Zamek Dunkelheit

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 18 Sty 2019, 19:23

First topic message reminder :

Zamek Dunkelheit - Page 4 PuaNSJY

Wśród wznoszących się ku niebu szczytów Kryształowych Grani, pośród surowej skały i ciemnego kryształu, wznoszą się ostre wieżyczki Zamku Dunkelheit, należącego do rodu Vaele, a konkretniej do Aerona, głowy rodu. Owiany mrokiem budynek, chociaż nie ma specjalnie wielkich rozmiarów, budzi respekt, czasami nawet i grozę. Mury wykonano z ciemnego kamienia, zdobienia ograniczają się jedynie do surowych krzywizn łukowatych okien, gdzieniegdzie widać rzygacze odprowadzające wodę spływającą w deszczowe dni po strzelistych dachach. Cały kompleks wygląda jak zbiór osobnych wież, połączonych ze sobą zabudowanymi korytarzami.
Duża część ważniejszych pomieszczeń użytkowych znajduje się nie tyle w wieżach, co bezpośrednio w skalnej podstawie, przez co twierdza, mimo iż pozornie lekka i łatwa do zniszczenia, jest naprawdę dobrym schronieniem.
W podziemiach znajduje się między innymi stajnia i zbrojownia, a także kwatery przebywających tu na stałe strażników i służby. W największej, najszerszej wieży znajduje się część przeznaczona do przyjmowania gości – główna sala która może służyć za balową, wielki salon do rozmów przy kominku, jadalnia gdzie przyjmowani są goście. Mniejsze służą za mieszkania, zarówno dla gości jak i dla domowników. Kuchnia znajduje się dokładnie pod salą jadalną, żeby podawane potrawy zawsze były świeże i ciepłe – najwyższej jakości.
Wieża wysunięta najdalej od głównego wejścia to pomieszczenia należące do członków rodu – to tam mieszka Aeron Vaele i jego mała kuzynka, Abigail. Sypialnie tej dwójki znajdują się tuż obok, na samej górze, pod nimi natomiast ulokowany został salonik.
Pod wieżą mieszkalną znajduje się biblioteka i zbrojownia, do której wstęp ma jedynie Lord Vaele.
Wiele miejsc w Zamku Dunkelheit jest zamykanych za pomocą mechanizmu, który jest w stanie poruszyć jedynie magia Aerona. Sprawia to, że w razie ataku, Lord może odciąć od siebie poszczególne wieże, zamykając w środku napastników.
Do głównego wejścia prowadzi przejezdna, łatwo dostępna ścieżka którą spokojnie można przejechać zarówno konno jak i wozem. Same wrota są pilnowane przez specjalnie przeszkolonych strażników dzierżących halabardy.
Zapasy dostarczane są drogą teleportacji.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Anomander on Sob 22 Cze 2019, 22:55

Rozmowa pomiędzy gośćmi a gospodarzem przypominała grę w salonowca na dwie osoby, przy czym, za każdym razem, obowiązywała zasada, że należy się dziwić temu, jak szybko ofiara odgadła kto jest oprawcą. Krótko mówiąc: nic ciekawego.
Strawa była całkiem niezła, ale słowa o odbieraniu ostatniego snu wywołały u skrzydlatego przysłowiowy odruch wymiotny. Brakowało tylko tego, by Aeron Vaele rzucił się na szyję każdemu z obecnych i zapewniał o dozgonnej przyjaźni.
Na resztę cyrku przestał zwracać uwagę.
Jego myśli pomknęły ku Klinice. Prowadził ją przez tyle lat, a teraz musiał odejść, i to w czymś, co przypominało paniczną ucieczkę. Wiedział, że brak raportów skłoni kogoś do sprawdzenia co się dzieje. Ponadto pojawienie się na terenie Kliniki tej cholernej małej marionetki i jednego z nieudanych eksperymentów, którego podstawa był jego syn, oznaczać mogło kłopoty. Zastanawiał się, jak Bane radzi sobie z prowadzeniem Kliniki, czy ogarnął wszystkie problemy, o których napisał mu w liście? Pozostawało mieć nadzieję, że tak było. Może i Białowłosy był zapatrzoną w siebie pierdołą, ale Skrzydlaty musiał przyznać, że brakowało mu tego jęczącego dupka. Cóż, było minęło. Może kiedyś spotkają się ponownie? Któż to może wiedzieć.
Zapowiedzianą ongiś wizytacją w Klinice praktycznie się nie przejmował, bo co niby mogła mu zrobić sekretarka jednego z okolicznych książątek? Zapytać skąd ma leki, jak utylizuje odpady medyczne albo czemu leczy lustrzan lekami dla Ludzi? Jakby tego było mało w Krainie Luster nie było scentralizowanej władzy, a zatem przed niesprawiedliwością jednego władyki, zawsze dało się uciec do drugiego. Należało brać tylko poprawkę na to, by litość ucieczek nie przekraczała liczby możnych.
Ze świata własnych myśli wyrwało go pytanie o to jak podoba mu się zamek. Niespiesznie odwrócił głowę i popatrzył na młodego Arystokratę.
- Zamek jak zamek. Widziałem lepsze, ale też i gorsze. Prawdę mówiąc można się przyzwyczaić. – powiedział spokojnym głosem Skrzydlaty.
Sięgnął po naczynie z alkoholem i pociągnął łyk.
Całkiem niezły trunek.
- Ciekawego? – zapytał spoglądając swoimi lodowo-błękitnymi oczyma w tęczowe oczy gospodarza - Absolutnie nic. No, może poza tym, że zobaczyłeś czym jest film.
Przez chwilę zastanawiał się nad pytaniem, chodziło mu po głowie.
- Zanim przejdziemy do spraw, które są dla mnie naprawdę ważne, powiedz mi, po co zaprosiłeś Keera i Foxsoula z tym ich zwierzakiem? Co chciałeś na tym zyskać?
Pociągnął kolejny łyk i oparł się wygodnie o ścianę za plecami, wyciągając nogi przed siebie.
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Sob 22 Cze 2019, 23:35

Arystokrata uśmiechnął się, zamykając na chwilę oczy. Właściwie oczekiwał po nim wdzięczności. Anomander musiał zmienić miejsce przebywania, a najlepszym co mogło mu się przydarzyć, było zaproszenie od szlachcica, do jego nowego domu, gdzie Opętaniec dostanie własne skrzydło, wikt i opierunek.
- Lepiej przyzwyczajać się do zamku, niż do spania pod gołym niebem albo co gorsza, w rynsztoku. - spojrzał na niego badawczo a jego uśmiech gdzieś zniknął. Było nie było, to on jest panem na tym zamku i należy mu się szacunek, bo który Upiorny zamierzał sięgać coraz częściej, przypominając całemu światu, że jest nie tylko Bękartem. Jest częścią władzy i polityki Krainy Luster.
Upił łyk ze swojej szklanicy i spojrzał na złoty płyn. Bardzo zasmakował mu miód, który sprezentował mu jakiś czas temu Tiberius, ale w tej chwili beczułki były ukryte głęboko w piwnicach, trzymane na wyjątkowe okazje.
Kuchnia nie była najlepszym miejscem na prowadzenie poważnych rozmów, ale czy taka właśnie miała miejsce? Aeron opierał się nonszalancko o blat, trzymając naczynie w dłoni. Miał na sobie zwykłe, codzienne ubranie i przyglądał się siedzącemu mężczyźnie. Z jednej strony cieszył się, że ten czuje się jak u siebie i nie czuje skrępowania przed gospodarzem, z drugiej jednak uczucie zlewania kłuło nieprzyjemnie, jak maleńka drzazga w palcu. Pytanie tylko, kiedy drzazgę otoczy ropa, paskudząc ranę?
- Faktycznie, zobaczyłem. Po krótce wyjaśnili mi proces i jestem nieco zaskoczony, że coś tak prostego nie zostało u nas przyjęte. - stwierdził, marszcząc brwi - Z drugiej jednak strony, nasz świat jest przepełniony magią. Dla nas używanie magii jest najprostszym sposobem na umilenie sobie dnia. - dodał i odłożył szklankę, wpierw wypijając kolejny łyk - Ważniejszym jest jednak dla mnie to, że dostałem mapy i książki. Wiedza jest najcenniejsza. - kącik jego ust powędrował lekko ku górze.
Przez chwilę trwali w ciszy. Rogaty zastanawiał się co będzie dalej, myślami był już daleko w dokumentach, które czekały na niego w gabinecie. Umocnienie władzy na terenie do niego należącym nie będzie wcale łatwe, biorąc pod uwagę, że obok miał naprawdę silnego rywala. Larazironem nie martwił się aż tak bardzo, bo wiedział, że Viridian nie zdobędzie się na jawną agresję. Nie, kiedy ma tyle do stracenia.
Pozostawała też sprawa Abigail. Mała Upiorna kiedyś dorośnie i stanie się bardzo mocną kartą przetargową. Vaele chyba miał plan, co z nią zrobić, ale na razie wolał nie afiszować się z zamiarami. Polityka była jeszcze zbyt chwiejna by odkrywać najlepsze karty.
Słysząc pytanie, uniósł lekko brew. Nie odpowiedział od razu, przez chwilę przyglądał się oszpeconej blizną twarzy Opętańca i jego białym włosom. Nie bał się spojrzeć w niebieskie oczy, bo te oczy w tej chwili należały do niego. Jak cały Anomander, będący na łasce młodego księcia Vaele.
- Zaproszenie było wysłane dawno, kiedy jeszcze nie byłem pewien swojej pozycji i potrzebowałem sojuszników. Grunt palił mi się pod nogami, Arystokracja jako główny argument wysuwała moje brudne urodzenie. Nie wiedziałem, co nadejdzie jutro i dlatego łapałem znajomości gdzie się tylko da. - wyjaśnił ze spokojem - Poza tym, Foxsoul ma bardzo ciekawą moc. Zmienia płeć, staje się Luci. - wyszczerzył się drapieżnie - Prawdę mówiąc, miałem nadzieję na małe igraszki. Jest naprawdę niezła w te sprawy. - wzruszył ramionami - Przybyli jednak wszyscy, nie powiem, taki obrót wydarzeń też mi odpowiada, bo nie chcę, by Keer wpadł na pomysł zlikwidowania mnie. Ciężej zabija się osoby, z którymi wcześniej nawiązało się miły kontakt. - dodał - Jeśli kiedykolwiek Cień otrzyma zlecenie zamordowania mnie, wierzę, że przyjdzie z tym do mnie i przedyskutuję sprawę. Będę w stanie mu zapłacić, wykupić go. Zaplecze w postaci zaprzyjaźnionego skrytobójcy jest naprawdę wygodne. - sięgnął po szklankę i dopił to, co w niej zostało - A ten ich dzieciak... Dziwna sprawa. Wygląda jak połączenie Foxsoula i Keera. Niemożliwe, żeby ten pierwszy, pod postacią kobiety zaszedł w ciążę i urodził kogoś takiego. Gdyby jakimś cudem taki scenariusz był możliwy... To najpierw wydałaby na świat kilkoro moich dzieci. - stłumił uśmiech, patrząc na Tiberiusa spod półprzymkniętych oczu - Nic mi nie wiadomo, bym miał jakieś bękarty. Moje stanowisko w tym temacie już poznałeś. - skwitował - Podsumowując: Zaproszenie było decyzją zwyczajnie kurtuazyjną, bo tak wypadało, jeśli chciałem zachować dobre kontakty. Czy ich zaufanie i przyjaźń do czegoś mi się przyda? Czas pokaże. Lepiej mieć w talii kilka mocnych kart, których nigdy się nie użyje, niż mieć zbyt mało i odpaść już na samym początku obstawiania. - spojrzał w bok i zamyślił się. Anomander już swoje mu powiedział, trochę namieszał ale miał w tym wiele racji. Był naprawdę dobrym doradcą, jak dotąd jego rady przynosiły same zyski. Jak na przykład ta, dotycząca usprawnienia uzbrojenia jego żołnierzy i wprowadzenia ulepszeń w metodach treningu. Atutem Aerona była ciężka konnica, uzbrojona w pancerze i śmiercionośną broń, dosiadająca rumaków bojowych. Brakowało mu lekkich jeźdźców i piechoty, ale z czasem i to da się wyrównać.
- Jakie sprawy są dla ciebie ważne? - zapytał w końcu, lekko mrużąc tęczowe oczy i skupiając wzrok na jego twarzy.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Anomander on Nie 23 Cze 2019, 03:12

- Mylisz się Aeronie, – powiedział skrzydlaty z lekkim uśmiechem - Najważniejsza jest informacja. To dzięki informacji, którą zdobędziesz możesz uzyskać wiedzę o czymś. W związku z czym wiedza jest plonem, który zbierasz dzięki informacji. Powiedz mi, co z tego że masz wiedzę na temat tego jaką ilością wojsk dysponuje twój przeciwnik, skoro nie posiadasz informacji o ich rozmieszczeniu?
Anomander, noszący teraz imię Christian, napił się trunku ze szklanki. Młodemu Vaele przyda się trochę gimnastyki słowno-intelektualnej, jeśli kiedyś będzie chciał osiągnąć coś więcej w lokalnej albo globalnej polityce.
W tej chwili Upiorny był na poziomie umysłowym dwudziestokilkulatka i jego osobowość mimo usilnych starań pozostawała bardzo chwiejna.
W dalszym ciągu swojej wypowiedzi, Aeron dał Skrzydlatemu kolejny asumpt do zwrócenia uwago. Anomander po raz kolejny uśmiechnął się i lekko pokręcił głozą. Tak to już było z młodymi chłopakami.
- To jesteś wielkim szczęściarzem, skoro wiesz co nadejdzie jutro. Brawo Aeronie! Będziesz może łaskaw podzielić się ze mną tą tajemnicą? – zadrwił Skrzydlaty kręcąc głową na boki - Dość żartów. Po pierwsze Twoja pozycja dalej nie jest pewna. – mówiąc to Białowłosy podniósł się z krzesła i oparł tyłkiem o stół. Teraz nie była to rozmowa tylko lekcja. Jedna z wielu jakie przyjdzie Aeronowi odebrać, zanim stanie się w pełni samodzielny i przestanie potrzebować doradcy - Po drugie, nie nadymaj się tak, bo nim się obejrzysz, ktoś wbije ci igłę i skończy się piękny sen. Pycha i nadęcie to pierwszy stopień do tego, by stać się trupem. – powiedział patrząc prosto w oczy Rogatego - Ty w dalszym ciągu potrzebujesz sojuszników. Choćbyś stanał na rzęsach, nie zapobiegniesz temu, że ktoś kiedyś może cię zdradzić, dlatego zawsze musisz mieć gotowy polan awaryjny i plan awaryjny planu awaryjnego. – dał mu chwilę na to by dobrze zapamiętał te słowa - Myślisz, że oswoisz sobie cienia, który jest zabójcą? Że w razie czego przekupisz go, albo powołasz się na przyjaźń? Tak, to są dobre rozwiązania, których możesz użyć jako planu awaryjnego, ale musisz mieć na podorędziu jeszcze coś. Coś co będzie prawdziwą bombą. Coś, co prawi, że ten nie ośmieli się ciebie zaatakować. – sięgnął po szklankę z trunkiem, upił łyk i odstawił naczynie. Dawał Aeronowi czas na przemyślenia - Powiedz mi, co, albo raczej kto, jest dla Cienia najważniejszy? Odpowiedź brzmi: Żywiciel. A Jak myślisz, kto karmi twojego Cienia? – kącik ust skrzydlatego powędrował ku górze - Już rozumiesz? Gwarancją pokoju, w tym przypadku, jest zastosowanie takiej karty przetargowej, która sprawi, że zabicie cię będzie nieopłacalne.
Miał nadzieję, że Młody Vaele zrozumiał lekcję tę prostą lekcję.
Pora przejść do tego co w danym momencie było ważne.
Ekonomii.
- Powiedz mi, kiedy ostatni raz zwracałeś baczniejszą uwagę na to co dzieje się w koło twoich ziem? – zapytał bez przekąsu ani złośliwości. Ot zwykła ciekawość - Zwróciłeś uwagę, że u ujścia Herbacianej Rzeki, nieopodal portu, powstaje forteca? Jak mylisz jakie może mieć to skutki dla twoich ziem?
Wsunął ręce do kieszeni spodni i czekał na odpowiedź Upiornego Arystokraty.
- A! Zanim zapomnę! Twoją pracą domową będzie przemyślenie jednej kwestii: Czemu twój sąsiad zza miedzy, mimo tego, że jest nadęty i pyszałkowaty, cały czas żyje?
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Nie 23 Cze 2019, 14:56

Chyba wkurzył Aerona jeszcze bardziej. Nie taki był jego zamiar, ale przynajmniej dostał kolejną, malutką wskazówkę. Szkoda tylko, że kosztem ich relacji, niezwykle kruchej i opartej na domysłach. Niczego nie był pewien, bo puzzle nie chciały wskakiwać na miejsce, a czasem okazywało się, że ją innego koloru niż początkowo sądził.
- To dość wspaniałomyślne z jej strony... gdybym wiedział, wziąłbym odpowiednie skrzynie. - Zakłopotał się i jednocześnie nie mógł się doczekać tego spaceru... oraz odkrycia kolejnych kart i poznania osoby, za którą krył się rozkwit kryształowych róż, nawet jeśli Yako miał w tym swój udział.
- Jeśli ktoś będzie niepokoił twoją służbę, to tylko Cosiek. - Odparł i spojrzał pod stół. Pochylił się bardziej i wziął Kogitsune na ręce. Poprawił go sobie i podał mu metalowego liska, którego zrobił dla niego Aeron. - Dobrej nocy, Aeronie. - Powiedział za Lisem i skłonił się na tyle, na ile pozwoliło mu trzymane przez niego dziecko.
Gdy Yako był zajęty antykami, Gawain zorganizował dla Cośka podwieczorek na wynos. Nocna przekąska wyrządzi mniej szkód niż przechadzka, a im mniej miał powodów, by się na takową udać, tym lepiej. Zerkał na Żywiciela z ubocza. Nie okazywał bólu inaczej niż masując nogę, ale gdy tylko zamknie za sobą drzwi sypialni, będzie się krzywił i narzekał na wszystko. Tak bardzo nie chciał brać swojej laski, a teraz co?
Droga do przydzielonego im skrzydła upłynęła w ciszy. Wszedł z dzieckiem do pierwszego pokoju i posadził go na łóżku. Przebrał go, pokazał gdzie jest nocnik i jedzenie, wyciągnął mu zabawki i przypomniał, by postarał się zapamiętać swój pierwszy sen. Może to go przekona do uderzenia głową w poduszkę.
Całe skrzydło. Oddalone, zapewniające prywatność, ale i łatwe do odcięcia od reszty zamku. Wcale mu się to nie podobało, ale hej, bywało gorzej.
Swoją komnatę odwiedził przelotem, by umyć zęby, zmyć z twarzy zmęczenie, zostawić ciężki płaszcz i skontrolować, czy wszystko znajduje się na swoim miejscu. Kwadrans później stał już pod drzwiami komnaty zajmowanej przez Demona. Zapukał, by go nie zaskoczyć. Co prawda miał Blaszkę, ale tak wypadało, zanim naciśnie się klamkę.
- Już jestem... Zaraz coś zaradzę - wyszeptał wchodząc. Lis leżał w samej bieliźnie, z nogą w górze i zakrywał sobie oczy. Musiało boleć jak jasny gwint. Podwinął rękawy tuniki, energicznie potarł dłonie i podszedł do Yako. Nie kazał się prosić i po prostu zaczął masować obolałą nogę.
- Powiesz mi co się dzieje? Czemu rano byłeś taki wredny? - zapytał po chwili i przelotnie się uśmiechnął. - I co to był za pokłon, co? - Delikatnie klepnął i zaraz pogładził jego udo. - Myślałem, że chciałeś się z nim zobaczyć, że cieszysz się na tę wizytę... Pokłóciliście się? - Noga przestała być taka spięta, więc odrobinę wzmocnił masaż.
Unikał wzroku Yako. Z jakiegoś powodu zachowywał dystans, a luźna atmosfera, którą naprędce budował rozmową, była iluzoryczna. Każdy ruch był pełen szacunku i wdzięczności, lecz kryła się w nich trwoga, jakby Keer obawiał się kary lub reprymendy.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 4 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 4 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 4 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 113
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Nie 23 Cze 2019, 15:29

Ogarnął się dość szybko. Ubrania po prostu rzucił na oparcie krzesła, medalion zaś odłożył na stolik i poszedł się umyć, po czym założył czystą bieliznę i położył się na łóżku. Wilgotne włosy miał rozrzucone wokół siebie. Na nogę położył chłodny okład, oparł ją trochę wyżej i zakrył ręką oczy. Musiał odpocząć. Oddychał przez usta, starając się zapanować nad skurczami nogi. Nie było bardzo źle, ale było to dość irytujące.
- Proszę - powiedział, gdy Gawain zapukał. Nie wstawał, nie udawał, bo doskonale wiedział kto zaraz przez próg przejdzie. Odsłonił oczy dopiero po chwili i uśmiechnął się z wdzięcznością do kochanka, gdy ten zaczął masować kończynę.
Zerknął na niego i westchnął - obecnie nie mam ochoty się pokazywać komukolwiek. Poza tym to spotkanie było dość oficjalnie, przez co tym bardziej nie miałem na nie ochoty - przyznał i westchnął, gdy mięśnie w końcu popuściły i rozluźniły się. Położył rękę wzdłuż ciała i przymknął oczy przełykając ślinę.
- Dobrze wiesz, że nie kłaniam się jakimś szlachetkom - powiedział, nie patrząc na rudzielca. Ból odpuszczał, mógł się rozluźnić w końcu i przestać udawać cokolwiek. Cieszył się po prostu, że ma swojego ukochanego przy sobie. Miał go blisko i nie musiał się przejmować ani Cośkiem, ani Bestiami, ani nawet Gospodarzem, który raczej szybko by stąd wyleciał, gdyby odważył się im przerwać te chwilę relaksu.
Jego poznaczona licznymi bliznami klata unosiła się coraz spokojniej, a oddech nie był już taki głęboki. Wracał do normy - a może Ty mi powiesz co się stało w trakcie obiadu? - zapytał, spoglądając na Cienia uważnie, swoim krwistym spojrzeniem, które powoli nabierało fioletowych przebłysków.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Nie 23 Cze 2019, 18:07

Zirytowany wypuścił powietrze, ale jego ton pozostał niezmienny. - Na moje ten szlachetka szykuje się na wojnę. Nie dziś, nie jutro... ale tylko spójrz, ile zaszło zmian. Zamek, tytuł, całe to gadanie o Grze i mamonie. - Zmartwiony zacisnął usta i lekko uniósł spięte brwi. - I nie wiem, po co mu jestem... - wychrypiał, kręcąc głową, po czym wyjrzał za okno, jakby miał znaleźć za nim natchnienie. Bo ukojenie by znalazł, choć bolesne. - Nie kupuję tego pierdolenia o ostatnim śnie. Nawet jeśli mówi prawdę i co noc ma koszmary, to właśnie tym jest kłamstwo idealne - prawdą, która kryje inną prawdę. - Przekrzywił głowę w bok znów poświęcając więcej uwagi nodze Lusiana. - Boję się, co będzie jeśli nie będę przydatny... - wyszeptał i przerwał masaż, gdy Yako zapytał o jego zachowanie podczas obiadu. Patrzył na swoje dłonie, a potem nieśmiało uniósł wzrok. Przełknął ślinę. Zaciśnięte gardło protestowało.
- Nie licząc wyskoku Cośka? Chyba wszystko co mogło... - Usiadł obok Yako i przetarł twarz dłońmi. Był wykończony. - Myślisz, że skąd masz Blaszkę? - Wskazał na sreberko ruchem głowy. - Mogłem zjeść z nią kolację i uwolnić ją od klątwy. Zrobiła warzywną zupę, ale znasz mnie... Ryzyko było zbyt wielkie, więc strzeliłem! - Parsknął gorzkim śmiechem. - Wyszedłem z Blaszkami. Może mam wroga... a może nie. W zasadzie zleceniodawca dostał to czego chciał. Ja też. Po prostu siadło mi na sumieniu i tak jakoś... nie wiem. Chciałem zrobić to, czego ona i jej ukochany by sobie życzyli, gdy jeszcze żyli. W jednym tylko Cierń miał rację - przyniosłem spokój. - Wzruszył ramionami i pociągnął nosem. Wbił wzrok w splecione dłonie. - A potem nadeszły wieści. - Dotknął swojej skroni, by nie musieć wszystkiego tłumaczyć słowami. - Brama została zaatakowana, co oznacza koniec wycieczek. Nie wiem tylko kto i po co zaatakował. W zasadzie nie znam szczegółów - te zawsze otrzymuję na miejscu. - Mówił dalej, z coraz większym przejęciem. - Powinienem tam iść, ale, kurwa... - odwrócił się do Yako i złapał go za rękę. - nie chcę Cię zostawiać! Nie gdy mnie potrzebujesz. Nie gdy wszystko powoli zaczyna się układać! - Warknął i zagryzł wargę. Kciukiem nerwowo gładził silną dłoń Demona, jednak po chwili puścił ją, a jego twarz znów nabrała poważnego, nieprzeniknionego wyrazu. - Poza tym średnio mogę iść, przynajmniej w tej chwili. Cierń zacząłby pytać, gdzie mi tak śpieszno.
Zamilkł na moment, kreśląc palcem wzory na pościeli. W końcu je wygładził i znów spojrzał na ukochanego. - Nie chcę tam iść, nie wiedząc jak to jest. Nie poznawszy Cię od tej strony... chcę dać Ci wszystko co mogę, a tylko Tobie jestem wstanie zaufać na tyle, by zgodzić się na chwilę zupełnej niemocy - przyznał, po czym zawstydzony pogładził się po karku, a drugą dłoń uniósł w pytającym geście. - Oczywiście, jeśli chcesz! Nie musimy... Wiem, że miałem Cię nie kusić i ostrzegałeś mnie przed tym, ale stało się, więc biorę to na klatę. Może nie powinniśmy przez wzgląd na Twoją nogą... ech. - Mówił jak najęty i żywo gestykulował, gdy nieudolnie starał się ukryć swoje zażenowanie, przy czym zupełnie zapomniał o obecności Blaszki na swej piersi. W końcu opuścił ręce i głowę, po czym uśmiechnął się do swych myśli, które zaraz wypowiedział. - Po prostu nie wiem jak dziś zasnę... albo mnie wykończysz, albo schleję się jak świnia i jutro cały ogród będzie w mych oczach dwakroć bujniejszy niż być powinien. A widzę... - wskazał palcem na oczy Demona - że zaczynasz być głodny.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 4 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 4 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 4 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 113
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Nie 23 Cze 2019, 18:58

Słuchał go uważnie. Pozwolił usiąść obok siebie i się wygadać - raczej często ma koszmary, więc tu mówił prawdę - wzruszył ramionami. Poprawił się na łóżku, podnosząc do siadu i przyglądał się rudej czuprynie - czemu martwisz się, czy będziesz przydatny? - nie do końca rozumiał o co chodzi - poza tym...kto nie chciałby szpiega, który niepostrzeżenie wejdzie do głowy nawet Upiornego? Albo przemyci wieści lub sprzęt? Albo dobije Cię i nikt się nawet nigdy nie dowie kto to zrobił? - zapytał, poruszając swoim ogonem - nie myśl teraz o tym - wyszeptał.
Posmutniał, słysząc odpowiedź na swoje pytanie. A więc to go cały czas męczyło odkąd przyniósł Blaszkę?
Usiadł za kochankiem i oparł głowę na jego ramieniu, obejmując go od tyłu - Gaw nie patrz za siebie - powiedział mu cicho na ucho - przecież nie idziesz w tamtym kierunku - powiedział, a Gawain mógł poczuć jego ciepły oddech na swojej szyi - dałeś im spokój, może to im pomogło, tego się nie dowiesz pewnie nigdy, dlatego nie myśl o tym. Nie zapominaj ale nie myśl - przytulił go mocniej do siebie.
Słuchał uważnie, nie podnosząc brody z jego ramienia - nie lubię Twojej pracy - skomentował jego słowa. Położył też po sobie uszy - czy coś się stanie jak nie pójdziesz? Raczej zamknięcie Bramy nie powinno Ci przeszkadzać, chyba, że planujesz brać ze sobą Młodego. Ja też mam jak dostać się do Glassville. Poza tym ja coś się dzieje to raczej Gwardia też powinna zostać wezwana - powiedział ostatnie słowo w zamyśleniu. Trochę mu się nie podobało to, na jakie tematy zeszła ta rozmowa. Chciał teraz mieć Cienia przy sobie. Nie chciał się o niego martwic, w szczególności, że wiedział, że nawet jak ruszy mu na pomoc, gdy poczuje, ze coś jest nie tak, to będzie bardziej kulą u nogi Dręczyciela niż pomocą. Nie był teraz w formie i mimo, iż nie chciał się do tego przyznać otwarcie, to zdawał sobie z tego sprawę. Gawain pewnie też to czuł. Wiedział, jak Demon się teraz czuje. Cały pobliźniony, z kontuzją, która sprawi, że pewnie przez wiele lat będzie kulał o ile nie przez całe swoje życie.
Odsunął się od Keera, gdy ten zmienił temat. Początkowo nie do końca wiedział o co mu tak właściwie chodzi. Poczuć jak to jest? Ale o co chodzi?
Dopiero, gdy poczuł zażenowania ukochanego i ten wspomniał o kuszeniu, zrozumiał. Przyglądał mu się uważnie - jesteś tego pewien? - zapytał. Cień musiał czuć jak Demon tego chce. Ja go pożąda, ale też, że tym razem nie będzie się tak hamował jak do tej pory. Za dużo się między nimi do tej pory wydarzyło. Za dużo Cień już zrobił, żeby Yako się aż tak opierał.
Uśmiechnął się do niego zawadiacko, słysząc kolejne słowa - jeśli tego chcesz, to pomogę Ci zasnąć - obiecał i zmrużył lekko oczy - nie mam zamiaru patrzeć jak jutro zamieniasz się w wampira, który na widok słońca krzywi się jakby zaraz miał stanąć w płomieniach - dodał jeszcze, a rudzielec, jeśli przyjrzał się swojemu Żywicielowi, mógł się przekonać, że ten nie żartuje i nie ma zamiaru nawet próbować się wycofywać. Na to było już za późno.
Lis przybliżył się do niego i ucałował go czuje w usta, jednak było w tym czuć głód oraz pragnienie, które tym razem poniesie Demona tam gdzie ten nie odważył się jeszcze iść.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Nie 23 Cze 2019, 21:20

Spojrzał mu hardo w oczy, marszcząc brwi. Cenił sobie jego rady, ale skrzydlaty mężczyzna czasami dotykał bardzo drażliwych strun. Aeron bardzo nie lubił lekceważenia, a czasami odnosił wrażenie, że Opętaniec ma go za idiotę. Oczywiście, wiele jeszcze będzie się musiał nauczyć, ale Anomander chyba nie powinien atakować tak bezpośrednio.
- Masz rację. - przyznał w końcu, kiwając powoli głową ale nie spuszczając z niego wzroku. Zgrzytnął zębami, kiedy tamten, kpiarskim tonem zadał pytania odnośnie jutra. Może jeszcze nie wiedział, ale w Krainie Luster to Upiorni Arystokraci miel realną władzę. Wystarczyło, by pojawili się w tłumie, na jakimś balu wśród gości, by rozmowy stawały się przyciszone i ostrożne. Wszystko, by nie urazić rogatych możnowładców.
- Denerwuje mnie już to... zawieszenie. - przyznał po chwili, odwracając głowę w bok i krzywiąc się - Ile można grzecznie uśmiechać się i przytakiwać z pokorą na obelgi? Przez stulecia byłem bierny, bo nie miałem nic do stracenia. Teraz, kiedy odnalazłem kuzynkę, muszę zawalczyć o dobro rodu. O wybielenie nazwiska. - dodał i ruszył przez pokój, w nerwowym spacerze między meblami, od ściany do ściany - Sam wiesz, kto jest moim ojcem. Przez lata mu służyłem, lata znosiłem upokorzenia i zagryzałem zęby zawsze, gdy tylko miałem styczność z nim i jego cudowną rodziną. - warknął - Nie, to nie kwestia zemsty, drogi Christianie. - spojrzał na Opętańca - Jestem zmęczony obecną polityką i chcę zmian. Dużych zmian. Lata lecą a Kraina Luster zamarła, została wprowadzona w dziwaczny stan uśpienia. To nie może tak wyglądać. - machnął ręką - [color=white]Gospodarka nie lubi stagnacji. Sam wiesz, co najlepiej napędza ekonomię. Moja pozycja faktycznie jest jeszcze słaba i potrzebuję sojuszników, ale mam wrażenie, że ich zdobywanie jest... trwa zbyt długo. - podszedł na powrót do mężczyzny - [b]Nie zmarnuję kolejnego stulecia na podlizywanie się szlachcie, skoro nawet Foxsoul patrzy na mnie ze skrywaną, a jednak dobrze widoczną pogardą.
Rozmowa z nim zawsze zmuszała jego szare komórki do wytężenia i podwójnej pracy. Podobało mu się to, bo przy nim nie musiał trzymać się etykiety, mógł rozmawiać bez zabaw w Grę. Zatrzymał go przy sobie wierząc, że Anomander ma łeb na karku. Czas pokaże, czy młody Vaele, z lekką pomocą, osiągnie to, czego pragnie.
- Chcę udowodnić, że jestem siłą z którą trzeba się liczyć. - powiedział nagle powoli, lekko unosząc podbródek - Kontroluję przemysł drzewny, myślisz, że arystokracja jest w stanie, zapytana, powiedzieć kto za to odpowiada? Machną dłonią, bo nie myślą o tym, że ja decyduję o dostępności i cenach najpopularniejszego budulca w krainie. - brwi lekko mu drżały, zdradzając irytację - Wiem, przemoc nie jest wskazana. Na nic zdadzą się pokazówki, zbrojne przemarsze i parady. Zwyczajnie... mam dosyć lekceważenia! - uderzył dłonią w blat stołu, zdradzając zniecierpliwienie.
Na chwilę umilkł i przeszedł się po sali, przeczesują włosy dłonią. Rozmowy z Anomanderem były zawsze ciekawe i wzbudzały przeróżne emocje. Dostarczały rozrywki i przekazywały wiedzę, a przecież o to Upiornemu zawsze chodziło. Ostatecznie, niezależnie od tego jak był zmęczony dyskutowaniem ze skrzydlatym, dostawał to, co chciał. Zawsze.
- Masz mnie za idiotę? - zatrzymał się i spojrzał na niego z powagą. Odczekał chwilę, dając mu chwilę na przemyślenie odpowiedzi. Był ciekaw, co tamten o nim myśli. Dał mu dach nad głową, zapewnił wszelkie wygody a jak na razie Opętaniec zachowywał się tak, jakby odbierał wszystko na zasadach "należy mi się". Aeron nie był już dzieckiem, potrzebował pomocy i wskazania kierunku, ale do diabła, nie był ślepy!
- Ciężko jej nie zauważyć. - prychnął - To warownia Larazirona. - dodał i kiedy usłyszał 'zadanie domowe', uśmiechnął się - Nie muszę nawet o tym myśleć, żeby udzielić odpowiedzi. Laraziron jest faktycznie nadęty i uwielbia być w centrum uwagi, ale nie jest głupi. Miałem okazję rozmawiać z nim sam na sam, poza publicznością i wiem, że jego postawa jest swego rodzaju... przykrywką. Nie od dziś wiadomo, że każdy z nas, Upiornych Arystokratów, ma podwójne tożsamości, jeśli nie potrójne. Myślisz, że ja zawsze jestem taki poukładany i ugodowy? - uniósł brwi w oznace pytania - W polityce nie ma miejsca na szczerość. Przebywając w moim domu będziesz miał okazję widzieć mnie w różnych okolicznościach, z różnym humorem. Przekonasz się na własne oczy, jak zmienny potrafi być szlachcic Krainy Luster. Nie wiem jak u was... - skrzyżował ręce na piersi, mając na myśli Świat Ludzi - Ale tutaj nigdy nie można być niczego pewnym, jeśli chodzi o drugą osobę. Jeśli zaś chodzi o wpływ fortecy Larazirona na moje ziemie... Będzie ogromny. Obserwuję jego zabiegi, niektóre jestem w stanie przewidzieć, inne nie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie dla mnie polityka ustępstw, przynajmniej w jego wypadku. Nie uśmiecha mi się prowadzić z nim wojny. Za dobrze go znam i wiem, do czego byłby zdolny.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Pon 24 Cze 2019, 22:10

- I właśnie tu jest pies pogrzebany - stwierdził z niemałym ciężarem.
Pytanie Yako wprawiło go w krótkotrwałe osłupienie. Sądził, że nie musi tłumaczyć oczywistości tak wiekowej istocie. Z drugiej strony Demon zawsze miał wszystko, jak to ujmował, pod ogonem. A dupa, wiadomo, rządzi się swoimi prawami.
- A trzymasz śmieci? Przechowujesz dziurawe garnki, połamane miotły lub obieraczkę z TV Marketu kupioną dwadzieścia lat temu, której użyłeś raz? Ja nie i zapewniam Cię, że on też nie będzie. - Wskazał palcem na drzwi. - W szufladzie znajdziesz tylko kilka rodzajów przedmiotów: przydatne, darzone sentymentem, zapomniane i z licznej grupy "może kiedyś się przyda". - Wyliczał zmęczony. - Jeśli uzna mnie za śmiecia, to lepiej, żeby po prostu stracił mną zainteresowanie niż uznał za przeszkodę, którą trzeba bezpowrotnie usunąć. - Dodał cicho i odchylił głowę do tyłu, gdy Yako go objął. Zamknął oczy i słuchał jego spokojnego głosu. Mocne ramię mile dociskało go do ciepłego ciała za nim. Tutaj było jego miejsce we wszystkich znanych światach. Przy nim. Teraz.
Odetchnął głęboko i położył dłoń na nadgarstku Lisa. - Ale muszę - wyszeptał. - Przeszłość cały czas tam jest, próbuje mnie dopaść, a ja muszę być o krok przed nią. - Jego głos, choć chrapliwy, nie był gorzki czy chłodny. Zresztą Cień zaraz się krótko się zaśmiał, dziwnie czymś rozbawiony. Pogładził Yako pod brodą, która odrobinę wystawała.
- Mówisz jakbyś w życiu nie widział wojny! - Wyswobodził się z uścisku, by móc obrócić się przodem do mężczyzny. - Mniejsza ze Światem Ludzi. Szkarłatna Otchłań jest odcięta. Jej mieszkańcy, porty... A jak jeśli ją przejmą, to po ptokach. Dalej jesteśmy już tylko my. - ciągnął jeszcze przez moment, po czym hardo spojrzał prosto na Yako. - Może się stać wszystko albo nic, ale ta praca to moje plecy i środek do celu. Dzięki niej nie siedzę w pierdlu - krótko podsumował. Niecodziennie się tak uzewnętrzniał, wręcz stronił od podobnych metod wszystko trzymając w sobie, ale poczuł niewyobrażalną ulgę, nawet jeśli miała być przelotna.
- A jeśli powiem "po moim trupie" to poczekasz aż zdechnę? - uśmiechnął się drapieżnie. - Masz przed sobą podpitego desperata... bardziej pewny nie będę, a nie mam całej wieczności. - Wzruszył ramionami, przymykając powieki. Delikatny uśmiech nie schodził mu z twarzy. Mimo praktycznego podejścia, nadal znalazło się miejsce na wrodzoną ciekawość, kapkę ryzyka oraz zwykłą empatię. Chciał dać coś od siebie, sprawić, by Demon poczuł się wyjątkowy i doceniony.
Przyjął delikatne muśnięcie, ale szybko odsunął się od kochanka i zsunął się z łóżka.
- Wiem, że czekałeś już długo, ale daj mi chwilę, dobrze? Chciałbym się chociaż umyć i przebrać. - zagadnął i sięgnął klamki. - Postaram się wrócić możliwie szybko. - obrócił się jeszcze na moment, zanim zniknął za drzwiami.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 4 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 4 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 4 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 113
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Wto 25 Cze 2019, 10:30

Zamknął oczy - jemu zależy na Tobie nie na mnie. Ale wiedz, że jeśli Cię choć tknie to jego życie zamieni się w piekło - jego głos zmienił się na głębszy, bardziej niepokojący - zbliżę się do niego jak najbardziej i zaatakuję w to co go najbardziej zaboli. Od środka - wyszeptał, a jego ogon poruszał się z zadowoleniem na boki. Gawain mógł nawet poczuć jak bardzo Yako się ten pomysł podoba. Naprawdę nie przejmował się kim jest Cierń, ale znając jego zdolności oraz to, że lubi się bawić swoimi ofiarami byłby w stu procentach zdolny do tego.
Przycisnął go mocniej trochę do siebie - ale Twoje miejsce jest tutaj, przy mnie. A nie w przeszłości - westchnął i lekko przyszczypnął jego skórę na boku szyi - jeśli będziesz się skupiał na przeszłości, zamiast tylko na nią uważać to zginiesz zanim się spostrzeżesz. Zginiesz i to nie przez nią, a przez to, że nie widzisz tego co jest teraz - ostrzegł go. No cóż. Jak zawsze musiał sobie pogadać, a co z tego wyjdzie to już inna sprawa.
Patrzył kochankowi prosto w oczy. Słuchał go uważnie po czym uśmiechnął się - widziałem niejedną, w kilku brałem udział, w ostatniej nawet możliwe, że zmniejszyłem nawet szeregi naszego Gospodarza o kilku jego przydupasów - przekręcił głowę - wiem z czym to się wiąże, ale wiesz, że póki mnie to nie dotyczy to mało mnie to interesuje. Skoro Kraina i Otchłań dały sobie radę z Ludźmi to i tym razem sobie poradzą. Myślę, że Lustrzaki są o wiele bardziej wyczulone na cokolwiek niż przed wojną - powiedział i pacnął go palcem w nos - myślenie o tym nikomu nie pomoże, więc proszę, spróbuj chociaż - poprosił.
Zaśmiał się nisko - to wtedy się dostosuje, bawiąc tylko jako Luci, albo spróbuję przekonać, ale raczej zostanę przy pierwszym - odpowiedział. Nikt go jeszcze nie zaakceptował tak, by przyjąć w obu postaciach, wiedząc, że to on. Dlatego zamerdał trochę ogonem, słysząc, że Gawain jest pewny tego czego chce.
Zmarszczył brwi, gdy Cień zszedł z łóżka. Nie rozumiał czemu, póki ten mu tego nie powiedział. Westchnął - no dobrze, ale proszę wróć. Nie wybaczę, jeśli obiecałeś, a potem podwiniesz ogon i znikniesz - zmrużył oczy po czym sam wstał i się przeciągnął. Odprowadził ukochanego wzrokiem po czym westchnął ciężko i podszedł do okna, które otworzył. Rozejrzał się po okolicy. Na swój sposób było to piękne, ale Yako nie umiał się cieszyć widokami. Nie tego miejsca. Czuł się tutaj źle, przez to co się wydarzyło. Dodatkowo było tutaj sporo obcych osób, które mogą mieć coś wspólnego z tym robalem, który sprawił, że wyglądał tak jak wygląda. Cały w bliznach i z rozjebaną nogą. Jak tylko na niego trafi, na pewno pozbędzie się go z tego świata tak, że nawet jako Strach nie da rady wrócić. Ba! Nie będzie tego chciał!
Oparł się o framugę okna i spoglądał przed siebie, czekając na powrót Dręczyciela.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Sro 26 Cze 2019, 22:08

Przewrócił oczami. Demon ostatnio się rozhulał i Gawain odnosił wrażenie, że szuka ujścia dla swych emocji. Niedługo trzeba będzie magicznego kagańca, bo tak rwał się do bitki, że jeszcze trochę i nikt w jego otoczeniu nie będzie bezpieczny.
- Wiem Lusian, wiem - wyszeptał i pogładził go między uszami. - Bardzo mi to schlebia, ale wolałbym, żebyś tego nie robił. Teraz jest miły, ale jeśli celnie ugodzisz stanie się nie lada wyzwaniem. Nawet dla Ciebie. I nie dam rady posprzątać bajzlu tego kalibru - wyraźnie nie cieszył go plan Lisa. Często mówił podobne rzeczy, czasem obracał je w żart, ale groźba była realna i odczuwalna.
Oho! A teraz zaczynał prawić mu morały. Ognisty racjonalizm kontra chłodna furia.
- Znam... - głośno wypuścił powietrze i zadrżał, gdy ostre zęby naciągnęły skórę. Tym razem klepnął Yako mocniej niż poprzednio. - Ej! Nie zostawiaj śladów! - wychrypiał gniewnie i przeczesał włosy. - Chciałem powiedzieć, że korzystam z tej zasady. Nie może mnie zabraknąć nigdzie, ani z przodu, ani z tyłu. Ale teraz jestem tutaj. - Znów oparł się o Demona i bawił się jego białymi pasmami.
Uważnie słuchał słów ukochanego, które dostarczały jedynie powodów do zmartwień. Yako nie obchodziło prawie nic, ale mylił się, jeśli sądził, że nic go nie dotyczy. Poważnie traktował jedynie zniewagi. Surowy w swych osądach byłby gotów zniszczyć każdego, kto trafił na jego zły humor lub powiedział o słowo za dużo. Politykiem to on nie był.
- Spróbuję, a Ty mi w tym pomożesz. - Starał się go uspokoić i skierować jego myśli na inny, przyjemniejszy tor, choć był poważny w swoim zapewnieniu.
Spojrzał na niego zaskoczony i odrobinę zniesmaczony. To nie powinno tak wyglądać. Miał przed sobą Demona Płodności, ale nie oczekiwał fajerwerków przy każdym zbliżeniu. Był gotów znieść dla niego dyskomfort i wstyd, byleby dać mu szczęście, o którym tak marzył w swych koszmarach. Sny męczące Lisa najlepiej ukazywały jego pragnienia i tęsknoty. Nie mówił o nich, nie prosił o nic, ale nadal chciał czegoś dla siebie - tak jak Dręczyciel, który chciał mieć Yako na wyłączność. Ile by bez tego wytrzymał, zanim zaczęłyby się skoki w bok?
Zmieszany odwrócił wzrok. - Przecież to nie tak, że nie przetarliśmy paru szlaków już wcześniej... - bąknął.

Mocował się ze spodniami i nie wierzył w swoje zapominalstwo. Pakował ubrania - były na łóżku, ułożone w małe sterty - potem przybory higieniczne... przecież talk też tam był. Nawet miał go w dłoni! A może Cosiek go wtedy zaczepił i gdzieś z nim poszedł? Niezależnie od prawdziwej wersji wydarzeń nie miał talku, co oznaczało prawdziwą batalię z wyprawioną skórą. Nie pomagał fakt, że mu się spieszyło, więc ściąganie ubrań szybko przeistoczyło się w szamotaninę na łóżku.
Kilkanaście wygibasów i parokrotnie więcej przekleństw później Gawain zdyszany stał i zabijał spodnie wzrokiem. W końcu mógł się umyć... i ogolić. Już od jakiegoś czasu zastanawiał się, jak powinien się przygotować na podobną ewentualność. Brzytwę zostawił w pudełku, ale miał jeszcze składaną maszynkę. Wysmarowany kremem do golenia przeciągnął ostrzem po skórze. Teraz nie było już odwrotu.
Cień z zaskoczeniem odkrył, że golenie zajmuje cholernie dużo czasu, zwłaszcza gdy boisz się utraty nabiału. Za to całkowicie się opłaca. Uczucie gładkości w miejscach intymnych może było dla niego niecodzienne, ale teraz członek wydawał się być większy. Ta myśl trochę go uspokoiła - była nadzieja na to, że jutro będzie w stanie chodzić i normalnie siedzieć, a Yako nie miał nawet jednego włoska na ciele. Brak owłosienia na klacie sprawił, że można było zauważyć na niej kilka starych blizn. Czy czuł się głupio? Trochę, ale w zasadzie dla Luci też warto przejść takie zabiegi.
Czysty i gładki niczym pupcia elfiej panny wyszedł z łazienki, naciągnął bokserki i zaczął przebierać w szlafrokach. Przymierzył kilka, odwlekając stresującą chwilę, ale finalnie zdecydował się na szmaragdowy z czarnym podszyciem. Nóż w pomidorki na czas przejścia schował do kieszeni.
Tym razem zamiast pukać, wziął kilka głębszych oddechów.
- Już jestem. Wybacz, że tak długo. - powiedział na wejściu. Zaryglował drzwi i wyciągnął nóż, by odłożyć go na szafkę nim Demon się na niego rzuci i go sobie gdzieś wbije. Stanął za ukochanym i delikatnie ułożył dłoń na wytatuowanej części pleców.
- Hej... Ty też bądź dziś dla mnie i nie myśl o tym tyle... - powiedział, domyślając się powodu złości białowłosego. Nie bardzo wiedział, jak się zachować, co ma robić. Niby to co z Luci, ale zupełnie tego nie czuł. - Yako, czego byś chciał? - zapytał i niepewnie go objął. - Nie musisz mówić, możesz mi pokazać czego oczekujesz, ale potrzebuję przewodnika.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 4 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 4 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 4 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 113
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Czw 27 Cze 2019, 10:00

Przymknął oczy, gdy Gaw pogłaskał go między uszami. Lubił takie najzwyklejsze pieszczoty. Ale teraz raczej nie był na nie ani czas, ani miejsce, a tym bardziej nastrój. Westchnął ciężko - jak chcesz - uciekł wzrokiem gdzieś w bok. Nie miał siły się spierać. A do tego miał wrażenie, że opowiada jakieś głupoty. Naprawdę to miejsce nie wpływało na niego najlepiej.
Położył po sobie uszy - przecież nie zostawiam żadnych - powiedział średnio zadowolonym głosem, że został upomniany. Tylko go lekko uszczypnął, nie było nawet zaczerwienienia. Demon wolałby, żeby byli gdzieś indziej teraz, a nie tutaj.
Przyglądał się jak jego kochanek bawi się jego włosami, ale nic nie mówił. Po prostu się przyglądał, oddychając głęboko.
- Postaram się - powiedział, na słowa, że ma pomóc rudzielcowi nie myśleć teraz o problemach.
Nie spodobało mu się to zniesmaczone spojrzenie. Co znowu zrobił nie tak? Dziś nic mu nie szło. Od początku, odkąd tylko tutaj się pojawili.
Uśmiechnął się tylko delikatnie na słowa Cienia i odprowadził go wzrokiem. Gdy ten tylko opuścił jego pokój wstał, i uderzył pięścią w ścianę. Odkąd następnie się oparł o framugę okna, nie ruszył się nawet na milimetr, poruszając tylko delikatnie swoim ogonem.

Czekał cierpliwie. Nawet nie wiedział ile tak czekał. Nie zawracał na niego uwagi. Gdy Keer w końcu do niego dołączył, Najpierw zareagowały jego uszy, nawet się nie odwrócił. Westchnął cicho, gdy poczuł dłoń rudzielca na swoich plecach. Dopiero wtedy się do niego odwrócił po czym podniósł jego głowę za brodę i spojrzał mu prosto w oczy - nie potrzebujesz żadnego przewodnika - powiedział spokojnie i pocałował głęboko i namiętnie, po czym przycisnął do siebie mocniej - już to robiłeś bez mojej pomocy, sam powiedziałeś, że już przetarliśmy szlaki - uśmiechnął się trochę wrednie i zrobił krok w kierunku łóżka, popychając go lekko w jego stronę - doskonale wiesz jak zacząć ale sam mi pokażesz kiedy jesteś gotowy na dalszy krok - wyszeptał, ale następnie objął go mocno, obrócił się i padł na łóżko plecami, przyciskając kochanka do siebie po czym zaczął znów go całować, czekając aż choć trochę się rozluźni, gładząc go po bokach przez materiał szlafroka.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Anomander on Czw 27 Cze 2019, 23:17

Aktualne zachowanie Aerona, pomimo pięciuset lat na karku, przywodziło na myśl miotającego się Ludzkiego dwudziestolatka. Niby to już wiek, w którym mężczyzna powinien być dojrzały i rozważny, a mimo to dalej jego decyzjami kierują emocje i buzujące hormony. Krótko mówiąc: Fizycznie był mężczyzną a umysłowo jeszcze dzieckiem. Skrzydlaty obserwował jego manifestację zniecierpliwienia, ów festiwal spacerów i gestów, z pobłażliwym uśmiechem.
- Nikt nie każe ci się podlizywać, ale musisz zacząć myśleć. Nie mówię tu o zwykłym myśleniu, a o strategicznym planowaniu kolejnych, następujących po sobie posunięć. – pokręcił głową jak nauczyciel załamany głupotą swojego najlepszego ucznia, kiedy ten zamiast błysnąć niczym wybuchająca nova, okazał się być zaszczanym matołem, który z zapałem dłubie w dupie i dziwi się niepomiernie temu, skąd tam się wzięła brązowa, śmierdząca plastelina - Czy ty słyszałeś co powiedziałeś?
Podszedł do szafek, grzebał w nich przez chwilę, aż w końcu wyjął z jednej z nich mąkę. Stanął na środku pomieszczenia i rozsypał ją dokoła, tworząc białe pole do rysowania. Caius pewnie się wkurwi, będzie warczał, a w ramach protestu może nawet skasztani mu się do butów, ale nie dbał o to teraz.
- Patrz uważnie … – powiedział kreśląc na białym polu góry, brzeg morza  i lasy - To jest herbaciana rzeka … – powiedziawszy to przesunął nogą tworząc linię przypominającą rzekę - Tu powstaje warownia, a tu jest port. – naniósł punkty na wielką, zaimprowizowaną mapę - O jakiej potędze Ty mówisz, skoro chcesz iść na ustępstwa? – zapytał ponownie pokazując ręką na ziemię i patrząc mu w twarz - Myśl!
Podszedł do Aerona, i objąwszy go ramieniem, pchnął lekko w stronę „mapy”.
- Widzisz to już?! – zapytał przechodząc na drugą stronę mącznego rysunku - Gdyby ten jebany Laraziron chciał, to zagłodziłby cię w dwa-trzy księżyce! Ty nawet nie masz dość wojska by bronić własnego szlaku transportowego, dzięki któremu żyjesz w dostatku! Patrz co się dzieje!
Powiedziawszy to, krótkim i szybkim ruchem skrzydła zaczął rysować kreski na mapie.
Pierwszą w okolicach gdzie naniósł zamek Aerona.
- To blokada szlaków w górach. Bez tych szlaków nie ma transportów żarcia, paszy dla zwierząt, materiałów niezbędnych rzemieślnikom do pracy ani niczego innego. Twój zamek zostaje odcięty od świata! Nie możesz nawet wysłać meldunku, ani prośby o pomoc. – wyjaśnił, rysując drugą kreskę tym razem na rzece koło lasu - To jest blokada rzeki spławnej. Drewna wozami z tego terenu nie wywieziesz, bo zajebią Cię opłaty związane z transportem, budową tymczasowego szlaku, paszą dla zwierząt pociągowych i resztą. Poza tym, ten system transportu, jest dla ciebie całkowicie niewydajny i nieopłacalny. Bez spławnej rzeki nie masz co marzyć o handlu czymkolwiek poza własnym tyłkiem albo tyłkami swoich poddanych. – powiedział rysując trzecią kreskę w okolicy portu i twierdzy - A teraz dochodzimy do fortecy. Twój handel kwitnie, ale co będzie w chwili gdy rzeka zostanie zajęta przez Larazirona, który zażąda od ciebie cła w postaci sześćdziesięciu pięciu od sta albo, jeśli okaże dobrą wolę, pięćdziesięciu od sta? Czy wtedy też będziesz się szczycił tym, że trzymasz w garści rynek drewna? Może i trzymasz drewno, ale Laraziron trzyma ci rękę na jajach, i jeśli tylko przyjdzie mu taka fantazja, zagłodzi ciebie i cały twój majątek. Zdechniemy w tym zamku żrąc własne gówno i łapiąc pierdy do słojów, aby móc się sycić aromatem, w chwili, gdy nie będzie już czym srać.   – pokręcił głową, machnął skrzydłem z frustracją i rozwiał mąkę - Reasumując, obecnie, można nas wykończyć w dwa góra cztery księżyce przez blokadę szlaków górskich, spławnej rzeki i cła zaporowe. Najbardziej boli mnie to, że w tej chwili nie możemy zrobić nic, by go powstrzymać, nie mówiąc już o jakiejkolwiek zbrojnej czy ekonomicznej odpowiedzi. – oparł się ponownie o stół i opuściwszy głowę myślał przez chwilę - Nawet jeśli twoje nieliczne wojska zablokują szlaki transportowe, to jego strzelcy zmiotą ich w ciągu jednego dnia. Jeśli zalejemy mu kopalnie starając się wywołać paraliż ekonomiczny, to on zamknie górskie szlaki. Wtedy obaj jesteśmy w dupie, ale my w głębszej, a wiesz czemu?
Kolejne pytanie retoryczne.
Skrzydlaty ewidentnie miał powołanie do bycia mentorem. Zadawał pytanie, na które sam udzielał odpowiedzi. Jakież to typowe.
- Czy ktoś z twoich ludzi widział jakiekolwiek transporty idące w stronę placu budowy? Czy widziałeś ciągnących tam robotników, wozy czy zwierzynę na mięso? NIE! To wszystko dlatego, że PO ZIEMI nie idzie niemal nic. Całe transporty idą POD ZIEMIĄ. – potarł ręką  rosnącą brodę - On jest sprytniejszy niż ci się wydaje Aeronie. Teraz, gdy dysponuje podziemnym szlakiem, jego pozycja jest nie do ruszenia. Ponadto puszczając całość transportu pod ziemią, może nie bać się zbrojnych napadów, utraty zwierząt w nurcie, zjawisk pogodowych czy innych niewiadomych występujących na trasie. W efekcie tego, oszczędza czas, pieniądze i wojsko.
Popatrzył na Aerona swoimi błękitnymi oczyma
- Musisz wysłać kogoś, kto sprawdzi co dzieje się w zamku Himmelhof. – powiedział sięgając po szklaneczkę z alkoholem.
Upił łyk i odstawił.
Nadeszła pora by udzielić odpowiedzi na najciekawsze pytanie tej rozmowy, i poczekać na to co stanie się później. Niestety, nie każda nauka jest przyjemna, ale ponoć gorzkie leki, leczą najlepiej.
- Zanim odpowiem za kogo cię mam, pozwolę sobie na kilka słów wyjaśnienia. Stoję tu i mam przed sobą kogoś, kto może kiedyś zostać władcą tego grajdołu. Jak każdemu młodemu adeptowi na „homo sapiens”, tak i tobie, potrzeba kogoś, kto będzie pełnił funkcję organu doradczego. – popatrzył mu poważnie w oczy - Wiesz, co jest cechą dobrego doradcy Aeronie?
To było pytanie, na które nie oczekiwał odpowiedzi, albowiem już po chwili skrzydlaty zaczął mówić dalej.
- Po pierwsze, nie przytakuje jak idiota słysząc każdy kaleki pomysł czy wymysł swojego podopiecznego. Od tego jest błazen. Po drugie, nie obawia się wyrażać swojego zdania, jakkolwiek to byłoby nieprzyjemne lub mało miłe dla ucha i godności słuchającego. – uśmiechnął się kącikiem ust - Zatem przygotuj się na to, że nie wszystko co ode mnie usłyszysz będzie przyjemnym klepaniem po plecach, ramieniu czy dupci. Ja wiem, jesteś panem tego zamku, Lustrzaninem i arystokratą. Wiem też, że w dowolnej chwili możesz spróbować mnie zabić, wziąć na męki lub wygnać. Jestem w końcu renegatem z MORII, okrutnikiem i tylko Człowiekiem dotkniętym Anielską Klątwą. Pamiętaj jednak, że tak jak każde działanie, również i to, będzie niosło ze sobą pewne konsekwencje. Najdotkliwszą z nich, będzie zapewne to, że beze mnie nie ruszysz z miejsca, i dalej będzie ci pisany los bękarta. Dalej każdy, choćby największy gołodupiec, będzie uważał cię za gorszego od siebie. Później przyjdą inne zmiany, na które, sądząc po tym co osiągnąłeś do tej pory, nie będziesz gotowy i finalnie podzielisz los Beatrice Aescher. Zostaniesz gołym i bosym Bękartem bez ziemi z kuzynką na wydaniu. Co wtedy zrobisz, wydasz ją za Marionetkę bez kutasa albo śmierdzącego Dachowca, który zgodzi się nie żądać posagu? – zaśmiał się upijając łyk trunku - Odpowiadając na pytanie. Nie mam cię za idiotę, ponieważ „idiota” z języka greckiego, to osoba, która nie bierze czynnego udziału z życiu państwa. Aktualnie, choć cię lubię, mam cię ze gołowąsa-nadmijdupę z nagłym fochem społecznym, który na dodatek zachowuje się jak dureń.
Odstawił szklankę i czekał na dalszy rozwój akcji.
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 28 Cze 2019, 00:16

Anomander łapał go za słówka. Przy całej sympatii jaką Upiorny żywił do stojącego obok Opętańca, mężczyzna zaczynał go zwyczajnie drażnić. A może to pokłosie pozornie błahych rozmów z Gawainem i Yako? Niby nie mówili o niczym ważnym a jednak Aeron angażował się dość mocno. Pilnował się, nie mówił całej prawdy i grał, badając reakcje Demona i Cienia. Kogitsunemaru był tylko dodatkiem, który na ten moment nie był ważny ale może okazać się być dobrym pionkiem. No i to kolejna furtka dla działań Arystokraty, jeśli zrobi się gorąco, bo przecież zarówno Lisowi jak i Keerowi zależy na dzieciaku.
Zmrużył oczy widząc jak skrzydlaty zaczyna myszkować po kuchni. Caius z pewnością nie będzie zadowolony, ale ostatecznie nic nie powie, bo przecież Tiberius zajmował teraz wyższą pozycję niż Wilk. Był obecnie Betą, zaraz po młodym Vaele.
Uniósł nieznacznie brew kiedy Opętaniec zaczął rozsypywać mąkę, ale nie opuścił skrzyżowanych na piersi rąk. Napięte mięśnie ramion odznaczały się ładnie pod materiałem marynarki.
Kiedy Anomander zaczął rysować, Aeron wodził wzrokiem za liniami, ale nie ruszył się z miejsca, bo był ciekaw co powstanie z zabawy skrzydlatego. Okazało się, że tamten narysował szybko prowizoryczną mapę. Upiorny z zaskoczeniem odkrył, że dawny Dyrektor Kliniki całkiem nieźle zna się na rozmieszczeniu strategicznych punktów takich jak rzeka, góry czy najważniejsze szlaki. Warownia Larazirona odznaczała się na mącznej mapie jak ciemny pryszcz na alabastrowej, nieskazitelnie czystej dotąd cerze.
Tiberius podszedł do niego a Arystokrata poczuł nieodpartą chęć by się skrzywić. Po co te dziwaczne zabiegi? Nie mógł po prostu powiedzieć mu, o co chodzi? Pogrywał z nim jak z dzieckiem i zaczynało go to drażnić. Ciężki wbrew pozorom dzień dawał się we znaki, zniecierpliwienie szybciej wyciekało na twarz szlachcica. Niemałą rolę odgrywało tu miejsce w którym się znajdowali - zwyczajnie Thorn mógł sobie pozwolić na opuszczenie maski w kuchni, gdzie był pewien, że nikt inny poza Anomanderem go nie zobaczy.
Popchnięty w stronę narysowanego punktu, opuścił dłonie i podszedł we wskazane miejsce, zawieszając wzrok na podłodze. Skrzywił się, pojmując nagle o co chodziło skrzydlatemu.
Obserwował jego kolejne ruchy i z każdym, był coraz bardziej zaskoczony tym, co widział. Jak mógł nie dostrzec tego wcześniej? Frustracja narastająca w nim zmieniła się w złość, bo właśnie zdał sobie sprawę, że pod wygodnym stwierdzeniem "Znam Larazirona" kryła się przerażająca prawda: na swoje własne oczy założył sobie klapki. Jak ostatni głupiec.
Po długiej wypowiedzi Christiana, zamknął oczy i potarł je palcami, krzywiąc się nieładnie. Mężczyzna miał rację. Ten cholerny Opętaniec miał cholerną rację!
Zabranie go do Dunkelheit jest najlepszą z ostatnio podjętych przez Aerona decyzji.
- Nigdy nie wątpiłem w spryt Larazirona. - powiedział otwarcie - Jednak nie chcę mi się wierzyć w to, że on mnie zaatakuje. Ma wiele powodów, DAŁEM mu wiele powodów. Trzyma w łapach cały przemysł wydobywczy, między innymi od niego biorę materiał potrzebny do wykonania pancerzy czy broni dla wojska, ale on nie pozostaje niezależny. Jak każdy, potrzebuje drewna, nawet jeśli nie do budowy fortecy, to do budowy grodu. Jego ludzie muszą mieć zapewniony swobodny dostęp do najpopularniejszego budulca w Krainie Luster. Dodatkowo, co z tego, że Laraziron wydobywa kamienie szlachetne, skoro bez handlu pozostanie nikim? Musisz pojąć, ja odpowiadam za ruch na rynku. Przepuszczam towary, narzucam kierunki zbytu i kieruję towary deficytowe tam, gdzie są najpotrzebniejsze za odpowiednią opłatą. - łapał się wszystkiego, mimo, iż Anomander z pewnością wiedział na czym zarabia młody Lord Vaele - Pozostaję z nim w dobrej komitywie. Już sam fakt zaakceptowania przez niego mojego tytułu mówi sam za siebie, bo Vyron, jako wyjątkowo napuszony Arystokrata, NIGDY nie pozwoliłby na taki obrót wydarzeń. Chyba, że na tym skorzysta. - wyjaśnił - Z resztą, ja myślę podobnie. Jego sąsiedztwo bardzo mi odpowiada, bo znam go najlepiej z całej gromady Upiornych. On jedyny ma na tyle odwagi, żeby nazwać mnie Bękartem prosto w twarz i jest świadom ewentualnych konsekwencji. Mógłbym reagować agresją, ale po co? Żeby pokazać, że on ma rację? Żeby udowodnić, że boli mnie to, kim jestem? - uśmiechnął się krzywo - Cenię sobie szczerość, nawet jeśli jawne obrażanie boli. Ale wiesz co? Wolę dostać w pysk "brudną krwią" albo "bękartem" niż oglądać fałszywe uśmiechy, o krótych chce mi się już rzygać.
Odszedł na chwilę by przyjrzeć się mapie. Przez chwilę analizował rysunek i wszystkie zaznaczone miejsca, dłużej zatrzymał wzrok na warowni.
- Sam tam pojadę. - powiedział nagle, nie odrywając wzroku od punktu przy rzece - Zapowiem się i pojadę jawnie. Nie chcę by Laraziron posądził mnie o szpiegostwo, wolę, żeby sam pokazał mi swoje dzieło.
Kiedy tamten znowu się odezwał, Aeron podszedł bliżej i spojrzał w lodowate, niebieskie oczy. Nie bał się ich, w każdej chwili mógł przecież zaatakować. Miał tą przewagę nad skrzydlatym, że był u siebie i znał każdy kąt, dodatkowo, mimo szlacheckiego urodzenia Tiberiusa, w Krainie Luster to Vaele był wyżej. Słuchał go z powagą, oddychając początkowo spokojnie, ale z każdym kolejnym zdaniem siwowłosego, złość narastała w nim. Gotowała się, wrzała, gotowa wybuchnąć jawnym gniewem.
Upiorny zmarszczył brwi i spojrzał na niego surowo. Nie odezwał się jednak, bo chciał usłyszeć wszystko, co tamten miał do powiedzenia. Wcale nie podobały mu się te słowa, nie podobał mu się ton i nastawienie Anomandera. Skrzydlaty poczuł się za pewnie i pod pretekstem wygłaszania rad, obrażał teraz swojego pana, nie zostawiając na nim suchej nitki.
Rogaty zacisnął pięści aż pobielały mu kostki. Tęczowe oczy błysnęły niepokojącym blaskiem a krawędzie tęczówek pociemniały, zwiastując nadejście czerni.
Gdy zaczął mówić o Abi, o małej, niewinnej Upiornej, którą Aeron miał szczęście znaleźć całkiem przypadkiem a która szybko zagościła w jego sercu, Arystokrata dyszał i zgrzytał zębami. Gniew przemienił się w furię. Już dawno nie czuł takiej wściekłości, już dawno nie miał ochoty na przemoc. Momentalnie przypomniały mu się czasy wojny, kiedy każdego dnia krew gotowała się w nim tak bardzo, że pod koniec, będąc skąpany we krwi wrogów i pobratymców, wracał do rezydencji będąc w dziwnym transie. Pamiętał, jak oczy zalewała mu charakterystyczna czerwień. Gdy jedyne na co miał ochotę, to zabijanie. Pozbywanie się stojących mu na drodze przeciwników.
Wyszczerzył zęby, wypuszczając przez nie powietrze. Naprawdę z trudem hamował wybuch. Anomander był teraz intruzem, który postanowił go obrazić. Jego, Lorda Vaele! Pana tego domu! Księcia i Koregenta Lodowych Gór! Jak on śmiał!
Kiedy tamten zakończył wywód soczystym porównaniem, Aeron nie wytrzymał. Ryknął z furią a jego dłoń wystrzeliła w powietrze. Całkowicie stracił panowanie nad nerwami.
- TY SUKINSYNU!!! - wrzasnął, przy okazji wypuszczając z siebie powietrze i spienioną ślinę. Celował w jego szczękę, otwartą dłonią na szczęście, ale jeśli ręka sięgnie jego twarzy, z pewnością Tiberius poczuje to uderzenie dotkliwie. Furia w oczach Arystokraty czyniła go naprawdę Upiornym.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Anomander on Pią 28 Cze 2019, 02:32

Choć było to przykre, Skrzydlaty musiał poznać Aerona. Albowiem żeby móc zostać czyimś doradcą, należy wiedzieć w jakiej dziedzinie należy zapewnić wsparcie podopiecznemu. Arystkorata był inteligentny, wygadany i towarzyski. Miał sporą wiedzę odnośnie utrzymania dyscypliny wśród swoich podkomendnych, umiejętność zjednywania sobie innych i pragnienie poszerzania horyzontów. Jednak ekonomia, zarządzanie i strategia to były jego pięty Achillesowe. Ponadto Aeronem dało się manipulować niczym szmacianą pacynką, i to nad tym w pierwszej kolejności będą pracowali.
Aeron Vaele musiał się nauczyć tego, że dobry władca jest jednocześnie królem, rybakiem, rolnikiem, naukowcem i każdym innym zawodem występującym na jego włościach. Król musi być mądry za cały kraj, w innym wypadku jego władza będzie słaba, a królestwu grozi niedostatek.
Skrzydlaty już widział od czego zacznie.
Przypomniało mu się, jak kiedyś pewien człowiek oduczał konia gryzienia. Włożył do gorącego pieca barani udziec i trzymał go tam przez około 40 minut. Gdy ten zaczął skwierczeć, a łój z pod skórą ładnie się upłynnił, wyjął go, schował za plecami i poszedł do konia. Zwierzę skoczyło z zębami a mężczyzna wystawił udziec. Końskie zęby wbiły się w mięso bez trudu. Zwierzę przez chwilę zaciskało chwyt, po czym zakwiczało przerażająco, puściło mięso i zaczęło się miotać w panice starając się uciec od bólu poparzonych dziąseł, języka i warg. Od tamtej pory, koń nie ugryzł już ani razu.
Teraz to Aeron był koniem a Białowłosy udźcem.
Musiał zmusić Aerona do fizycznego ataku.
Musiał zmusić go do tego by go zaatakował, albowiem choć to przykre doświadczenie, to lekcja ta może kiedyś uratować mu życie.

Widział jak wściekłość bierze nad nim górę.
- Przegrałeś … – powiedział cicho skrzydlaty spoglądając jak Upiorny Arystokrata rzuca się do chaotycznego i głupiego ataku.
Jego ciało pociemniało i zamieniło się w słup czarnej mgły. Chwilę później cios Aerona dotarł do celu. Jego palce, pragnące trafić w twarz ubliżającego mu doradcy, przecięły tylko powietrze i słup ciemnej, gęstej mgły.
Mgła jakby na to czekała.
Zawirowała w obłąkańczym tańcu i ruszyła na Aerona. Mimo iż ten zapewne się bronił, to fizyczne ataki nie przydały mu się na nic. Mgła niczym wąż owinęła się w koło jego ciała, i przez otwarte usta zaczęła wtłaczać do przełyku, żołądka, oskrzeli i płuc.
Na nic kasłanie!
Na nic próby wymiotowania!
Czarny słup wciskał się nieubłaganie co raz głębiej.
Z biegiem czasu, mgła wewnątrz ciała rogatego mężczyzny zaczęła nagle nabierać cech fizycznych. Stawała się twarda i ciepła, a tuż koło głowy duszącego się Aerona pojawiła się twarz Opętańca szepcząc mu do ucha.
- Jak ci się podoba umieranie? – gadzie oczy spoglądały z mgły z iście gadzią satysfakcją.
Aeron nie odpowiedział, bo i jak miał odpowiedzieć?
Mijały chwile.
Rozpaczliwa walka o oddech trwała jeszcze przez kilkanaście uderzeń serca, aż w końcu zaczęła słabnąć. Widać, Rogaty z wolna zaczynał tracić świadomość.
Nim całkowicie stracił przytomność, mgła wycofała się, a przed Arystokratą znowu stał Skrzydlaty w ludzkiej formie.
Wsparł go, podprowadził i posadził na krześle by ten mógł złapać oddech.
- Popełniłeś błąd, który w normalnych okolicznościach kosztowałby cię życie. – powiedział chłodno niebieskooki - Poniosły cię emocje. Zachowałeś się jak gówniarz i zaatakowałeś bez rozpoznania. Byłeś zbyt pewny siebie.
Podszedł do dzbanka i przyniósł go siedzącemu.
- Pij. – powiedział krótko
Odczekał chwilę, aż Upiorny wróci nieco do siebie. Koniec końców nie co dzień doświadcza się niebezpieczeństwa śmierci przez uduszenie albo i coś wiele gorszego.
- Zrozumiałeś lekcję, czy chcesz powtórkę z rozrywki? – zapytał spokojnym głosem siadając na drugim krześle - Albo nauczysz się panować nad sobą Aeronie, albo kiedyś zginiesz jak dureń porwawszy się na kogoś, kto nie jest ci przyjacielem. – milczał przez chwilę patrząc na Rogatego jak na rozwydrzone dziecko, które dostało po dupie a teraz dąsa się z powodu kary - Pierwsza lekcja dobiegł końca. Mam nadzieję, że wyciągniesz z niej wnioski i nigdy więcej nie będziemy musieli powtarzać ostatniego etapu. Masz jakieś pytania odnośnie tego co zaszło i o czym rozmawialiśmy ?
Sięgnął po szklaneczkę z trunkiem, ale ta okazała się być pusta.
Szkoda.
Dobry był ten miodzik.
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Pią 28 Cze 2019, 03:28

Już miał uderzyć. Jego dłoń zbliżała się do twarzy pewnego siebie Opętańca, kiedy to Aeron usłyszał jego komentarz. Słowa odbiły się echem w jego owładniętej dziką furią głowie, potłukły się o oszalały z wściekłości umysł i rozsypały na milion kawałków. Bolesnych odłamków, które raniły jeszcze mocniej niż gdy były w całości.
Piana biła z jego ust, oczy, dotychczas przyjemnie tęczowe, teraz zwiastowały mord. Miał ochotę strzelić go po mordzie za chamstwo. Może wtedy Anomander nauczy się, że powinien trzymać jęzor za zębami, wtedy kiedy nie jest wskazane, by mówił.
Ręka przeleciała jednak przez mgłę, która nagle zajęła miejsce skrzydlatego. Siła jaką włożył w ruch Arystokrata, nie napotkawszy niczego po drodze, pociągnęła go przed siebie, przez co zachwiał się na własnych nogach, dając się opleść mgle swoimi ciemnymi, widmowymi mackami.
Zaskoczenie na twarzy Aerona zdradziło, że nie spodziewał się tego ruchu. Zadziałał zbyt pochopnie, źle ocenił przeciwnika i teraz, jak głupiec, starał się utrzymać na nogach, chroniąc przed upadkiem na podłogę i w mąkę.
Gdy poczuł jak dym wpływa mu do gardła przez usta i nos, uniósł dłoń do krtani. Gaz dusił, był gęsty i nie pozwalał na oddech. Wyciskał z Upiornego ostatnie strzępki powietrza, zmuszając go do desperackiej walki o życie.
Vaele chciał walczyć, ale jak to robić, gdy przeciwnik jest niewidzialny? Pozbawiony oddechu, opleciony czarnym dymem, zaczął wić się i miotać, chcąc złapać oddech. Nie trwało to długo, bo już po chwili, z szeroko otwartymi ustami i zmoczonymi własną śliną wargami, zachwiał się na wysepkę kuchenną.
Osłabienie przyszło nagle, wywołane odebraniem oddechu. Mężczyzna poczuł zawroty głowy, jego własny głos który rzęził, próbując wciągnąć trochę tlenu, nieco przygasł a przed oczami zamajaczył mu mrok.
Jadowity głos tuż przy uchu wywołał kolejną falę furii, ale przez wzgląd na obecny stan w jakim się znajdował, nie była już ona niczym potężny kopniak. Była niemrawym grzebaniem stopą w miękkim piachu.
Ciało zwiotczało, zaskakując Aerona który powoli tracił świadomość. Czy podobało mu się umieranie? Oczywiście, że nie! Lubił przekraczać granice, lubił ryzykować i sprawdzać własną wytrzymałość, ale na własnych warunkach!
Upadł na podłogę wzniecając obłoki mąki, które momentalnie osadziły się na materiale jego ciemnego ubioru, na włosach i rogach. Już nawet nie miał siły się wić. Z szeroko otwartymi oczami i ustami, jak ryba wyrzucona na brzeg, odlatywał w ciemność, przygotowując się na spotkanie ze śmiercią i plująco sobie w brodę, że dał się tak podejść.
I nagle mgła uleciała z niego jak powietrze z rozsupłanego balonika. Aeron poczuł ścisk w gardle i kiedy duszący gaz opuścił jego usta, łapczywie zaczerpnął życiodajnego tlenu. Złapał się za pierś, czując nagły napływ energii spowodowany nabraniem oddechu i zaczął głośno wdychać powietrze ustami, przy okazji krztusząc się, plując śliną i mąką która osadziła się również na zdrętwiałym języku.
Anomander pomógł mu wstać, Upiorny nie protestował i przyjął pomocną dłoń, chociaż najchętniej rozbiłby mu teraz czaszkę na blacie wysepki. Przygarbiony, łapał powietrze, dygocząc na całym ciele.
Posadzony na krześle, potrzebował jeszcze chwili by dojść do siebie. Kiedy już wystarczająco uspokoił oddech, odkrył, że straszliwie boli go głowa, ale oczy zaczęły przekazywać już normalny obraz. Ciemność odpłynęła, oddając mu pełną świadomość.
- Za to... - wydyszał, patrząc na niego z chłodem, jakiego na jego pogodnej zazwyczaj twarzy, nie widział jeszcze chyba nikt - Za to... powinienem cię zabić. Rozsmarować cię na ścianach. - dodał prostując się na krześle. Oczywistym jednak było, że tego nie zrobi. Zbyt cenił sobie rady Opętańca, nawet jeśli ten dzisiaj przeciągnął strunę. Wysłuchał jego słów i otrzepał lekko marynarkę i spodnie z mąki.
Przez chwilę patrzył na niego, analizując jego słowa i wyraz twarzy. W tej właśnie chwili nie był do końca pewien, czy ma przy sobie odpowiednią osobę.
- Jesteś potworem. - powiedział kręcąc głową, ale na jego twarzy wciąż malowała się powaga, wręcz zimna kalkulacja - Po czyjej stoisz stronie, Tiberiusie? - zapytał nagle, nie spuszczając wzroku z jego niebieskich oczu. Przyjął dzbanek i nalał sobie trochę do szklanki. Od razu opróżnił ją, ale przez chwilę potrzymał napój w ustach, zanim zdecydował się przełknąć. Gardło paliło żywym ogniem, jeszcze gorzej jednak bolały go płuca.
- Pojąłem lekcję. - powiedział odkładając naczynie - Wybacz, nie podziękuję. Nie w obliczu takiego zakończenia. - stwierdził kwaśno - Niemniej uważam, że nie było to konieczne. Wydawało mi się, że jesteśmy cywilizowanymi istotami i potrafimy załatwić większość spraw rozmową. Widać, przeliczyłem się. - dodał krzywiąc się lekko - Doceniam pokaz siły i jestem pod wrażeniem. - po chwili skinął mu lekko, z uznaniem - Wracając do naszej rozmowy sprzed... incydentu, co radzisz, Doradco? Cóż powinienem począć? Rzucić wszystko i iść na wojnę, bez środków, bez wojska i bez ugruntowanej pozycji? Najechać Larazirona, zająć budowaną przez niego warownię i ogłosić się panem Herbacianej Rzeki? Nie widzę tego, Christianie. - sztuczne imię wypowiedział powoli i z przekąsem - Nie chcę psuć kontaktów z Kryształowym Lordem. Bardziej przydatny jest jako sojusznik, niż wróg. Oczywiście przyjrzę się jego działaniom, ale wolałbym zrobić to ostrożnie, ale jednak jawnie. Gra w otwarte karty czasem przynosi korzyści większe, niż tchórzliwe ukrywanie się w mroku. - dodał, wytrzymując spojrzenie jego lodowych oczu.
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Anomander on Pią 28 Cze 2019, 04:38

Zignorował pierwsze słowa Arystokraty. Prawdę mówiąc, za to co zrobił, miast rozsmarowywać go po ścianach, powinien całować go po rękach, ale i na tę wiedzę przyjdzie pora.
- Jestem, i to prawdopodobnie najgorszym, jakiego spotkałeś na swojej drodze. – powiedział skrzydlaty, a ton jego głosu zdradzał, że nie żartuje. - Powiedz mi, naprawdę masz jakieś wątpliwości, po czyjej stronie stoję? – zapytał Niebieskooki - Mogłem cię udusić, mogłem wedrzeć się w ciebie i rozerwać na kawałki materializując się, mogłem odgryźć Ci tę rękę w przeciągu chwili i zostawić cię tu, na podłodze, byś skonał z upływu krwi, mogłem przebić cię pazurem na skrzydle albo pozwolić ci się trafić, a później zabić na setki innych sposobów. Przez trzydzieści lat, dzień w dzień, ćwiczyłem walkę wręcz z bojową marionetką, której jedynym celem podczas treningu było mnie zabić. Jak widzisz, jeszcze żyję. Nie zabiłem cię, nie dlatego, że dajesz mi schronienie i nie wydałeś w łapy Lustrzan. Nie zrobiłem tego, ponieważ była to pierwsza z wielu lekcji, jakie czekają cię na drodze do osiągnięcia wyznaczonego celu, do którego obiecałem ci pomóc dotrzeć. Widzę w tobie przyjaciela i kogoś, kto może osiągnąć naprawdę wiele, ale musi zostać właściwie ukierunkowany. – powiedział nalewając sobie wody do szklanki.
Dalsze słowa rogatego sprawiły, że zaczął się śmiać. Szczerze i bez szyderstwa.
A gdybyś wygrał to byś podziękował? – powiedział cały czas śmiejąc się serdecznie - O tak, cywilizowani jak jasna cholera. Przed chwilą dałeś tego pokaz. Spektakl nosił nazwę „Aeron daje czadu, że hej!” i był dramatem w jednym akcie. – otarł łzy płynące z oczu - No, nie bocz się już na mnie. Za jakiś czas zrozumiesz tę lekcję.
Wsłuchał się w ostatnie słowa Aerona.
NARESZCIE!
To był ten Aeron, który mógł osiągnąć tak wiele!
- Nareszcie zacząłeś myśleć i zachowywać się jak przystało na kogoś inteligentnego. – powiedział z uznaniem skrzydlaty.
Cholera, gdyby wiedział, że niedotlenienie tak pozytywnie wpływa na charakter jednostek o wybitnych osobowościach, to dzień w dzień przez ostatnie trzy lata podduszałby Bane’a. Mimo iż sam się nie przyznawał, tęsknił za tym narcystycznym kutafonem. Ciekawe czy wyjął już z tego pudełko tego osranego, wielkiego, murzyńskiego kutasa, którego życzył mu celem wypróbowania prezentełka.
- To co zaproponowałeś jest słuszne i roztropne. Jeśli o mnie chodzi, to dodatkowo radzę ci jeszcze jak najszybciej związać go. Wilk, który ma na szyi obrożę, nie jest aż tak groźny. – popatrzył na siedzącego mając nadzieję, że ten zrozumie co ma na myśli.
Cóż, nie pierwszy to raz kobieta jest najlepszą kartą przetargową.
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Nie 30 Cze 2019, 12:53

Oddech powoli wracał do normy a złość, z każdym kolejnym słowem Opętańca, wygasała, zmieniając się z dzikiej furii w chłodną kalkulację. Nie spodziewał się, że Anomander potrafi coś takiego. Nie rozmawiali jeszcze o wszystkich swoich możliwościach. Doświadczenie jego mocy na własnej skórze nie było przyjemne, ale teraz Upiorny przynajmniej wiedział, z kim dokładnie ma do czynienia.
Patrzył uważnie na mężczyznę i słuchał go, opanowując z wolna dyszenie. Pomogła mu w tym woda, ale jeszcze trochę minie, zanim nie będzie odczuwał kłucia w płucach. Gdzież tej gad pod postacią dymu wpełzł?
Śmiech skrzydlatego trochę rozładował napięcie i na twarzy Arystokraty pojawił się lekki uśmieszek. Czy jeśliby wygrał, to by mu podziękował? Ciężko stwierdzić. Doprowadzony do gniewu wybuchał, bardzo nie lubił kiedy ktoś go prowokował. Pewnie gdyby wygrał starcie, nie zostawiłby na Tiberiusie suchej nitki. Może i było to małostkowe, ale każdy szlachcic lubił chełpić się wygraną, nawet jeśli padła w nic nie znaczącej naparzance w karczmie.
Machnął ręką kiedy tamten poprosił, by Vaele się nie boczył. Dobra, było - minęło. Nie ma co roztrząsać. Akcja Anomandera była przerażająca i nie dało się w żaden sposób kontratakować, ale przecież ostatecznie nic się nie stało. A faktycznie, skrzydlaty mógł przecież zabić.
Siwowłosy pochwalił go dość kwaśno, ale zaraz później wygłosił radę, która była naprawdę poważna. Rogaty spojrzał na niego i lekko zmrużył oczy. Długo milczał, trawiąc to, co powiedział Opętaniec. Czy zdawał sobie sprawę, jak trudne to będzie do osiągnięcia?
- Laraziron wie, że Abigail jest moją wychowanką. - powiedział powoli, ważąc każde słowo - Posiada informacje o jej wieku, podejrzewam, że zna też jej historię. Wydawał się być zainteresowany, ale nie wiem, czy samą osobą Abi, czy ewentualnym ożenkiem. - wyjaśnił - Myślałem nad wydaniem jej jemu, inni Arystokraci wydają się być... - skrzywił się - Niestabilni. Przynajmniej w swoich przekonaniach. - powiedział to tak, jakby wraz ze słowami musiał przełknąć coś naprawdę kwaśnego - Vyron jest, jaki jest. Wybuchowy, nadęty i zapatrzony w siebie. Ale jego znam najlepiej. Nasze ścieżki nieustannie się krzyżują. Chociaż drwi i szydzi ze mnie, nigdy nie zaznałem z jego strony większej krzywdy. - zamyślił się na chwilę - Już samo to, że chętnie podejmuje ze mną wszelakie rozmowy dotyczące wymiany handlowej... Tak, biorę go pod uwagę jako męża dla Abi. - wygłosił ostatecznie - Tylko jak przekonać ją samą? Powinienem powiedzieć Larazironowi wprost, że mu sprzyjam, i że jeśli jest zainteresowany, powinien się postarać o jej względy? Mała jest naprawdę dobrą partią... - spojrzał skrzydlatemu w oczu - Nie chcę jednak robić za swata, tak nie wypada. - zaśmiał się po chwili - Cóż radzisz, w tej sprawie?
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Anomander on Nie 30 Cze 2019, 20:14

Kuchnia, do niedawna czyste i uszeregowane królestwo Caiusa, przypominała teraz małe pobojowisko. Rozsypana mąka, która w trakcie szamotaniny osadziła się niemal na wszystkim, była wprawdzie wyjątkowo interesującym akcentem kolorystycznym, ale jako element wystroju wnętrza pasowała raczej średnio. Skrzydlatego nie specjalnie interesowało, czy, a raczej jak bardzo sługa Arystokraty będzie zły. Zresztą, nawet gdyby był zły, to Opętaniec miał na podorędziu zwiniętą gazetę.
- No właśnie, “wychowanką” … – powiedział kwaśno skrzydlaty – czyli osobą wzięta na wychowanie. Wiesz, że w tej chwili wszelkie plany, które masz lub będziesz mieć mogą prysnąć jak mydlana bańka? Wystarczy, żeby po dziecko zgłosił się jej ojciec, matka lub ktoś z najbliższej bliższej rodziny … – przerwał na chwilę i popatrzył na rogatego - Rozmowa na ten temat powinna się odbywać raczej przy butelce czegoś mocniejszego. Może zechcesz nakazać przyniesienie jakiejś flaszki albo trzech ?
Dla skrzydlatego, życie istot związanych z Abigail, było równie mało ważne co zeszłoroczna prognoza pogody. Jednak dla Aerona, perspektywa wymordowania części rodziny związanej z jego kuzynką może być ciężka do przełknięcia na „sucho”. Alkohol ma to do siebie że potrafi całkiem nieźle zagłuszyć głos sumienia.
- Pomówmy najpierw o kwestii prostszej – powiedział Opętaniec wstając i podchodząc do kuchni po ścierkę, którą lekko zmoczył wodą. Gdy ścierka była już wilgotna podszedł do siedzącego Arystokraty - Weź no się … tego … sam rozumiesz.
Poczekał aż ten się nieco oczyści, a w miejscach, gdzie nie mógł dojrzeć mącznej bieli, sam go oczyścił. Stał teraz koło Aerona oparty o scianę.
- Na czym to ja …? – przez chwilę zamyślił się skrzydlaty - A tak, zamążpójście. Widzisz, Abigail jest bardzo dobrą partią, żeby nie powiedzieć, że aktualnie najlepszą, ale jest pewien problem. Wiek, a raczej jej rozwój psychiczny i fizyczny. To jeszcze dziecko. Zaproponowanie Larazironowi dziecka, jako potencjalnej małżonki, jest możliwe, ale to raczej kiepski pomysł. Wyobraź sobie jak spełnianie wszystkich obowiązków małżeńskich wpłynie na psychikę dziecka, które nie wie nawet o tym czym jest miesiączka. - przerwał na chwilę, jeśli wcześniej Aeron nakazał komuś by przyniósł alkohol. Poczekał aż ewentualna służba wyjdzie, po czym kontynuował. Jeśli jednak Aeron nie chciał alkoholu, Skrzydlaty mówił bez przerwy - Jedyną opcją jaką widzę, na to by małżeństwo mogło zostać zawarte, jest sztuczne przyspieszenie jej wzrostu psychicznego i fizycznego przynajmniej do etapu, w którym kontakty płciowe nie będą stanowiły problemu fizycznego i moralnego.
Podszedł do swojego miejsca i usiadł na krześle.
- Widzisz, w małżeństwach arystokracji, rzadko kiedy zdarza się, by o zdanie pytano pannę młodą. Powiem wprost, to jest twoja kuzynka a nie córka, a Ty, jeśli zamierzasz kiedyś byś liczącą się siłą na arenie politycznej, a może nawet zająć miejsce na samym szczycie i zostać Królem Krainy Luster, musisz posiadać mocnego i pewnego sojusznika, albo jego ziemię, poddanych i bogactwa. Abigail daje ci możliwość by po to wszystko sięgnąć. Ja wiem, że jest dla ciebie ważna, ale po pierwsze nie składasz jej w ofierze niczym barana czy tłustego wołu, a po drugie uczucie często rodzi się wraz z czasem.
Mniej przyjemna część rozmowy zbliżała się wielkimi krokami. Jeśli na stole pojawiły się naczynia z alkoholem Skrzydlaty nalał go do szklanek i wzniósł swoją szklankę lekko w górę dając znak, że to dobra chwila do tego by nieco łyknąć.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że aby mieć pełna władzę nad Abigail i móc bez przeszkód realizować swoje plany będziesz musiał poświęcić jej ojca oraz ewentualnych bliskich, którzy jeszcze zostali przy życiu?
Ponownie napełnił szklanki.
Taka rozmowa zdecydowanie powinna odbywać się przy czymś, co wycisza sumienie, a Tiberius van Wassenaer znany w Krainie Luster jako Anomander van Vyvern, wiedział to aż nazbyt dobrze.
Nauka, tak jak i pozycją, często wymagają poświęceń.
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Thorn on Wto 02 Lip 2019, 20:29

Anomander w wielu wypadkach miał rację, ale nie w wszystkich. Założył, że Aeron Vaele, stojący obok niego Upiorny Arystokrata zapomniał o przeszkodzie, jaką była najbliższa rodzina Abigail. A właściwie to, co z niej zostało, czyli jego wuj. Nie znał go dobrze, ale pamiętał kilka scen kiedy mężczyzna bywał w rezydencji. I nie wspominał tych momentów dobrze.
Na prośbę Anomandera przywołał służbę i nakazał przyniesienie kilku butelek dobrego, mocnego wina. Jeśli skrzydlaty życzył sobie coś innego, rogaty poprosił również o specjalne zamówienie dla siwowłosego. Odczekali chwilę na realizację zadania i kiedy po chwili służący przyniósł to, o co poprosił jego pan, Aeron skinął głową w podzięce i odesłał istotę. Nie chciał, by ktoś kręcił się w tej chwili po kuchni. Już sama mina służącego wskazywała, że jest załamany rozsypaniem mąki i ogólnym bałaganem w pomieszczeniu. Nie odezwał się na umorusanego w białym proszku Arystokratę - wiedział, że nie ma prawa komentować fanaberii szlachcica. Jeśli młody Vaele będzie miał ochotę tarzać się w mące, będzie to robił i nikomu nic do tego.
Kiedy zostali sami, przyjął szmatkę od Christiana i przynajmniej otarł twarz. Strzepnął też pył z ubrania i włosów, doprowadzając się do względnego ładu.
- Abigail to jeszcze dziecko, fakt, ale może to właśnie najlepsza chwila, żeby przedstawić jej Vyrona? Jest ufna, urocza i skradła już niejedno serce, może i jego, kryształowe, zabije mocniej? - zapytał z uśmiechem - A tak na poważnie: im szybciej, tym lepiej. To małżeństwo faktycznie będzie miało znamiona zwykłej decyzji politycznej, ale jeśli zawczasu się polubią, będzie im łatwiej. Jej łatwiej, bo o jej dobro chodzi mi najbardziej. - wyjaśnił - Zdaję sobie sprawę, że dziewczynka nie wie jeszcze o podstawowych rzeczach związanych z byciem...kobietą, ale daj jej czas. Dopiero co ją znalazłem, staram się zbudować między nami relację opartą na zaufaniu. - westchnął - Sztuczne przyspieszenie procesu jest oczywiście możliwe, ale jakie przyniesie skutki w rozwoju umysłowym? Nie chcę, by ze słodkiej Abigail zmieniła się w niestabilną nastolatkę, lub co gorsza, w szaloną dorosłą. Jak nad nią zapanuję? Chwycę za mordę, jak kiedyś mnie chwycono? - spojrzał mu w oczy - Może w przypadku mężczyzn to działa, ale nie jestem pewien czy z kobietami jest tak samo.
Aeron naprawdę niewiele wiedział o kobietach. Właśnie wychodziło na jaw, że całe życie będąc żołnierzem, wiedział jak się dupczy, ale niewiele wiedział o psychice kobiet. Potrafił uwieść, szeptać słodkie słówka i kilka razy nawet przeżył zawód miłośny... ale to coś innego. Nie miał pojęcia o wychowaniu dziecka, a co dopiero dziewczynki!
Uśmiechnął się szeroko, kiedy usłyszał kolejną wypowiedź swojego Doradcy. Tiberius dobrze główkował, ale troszkę za krótko żył w tej krainie, by mieć się za tego, który pozjadał wszystkie rozumy.
- Nie tłumacz mi, mój drogi, czym jest małżeństwo polityczne. - powiedział ze śmiechem - Nie mówiłem ci tego jeszcze, ale raz nawet zostałem w coś takiego wmieszany. I wiesz co? Skończyło się tym, że po uroczystej kolacji z przyszłą narzeczoną, mój Dziad postanowił podpisać z nią wielce krzywdzącą umowę. Nie zgodziła się, doszło do szarpaniny i zakończyło się tym, że musiałem niczym rycerz na białym rumaku ratować biedactwo. Ale nie daliśmy sobie buziaczka na koniec, o nie. Ona odeszła śmiertelnie urażona układami mojej rodziny a ja dostałem straszliwy wpierdol, za mieszanie się w "nieswoje sprawy". - parsknął - "Nieswoje", rozumiesz? - dopytał, dla pewności - Dlatego też wiem, czym grozi małżeństwo polityczne. I wolałbym, aby Abigail miała możliwość wypowiedzenia się na ten temat, bo chcę jej dobra. Naprawdę nie mam ochoty wysłuchiwać potem jej żalu, oglądać jej nieszczęścia i jednocześnie uśmiechać się jak dureń do Larazirona. Jakby nic się nie działo. - stwierdził - Wolałbym, żeby się polubili, może nawet pokochali bo jest to możliwe. Małżeństwo byłoby dopełnieniem uczucia i przy okazji zawarciem wyjątkowo korzystnej umowy. Nie uważasz, że taki scenariusz jest ładniejszy? - polał do naczyń alkoholu i chwycił swoje, by wypić wszystko duszkiem - Pytanie tylko jak sprawić, żeby Vyron mocniej zainteresował się małą Abi? Żeby zawalczył o jej względy i pokazał się jej, jako dobry partner? Powiedzieć mu wprost o planach? Rozmawiałem z nim o dziewczynce i wykazał zainteresowanie, mało tego, delikatnie zaznaczyłem, że jako jej opiekun i decydujący o jej losie, jestem mu przychylny jako kandydatowi o jej rękę. - odłożył naczynie ale już po chwili je napełnił - Laraziron jest... specyficzny. Znam go już naprawdę długo, a jednak potrafi mnie zaskoczyć. Wierzę, że mimo sławy skończonego buca i skurwysyna, jest też mężczyzną, który potrafi zadbać o swoją wybrankę. Tego będę od niego wymagał.
Znowu sięgnął po napitek i już po kilku kolejkach wypitych z Anomanderem, na jego policzkach zaczął pojawiać się zdradziecki rumieniec.
- Życie jej ojca, a mojego krewnego, jest w moich rękach od jakiegoś czasu. Obserwuję go, wiem gdzie jest ale czekam na okazję. - wyjaśnił - Nie zamorduję go, jeśli nie da mi pretekstu. A takowy mi da, jeśli zacznie jej szukać i zagrażać. - spojrzał na niego i posłał mu uśmiech, lekko wstawiony uśmiech - Powiem ci więcej! Nie pójdę sam. Laraziron wyraził chęć wzięcia udziału w polowaniu. To kolejny argument który każe mi patrzeć w jego stronę, kiedy zastanawiam się nad mężem dla Abi. - zadowolony z siebie, polał sobie znowu. Już dawno nie pił z nikim na umór, może chciał zagłuszyć sumienie?
Thorn
Thorn

Godność : Aeron Vaele
Wiek : Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
Rasa : Upiorny Arystokrata
Wzrost / Waga : 182/100 (same rogi trochę ważą).
Aktualny ubiór : Czarna marynarka zdobona na ramionach czarnymi piórami, zdobiona srebrną nicią i guzikami. Czarna koszula z kołnierzem w typie stójki. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
Znaki szczególne : Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
Pod ręką : Broń, zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
Broń : Rapier.
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 60
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Sro 03 Lip 2019, 21:18

Patrzył w fioletowawe morza krwi i zastanawiał się, co spierdolił tym razem i jak bardzo ma przerypane. Przełknął ślinę i chwycił Yako za nadgarstek. Ostatnio po takim numerze skończył bogatszy o jedną szramę. Co z tego, że kilka minut temu strzelił kielona i wziął ciepłą kąpiel? Znów był zestresowany jak jasna cholera! Zdjąłby Blaszkę wcześniej, ale gdy wychodził, Demon brzmiał śmiertelnie poważnie. Jeszcze pomyślałby, że faktycznie mu ucieknie. Teraz żałował. Zostawianie jej było głupim pomysłem. Do widoku wściekłego Lisa zdążył przywyknąć, ale napierająca na niego furia i pożądanie wmurowały stopy Cienia w kamień.  
Pocałunek był kubłem lodowatej wody. Odpowiedział na niego niemrawo i ostrożnie. Oniemiały patrzył na Yako, szukając w jego zachowaniu i słowach jakiejkolwiek wskazówki. Nie znalazł żadnej. Musiał zdać się na instynkt. Musiał działać.
- Tak, ale... - popchnięty i zaciągnięty na łóżko urwał na moment. - Nie... - kolejny pocałunek zamknął mu usta, co tylko go rozeźliło. Położył dłoń na obojczykach Lisa i docisnął go do łóżka, by móc chociaż złapać oddech.  - Kurwa! Yako! - ostro przerwał białowłosemu, który wyraźnie zapędzał się już na wstępie. - Nie wiem, kiedy będę gotowy! - wypalił rozemocjonowany, może ciut spanikowany. - Nie wiem jakie to uczucie ani czego się po mnie oczekuje... - rozłożył ręce, po czym opuścił je na powrót układając dłonie na piersi Yako. Zamknął oczy i pokręcił głową. Wziął głęboki oddech. Potrzebował dosłownie chwili dla siebie, paru sekund, by móc z pełną świadomością brnąć przed siebie. Rozchylił powieki i pogładził Demona po policzku. Gdyby mógł, podarowałby temu niecierplicowi cały świat. Czy On o tym wiedział? Czy domyślał się, że jego Dręczyciel woli “mówić” nie używając słów?  
Zsunął szlafrok z ramion, ściągnął Blaszkę oraz medalion, by odłożyć je na półkę. Nie komentował zmiany w swoim wyglądzie i miał nadzieję, że Yako również zachowa milczenie. Świat wypełniony gestami i czynami cenił sobie bardziej, niżeli jakiekolwiek ustne zapewnienia. Zwłaszcza podczas zbliżenia.
- Nie pozwól mi się sparzyć - wyszeptał i nachylił się, by oddać kochankowi wszystkie pocałunki. Opuszkami wygładzał stare blizny i badał nabrzmiałe żyły, a palce same płynęły ku kolejnym zagłębieniom między wyrzeźbionymi mięśniami. Jednocześnie ze wszystkich sił starał się nie myśleć o tym, jak wyglądaliby z perspektywy osoby trzeciej. W ogóle nie myśleć i uwolnić się od nękających go trosk.
- Nie wiem, co bym bez Ciebie począł... - ciągnął nostalgicznie, niemalże proszalnie. Ustami sięgnął szyi. Ugryzienia stopniowo wypierały delikatne muśnięcia. Otarł się o niego, cicho mrucząc, delektując się bliskością. Tę połowę znał już dobrze. Na “swoim terenie” odznaczał się pewnością siebie. Lekko przyspieszony puls i alkohol szumiały, lecz inne, bliższe dźwięki, wdzierały się na pierwszy plan. Tarcie skóry o skórę, głębszy oddech wybranka przyciągały uwagę Cienia jak w magnetycznym tańcu. Na tę chwilę pozostało zsunąć dłoń nieco niżej.
Jeśli Demon skrywał w sobie ogień, to właśnie tu, w lędźwiach. Ochoczo sięgnął ku niemu i palcami otulił płomień. Rozpalony ponad wszelką miarę domagał się jego uwagi.
- Twój zamek musiałby być ogromny, żeby przyćmić chwałę takich rozmiarów. - Zaśmiał się nisko, nawiązując do żartu z rana i spojrzał Yako prosto w oczy. Może nie lubił czułych gestów, wszelkich misiów pysiów, ale kurna, dałby się powiesić, gdyby miał skłamać, że Demon nie jest przystojny i stworzony do wszelkich grzechów. Kusił. Nie miał pojęcia jaki udział w tym wszystkim miała aura, upojenie alkoholowe, uczucie i desperacja, ale nie dbał o to. Zresztą... czy to istotne, kiedy był tak blisko?

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 4 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 4 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 4 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 113
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Czw 04 Lip 2019, 09:18

Przerwał pocałunek, gdy poczuł, że ten jest niemrawy. Spojrzał na kochanka pytająco. O co chodziło, że nagle ma z tym problem? Sam chciał...Yako nie umiał się do końca skupić na tym co wolał Gaw. Zawsze wiedział jak zadowolić partnera czy partnerkę, ale by Gawainie nie umiał tego określić...przednie dlatego, że to jedyna osoba, na której mu tak naprawdę, naprawdę zależało i z którą chciał to zrobić sam z siebie, a nie dla niego.
Zamrugał zaskoczony i zaśmiał się - skończ używać głowy - pstryknął go delikatnie w środek czoła i wyszczerzył swoje demoniczne uzębienie - nie analizuj, nie planuj, daj się ponieść. Ty nie będziesz wiedział kiedy będziesz gotowy, ale Ty mi to powiesz - dodał tajemniczo. Postanowił jednak jak na razie nie naciskać. Niech rudzielec się oswoi z sytuacją.
Obejrzał sobie Cienia dokładnie, widząc co ze sobą zrobił, uśmiechnął się tylko i lekko oblizał. Więc naprawdę się przygotował do tego. Poruszył zadowolony ogonem i lekko przeciągnął pazurami po jego bokach. Zostawił lekko czerwone ślady, ale nie drapał głęboko. Tylko tak by jego kochanek to poczuł - nie dam ci się sparzyć - obiecał, patrząc prosto w dziwne oczy Keera.
Oddychał głęboko, czując jak Cień bada linie jego mięśni oraz blizny, które nie były tak przez niego lubiane. Co innego blizny z walk czy zabaw, ale tych nabawił się w niezbyt chwalebny sposób, do tego jednocześnie sprawiając ukochanemu dużo problemów i zmartwień.
Westchnął z zadowoleniem gdy rudzielec w końcu dotarł do niego. Spojrzał na kochanka spod przymkniętych powiek.
Słysząc słowa o zamku zaśmiał się - kiedyś Ci go pokażę - obiecał, mruczącym, niskim głosem.
Demon lekko uniósł biodra i uwolnił go z więzi. Nie robił tego jednak szybko, tylko powoli by w razie czego przestać. Po chwili też zsunął bieliznę z bioder ukochanego - tak będzie wygodniej - wysapał. Nie pospieszał jednak. Chciał by Dręczyciel przyzwyczaił się do nowej sytuacji. Nie komentował też tego, że trochę się pobawił z żyletką gdy go nie było. Nie chciał go bardziej zawstydzać.
Nie wpatrywał się w jego twarz z pożądaniem ale jednocześnie z uczuciem. Położył pazurzaste łapy na jego biodrach po czym zjechał na pośladki i lekko je lekko zgniótł - nie przestawaj - szepnął jeśli Rudzielec nie wrócił do pieszczenia go. Sam też po chwili zaczął pieścić ukochanego, żeby się trochę rozluźnił. Póki będzie taki spięty to Demon nie zrobi kroku w przód.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Anomander on Sob 06 Lip 2019, 11:14

- Nic nie stoi na przeszkodzie temu, żeby się poznali. To nawet wskazane. – powiedział po chwili namysłu Skrzydlaty - Tylko jak wyjaśnisz dziecku kim jest Laraziron? Powiesz, że to twój przyjaciel, który ma wyjątkowo mało wyrafinowane poczucie humoru? A może powiesz jej, że to jest „wujek”? – powiedział z uśmiechem akcentując słowo „wujek” tak że zabrzmiało jak „chujek” - Jeśli tak, to wyobraź sobie szok, który przeżyje Abigail, gdy osiągnie odpowiedni wiek, a on w ramach zabawy, będzie jej wciskał łapę w majtki. Możesz powiedzieć jej także, że to jest jej przyszły mąż. Dziecko tego nie zrozumie, ale jak tylko zacznie dojrzewać i pojawi się okres nastoletniego buntu, to zapyta czemu nie może sobie wybrać kogoś innego, czemu znając jego reputację postanowiłeś wydać ją za niego i temu podobne. Uwierz mi, wszystkim nam może pójść to w pięty, zważywszy na fakt, że nawet nie znamy jej mocy. Nie wiemy do czego jest zdolna.
Pokiwał głową, wydął policzki i wypuścił ustami powietrze z cichym „pffuuu”, jakby zastanawiał się, czy postać czarnej mgły chroni przed nastoletnim fachem wzmocnionym o przytup.
- Zapomniałem całkowicie jeszcze o jednej rzeczy. – powiedział wypijając zawartość swojego naczynia i polewając ponownie - Abigail wychowywała się bez ojca, zatem jej rozwój jest nieco zaburzony. W tej chwili ty jesteś pierwszym mężczyzną w jej życiu. Przygotuj się na to, że Abigail niedługo wejdzie w okres tak zwanej fazy fallicznej. Mówiąc najogólniej, staniesz się obiektem jej westchnień. Ciesz się, że nie masz partnerki, bo ta wówczas, jest przez dziecko postrzegana jako potencjalna konkurentka w walce o względy ojca lub opiekuna.
Zamilkł na chwilę by Aeron mógł przetrawić informację.
Młody Vaele nigdy nie był ojcem. Znał się na wojskowym drylu, ale zapewne nie miał pojęcia o rozwoju psychicznym i seksualnym dzieci do około 11 roku życia. Cóż, Skrzydlaty też nie był w tym mistrzem, ale przynajmniej miał doświadczenie i podstawową wiedzę książkową.
- Musimy jak najszybciej odkryć jej moce i nauczyć ją, jak to kontrolować. – powiedział poważnie po chwili milczenia - Ta Słodka Bułeczka, równie dobrze, może mieć moce potężniejsze niż my obaj razem wzięci. Nie mam ochoty wyparować razem z całym zamkiem gdy na przykład tupnie nogą czy klaśnie w dłonie. Widzisz, przez trzydzieści lat badałem ten aspekt natury Lustrzan, i jedyne co mogę powiedzieć, to to, że nie są one dziedziczone genetycznie. – popatrzył na Aerona, bo uświadomił sobie, że użył słowa, które w tej krainie nie występowało i mogło brzmieć dziwacznie - Genetycznie, czyli w oparciu o podstawowe jednostki dziedziczności to jest geny. Geny zaś, to podstawowa jednostka dziedziczności determinująca powstanie białka lub kwasu rybonukleinowego, zapisana w sekwencji nukleotydów kwasu deoksyrybonukleinowego. – popatrzył na Aerona z niepewną miną bo zrobiło mu się głupio. Przecież to jasne, że Aeron nie zrozumie o czym on mówi - Dobra, nieistotne. Uznaj po prostu, że moce z reguły nie są dziedziczone ani po linii krwi ojca ani matki. Pojawiają się same z siebie. – wybrnął z tematu genetyki najprostszą drogą - Poza tym znając jej moce, możesz je trzymać jako dodatkową kartę w swojej dłoni.
Wysłuchał informacji o małżeństwach i pchaniu się w „nieswoje sprawy” z lekkim uśmiechem. Cóż, szczęście w nieszczęściu, że Aeron nie miał małżonki. Z jednej strony nikt nie truł mu dupy i nie ograniczał, a z drugiej nie miał szans na przedłużenie rodu. Choć o tym ostatnim aspekcie do nie dawna sam jeszcze nie myślał.
- Zamiast obserwować lepiej weź Larazirona i załatw sprawę raz a dobrze. Zawsze będziesz miał w ręku argument, że to Laraziron zabił Ojca Abigail, a w szczególnym przypadku możesz go rozciągnąć także na pozostałych członków jej rodziny. – uśmiechnął się gadzio - Jak to mówią, nie wiadomo człeku ranie, co mu się wieczorem stanie.
Uniósł naczynie z trunkiem do ust i upił łyk.
W głowie zaczynało mu przyjemnie szumieć.
Anomander
Anomander

Godność : Anomander van Vyvern vel Christian Thurm
Wiek : Wizualnie: 45 lat
Rasa : Opętaniec
Lubi : Zwierzęta, naukę, badania naukowe, toksykologię, kynologię, polowania.
Wzrost / Waga : 198 cm / 105 kg
Aktualny ubiór : Skórzane spodnie, kamizela i płaszcz z kapturem, czarna koszula, ciężkie buty, nagolenniki i karwasze ze stali.
Pod ręką : Torba medyczna (apteczka), manierka z alkoholem, klepsydra, sztucer, nóż.
Broń : Nóż, sztucer Purdey kalibru 375 H&H z celownikiem Swarovski Z8i.
Zawód : Naukowiec
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 9
Dołączył : 03/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gawain on Nie 07 Lip 2019, 02:10

Pojął wskazówkę, lecz trudno było mu ocenić jej przydatność w tak nietypowej dla siebie sytuacji. Prościej powiedzieć niż zrobić. Czy kiedyś dał się ponieść? Tak prawdziwie, nie zastanawiając się nad konsekwencjami, nie snując planów, które przywidywałyby wszystkie kolejne ruchy i posunięcia? Szczerze w wątpił w podobne wydarzenie. Gdyby nastąpiło z wrażenia zapisałby je w kalendarzu.
Jednak osiągnął swój cel - na tę chwilę nieco ostudził zapały swego wybranka, zyskując odrobinę czasu i przestrzeni. Dodatkowo Lis wydawał się być usatysfakcjonowany drobnymi zmianami. Wyglądało na to, że zarobił u niego parę punktów. Chyba niepotrzebnie aż tak się zamartwiał.
Roztrząsałby każdy element układanki aż do końca ich mało dyskretnej schadzki, gdyby nie ostre, drażniące pazury Demona. Wbrew wszelkiej logice Gawain wziął głęboki oddech, dociskając ciało do zaostrzonych krawędzi. Yako zapewniał bezpieczną inicjację... a jego właśnie owionęła pierwsza fala niesamowitego gorąca.
- Więc będziesz mnie powoli gotował... - zakpił, ale uśmieszek szybko znikł, gdy Keer przygryzł dolną wargę i cały się napiął, gdy nagle zabrakło pazurów.Lekko piekące ślady nadal powodowały u niego przyjemne dreszcze.
Dość powszechnie uważa się, że facet nie wymaga ogromnych wysiłków, by mógł znaleźć się w stanie, który przyćmiewał rozum - to rażące nieporozumienie. Najmniejsza, pozornie najbardziej trywialna kwestia potrafiła zepsuć wszelkie starania. Tym bardziej podbudowywał go widok w Yako w pełnej gotowości.
Pozwolił zsunąć z siebie ostatni chroniący go kawałek materiału. Zresztą założył bieliznę tylko dlatego, że wydało mu się dziwnym noszenie jedynie szlafroka w czyjejś obecności. Patrzył na niego w swojej dłoni i przez dłuższy moment zdawał się ignorować słowa kochanka, ale w końcu spojrzał mu w oczy.
- Raduj się, bowiem daruję Ci teksty o najazdach, podbijaniu i zdobywaniu tychże architektonicznych niezwykłości. - Oby Demon ucieszył się z okazanej mu wspaniałomyślności! Nie ustawał w swoich wysiłkach. Gdzież by śmiał!
Nie spodziewał się, że wszystko co będzie robił mu Yako będzie... takie miłe i odprężające. Szykował się praktycznie na zamach na swoje dziewictwo, a spotkało go zaskoczenie. W obawie przed pazurami spiął się jedynie na moment, ale doskonale wystudiowane ruchy Yako pozostawiały przypadkowi mało miejsca. Białowłosy z pewnością odnotował pobudzenie Cienia. Nie tylko naocznie.
Lekko zacisnął zęby i przymknął powieki. Prawie zapomniałby, że powinien odpłacać się tym samym. Z westchnieniem wymówił imię kochanka. To fałszywe, przybrane - znak, że nadal się starał się pilnować, nawet jeśli samo cisnęło mu się na usta.
- Wolę być bliżej... - Rozochocony usiadł na Yako okrakiem, by się z nim zrównać. Różnica była oczywista i wywołała spodziewany niepokój, ale Gawain nie dawał po sobie tego poznać.Jakoś przecież da radę.

_________________
Zamek Dunkelheit - Page 4 GqoufxaZamek Dunkelheit - Page 4 OD2UQagZamek Dunkelheit - Page 4 GwEGJEq
Gawain
Gawain
SCR

Godność : Gawain Keer
Wiek : Wygląda na około 30 lat.
Rasa : Cień
Lubi : Śliwkową nalewkę, fiolet
Nie lubi : Gotować, ślimaków, niespodzianek
Wzrost / Waga : 183 cm / 76 kg
Aktualny ubiór : https://i.imgur.com/xewvmNm.jpg + Blaszka + medalion z puklem włosów Yako: https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg // Event: szary płaszcz, czarny golf, spodnie khaki ze zwężanymi nogawkami, skórzane, czarne trapery, przeciwsłoneczne lenonki
Znaki szczególne : Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki, cienka blizna na brodzie od lewego kącika ust
Pod ręką : klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze // Event:
Broń : Nóż ceramiczny, sztylet, kusza
Zawód : Najemnik do prac wszelakich, zielarz
Stan cywilny : Zajęty
Bestie : Furor (Furbo), Kapeluterek
Stan zdrowia : Zszargane nerwy

Specjalne : Administrator, Strażnik toku fabuły
Liczba postów : 113
Dołączył : 23/07/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Nie 07 Lip 2019, 09:38

Uśmiechnął się delikatnie, gdy zauważyła reakcję swojego ukochanego. Oblizał się dyskretnie i nie spuszczał Cienia z oczu. Wręcz wwiercał w niego swoje czerwone spojrzenie.
- Bardzo powoli, na wolnym ogniu - wymruczał wyraźnie zadowolony z tego stwierdzenia. Cieszył się, że znalazł coś, co Gawainowi przypada do gustu. Wiedział, że lubi mniej delikatne zabawy, jednak nie potrafił do końca wyczuć, czy jest to skierowane tylko w jedną stronę, czy też nie do końca.
Zamrugał zaskoczony, gdy usłyszał słowa na temat zamków. Zaśmiał się krótko - dziękuję Ci łaskawcze - odpowiedział i poruszył swoją białą kitą, oglądając sobie rudzielca całego dokładnie.
Przejechał pazurami po udach kochanka, pozostawiając kolejne czerwone ślady. Wbił mocniej pazury, gdy usłyszał swoje fałszywe imię i warknął, a jego źrenice zrobiły się wąskie. Nie mówił nic na razie na ten temat, było to pierwsze ostrzeżenie, drugiego może już nie być. Nie ranił go jednak wbił pazury po prostu mocniej niż wcześniej. Punktowo.
Uśmiechnął się tylko na słowa Gawaina. Nie przeszkadzało mu, że chce być bliżej. To dobra. Nie będzie trzymał między nimi sztucznego dystansu.
Sam oddychał głębiej i co jakiś czas poruszał się pod rudzielcem, jednak nie poganiał go i nie narzucał nic.
W końcu jednak musiał zrobić krok w przód, skoro Cień zaczynał się trochę rozluźniać. Widząc uchylone usta dziwnookiego, nie mógł się powstrzymać i przejechał palcem wskazującym po jego wargach, a następnie wsunął go między nie. Gdy tylko udało mu się go nawilżyć lekko, zaczął przygotowywać ukochanego na siebie. Drażnił go i lekko zaczepiał pazurami, na razie jednak nie wchodził głębiej, pozostawał przy samym wejściu by jego kochanek przyzwyczaił się do dotyku w tamtych okolicach.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach