrzypiały uchylając się nieznacznie a spomiędzy ciężkich skrzydeł wyszedł wolnym krokiem nie kto inny, lecz Alden. Ubrany w ciemno-szkarłatny frak ozdobiony złotymi guzami i łańcuszkiem i ciemnobrązowymi piórami na ramionach wyglądał obłędnie. Złota wstążka którą zebrane na karku miał swoje długie włosy, połyskiwała na wietrze przy każdym ruchu.
Uśmiechając się zagadkowo, jak to miał w zwyczaju, wyszedł na spotkanie gości. Skinieniem głowy odwołał strażników którzy cofnęli się na swoje pozycje nie zadając już żadnych pytań. Byli poinstruowani kto i kiedy ma przybyć - pytanie było głównie grzecznościowe. O ile można mówić tu o jakiejkolwiek grzeczności.
Alden spojrzał najpierw na Demona i to jemu posłał najszczerszy uśmiech, kiwając lekko głową w wyrazie szacunku. Następnie jego żółte, zwierzęce ślepia powędrowały w stronę rudowłosego Cienia. Jemu również się ukłonił, ale ukłon ten był sztywny. W ruchach Orła było coś... niepewnego. Wolał zachować dystans, w końcu Senne Zjawy naturalnie obawiały się Cieni, prawda?
Kiedy jego wzrok padł na dziecko, jego oczy zwęziły się, zupełnie jak u drapieżnika który ocenia wartość ofiary. Szybko jednak uśmiechnął się dobrotliwie, jakby swoje zachowanie uznał jedynie za igraszkę.
- Zapraszam szanownych panów do środka. - powiedział grzecznie i wskazał drzwi - Muszę przyznać, że bardzo cieszy mnie panów wizyta. Przez wzgląd na naszą znajomość, mimo iż jestem jedynie uniżonym sługą, ośmielę się zapytać panów o wrażenia na temat wnętrza zamku. Bo widzicie, drodzy panowie, niedawno się tutaj przenieśliśmy. - jego ton, chociaż oficjalny, pozostawał dość swobodny co dobrze wróżyło całej wizycie - Nie miałem okazji poznać jeszcze zdania gości co do wystroju. A zdanie panów bardzo będę cenił. - dodał, uśmiechając się głównie do Lusiana, co Gawaina wolał kulturalnie ignorować.
Poprowadził ich w głąb zamku w stronę głównej sali. Korytarze były eleganckie i utrzymane w lżejszym tonie niż te w rezydencji. Zupełnie jakby Upiornemu znudziły się mroczne wnętrza rodem z opowieści o wampirach. Dywan ścielący kamienną podłogę był ciemny, ale nie czerwony lecz w barwie ciemnego granatu. Ściany, chociaż kamienne, udekorowane były surowo - wisiały na nich metalowe elementy uzbrojenia. Nie dlatego, że Vaele chciał się pochwalić kolekcją... zwyczajnie miało to swój aspekt praktyczny. Oczywiście dla tych, którzy znali jego moc.
Alden poprowadził ich kulturalnie milcząc, odzywając się tylko wtedy gdy zadawali jakieś istotne pytanie bezpośrednio jemu. Nie musieli tachać ze sobą rzeczy, bo tym zajęła się służba, informując gdzie będą znajdowały się bagaże.
Gdy cała czwórka stanęła pod wielkimi, wykonanymi w całości z ciężkiego metalu, zdobionymi w pnącza drzwiami, Kamerdyner skłonił się z uśmiechem.
- Bardzo proszę chwilkę zaczekać. - powiedział uniżenie - Ach, i byłbym zapomniał. Aby uniknąć niespodzianek i niezręczności, nadmienię, ale tylko w dobrej intencji, że pozycja Lorda Vaele nieco zmieniła się wraz z przeprowadzką. W tej chwili tytułuje się Księciem a formalnie jest również Koregentem. - wyjaśnił czerwonowłosy a przechodzące właśnie korytarzem trzy służące pokłoniły się głęboko przybyłym i poszły dalej w swoją stronę - Ale myślę, że nie będzie to stanowiło żadnego problemu. Wszak przyjaźń nie przygasa wraz ze zmianą statusu. Zwłaszcza prawdziwa. - Alden posłał Lusianowi promienny uśmiech a na Cienia, mimo uśmiechu, spojrzał nieco z ukosa. Nie ufał mu.
Kamerdyner wskazał miejsce gdzie mogli poczekać - pojedyncze, ozdobne krzesło - a sam udał się powiadomić Aerona o przybyciu długo wyczekiwanych przyjaciół.

Thorn właśnie opuszczał bibliotekę kiedy dowiedział się, że przyjechali. Podziękował i udał się do głównej sali, po drodze rozmyślając o przebiegu wizyty. Początkowo zaczną od rozmowy, krótkiej, na której goście przedstawią swoje zamiary. Nie wierzył, by Gawain Keer zgodził się przybyć do niego tak po prostu. Nie po tym, co mu powiedział w Klinice.
Następnie wszyscy udadzą się na posiłek a później... cóż, później się zobaczy. Wszystko będzie zależało od klimatu spotkania. Aeron był dobrej myśli ale nie mógł zapominać o tym, że razem z Demonem przybył jego partner. I dziecko, ale co do małego Upiorny nie był uprzedzony. Nie miał o nim zdania bo go zwyczajnie nie znał.
Do sali wszedł tylnym wejściem i rozejrzał się po wnętrzu. Na ścianach paliły się już trójramienne apliki, rozświetlając półmrok przyjemnym, ciepłym blaskiem. Pachniało paczulą, kwiatami. Spod powały dochodziła cicha, przyjemna dla ucha muzyka - zasługa Aldena.
Ubrany w przepiękny strój z dość wysokim kołnierzem i peleryną, ozdobiony srebrnymi sprzączkami i podobnie jak strażnicy piórami mieniącymi się w świetle świec to granatem, to zielenią, zasiadł na swoim fotelu wygodnie i westchnął. Nie miał przy sobie broni bo i po co? Cały zamek aż roił się od żelastwa. Nawet jeśli goście ją mieli, mogli ją bardzo szybko stracić.
Był zdenerwowany. Podświadomie czuł ich obecność ale czy był gotów ich przyjąć? Jak powinien się zachować?
Cholera jasna, w końcu jest Księciem i Koregentem tych ziem! Upiornym Arystokratą i Głową Rodu Vaele! Powinien zachować się jak na szlachcica przystało!
Do sali wszedł Alden i kilku służących którzy wtopili się w kąty, gotowi reagować na każdy rozkaz. Nie bali się Thorna, zwyczajnie jeszcze nie wyczuli nowego pana, dlatego zniknęli w półmroku, niewidoczni dla niewprawnego oka. Kamerdyner posłał Aeronowi uśmiech i skinął głową na znak, że goście już czekają.
Rogaty zmarszczył brwi i odchrząknął cicho po czym wskazał na wielkie drzwi. Czerwonowłosy ruszył w ich stronę a Arystokrata w tym czasie poprawił się na 'tronie', chcąc zaprezentować się godnie. Na usta przywołał delikatny uśmiech, ukrywając tym samym stres. Przecież w tym był najlepszy - w ukrywaniu tym, kim był naprawdę.
Alden chwycił za wielkie koła przytwierdzone do drzwi i pociągnął za nie, sprawiając, że otworzyły się przed stojącymi za nimi Demonem, Cieniem i dzieckiem.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Czw 14 Mar 2019, 09:54

Lusian wywrócił oczami, słysząc o skarpetkach - nie lubię takich sztywnych spotkań...mam nadzieję, że Cierniowi nie odbiła szajba i przez to, że ma teraz zamek to nie będzie to spotkanie, na którym nawet podrapać po ogonie się nie można - widać było, że nie ma dziś humoru, a do tego, że nie podoba mu się lokacja, przez którą właśnie jechali. Westchnął ciężko i zabrał laskę, którą podawał mu Gawain. Widać nie ucieknie od bycia dziadem...ale cóż. Przynajmniej może będzie miał czym przyłożyć Rogatemu jak będzie się za bardzo wywyższał? Aż uśmiechnął się wrednie na tę myśl, ważąc ciemne drewno w dłoni. Na pewno się nada.
Obejrzał dokładnie swojego ukochanego - jak najbardziej byś się nadał, ale bym Cię nie puścił, bo aktorki by Cię zjadły żywcem, a potem ja musiałbym zjeść je - wyszczerzył się wrednie, pokazując swoje ząbki, które dziś chyba wyglądały bardziej demonicznie niż zazwyczaj.

Gdy stali już pod zamkiem, zgromił Cienia szkarłatnym spojrzeniem - czego mam mu zazdrościć? Wielkie chaty, w której nie ważne ile masz służby to i tak będziesz zawsze sam bo Ci są pochowani po wszystkich kątach? - zapytał patrząc na wierze. Dobrze wiedział jak to jest mieszkać w takim miejscu. Sam miał taki zamek, ale obecnie jest atrakcją turystyczną, choć nadal cieszy się tytułem właściciela, więc nie przeszkadza mu to. Może kiedyś weźmie Gawaina na wycieczkę do nawiedzonego, starego zamczyska? Byłoby ciekawie - i nazywaj mnie jak chcesz, ale jak kiedyś zrobię Ci wjazd na zaplecze to zobaczymy czy jednak nie zmienisz zdania - dodał jeszcze, wracając wzrokiem do ukochanego.
Na Cośka nawet nie spojrzał, gdy ten wyraził swoją opinię, bo chwilę później pojawili się strażnicy - do Baby Jagi, która pomyliła piernik z kryształem - odburknął nieznajomemu, nie przejmując się w ogóle tym, że mężczyzna może tego nie zrozumieć.
Nie dowie się jednak czy Strażnik na to jakoś zareaguje, bo Alden postanowił ich w końcu powitać. Lusian uśmiechnął się przyjaźnie. Wszedł za nim do środka, opierając się na lasce. Oglądał wnętrze, ale bez większego zainteresowania. Było tutaj mniej mrocznie, ale za to było pełno zapachów obcych istot. Pachniało też aż przesadnie czystością. Czy oni nie mają co robić jak tylko pucować każdy kawałek, który widać, albo też i nie?  - widzę, że Gospodarz jest bardzo ostrożny, nie dość, że cały zamek to broń, to jeszcze jest w takim miejscu, że nikomu nie będzie się chciało tu przyjeżdżać - powiedział bez emocji, spoglądając na ogrom metalowych detali, które ozdabiały to miejsce.
Gdy dotarli na miejsce, spojrzał na Kamerdynera, gdy ten wspomniał o zmianie tytułu. Uniósł tylko białą brew na to. Dla niego i tak Cierń był o wiele niżej w hierarchii, więc tylko przyjął to do wiadomości. Jednak nie mógł już ignorować zachowania Aldena i nim ten odszedł, podszedł do niego, splatając dłonie za plecami, trzymając w nich nadal laskę. Spojrzał na Czerwonowłosego z wyższością, był wyprostowany, poruszał dostojnie swoim śnieżnobiałym ogonem, który nagle wydawał się zakończony szkarłatem, a nie czernią, ale może to tylko przez światło? Kilka płomieni rozświetlających to miejsce zmieniło kolor na zimny błękit, a Demon zaczął okrążać Aldena - powiedz mi, dlaczego mądry Orzeł patrzy z taką wrogością i nieufnością na patrolującego Jastrzębia, a starego Lisa, który tylko czyha na błąd, by zdobyć szkarłatne pióra przyjmuje z otwartymi skrzydłami? - Zapytał głębokim głosem, który wydawał się pochodzić z głębi ziemi. Nachylił się do mężczyzny od tyłu, tak by powiedzieć do niego na ucho - w szczególności, że tylko ten Jastrząb jest w stanie powstrzymać Lisa przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu? - uśmiechnął się drapieżnie, jego wąskie źrenice okalał szkarłat, wyglądający jak płynąca świeża krew. Wyprostował się, a od jego rubiny, który ozdabiał obrożę odbiło się światło z płomieni. Znak, że tylko Gawain jest tu w stanie coś zdziałać, a Białowłosy nic nie robi sobie z mocy Gospodarza. Może w końcu coś dojdzie do tego sługusa? Że to nie Gawaina powinien się obawiać?
Gdy tylko Alden zniknął, westchnął ciężko i spojrzał na Kogitsune po czym poprawił mu jeszcze kimono. Coś musiał robić. Był ciekawy jak przyjmie ich Aeron. Nie musiał jednak długo czekać. Gdy drzwi się otworzyły, z trudem powstrzymał parsknięcie, które ukrył kaszlnięciem. Gawain jednak mógł wyczuć wielkie  rozbawienie swojego kochanka - oto hrab...książę Cierniula, niespełniony Nosferatu, który zaraził się brokatnicą od Cullenów, oczekuje nas nas swym tronie, chodźmy więc i cieszmy się zaszczytem, który nas kopnął - rzucił do Gawaina, nie mogąc się powstrzymać od komentarza, ale pozwolił iść przodem Dręczycielowi. W tym momencie to lepiej by on mówił, a nie Demon, który miał dziś dość osobliwy humor.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Broń : Naginata
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 136
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pią 15 Mar 2019, 00:48

- Może dla Ciebie nie będzie takie sztywne. - wzruszył ramionami. Wolałby zobaczyć maniery i powściągliwość w zachowaniu Demona, ale taki miał już styl działania. Co dziwniejsze, ten sposób przynosił rezultaty w postaci przydatnych informacji.
Uśmiechnął się miło, co w połączeniu z czujnym spojrzeniem wyglądało dość niepokojąco. - Może kiedyś to wykorzystam, gdy znów będziesz odmawiał posiłków. - puścił mu oczko. Nie miał nic przeciwko skokom w bok, dopóki przelotni partnerzy Yako kończyli wypompowani do zera i porzuceni jak zgniecione kartoniki po soku. Inaczej sam musiał sprzątać po nim jego bajzel.

Keer uśmiechnął się półgębkiem. Gdyby zamek należał do kogoś innego, zareagowałby tak samo jak Cosiek, ale Yako i tak mógł poczuć skrywaną dziecięcą ekscytację Cienia.
- Mówiłem ci, że to ogromne miejsce. Jakbyś chciał ubrać coś innego niż deseczki i pobiegać, to daj mi znać. - wskazał palcem na buty Kogitsune, po czym pogładził go po głowie i jeszcze raz spojrzał w górę, by nacieszyć oczy. Żałował, że nie jest malarzem. Chciałby móc zabrać ze sobą w podróż powrotną utrwalone farbą widoki.
- Masz trochę racji. - westchnął, a gdy Lusian skończył się odgryzać, obrócił się napięcie w jego stronę i obrzucił go gniewnym spojrzeniem. Pięści, tak samo jak usta, miał zaciśnięte, ale nie była to oznaka chęci ataku. Odwrócił wzrok i splótł ramiona na piersi, wyraźnie zażenowany. - Kiedyś. - burknął tonem jakby obrażał czyjąś matkę. - Jak przestaniesz rzucać takimi głupimi tekstami, to może nawet o tym pomyślę. - dodał, znów mu się przyglądając. Czasem myślał jak wyglądałoby ich zbliżenie, ale wstydził się nawet przed samym sobą, o Demonie nawet nie wspominając. Po prostu... nie, to nie podlegało żadnej dyskusji!
Głośno wypuścił powietrze nosem, gdy strażnik zaczął iść w ich stronę, a potem zadał chyba najgłupsze pytanie jakie mógł. To nie była ruchliwa okolica. Na dzienne statystyki nie liczył, ale ile wozów mogło przejeżdżać tędy tygodniowo, a może nawet miesięcznie. Dwa? Trzy? To i tak byłby dziki tłum! Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Yako kontynuował zachodzenie za skórę każdemu kto się napatoczył. - Co z Tobą? - syknął do niego cicho, gdy Alden do nich szedł. Jego jednego kojarzył z twarzy, natomiast Bianka i Caius pozostawali nieznajomymi w jego umyśle.
Powitanie było krótkie i w lekkim tonie, ale Cień nie spodziewał się po Cierniu i jego służbie pobłażliwości. Nawet jeśli był gościem, nadal pozostawał w ich oczach kimś niebezpiecznym, bo z grubsza nieokreślonym. Widząc spojrzenie Aldena i drobne zmarszczki napiętych mięśni, w odruchu odgrodził Kogitsunemaru własną ręką i lekko przesunął go do tyłu. Był gotów bronić dziecka oraz powstrzymać je rzuceniem się na majordomusa z pazurami. Kraina Luster była pełna przewrotnych istot a w ich głowach mogła zrodzić się dowolna myśl. Choćby taka każąca nienawidzić dzieci lub mieć na nie apetyt albo atakować każdego za nieodpowiedni ton lub gest. Stykanie się z tymi zezwierzęconymi umysłami wtłoczyło w jego ciało podobne nawyki.
Opuścił gardę, gdy Alden obrócił się by poprowadzić ich do środka. - Trudno nie zgodzić się z Lusianem. To idealna pozycja obronna. Aczkolwiek uważam, że przyjechać było warto. Może okolicy brakować roślinności, ale nagi kryształ na powierzchni można ujrzeć tylko tu. - mówił spokojnie, jednak spojrzenie dziwacznych oczu utkwiło w plecach czerwonowłosego. - Sam zapewne urządziłbym wnętrze podobnie. - dodał, gdy już postanowił rozejrzeć się po sali. Kamień, a więc Lis nie będzie miał czego palić. Metal gotów na każde skinienie Aerona. Byli w twierdzy-pułapce. Chyba się ich nie obawiał? Zmarszczył brwi, próbując zrozumieć motywy, które kierowały Cierniem, gdy ich zapraszał. - A ty, Kogitsunemaru? Podoba ci się tutaj? - pochylił ku niemu głowę, choć zginał kark trochę mniej niż kiedyś. Dzieciak rósł jak na drożdżach i w krótkim czasie zyskał dodatkowe pięć centymetrów wzrostu.
Nie zmiana statusu, a otwartość z jaką była ogłaszana zaskoczyła Keera. Do tego te słowa o prawdziwej przyjaźni! Och, darujcie sobie, bo serce pęknie mi z żałości...
- Dziękuję. Rozwiał pan kilka moich wątpliwości. - powiedział szczerze wdzięczny Aldenowi, nawet jeśli ten patrzył na niego spod byka. "Książę Aeron Vaele, Koregent Lodowych Gór i Pan na Dunkelheit", tak się podpisał w liście, co spotkało się z niemałym zdziwieniem Cienia, ale teraz wiedział, że to nie był żart.
Włosy na rękach stanęły mu dęba, gdy obserwował mały spektakl Yako, jednocześnie czując jego emocje. W przeciwieństwie do zwężonych źrenic Demona, jego własne rozszerzyły się chłonąc scenę. W takich chwilach aura działała na niego mocniej i gdyby podobny "atak" został skierowany w jego stronę być może nie dałby rady go odeprzeć. - Wierząc innym, jastrząb jest tylko głupim osłem. - uśmiechnął się szyderczo i machnął dłonią. - Przestań go straszyć. Wszystko jest tutaj tak wypucowane, że pewnie poganiał służbę od rana do nocy. - rozłożył ręce i obrócił się jakby chciał nimi objąć pomieszczenie. Opuścił je i zwrócił się do Aldena. - Porządek cenię bardziej niż uśmiechy... Chyba, że mógłbym się nimi najeść albo sprawiać cuda, lecz wtedy sam rozpromieniałbym się co krok. - dodał nie żywiąc urazy i nawet nie ruszył się w stronę krzesła. Dość się nasiedział w powozie i tak szczerze, to zwyczajnie bolała go od tego dupa.
- Ależ ty jesteś dziś cięty. - pokręcił głową, ale nie zmywał Yako głowy. Chciałby jakoś rozładować napiętą atmosferę, która najprawdopodobniej wytworzyła się za sprawą jego przybycia. - Nie wiem, co Cierń mu o mnie powiedział, ale śmiem twierdzić, że do opisu nie użył miłych słów. - westchnął zirytowany chłodem i dystansem, który podążał za nim jak widmowy pies, czekający aż Gawain padnie pod własnym ciężarem.
Słysząc szczęk mechanizmu, ustawił się przed drzwiami nim te zdążyły choćby drgnąć. Serce waliło mu niczym młot, zbyt pospiesznie odliczając sekundy. Komentarz Lisa podziałał uspokajająco i zwrócił jego uwagę na coś innego niż stresująca rozmowa, którą właśnie mieli odbyć.
Wygląd Aerona nie był czymś co normalnie zajmowało umysł Cienia. To był facet. Brunet, tęczowe oczy, przystojny i dobrze zbudowany. Łamacz serc dworskich dam. Ale on nie był jedną z nich, więc czemu miałby się tym w ogóle przejmować? Ano dlatego, że Yako coś jednak w nim dojrzał. Jednak teraz w duchu śmiał się do rozpuku, pod wpływem czego spojrzenie i postawa Gawaina diametralnie się zmieniły. - Za modą Upiornych nie sposób nadążyć. - szepnął tylko w odpowiedzi i pewnym krokiem ruszył przed siebie, omiatając pomieszczenie pełnym wyższości spojrzeniem. Doskonale widział służących, którzy kryli się po kątach jak małe myszki. W sali musiał panować półmrok, ponieważ ich kolory były dla Gawaina przygaszone. Irytowała go jedynie muzyka, która niepotrzebnie go rozpraszała.
Stanął parę metrów przed Aeronem i skłonił się sztywno. - Książę, Koregencie Lodowych Gór i Panie włości, na których właśnie stoimy. Choć wszyscy wiemy jak się nazywamy, wybacz mi ten jeden raz i pozwól sobie w ten sposób powinszować. - wyprostował się i obdarzył Ciernia gotyckim uśmiechem, splatając ręce za plecami by nie miętosić rękawów w palcach. - Aeronie, nie chcąc dłużej trzymać cię w niepewności, nie uważam, żadne z nas nie uważa, że cofnąłbyś dane słowo. Ja również swojego postulatu cofał nie będę, aczkolwiek moje przeprosiny są ci więcej niż należne. Proszę więc o wybaczenie. Proszę byśmy puścili w niepamięć ostre słowa i zostawili w niej to co istotne. - wzrok Gawaina zasnuła mgła. Na wpół żywy, bo martwy w środku, patrzał na Ciernia i zastanawiał się, czy on wie. Czy teczka zrobiła się grubsza? Czy lista się wydłużyła? Spuścić go z oczu, spuścić ze smyczy, patrz, o tam, to nowy trup.
Obrócił się i wyciągnął Cośka naprzód, by Aeron mógł mu się lepiej przyjrzeć. - Mam nadzieję, że choć na niego spojrzysz łaskawszym okiem. Pragnę przedstawić ci nowego członka naszej rodziny, Kogitsunemaru. - wskazał na dziecko otwartą dłonią, po czym pochylił się ku niemu, by krótko szepnąć mu na ucho, że to ten moment, w którym powinien się ukłonić i powiedzieć coś o sobie. Cofnął się o krok i obserwował poczytania wychowanka.

_________________
Zamek Dunkelheit Y8KrzVp
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Aktualny ubiór : Fabuła: Czarny golf, czarne proste spodnie, płaszcz, buty za kostkę //Misja: Mundur SCR
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek (Gizd), Reyuin
Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 151
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Pią 15 Mar 2019, 13:37

Przyglądał się z ciekawością podchodzącemu osobnikowi. Z czymś mu się kojarzył. O! Z tymi opakowaniami z jedzeniem, których nie dało się otworzyć zębami ani pazurami. Znalazł je kiedyś w jednej z szafek w norce. Jak się nazywały? Puszki? W głowie nazwał nowo odkryty gatunek dwunożnych właśnie tym słowem. Opiekunowie nie przejęli się zbytnio przybyciem pana/pani Puszki więc i on nie zamierzał.
Chłopiec nawet nie wiedział, że patrzy na drzwi zanim te się nie otwarły z przeraźliwym dźwiękiem. Wyszedł zza nich czerwonowłosy mężczyzna wyraźnie stojący wyżej w hierarchii od metalowych wartowników. Mimo, że próbował być miły to nie zrobił na Cośku dobrego wrażenia. Na Gawainie chyba też nie, bo ten ochronnym ruchem zasłonił chłopca. Lisek cały się napiął widząc spojrzenie obcego. Nastroszył się jak potrafił, ustawił pazurzaste rączki jak do walki i odsłonił zęby, ale nie zaatakował, chciał tylko pokazać, że nie będzie łatwym kąskiem.
Niewiele zrozumiał z tekstu zaproszenia, ale Gawain i Lusian poszli do środka. Chcąc nie chcąc podreptał za większym drapieżnikiem mając nadzieję, że nic złego się nie stanie. Starając się wyglądać najniewinniej jak potrafił wyszedł przed swoie stado chcąc poznać zapach nieznajomego. Nie udało mu się to na zewnątrz, a w środku było utrudnione przez wszechobecne chmury mydła. Postanowił zostawić sobie to pytanie na później bo coś wyłapał, niewiele, ale zawsze coś. - Zły ptaszku. - Ni to się poskarżył ni to ostrzegł cichym szeptem kiedy już dołączył do swoich.
Nie miał jeszcze zdania co do tej norki. Na pewno była ogromna i pewnie mieszkało w niej liczne stado. - Czemu kąpać norka? - Zapytał zamiast odpowiedzi. Opary środków czystości nie zasłaniały mu co prawda obrazu wnętrza, ale trochę irytowały.
Zrozumiał, że ma czekać. Ale po co? I na co? Przynajmniej Pan-Ptak sobie gdzieś poszedł i do tego Duży Lis go porządnie nastraszył. Obszedł dookoła krzesło przyglądając się rzeźbieniom. Po co tak się męczyć żeby zrobić nierówne drewno? Przynajmniej siedzisko wyglądało na wygodne, choć pewnie nie aż tak jak kanapa. Po krótkich oględzinach zignorował mebel i przeszedł się dookoła starając się poznać zapachy nowego miejsca. Gdyby coś poszło nie tak jak trzeba to pewnie potrafiłby wrócić po własnych śladach, ale i tak nie otworzyłby tych wielkich drzwi na zewnątrz.
Wielka metalowa ściana okazała się być wielkimi metalowymi drzwiami. Ciekawe ile jeszcze mają rzeczy w tych rozmiarach? I jak dużych mają członków stada, że potrzebują takich przejść? Wielkie pomieszczenie wypełniały aromaty kwiatów, co w połączeniu z półmrokiem i muzyką dopływającą niewiadomo skąd trochę oszołomiło liska. Mimo wszystko starał się choć na chwilę skupić na tym co mówił Gawain i co on sam za chwilę miał zrobić. Podszedł parę kroków do przodu i ukłonił się siedzącemu na krześle mężczyźnie z rogami. Co ciekawe nie czuł od niego zapachu ani saren ani bydła, choć trochę się tego spodziewał.
- Dzień dobry panie Książę. - Tak chyba go nazwał Cień. - Jestem Kogitsunemaru, ale wolę Cosiek. Jestem Przybłędą i umiem polować. - Zamilkł nie wiedząc czy to co powiedział wystarczy. Był z siebie bardzo dumny z tych kilku zdań, które chyba nawet były gramatyczne. Wiele godzin poświęconych na wysłuchiwanie jakie to ważne, żeby zachowywał się grzecznie i umiał wypowiedzieć swoje imię rzeczywiście się opłaciło.
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Aktualny ubiór : Ubranko >: (
Pod ręką : -
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Liczba postów : 33
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 15 Mar 2019, 21:18

Alden nie spodziewał się tak bezpośredniego ataku. Kiedy tylko Lusian zbliżył się do niego, Orzeł spiął się a z jego ust zniknął miły uśmiech. Spojrzał czujnie na mężczyznę, mrużąc lekko oczy i wodził za nim żółtymi tęczówkami, kiedy tamten okrążał go i mówił. W odpowiedzi jedynie syknął, zupełnie niczym prawdziwy ptak drapieżny, okazując w ten sposób niezadowolenie. Kiedy tylko Demon wrócił na miejsce, czerwonowłosy spojrzał na Gawaina, uznając jego za lepszego partnera do rozmów w tej chwili, skłonił się lekko i poszedł w swoją stronę.
Czy mógł zrobić coś innego? Nie, w końcu był tylko długoletnim, wiekowym sługą. A może aż sługą…?

Aeron obserwował jak cała trójka zbliża się do podestu. Ich wizyta sprawiała mu przyjemność, bo w końcu udało się zmusić Keera by postawił stopę w domu tego, którego tak bardzo nienawidził. W prawdzie zaproszenie dotyczyło rezydencji, ale czemu Upiorny miałby rezygnować z okazji pochwalenia się zamkiem? To tutaj będzie teraz mieszkał i nie widział sensu by utrzymywać to w tajemnicy.
Początkowo nie poznał Lusiana. Kiedy widział go po raz ostatni, mężczyzna miał czarne włosy i uszy, podobnie ogon. W tej chwili wyglądał zgoła inaczej – białe futro odznaczało się w mroku, długie srebrzyste włosy zebrane miał po części by nie przeszkadzały po bokach głowy. Co do jego zachowania, nic się nie zmieniło. A może jednak? Aeron miał wrażenie, że Demon jest nastawiony bardzo negatywnie do całego spotkania. Czyżby Cieniowi udało się jednak nastawić go przeciw Arystokracie?
Kiedy znaleźli się tuż przed nim, Keer zdobył się na bardzo ładny, chociaż fałszywy ruch – pokłonił się ulegle. Usta rogatego drgnęły lekko a w oczach błysnął tryumf, kiedy z ust rudowłosego popłynął potok słów, mile łechcący ego szlachcica. Spojrzał na niego łaskawszym okiem, bo zachowanie Cienia wskazywało na obycie i dobre maniery, a z takimi osobnikami zawsze miło się obcuje.
Gdy usłyszał przeprosiny, uśmiechnął się lekko, pobłażliwie i wstał. Wolnym krokiem podszedł do mężczyzny i zatrzymał się w odległości około pół metra, naruszając tym samym strefę intymną. W jego ruchach było coś teatralnego, jakby każdy ruch był przestudiowany i idealnie dobrany, niosąc za sobą niewerbalny przekaz. Położył mu ciężką rękę na ramieniu w iście poufałym geście i uśmiechnął się szeroko.
- Wybaczam, jakże mógłbym inaczej? – powiedział po długiej chwili milczenia – Jednak czy puszczę ostre słowa w niepamięć? Cóż, przemyślę to, mój drogi. Chcę żebyś wiedział, że zabolało mnie, to co wtedy zostało wypowiedziane. – dodał, specjalnie modulując głos tak, by wyrażał żal – Niemniej witam cię w moich progach! – zdjął dłoń i odwrócił się teraz w stronę pozostałych – Rad jestem, że postanowiliście mnie odwiedzić. – uśmiechnął się najpierw do Demona, potem do stojącego przy nich dziecka i cofnął krok, by dać im nieco przestrzeni.
W swoim stroju wyglądał imponująco a pióra sprawiały wrażenie, jakby był w ramionach jeszcze szerszy niż było w rzeczywistości. Mimo mrocznej aparycji, patrzył na nich z ciepłem w oczach. Czy było szczere? Czort jeden wiedział, w końcu kłamstwo wychodziło mu nawet lepiej niż szermierka.
Lusian nie odzywał się, co odrobinę zaniepokoiło Arystokratę, ale postanowił nie pytać o powód milczenia. Spojrzał na niego tęczowymi oczami i gdy ujrzał na jego szyi obrożę… lekko zgrzytnął zębami. Dobrze, że udało mu się to ukryć pod uśmiechem.
Kiedy Keer przysunął dziecko przed siebie, niczym zabawkę którą chce się pochwalić, Upiorny zawiesił wzrok na małym rudzielcu, patrząc na niego z góry. Chłopiec wyglądał jak połączenie Yako i Gawaina, co było dość niesłychane i zrodziło w rogatej głowie ogrom pytań. Aby nie być niekulturalnym, Aeron zachował je w tej chwili dla siebie, ale jedno nie dawało mu spokoju, dlatego postanowił zapytać w stosownej, ale niedalekiej chwili.
Kogitsunemaru, bo tak nazywał się maluch, przedstawił się grzecznie a było to tak urocze, że na ustach Vaele od razu pojawił się uśmiech. No tak, polowanie to przydatna umiejętność i wyglądało na to, że malec był w tej dziedzinie na tyle biegły, że postanowił się pochwalić.
- Nikt nie jest Przybłędą, mały Kogitsunemaru. Każda istota pojawia się na świecie nie bez przyczyny. Jeśli nieznana jest ci i twoim opiekunom twoja rola, z pewnością niebawem wyklaruję się ona na tyle byś pojął, że nie jesteś Przybłędą a Darem dla Krainy Luster. – powiedział łagodnie i pozwolił sobie podejść do dziecka a następnie przykucnął tak, by ich twarze znalazły się na podobnym poziomie – Nazywam się Aeron Vaele, ale jeśli chcesz, możesz nazywać mnie Cierniem. – przedstawił się cicho i uśmiechnął do niego z sympatią a następnie wstał i wrócił na podest, nie zasiadając jednak na krześle.
- Z pewnością jesteście głodni po długiej podróży. – rzucił – Nie będę przedłużał więc chwili powitania, chyba, że macie mi coś ważnego do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem mniej formalnej części spotkania. – spojrzał kolejno po wszystkich czekając na ich reakcje.
Zza jego pleców wyłonił się Alden i podszedł do Upiornego. Poinformował go cicho o gotowym obiedzie, przygotowanej Sali gdzie będzie on podany i… czymś więcej.
Aeron zerknął na Lusiana gdy czerwonowłosy mówił, po czym podziękował i odesłał Kamerdynera. Odczekał chwilę po czym westchnął. Zszedł powoli do gości i stanął naprzeciw Demona, patrząc prosto w jego oczy, nie bojąc się kontaktu wzrokowego.
- Powiedz, drogi przyjacielu, dlaczego groziłeś Aldenowi? – zapytał z powagą i splótł ręce na plecach – Czy dał ci kiedyś jakikolwiek powód? A może ja wydałem mu jakiś rozkaz, który uraził cię i teraz szukasz sprawiedliwości? – nie spuszczał oczu z mężczyzny, zachowując jednak kulturalny ton lecz nie oczekując odpowiedzi – Jak byś się czuł, gdybym teraz zagroził małemu Kogitsunemaru? Postraszył… dla zabawy? – spojrzał na dziecko badawczo, ale nie poczynił żadnego ruchu by spełnić to, o czym mówił – Zastanów się, Lusianie, czy miło jest kiedy dowiadujesz się, że jeden z przyjaciół grozi bliskiej osobie tylko dla kaprysu. – odwrócił się na pięcie i przeszedł w bok, dając do zrozumienia, że czas opuścić salę ale czeka jeszcze na ewentualne sprawy, które tamci chcą poruszyć.
Atmosfera była lekko napięta, jak dotąd największą sympatią Arystokraty mógł szczycić się Cosiek, drugi o dziwo był Gawain bo Thorn nie potrafił zrozumieć humorów Yako. Miał jednak nadzieję, że dalsza część wizyty potoczy się lepiej.
- Oczywiście zostały dla was przygotowane komnaty w których możecie zatrzymać się tyle, ile będziecie mieli ochotę. Jeśli macie życzenie udać się tam przed posiłkiem i nieco odświeżyć, służba zaprowadzi was i wskaże pokoje. – powiedział przyjaznym tonem – Nie ukrywam jednak, że wolałbym nacieszyć się waszą obecnością ile wlezie. Na odpoczynek przyjdzie jeszcze czas, prawda? Kogitsunemaru? – zaczepił dzieciaka, licząc na to, że mimo nużącej podróży, ma on w sobie na tyle energii by pozostać na nogach.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Sob 16 Mar 2019, 11:16

Zamrugał zaskoczony, słysząc, że może kiedyś Gawain pomyśli nad tym, żeby jednak spróbować nie tylko z Luci. Postawił wysoko uszy i poruszył ogonem, ale szybko ukrył swój entuzjazm, gdy zbliżył się do nich jeden z Strażników. Na pytanie swojego kochanka, tylko wzruszył ramionami. Widać miał swoje powody, albo po prostu miał dziś paskudny humor, bo naprawdę nie wyglądało na to, żeby miał być dla kogoś dziś miłym.
Jednak na jego ustach pojawił się Cień szczerego uśmiechu, gdy usłyszał co Cosiek powiedział na temat Aldena. Może jednak się kiedyś dogadają tak naprawdę? Chyba faktycznie miał po nim odrobinę charakterku.
Gdy Gawain nakazał Yako przestać straszyć Aldena, Demon posłusznie się od niego uśmiechnął, ale Cień mógł dojrzeć w jego szkarłatnych oczach jakąś nutkę zadowolenia. Czyżby jednak coś kombinował?
- My też kąpiemy czasem norkę - powiedział łagodnie - żeby było w niej czysto, nie było liści, błota i by ładnie pachniało, choć w naszej norce nie pachnie aż tak mydłem po tym - puścił mu oczko.
Rudzielec mógł poczuć dziwną falę zadowolenia, gdy trochę się rozluźnił, po słowach Lisa.
Lusian skinął grzecznie głową na powitanie. Nie odzywał się. Niech pozostali to robią. Sam nie miał nastroju na tę wizytę ani trochę. Stał prosto, lekko podpierając się na drewnianej lasce, starając się trochę odciążyć nogę. Słuchał uważnie jak Cosiek się przedstawia. Ładnie mu to poszło, będzie go potem musiał pochwalić, oraz Dręczyciela, bo to głównie on pracował z trzyogoniastym. Zastanawiał się jednak ile Kogiś zrozumie z tego co powiedział do niego Rogaty. Było to baardzo wspaniałomyślne, ale widać było, że o Małym Lisku nic nie wie. No cóż...pewnie później nastąpi fala pytań na ten temat, ale obaj z Gawainem byli na to przygotowani.
Sam jakoś średnio miał apetyt, ale będzie musiał trochę zjęść, żeby potem nie było, że Caius się napracował, a tylko Cosiek cokolwiek je. Ciekawe jak Lisek w ogóle zareaguje na Wilka. Pewnie się wystraszy, ale miał nadzieję, że szybko się przekona, że nie ma czego się bać.
Zmarszczył białe brwi, gdy pojawił się Alden i zaczął coś szeptać na ucho swojemu panu. No tak...poza meldunkiem pewnie przyszedł się poskarżyć jaki to zły i niedobry jest Lusian. I już po chwili potwierdziły się myśli Demona, bo Arystokrata podszedł do niego i patrząc mu prosto w oczy zaczął zadawać pytania.
Yako to nie ruszyło ani troszeczkę. Stał nadal prosto, patrząc w oczy Upiornemu, ale jego krwiste nie wyrażały ani zaskoczenia ani złości. Był w pełni rozluźniony. Zerknął tylko na moment na Cośka - Jak bym się czuł? Tak samo chujowo jak do tej pory, nie zrobiłoby to na mnie najmniejszego wrażenia - powiedział zgodnie z prawdą - choć uznałbym, że zmieniłeś się na jeszcze gorsze niż przypuszczałem, skoro dla zabawy groził o wiele mniejszej i słabszej osobie, która nawet jeszcze nie rozumie do końca co się wokół niej dzieje - uśmiechnął się delikatnie - jednak nie mam zamiaru tutaj nikogo urazić - cofnął się o krok i pokłonił się pokornie, choć Dręczyciel doskonale mógł wyczuć, że nie było w Lisie ani grama tego uczucia - nie ośmieliłbym się nikomu grozić, w szczególności na terenie Twojego Domu, książę Vaele - powiedział łagodnie - jeśli Alden tak poczuł, to jak tylko go spotkam to go przeproszę. A dlaczego tak zrobiłem? - zapytał - na pewno nie dla zabawy, bo na taką nie ma tu miejsca, nie z mojej strony - zapowiedział i zerknął na rudzielce - zachowałem się tak, ponieważ myślałem, że zostaliśmy tutaj zaproszeni z Gawainem na równi, jednak Keer był przez większość drogi grzecznie ignorowany oraz obdarzany nieufnymi spojrzeniami. Postanowiłem więc uświadomić mu, że to nie Gaw powinien cieszyć się tutaj najmniejszym zaufaniem - i chyba jak na razie mi to wyszło, dopowiedział sobie w myślach - jeśli jednak masz zamiar mnie ukarać, to proszę bardzo - wzruszył ramionami - nie miałem zamiaru psuć przyjemnej atmosfery tego spotkania - dodał jeszcze, kończąc swój wywód. Czemu się tłumaczył? Bo chciał zobaczyć reakcję rogacza. Miał to gdzieś czy ich relacje się zmienią. Miał swoje powody by tak się zachować, oczywiście poza tym, że naprawdę nie miał dziś humoru na jakiekolwiek wycieczki czy poważne spotkania.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Broń : Naginata
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 136
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Nie 17 Mar 2019, 02:27

Miał ochotę przewrócić oczami i ostentacyjnie strzelić focha. Yako dziwił się i cieszył, jakby odkrył nowy kontynent, zupełnie zapominając o postawionym warunku. Jak miał poczuć się pewnie i swobodnie, gdy Lis wyśmiewał wszystkich wokoło? W ogóle nie tworzył warunków do eksperymentowania, zwłaszcza w sferze intymnej.

Kogitsune, jako lis, miał wszelkie prawo nie lubić Aldena, lecz Gawain nie podzielał jego opinii. To nie był ich sługa, by mogli decydować o tym, jak powinien się zachowywać. - Nie wiesz o nim wszystkiego. Może specjalnie udawał albo kazali mu tak zrobić - wyszeptał chłopcu na ucho i wcale nie miał na myśli Ciernia. Sługa zawsze miał swój własny świat, daleki od życia swego pana. Wystarczyło, że ktoś miał haka na Aldena, by się tak zachował.
Całe szczęście tym razem to Demon przejął ster i wytłumaczył Cośkowi skomplikowany element rzeczywistości jakim były "domowe" porządki. Cień chętnie dodałby coś od siebie, ale jego uwagę odciągało niemalże sadystyczne zadowolenie Lisa. Tak jak z niego czasem wychodził Dręczyciel, tak samo z niego wychodził Demon. Nieprzejednany, nieulękły i nieugięty. Figlarnie puszczał do niego iskierki z krwistych tęczówek niczym zła wróżba. - Oj, będzie ciężko - myśl pojawiła się w jego głowie, a ta wcale nie była próżna i fałszywa.

Nienawykły do obcego dotyku i jawnego przekraczania osobistej przestrzeni, cały się spiął, czując ciężką dłoń na swym barku. - Mógłbyś inaczej. Zawsze możesz. - wypowiedział jedynie w myślach, ponieważ Aeron ułożył swój teatrzyk tak, by nie dało mu się przerwać. Nawet jeśliby się uparł, byłoby to w bardzo złym guście. Nie wierzył ciepłemu spojrzeniu, miłym słowom, zapraszającym gestom. Nawet jeśli były prawdziwe, Keer szybciej zasztyletowałby się sam niż się na nie zdał.
Za to Kogitsune dobrze się sprawił. Co prawda jego wystąpienie nadal było dość nieporadne, żeby nie powiedzieć żałosne, ale gdzieś i kiedyś musiał nabrać praktyki. Dodatkowo Cierń nie potępił go, a przyjął otwarcie, choć jego słowa rozbawiły Cienia na tyle, że ten kpiąco się uśmiechnął. - Nie wdawałbym się w zbędną polemikę dotyczącą przybłęd. Słowo opiekuna - uniósł dłoń, przymykając powieki, przy czym wokół oczu rudzielca pojawiły się kurze łapki.
Na pytanie o posiłek nieznacznie przechylił głowę w bok, jednak utrzymywał kontakt wzrokowy z gospodarzem. - Zmierzch dopiero za kilkanaście godzin... - napomknął, jakby zakłopotany. Naprawdę nie chciał zagłębiać się w szczegóły dotyczące pożywiania się i powodów, dla których nie spożywał zwyczajowej strawy. To było zbyt osobiste i wykraczające poza zwyczajowe dyskusje o diecie, na którą składały się sny.
Fasada spokoju i życzliwości opadła, gdy Alden podszedł do Ciernia i wyszeptał mu na ucho to, co sądził Keer. Zwyczajnie naskarżył. Konfident jak się patrzy. Co z tego, że stał za nim? Siedział w tym z Yako. Właśnie tak postrzegał to dwór, tak postrzegała to służba. Z każdym słowem Demona brwi Gawaina spinały się coraz bardziej, a pięści zaciskały mocniej. W końcu miara się przebrała i Cień najzwyczajniej w świecie nie wytrzymał. - Nie prosiłem Cię o ingerencję, niezależnie od tego, co myślałeś - jego chłodny ton krył w sobie ból. Chyba tylko dywany chroniły go przed własnym głosem odbitym od ścian.
Nigdy nie uważał się za równego, niezależnie od tego co mówił Yako. Dodatkowo cenił sobie zachowanie Aldena. Może i był ignorowany, ale nie oczekiwał ciepłego przyjęcia. Nie zasłużył na nie i jego brak nie był dla niego afrontem. Zresztą bywał przyjmowany o wiele gorzej niż teraz. Dziś mógł powiedzieć, że zaliczył awans w tej kwestii.
Jednocześnie Dręczyciel w nim wył z zadowolenia. Wcześniej Yako i Cierń wyglądali jak dobrzy kumple, przyjaciele lub kochankowie, a teraz wydali mu się dwoma rozżalonymi partnerami, którym nigdy nie była pisana wspólna przyszłość. Nawet ukłon krył w sobie pogardę. Nic co mówił lub robił Demon nie zawierało w sobie choć odrobiny szczerości. - Cudownie.
- Jednak skoro już poruszyłeś ten temat - powiedział, gdy jego żywiciel skończył swój wywód - chciałbym zapytać o powód takiego traktowania - zwrócił się bezpośrednio do Upiornego. - Od chwili mojego przybycia jestem świadkiem dziwnego zachowania twej służby. Chowa się przede mną, jeśli tylko może. Zdaję sobie sprawę, że powinna być niedostrzegalna, ale wyczuwam w tym coś zgoła innego - przebiegł swoim intensywnym spojrzeniem po zebranych w kątach sali istotach i wrócił nim do Ciernia. - Nie wymagam kary, nawet reprymendy. Jedynie chciałbym znać powód. - rozłożył ręce w geście bezradności, doskonale świadom, że cokolwiek powie Cierń rozejdzie się po zamku lotem błyskawicy.
- Nie będzie konieczne - uniósł dłoń - lecz nie śmiem wypowiadać się za resztę - posłał wymowne spojrzenie Lusianowi, który dostatecznie zalazł mu dziś za skórę. Decyzja Cośka była raczej oczywista, jednak by mu w niej dopomóc Cień nachylił się ku niemu. - Posiłek to jedzenie, obiad. Odświeżyć to umyć, kąpać. Odpoczynek, spać. Wybieraj - wytłumaczył skrótowo, choć sam już znał odpowiedź.

_________________
Zamek Dunkelheit Y8KrzVp
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Aktualny ubiór : Fabuła: Czarny golf, czarne proste spodnie, płaszcz, buty za kostkę //Misja: Mundur SCR
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek (Gizd), Reyuin
Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 151
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Nie 17 Mar 2019, 16:18

Nie przekonały go słowa Gawaina. Może i rzeczywiście nie wiedział wszystkiego o czerwonowłosym, ale na pewno wiedział, że ma złe zamiary. Czemu niby tak na niego wcześniej patrzył! Nie jest okruszkiem do jedzenia!
Pokiwał głową ze zrozumieniem na tłumaczenie Lusiana, utrzymywanie porządku w norce było ważne. - Cosiek czasem kąpać łazienka jak bawić się w tonie czy pływa. - Pochwalił się, że pomaga w domu.
Słowa wypowiedziane przez rogatego były dla niego zbyt skomplikowane. Był skupiony i słuchał uważnie, ale nie potrafił odgadnąć o czym tamten mówi. - Cosiek jest Przybłędą. - Zdecydował się skoncentrować na jedynej rzeczy jaką zrozumiał z wypowiedzi. Mężczyzna zachowywał się przyjaźnie i mimo, że chłopiec widział jak Gawain się przy nim denerwuje to zdecydował się mu zaufać. Zafascynowany przyjrzał się tęczowym oczom rozmówcy, a potem jego wzrok przesunął się na rogi. Jeszcze nigdy nie widział tak gładkich! Ani czarnych. Ciekawe do jakiego gatunku należał wcześniej ten dwunożny.
- Książę, Aeron Vaele, Cierniem. - Powtórzył sobie cicho by lepiej zapamiętać. Jak na razie ta technika sprawdzała się naprawdę dobrze pozwalając chłopcu szybko się uczyć nowego języka. Co prawda tutaj używali chyba jakiejś innej odmiany, ale może to dlatego, że mieszkali tak daleko.
Najtrudniejszą część miał już chyba za sobą. Przedstawił się alfie drugiego stada i jego obecność została zaakceptowana. Rozluźniłby się, ale Lusianowi chyba nie szło tak dobrze. Początkowo myślał, że próba sił zakończy się bójką, ale potem Duży Lis zrobił coś co go zupełnie zaskoczyło: cofnął się. Za to krzyczący Gawain był jak najbardziej normalny.
Nie miał pojęcia o co chodzi, ale został o coś zapytany. Zgłupiały i zdezorientowany skierował pytające spojrzenie na opiekunów. Na szczęście Cień szybko mu wytłumaczył o co chodzi. - Ja już dużo spać. Cosiek jeść. - Odpowiedział radosnym tonem nie siląc się już na zabawy z gramatyką. Miał nadzieję, że będą mieli jakieś mięso a nie tylko nasionka i okruszki dla ptaków.
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Aktualny ubiór : Ubranko >: (
Pod ręką : -
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Liczba postów : 33
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pon 18 Mar 2019, 22:23

Odpowiedź Lusiana była zastanawiająca. Aeron patrzył na niego uważnie i słuchał, nie przerywając. W jego tęczowych oczach widoczny był spokój, zupełnie jakby słuchał sprawozdania jednego z gwardzistów. Przyswajał informacje i analizował je w swojej głowie, chcąc zrozumieć zachowanie Demona.
Rogaty się zmienił? Może, ale w tej chwili to właśnie białowłosy zachowywał się inaczej, niż miał w zwyczaju. Wprost okazywał, że nie ma ochoty na rozmowę czy wspólny posiłek. Po co więc fatygował się tutaj? Vaele zaprosił go by spędzić miło dzień, zapraszał też Gawaina z myślą o ewentualnym przełamywaniu lodów czy zakopywaniu wojennego topora, jak kto woli. Obecnie jednak atmosfera była tak ciężka, że Upiorny niemal czuł jej ciężar na piersi. Była jak kowadło, które przygniatało i nie pozwalało swobodnie odetchnąć.
Powód zachowania był ciekawy i Arystokrata nawet rozumiał motywy, ale nie zamierzał w tej chwili wtrącać się w wypowiedź. Chciał wysłuchać Demona do końca, okazując mu w ten sposób szacunek i dowodząc, że jego zdanie naprawdę się liczy.
Kiedy jednak tamten podjął temat kary, brew czarnowłosego uniosła się wysoko a w spojrzeniu pojawiło niedowierzanie. Czy było szczere? To pozostanie tajemnicą.
- Nie mam zamiaru cię karać. - powiedział powoli - Przestraszyłeś mojego sługę i chciałem poznać powód owego ruchu, to wszystko. Byłem również ciekaw, jak poczułbyś się postawiony w podobnej sytuacji. - wyjaśnił ze spokojem - Za kogo ty mnie uważasz? - zapytał lekko mrużąc oczy ale właściwie nie oczekiwał odpowiedzi, nie teraz - Nie jestem barbarzyńcą.
Pałeczkę przejął Gawain. Co by o nim nie mówić, rudzielec był bardzo kulturalny i opanowany. Gdyby nie drzazga jaką były jego wcześniejsze słowa, Aeron mógłby go nawet polubić. Chociaż... właściwie lubił go ale na swój pokręcony sposób.
Przeniósł spojrzenie na Cienia i kiedy tamten mówił, Upiorny kiwał głową na znak, że aktywnie słucha tego, co tamten miał do powiedzenia. W pewnym momencie nachmurzył się, zastanawiając nad tym co tamten wytknął. Nie odpowiedział od razu, najpierw westchnął i podszedł nieco bliżej Keera.
- Moja służba... Cóż, obawiam się, że większość chowa się nie przed tobą, a przede mną. - wyjaśnił z rezygnacją w głosie, rozglądając się dyskretnie na boki - Pewnie zabrzmi to głupio, ale zatrudniłem ich niedawno. Nie znam ich, a oni mnie, jeszcze nie mieliśmy okazji poznać swoich zwyczajów. Są ostrożni bo nie wiedzą na co mogą sobie pozwolić. - zrobił pauzę i spojrzał w ciekawe oczy rudowłosego - Muszą mnie wyczuć. A ja muszę przywyknąć do ich obecności. - wzruszył ramionami - Co się zaś tyczy Aldena, Bianki i Caiusa… - ponownie westchnął i zawahał się, nie wiedząc do końca czy powinien zdobywać się na szczerość wobec Gawaina - Wiedzą o tobie tylko tyle, że jesteś Cieniem. Nic więcej. Oni są Sennymi Zjawami... dość dzikimi Sennymi Zjawami, chociaż obawiam się, że to słowo nie w pełni oddaje to, co mam na myśli. - spojrzał w bok i zastanowił się nad tym co powiedział, przerwa trwała kilka sekund - Nie boją się ciebie. Obawiają się i wolą pozostać nieufni, bo nie znają innego Cienia. Nie wiedzą jak powinni się zachowywać. - powiedział w końcu - Przepraszam w ich imieniu, może nie powinienem tłumaczyć ich zachowania, ale wierzę, że szczere przedstawienie jak wygląda sytuacja pozwoli ci nieco przychylniej spojrzeć na cały mój dwór. Mam nadzieję, że nie wpłynie to negatywnie na atmosferę naszego spotkania. - uśmiechnął się na koniec.
Kiedy zaproponował posiłek miał na myśli zwykłe jedzenie, zupełnie zapominając o zwyczajach żywieniowych Cieni. Za późno ugryzł się w język ale lekko pokłonił się Gawainowi, na znak przeprosin. Zrobił to na tyle dyskretnie i kulturalnie, bez użycia słów, że może rudzielec nie obrazi się od razu.
Mały Kogitsunemaru bardzo jasno wyraził na co ma ochotę i wywołało to lekki, grzeczny uśmiech na ustach Upiornego. Wskazał więc dłonią na główne wrota i zaczął prowadzić ich ku wyjściu z sali. Służący przeszli bokami do tylnych drzwi, żeby zająć się szybkim przygotowywaniem komnat gości.
- To może herbaty? - zagadnął łagodnie Cienia, kiedy przechodzili przez otwarte wrota - Mam też coś mocniejszego. Doszły mnie słuchy, że parasz się zielarstwem. Może więc spróbujesz którejś z nalewek Bianki i podpowiesz, co mogłaby zmienić? Jest w tych tematach... początkująca. - uśmiechnął się cierpko, jakby właśnie przełykał piołun - Nie znam się, ale mam wrażenie, że w jej wypadku, produkcja nalewek kończy się na dobrych chęciach.
Poprowadził ich korytarzem w głąb zamku, spacerem kierując w stronę sali gdzie przyjdzie im się posilić albo napić - okaże się na miejscu. Żeby nie okazywać uwagi jedynie Gawainowi, w pewnym momencie podszedł do Yako i posłał mu uśmiech.
- Postanowiłeś zmienić wygląd czy stało się coś, co wymusiło to na tobie? - zapytał - W pierwszym momencie nie poznałem cię, ale teraz, po dłuższych oględzinach uważam, że biel ci pasuje. - komplement był szczery, podobnie jak uśmiech.
Wreszcie gdy weszli do średniej wielkości komnaty w której centralnym punkcie stał stół zastawiony naczyniami, Aeron jako gospodarz wskazał krzesła i pozwolił gościom usiąść gdzie tylko mają ochotę. Sam zajął miejsce u szczytu by dobrze widzieć i słyszeć pozostałych.
Na stole nie było jeszcze żadnych dań, jedynie dzbany z wodą, karafki z winem i małe przekąski pasujące do napitków, ustawione na szerokich paterach. Nic zobowiązującego a jednocześnie na tyle eleganckiego, by goście poczuli się docenieni i zaopiekowani.
- Kogitsunemaru? - zagadnął Upiorny kiedy już zajął swoje miejsce - Zauważyłem, że dużo się rozglądasz. Podoba ci się tutaj? - przekrzywił lekko rogatą głowę ciekaw odpowiedzi - A może chciałbyś mnie o coś zapytać? Śmiało, nie gryzę. - ukazał zęby w uśmiechu, ale nie chciał wystraszyć malca dlatego ograniczył się do łagodnego uśmiechu.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Wto 19 Mar 2019, 07:35

Uśmiechnął się i pogładził chłopczyka między uszami, słysząc o tym jak ten kąpie czasem norkę w trakcie zabawy. Wiedział, że zalewa zawsze pomieszczenie, ale obecnie nie było czasu ani miejsca na pouczanie go, że tak nie powinien robić. Był jeszcze dzieckiem, więc niech się bawi, póki ma okazję. Jeszcze z tego wyrośnie, więc nie było czym się aż tak przejmować.
Przeniósł rubinowe spojrzenie, gdy Cień wtrącił się do tego co mówił. Cierń był "łaskawy"  i nie chciał go karać, ale nim Demon się nie przejmował. Był dla niego tylko kimś, kto doszedł do władzy, ale i tak był niżej od wysłannika Inari. Owszem było dobrze się zaprzyjaźnić z nim i nie chciał w nim wroga, ale jednak Dręczyciel był dla niego o wiele ważniejszy i słysząc jaki jest niezadowolony, odwrócił się tak by być przodem do obu mężczyzn. Ułożył ręce wzdłuż boków i pokłonił się nisko, tak jak robili to Ci, którzy mieszkali w jego Świątyni - zagalopowałem się, to się więcej nie powtórzy - powiedział i było to...szczerze. Cierń mógł sobie z tego nie zdawać sprawy, ale Rudzielec doskonale to wiedział. Poza tym...kłaniał im się ktoś, kto tego nie robił tak szczerze, więc chyba sobie to obaj zapisać w kalendarzach.
Spojrzał po kątach, w których wiedział, że kryje się służba. Nie musiał ich widzieć, by wiedzieć, że tam są. Chowają się jak robaki w cieniu, by nikt ich nie widział, ale każdy wie, że tam są. Ciekawe czy Cierniula sprawdził kogo zaprasza do swojego zamku, bo w takiej sytuacji łatwo może dojść do tragedii. Nie żeby Yako się tym przejmował w sytuacjach kiedy ich tu nie ma, ale teraz wiedział, że musi uważać, czy ktoś nie ma jakiś złych planów.
Ruszył powoli za Cierniem, jednak nie szedł jako drugi. Starał się być trochę za Gawainem. Kuśtykał sobie powoli, podpierając się laską, rozmyślał o czymś. Widząc jak Upiorny się do niego zbliża, przeniósł na niego krwisty wzrok - wybrałem się na spacer na Kryształowe Pustkowie, trafiłem na ciekawą imprezę oraz zostałem wystawiony jako uczestnik zawodów, po których wróciłem w takim stanie, że miałeś okazję spotkać Gawaina w Klinice - powiedział i lekko odchylił koszulę, ukazując kawałek gładkiego torsu, poznaczonego niezliczonymi bliznami, które jeszcze nie zdążyły zniknąć ze skóry Lisa. Arystokrata spokojnie mógł się domyślić, że to nie jest jedyne miejsce, w którym takowe się znajdują - przy okazji jakiś krasnal mnie ugryzł i zmienił mi kolory - dodał jeszcze mimochodem.
Poczekał, aż reszta zajmie miejsce. Usiadł na przeciw swoje kochanka, nie mogli przecież zostawić Kogitsune samego sobie. Może i umiał posługiwać się sztućcami ale nikt nie mówi, że poradzi sobie jeśli przyjdzie mu coś pokroić, jednak trzeba było na niego uważać, ktoś więc musiał usiąść obok niego.
Nie odzywał się jednak. Laskę przewiesił przez oparcie krzesła i dyskretnie rozprostował nogę tak by nikomu nie przeszkadzała. Nie odzywał się jednak, ciekawy co też Cosiek odpowie Rogaczowi.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Broń : Naginata
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 136
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Wto 19 Mar 2019, 11:44

Kogistune uparcie powtarzał, że jest przybłędą, a potem cicho wymienił miana, którymi mógłby określić Upiornego. Cierń chyba nie zdawał sobie sprawy w co się właśnie wpakował. Dzieciak był spokojny, ale to było teraz. Gdy rozmowy i siedzenie w jednym miejscu zaczną go nudzić, będzie dokazywał, pytał o wszystko i kręcił nosem.
Gawain odetchnął cicho, gdy Thorn, zamiast wybuchnąć gniewem i bezceremonialnie wywalić ich na zbity pysk, spokojnie przemówił. Powoli rozwijał swą myśl, chyba kupował sobie cenne sekundy, by odpowiednio ułożyć wypowiedź i nie prowokować Lusiana bardziej. Cierniowi daleko było do barbarzyńcy, ale dzieciaka i tak mógł porwać i zamknąć w najwyższej wieży. Opowieści o smokach nie wzięły się znikąd. Co z tego, że bestie w istocie były wujem, stryjem, starszym bratem lub głową jakiegoś rodu? No i po co miałby to robić? Póki co, nie dali mu wystarczającego powodu do takich działań.
Za to Yako zreflektował się i postanowił pokłonić, ale nie Aeronowi... a jemu. Czuł to wyraźnie, tak samo jak jego irytację i zmęczenie... był dziś niestabilny. Keer patrzył na niego przez chwilę szeroko otwartymi oczami, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobił. Chciałby choćby skinąć mu głową na znak zgody, ale nie mógł tego zrobić w obecności Arystokraty. Demon wielokrotnie wypominał mu wszelkie służalcze gesty i słowa, twierdząc, że byli równi. Tym bardziej zawstydził Cienia. Nie godziło się, żeby Kitsune mu się kłaniał.
Gdy Aeron do niego podszedł i wyznał wyraźnie niewygodną dla niego prawdę, cicho i krótko parsknął pod nosem, patrząc na niego ze zrozumieniem.
- Większość będzie wymieniać się tak szybko, że będziesz mógł ich wszystkich poznać jedynie z ksiąg i spisów. - dyskretnie powiódł wzrokiem po kątach komnaty znad ramienia Ciernia. Teraz służba jeszcze bardziej docisnęła się do ścian, jakby próbowała się z nimi zespolić. Ponownie spojrzał w wielobarwne tęczówki Upiornego, gdy dalej tłumaczył się przed nim z zachowania służby. Nabrał powietrza w płuca i przestąpił z nogi na nogę odrobinę zmieszany i niepewny. - Nie wadzi mi to. Powiem więcej -  wolałbym, by tak pozostało i dbali o swoje zdrowe odruchy. Z mojej strony nic im nie grozi, ale każdy Cień jest inny, więc mogą ich potrzebować. - odparł rzeczowo. Dystans i chłód mu odpowiadał i nie męczył niepotrzebnymi formułkami grzecznościowymi. Ponad to zmuszanie Sennych Zjaw do zbliżenia się do Cienia to fatalny pomysł, jeśli były dzikie w jakikolwiek sposób. Głównie z jego perspektywy. Ktoś kto uciekł z Krainy Snów, ponad wszystko cenił sobie swoje istnienie, wolność i niezależność. Były różnie pojmowane, ale każdorazowo bronione z wielką zawziętością.  - Takie zawiłości mi umykają. Po prostu... nie zmuszaj ich do niczego. Wolałbym nie skończyć w strzępach! - prychnął rozbawiony ponurą wizją własnego truchła ścielącego ładne dywany. Nie widział powodu, dla którego Cierń miałby kłamać w ich kwestii.
Dopisywał mu dziś humor, a Dręczyciel w środku drzemał mile połechtany zachowaniem żywiciela, więc tylko uniósł dłoń, chcąc uspokoić Aerona. Choć raz nikt nie postanowił przymuszać go do jedzenia, nie obejmował go ramieniem i nie klepał po boku, mówiąc, że prawdziwy facet powinien paść się jak trzoda na pastwiskach i nabierać ciałka. Opadł też stres związany z odmową posiłku. Do tej pory bał się, że Cierń pomyśli sobie, że nie chce z nim jeść, bo obawia się trucizny albo jest obrażony za brak odpowiedniej "strawy", a on po prostu nienawidził jedzenia i wszystkiego co następowało po nim. Dość nawąchał się trupów, by wiedzieć, że śmierdziałby tak samo jak one za każdym razem, gdy wpadał w letarg.
- Jaki decyzyjny... chodź, zaraz podadzą posiłek - zażartował z Cośka, po czym delikatnie położył dłoń na jego plecach, by go nakierować. Nachylił się ku niemu jeszcze na moment - Staraj się naśladować Ciernia i Lusiana, będzie ci łatwiej. Pamiętaj, że możesz poprosić Lusiana, mnie lub służbę o pomoc - wyszeptał i puścił mu oczko. Może nie był jego synem, ale z pewnością wychowankiem. Przygarnął go pod swoje skrzydła i brał za niego odpowiedzialność. Inaczej sobie tego nie wyobrażał.
Ruszyli za Cierniem. Nie był złym gościem... tylko ta przygoda z Yako dalej tkwiła mu w głowie i psuła obraz Arystokraty. Milczał przez chwilę, zastanawiając się nad wyborem. Już otwierał usta, by zapytać o kawę, ale przypomniał sobie, że na dworze nigdy nie pija się jej o tak późnej porze. Chociaż dla niego była... był środek dnia. Powinien spać, po tym jak spędził noc, gapiąc się na Kryształowe Pustkowia z kuszą w pogotowiu. - Kh... herbaty - odpowiedział, po czym uciekł wzrokiem w bok. Najwyżej potem złapie jakąś służkę i poprosi ją o ulubiony napój.
- To też było w mojej teczce? - wyszczerzył się nieprzyjemnie, ale nieco ochrypły głos zawierał już więcej ciepła. Skoro Aeron rozumiał jego dietę, to może poczucie humoru również? - Wolałbym nie zakłócać waszych wrażeń zapachem alkoholu, więc może nieco później. Poza tym... nie wiem czy byłbym najlepszym arbitrem. Pojmuję smaki nieco inaczej niż większość, więc wybacz mi, jeśli nalewki Bianki nie staną się od tego lepsze - przybrał przepraszający i współczujący wyraz twarzy. Nalewkom chyba wiele brakowało do czegoś, co dałoby się pić, jeśli Vaele tak się krzywił... chociaż mógł być zwyczajnie rozpuszczony dobrej jakości trunkami.
Przymknął na moment oczy, gdy Cierń podszedł do Yako. Nie chciał słuchać podszeptów, starał się odsunąć podejrzenia. Kierował nim strach, ale aura Yako skutecznie go tłumiła. Szkoda, że w Klinice był tak daleko. Może wtedy nie byłby taki ostry dla Ciernia... ale co jeśli jego obietnica miała go tylko uspokoić? Osłabić czujność? Spojrzał na nich i zbolały zmarszczył brwi, przypominając sobie opłakany stan Kitsune sprzed kilku tygodni. Gdyby cokolwiek potoczyło się inaczej, być może już nigdy by go nie ujrzał. W każdym razie nie żywego.
Zajął miejsce po lewicy Ciernia i również zerkał na Kogitsune w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Spodziewał się wielu wpadek i pytań. Czekał też na oskarżycielskie i mordercze spojrzenie Małego Lisa, bo  sztućców i zastawy było więcej niż mówił. Cóż... znów się nasłucha bebłania o tym jaki z niego kłamca i szubrawiec.

_________________
Zamek Dunkelheit Y8KrzVp
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Aktualny ubiór : Fabuła: Czarny golf, czarne proste spodnie, płaszcz, buty za kostkę //Misja: Mundur SCR
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek (Gizd), Reyuin
Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 151
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Czw 21 Mar 2019, 23:19

Podreptał do pomieszczenia z suto zastawionym stołem. W pierwszej chwili zwrócił uwagę tylko na monstrualne rozmiary mebla i ilość krzeseł, ale zaraz się zreflektował i sprawdził węchem zawartość naczyń. Wszystko wydawało się apetyczne i chłopcu zaburczało w brzuchu.
Po chwili namysłu zdecydował się usiąść koło Dużego Lisa. Być może jego siła na coś się przyda i jeśli zrobi się źle, to Lusianowi będzie łatwiej bronić znajdującego się blisko Cośka.
- Duża norka dobrze. - odpowiedział. - Jak Cierniem jeść jak nie gryźć? - od razu skorzystał z prawa do zadawania pytań. Przecież zauważył, że rogaty ma zęby! To czemu nie gryzie? Po co mu one? - Cierniem jeść tylko zupa? - drążył dalej, jednocześnie popisując się swoją znajomością sztuki kulinarnej.
Spojrzał na ułożoną przed nim zastawę. Nie miał pojęcia do czego służy większość tych wydziwionych metalowych przedmiotów, ale z grubsza przypominały sztućce jakimi uczył się jeść. Może ma po prostu wybrać sobie te, które najbardziej mu się podobają?
Jakiś ruch za Panem Domu kazał mu gwałtownie unieść głowę. Mroczna postać stała za gospodarzem i celowała w chłopca czymś co wyglądało na różowy patyk. Wypuszczona niespodziewanie strzała przeleciała między czarnymi rogami i ugodziła chłopca w pierś. Widząc wystający z niego obiekt, spadł z krzesła, drąc się wniebogłosy i oczekując fali bólu. Ta jednak nie nastąpiła i po chwili malec trochę się uspokoił. Wiedziony niezdrową fascynacją postanowił sprawdzić, czy poruszenie gałązki wywoła ból, ale ta już zniknęła. Poderwał się na równe nogi, ale napastnik już zdążył umknąć.
Gdy opuścił wzrok, ujrzał najwspanialszą istotę jaka kiedykolwiek chodziła po tym czy innym świecie. Przy stole siedział najpotężniejszy Alfa świata i Cosiek poczuł, że rozpaczliwie musi się stać członkiem jego stada. Jak mógł wcześniej nie zauważyć Jego mocy?! Ciekawe, czy kiedykolwiek będzie mógł nosić na twarzy barwy stada równie godnie co ten samiec. A rogi! Te rogi były naprawdę niesamowite! Aż musiał to głośno wyrazić. - Cierniem czarne z głowa dobre, duże! Dobre do polowania i walka! - jak rozgorączkowany starał się wytłumaczyć obce mu słowa za pomocą gestów. Oczyma z rozszerzonymi źrenicami wgapiał się w nowy obiekt swego uwielbienia. Ciężko mu było zachować panowanie nad ciałem, ogony na zmianę to biły dziko na boki, to splatały się ze sobą, a usta uparcie chciały pozostać otwarte w wyrazie zachwytu.
Tylko co mały lisek może zrobić, by zaimponować takiej istocie? Ideałowi nad ideałami? Nie miał najmniejszego pojęcia. Na razie tylko klapnął na krzesło, chcąc pokazać, że wie czym są dobre maniery. Siadł tak prosto jak tylko potrafił i choć smakołyki na stole mamiły, to grzecznie trzymał rączki przy sobie i nie wyrywał się przed szereg. Wpatrując się jak urzeczony w czarnowłosego, układał w głowie po cichu plan działania.

Walentynki 1/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Aktualny ubiór : Ubranko >: (
Pod ręką : -
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Liczba postów : 33
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 22 Mar 2019, 00:26

Nie wymagał by Demon padał przed nim na kolana i błagał o wybaczenie. Chodziło o to, by Yako zrozumiał, że jego zachowanie było niegrzeczne, niestosowne i raniące. Alden znał Lisa i wydawało mu się, że ogoniasty go lubił... a tu taka niespodzianka. Donoszenie miał we krwi, dlatego nie powinno nikogo dziwić dlaczego poskarżył się Upiornemu.
Niemniej atmosfera nieco ociepliła się kiedy maszerowali w stronę jadalni. Gawain zrozumiał motywy służby i przyjął tłumaczenie ze spokojem. Wyjaśnianie zachowania było nieco niewygodne dla samego Aerona bo czuł się jak ojciec który musi przepraszać za niesporne dzieci a na taką rolę nie był gotowy. Ale z racji, że służba należała do niego, brał odpowiedzialność za jej zachowanie, zwłaszcza jeśli coś obraziło gości przebywających we włościach.
- Nie musisz obawiać się ataku z ich strony. - powiedział z grzecznym uśmiechem, zapewniając Cienia o jego bezpieczeństwie. Chciał, żeby Keer czuł się u niego dobrze, żeby nie musiał za każdym razem oglądać się na boki i oczekiwać, że ktoś się na niego rzuci.
Gdyby Aeron chciał usunąć Gawaina na dobre, posunąłby się do innych metod i na pewno zamach nie miałby miejsca w zamku. Choćby przez wzgląd na to, że naprawdę trudno jest pozbyć się ciała. No i musiałby zabić świadków a przecież ani Yako, ani mały Kogitsunemaru nie wyrządzili mu jak dotąd żadnej krzywdy.
Swobodnie zaczepił Cienia, wykazując tym samym chęć odsunięcia niesnasek na bok. Przynajmniej na czas trwania spotkania. Po co psuć sobie humor?
Odpowiedź była dziwna, bo Keer zabrzmiał jakby się zakrztusił. Czyżby nie spodziewał się, że zostanie mu zaproponowane coś innego, w zastępstwie za normalny posiłek? Aeron czytał o Cieniach i wiedział, że pożerają sny i to daje im energię, ale uznał, że nie będzie wywlekał na wierzch tego faktu i po prostu zaproponuje coś do picia. Źle postąpił?
- Oczywiście, według uznania. - powiedział nieco zbity z tropu - Mamy też soki owocowe, nektary i kawę. Jeśli będziesz miał na coś ochotę, nie krępuj się.
Odszedł, bo poczuł, że za bardzo osacza Keera. Cień miał prawo czuć się źle w towarzystwie Upiornego, przecież za sobą nie przepadali, delikatnie rzecz ujmując.
Rozmowa z Yako była krótka i sprowadziła się do jednego pytania i szybkiej odpowiedzi. Demon nie chciał drążyć tematu, co okazywał tonem głosu i postawą dlatego Aeron pokiwał głową i wrócił na czoło pochodu, by zaprowadzić wszystkich na miejsce.

Nie zrozumiał komentarza chłopca. Dziecko używało dziwnej składni i mimo chęci, Arystokrata jedynie uśmiechnął się zakłopotany.
- Zupa? Będzie zupa, drogi Kogitsunemaru. - powiedział ostrożnie - Będzie też drugie danie i deser. Mam nadzieję, że masz pojemny brzuszek. - dodał wskazując na malca.
Siedząc u szczytu stołu widział każdego i nie omieszkał posłać każdemu z mężczyzn promienny uśmiech. Stresował się ich przybyciem, ale naprawdę cieszył się, że przybyli. Niepokoiła go nieco obroża na szyi Demona, ale postanowił nie drążyć tematu. Nie chciał narażać się na ich gniew, skoro chyba złapali dobry kontakt.
Sięgał akurat po wysoką szklanicę aby nalać sobie odrobinę napoju, kiedy Cosiek spadł z krzesła krzycząc głośno, jakby został ugodzony nożem. Upiorny poderwał się na równe nogi i był gotów doskoczyć do dziecka, ale powstrzymał się, robiąc miejsce opiekunom. Przewrócił szklankę, ale była pusta przez co nic wielkiego się nie stało. Ale co z Kogitsunemaru?
Spojrzał na niego zaniepokojony, kiedy ten szukał czegoś na swojej piersi. Nie pojmował co się stało, może dziecko wystraszyło się czegoś, co widziało tylko ono? Upiorny czekał na cokolwiek, co pozwoli mu rozeznać się w sytuacji.
Chłopiec podniósł się i spojrzał w jego tęczowe oczy, Aeron zauważył rozszerzone źrenice i wyraz uwielbienia jaki wymalował się na jego buźce. Pochylił się ku niemu.
- Czy... wszystko w porządku? - zapytał - Coś cię boli, Kogitsunemaru?
Mały wpatrywał się w niego jak w obrazek. Vaele czuł się dziwnie, ale było w tym też coś miłego - dawno nikt nie patrzył na niego z taką czcią. Co tu zaszło?
Zaśmiał się, zbity z tropu i spojrzał po pozostałych, szukając odpowiedzi na niezadane na głos pytanie.
- Rogi? Chodzi ci o rogi? - zapytał i odruchowo sięgnął swoich - To... raczej tylko ozdoba. - powiedział, mijając się lekko z prawdą. Przecież nie mógł powiedzieć dziecku, że było to najsilniejsza strefa erogenna i już sam dotyk wystarczył, by zalała go fala rozkoszy.
Przyglądał się chłopcu przez dłuższą chwilę, posyłał mu uśmiechy ale nie wiedział jak powinien się zachować w obliczu jego dziwnego ataku. Czy powinien drążyć temat? Zapytać Gawaina czy Yako o stan Cośka?
Do sali zaczęli wchodzić służący, wnosząc powoli dania na tacach. Przyniesiono wielką wazę z parującą zupą warzywną i postawiono ją na środku. Aeron następnie odesłał służbę, pozwalając by goście sami nalali lub nałożyli sobie to, na co mają ochotę. Oczywiście w pogotowiu pozostawało kilku służących, gotowych pomóc chłopcu z jedzeniem.
Thorn uśmiechnął się do wszystkich i wskazał jedzenie.
- Częstujcie się. - powiedział przyjaźnie i nalał sobie nieco wina, rezygnując całkowicie z napojów, których początkowo chciał spróbować. Nie miał zamiaru się upijać, ale jak wiadomo, odrobina wina dobrze wpływa na trawienie.


Wyzwanie Walentynkowe: 1
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Pią 22 Mar 2019, 08:26

Zerknął na kochanka. Wiedział, że ten woli kawę, ale uznał, że sobie poradzi. Skoro Cierń podał, że kawę też mają, to może poprosi jednak o czarny napój. Szedł więc powoli, nie odzywając się. Trzymał się bardziej z tyłu, ale cóż.
Reakcja Upiornego nieco zaskoczyła Demona. Zmarszczył on brwi, widząc jak Rogacz tylko kiwa głową i odchodzi. A więc tak? Po prostu chciał zapytać i tyle i w sumie chyba nawet go to nie obchodziło? W porządku. Demon nie chciał rzucać się w oczy, czy też zabierać całą uwagę na siebie, ale widać dziś naprawdę nie był w formie, patrząc na to, iż irytuje go prawie wszystko. Nie pokazał jednak nic po sobie.

Westchną i pogładził chłopca po głowie - Kogiś tak się mówi. Ja nie gryzę, czyli, że nie chcę Ciebie gryźć. Takie pokazanie, że nie będzie Cię atakował - wyjaśnił pokrótce maluchowi - i książę nazywa się Cierń, a nie Cierniem - dodał jeszcze. Wiedział, że Cosiek jeszcze nie do końca to pojmuje, ale jakoś go muszą przestawiać na poprawną odmianę, choć musiał się przyznać, że tak to brzmiało o wiele zabawniej. Do tego ta dezorientacja w oczach Arystokraty.
Demona również zaalarmował nagły ruch. Był to jednak ruch dziecka, a nie czegoś za Gospodarzem. Spojrzał w tamtą stronę, ale nie zobaczył nic niezwykłego.
Nie zdążył zareagować i złapać młodego przez co szybko do niego doskoczył i złapał go delikatnie. Co mu nagle odbiło - Cosiek spokojnie, co się dzieje? - zapytał i odsunął się trochę, widząc, że Lisek się uspokoił.
Zmarszczył brwi, widząc jak patrzy na Ciernia. Zamrugał zaskoczony widząc jego zachowanie. Spojrzał niepewnie na Gawaina. Może i miał doświadczenie z dziećmi, ale z czymś takim się nie spotkał. Dlaczego on nagle zaczął się tak dziwnie zachowywać. Tym bardziej, że po tym jak pochwalił rogi Gospodarza, usiadł grzecznie i ... cicho. Wpatrywał się w Rogacza przez cały czas. Yako wrócił na swoje miejsce i położył dłoń na czole małego rudzielca - co Ty mu zrobiłeś, że nagle jest taki cichy i tak się na Ciebie wpatruje? - zapytał Ciernia bezpośrednio. Spojrzał na niego po czym znów na Cienia. Coś ewidentnie było nie tak.
Gdy przyniesiono zupę, nalał dziecku, jeśli Gospodarz chciał to jem i dopiero na końcu sobie. Nie miał apetytu, ale nie chciał robić Caiusowi przykrości. Cały czas jednak zerkał na młodego, by w razie czego jakoś reagować. Spróbował zupę, ale na razie nie komentował jej. Za bardzo był zaaferowany tym co się stało. W razie czego pokazał też Cośkowi, którą łyżkę powinien użyć, jakby za bardzo nie wiedział.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Broń : Naginata
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 136
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pią 22 Mar 2019, 22:15

- Nie byłbym taki pewien... - Upiornemu odpowiedziały rozbawione iskry w bursztynowych oczach Cienia. Zawsze zakładał najgorsze i rozgrywał w głowie niezliczone ponure scenariusze, ale nie nazwałby tego obawą. Dmuchał na zimne i właśnie dzięki temu mógł spać w miarę spokojnie. Nie ufał mu i jego nowej służbie, której nie zdołał jeszcze poznać. Nie mógł też powiedzieć, że podejrzewa ich wszystkich o spiskowanie. Było wiele lepszych sposobów na pozbycie się skromnej osoby Cienia i dopóki nie zajdzie Aeronowi za skórę, ten nie będzie brudził swoich księżęcych rączek. Najwyżej ozłoci czyjeś skąpane w jego krwi.
- Wybacz, nie chciałem urazić - uniósł dłoń i zmarszczył brwi, zmartwiony reakcją Ciernia. Chyba zrobił coś nie tak. - Na większości dworów o tej porze pija się herbatę... a kawę zostawia się służącym, którzy mają jeszcze wiele pracy. Choć ta nie jest już tak dobrej jakości - wytłumaczył się ze swych myśli i skrzywił na wspomnienie okropnego smaku i znikomego aromatu naparów, które miał okazję pić podczas swoich podróży. - Przynajmniej wojskowa daje kopa - uciekł na moment do swych wspomnień, lecz irytacja i gniew Demona odciągnęły go od nich.
Kąciki ust Keera uniosły się nieznacznie i nawet bez Blaszki potrafiłby powiedzieć, że szlachetny i wyrozumiały Vaele niezbyt radzi sobie z humorami Yako. Gubił się w nich, a jego uprzejmość zdawała się działać przeciw niemu. Demona nie można było o coś zapytać, by potem po prostu porzucić temat. Lis mógł złorzeczyć pod nosem i przeganiać wszystkich, ale uwielbiał uwagę innych. Pełną i szczerą.

Aż współczuł Aeronowi, bo sam zaznał bólu wykręcanych we wszystkie strony szarych komórek, gdy starał się pojąć sens wywodów Cośka. Dobrze, że Kitsune przejął pałeczkę, bo był już zmęczony.
Lekko zmrużył oczy w uśmiechu, jednak te gwałtownie rozszerzyły się, gdy źrenice pochwyciły ruch, a uszy dźwięk cięciwy. Nie celowano w niego, więc zerwał się na równe nogi i starał się jak najszybciej dobiec do najbliższych, bo na nic innego nie było już czasu. Przyklęknął przy Cośku, który darł się jakby go ze skóry obdzierano i złapał dziecko za ramiona. Był zdrów. Ubrania nieposzarpane. Żadnej rany. - Spokojnie, jesteś cały - powiedział hardo i obrócił głowę, by zobaczyć tylko znikający, migoczący za Thornem pył. - Przytul go czy coś... - zmarszczył brwi i nawet nie patrząc na Yako, przeszedł za krzesło Aerona. Skłonił się i przejechał palcami po podłodze. Nie mogła być bardziej wolna od kurzu. Nie miał żadnego śladu, żadnego tropu. - Szlag - mruknął cicho pod nosem i ścisnął nasadę nosa palcami. Trwał tak przez chwilę, słuchając Kogitsune. Chłopiec wyglądał na porażonego obecnością Aerona. Może nie był ranny, ale z pewnością nie był zdrów. - Naprawdę go nie widzieliście? Przynajmniej Ty, Yako? - zapytał, patrząc na Demona, gdy zwrócił się do Ciernia. Powoli i niechętnie wracał na swoje miejsce. Złapał za oparcie krzesła i przeniósł na nie swój ciężar, nachylając się nad stołem. - Cośku, co widziałeś? Kto był za Cierniem? - mówił wolno i wyraźnie, wpatrując się dziecko, ale ledwo reagowało. Aeron był teraz jego oczkiem w głowie. Westchnąwszy, zajął swoje miejsce i miał nadzieję, że nie zwariował. Ochota na kawę gdzieś się ulotniła, za to na alkohol znacząco wzrosła. Miętosił szorstki rękaw płaszcza między palcami, zastanawiając się, co zobaczył i usłyszał. Próbował przypomnieć sobie te kilkanaście sekund. Najchętniej zalałby Upiornego pytaniami, ale uraziłby go brakiem wiary w jego starania o ich bezpieczeństwo.
Uniósł głowę i spojrzał na postawioną przed nimi wazę. - Jak w ogóle można to je...
Znał ten zapach. Aż zrobiło mu się od niego słabo. Świat  zawirował, gdy ciśnienie gwałtownie skoczyło. - Wystarczyło, byś spędził z nią jeden miły wieczór. Byś zjadł z nią posiłek, byś bez strachu zasiadł przy stole z Potworem. - głos Nishanta huczał mu w głowie, dochodził z każdej strony, tak samo jak tamtego dnia. Sięgnął po talerz i powoli, drżącą dłonią, wyciągnął go w stronę Yako. - Ja też poproszę - wychrypiał przez zaciśnięte gardło. Wiedział, że nie przywróci kochankom życia. Nigdy nie odwiedzi ich grobów, jeśli w ogóle jakieś mieli. Nigdy nie wróci na miejsce zbrodni. Chociaż tak mógł uhonorować pamięć Eileen. Zrobić to, czego Nishant nie doczekał. Z ciężkim sercem i rosnącym obrzydzeniem do siebie i Keavana, patrzył na przyszły posiłek. Oto siedział przy stole z Potworem - samym sobą. Jakimś cudem powstrzymał się przed płaczem, gdy zapiekły go powieki. Spojrzał na gospodarza pustym wzrokiem. - Wiesz... może jednak skusiłbym się na tę nalewkę - powiedział i wygiął usta w nienaturalnym, karykaturalnym uśmiechu, jakby zaciskał zęby na ołówku.

_________________
Zamek Dunkelheit Y8KrzVp
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Aktualny ubiór : Fabuła: Czarny golf, czarne proste spodnie, płaszcz, buty za kostkę //Misja: Mundur SCR
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek (Gizd), Reyuin
Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 151
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Pon 25 Mar 2019, 22:38

- Cosiek jeść dużo - naprawdę miał zamiar zjeść więcej niż zwykle, bo nie wiedział kiedy dostanie następny posiłek, a nie znał jeszcze tutejszych kryjówek na jedzenie, więc nie mógł nic odłożyć na potem. - Cierń jeść nie tylko zupa? - dopytywał po wysłuchaniu tłumaczenia Lusiana.
- Za Cierń stać ktoś i rzucić patyk w Cosiek. Różowy. I patyk w Cosiek, ale już nie - opisał najlepiej jak mógł co mu się przytrafiło.
- Cosiek nic nie boleć - uspokoił arystokratę. Po raz pierwszy w życiu naprawdę żałował, że nie zna lepiej języka dwunożnych. Bo jak miał powiedzieć temu najwspanialszemu ze wspaniałych jak bardzo cieszy się, że interesuje się jego stanem, że się przejmuje. - Dziękuję - to jedyna sensowna odpowiedź jaka przyszła mu do głowy by wyrazić wdzięczność czarnowłosemu mocarzowi.
Na reakcje Gawaina i Lusiana prawie nie zwrócił uwagi. Nie liczyli się już tak bardzo. Najważniejsze było, że piękne oczy o kolorach tęczy wpatrywały się w niego z troską. Być może to stado potrzebowało kogoś takiego jak Mały Lis. Dzielnego obrońcy i polowatora, który potrafiłby je zaopatrzyć w jedzenie. Zaczął się zastanawiać jak dowieść swojej wartości by przewspaniały rogaty olbrzym patrzył na niego z miłością i szacunkiem.
- Rogi - powtórzył by nie zapomnieć tak ważnego słowa. - Tylko ozdoba? - zapytał zdziwiony, był przekonany, że to co najmniej śmiercionośna broń. - Nie ciężkie? - zganił się zaraz w duchu za to pytanie. Oczywiście, że nie były za ciężkie dla kogoś takiego. Cierń był tak niesamowity, że z pewnością nie zauważyłby różnicy w ciężarze nawet gdyby robi były dwa razy większe. - Dobra ozdoba - pochwalił, by jakoś zatrzeć złe wrażenie wywołane poprzednim zdaniem. Nie chciał by mężczyzna pomyślał, że chłopiec go lekceważy.
Nie zwracał uwagi na nic oprócz księcia, więc nawet nie zauważył kiedy Lusian nalał mu zupy. Jednak kiedy jedzenie znalazło się już przed nim, nie miał zamiaru dłużej go ignorować. Wybrał najmniejszą łyżkę, a właściwie łyżeczkę, a resztę sztućców odsunął by mu nie przeszkadzały. Zupa była zdecydowanie za słona jak na jego gust, ale nie powiedział tego głośno. Nie mógłby przecież wytykać wad pożywienia rogatego. Gdyby chłopiec wyznawał jakąkolwiek religię to z pewnością uznałby władcę tej norki za boga. A bogowie przecież nie jadają złych rzeczy. Chociaż możliwe, że ta inkarnacja doskonałości nigdy nie miała jeszcze okazji spróbować czegoś naprawdę dobrego. Chłopiec uśmiechnął się, wyobrażając sobie jak będą się razem zajadali, kiedy już przyniesie swoje zdobycze.

Walentynki 2/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Aktualny ubiór : Ubranko >: (
Pod ręką : -
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Liczba postów : 33
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Wto 26 Mar 2019, 00:00

Atmosfera w sali nagle straszliwie zgęstniała. Dziwne zachowanie Kogitsunemaru wywołało wiele pytań, ale Upiorny nie wiedział od czego zacząć. Przestraszył go jego krzyk i to, że wywrócił się na podłogę. Rogaty przyglądał się teraz dziecku i starał się wyglądać łagodnie, ale wewnątrz cały wrzał. Nie chciał pokazać po sobie gniewu, zwłaszcza przy gościach, dlatego szybko przeniósł temat na jedzenie, ale gula która stanęła mu w gardle nie dawała mu spokoju.
Cokolwiek się stało, dziecku wyrządzono jakąś krzywdę. W jego Domu.
Tęczowe oczy taksowały wszystkich zgromadzonych przy stole. Oskarżenie Demona nie zdziwiło go zanadto, ale musiał się powstrzymać, żeby nie przelać na niego emocji. Gawain doskoczył do malca i zajął się nim, na tyle ile potrafił, Upiorny nie miał prawa oceniać jego poczynań.
Już po chwili wszystko wróciło do normy, ale czy na pewno? Aeron przyglądał się całej trójce czujnie, zerkał też na boki by zorientować się w sytuacji. Poczuł się nagle obco... Nazywał zamek swoim nowym domem, ale wszystko było tutaj nowe. Nowe pomieszczenia, nowe meble, nowa służba. Czy mógł im wszystkim zaufać?
Fałszywe uśmiechy jakie posyłał swoim gościom, starannie wystudiowane ruchy, służyły temu, by ukryć jego rozedrganie emocjonalne. Nie zapewnił dziecku ochrony. Nawet jeśli nie stało się nic wielkiego, ta scena nie powinna mieć miejsca.
Upił łyk wina zanim postanowił odpowiedzieć na pytania Opiekunów Kogitsunemaru.
-Ja? Nie zrobiłem nic. - powiedział nagle z powagą, może trochę zbyt poważnie po czym ruchem dłoni przywołał dyskretnie Aldena, który nieustannie krył się gdzieś w mroku - Przeszukaj cały zamek, każde pomieszczenie. Jeżeli jest tu ktoś poza nami i służbą, masz to załatwić tak, bym się o tym nie dowiedział. Kolejne dania niech przynosi Caius i tylko on. - wycedził marszcząc czarne brwi - A tymczasem cała służba ma opuścić ten pokój. Już. - dodał, precyzyjnie formułując rozkaz. Alden skłonił się i w jednej chwili drzwi otworzyły się a każdy, kto nie był zaproszony do stołu, wyszedł w ciszy.
Upiorny Arystokrata wstał odkładając naczynie z winem i zerkając na każdego z osobna.
- Nie wiem co się stało, ale zapewniam, że w moim Domu, nikomu więcej włos z głowy nie spadnie. - zapewnił z powagą. Ton jego głosu był mocny, władczy i nieznoszący sprzeciwu.
Odszedł od stołu, chwilowo ignorując pytania dziecka i podszedł do drzwi. Wyciągając przed siebie dłonie sprawił że stojące przy ścianach wysokie świeczniki nagle zmieniły się w wijące się, srebrzyste pnącza i oplotły wrota tak, że zablokowały je całkowicie. Pozostaną bezpieczni.
Wrócił do stołu poprawiając mankiety ubrania, jak gdyby nic się nie stało. Usiadł na swoim miejscu i mógł na powrót zająć się zabawianiem swoich gości.
- Moje rogi są ciężkie, Kogitsunemaru. - powiedział - Ale przez lata przyzwyczaiłem się do ich ciężaru. - dodał, posyłając mu łagodny uśmiech, chociaż wewnątrz nadal cały się gotował - Dziękuję bardzo. - komplement był miły, dlatego mężczyzna skłonił się w stronę dziecka.
Widząc jak malec odsuwa od siebie resztę zastawy, parsknął cicho, zakrywając usta dłonią. No tak, nie wiedział pewnie co wybrać. Swoją drogą po co służba rozłożyła tyle sztućców? Absurd.
Położył jedną dłoń na stole i poruszył palcami tak, jak gdyby wygrywał na niewidzialnym pianinie jakąś melodię. Żelastwo które tak przeszkadzało dziecku w jednej chwili odsunęło się od niego daleko. Przy chłopcu pozostała jednak duża łyżka - moc uniosła ją powoli w powietrze i przysunęła w stronę Kogitsunemaru.
- Proszę, tym będzie ci łatwiej. - powiedział Aeron lekko rozbawiony - A z reszty mogę zrobić dla ciebie coś ładnego. Chcesz?
Wkupienie się w łaski dziecka, które doznało krzywdy było w tej chwili priorytetem. Następni będą jego Opiekunowie. Thorn miał nadzieję, że nie wierzą, że to on postanowił skrzywdzić ich dzieciaka.
Spojrzał na nich niepewnie, uniósł lekko brew słysząc, że Gawain też chce zupy. To była pewna nowość, ale Upiorny postanowił nie komentować i zachować nową wiedzę na później.
Nie czekając na odpowiedź dziecka przysunął zbędne sztućce i przy użyciu mocy zaczął giąć metal i formować z niego małego, metalowego liska o dwóch ogonach, bo zauważył, że dziecko ma ich dwa.
Całość nie trwała zbyt długo, bo zabawka nie była duża. Po wszystkim czarnowłosy chwycił figurkę, obejrzał dokładnie i kiedy uznał, że wygląda dobrze, podał ją Cośkowi.
- Proszę. - powiedział podając i uśmiechając się do niego. Niezależnie czy tamten przyjął rzecz czy nie, Aeron postawił podarek na stole obok niego i wrócił spojrzeniem do Demona i Cienia.
- Jeżeli w moim zamku jest ktoś niepożądany, zostanie złapany i przesłuchany oraz otrzyma stosowną karę za zaatakowanie Kogitsunemaru. - powiedział lekko kłaniając się każdemu - Tymczasem może porozmawiajmy o czymś milszym, dobrze? - kącik jego ust lekko drgnął w niepewnym uśmiechu - Rozumiem, że malec jest waszym synem. Nie wnikam, jak do tego doszło bo żyję na tyle długo by móc stwierdzić, że już nic mnie nie zdziwi. Interesuje mnie jednak czy zamierzacie posłać go do jakiejś szkoły, czy będziecie go wychowywać sami? - przekrzywił lekko głowę na znak zainteresowania.
Chłopiec zaczął jeść zupę co stanowiło dobry znak. Nie grymasił, nie komentował, po prostu zajął się pałaszowaniem - musiał być naprawdę głodny. Aeron zerknął na niego i poczuł ulgę, bo oznaczało to, że faktycznie nic go nie bolało.

Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarny zestaw: koszula, marynarka, spodnie i skórzane buty.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Bestie : Tenebres
Liczba postów : 82
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Wto 26 Mar 2019, 23:57

Lusian zaśmiał się krótko - oczywiście, ze je nie tylko zupy, je też mięsko, warzywa, owoce i słodycze. Z resztą pewnie za chwilę zobaczysz - wyjaśnił na spokojnie. To chyba już młody zrozumie. Miał taką nadzieję, bo nie chciał wyjść na takiego co śmieje się z Ciernia, a sam nie umie się dogadać z chłopakiem.
Yako starał się jakoś uspokoić malca. Na radę kochanka, nawet go przytulił i zaczął głaskać po ryżych włosach. Cosiek jednak szybko się uspokoił, więc Demon odsunął się od niego, by miał trochę swojej przestrzeni.
Jego zachowanie było co najmniej dziwne. Spojrzał na Gawaina i warknął na niego cicho. Nie umiał tego powstrzymać. Sam mówił o tajemnicach, a tu nagle nazwał go prawdziwym imieniem? Gdyby był tutaj tylko Cierń to by mu to nie przeszkadzało, ale pewnie jak reszta towarzystwa, nie do końca ufał służbie, która kryła się po kątach. Może i uznają to za jego przezwisko, ale i tak powinni bardziej uważać.
Dopiero po chwili zorientował się, co poza tym powiedział Cień - ja nic nie widziałem - nie chciał zrobić z ukochanego wariata ani nic takiego. Nie wiedział jednak jak skłamać. Jeszcze musiałby powiedzieć co widział, a nie miał pojęcia co takiego rudzielce widziały. Spojrzał więc tylko  przepraszająco na swojego wybranka. Bo co innego miał zrobić?
Wysłuchał uważnie słów chłopca, ale mógłby przysiąc, że nikogo za Gospodarzem nie widział. Musiały to widzieć tylko rudzielce bo nic tam nie było. Nawet nikt ze służby nie ruszył się wtedy ze swojego miejsca. Ruszały się tylko osoby, które przynosiły jedzenie, ale żaden z nich nie stanął nawet za moment za swoim panem. Bo też i po co by mieli to robić? Coś mu tutaj nie pasowało.
Cosiek co chwila go zaskakiwał. Podziękował za to, że ktoś się o niego martwił? Aż miał ochotę wstać i wyjść, po to by zostawić tutaj młodego. Jeden problem z głowy i mogliby z Keer'em w końcu spędzić wolny czas jak należy, ale wiedział, ze nie może sobie na to pozwolić. Ale pomarzyć przecież nikt mu nie zabroni!
Przyglądał się uważnie Gospodarzowi, gdy ten zaczął wydawać polecenia. No tak...nie wiadomo kto to zrobił, to lepiej wszystkich wyprosić. Uniósł jeden kącik ust, słysząc jego zapewnienia. Nie obiecaj czegoś, czego nie możesz być w pełni pewnym. Przeszło mu przez myśl, ale nie powiedział tego. Westchnął ciężko, widząc Ciernia zamykającego ich w środku - brawo. Teraz my nie mamy drogi ucieczki, a do tego dostanie się tutaj każdy, kto umie się teleportować lub przechodzić przez ściany - powiedział pod nosem, nie przejmując się, czy rogacz to usłyszy czy też nie. Nie miał humoru, a to co się teraz działo wcale mu go nie poprawiało.
No i teraz zaczęli sobie słodzić. Coś innego jednak odwróciło uwagę Demona. Gawain właśnie poprosił o jedzenie? To było coś niecodziennego, ale widząc jego wzrok i czując jego emocje nalał mu trochę zupy. Cień jednak mógł odczuć nieme pytanie. Tym razem chyba nie uda mu się uciec od opowieści. Prędzej czy później Yako na pewno sobie o tym przypomni.
Cierniula w tym czasie skupił swoją uwagę na chłopcu. Zaczął się popisywać przed nim swoimi umiejętnościami. Już brakuje tylko, żeby Cosiek mu wszedł na kolanka i zaczął się do niego tulić, bo przecież on jest taki super. A przynajmniej tak to wyglądało.
Lis przyglądał się też kochankowi, sprawdzając jego reakcję na zupę. To było dziwne, że sam o to poprosił, mimo iż nie musiał. Ale to nie był czas na to by się nad tym zastanawiać, bo Aeron postanowił zmienić trochę przebieg rozmowy.
Synem? Nie nazwałby go tak. Yako po prostu nie mógł się do tego przyznać. Nie widział podobieństw w Małym Lisku. Jedynie z Gawem mieli coś wspólnego, ale z Lisem? Nic...poza tym, że jest lisem i ma więcej ogonów niż powinien. Ale co do szkoły? Tutaj mógł się wypowiedzieć - na razie nie planujemy żadnej szkoły - odpowiedział spokojnie - jak sam zauważyłeś, Kogiś nie ogarnia jeszcze zbyt wiele. Myśli bardziej jak dziki lis, niż jak chłopiec, dlatego trudno mu będzie wytłumaczyć ideę stada, które istnieje tylko po to by uczyć młode z innych stad - pogłaskał chłopca między uszami - pewnie od razu chciałby tam przejąć kontrolę, dlatego na razie lepiej by został w domu - spojrzał w tęczowe oczy rozmówcy - a może Ty znasz kogoś zaufanego, kto by sobie poradził z takim dzikusem? Zwykły nauczyciel przy nim raczej wymięknie, bo jak sam mogłeś się przekonać, jak on sobie coś do głowy wbije to raczej trudno mu udowodnić, że nie ma racji.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Broń : Naginata
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 136
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Sro 27 Mar 2019, 10:50

Czy Aeron grał? Musiałby być zwyczajnie niegodziwy i uwielbiać igrać z ogniem, by zaatakować chłopca, którego godzinę temu jeszcze nie znał. Gawain nie widział również motywu i najprawdopodobniej takowy w ogóle nie istniał. Cierń mógłby wykorzystać Cośka, żeby przeciągnąć ich wszystkich na swoją stronę, ale zrobiłby to znacznie subtelniej. Ktoś jednak ich zaatakował i siedzenie w jednym miejscu przychodziło dziwnookiemu z trudnością. A przynajmniej tak było, dopóki nie zorientował się, czemu Demon na niego warknął. Poniosło go i powiedział słowo za dużo. Keer wrósłby w to krzesło, gdyby mógł. - Trudno... ważne, że wiemy, że ktoś tu był - spojrzał w szkarłat, zmieszany i przestraszony. Lis był dziś wściekły, a on właśnie zakręcił kołem i zastanawiał się na kogo wypadnie. Na kogo Demon wyleje cały swój gniew?
Przykry jęk giętego metalu wypełnił przepastne pomieszczenie, gdy Cierń barykadował wyjście. Również nie podobało mu się takie rozwiązanie i przyznałby rację Yako, ale tylko częściowo. - Zostają przejścia dla służby i kuchnia... to wąskie gardło, gdzie moglibyśmy ich zatrzymać, jeśli faktycznie spodziewasz się buntu. Nie mniej jednak moglibyśmy zostać odcięci - mówił najpierw do swojego żywiciela, by potem zwrócić się do Aerona. Powiercił się trochę na krześle, patrząc gdzieś w dal i znów uniósł głowę. - Cieszyłbym się z tego zapewnienia, naprawdę, ale... Aeronie, rozejrzyj się. Zamek jest ogromny. Sam powiedziałeś, że nie masz tutaj wielu zaufanych, oddanych ci lustrzan. Jesteś pewien, że Alden da radę sprawdzić każde pomieszczenie sam, zanim napastnik zmieni pozycję? Mogą się minąć i nawet o tym nie wiedzieć - spojrzał na niego hardo, ale i współczująco. Nie miał narzędzi, nie miał czasu, by przygotować organizm jakim była służba i straż. Tkwili w tym sami wraz z Aldenem, Caiusem i Bianką.
Przynajmniej nie zostaną dziś otruci, jeśli kucharz próbuje wszystkich potraw przed ich podaniem. Normalnie wykorzystałby do tego Yako, który miał w żyłach odtrutkę na prawie wszystko, ale nie wiedział, ile wie o nim Cierń. Już wystarczająco się dziś pogrążył.
Bebłanie Cośka zaczęło działać mu na nerwy i rozpraszało myśli. - Kogitsune, będziesz miał jeszcze wiele okazji do rozmów z księciem, więc nie zamęcz go pytaniami - łagodnie go pouczył. Większa dawka emocji nie była potrzebna nikomu, bo wszyscy siedzieli jak na szpilkach. Przynajmniej Cosiek rozbawił Upiornego i teraz Keer mógł podziwiać jak zwykłe łyżki przeistaczają się w liska. - Wiedziałem, że władasz metalem, ale nie, że masz talent - uśmiechnął się blado. Na świecie było zbyt mało pięknych rzeczy. Drobnych, mieszczących się w dłoni cudów, przeganiających czarne chmury. Niestety on nie umiał ich sprawiać.
- Jeżeli wieść o tym ataku pójdzie w świat, możesz być pewien, że nie stanie się tak za naszą sprawą - odparł i odkłonił się. Zmiana tematu nie uspokajała go ani odrobinę. Nienawidził zostawiania takich spraw na potem, wolał załatwiać wszystko sam i osobiście oglądać końcowy efekt.
Cosiek ich synem nie był, ale nie wyprowadzał Ciernia z błędu. Dziecko przecież mu mówiło, że jest przybłędą, ale skoro nie chciał słuchać, to nie miał zamiaru się o to wykłócać i dodatkowo narażać się na lawinę pytań. Zupa z trudem przechodziła mu przez zaciśnięte gardło i w duchu dziękował Kitsune za to, że nalał mu jej tak mało. Przez to skończył jeść przed całą resztą, a i tak miał wrażenie, że jest nieznośnie pełen. Wcale nie podobało mu się to uczucie i najchętniej wsadziłby sobie palce głęboko do gardła, byle tylko się go pozbyć. Postanowił jednak, że wytrzyma ten jeden raz. Obtarł usta chustą. Jednoosobowa stypa dobiegła końca. Chwilowo odzyskał spokój, ale nadal był przytłoczony i pełen trosk.
Jego myśli zaprzątał Cosiek, który samą obecnością przypominał mu o Pardonie i MORII, Keavan wyraźnie znajdujący uciechę w odgrywaniu tego samego teatrzyku od lat i mający na niego jakieś teczki Cierń. Problemów przybywało, a on jeszcze rozzłościł Yako. Był tym wszystkim tak cholernie zmęczony, że najchętniej zamknąłby się w ciemnicy i spędził w niej najbliższy miesiąc.

_________________
Zamek Dunkelheit Y8KrzVp
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Aktualny ubiór : Fabuła: Czarny golf, czarne proste spodnie, płaszcz, buty za kostkę //Misja: Mundur SCR
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek (Gizd), Reyuin
Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 151
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Sob 30 Mar 2019, 17:30

Oderwał spojrzenie od Ciernia i wpatrywał się nienawistnie w czerwonowłosego. Jak on śmie stać tak blisko jego księcia! Ha! Został odesłany i sobie poszedł! Całkiem i na amen, bo czarnowłosy zablokował drzwi. Chłopiec chwilowo się nie przejął tym, że stracił jedyną drogę ucieczki jaką znał, w tak doborowym towarzystwie nic nie mogło mu się stać. Podziwiał też niesłychaną zdolność Arystokraty, ale wcale się nią nie zdziwił. Ktoś posiadający tyle zalet pewnie jeszcze kilka chowa w rękawie. Nie martwił się tym, z pewnością je pozna kiedy dołączy do nowego stada.
Nagle wszystkie sztućce się odsunęły. Mała łyżeczka, której właśnie miał użyć także. Przez chwilę ucieszył się, że jest to przyzwolenie, aby jadł tak jak natura kazała- rękami i chłepcząc, ale niestety zaraz pojawiła się przy nim lewitująca łyżka. Sięgnął po nią niechętnie, ale nie skomentował. Nie śmiałby się sprzeciwić tak wielkiemu wodzowi.
- Tak, proszę - jak zafascynowany patrzył na kaźń znienawidzonych przyrządów do jedzenia. Łyżki, noże i widelce zmieniały się pod naporem woli tęczowookiego.
- Dobre! Dziękuję. Lis z metal - powiedział szczęśliwy oglądając dokładnie z figurkę. - Cosiek? - zapytał wskazując na dzieło sztuki. Z namaszczeniem odłożył prezent na stół i wstał. Trochę niepewnie podszedł do pana domu i go przytulił. Bał się, że zostanie odtrącony, ale spróbować musiał. Popatrzył z dołu na swojego bohatera. Wiedział, że prawdopodobnie prosi o zbyt wiele, ale i tak wyciągnął ku niemu ręce wyraźnie dając znak, że chce mu usiąść na kolanach i jeszcze mocniej przytulić.
- Cosiek nie syn Gawain i Lusian. Cosiek przybłęda! - nie był pewien, czy dobrze rozumiał toczącą się właśnie rozmowę, ale chyba mowa była o nim i jakimś dziecku. Nauczył się już, że wiele osób błędnie bierze go za szczeniaka dwunożnych więc wyciągnął wnioski. W dodatku nikt z jego stada jakoś się nie kwapił do wyjaśnienia nieporozumienia, więc musiał to zrobić sam. - Cosiek już duży. Nie dziecko.

Walentynki 3/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Aktualny ubiór : Ubranko >: (
Pod ręką : -
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Liczba postów : 33
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach