Zamek Dunkelheit

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 18 Sty 2019, 19:23

First topic message reminder :

Zamek Dunkelheit - Page 2 PuaNSJY

Wśród wznoszących się ku niebu szczytów Kryształowych Grani, pośród surowej skały i ciemnego kryształu, wznoszą się ostre wieżyczki Zamku Dunkelheit, należącego do rodu Vaele, a konkretniej do Aerona, głowy rodu. Owiany mrokiem budynek, chociaż nie ma specjalnie wielkich rozmiarów, budzi respekt, czasami nawet i grozę. Mury wykonano z ciemnego kamienia, zdobienia ograniczają się jedynie do surowych krzywizn łukowatych okien, gdzieniegdzie widać rzygacze odprowadzające wodę spływającą w deszczowe dni po strzelistych dachach. Cały kompleks wygląda jak zbiór osobnych wież, połączonych ze sobą zabudowanymi korytarzami.
Duża część ważniejszych pomieszczeń użytkowych znajduje się nie tyle w wieżach, co bezpośrednio w skalnej podstawie, przez co twierdza, mimo iż pozornie lekka i łatwa do zniszczenia, jest naprawdę dobrym schronieniem.
W podziemiach znajduje się między innymi stajnia i zbrojownia, a także kwatery przebywających tu na stałe strażników i służby. W największej, najszerszej wieży znajduje się część przeznaczona do przyjmowania gości – główna sala która może służyć za balową, wielki salon do rozmów przy kominku, jadalnia gdzie przyjmowani są goście. Mniejsze służą za mieszkania, zarówno dla gości jak i dla domowników. Kuchnia znajduje się dokładnie pod salą jadalną, żeby podawane potrawy zawsze były świeże i ciepłe – najwyższej jakości.
Wieża wysunięta najdalej od głównego wejścia to pomieszczenia należące do członków rodu – to tam mieszka Aeron Vaele i jego mała kuzynka, Abigail. Sypialnie tej dwójki znajdują się tuż obok, na samej górze, pod nimi natomiast ulokowany został salonik.
Pod wieżą mieszkalną znajduje się biblioteka i zbrojownia, do której wstęp ma jedynie Lord Vaele.
Wiele miejsc w Zamku Dunkelheit jest zamykanych za pomocą mechanizmu, który jest w stanie poruszyć jedynie magia Aerona. Sprawia to, że w razie ataku, Lord może odciąć od siebie poszczególne wieże, zamykając w środku napastników.
Do głównego wejścia prowadzi przejezdna, łatwo dostępna ścieżka którą spokojnie można przejechać zarówno konno jak i wozem. Same wrota są pilnowane przez specjalnie przeszkolonych strażników dzierżących halabardy.
Zapasy dostarczane są drogą teleportacji.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Thorn on Nie 31 Mar 2019, 00:02

Aeron spojrzał na Lusiana z powagą i wysłuchał jego komentarza ze spokojem. Demon miał trochę racji, ale czy obecni w pokoju mężczyźni byli bezbronni?
- Każdy kto wtargnie tutaj za pomocą teleportacji czy przez przenikanie ścian, zostanie zneutralizowany. - powiedział, celowo dobierając słowa tak, by nie mówić o mordowaniu przy dziecku. Nie znał małego, dlatego bezpieczniej będzie nie poruszać tematów niewygodnych, nawet jeśli chłopiec mówił wcześniej o polowaniu.
Odwrócił głowę ku Keerowi, bo Cień podjął temat bezpieczeństwa. Doprawdy, czy naprawdę Upiorny musiał zapewniać o tym tak wiele razy? Jeśli mówił, że w ten sposób będą bezpieczni, to będą. Choćby miał oddać za nich życie, nawet jeśli oni nie doceniliby, że rzucił się na napastnika pierwszy.
Uśmiechnął się do Gawaina najłagodniej jak w tej chwili mógł, a zirytowanie całą tą sytuacją pozwalało mu na szopkę na nieco ograniczonym polu. Starał się ukryć co czuje, jak zawsze z resztą, ale bombardowanie go tyloma wątpliwościami nie było chyba najlepszym ruchem.
- Powiedziałem, że nie znam mojej nowej służby. Nie powiedziałem, że im nie ufam. - powiedział powoli, grzecznie ale dobitnie - Nie zatrudniam idiotów, którzy pokuszą się o zamach wiedząc, co może ich z mojej strony spotkać. - dodał szczerząc zęby w uśmiechu i upijając łyk ze swojego kielicha.

Zabawka spodobała się dziecku, co Upiorny przyjął z ulgą. Malec podziękował grzecznie a kiedy podszedł i objął Aerona, ten uniósł nieco ręce nie spodziewając się tego ruchu, a jednak udostępniając Cośkowi ten kawałek swojego ciała. Gest był w pewien sposób rozczulający, ale Arystokrata nie był pewien czy konieczny. Mimo wszystko objął niepewnie chłopca i poklepał po pleckach, bo jak inaczej mógł się zachować?
W międzyczasie nadeszła odpowiedź od Lusiana. Vaele pokiwał głową na znak zrozumienia, chociaż nie we wszystkich aspektach zgadzał się z Demonem.
- Moim zdaniem zachowuje się bardzo dobrze. Gdyby nie... specyficzna mowa, wziąłbym go za zwykłego chłopca. - powiedział szczerze - Lisie ogony, czarne twardówki... To nic dziwnego w Krainie Luster, chociaż przyznam, że dzięki nim wygląda jak połączenie was obu. - powiedział zerkając w stronę Gawaina i uśmiechając się zagadkowo - Taka mała wersja łącząca wasze cechy. To na swój sposób ekscytujące, bo chciałoby się dowiedzieć, skąd Kogitsunemaru jest. - spojrzał na dziecko które właśnie wyciągnęło ku niemu rączki domagając się uwagi.
Arystokrata lekko się speszył i jego uśmiech zmienił się nieco krzywy grymas, zdradzający zakłopotanie ale ostatecznie, żeby nie urazić gości, jego opiekunów, sięgnął i podsadził dziecko na kolana. Przebywając z Abi nauczył się już niektórych rzeczy, jak choćby tego, że dzieci potrzebują czułości. Najwidoczniej nawet obce ciągnęło do przytulania.
- Tak tak, Kogitsunemaru. - powiedział - Wiem, że nie jesteś ich synem. To tylko... taki skrót myślowy? - nie wiedział jak wyjaśnić dziecku o co mu chodziło więc przeniósł wzrok na Lusiana - Miałem na myśli to, że przyjęliście go na wychowanie. Macie ten komfort, że nie musicie bawić się w usynawianie. Strasznie irytujący proces, swoją drogą. - Upiorny zerknął na stół odpływając na chwilę myślami w stronę jego własnej podopiecznej i papierkologii, która wiązała się z jej przyłączeniem do rodu - A odnośnie twojego pytania, Lusianie, znam wielu dobrych nauczycieli ale nie jestem pewien czy zależy wam na wychowaniu jakie otrzymują Upiorni. - westchnął i pokręcił głową, dając w ten sposób poświadczenie, że mali rogaci nie mają kolorowo.
Poprawił Cośka na kolanach, układając go sobie wygodniej. Czy podobało mu się, że dziecko wybrało to miejsce? Cóż, akceptował jego obecność bo chłopiec urzekł go manierami. Widać było, że nie stara.
Mocą przysunął mu jego nową zabawkę ale nie wręczał mu jej na siłę, Kogiś sam zdecyduje co chce robić. Bo przecież nie będzie siedział mu na kolanach przez wieczność, dzieci bywają energiczne.
Na wszelki wypadek odsunął kielich z winem, bo nie wiedział czy jego opiekunowie pozwalają liskowi pić w tak młodym wieku. Zrobił to z uśmiechem i tak naturalnie, jakby po prostu zechciał, by naczynie leżało dalej.
- Faktycznie, nie jesteś już dzieckiem. - powiedział Aeron patrząc małemu prosto w oczy - Dzieci grymaszą przy stole i głośno krzyczą, a ty jesteś bardzo grzeczny. - dodał i pozwolił sobie pogłaskać dziecko tak, jak głaskał Abi - po włoskach - Wyrośniesz na przystojnego, silnego mężczyznę. Kto wie, może kiedyś nas wszystkich przerośniesz? - zęby błysnęły w uśmiechu. Upiorny z przyjemnością będzie obserwował dorastanie Kogitsunemaru. Nawet jeśli będzie to musiał robić z ukrycia.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Nie 31 Mar 2019, 10:01

Spojrzał na swojego kochanka, a następnie znów na Gospodarza. Zostanie zneutralizowany? Zależy jak tutaj wtargnie, ale miał nadzieję, że tak się nie stanie. Nie miał ochoty ani sił na walkę, choć może wtedy by się choć trochę rozluźnił? Może wtedy byłoby mu tutaj łatwiej usiedzieć?
Zamieszał łyżką w zupie i uśmiechnął się półgębkiem – mam nadzieję, że nie bezgranicznie, bo wtedy to Ty byś się okazał głupcem książę - przeniósł szkarłatne spojrzenie na rogatego - oni mogą dopiero poznawać teren i nigdy nie wiesz kto kryje się w tłumie. Uwierz mi, sam przez coś takiego przechodziłem, ale szybko się wykruszyli Ci, którzy coś kombinowali - w jego oku błysnęła iskra szaleństwa i okrucieństwa, ale był to tylko moment - ja nie byłem tak łaskawym panem jak Ty - dodał jeszcze. Chyba nie musiał dokładnie tłumaczyć co robił z tymi, którzy postanowili mu się sprzeciwiać.

Skończył zupę i przetarł usta chustą. Była smaczna, ale Demon za bardzo skupiony był na tym co się dzieje naokoło. Cosiek był dzisiaj zbyt grzeczny, a Gawain też nie zachowywał się normalnie. Do tego ta cała scena z "postrzelonym" Kogitsune.
Uśmiechnął się - właściwie to zachowuje się niepokojąco - spojrzał jak dziecko doprasza się uwagi ze strony Arystokraty - kilka tygodni temu nie dało się go zmusić do tego, by ubrał coś na siebie, ledwo co mówił i najchętniej to jadł świeżo upolowane wróble - powiedział pokrótce - w oczekiwaniu na tę wizytę Gawain starał się go nauczyć podstaw, by nie jadł rękami i nagle nie wyskoczył z ubrań bo tak - wzruszył ramionami i nalał sobie trochę napoju.
Na wspomnienie o tym, że Cierń chciałby wiedzieć skąd się taki Cosiek wziął nic nie powiedział. Postanowił zostawić tę decyzję Cieniowi. Nie miał ochoty na kłótnie, że powiedział co czego nie powinien.
Zachichotał - uwierz mi, książę, bardzo się cieszę - powiedział i poruszył puchatą, białą jak śnieg kitą - w Świecie Ludzi każdy, kto chce przygarnąć jakieś dziecko, nawet takie z ulicy musi się bawić papierkami, a do tego przychodzi analiza stanu majątkowe, miejsca zamieszkania, zawodu i wszystkich pierdół, by sprawdzić czy jesteś w stanie wychować dziecko - wzruszył ramionami.
Westchnął ciężko teatralnie - nie zależy nam na takim wychowaniu. Bardziej na kimś, kto będzie umiał się nim zająć, a jednocześnie czegoś nauczyć - powiedział i wyprostował nogę pod stołem - oboje z Gawainem pracujemy. Ja niedługo będę musiał pewnie wyjechać na jakiś czas do Świata Ludzi i nie chcę Keera zostawiać samego z młodym - spojrzał na swojego ukochanego - ale widać będziemy musieli dalej szukać, może ktoś się znajdzie, albo zgłosimy się do jakiego Marionetkarza - powiedział, zamyślając się.
Spojrzał na Księcia, a następnie na Małego Liska, po czym na ukochanego. Właśnie sobie coś uświadomił. Jeśli Cosiek naprawdę ma ich geny, do tego jeszcze kogoś kogo nie znają, to mogą mieć spory problem. Do tego widać było, że chłopak szybko rośnie. Chyba wiek nastoletni będą mieli szybciej niż by tego chcieli. A patrząc na dzieciaka, to nie wróżyło najlepiej.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 109
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Nie 31 Mar 2019, 17:17

Uniósł brwi i powoli skinął głową. Zneutralizowany. To była jakaś nowa moda, pozory cywilizowanego podejścia czy eufemizm związany z obecnością dziecka? Osobiście preferował wyrażenie "wyeliminować z puli żywych osób". Zawsze wydawało mu się odrobinę prześmiewcze.
- Biada duchom... - mruknął pod nosem i nalał sobie kawy. Keer spojrzał na księcia znad filiżanki. Aeron zaciskał zęby odrobinę zbyt mocno, a jego ton wyraźnie zdradzał zdenerwowanie albo irytację. Cień nie uzyskał dzięki temu żadnej satysfakcji, zresztą nie odgniatał sobie tyłka w powozie tylko po to, by się teraz kłócić. Spokojnie upił łyk i cicho westchnąwszy, odstawił naczynie na spodek, nie robiąc przy tym nadmiernej ilości hałasu.
- Może źle się wyraziłem, może mamy zupełnie inne poczucie humoru.... Niczego ci nie zarzucam, książę. Mamy różne podejścia. Ja wolę kogoś znać i mu nie ufać. Ty działasz inaczej i w pełni to rozumiem. Chroni cię pozycja, tytuł. Nic tylko pozazdrościć - rozłożył ręce, po czym znów pozwolił sobie na upicie odrobiny idealnie zaparzonej kawy. Już dawno nie pił tak wyśmienitej.
Nawet jeśli ktoś chciałby targnąć się na życie Aerona, nie obyłoby się bez śledztwa, patrzenia na ręce tym, którzy najlepiej by na tym wyszli. Spekulacjom nie byłoby końca, nawet jeśli Cierń był uważany za bękarta. Arcyksiążę dbał o każdy kwiat w swym różanym ogrodzie i tego właśnie po cichu zazdrościł mu Keer. By doszło do zamachu, wpierw musiałyby zostać spełnione odpowiednie warunki, by opłacało się go przeprowadzić, a następnie uniknąć podejrzeń i zarzutów - przynajmniej oficjalnie. On, zwykły zbir, nie mógł liczyć na podobny rozwój wydarzeń.
Uśmiechnął się gorzko na wspominki Demona. Litość nie leżała w jego naturze. Czasem potrafił jej trochę z siebie wykrzesać, ale nie wiedział, czy starczy jej dziś dla niego. Nie mógł jednak powiedzieć, że go takiego nie kochał. Ubierał wiele masek, ale to prawdziwy Yako wpadł mu w oko.

Dziwnooki uważnie obserwował Cośka. Mógł coś kombinować albo faktycznie zwariował. Nigdy nie był tak grzeczny jak dziś i to było w tym wszystkim najstraszniejsze. Gdyby nie ta mroczna postać i strzała, uznałby, że Cosiek przeżywa właśnie załamanie nerwowe wywołane zbyt dużą ilością sztywnych zasad etykiety, których powinien się trzymać. A tak? Nie miał pojęcia, co dziecku jest, czy to minie, czy istnieje remedium na tę przypadłość. Cholera, oby tylko mu przeszło tak jak poprzednio.
- Natrudziłem się co niemiara, ale Kogitsune poczynił znaczące postępy. Teraz pierze zostawia w ogrodzie, a nie na dywanie... - uśmiechnął się krótko i kwaśno. Zawiesił wzrok na Cierniu, lecz nie mówił nic więcej. Ignorował pytanie, ale niekoniecznie chciał dyskutować o pochodzeniu Cośka przy głównym zainteresowanym. Przepraszająco i porozumiewawczo skinął mu głową. Będzie jeszcze okazja do rozmowy na ten temat.
Parsknął pod nosem rozbawiony odpowiedzią Yako. - Raczej na kimś, kto zdoła z nim wytrzymać dłużej niż jeden dzień i jednocześnie wykaże się sprytem. Kandydaci byli świetni, naprawdę, ale nie dla niego - odparł i wskazał na dziecko. - Jeśli będzie się narzucał, powiedz. Zajmę go czymś. - powiedział, tak na wszelki wypadek, by Aeron nie czuł się zobowiązany do zajmowania się Cośkiem. W ogóle nie zabierałby go ze sobą, gdyby znaleźli dla niego niańkę. Przynajmniej chłopak nie narobił im wszystkim wstydu już na wejściu. Był trudny, ale Aeron wyraźnie cieszył się z jego towarzystwa. Nawet jeśli nie miał pojęcia, co począć z takim szkrabem.
Nagle oczy Keera zrobiły się okrągłe jak spodki, na których spoczywały filiżanki. Wyciągnął dłoń w stronę Ciernia, chcąc go powstrzymać, po czym zamarł, bo było już za późno. Zrobił zbolałą minę, gniewnie machnął ręką i z powrotem opadł na oparcie krzesła. Posłał Yako pełne znużenia spojrzenie.
Dzieciak teraz ich wykończy. Powie, że Gawain Cień kłamie, że on wcale nie jest dzieckiem i domaga się samicy oraz wina w trybie natychmiastowym. Mieli przechlapane, a Keer ledwo tłumił w sobie przekleństwo. Postanowił zagrać inaczej.
- Widzisz Kogitsune? Nie jesteś już dzieckiem, ale w takim razie będziesz musiał uczyć się gramatyki, matematyki i innych dziedzin codziennie. Dorośli muszą wiele wiedzieć, żeby ich stado miało się dobrze, było bezpieczne i syte - powiedział ze sztuczną troską. - Nie będziesz wtedy miał zbyt wiele czasu na zabawę, będziesz musiał nam pomagać w Norce, zastąpić nas, gdy będziemy daleko... Jesteś pewien, że jesteś gotowy by być już dużym lisem? - zapytał i dopił kawę do końca. Musiał czym prędzej naprawić szkody, zanim chłopiec dorobi do słów Ciernia pokrętną filozofię i zacznie im ją wykładać po cośkowemu.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 2 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 2 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 2 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 125
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Wto 02 Kwi 2019, 19:46

To było jak sen! Ale taki dobry, a nie zły. Nie tylko nie został odtrącony, został przytulony. Przez samego księcia! Chłopiec ogłupiał z radości. Miał ochotę śmiać się, skakać i ogólnie dokazywać, ale bał się ruszyć. Bał się, że jeśli choć drgnie to się obudzi.
Niepotrzebnie się obawiał, już po chwili siedział na kolanach arystokraty. Wtulił się w jego szeroką pierś i nadstawił główkę do głaskania. Było mu tak dobrze, błogo i cudownie, że prawie nie zauważył przesuwanego kielicha. Przez chwilę wpatrywał się tęsknie w naczynie wypełnione aromatycznym napojem, ale nie sięgnął po nie. Nie chciał ryzykować, że te silne ramiona wypuszczą go ze swych objęć.
- Cosiek nosić ubranie i buty! Nawet jak się nie bać Krzywozgryz! A sierść z ptaszku dobra do spania! - odgryzł się swoim opiekunom. Nie zamierzał dawać się oczerniać. Trochę się zapędził i niechcący przyznał, że zostawia w ogrodzie tylko tyle piór ile trzeba by przekonać Gawaina o dobrych chęciach. Może rudzielec nie zauważy?
Już chyba nie mogło być lepiej! Siedział na kolanach samego boga, był przez niego głaskany, a na dodatek został mianowany dorosłym. - Co to grymaszą? - wspiął się na wyżyny swojej elokwencji zadając pytanie pełnym zdaniem. - Jeśli Cosiek w stado Cierń to Cosiek bronić Cierń nawet jak większy od ty. - zapewnił o swojej, może i warunkowej, ale jednak lojalności.
- Cosiek i tak uczyć się codziennie! I kąpać norka! I polować! - uświadomił Gawainowi. - Cosiek duży! - rozejrzał się za winem. Skoro nie jest już dzieckiem to wolno mu je pić. Niestety słowa nie wydłużyły magicznie jego rąk, więc naczynie dalej było poza zasięgiem. - Cosiek pilnować norka jak wy iść. - już spokojniej przypomniał o tym jak starannie nikogo nie wpuścił.
Zrezygnował z pozyskania napoju i rozejrzał się co jeszcze mógłby zrobić jako dorosły. Cierń mówił, że jego rogi są ciężkie. Może mógłby mu je choć na chwilę przytrzymać, by było mu lżej? W dodatku zastanawiało go jakie są w dotyku. Tak, to dobry pomysł! - Cierń rogi ciężkie, Cosiek potrzymać. - zaofiarował się po czym od razu przystąpił do dzieła. Uniósł się trochę by sięgnąć i delikatnie chwycił ozdobę gospodarza. Bardzo ostrożnie pociągnął do góry, tak by odciążyć zmęczoną głowę, ale nie sprawić bólu.

Walentynki 4/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Aktualny ubiór : biała yukata, złoto-granatowe kimono i drewniane sandały (geta)
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Pod ręką : .
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 19
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Czw 04 Kwi 2019, 00:17

Naprawdę nie miał ochoty dyskutować teraz na temat zabezpieczeń zamku, służby i jego podejścia. Nie widzieli, że jest podenerwowany bo starał się to ukrywać najlepiej jak umiał, ale rozmowa o tym wszystkim irytowała go na tyle, by Lusian, zdolny do wyczuwania aury zrozumiał, że lepiej nie drążyć tematu. Zwłaszcza, że istnieją przyjemniejsze. Skoro to spotkanie nie zaczęło się najlepiej, może chociaż kolejne minuty spędzone w towarzystwie będą miłe?

Z zainteresowaniem słuchał wyjaśnień Yako i Gawaina. Niesłychana historia! Kogitsunemaru jeszcze do niedawna był małym dzikusem, nie potrafiącym się dogadać... Obecnie może zachowywał się nieco zbyt śmiało jak na dzieciaka w jego wieku, no i nie używał poprawnej składni, ale przecież są to maleńkie defekty, które da się poprawić nauką. Tylko kto byłby dobry dla tego chłopca?
Przez chwilę pomyślał o nauczycielu Abigail. Przysłany przez Larazirona zajmował się dziewczynką, wymagał wiele ale ostatecznie nic ponad jej siły. Mała musiała przyswoić sporo wiedzy, nauczyć się czytać i pisać... Na fechtowanie i jazdę konną przyjdzie jeszcze czas i tego pewnie będzie uczył ją sam Aeron.
Co zrobić z małym, lisim chłopcem? Z jednej strony wypadałoby pomóc, z drugiej jednak Thorn nie będzie wysuwał propozycji pozostawienia go tutaj, w zamku, z nim. Co prawda pod jego okiem malec z pewnością wyrósłby na wartościowego dorosłego mężczyznę ale... Przecież to nie Upiornemu zależy na nauce rudzielca. Jeśli faktycznie Lusian i Gawain mają nóż na gardle, dlaczego sami nie zapytają wprost?
- Gratuluję, Kogitsunemaru zachowuje się naprawdę ładnie. - skłonił się z uznaniem każdemu z mężczyzn - Oczywiście jeszcze zdąży nabrać ogłady, przyswoi etykietę. Będzie na to czas. Póki nie osiągnie wieku nastoletniego, wszelkie błędy będą mu wybaczone przez wzgląd na dzieciństwo. - dodał zerkając na siedzącego mu na kolanach chłopca - Nie przeszkadza mi. - stwierdził, odpowiadając na komentarz Cienia odnośnie narzucania się. Ostatecznie dzieciak był na tyle uroczy i grzeczny, że Arystokrata zaakceptował jego obecność.
Niestety nie zauważył gestu Gawaina i było już za późno. Szybko zrozumiał swój błąd, kiedy opiekun zaczął tłumaczyć wszystkie czynności związane z byciem dorosłym. Kogitsunemaru, podekscytowany tym, że został nazwany dorosłym próbował dorwać kielich z winem - dobrze, że Upiorny w porę go odsunął.
- No tak, oczywiście! Gawain ma rację! - zreflektował się, lekko zakłopotany wyznaniem dziecka odnośnie dołączenia do stada - Dorosły ma dużo obowiązków, nie ma czasu na zabawę. Myślisz, że ja często się bawię? Nie. - powiedział podając siebie jako przykład - Muszę dbać, by moim bliskim było dobrze, by byli bezpieczni. Zawsze czujny. - pokiwał głową robiąc minę znawcy.
Chłopiec zaczął wiercić się na jego kolanach ale chwilowo uwagę Ciernia przykuła wypowiedź Lusiana. Być może rzucił jakąkolwiek rasę, jaka przyszła mu do głowy, ale jeśli naprawdę myślał by oddać Cośka w ręce Lalkarza, to szybko przekona się, że nie będzie kolorowo.
- Sądzę, że to nienajlepszy pomysł. - podjął - Z całym szacunkiem, ale Marionetkarze nie są dobrym materiałem na wychowawcę. To, że tworzą Marionetki nie czyni z nich dobrych nauczycieli, bywają wybuchowi i daleko im do czułych, wyrozumiałych opiekunów. - wyjaśnił - Moim zdaniem, Kogitsunemaru jako trudne dziecko, jak sami zauważyliście, powinien oprócz zgłębiania wiedzy i poznawania zasad etykiety otrzymać wiele zrozumienia. I potrzebuje czasu. Jaką będziecie mieć gwarancję, że Marionetkarz dobrze go wychowa, jeśli w nawale pracy jaką ma na co dzień może zwyczajnie ignorować chłopca? - był poważny, bo i temat tego wymagał. Nie chciał by siedzący przed nim Cień i Demon popełnili błąd, którego później mogą żałować. Nawet jeśli Upiorny nie był przekonany co do nastawienia Keera, rudzielec z pewnością chce dla dziecka dobrze. Byłby potworem, gdyby było inaczej.
- Znam kilku nauczycieli, mogę podać wam ich dane ale obawiam się, że są to w większości Upiorni Arystokraci i mają spore wymagania. Nie znam do końca ich metod nauczania, ale muszą być dobrzy w tym co robią, skoro opinie o nich krążą wśród szlachty. - kątem okaz zauważył, że Kogitsunemaru coś mówi ale zignorował go całkowicie, skupiając uwagę na pozostałych i na przekazaniu mu tego, co wiedział - Jeśli zdecydujecie się na skorzystanie z usług jednego z nich, otrzymacie gwarancję, że malec wyrośnie na kulturalnego, silnego mężczyznę o wielu talentach. Przez przebywanie wśród Arystokracji może być lekko uprzedzony do niektórych ras, ale da się to naprostować. Nauka przecież nie będzie trwała wiecznie. - stwierdził zamykając oczy i spokojnie kiwając głową na potwierdzenie tego, o czym mówił - Kogitsunemaru ma potencjał, skoro udało wam się w tak krótkim czasie doprowadzić go do obecnego stanu. Oznacza to, że może mieć naturalne predyspozycje do szybkiego przyswajania nowej wiedzy oczywiście pod warunkiem, że będzie mu w przystępny sposób przedstawiona. Bo widzicie, panowie, naprawdę dużo zależy od nauczycie~Achhhhh! - z ust Upiornego Arystokraty dobył się charakterystyczny jęk a ciałem wstrząsnął mocny spazm, kiedy dziecko, nieupilnowane przez nikogo, postanowiło chwycić go za rogi. Aeron szybko przystawił dłoń do ust a drugą starał się lekko odepchnąć chłopca, ale sprawiał tylko, że małe łapki mocniej zaciskały się na jego atrybutach i przesuwały po całej długości.
Thorn spłonął rumieńcem tak silnym, że takiego koloru nie powstydziłby się pomidor. Jednocześnie jego brwi powędrowały ku górze a z ust dobiegł tłumiony ręką jęk. Jak on mógł... Tak przy wszystkich... Dotykać rogów w taki sposób...
Mężczyzna czuł, że zaraz nie wytrzyma, pieszczota była tak niespodziewana i przez to mocna, że był gotów zawyć i dać się ponieść żądzy, którą rozpalił ten mały gnojek z ogonami! To takie niestosowne... Ale nie mógł powstrzymać odruchów ciała. Chwycił dzieciaka pod pachami i starał się unieść, bo w tej chwili siedzenie mu na kolanach nie było dobrym pomysłem.
Na twarzy miał wymalowaną ekstazę, usta miał rozchylone, oczy przymrużone z rozkoszy jaką dał mu nieświadomie Kogitsunemaru. Było mu wstyd ale niewiele mógł w tej chwili zrobić. Od dawna nie był z żadną kobietą...
Hormony zalały mu mózg i nie pozwoliły chwilowo myśleć. Najchętniej uciekłby stąd najdalej jak się da, przepraszając za niedyspozycję, ale chwilowo nawet nie mógł wstać! Goście nie mogli przecież zobaczyć, że Aeron Vaele w tej chwili nie tylko wolę ma twardą jak skała...
Dlatego siedział z perwersyjnym wyrazem twarzy, trzymając chłopca jak najdalej od kolan i starając się odciągnąć go od rogów. Czy będzie mu dane zakończyć to przedstawienie i wytłumaczyć jakoś swoje zachowanie? Czy może Kogitsunemaru, uznając to za dobrą zabawę, nie ustąpi i mocniej chwyci rogi, doprowadzając ich właściciela na skraj szaleństwa z rozkoszy...?
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Czw 04 Kwi 2019, 10:41

Ogłady? Mu jeszcze sporo do tego brakuje. Teraz zachowywał się niezwykle grzecznie, zupełnie jakby ktoś im podmienił dzieciaka, ale chyba już nie było sensu by mu to uświadamiać. W końcu nie tylko ludzie, ale i Lustrzacy mieli coś wspólnego. Nie uwierzą, póki nie zobaczą na własne oczy. Ale nic raczej z tym nie zrobi więc uznał, że nie będzie udowadniał tego już więcej. Może z czasem pojawią się jakieś dowody.
Przytakiwał przedmówcom głową - nie będziesz mógł polować nawet na ptaszki, będziesz siedział nad książkami i uszył się literek i cyferek. Będziesz musiał pracować, żeby mieć pieniądze, żeby Yuki i Furor mieli co jeść, by mieli zabawki - zaczął wymieniać. Może tym razem mu się to wybije z głowy? On niestety ma zupełnie inne pojęcie na temat dorosłości niż powinien.  
Uśmiechnął się i pokręcił głową - drogi książę, źle mnie zrozumiałeś - powiedział łagodnie - Marionetkarz tworzy Marionetki. Ta w trakcie tworzenia, z tego co wiem, jest nakierowywana co ma robić, w ten sposób masz Marionetkę do walki, zajmowania się domem czy też dziećmi - wzruszył ramionami - w ostateczności będzie trzeba nad takim rozwiązaniem pomyśleć - wyjaśnił. No bo czy to nie było logiczne? Na co im jakiś lalkarz, gdy w domu mają zwierzyniec?
Pokręcił głową - wybacz, ale chyba obaj z Gawainem mamy średnie zdanie o Arystokratach. Są wyjątki takie jak Ty książę, ale większość chyba raczej patrzy na innych z góry i średnio by chciało się zajmować takim Liskiem, a nam nie zależy na kimś kto myśli tylko o pieniądzach - powiedział, kłaniając się lekko w odpowiednim momencie - dodatkowo Cosiek nie nadaje się do nauki tradycyjnej, trzeba mu to jakoś urozmaicić, dlatego ja byłbym chętniejszy już na Dachowca, w końcu sami mają do czynienia z małymi dzikusami. Nawet w bogatych rodzinach - nalał sobie trochę soku i upił łyk. Nie miał ochoty na alkohol, a musiał jakoś zwilżyć gardło.
Zauważył ruch Liska, ale nie zdarzył zareagować. Słysząc jęk rogacza, powstrzymał parsknięcie śmiechem. Doskonale wiedział jak Cierń reaguje na dotykanie jego rogów. Wstał i szybko doskoczył do Cośka. Złapał jego nadgarstki i lekko ścisnął - Kogiś puść, książę, bardzo nie lubi jak ktoś bez zgody dotyka rogów. A przecież nie odpowiedział Ci na pytanie - powiedział spokojnie, lekko karcącym tonem głosu - patrz jak się cały najeżył. Nie weźmie do stada kogoś kto go nie słucha i robi coś sam - podniósł go delikatnie z kolan i postawił na podłodze po czym silną dłonią przymusił do pokłonu - przeproś księcia - zakomenderował. Gawain mógł jednak poczuć, że w środku cały zwija się ze śmiechu i zadowolenia.
Trzymał Cośka w dole, póki ten nie przeprosił, a gdy to już zrobił, odsunął mu krzesło - a teraz zjedz zupę, bo Wilk, który robi jedzonko będzie bardzo zły i zje Ciebie - podał mu łyżkę i sam zajął swoje miejsce.
- Jeśli potrzebujesz książę czasu dla siebie to możemy poczekać - dodał jeszcze z uśmieszkiem przyklejonym do jego twarzy.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 109
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pią 05 Kwi 2019, 11:44

Wolał nie mówić nic więcej na temat zachowania Cośka oraz jak krótki jest ich harmonogram pod względem ilości dni - nie obowiązków czy lekcji. Dzieciak rósł jakby wyjątkowo to Śmierć zaciągnęła u Życia dług i właśnie zaczęła go spłacać. Czas, który chłopiec spędził na stole operacyjnym, gdzieś w niebycie, zastój w rozwoju, nadrabiał w podwójnym tempie. Może było tak za sprawą drugiego serca, zbyt dużego na tak małe ciałko.
- Doskonale wiesz, że dorosły potrafi kryć się w dziecięcym ciele, a dziecko w dorosłym przez setki lat - odparł jakoś dziwnie rozbawiony myśleniem Ciernia i jego ogładą. Był zupełnie inny niż wtedy, gdy się poznali. Czyżby postanowił się hamować, gdy wiedział już, że są razem z Yako, gdy objął ważniejszą funkcję? Miał większą władzę, ale na ile dalej mógł decydować o samym sobie uwikłany w politykę?
Cień westchnął ciężko i oparł skroń na palcach opartej o stół ręki. Aeron i Yako próbowali ratować sytuację, ale on wiedział jak ciężka będzie to przeprawa w momencie próby porwania kielicha przez dziecko. Cosiek uwielbiał wino, zresztą jak każdy alkohol. Był kaloryczny, a zwierzęta kochają swój pieczołowicie magazynowany tłuszczyk na trudny i zimowy czas.
Jego brew powędrowała w górę. Naprawdę pomyślał, że wezmą Marionetkarza? Wiedział, że Cierń mówił to wszystko w dobrej wierze, ale zwyczajnie go to zirytowało. - Nie musisz tłumaczyć mi ich wybuchowości - uniósł dłoń. Zamknął oczy, potrząsnął głową, uśmiechając się krótko na wspomnienie Daniela. Zawdzięczał życie jego szybkiej i chłodnej decyzji, ale ten gość miał krew gorętszą od wulkanu. Ciekawe jak on się miewał... Oby dobrze.
Powoli opuścił dłoń i spojrzał na Aerona. - Nie mam zamiaru dopuszczać żadnego z nich do dziecka. Tak jak powiedział Lusian, najprawdopodobniej będziemy potrzebowali Marionetki. Powód jest prosty - to musi być ktoś, kto w razie potrzeby będzie mógł zapanować na dzieckiem, dosłownie móc go wynieść lub przynieść, a przy tym nie będzie bał się fizycznej krzywdy, bo kły i pazury Kogitsunemaru nie są na pokaz. Teraz jest jeszcze mały, ale nie będzie taki wiecznie. A przynajmniej się na to nie zanosi - wytłumaczył i sięgnął po kielich oraz dzban z winem. Nalał sobie do połowy i upił łyk. Było doskonałe, równie co kawa wcześniej.
- Powiedzmy, że w ramach możliwości wolę ich unikać. To trudne persony, nawet dla innych posiadaczy poroża, a co dopiero dla kogoś bez tytułu i herbu. Bez urazy - rozłożył ręce i dalej słuchał Yako, obracając kielich w palcach. Odłożywszy go, splótł dłonie. - I tu właśnie leży nasz problem. Ktoś o wytrzymałości i cierpliwości Marionetki, lecz na tyle elastycznym umyśle, rozumiejącym perspektywę kogoś na czterech łapach, zdarza się wyjątkowo rzadko. Gdybyś usłyszał o kimś takim, bylibyśmy wdzięczni z Lusianem za choćby słowo. Resztę spokojnie jesteśmy w stanie zorganizować sami - patrzył w tęczowe oczy z okropną wiedzą, że będzie kiedyś musiał spłacić zaciągnięty właśnie dług, a Thorn ze wszystkich sił dopilnuje, by miał co spłacać. Sieć wokół ich rodziny robiła się coraz misterniejsza. Ktokolwiek zostanie im polecony, będzie szpiegiem w ich domu. Nie wiedział jedynie jaki będą mieli wybór, a kogoś musieli dla Cośka znaleźć.
Serce podeszło mu da gardła. Co on wyrabia?! - Cosiek! Zostaw! - warknął głośno i wyżej niż zwykle. Zerwał się z miejsca i próbował dopaść nicponia, jednak chłopiec był szybszy niż siedzący dalej opiekunowie. Nie dało się temu zaradzić. Keer zamarł, gdy do jego uszu doszedł jęk, a srebro na policzkach Vaele zaczęło mocno kontrastować z jego rumieńcem. - Naj-najmocniej przepraszam za niego. Proszę, wybacz mu, to przecież jeszcze dziecko. Jeszcze nie rozumie symboliki takiego gestu... - wystrzelił jak z karabinu, zbyt przerażony, by rozmyślać nad poprawnością reakcji Aerona. W przeciwieństwie do Yako, jemu wcale nie było do śmiechu! Jak mógł uczyć Cośka o sztućcach, manierach i reszcie tych pierdół, a zapomnieć o czymś tak istotnym?! Osioł. Faktycznie, kurna, jestem osłem. Niczym więcej! Rozpiął haftki płaszcza i sięgnął do wewnętrznej kieszeni, by wyciągnąć małą, zakorkowaną buteleczkę, podczas gdy Yako usiłował zdjąć, a następnie wymusić na Cośku przeprosiny. Postawił ją na stole i eleganckim gestem zwróconej wnętrzem do góry dłoni przesunął ją ku księciu. - To sole trzeźwiące. Ich drażniąca woń powinna pomóc choć trochę - wytłumaczył krótko zawartość szklanego naczynia obojętnym tonem, jakby miał przed sobą pacjenta. Domyślał się, że przez naturalną reakcję organizmu Aeron nie wstanie teraz od stołu. Nie oceniał go po niej. Nie zdobył się na zgorszenie - widział gorsze rzeczy, na współczucie - tylko dodałby mu powodów do wstydu. Sam był dość zmieszany widokiem rozanielonego Aerona. Owszem, zachowanie było podejrzane, ale gdyby jego ktoś złapał za jaja, to też pewnie nie mógłby temu tak prosto zaradzić. Nie chciał tego widzieć, tych rozchylonych ust i mętnego spojrzenia - zapewne identycznych, jak wtedy, gdy Yako postanowił dzielić z nim łoże. Ten dzień to jakiś koszmar! Ale do rzeczy... Wyprostował się i obrzucił dziecko znienawidzonym i pełnym pogardy spojrzeniem. Już dawno nikt nie wbił mu szpili, nie tak głęboko.
- Jeśli natychmiast nie przeprosisz, resztę wizyty spędzisz w osobnej komnacie, innej norce, po czym wrócimy do domu. Bezdyskusyjnie - jego chłodny i chrapliwy głos wyraźnie zdradzał, jak bliski jest rękoczynów. Był gotów wyszarpać stąd dziecko, choćby za uszy na tym jego debilnym łbie. Zapiął haftki i czekał, bieląc knykcie. A ten co?! Osiemset lat życiowej mądrości i jak zwykle musiał dowalić jakimś tekstem. Jak w ogóle śmiał o tym wspominać! I co? Głupi, rudy Keer miałby siedzieć i grzecznie pić winko, kiedy Demon miałby w głowie obraz Aerona robiącego dobrze swojemu ptaszku, tak? Niech Cię szlag, Yako!

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 2 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 2 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 2 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 125
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Nie 07 Kwi 2019, 14:18

- Cosiek praca polowator. Polować da jeść i zabawa. - wytłumaczył mężczyznom. - Cosiek dbać o bezpieczność stado.
Milczenie idola wziął za zgodę. Trochę trwało zanim udało mu się właściwie ustawić, ale w końcu mógł pewnie chwycić rogi.
Zachowanie mężczyzny go przeraziło. Nie miał zamiaru robić mu krzywdy, a wyglądało na to, że prawie go zabił. Nigdy wcześniej nie widział dwunożnego doznającego takiej przyjemności, więc był przekonany że to reakcja na nagły ból. Natychmiast puścił rogi i dał się ściągnąć z kolan. Roztrzęsiony wpatrywał się w czarnowłosego, zastanawiając się jak może pomóc. Miał nadzieję, że atak sam minie, bo do głowy nie przychodził mu żaden dobry pomysł. No to mógł się pożegnać z miejscem w nowym stadzie. Łzy napłynęły mu do oczu. - Przepraszam. Cosiek nie chcieć zrobić boli Cierń. - powiedziałby to i tak, nawet bez ponagleń opiekunów. Naprawdę nie chciał, żeby tak wyszło.
Smętnie spojrzał na fiolkę Cienia. Wspomnienie brunatno-błękitnej chmury zapachów zasłaniających świat nagle ożyło. Za każdym razem, kiedy spotykała go ta kara, uważał ją za niesprawiedliwość, ale tym razem chyba rzeczywiście zasłużył.
O dziwo okropne sole nie były przeznaczone dla niego, a dla księcia. Co on niby takiego zrobił?
Żołądek mu się zacisnął i zupełnie nie miał ochoty jeść. Mimo nastroju chwycił łyżkę i poruszał nią niechętnie połykając pożywienie. Zaraz! Jaki wilk?! - Wilk to pies? Gotować? Zjeść Cosiek? - wykrzyknął przestraszony. - Cosiek nie koniec! - zawodził pomiędzy pospiesznie pochłanianymi łyżkami zupy.

Walentynki 5/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Aktualny ubiór : biała yukata, złoto-granatowe kimono i drewniane sandały (geta)
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Pod ręką : .
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 19
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Wto 09 Kwi 2019, 03:14


    W tej właśnie chwili, w połowie myśli i rozmów, w głowie Gawaina rozbrzmiał głęboki dźwięk, jakby antyczny gong z bardzo daleka, i już wiedział co za chwilę nastanie. Uprzedzano ich, co może się stać. Nieczęsto, jedynie w przypadku najwyższej konieczności, ale może. Swędząca w głębi umysłu wibracja ustała, gdy Cień zwrócił na nią uwagę i wtedy nadeszła właściwa wiadomość:
    Także i sama wiadomość w końcu ucichła, pozostawiając mężczyznę sam na sam z własnymi myślami. Takie wezwanie można odebrać lub można zignorować.


    Z przyczyn technicznych, mianowicie blokady umysłu, Thorn wiadomości SCR nie usłyszał.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii, Yūrei
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 166
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 12 Kwi 2019, 23:51

Gdyby ktoś kiedyś zapytał go, czy Arystokrata będzie spodziewał się chwycenia za rogi przez ledwo wyrośniętego od ziemi podlotka, w odpowiedzi albo zaśmiałby się albo stwierdził wprost, że to nonsens. A jednak, małe rączki Kogitsunemaru dosięgnęły zakrzywionego atrybutu i bez problemu poradziły sobie z mocnym ściśnięciem u nasady.
Arystokrata prawie spalił się ze wstydu, gdyby mógł, ukryłby się za zasłoną cienia i odczekał, aż ciało uspokoi się na tyle, by dalej prowadzić cywilizowaną konwersację. Przecież było tak miło! Już nawet znaleźli wspólny język, miał wrażenie, że nawet Gawain przestał łypać na niego z wrogością w dziwnych oczach. Nawet rozkapryszony Demon zaczął zachowywać się normalnie, tak jak kiedyś. Zupa była niezła, wino również... Nawet Cosiek mu się spodobał, a właściwie jego maniery i próby przypodobania się. Może pouczyli go przed przybyciem by zachowywał się jak należy?
Zdarli dzieciaka z jego kolan i wyglądało na to, że nie będą skupiać uwagi na jego samopoczuciu... Kiedy jednak uchwycił spojrzenie Yako, zauważył w jego oczach mściwą satysfakcję i rozbawienie. A może mu się tylko wydawało? W tej chwili nie myślał trzeźwo, uczucie które pozostawiły za sobą ręce pulsowało w nim. Narastało uczucie, na które nie mógł pozwolić sobie w towarzystwie. Jakiekolwiek próby ukrycia kończyły się fiaskiem, bo rozanielone lico, rumieńce i przyspieszony oddech zdradzały stan Upiornego Arystokraty.
A więc kolejny z jego sekretów właśnie ujrzał światło dzienne.
Na nic się zda wściekłość, którą tak bardzo chciał poczuć w zastępstwie za żądzę. Może i byłby zły, że tak się stało, gdyby nie fakt, że naprawdę zachciało mu się...
Uniósł drżącą dłoń i pokazał Gawainowi gest "stop" dając mu do zrozumienia, że przeprosiny są niepotrzebne. Właściwie gdyby nikt nie zwrócił uwagi na zajście i tylko zdjęliby dzieciaka z jego kolan, poczułby się lepiej.
Drugą ręką uniósł serwetę do ust i zakrył nią rozchylone wargi i nos, przynajmniej częściowo ukrywając rumieńce. Jego tęczowe oczy, chociaż zamglone, zatrzymały się na Kogitsunemaru. Chciał nimi ciskać gromy lecz w tej chwili nie bardzo mu to wychodziło.
I wtedy Keer przesunął ku niemu małą, zgrabną buteleczkę z nieznaną zawartością, tłumacząc co w niej jest. Aeron spojrzał na Cienia i przyjął naczynie, bowiem słyszał o wspominanym specyfiku. Jeśli to coś ma mu pomóc, nie będzie wybrzydzał.
Ujął butelkę i odjął serwetę od ust a następnie razem z wdechem, pociągnął nosem zapach. Drażniący, nieprzyjemny... a jednak dający poczucie jasności umysłu. Arystokrata oddał naczynko i skinął głową w podzięce. Rumieńce zniknęły a jego twarz wygładziła się, pozbywając się głupiego wyrazu i zastępując go nieprzeniknionym grymasem.
Spojrzał na Kogitsunemaru z kamienną twarzą po czym posłał mu uśmiech, który niestety nie sięgnął oczu.
- Nie sprawiłeś mi bólu, mały urwisie. - powiedział powoli, dokładnie wypowiadając każde słowo - Ale mam prośbę: Nie rób tak więcej.
Chociaż nie wypowiedział jej na głos, groźba zawisła w powietrzu jak ciężki topór katowski nad szyją skazanego. Nie mógł winić dzieciaka za to co się stało, bo malec chciał dobrze, ale nie mógł też zignorować tego i przejść do porządku dziennego.
Przez chwilę jeszcze patrzył na dziecko po czym przesunął spojrzeniem po zgromadzonych. Jeszcze raz skłonił się Keerowi, który (co zaskakujące) wykazał chęć pomocy. Demon szczerzył się złośliwie ale i jemu Upiorny posłał skinienie, na znak podzięki za to, że zabrał liska.
- Może... powróćmy do rozmowy. - zaczął Aeron, udając, że nic nie zaszło, mimo, że nadal nie mógł wstać bez narażenie się na pośmiewisko - Zmienię jednak temat, jeśli można. Jak się ostatnio miewacie? Dawno się nie widzieliśmy, od spotkania w Klinice minęło trochę czasu. - posłał im lekki uśmiech - Lusianie, czy czujesz się już lepiej? Wieść o twoim złym stanie naprawdę mnie zaniepokoiła.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Sob 13 Kwi 2019, 10:13

Uśmiechnął się lekko, widząc jak młody przeprasza i że nie trzeba mu tłumaczyć dlaczego ma przepraszać, skoro chciał tylko pomóc.
Westchnął jednak znów, słysząc zawodzenie dziecka - wilk to ten duży pies, który mieszka w lesie i poluje na te szybkie, rogate - powiedział bez większego zamysłu. Widział, że młody to w siebie wpycha. Widać, że bardzo go ubodło to, że Cierniula się na niego zdenerwował. W końcu więc pogładził go po włoskach, starając się uspokoić - no już nie wyj tak - uśmiechnął się do niego, zupełnie inaczej niż poprzednimi razami. Gaw chyba pierwszy raz mógł zauważyć jak wyglądał Lusian, patrząc na Krissa. Czyżby w końcu przyjął Cośka? A może tylko udawał, żeby ten się zamknął - jeszcze możesz pokazać Księciu, że jesteś już duży, ale nie wyjąc jak szczeniak i podkulając ogony. To jak będzie? - Wskazał na Ciernia, gdy ten dochodził do siebie po czym zwracał do dzieciaka. Sam zakrył nos na czas otwierania butelki. Nie lubił tego zapachu, nawet na odległość. Wolał więc przeczekać, aż przedmiot wróci do właściciela.
Podniósł wzrok na gospodarza, a z jego oczu zniknęło wszelkie rozbawienie. Pośmiał się w duchu i już wystarczy. Nadal średnio mu się tutaj chciało siedzieć. Westchnął szybko i zaczął bawić się łyżką, w pustym talerzu po zupie - czuję się...normalnie, jednak denerwuje to, że muszę chodzić na razie o lasce, bo kość nie jest idealnie złożona, więc muszę się to tego przyzwyczaić - wzruszył ramionami - jednak nie przez niekompetencję lekarzy, a przez idiotę, który pomylił ją z tarczą strzelniczą - upił trochę swojego napoju - tęsknię za treningami ale chyba zabiorę się za nie dopiero gdy wrócę z pracy, bo muszę w końcu, po dwóch latach przerwy do niej wrócić - wyszczerzył zęby - do tego jestem teraz cały w nudne wzorki, ale kiedyś zejdą - powiedział i zerknął na Gawaina. W końcu tylko on wiedział, co śniło się Demonowi bardzo często. Jak rzucał się w łóżku tak, że pewnie nie raz, nawet pod postacią Luci boleśnie go uderzył albo nawet zrzucił z łóżka. Było to coraz rzadsze, ale nadal się zdarzało.
- A jak tam Twoje plecy, Książę? - zmienił temat z siebie na Gospodarza znów - Bianka już Cię nie musi katować swoimi trunkami? - zapytał, uśmiechając się półgębkiem.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 109
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pon 15 Kwi 2019, 11:40

- Nie polowator...Łowczy albo myśliwy - pouczył go, gdy już przetrawił dziwne słowo. Nie mówił nic na temat bezpieczeństwa. Wprowadziłby szereg zmian, ale musztrowanie rodziny, niczym stary i zwichrowany wojskowy, najprawdopodobniej doprowadziłoby do jej rozpadu. Zresztą uważał to pojęcie za przereklamowane. Nie da się być bezpiecznym zawsze i wszędzie.

Usłyszawszy przeprosiny, Keer nieznacznie się rozluźnił i przestał stać, jakby przybito mu deskę do kręgosłupa. Jego uwaga od razu przeniosła się na adresata formułki, gdyż słowo Aerona było tu prawem. Nawet jeśli uważał przeprosiny za zbędne, bez nich Gawain nie czułby się komfortowo zostając na zamku w charakterze gościa.
Kogitsune wpadł w panikę. Zaczął jeść, ale na jego buzi było widać, że sens wypowiedzi Yako dopiero do niego docierał. Pomiędzy kolejnymi łyżkami stale powtarzał jedną frazę. Strach był prawdziwy, ale za jakiś czas Kogitsune sam będzie się z tego śmiał, tak jak teraz Cień. Za to Yako nagle wydał mu się niezwykle łagodny i czuły. Chyba pierwszy raz okazał Cośkowi tyle ciepła i zrozumienia, a Cień nie był o to zazdrosny.
Gawain przez krótki moment sądził, że Aeron nie przyjmie pomocy. Dotyk musiał całkowicie zamroczyć mu umysł. Dziwne, że zwyczajnie nie okuł rogów lub nie zamówił na nie specjalnych bransolet, którymi mógłby je osłaniać. Koniec końców jednak zdecydował się na wciągnięcie drażniących wyziewów i powoli odzyskiwał rezon. Cień schował buteleczkę do kieszeni i usiadł na swoim miejscu. Lisy znów mogły odetchnąć pełną piersią.
Podziękowanie Aerona trochę go zaskoczyło. Nie dalej niż minutę temu próbował ignorować swój stan, a teraz skinął mu głową. W zasadzie Keer nie wiedział po co. Wszyscy byli facetami i prócz Cośka - bo on znał się na lisach - wiedzieli z czym wiąże się podniecenie. Może okoliczności były trochę dziwne, ale wystarczyło, że Cierń myślał w tym momencie o czymś innym niż jedzenie i rozmowy.
- Biorąc pod uwagę ilość nowości i zmian, to całkiem dobrze. Co prawda wolałbym... - na krótki moment przeniósł spojrzenie na Cośka - żeby postępy były nieco szybsze i większe, ale i tak przerosły moje oczekiwania. Zaczynam się zastanawiać nad zatrudnieniem pomocy nie tylko w domu, ale i w mojej pracowni. Nie chciałbym zostawiać mieszkańców Mrocznych Zaułków bez pomocy, choćby okazjonalnej. Nie dam rady robić wszystkiego sam... przynajmniej nie bez bilokacji! - zaśmiał się gorzko. Chciał jeszcze coś dopowiedzieć, ale poczuł, że ktoś próbuje się z nim skontaktować, a po chwili w jego umyśle rozbrzmiał czyiś głos. I nie przynosił dobrych wieści. Serce zabiło mu mocniej, a kontury nabrały ostrości. Adrenalina uderzyła, ale nie miał gdzie spożytkować energii. Krzesło nagle stało się niewygodne. Jeśli zwykle z nerwów miętosił mankiety, to teraz prawie za nie szarpał. Chciałby się zerwać, organizować i pomóc, ale szybko uzmysłowił sobie swoje położenie. Nikt z zebranych tu osób nie wiedział, że jest w SCRze. Był na krańcu świata, na Kryształowych Pustkowiach. Nie miał wymówki, a kontakt telepatyczny to nie chleb powszedni. Cierń i Yako zaczęliby grzebać głębiej niż dotychczas.
Czy gdzieś w okolicy był jakiś odłamek Bramy? Nie miał pojęcia, a jednostka SCRu, z którą współpracował wcześniej pewnie już dawno się przeniosła. Nie mógł prosić o pomoc i kierunki. Nie mógł uciec przez Krainę Snów, bo nie wiedział gdzie wyląduje i jak daleko. Konno, nawet bez powozu, jechałby co najmniej kilka dni. Dodatkowo Cierń mógł się na niego śmiertelnie obrazić, a wiadomo, że lepiej agenta zabić niż ujawnić istnienie stowarzyszenia. Skazany za obrazę majestatu raczej nie liczyłby na taryfę ulgową. Jestem w ciemnej dupie. Czemu w ogóle to odebrałem?!
Żadne rozwiązanie nie wydawało się być wystarczająco dobre. Jeśli atak przeprowadziła MORIA, jego późne przybycie niewiele zmieni, a jeśli ktoś inny, posiłki nadejdą z Wieży.
Czuł się z tym fatalnie. Całkowicie rozdarty i to na tyle, że zaczynał wątpić w swój osąd. Co jeśli wmawiał sobie, że nie może stąd iść, bo Yako jest dla niego ważniejszy? Czy zostawiłby go tutaj, samego z Cierniem, nawet jeśli w grę wchodziło czyjeś życie? Czy to już? Czy tym właśnie jest dręczycielstwo? Zwariowałem?
Nieobecny duchem siedział, jakby ktoś przykleił go do oparcia. Słuchał, ale nie słyszał. Dochodziły do niego tylko strzępy rozmów. Odruchowo uśmiechał się, gdy robił to ktoś inny. Kiwał głową lub obracał ją w kierunku, z którego dochodził głos. Jednak jego spojrzenie było puste, bo oczyma wyobraźni widział jeden z wielu scenariuszy rozgrywających się w jego głowie. Wszyscy możemy być w ciemnej dupie... ale nie zostawię Go, gdy może mnie potrzebować najbardziej...
Wpatrywał się w Yako. Może będą musieli uciekać. Nieważne. Byle z Nim.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 2 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 2 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 2 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 125
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Pią 19 Kwi 2019, 12:42

Jak skamieniały patrzył na rękę sięgającą po fiolkę. Może Cierń sam wymierzy karę skoro to jemu Cosiek zrobił krzywdę. Na szczęście naczynko nie powędrowało w stronę chłopca, a ten ledwo się powstrzymał od westchnienia ulgi. Gdyby zaczerpnął głębiej powietrza to na pewno zapach by go poraził, tak jak wiele razy wcześniej, a nie tylko przesłonił przystojną twarz księcia.
Pocieszenia Lusiana nie za bardzo pomogły. Co prawda wilki polowały zwykle na większe zwierzęta, ale lisem pewnie też by nie pogardziły. Zwłaszcza jeśli sam wlazł w ich leże.
Żołądek mu się skurczył ze stresu, jedzenie było słone, a w powietrzu nadal unosił się zapach soli trzeźwiących. Nie chciał ryzykować więc połykał zupę najszybciej jak potrafił walcząc z odruchem wymiotnym.
Skończył jeść i odsunął od siebie talerz. Dopiero teraz zorientował się, że ma policzki mokre od łez, obtarł je wierzchami dłoni i spojrzał na Ciernia. Na szczęście czarnowłosy wyglądał już lepiej i zajął się rozmową. Chłopiec od jakiegoś czasu nie zwracał uwagi na krążące nad jego głową słowa. - Przepraszam. Cosiek nie chcieć. Nie zrobić tak więcej. - wciął się w rozmowę. - Cosiek zjeść wszystko. Dobre. Dziękuję. - podziękował mimo, że zmusił się do jedzenia. - Wilk nie zjeść Cosiek? Cosiek nie koniec. - chciał się upewnić, że wszystko zrobił dobrze.

Walentynki 6/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Aktualny ubiór : biała yukata, złoto-granatowe kimono i drewniane sandały (geta)
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Pod ręką : .
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 19
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Sro 24 Kwi 2019, 20:49

Płacz dziecka był... irytujący. Aeron starał się nie zwracać uwagi na wycie malca, który najwidoczniej poczuł się źle i postanowił głośno to zamanifestować. Upiorny nigdy nie przepadał za dziećmi, a tylko dlatego, że nie wiedział jak odczytywać ich sygnały. Nie potrafił się nimi zajmować. Kilka sytuacji w których był zmuszony do opieki pokazało, że nie było aż tak źle jak przeczuwał, że będzie. Ostatecznie po prostu spędzał z nimi czas, starał się nie używać trudnych słów i jakoś udawało się spełnić zadanie. Gdy dowiedział się, że w Klinice przebywa jego kuzynka, coś w jego wnętrzu zacisnęło łapę na sercu i żołądku. Stresował się pierwszym spotkaniem i każdym, mimo iż na razie wszystko szło gładko. Ale może po prostu Abigail była takim wyrozumiałym dzieckiem? Może miał szczęście i trafił na wyjątkową dziewczynkę?
Co chwilę zerkał na płaczącego Cośka i uśmiechał się lekko, zmuszając się do zachowania spokoju. Mały wył, powtarzał coś w przerwach między szlochem. Przed chwilą złapał go za rogi przez co Arystokrata był zmuszony ujawnić swoje karty i bardzo nie podobał mu się taki obrót wydarzeń. Starał się zmienić tok rozmowy skupiając uwagę Gości na innym temacie ale czuł... oczami wyobraźni widział spojrzenia kryjącej się za drzwiami pomieszczenia, podsłuchującej Służby. Słyszał ich stłumione śmiechy, szepty. Co będzie dalej? Jak mają szanować Pana, który od zwykłego chwytu za rogi wzdycha jak łomotana w stodole przez byle pachołka dziewka?
W pewnym momencie nie wytrzymał i obrzucił chłopca surowym spojrzeniem. W tej chwili był skłonny zrozumieć co kierowało jego dziadkiem, który krzykiem i karami cielesnymi chciał na małym Aeronie wymusić by był twardy i nie płakał z byle powodu.
- Dosyć. - powiedział, ostrzej niż zamierzał bo ból głowy zaczynał powoli ściskać jego umysł, nie pozwalając na trzeźwe myślenie - Jak chcesz dołączyć do mojego stada złożonego z drapieżników, skoro kniazisz jak zraniony zając? - sięgnął po kielich i upił łyk wina - No, chyba, że chcesz zająć miejsce Omegi. Caius się ucieszy. - dodał, uśmiechając się a w jego oczach pojawił się złośliwy błysk.
Przez chwilę jeszcze patrzył na Kogitsunemaru po czym odwrócił wzrok i wypuścił powietrze, jakby w ten sposób chciał pozbyć się napięcia.
- Słyszałem nieco o twojej pracy, Gawainie. Niewiele, bo niespecjalnie zagłębiałem się w temat i będę zachwycony, jeśli opowiesz mi więcej, ale nie chcę cię do niczego zmuszać. - podjął po chwili, w odpowiedzi na słowa Cienia - Nie jesteśmy przecież na przesłuchaniu. - dodał z uśmiechem.
Wieść o tym, że Demon jest zirytowany swoim stanem nie zdziwiła rogatego. Każdego denerwuje, gdy nie może być w pełni sprawnym. Stąd też sam Aeron zwlekał z wizytą w Klinice, chcąc udowodnić, że sam poradzi sobie ze swoją niedyspozycją.
- Znam ten ból, Lusianie. Sam też chętnie wróciłbym do treningów, ale jest jeszcze za wcześnie. - wyjaśnił - Jestem już co prawda sprawny, ale polecono mi, żebym się nie forsował. Nie mogę więc ćwiczyć ale nie zabroniono mi udziału w turniejach czy polowaniach, dlatego jakoś udaje mi się obejść zakaz.
W międzyczasie, rozległo się pukanie. Dość charakterystyczne, dlatego Aeron machnięciem dłoni odblokował drzwi prowadzące do Kuchni. Do sali zaczęto wnosić kolejne półmiski i zabierać puste naczynia. Aeron nie tknął zupy, nie był głodny ale z chęcią spróbuje drugiego dania, dlatego kiedy jedna ze służek postawiła przed nim talerz, podziękował grzecznie i przyjął naczynie.
Nie trzeba było czekać długo, bo już po wniesieniu licznych mis z sałatkami i dodatkami, na wózku wjechało danie główne - pieczony bażant złocisty, któremu po upieczeniu wbito w kuper jego mieniące się czystym złotem piórka. Nieoskubana główka z pięknym czubem ustawiona była ku górze, przez co ptak wyglądał jakby krzyczał. Na swój sposób makabryczny obrazek, ale cóż poradzić? Caius lubił popisywać się swoimi umiejętnościami kulinarnymi.
Wózek pchał nie kto inny a Wilk, we własnej osobie. Ubrany był w ciemnogranatowy uniform kucharza, długie włosy miał w połowie zebrane i spięte w kucyk, reszta opadała na ramiona. Złociste ślepia świeciły w półmroku kiedy zerkał w każdą ze stron, nieufnie sprawdzając pozycje pozostałych służących.
Podjechał bliżej i kiedy zobaczył Lusiana posłał mu zadziorny uśmieszek, dopiero później ujrzał Gawaina któremu zwyczajnie się pokłonił bez słowa. Kiedy zauważył ostatniego z Gości, zmrużył oczy i wyciągnął lekko szyję a skrzydełka jego nosa poruszyły się na znak, że węszy.
Aeron przyglądał się towarzystwu, jego uwagę w szczególności przykuło zachowanie Cienia. Powiedział coś nie tak? Coś, co go uraziło? A może po prostu Keer nie najlepiej czuł się w jego towarzystwie?
Przywołał gestem służącego i cicho polecił, żeby rudowłosemu polać czegoś mocniejszego. Może po alkoholu się rozluźni. A żeby nie był sam, również i Lusian dostał mocnego trunku. Vaele wolał pozostać przy winie.
- Kogitsunemaru, jeśli chcesz, sam możesz zapytać Wilka, czy chce cię zjeść. - powiedział nagle, wskazując na Caiusa na co tamten uśmiechnął się kącikiem ust, gdy stawiał potrawę na stole.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Czw 25 Kwi 2019, 08:41

Sam już tracił cierpliwość, ale widział jak w Gospodarzu się gotuje. Czekał więc aż on wybuchnie i gdy już to zrobił, Demon uśmiechnął się delikatnie, popijając napój. Nie chciał już dobijać młodego, ciekawy jak on w ogóle na to zareaguje. Że jednak przeniesienie się do stada jest bardziej wymagające niż mu się wydawało.
Zerknął na ukochanego, gdy ten został zapytany o pracę. Wiedział, że jest przewrażliwiony na ten temat, więc tylko analizował to co się dzieje z rudzielcem. W razie czego spróbuje zmienić temat, ale wiedział, że Cień nie lubił jak mu się wtrącał w słowo i do tego że ratował go jak małe dziecko. W końcu nie potrzebował raczej pomocy...jak co to coś wymyśli, a przynajmniej się postara.
Uśmiechnął się i spojrzał na Gospodarza swoimi krwistymi oczyma - lepiej uważaj, żebyś znów nie miał problemów z plecami. Jeśli przedobrzysz to możesz się pożegnać z pracą w Gwardii albo o panienkach. Po prostu będziesz przypięty do fotela na kółkach i już nic nie zrobisz - wzruszył ramionami i upił soku - ja na razie mogę pomarzyć o polowaniach i nie mam jak ominąć zakazu, bo mam takiego rudego strażnika - wyszczerzył zębiska - poza tym jak przesadzę, to raczej mogę pożegnać się z nogą - wzruszył ramionami. Nie chciał tracić kariery ani w ogóle możliwości przebywania w Świecie Ludzi. Tego by chyba nie przeżył...
Sam uśmiechnął się wrednie, widząc niebieskowłosego. Ciekawe co takiego tym razem nawyczyniał w tej kuchni. Powęszył zaciekawiony i lekko się oblizał. Ciekawe tylko czy Caius dostosował się do prośby, by nie przesadzać z przyprawami by Cosiek mógł też coś zjeść. Choć patrząc jaki jest wystrachany to raczej będzie to tudne...
Przyjął trunek i upił trochę - nie za wcześnie trochę na coś mocniejszego? Jak tak dalej pójdzie to zanim dojdziemy do deseru to będę tutaj leżał pod stołem i Gawain będzie musiał mnie cucić - spojrzał na kochanka rozbawiony. Wiedział, że ten raczej nie będzie chciał pić. Był gotowy w każdej chwili porwać jego szklankę, w razie czego. I tak wyszedł już na kogoś niewychowanego, więc co mu szkodzi?
Szturchnął chłopczyka, gdy Cierniuch zachęcił go do zadania pytania - pokaż, że jesteś lisem, a nie zającem - dodał jeszcze od siebie.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 109
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Czw 25 Kwi 2019, 10:48

Ani płacz Kogitsune, ani gniewny ton Aerona nie wyrwały Keera ze stuporu. Dopiero na dźwięk własnego imienia spojrzał na zebranych przytomniej. Milczał przez chwilę i patrzył to na Ciernia, to na Yako. Musiał zebrać się w sobie i przypomnieć sobie czego dotyczy rozmowa. Erm... tak! Praca!
- Naprawdę nie ma w niej nic interesującego. Ktoś płaci, ja idę i sprzątam. Tylko nie tutaj... nie zajmuję się Lustrzanami - powiedział bezwiednie. Już miał mówić dalej, ale tylko otworzył szerzej oczy. Nie był wystraszony, bo Vaele i Yako wiedzieli czym się zajmuje, a zaskoczony swoją reakcją i brakiem czujności. Machnął ręką. - Och. Chodziło ci o tamtą. - zreflektował się i poprawił na krześle. - Ta jest jeszcze nudniejsza i bardziej czasochłonna. Zbieram i przerabiam zioła sam. Przydałby mi się ktoś kto potrafiłby przejrzeć zbiory, doglądać spraw zaopatrzeniowych i dostarczać zamówienia do klientów. Może zorganizować paru zielarzy, którzy dostarczaliby mi pospolitego surowca. Specyfiki wolę tworzyć sam - wtedy zawsze mam pewność, że są odpowiednio przygotowane. A tak poza tym? Lubię chodzenie po lasach i ciężar tłuczka. - Uśmiechnął się blado, a kąciki jego ust zadrżały. Spojrzał na kielich z winem. Sięgnąłby po niego, ale cały się trząsł. Czy to naprawdę początek wojny? Wróg był u ich bram. Nie potrzebował przejścia, Yako również, ale co zrobią z Cośkiem, jeśli będą musieli uciekać? Nie chciał znów patrzeć na odbieraną mu rodzinę.
- Gdyby nie ten strażnik, najpierw musiałbyś ominąć samą śmierć, żeby myśleć o nodze - wytknął z uporem i determinacją. Utrzyma go w zdrowiu i przy życiu, nawet jeśli będzie musiał być wredny, chłodny i nieprzystępny. Yako psioczył na niego, ale w końcu zaczął doceniać jego starania. Chociaż tyle dobrego w tym okropnym dniu. - Jeszcze trochę i będziesz mógł i musiał ćwiczyć, żeby ją wzmocnić - starał się pokrzepić Demona.
Patrzył na stawiane przed nimi dania. Sałatki, dodatki, sosy... dużo zachodu jak na jeden obiad. - Ciężki macie żywot... nie dość, że musicie jeść codziennie, to jeszcze dbać o odpowiednią dietę. Nie wyobrażam sobie bycia głodnym co kilka godzin. - skomentował i westchnął. Sam nie miał zamiaru już niczego jeść, zresztą jego zaciśnięty żołądek odrobinę protestował. Przelotnie spojrzał na Vaele i na postawione przed nim ciężkie szkło. Aż tak słabo się krył? Źle ze mną...
Powiódł wzrokiem za pieczonym bażantem. Wyczuwał wiele ziół. Miały mocny zapach, ale niezbyt wyrazisty smak. Wystarczające by podkreślić walory potrawy i ich nie zagłuszyć. Skinął głową Caiusowi. Jego oczy również były przystosowane do widzenia w mroku, lecz miały złoty odblask. Cień ocenił też posturę Wilka. Był masywny i sprawny. Każdy kto chciałby go zjeść, wpierw musiałby się sporo namęczyć. Tym bardziej nie rozumiał nerwowości służby, gdy byli w jego towarzystwie.
- Jeden nam nie zaszkodzi - prychnął i upił porządny łyk. Patrzył znad szklanki prosto w oczy Yako, błagając w myślach, by dał mu święty spokój. Z prawdziwą przyjemnością leżałby pod stołem. Zapomniałby o świecie i starał się, by świat zapomniał o nim. - To nie przesłuchanie, więc rozwiążesz mi język w inny sposób! - zaśmiał się, by znów przechylić szklankę i pozwolić palącemu ciepłu się w nim rozlać. Z przykrością stwierdził, że upija się wolniej niż zazwyczaj. Do diaska, mógł nie jeść!
- Cośku, żartują tylko. Nikt cię nie zje. - uśmiechnął się do dzieciaka. Pragnął widzieć ich szczęśliwych i zadowolonych - drugi powód, by się upić i przestać stresować towarzystwo swoim zachowaniem.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 2 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 2 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 2 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 125
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Czw 02 Maj 2019, 18:17

Struchlał pod spojrzeniem czarnowłosego, a ostre słowo zadziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Nie zrozumiał treści reszty reprymendy, ale sam jej ton wystarczył. Jakimś cudem przestał płakać, ale strach go nie opuścił. Nie chciał bardziej złościć tęczowookiego bóstwa. Głośna histeria w jednej chwili zmieniła się w stupor. Chłopiec wpatrywał się w opróżniony talerz kiwając się do przodu i tyłu, łzy nie płynęły mu już po twarzy, ale zaciśnięte piąstki drżały od powstrzymywanych emocji.
Pogrążony w swoim nieszczęściu nie zwracał uwagi na to co dzieje się dookoła. Słowa gdzieś tam szumiały, ale nie docierały do jego uszu. Został odrzucony. Tylko tyle wiedział. I tylko tyle się teraz liczyło. Chciał tylko pomóc a zniszczył wszystko. Nie miał pojęcia jak udobruchać księcia, skoro ten nie lubił być przytulany. Jakich słów użyć? Przecież przeprosił, niewiele więcej mógł zrobić. Nie potrafił mówić tak ładnie jak wszyscy inni na około. Ba! On nawet nie rozumiał połowy tego co mówiono do niego! Do tej pory jakoś mu to nie przeszkadzało, ale teraz okazało się gwoździem do trumny. Już nigdy nie uda mu się dostać do tego stada! Żyć w tej przepięknej wielkiej norce u boku największego alfy świata!
Przegapiłby cały orszak, gdyby nie ręka, która znikąd sięgnęła po jego pusty talerz. Niepewnie rozejrzał się dookoła. Czy to już? Odmówią mu jedzenia? Wcale by się nie zdziwił, gdyby jako niegodny został odsunięty od stołu. Położył po sobie uszy i już miał wstać, kiedy postawiono przed nim nową zastawę. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że na dzisiejszy posiłek zaplanowano więcej niż jedno danie. Podziękował za nowy zestaw naczyń jednocześnie rzucając nieśmiałe, ale pełne nadziei spojrzenie panu domu. Może nie wypadł jeszcze całkiem z jego łask?
Korowód z jedzeniem ciągnął się i ciągnął. Chłopiec chyba jeszcze nigdy nie widział tyle jedzenia na raz. Obserwował pochód z zainteresowaniem, ale spokojnie. Nie chciał znowu narozrabiać.
- Ptaszku z piórkami dobre! - Wypalił do Gawaina wskazując na wózek. Już miał dodać jeszcze jakąś uwagę, która pozwoliłaby mu później konsumować zdobycze w całości, kiedy zauważył kto pcha wózek. Zapach wielkiego drapieżnika nie był zbyt mocno wyczuwalny przy tylu innych istotach i frykasach, ale wystarczył by instynkt liska zadziałał. Cosiek zacisnął mocno ręce na siedzisku krzesła i przygryzł wargę walcząc z chęcią ucieczki pod stół. Wszystko od kitek ogonów po końcówki rudych uszu kazało mu wiać gdzie pieprz rośnie. Z dużym ptakiem pewnie mógłby sobie poradzić, ale co może zrobić mały lisek w obliczu wilka? Zapytać czy przypadkiem nie ma ochoty go zjeść? Dobre sobie!
Słabo uśmiechnął się do Gawaina w podziękowaniu za rozjaśnienie sytuacji. Poczuł się odrobinę lepiej, ale nie na tyle by całkiem się opanować. Zwinął ogony tak mocno, że niemal bolały i podwinął je pod siedzenie. Uszy przycisnął na płasko do głowy, a oczy zacisnął tak szczelnie, że za powiekami majaczyły mu kolorowe plamki. Oddychając bardzo szybko i płytko starał się przeczekać, aż zagrożenie minie. Może wilk nie zainteresuje się tak małą przekąską?

Walentynki 7/7
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Aktualny ubiór : biała yukata, złoto-granatowe kimono i drewniane sandały (geta)
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Pod ręką : .
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 19
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Czw 02 Maj 2019, 21:03

Cosiek chwilowo spadł na inny tor. Aeron przestał się nim interesować, bo malec wreszcie przestał płakać. Może i zasługiwał na pochwałę, ale nie w gestii Arystokraty było, by go chwalić. Nie był jego wychowankiem, to Yako albo Gawain powinni panować nad jego zachowaniem.
Jednocześnie nie oceniał. Chłopiec przyznał, że jest Przybłędą, jego Opiekunowie tłumaczyli, że bardzo starali się przyzwyczaić go do nowego otoczenia, uczyli go dobrych manier i byli na dobrej drodze, by go naprostować. Dlatego też w obliczu tego co się stało, Upiorny uznał, że nie będzie drążył tematu. Tak będzie lepiej i dla niego, i dla dziecka. Kogitsunemaru był wystraszony ale sam musi zrozumieć, że nie ma czego się bać. Najlepiej wskoczyć na głęboką wodę, żeby przekonać się, że nie jest ona taka zabójcza, jeśli podejść do tematu ze spokojem.
- Myślę, że moja kariera w Gwardii powoli dobiega końca. - przyznał w odpowiedzi na słowa Demona - Nie powiem, było to ciekawe doświadczenie, ale każdy w końcu dojrzewa do momentu, kiedy chce zmienić drogę. Ja chyba właśnie dotarłem do końca obranej kilkaset lat temu ścieżki Gwardzisty i pragnę zmian. - dodał uśmiechając się zagadkowo - Czasy się zmieniają i trzeba wziąć to pod uwagę. - spojrzał na Gawaina i to na nim zawiesił oko - Niebawem pewne usługi będą bardzo w cenie, mój drogi. Weź to pod uwagę. Arystokracja powoli zaczyna się dusić w swoim towarzystwie, trzeba nam świeżego powietrza. Dlatego kiedy przyjdzie odpowiednia pora, pamiętaj o moim podarunku i przyjaźni. Cenię sobie lojalność. - zęby błysnęły w uśmiechu.
Rogaty miał nadzieję, że Cień pojął aluzję. Był w końcu inteligentny, nawet jeśli czasami zachowywał się jak osioł.
Vaele przysunął sobie kielich ale zaczął się bawić naczyniem, przechylając je na boki. Patrzył na poruszającą się resztkę napoju, która poddawała się odchyleniom i poczęła tańczyć wewnątrz, zataczając kręgi.
- Mówisz to tak, Lusianie, jakbym nie robił nic, jeno bałamucił napotkane damy. - stwierdził zerkając na Demona - Dziękuję, że masz o mnie tak wysokie mniemanie, ale nie jestem tak wielkim ruchaczem, jak może się wydawać. Nie stronię od kobiet, ale dałem sobie spokój z przelotnymi romansami. - uśmiechnął się promiennie - No, przynajmniej z części romansów. Niektóre należą do Gry i chciał, nie chciał... muszą trwać.
Był ciekaw, czy mężczyźni wiedzą czym jest wspomniana Gra. Gawain mógł, był na tyle obrotny i często przebywał w przeróżnym towarzystwie... Mógł słyszeć o zabawie Arystokratów. Igraszce, która mimo niepoważnej nazwy, była inicjatywą bardzo, bardzo poważną. I nie chodziło o zwykłe dworskie gierki, ukłony i sztuczne uśmiechy. Gra była walką o sojusze.
- Nie jest tak źle, póki masz kogoś, kto przygotuje ci jedzenie. - zdobył się na szczerość i posłał uśmiech Caiusowi i układającym dania służącym - Gorzej, kiedy samodzielnie musisz coś upolować, oprawić i przyrządzić by było na tyle zjadliwe, by przeszło przez gardło. Ja jestem beznadziejnym kucharzem. - zaśmiał się lekko - Dlatego, dla bezpieczeństwa przyjaciół i gości, gotuje Wilk. - wskazał Kucharza na co niebieskowłosy skłonił się lekko.
Kiedy dania zostały już ustawione, Aeron skinął by służba każdemu podała po porcji. Na początek niewielkiej, bo w razie potrzeby każdy dostanie dokładkę.
Pojawienie się mocniejszego trunku wzbudziło ciekawość Demona i nie omieszkał on skomentować tego wyboru.
- To dla rozluźnienia. Przecież nie upijemy się kilkoma łykami. - podniósł dłonie w geście rezygnacji - W razie czego, zaniesiemy was na spoczynek. Wolnych komnat jest tutaj aż nadto. Wasze zdrowie! - uniósł swoje naczynie i jednym haustem wlał sobie jego zawartość do gardła. Alkohol palił, ale w przyjemny sposób. Aeron czuł, że w ten sposób atmosfera trochę się oczyści.
Pamiętał czasy szkolenia wojskowego kiedy wódka była najlepszym lekarstwem na wszelkie niesnaski. Może Keer nie był żołnierzem, ale pewnie podobnie jak oni potrafił docenić dobrą gorzałę. Zwłaszcza kiedy stres zjadał od środka.
Arystokrata miał jednak wrażenie, że oprócz stresu związanego z przebywaniem tutaj, chodziło o coś jeszcze. Gawain ochoczo zgodził się na picie i nawet zażartował co pewnie nie byłoby dziwne, gdyby nie ich napięta relacja. Tęczowe oczy skierowały się w stronę Cienia i przez chwilę Thorn obserwował uważnie rudowłosego. Po chwili pochylił się i nalał mu kolejną porcję, również i Yako dostał dokładkę. Kto wie, może naprawdę po pijaku rudzielec będzie bardziej rozmowny?
Kątem oka zerknął na Cośka. Dzieciak nagle skulił się i zamknął oczy, jakby czekał na cios. Arystokrata westchnął cicho.
- Nie dziwne, że mały tak się zachowuje. - stwierdził nagle Caius, śmiało wtrącając się z opinią - Niepotrzebnie go mną straszyłeś, Książę. Nie jadam dzieci. - dodał i dosłownie jak pies, potrząsnął głową roztrzepując włosy na boki.
Rogaty wzruszył ramionami i zabrał się za swojego bażanta. Na chwilę umilkł, czekając na jakiekolwiek zaczepki ze strony Gości, bo nie chciał męczyć ich wymuszoną rozmową. Jeśli mieli ochotę o coś zaczepić, był gotów kontynuować bo pogawędka była wyjątkowo miła i odprężająca.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Pią 03 Maj 2019, 11:24

Lis podniósł jedną białą brew, słysząc, że Cierń już planuje koniec swojej kariery - co planujesz takiego robić? Uprawiać kryształy? - zapytał, ale z jego twarzy nie dało się wyczytać czy żartuje czy nie. Zadał po prostu pytanie nie wygłupiał się przy nim. Wiedział, że musi stonować, a do tego naprawdę nie czuł się na siłach na cokolwiek.
Westchnął i pokręcił głową - nie o to mi chodziło - powiedział i spojrzał mu w oczy - raczej o to, że ja kogoś znajdziesz, to raczej ciężko by Ci było ją zadowolić...poza tym i treningach, jeździe konnej czy nawet tym, żebyś dał radę wejść po schodkach samodzielnie - mówił całkowicie poważnie. Wiedział, że było wiele władców, którzy mieli jakieś defekty, ale patrząc na Ciernia...on nic nie będzie mógł zrobić jeśli przesadzi. Yako straci tylko nogę...ale będzie mógł się poruszać.
Na Grę nawet nie zareagował. Sam kiedyś był panem na zamku, ale to nie jest życie dla niego. Bardzo szybko mu się znudziło, więc też nie musiał się a tak tym wszystkim przejmować.
Uśmiechnął się do kochanka - trzymam za słowo - powiedział. Gawain mógł widzieć, że Demona już nosi. Gdy spał, prawie zawsze miał koszmary. Musiał się zmęczyć...a był zmuszony by jak najwięcej odpoczywać, Miał już tego szczerze dość...był zmęczony tą bezczynnością.
Uśmiechnął się kącikiem ust. Słowa Cienia były skierowane tylko do Gospodarza oraz Liska. W końcu i Gaw i Lusian nie musieli jeść. Żywili się sobą nawzajem i tak było dla nich najlepiej, choć Yako musiał niestety czasem zjeść kogoś innego. Jego dieta była dość niszcząca dla jego żywicieli.
Spojrzał na kucharza i skinął mu głową. Wilk naprawdę dobrze gotował, a to co robił karmiło nie tylko ciało ale i oczy. Czasami aż trudno było zmusić się do tego, aby zniszczyć te dzieła sztuki.
Zmarszczył brwi, gdy Gawain postanowił, że jednak będzie pił. Coś było nie tak i to bardzo. Zazwyczaj rudzielec unikał alkoholu w szczególności przy takich spotkaniach. Coś zjadł, więc nie upije się od razu, ale i tak. Niezbyt to się podobało Demonowi. Będzie musiał go pilnować.
Przyjął dolewkę, ale nie pił. Alkohol na niego ani trochę nie działa, nie w takich ilościach, ale i tak wolał zachować pozory.
Widział ja Cosiek się stresuje. Podniósł go z krzesła, nawet jeśli musiał to zrobić siłą i posadził sobie na kolanach. Przytulił go do siebie i zaczął głaskać po ryżych włoskach - słyszałeś? On Cię nie zje - mówił mu do ucha. Spokojnie i łagodnie - no już...przepraszam, że Cię wystraszyłem - dodał jeszcze. Spojrzał na Wilka po czym wrócił do malucha - wiesz co? Myślę, że jak zjesz ładnie ptaszku, to będzie coś słodkiego. Wilk robi bardzo smacznego słodkości, chcesz spróbować? - może to odwróci jego uwagę.
Podniósł wzrok na kucharza - w sumie to ja go nastraszyłem. Nie za bardzo mam doświadczenie w zajmowaniu się dziećmi - podrapał się zakłopotany po tyle głowy.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 109
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pon 06 Maj 2019, 13:48

Cosiek, ich przyszywany syn, kiwał się jak wańka-wstańka. Dochodzić co mały sobie ubzdurał będzie później, wieczorem, gdy chłopak się uspokoi i znajdzie w bezpiecznej przestrzeni, w której nie ma gniewnych krzyków, przydługich sformułowań i wilków. Nie nachylał się do niego przez stół, bo sam pewnie zaczynał śmierdzieć stresem i strachem, za silnymi by perfum mógł ukryć je przed lisimi nosami.
Zaskoczony słuchał Aerona. Opuścić Gwardię? Śmiały pomysł, który dawał Cierniowi więcej czasu na więcej knowań. - Oj zmieniają. Nawet teraz - wychrypiał ponuro, bo widmo wojny wisiało nad nimi wszystkimi. Aeron nie słyszał tego co on. Jeszcze nie wiedział. Jak odejdzie z Gwardii, gdy wzywają do walki? Zaraz by obwieszczono, że Aeron Vaele to tchórz. Niech cieszy się z tych potłuczonych pleców, bo gdy tylko będzie mógł stanąć na nogi, będą mogli po niego posłać.
Keer drżąco nabrał powietrza, zmuszając ściśnięte płuca by je przyjęły. Był tak spięty, że zaczynały go boleć mięśnie międzyżebrowe, a ramiona miał kwadratowe, wciśnięte w ramy gotowości do ataku. - Dlatego postanowiłeś ją kupić, Aeronie? - zapytał zmęczonym głosem. Czemu każdy uważał, że można go mieć? Kupić, sprzedać, zastawiać jak konia lub szafę prababki? - Dłonie trzymające ostrze, palce pociągające za spust możesz ozłocić, lecz serce które nimi kieruje musisz zdobyć - spojrzał na niego ni to smutny, ni to znudzony. - Chociaż sądząc po twoim uśmiechu to i na to masz plan. Byłbym zawiedziony, gdyby było inaczej - nie owijał w bawełnę, a na słowa o przyjaźni i podarku nawet powieka mu nie drgnęła. Jaka znowu przyjaźń? Bo go nie otruł zupą, bo nie zadźgał lub przygniótł żelastwem? Machnął delikatnie szklanką, dolał sobie, od razu wypił cały alkohol i z cichym stukiem odstawił szkło wyraźnie czymś zirytowany. Obrzucił wzrokiem służbę, Yako i Cośka. I tak powiedział już za dużo.
Uniósł brew. A nie bałamucił? Yako mu zbałamucił! Co za skurw...  Keera aż zaświerzbiły ręce, by sięgnąć po ukryte ostrze, ale w porę się opanował, a Cierń wspomniał o zakończeniu romansów. Na wzmiankę o Grze przewrócił oczami. Każdy kto poznał chociaż jednego Upiornego, zabił raz za pieniądze, żył tyle co on i miał szczęście posiadać nieszczątkową inteligencję, wiedział lub domyślał się jak wygląda Gra. Miał dość poetyckości, bezsensownego mielenia jęzorem. Czy nie mogliby już przejść do konkretów? Trzeba mi było udawać idiotę - pomyślał skwaszony - dałbym się zmieszać z błotem, podbudował jego dumę własnym kosztem, ale przynajmniej nie byłbym brany pod uwagę.
- Ja również, bo coś mi obiecałeś. Chciałbym w końcu zatańczyć z drzewcem - wskazał na Lisa palcem, biorąc uśmiech Demona za dobrą monetę. Nie chciał tylko przy nim trwać. Szybko stałby się kulą u nogi, musiał nadążać za wiekowym Yako, by ten nie znudził się zbyt szybko.
- Skoro tak mówisz, pozostaje ci zawierzyć, choć polowanie jest wpisane w moją naturę. Sny nie czekają na nikogo wyłożone na paterach - ponownie zwrócił się do Ciernia, tym razem trochę spokojniej i z pełną świadomością, że Yako myśli podobnie. Nabrał też odrobiny koloru i powoli się rozluźniał. - Ha! Żeby kilkoma! - uśmiechnął się mgliście, obserwując świetlne refleksy załamujące się na rżniętym krysztale. - Daleko zawędrowałeś - podniósł głowę - ale trunki nadal masz i to nie byle jakie! - posłał mu rekini i odrobinę nerwowy uśmiech. - Zresztą wszystko musisz sprowadzać... na tym pustkowiu naprawdę nic nie rośnie... - powiódł wzrokiem po wyłożonych potrawach. - Prócz grzybów! One się jeszcze jakoś trzymają, ale musieli je tutaj przywieźć. Może wiesz, te świecące, których używają w kopalniach. Nawet mam parę okazów - rozejrzał się po pomieszczeniu, przypominał sobie rozmiary zamku. - Jeśli piwnic nie oświetlasz płomieniem lub magią, albo masz w nich coś łatwopalnego, mógłbyś je wykorzystać. Na pewno lepiej niż ja.
Znów spiął się, a blask uciekł z jego oczu, gdy tylko przestał mówić. Lubił zielarstwo i pokrewne nauki. Odrywały jego umysł od problemów i szczerze fascynowały. - Twoje zdrowie Aeronie! - wzniósł toast i tym sposobem miał za sobą już trzy kielony. Świat powoli zaczynał się mu kręcić. Towarzystwo Aerona stało się mu milsze, podobnie jak oblicze siedzącego przed nim Demona, któremu posłał wygłodniałe spojrzenie. - Świat może się jutro skończyć... więc czemu miałbym jednak nie spróbować? Mam do stracenia tylko swoją durną dumę! - zmarszczył brwi, gdy lekko przygryzł dolną wargę. Pomysł nadal zdawał się nienaturalny, jakby zaszczepił mu go ktoś obcy, ale tylko alkohol lub Demon przed nim zdołają ułożyć go do snu dzisiejszej nocy. Czemu więc tego nie połączyć? Żywiciela też nosiło, bo cały czas siedział na tyłku i dzielnie znosił wszelkie zabiegi. Może przymknie oko na jego stan choć raz i pozwoli na popełnienie "błędu"?
Keer obserwował jak jego kochanek bierze Cośka na kolana i próbuje uspokoić. - Mnie za pacholęcia karmiono opowiastkami o Makowej Pani - wzruszył ramionami i obracał szklankę w dłoni. Jeździła krawędzią po blacie w lewo i prawo, nie wydając dźwięku innego niż cichy szum drażnionego materiału. - W porze, gdy maki osiągają pełnię rozkwitu, jeśli przyjdzie ci spać w słońcu, pod gołym niebem, przybędzie Makowa Pani, by cię uśpić i zdusić twe życie - mówił z nostalgią. Wtedy wszystko było takie proste i całym sercem zapragnął powrócić do tamtych czasów. - Wysoka jak chochoł. Z suchymi źdźbłami w miejsce włosów, zębami całymi w maku, brocząca białym sokiem...Rzecz jasna to miało uchronić mnie przed udarem, ale jeszcze przez długi czas omijałem te kwiaty - zaśmiał się krótko i pokręcił głową. Nagle szerzej otworzył oczy, skwasił usta i ciężko westchnął. - Trudno było w to nie wierzyć, zwłaszcza gdy młodsza córka sąsiadów pewnego razu przypałętała się w pobliże naszego domu się na chwiejnych nogach, blada i bełkocząca... nie dało rady. - zostawił szklankę w spokoju i umilkł, lecz na krótko. - Cały czas mnie to zastanawia Aeronie... - wypalił zatroskany - czemu w Skrzydłach Nocy tak się mnie obawiałeś, skoro sam mnie zaczepiłeś? - zakończył głębokim, mrocznym głosem.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 2 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 2 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 2 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 125
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Pią 10 Maj 2019, 14:48

Nie do końca uwierzył w słowa wilka. Gdyby to on był na jego miejscu to pewnie oszukiwałby ofiarę dopóki nie zacisnąłby zębów na jej tchawicy.
Mimo wszystko pozwolił sobie na trochę rozluźnienia i przestał zaciskać ręce na krześle.
Dał się podnieść i usadzić na kolanach Lisa. Z wdzięcznością przytulił się do mężczyzny wsłuchując się w rytm jego serca. Gawain twierdził, że posiadanie tylko jednej pompki do krwi nie jest chorobą, więc chłopiec nie przestraszył się słysząc pojedynczy rytm. Skupił się i zrównał swój puls z pulsem opiekuna. Rozejrzał się dookoła siebie, ale niestety tym razem chyba nie zniknął.
Skoro cud z kliniki nie chciał się powtórzyć, musiał wymyślić coś innego. Po raz kolejny zlustrował szybko otoczenie po czym dał nura pod stół.
Ukryty w ciemności pod solidnym meblem od razu poczuł się lepiej, prawie jak w swojej norce. Ze swojej kryjówki mógł obserwować położenie wszystkich samemu nie będąc widzianym, co jak najbardziej mi odpowiadało. Było dobrze. Trzeba by jeszcze zdobyć jakiś prowiant.
Przeraczkował do swojego miejsca i szybko wychynął spod stołu, złapał talerz z jedzeniem i wrócił z nim do kryjówki.
- Cosiek chce słodkie. Słodkie dobre. Cosiek zjeść ptaszku. - od razu wziął się do spełniania obietnicy. Mięso było nawet jadalne, chociaż jak wszystkie posiłki dwunożnych, trochę za mocno doprawione.
- Makowa Pani polowator? Bardziej silna niż Gawain? - po raz pierwszy od dłuższej chwili zainteresował się kimś innym niż Pan Domu.
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Aktualny ubiór : biała yukata, złoto-granatowe kimono i drewniane sandały (geta)
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Pod ręką : .
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 19
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Nie 12 Maj 2019, 18:22

Aeron spojrzał na Lusiana i posłał mu miły uśmiech.
- Zamierzam umocnić swoją władzę. - powiedział ogólnie - W końcu jestem Upiornym Arystokratą. Tego najbardziej pragniemy. Władzy. - nie zamierzał tłumaczyć, bo nie chciał wtajemniczać ich w swoje plany. Im mniej osób wie, tym lepiej. W razie mąk, nie wyśpiewają niczego.
Czy to takie dziwne, że po latach stagnacji zapragnął czegoś więcej? Udało mu się zdobyć zamek w Kryształowych Górach, ma nową służbę, nowych poddanych. Trzeba wszystko utrzymać w ryzach, zwłaszcza, że niebawem w jego otoczeniu pojawią się nowe osoby. Abigail w końcu dorośnie, trzeba będzie znaleźć jej godnego jej ręki kandydata. Może to przykre, ale polityka, pozostawała polityką i wydanie jej za mąż było czymś bardzo ważnym. Thorn miał w ręku ogromną kartę przetargową.
- Pieniądze otwierają wiele drzwi, wiele możliwości. - stwierdził, patrząc ze spokojem na Gawaina - Ale masz rację, serca nimi nie zdobędę. - skłonił się z szacunkiem - Każdy ma jednak coś, o czym marzy a co ciężko mu osiągnąć. Coś, co dla drugiej osoby może wydawać się jedynie igraszką, łatwą do zdobycia. - wzruszył ramionami nie patrząc na żadnego z gości.
Jedzenie było wyborne i znikało z półmisków w zadowalającym tempie. Vaele miał nadzieję, że wszyscy zgromadzeni mają miejsce na deser, Caius będzie niepocieszony jeśli jest inaczej.
Uniósł zaciekawiony brew kiedy Keer zaczął mówić o świecących grzybach. Upiorny nie był znawcą w tym temacie i nie bał się do tego przyznać, tym bardziej przyjemnie słuchało mu się o czymś, o czym nie miał wcześniej pojęcia.
- Z chęcią je obejrzę! - podjął szczerze - Obecnie do oświetlania komnat używam ognia, ale jeśli istnieje zamiennik który nie grozi podpaleniem całego domostwa, chętnie się z nim zapoznam. - ujął kielich akurat w porę, kiedy tamten wznosił toast. Podziękował za miłe słowa i kiedy tylko toast został spełniony, Aeron wzniósł własny.
- I wasze zdrowie! Dziękuję, że mnie odwiedziliście! - rzucił patrząc na każdego z osobna. Alkohol był dobry a komplementy Cienia dodatkowo sprawiały, że humor gospodarza się znacznie poprawił.
Caius uśmiechnął się do Lusiana ale nie odpowiedział na jego wyjaśnienia. Sam też nie znał się na dzieciach i nie stanowił w tym temacie żadnego autorytetu. Odszedł parę kroków i pochylił się w lekkim ukłonie, tłumacząc, że pójdzie po deser. Służący zbierali na bieżąco naczynia, a robili to tak dyskretnie, że nie sposób było, by przeszkodzili komukolwiek z siedzących przy stole.
Wtem Kogitsunemaru dał susa pod stół. Aeron w pierwszym odruchu spojrzał pod mebel by skontrolować co robi malec, ale najpierw napotkał swoim spojrzeniem... powstańca. Cóż, dotykanie rogów zawsze się tak kończyło i wyglądało na to, że nawet sole trzeźwiące nie pomogą uspokoić się ciału.
Zakłopotany wyprostował się i założył nogę na nogę, by ukryć wstydliwy fakt. Jeszcze tego brakuje, żeby dzieciak zauważył, że Upiornemu pod stołem najzwyczajniej, ordynarnie stoi.
Wsłuchał się w opowieść Keera, skupiając całą uwagę na treści. Kiwał głową, bo odnajdywał w historii kilka znanych fragmentów.
- Makowa Pani? Ja znam ją pod inną nazwą, chociaż reszta się zgadza. Atakuje każdego, kto w południe przesiaduje na polach, zwłaszcza tych, którzy nieroztropnie postanawiają uciąć sobie drzemkę w czasie pracy w polu. Nazywa się Południca, jej nazwa pochodzi od pory dnia kiedy jest aktywna. - wyjaśnił - Kiedy byłem młody widziałem kilka ofiar Południcy, dopiero po latach uzmysłowiłem sobie, że biedacy po prostu doświadczyli przegrzania. - dodał kręcąc głową i patrząc w stół - Dlatego unikam otwartych przestrzeni takie jak pola, zwłaszcza w ciągu dnia. Rogi Upiornych bardzo łatwo się nagrzewają. - wskazał ozdobę swojej głowy, chcąc odwrócić uwagę od lekkiego wiercenia się na stołku. Cholera, dlaczego był taki napalony i nie mógł poradzić sobie z... samym sobą?
I nagle Keer niespodziewanie zadał dość ciężkie pytanie. Aeron nie odpowiedział od razu, przez chwilę patrzył w twarz Cieniowi i zastanawiał się, co powinien powiedzieć. Jaki był powód jego zachowania wtedy?
- Od wielu, wielu stuleci spodziewam się płatnego mordercy, który pozbawi mnie życia. - wyjaśnił z powagą, powoli wypowiadając każde słowo przez co wypowiedź stała się ciężka, jak katowski topór wiszący nad szyją skazańca - Najlepsi w tym fachu są przedstawiciele twojej rasy, Gawainie. - dodał - Nie zdziwiłbym się, gdybyś w mroku panującym w Skrzydłach Nocy wraził mi sztylet prosto w serce, aż po rękojeść. Albo poderżnął mi gardło. - upił łyk trunku - Bo widzisz, dla niektórych jestem zwyczajnie niewygodny. Przyzwyczaiłem się do tego a jak to mówią "ostrożności nigdy za wiele". Nie odbieraj tego personalnie, w tamtym momencie nie miałem nic do ciebie a do tego, co możesz zrobić. Nigdy nie wiadomo, co nas może zaskoczyć dlatego trzeba być czujnym.

Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 62
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Nie 12 Maj 2019, 23:06

Yako przysłuchiwał się rozmowom pozostałych mężczyzn, ale nie pokazywał za wiele zainteresowania. Wolał udawać, że to nie jego sprawa i że woli skupić się na Cośku, który chyba zaczynał się uspokajać. Wtulił się w starszego Lisa, a Lusian głaskał go po włoskach i uszach, żeby czuł się bezpiecznie. By zobaczył, że tak naprawdę nic mu nie grozi.
Gdy Gawain podniósł toast, tylko uniósł szklankę z lekkim uśmiechem. Uniósł białą brew, gdy Cień spojrzał na niego...trochę niecodziennie. Przynajmniej jeśli chodzi o jego męską formę. Chyba nie pójdą grzecznie spać gdy już udadzą się na spoczynek. Uśmiechnął się kącikiem ust, tak by Cierń nic nie zauważył, ale Gawain na pewno mógł poczuć, że Yako też chętnie by pobył trochę bardziej niegrzeczny.
Gdy Lisek uciekł pod stół, odsunął się lekko i zajrzał pod mebel - Kogiś co Ty robisz? - zapytał, ale widząc, że ten raczej nic nie kombinuje to nie wyganiał go stamtąd. Zaśmiał się tylko krótko, gdy ten porwał jedzenie - ale deser zjesz z nami, dobrze? - zapytał.
- Gawain był wtedy mały, ale już jest duży i na pewno by ją pokonał - powiedział i puścił starszemu rudzielcowi oczko.
Spojrzał na Ciernia, słysząc, że u niego było podobnie. Przekręcił głowę, kończąc swój posiłek i odsuwając się lekko by służba mogła zabrać talerz. Jeśli Cosiek tez zjadł to wziął od niego również naczynie - a nie możecie sobie ich czymś wysmarować? Olejkiem...kremem? Albo ... beretem przykryć? - no cóż. Trochę pytań musiał zadań. Całkiem nie umiał się wyłączyć z rozmowy - u mnie było trochę inaczej, tak wracając do tych bajeczek - dodał i uśmiechnął się delikatnie - na polach można było spotkać piękną kobietę, która nosiła na rękach dziecko. Zaczepiała osoby i prosiła by przytuliły jej dziecko. Jeśli się to zrobiło, dziecko robiło się coraz cięższe, a nieszczęsna ofiara zamarzała z maluchem na rękach - powiedział i upił trochę trunku - Yuki-onna się nazywała. Trochę przeciwieństwo, ale coś podobnego - wzruszył ramionami.
Zaśmiał się cicho i krótko, słysząc tłumaczenie Gospodarza - Cienia się obawiałeś, ale nieznanej lisicy nie? - spojrzał mu prosto w oczy - gdybyś tylko wiedział, gdzie w czasie wojny znikali żołnierze, by zostać znalezionym sztywnymi bez żadnych ran - powiedział tajemniczo, poruszając swoją białą kitą. Na pewno zjadł wtedy też kogoś, kto służył pod tym Upiornym. Ciekawe ile mu takich dobrych zniknęło w tajemniczych okolicznościach.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 109
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pon 13 Maj 2019, 10:51

Och, a więc Gra toczyła się o wpływy. Wielkie zaskoczenie, nie ma co. Cierń zyskał zamek, służbę, swoją małą gwardię. Im więcej władzy posiadał, tym więcej uwagi i środków musiał poświęcić na ich utrzymanie i dalszy rozwój. Gawain zmrużył oczy, ujawniając delikatne zmarszczki wokół nich. Nie czuł się zachęcony propozycją Aerona, wolał trzymać się z dala od polityki i Lustrzan.
Odwrócił wzrok zmieszany i poruszony słowami Vaele. Nie odkrył przed nim żadnej nowej prawdy, ale użył prawie tego samego sformułowania, które ostatnim razem padły z ust jego przeklętego zleceniodawcy. - Owszem, ciężko się nie zgodzić, ale żadne pieniądze nie dadzą mi tego, czego chcę. - Postawił sprawę jasno i wyraźnie nie planował skoku na złoto Upiornego. - Wolałbym nie polegać na mamonie. Kupiłbym czyjeś dłonie, wcisnął im broń, ale wolałbym wyjść ze swego przedsięwzięcia żywy i z czystą kartoteką. - Posłał mu porozumiewawcze spojrzenie. Mógł grać, ale nie na pieniądze, których wcale nie miał mało.
Trochę zastanawiało go zachowanie Lisa. Ignorował tę rozmowę celowo czy faktycznie latało mu to koło ogona? Wcześniej wypytywałby go o cel, ile zajmie mu zlecenie, jak bardzo niebezpiecznie będzie. A teraz siedział niczym kobieta mafioza - udający grzecznego, zajmującego się przyziemnymi sprawami, głupiutkiego i nieświadomego. Jeszcze Cierń mógłby pomyśleć, że go zastraszył albo rzucił nań urok. Yako był nieprzenikniony, choć sądząc po sygnałach przekazywanych przez Blaszkę, jego gorąca obietnica, że nie będą się do siebie mizdrzyć w nieswoim łożu chyba przestała obowiązywać.
- Są łatwe w hodowli. Wystarczy regularnie spryskiwać je mieszanką wody i minerów, żeby otrzymywały wszystkie potrzebne składniki i nie wyschły. Jest tylko jeden mankament. Szybko rozpływają się na słońcu, więc nie nadają się do wszystkich pomieszczeń. - Rozłożył ręce w bezradności. - Świecą bladym światłem, niespecjalnie mocnym, ale wystarczającym, by móc bezpiecznie się poruszać. - Uśmiechnął się gorzko na wspomnienie starej kopalni - pięknej i przerażającej w swej surowości. Przy niebieskawej łunie grzybów każda kropla wody, każdy niewydobyty kryształ lśnił w mroku niczym gwiazda. - Ile skrzynek byś sobie życzył? Czy też wolałbyś, bym przekazał Biance parę okazów, by wyhodowała je dla ciebie? - zapytał pełen entuzjazmu.
Gdy Cosiek dał nura pod stół, schylił się, uniósł obrus i zajrzał, co też ich przybłęda tam kombinuje. - Jak chcesz słodkie, to jedz jak przystało na dwunożnego. Możesz być pod stołem, ale chociaż użyj sztućców. - Sięgnął po swój komplet i wręczył Kogitsune nóż i widelec, po czym zostawił go samemu sobie. Mały był w kimonie i lepiej by nie wysmarował materiału zwierzęcym tłuszczem.
- To tylko głupie bajdy, Cośku. Makowa Pani to wymysł - odpowiedział do gadającego stołu. - Ty byś ją w trymiga spalił! - wskazał Yako ruchem głowy i odpowiedział uśmiechem.
- Moja matka była zielarką i uwielbiała opowieści. Niekonieczne te straszne, ale często przerabiała je na własną modłę. - Wzruszył ramionami z zawadiackim uśmiechem. Alkohol szumiał w głowie, zdrowy rozsądek właśnie pakował walizki i szykował się na urlop. Zaśmiał się serdecznie na wzmiankę o kremie. - Lusian! Myślę, że jego rogi nie mogą być już bardziej wypolerowane! - wskazał na Ciernia otwartą dłonią. Faktycznie świeciły się jak wysmarowanemu wazeliną psu jajca, ale wcześniejsza sytuacja dodawała jego wypowiedzi dodatkowego smaczku.
Oparł się o stół i słuchał opowieści Yako. - Tak sobie tłumaczyli zniknięcia ludzi, którzy zawędrowali gdzieś zimą? Yuki to śnieg, a onna? - Nie przegapiłby okazji, by podłapać nowe słówko. Możliwe, że po dzisiejszej nocy nie będzie pamiętał zbyt wiele, ale nie tłumiło to jego zapału i ciekawości.
Uśmiechnął się do Aerona, lecz nim zdążył odpowiedzieć, poczuł nagłe i niespodziewane ukłucie zazdrości. Rozumiał, że Cierń ma podstawy by się z niego śmiać, by go podpuszczać, ale nie sądził, że Yako wróci do ich schadzki przy nim. - Najgorsze wyroki sami na siebie wydajemy - spojrzał najpierw na Aerona, a potem na Yako. Jastrzębie oczy Gawaina napełniły się ogniem. Ciepłym, radosnym, lecz szaleńczym. "Ja coś wiem, a ty nie" - mówiły. "Mógłbym coś zrobić, nawet teraz" - mówiła Blaszka przesiąknięta brawurą i śmiałością. - Widzisz, wychodzę z takiego samego założenia, dlatego wolę trzymać się z daleka od Upiornych, którzy nie są jedynie symbolem, a władzą samą w sobie. Gdybyś omyłkowo uznał mnie za zbyt duże zagrożenie, mógłbyś roztrzaskać mi czaszkę swoją okutą laską i nikomu nic by do tego nie było. - Dręczyciel ponownie się zaśmiał, jakby wcale nie mówił o własnym mózgu wyzierającym spomiędzy zlepionych posoką włosów. - A czy najlepsi? Myślę, że statystycznie jesteśmy częściej pozbawieni skrupułów i imamy się podobnych prac. Nie wiem, może to wynika z faktu, że widzimy najskrytsze pragnienia i najczarniejsze scenariusze. - Przerwał i machnął ręką, bo odbiegał od tematu. Zacisnął jedną dłoń na drugiej. - Widzę jaki jesteś ostrożny. Nie rozumiem czegoś się tak we mnie uczepił, coś zobaczył i mam wrażenie, że możesz przeceniać moje umiejętności. Zróbmy tak. Powiem ci potem na co mnie stać, co mogę zaoferować, a ty, jeśli uznasz, że jestem odpowiednią osobą, powiesz mi o jakiego rodzaju osoby może się w przyszłości rozchodzić. - zaproponował. Mieszanie się w Grę zbyt wcześnie, porywanie się z motyką na słońce, byłoby śmiertelnym brakiem profesjonalizmu. W końcu nie zamiata się młotkiem, nie myje naczyń osełką. Każde zadanie wymagało odpowiedniego narzędzia.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 2 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 2 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 2 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 125
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Cosiek on Sob 18 Maj 2019, 01:10

Rozglądając się pod stołem nie zauważył niczego dziwnego lub niepokojącego. Może za wyjątkiem nagłego ruchu Ciernia. Czy to możliwe, że skrzyżował nogi obawiając się ataku liska? A może miał inny powód? Może kiedyś go o to zapyta. Ale teraz miał ważniejsze sprawy na głowie, przecież chodziło o jedzenie.
- Cosiek bardziej bezpiecznie w pod stół - Wyjaśnił Lusianowi. Naprawdę czuł się tam o wiele lepiej. - Cosiek być i jeść tu - Już zaczął protestować przeciw żądaniom Dużego Lisa, ale na szczęście Gawain przyszedł mu z pomocą. Niechętnie, ale jednak przyjął sztućce.
Nieporadnie operując narzędziami do jedzenia pochłaniał jedzenie. Jednocześnie starał się wsłuchiwać w to co dzieje się poza jego kryjówką, tak na wszelki wypadek.
Rozmowa dwunożnych była nudna i skomplikowana, a chłopiec nie bardzo starał się ją zrozumieć. Słuchał tylko po to by wiedzieć czy wilk nie wraca, czy nadal jest bezpieczny.
Jednak kilka słów zrozumiał - Makowa Pani to Południca? - zapytał ciekawy czy właściwie odgadł. - Yukiona? - trochę zaskoczyła go mnogość imion. Chociaż po zastanowieniu stwierdził, że nie powinien być zdziwiony skoro ta postać była tak potężna. - Ona? Samica? - jeśli rzeczywiście okazałaby się być rodzaju żeńskiego to może warto się zastanowić czy się nią bliżej nie zainteresować. Mogli by mieć takie wspaniałe szczeniaki. - Makowa Pani polować w dzień? Dlatego Gawain spać w dzień? - drążył. - Jak małe szare robi piiii i smaczne? Yuki? Stado od Yuki? - pokrewieństwo z lisami było cechą jak najbardziej pożądane u potencjalnej partnerki. Chociaż strachliwy lis okazał się niegodny by należeć do tamtego stada. Cosiek będzie się musiał bardziej postarać by jej zaimponować.
Zastanawiał się co zrobić. Chcąc nie chcąc przynajmniej mgliście zdawał sobie sprawę że swojej postury, w końcu każdy mu to wypominał. A imię oznaczające Mały Lis chyba też nie zaimponowałoby takiej samicy. No to nie ma wyjścia, musi zostać kimś innym. Tylko kim? Kimś wielkim i strasznym! Jak Krzywozgryz! Przerażające monstrum pożerając bose stopy, o którym odpowiadali mu opiekunowie, powinno wzbudzić wystarczające zainteresowanie. Tak, to powinno wystarczyć.
Rozejrzał się wokół siebie w poszukiwaniu nieobutych kończyn, ale niestety nie stwierdził ich obecności. I podobno Krzywozgryzy nie atakowały w norkach.
Z jakiegoś powodu jego wzrok zatrzymał się na nodze stołu. Bo tak nazywała się ta część mebla, prawda? Nie wierząc w swoje szczęście zbadał dokładnie część przylegającą do ziemi. I nie znalazł buta! Może się wykazać! A przynajmniej poćwiczyć. Niewiele myśląc wziął się do działania i zacisnął mocno szczęki na drewnie. Nie za bardzo mu smakowało, stopy bardziej mięsistych istot pewnie byłyby lepsze, ale się nie poddawał. Małe ostre ząbki zaciekle atakowały mebel.
Cosiek
Cosiek

Godność : Kogitsunemaru Foxkeer
Wiek : Wygląda na 6 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Mięso, słodycze, grzane wino
Nie lubi : Butów, ubrań, porywaczy
Wzrost / Waga : 110 cm/ 16 kg
Aktualny ubiór : biała yukata, złoto-granatowe kimono i drewniane sandały (geta)
Znaki szczególne : Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
Pod ręką : .
Bestie : Magiczny Kapeluterek (Bezdenna sakwa)
Stan zdrowia : .

Liczba postów : 19
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach