Domek Mari

Go down

Pisanie autorstwa Mari on Nie 03 Lut 2019, 22:57

Na odwróconym Osiedlu można spotkać wiele wymyślnych domów. Jedne są małe, drugie duże, inne wąskie, a kolejne płaskie aczkolwiek szerokie. Jednak jest jedno takie miejsce, w którym wydzielona jest sporych ilości działka, pokryta różnorodnymi roślinami oraz zwierzętami, które mają tam wstęp wolny. Na samym środku działki znajduje się ogromne drzewo, które mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Tuż pod drzewem znajduje się średniej wielkości dom z pełnym wyposażeniem. Na parterze znajduje się kuchnia połączona z dużym salonem, szafa, w której można powiesić płaszcze/trzymać kurtki oraz średnia łazienka. Na piętrze znajdują się dwa pokoje, z czego jeden jest całkowicie przeznaczony do rozrywki. Znajduje się w nim kilka półek książek o różnorakiej tematyce, przybory malarskie, dwa wygodne tapczany oraz mahoniowe biurko. Wielkie okno pozwala wpadać dużej ilości światła do pokoju, obserwować gwiazdy nocą oraz ogród z tyłu domu. Drugi pokój jest w całości przeznaczony do użytkowania przez właściciela. Dodatkowo są dwie łazienki oraz balkon, z którego jest niesamowity widok na ogród z przodu domu. Ściany są pomalowane w stonowanych kolorach, jednak przynajmniej jedna ściana jest jasna – żeby nie zrobić „nory”. Zewnętrzna farba ścienna domu jest w przyjemnym, żółtym odcieniu, który idealnie wkomponuje się w odcienie każdej z pór roku w bajkowym ogrodzie.

***

Po tym jak Nishi musiał uciekać, przed tajemniczymi prześladowcami, przekazał swój dom pod opiekę swojej ukochanej Lwicy - Mari. Nie wprowadziła na razie wielu zmian, poza tym, że pod wielkim drzewem, na tyłach domu, powstała niewielka altana.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Sro 13 Mar 2019, 22:52

Kiedy stanął twarzą w twarz ze swoim domem, odetchnął głębiej, czując jak zaczyna się denerwować. Ale czym tu można by się spinać, kiedy jest się w pobliżu własnego domostwa? Teoretycznie niczym, a praktycznie kiedy uciekło się z niego, pozostawiając swoją ukochaną tylko z krótkim listem wyjaśniającym sytuację….Cóż, zdecydowanie miał prawo się denerwować. W końcu czy Mari kiedykolwiek zdoła mu przebaczyć? Zapewniał, że ją kocha, że lwica jest dla niego wszystkim, a któregoś dnia po prostu zwiał, pozostawiając ją samą. Oczywiście, nie zrobiłby tego, gdyby nie musiał –niestety prześladowcy stali się zbyt nachalni i agresywni. Nie chcieli w tym świecie kogoś, kto dawniej był człowiekiem. Ale czy Nishinoya miał w ogóle wybór? Nie mógł wrócić do siebie z wielgachnymi skrzydłami na plecach. Co to, to nie. Nie chciał, żeby najpierw złapali go zwykli naukowcy, a potem MORIA. To już lepiej było dać się zabić tutaj.
Nie mógł zostawić tej sprawy ze względu na swoją ukochaną: jeszcze i ją ci dranie by skrzywdzili, a on nie wybaczyłby sobie, gdyby z jego winy Mari spadł chociaż jeden włosek z końca ogona! Dlatego tak szybko się zwinął, zacierając po sobie wszystkie ślady.
Przeczesał dłonią rude kosmyki włosów, otrzepał ubranie z niewidzialnego kurzu, a następnie z wahaniem wszedł do budynku. Na jego (nie)szczęście wszystko wyglądało dokładnie w tak samo, jak rok temu. Mari niczego nie zmieniła. Sam już nie wiedział, czy sprawiło mu to więcej bólu (żalu po stracie jej i domu) czy szczęścia (że została i naprawdę o dom dbała). W zielonych oczach zebrały się łzy, a Nishi siłą woli powstrzymał się przed tym, żeby nie zacząć płakać. Dopiero teraz uderzył w niego fakt, że niesamowicie tęsknił. Do Mari. Do Domu, w którym byłaby Mari. Nie chciał jednak płakać teraz, wolał poczekać, aż ponownie ujrzy kotkę, dlatego dzielnie zamknął oczy oraz odetchnął kilka razy.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Sro 13 Mar 2019, 23:49

Po drodze Mari zatrzymała się jeszcze sklepie. Była dziś rocznica, gdy Nishi zostawił ją tylko z listem i pluszakiem. Nie miała pomysłu jak spędzić ten wieczór, więc po prostu kupiła coś dla Luny do jedzenia oraz jakieś czekoladki dla siebie. Kupiła też wino. Nie wiedziała w sumie czemu....w końcu nie piła, ale co miała zrobić z butelką pełną trunku, gdy już za niego zapłaciła? Może da komuś jak ją odwiedzi, albo weźmie do Szkarłatnej Otchłani? Nie wiedziała...nadal miała też butelki, których nie wykorzystali na grillu rok temu, gdy została nawiedzona przez kilka osób. No cóż....najwyżej po prostu będzie miała kolejną butelkę trunku.
Jej rozmyślała przerwał jej nieznany zapach na ścieżce, prowadzącej do domu. Rozejrzała się, ale początkowo nie widziała nic podejrzanego. Dopiero po chwili zorientowała się, że drzwi wejściowe są otwarte!
Warknęła cicho i sięgnęła po swój sztylet, wysuwając również pazury. Odłożyła zakupy w krzaki, żeby ktoś się na nie nie połasił i zaczęła się skradać.
Gdy była już dość blisko, rozejrzała się czy mężczyzna o rudych włosach i białych skrzydłach na pewno jest sam. Wyglądał na jakiegoś arystokratę, ale dla niej to nie miało znaczenia. Był na jej terenie. Może ten ktoś coś wie na temat Nishiego!
Skoczyła na mężczyznę. Złapała go jedną łapą za włosy, przybijając go do podłogi. Działała z zaskoczenia, więc miała nadzieję, że uda jej się sprowadzić go do parteru. Sztylet przyłożyła do jego gardła, odciągając go lekko w tył za ryże kosmyki. Jedną łapę oparła między jego skrzydłami tak, że gdyby chciał się poruszyć, boleśnie wbijała mu pazury w plecy.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - zapytała lekko warczącym głosem. Była cała najeżona, a jej źrenice zmieniły się w wąskie szparki. Ostrze mocno naciskało na skórę mężczyzny, lekko ją nacinając. Widać było, że nie żartuje i nie ma zamiaru odpuścić.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Czw 14 Mar 2019, 00:08

Był zbyt skupiony na kłębiących się w nim emocjach oraz przepływających falach wspomnień, aby zorientować się, że nie jest już sam. Dlatego też nie spodziewał się, że ktoś na niego naskoczy i powali na ziemię. Cóż, w życiu nigdy nie miał z górki. W pierwszym odruchu chciał się zacząć bronić, była nawet gotów użyć skrzydeł i wyrządzić agresorowi poważną krzywdę poprzez kwas, ale w porę udało mu się dostrzec coś znajomego. Biały ogon, a po chwili doszedł jeszcze ten głos: ta słodki i piękny, choć teraz groźny oraz nastawiony na agresję. I słusznie. Białowłosy w końcu teraz zupełnie nie przypominał siebie - przyodział się jak jakiś szlachcic, zmienił kolor włosów, włożył soczewki do oczu (zmieniajac tym samym i ich kolor), nałożył perfumy, aby jego zapach przestał być rozpoznawalny. Wyglądał teraz jak inny człowiek. I poniekąd nim był. Jedyne czego w sobie nie zmienił, to skrzydeł. Były zbyt pieknę, by chociaż próbować je farbować na inną barwę.
- Wiedziałem, że stracę dech, kiedy ponownie Cię zobaczę, ale nie sądziłem, że w taki sposób – powiedział, a właściwie zażartował, uśmiechając się zdecydowanie za radośnie jak na kogoś, komu się grozi i kto jest przytrzymywany przy ziemi bez większych możliwości ruchu. Chyba był szalony. Ale to już dawno oszalał na jej punkcie, więc większej różnicy to nie robiło.
- Wróciłem do Ciebie moja piękna lwico –chyba wkradła mu się czułość w ton, ale któżby miał go winić! Nawet jeśli ich pierwsze spotkanie po czasie wygląda tak, a nie inaczej, to jego serce mimo wszystko się raduje. Mari jest cała i zdrowa!
- Wróciłem do domu – dopowiedział jeszcze i spróbował się trochę poruszyć. Chciał ją objąć. Wsadzić nos w białe pukle włosów i przepraszać za pozostawienie na tak długo. Chciał błagać o wybaczenie i zostać z lwicą już na zawsze.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Czw 14 Mar 2019, 09:09

Na jego szczęście, nie ruszył się na tyle by Kotka uznała to za na tyle groźny ruch, by trochę bardziej go uszkodzić. Pierwsze zdanie, które wypowiedział "włamywacz" nie dotarło do niej w pierwszej chwili - co ty pieprz..... - otworzyła szeroko oczy, gdy poznała głos. Głos, którego tak wyczekiwała, za którym tak tęskniła.
Odrzuciła sztylet, chyba pierwszy raz odkąd go dostała i odskoczyła od mężczyzny. Wpatrywała się w niego z nutką niedowierzania i przerażenia. Jej ogony latały na wszystkie strony jak bicze - Yu?...ale...ale jak.... - zaczęła się jąkać a jej oczy bardzo szybko zaszły łzami. Dopiero teraz poczuła, że pod obcym zapachem perfum można wyczuć też woń Opętańca, dopiero teraz przyjrzała się pięknym białym skrzydłom, które mieniły się wszystkimi kolorami tęczy.
- Dlaczego.... - ścisnęła łapy w pięści, najmocniej jak potrafiła - dlaczego po takim czasie wracasz i mówisz do mnie jakby nic się nie stało...dlaczego po tym jak mnie zostawiłeś tylko z jakimś skrawkiem papieru nagle przychodzisz wystrojony jak nie wiadomo co i tak zmieniony....dlaczego.... - nie mogła już wytrzymać. Zaczęła krzyczeć na mężczyznę po czym klapła na tyłek i oparła się o ścianę. Po prostu się rozpłakała. Tak się bałą przez cały ten czas....a jemu nic nie było! Skąd miała wiedzieć, czy nie spędził tego roku z kimś innym....skąd miała wiedzieć czy teraz tak nie mówi tylko dlatego, że miał nóż na gardle.... tego było dla niej za dużo.
Przez to wszystko nawet nie zwróciła uwagi, że nazwała go jego imieniem, którego przecież nie powinna w ogóle znać.
Jeśli próbował ją przytulić, broniła się, ale nie miała sił by go w pełni odepchnąć.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Czw 14 Mar 2019, 21:07

Kiedy Lwica od niego odskoczyła, mężczyzna powili zebrał się z ziemi i wyprostował, stając twarzą w twarz z ukochaną. No a przynajmniej tak blisko, jak tylko mógł, zważywszy na odległość, jaka ich dzieliła.
Uśmiechnął się do niej czule, czując, jak do oczu ponownie napływają łzy. Była dokładnie tak samo piękna, jak zapamiętał. A może nawet piękniejsza. Chociaż przerażenie nie było tym, co chciał ujrzeć – nie dziwił się ani trochę. Nie przypominał siebie, a jednak mówił tak dobrze znanym kotce głosem.
Trochę zaskoczył go fakt, że Mari użyła jego prawdziwego imienia. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek je podawał…Ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Miłość jego życia w końcu rozpoznała Opętańca! Serce zabiło mu jeszcze szybciej niż wcześniej, a ulga rozpłynęła się po ciele rudego. Wyciągnął dłoń w jej stronę, kiedy to padły pierwsze słowa dachowca.
- Ja…..przepraszam….- głos mu się zawahał. Miała rację. Powinien to jakoś inaczej rozegrać, ale wierzył, że w ten sposób uda mu się ją ochronić! Musiał uciekać jak najszybciej! Nie było czasu na wyjaśnienia. A może były? Może spieprzył sprawę? Zastanawiał się nad tym wielokrotnie i gdyby nie fakt, że jego prześladowcy byli naprawdę groźni, to postąpiłby inaczej. Ale chęć ochrony tej wspaniałej istoty przeważyła. Nawet ona nie mogła wiedzieć, gdzie kruczek zniknął.
- Musiałem skarbie, nie miałem wyjścia…Oni by Cię skrzywdzili! Albo zabili! Nie mogłem, nie chciałem, przepraszam! – zagryzł wargę, czując ja kuję go serce. Nie potrafił znieść jej łez, nie chciał nawet próbować. Dlatego sam stłumił swoje, zanim zmieniły się w szloch i podszedł do niej.
Nie bacząc na próby wyrwania się kotki, i tak ją przytulił. Położył brodę na czubku głowy białowłosej, a potem zaczął cicho błagać o wybaczenie: Nie chciałem Cię zostawić, nigdy. Kocham Cię tak szalenie, że nie wyobrażam sobie dnia bez Ciebie. Każda sekunda rozłąki mnie zabijała, ale nie mogłem wrócić. Przefarbowałem włosy, włożyłem soczewki, nawet zmieniłem styl ubierania się, aby móc im uciec….Codziennie o Tobie myślałem i chciałem wrócić do domu, chciałem napisać, dać jakiś znak życia, ale nie mogłem. Przepraszam. Proszę, przebacz mi. Błagam! Kochaj mnie tak samo, jak ja Ciebie – nie wytrzymał. Zapłakał głośno i wtulił lwicę w siebie jeszcze mocniej niż wcześniej. Tak niesamowicie bał się, że ona go znienawidzi za to wszystko. Że przestanie go kochać. Nie mógłby wytrzymać bez niej ani dnia dłużej. Ale, gdyby już nie chciała go nigdy więcej widzieć, to oczywiście, odszedłby i żył, że świadomością, jak bardzo spieprzył. Miał zatem nadzieję, że nigdy, ale to prze nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji.
- Błagam, nie przestawaj mnie kochać.....- miauknął jeszcze żałośnie.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pią 15 Mar 2019, 10:26

Oplotła ramionami swoje kolana i starała się całkiem nie rozpłakać - umiem o siebie zadbać! Sama byłam już w takiej sytuacji i żyję - powiedziała łamiącym się głosem - mogliśmy porozmawiać z kim trzeba, poinformować kogoś, do cholery mogłeś powiedzieć cokolwiek! - złapała się za głowę. Oddychała z lekkim trudem. Widać było, że to wszystko ją przerosło.
Nie miała sił się przed nim bronić, choć próbowała. Objęła go więc tylko ramionami i wbiła mu w skórę ostre pazurki.
- Myślałam...myślałam, że znowu straciłam najważniejszą dla mnie osobę - wyszeptała, gdy już skończył swój wywód - nawet nie wiesz ile osób Cię szuka, nie wiesz nawet kogo prosiłam o pomoc - pociągnęła nosem bo już nie dawała rady trzymać wszystkiego na wodzy - mogłeś napisać...że wszystko z tobą w porządku....cokolwiek...nie musiałeś pisać gdzie jesteś...to by mi wystarczyło - dodała jeszcze i już całkiem się rozpłakała.
Pokręciła głową - ja...ja Cię kocham i nie przestanę przez coś takiego....ale błagam nie rób tak więcej... - dodała jeszcze i sama się mocniej w niego wtuliła - i musisz mi to jakoś wynagrodzić... - dodała jeszcze szeptem.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Pią 15 Mar 2019, 21:56

Wiedział, że lwica sama sobie mogła poradzić. Nie była słabym kociakiem, które nie mogło niczego zrobić samemu. Była dzielna oraz odważna. Sama świetnie sobie radziła. Wiedział to. Ale i tak. Obawa, że przez jego osobę mogła znaleźć się w śmiertelnym niebezpieczeństwie…. Zdecydowanie nie wchodziło w rachubę.
- Oni byli zbyt niebezpieczni! I nie wierzę, że znalazłby się ktoś, kto by mógł tutaj pomóc! Nie należę do Twojego świata, nie w pełni, dlatego więc zrobiłem to, co uznałem za najlepsze. Nie mówię, że takie było, ale wtedy sądziłem, że to jedyna droga! – mógł mieć obawy, że osoby „u władzy” mu nie pomogą. Doskonale rozumiał przecież działanie świta! A ksenofobia ujawnia się więcej niż w jeden sposób. Równie dobrze któryś z oprawców Opętańca mógł należeć do tej „władzy”.  Nie, nie i jeszcze raz nie. To było zbyt duże ryzyko. Nie mógł narażać Mari na coś takiego.
Nie przejmował się pazurami, przebijającymi strukturę jego ubrań oraz skóry. Zasłużył sobie na to i jeszcze więcej.
Jej słowa były jak takie małe sztyleciki, które wbijały się boleśnie w serce Nishiego. Ona, Mari, kochała go równie mocno i robiła co mogła, żeby go odnaleźć.
- Ja…. Nie wiem co powiedzieć. Nawet nie wiesz, jak się ciesze, że zrobiłaś dla mnie tak wiele! I jak bardzo mi przykro…. Chciałem napisać, ale nie widziałem komu mogę ufać. Musiałem się upewnić, że będziesz bezpieczna. A kiedy to już zrobiłem, to… Musiałem wrócić. Nie mogłem się doczekać.
Przytulił ją jeszcze mocniej, decydując się nawet na objęcie Lwicy skrzydłami. Teraz już całkiem utonęła jego uścisku.
Kochała go. Nie przestała go kochać! To chyba najlepsze, co mogłaby powiedzieć albinosowi. Nie wyobrażał sobie nawet wspanialszych słów. Był kochany przez kogoś, kogo sam kochał.
- Dzię…kuję – zapłakał, uśmiechając się przez łzy. – Oczywiście. Zrobię co tylko zechcesz. Jeżeli będzie trzeba to polecę do samego słońca i ścignę dla Ciebie trochę jego blasku, abyś zawsze była promienna! – obiecał, nie posiadając się ze szczęścia.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pią 15 Mar 2019, 23:57

Nie mogła tego słuchać. Wiedziała, że to co mówi jest prawdą, ale nie potrafiła sobie z tym poradzić. Nie potrafiła tego przyjąć, że Opętaniec ma rację. Pociągała nosem i przestała już się wyrywać. Wtuliła się w niego i próbowała uspokoić, ale nie było to takie proste.
Przytuliła go do siebie mocniej, gdy zaczął ją przepraszać - ja...ja też przepraszam, że na Ciebie wyskoczyłam - powiedziała cicho, starając się jakoś już doprowadzić do porządku - ja...ja rozumiem...ale czy...jesteś w stanie mi obiecać....że już tego nie zrobisz? Nawet nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć...a Ty zniknąłeś - wyłkała, pociągając swoim noskiem.
Pokręciła głową, słysząc jego obietnicę- chcę tylko Ciebie...nie chcę żadnego słońca czy gwiazd...potrzebuję Ciebie...nie chcę znów być sama...wyszeptała łasząc się do niego policzkiem.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Sob 16 Mar 2019, 13:02

Cieszyły go jej przeprosiny, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że one są zbędne. Mari nie zrobiła niczego złego.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać – powiedział. To nie Lwica była winna całe tej sytuacji, tylko on. Cokolwiek by nie zrobiła, jakkolwiek by nie zareagowała: wszystko stało się z winy opętańca. Nawet gdyby postanowiła wyrwać mu skrzydło albo całkiem poderżnąć gardło to tylko dla tego, że ją wystraszył. Tak więc musiał odpokutować chociaż w taki sposób, za wtargnięcie oraz wystraszenie Mari.
Przyjął jej pieszczotę, a raczej desperacki gest i pragnienie bliskości z ulgą oraz zachwytem. Położył jej dłonie na głowie oraz zaczął lekko głaskać. – Dam Ci wszystko co tylko zechcesz. Mnie już masz i będziesz mieć na zawsze – dopowiedział cicho.
- Już więcej nie zniknę, obiecuję – powiedział i zaczął lekko odsuwać się od łaszącej się do niego Lwicy. Wytarł z jej policzka drobinki krwi, które się na nim zebrały, potem całując krótko to miejsce. Następnie uklęknął przed nią, złapał za łapkę, którą ucałował i przyłożył sobie do serca. – Tak długo jak ono bije w mojej piersi, tak długo będę przy Tobie. Teraz jedynie śmierć będzie mogła nas rozdzielić, chociaż i tak wierze, że nawet po tym życiu, jeszcze się spotkamy, gdziekolwiek wylądują nasze duszę.
Nie obchodziło go to, że najpewniej brzmiał jak tandetny romantyk, powtarzający te samą śpiewkę po raz kolejny. Wiedział, że kotka weźmie jego słowa na poważnie, że zrozumie jak szczery jest w tym co mówi oraz to, co deklaruje. Pragnął być jej partnerem, jak niczego innego. Nie obchodziło go nawet to, gdzie by mieszkali (bo oczywiście zakładał, że będą mieszkać razem, a osobne domy od teraz zupełnie wykluczał), ani w jaki sposób by żyli. Oczywiście zrobi wszystko, aby zapewnić Mari jak najlepszy byt. Nawet gdyby to oznaczało, że miałby się zaharować na śmierć. Zrobiłby to dla niej i byłby bardziej niż szczęśliwy wiedząc, że nigdy nie zabraknie jej tego, czego pragnie. Bo tylko to się liczyło – uszczęśliwienie lubej oraz w jakiś sposób zrehabilitowanie się za swoją zbrodnię. Bo tej ucieczki nie można porównać do niczego innego, jak tylko zbrodni.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Sob 16 Mar 2019, 15:43

Naprawdę ucieszyły ją te słowa. Znów zaczęła płakać, ale tym razem ze szczęścia. Gdy Nishi przed nią uklęknął nie wytrzymała i rzuciła się znów na niego. Tym razem powaliła go na plecy i nie atakowała a tuliła go ile mogła. Chciała się nim nacieszyć. Zupełnie jakby chciała nadrobić ten stracony czas. Ile ze sobą w sumie spędzili? Z dwa dni? Mieli zrobić sobie grilla ale Nishiego już nie było gdy wróciła z zakupów.
Pocałowała go mocno i tęsknie, pocałowała mu też powieki, by pozbyć się łez. Dopiero teraz zorientowała się, że zrobiła ukochanemu krzywdę - prz..przepraszam - wydukała i zbliżyła się do zranienia. Liznęła je i ucałowała po czym odsunęła się zarumieniona. Kruczek mógł poczuć dziwne, ale przyjemne mrowienie w miejscu ranki, jednak gdy jej dotknął nie znalazł nic. Nacięcie było płytkie więc nie został po nim nawet najmniejszy ślad.
- Ale i tak jestem na Ciebie zła - powiedziała lekko naburmuszona - przez to, że uciekłeś przed grillem, musiałam wytrzymać sama z jakąś dziwną dziewczyną lubiącą ostre potrawy, Upiornym Arystokratą, który potem upił się winem, które przyniósł jego sługa, a jego koń zeżarł nam krzaczki przed domem i z Lunatykiem, który zmieniał się w ogromnego, niebieskiego pająka - zrobiła rękami ruch, próbując pokazać jaki był wielki - ale przynajmniej zrobili coś pożytecznego - powiedziała i trochę się speszyła, nie do końca wiedząc jak Kruczek zareaguje na to, że w jego ogrodzie pojawiła się altanka, a przed domem rosną nowe krzaczki. Przynajmniej Vaele za nie zapłacił i faktycznie wysłał kogoś do pomocy. W szczególności, że kotka miała wtedy skręconą łapę. Co prawda krzaczki już ładnie rosły, ponieważ przez rok nabrały sił, jednak i tak gdyby się przyjrzeć można było dostrzec dość sporą różnicę.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Nie 17 Mar 2019, 10:42

Nie spodziewał się kolejnego powalenie na ziemię, ale to okazało się dużo przyjemniejsze niż poprzednie. Objął swoją lubą mocno, nie mogąc przestać się uśmiechać. Był taki szczęśliwy. Oddał jej pocałunek, wyrażając w nim to, jak bardzo tęsknił, jak bardzo żałuje oraz jak niesamowicie się cieszy, ze mu wybaczyła.
W pierwszej chwili nie miał pojęcia za co go przeprasza. Za rzucenie się i całowanie? Za wybaczenie? Dopiero kiedy zbliżyła swój język do zranienia, a potem je polizała – zrozumiał, że to właśnie za to przeprasza.
- Nic się nie stało. Mogłabyś mnie nawet całego pociąć na kawałki, a i tak bym się nie gniewał – powiedział wyjątkowo radosnym tonem. No ale jak miał nie być zadowolony? No jak? Pomimo tego śmiesznego uczucia w miejscu rany, cały wręcz promieniował szczęściem. Aż zakręciło mu się w głowie z tego powodu. Tak bardzo zaaferował się sowim szczęściem, niemalże jak upity, że nawet nie zwrócił uwagi na fakt, że po jego krwawej rance nie pozostał nawet ślad.
Już chciał coś powiedzieć, gdy Mari zaczęła opowiadać swoją historię. Uniósł lekko brew w górę, słysząc o tym wszystkim. Jak widać naaaprawdę wiele go ominęło.
- Przepraszam skarbie – powiedział ze skruchą w głosie. – Mam nadzieję, że ten pająk nie okazał się groźny i nie chciał was pozabijać? – zmartwił się nagle. Usiadł do siadu oraz zaczął przyglądać się swojej ukochanej. Nie wyglądała, jakby była ranna, ale z drugiej strony wydarzyło się to tak dawno, że nawet gdyby faktycznie została zraniona, to pewnie by się uleczyła.
- Przepraszam, nie było mnie przy Tobie, kiedy mnie potrzebowałaś – pocałował ją czule w czoło, gładząc dłońmi po policzkach. – Jak mogę Ci to wynagrodzić?
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Nie 17 Mar 2019, 20:53

- Nie lubię nikogo krzywdzić...w szczególności Ciebie  - powiedziała cichutko. Położyła nieśmiało swoje uszy i uciekła wzrokiem w bok. Cieszyła się, ze Nishi się nie gniewa, ale  i tak było jej głupio, że się tak na niego rzuciła.
Pokręciła głową - to był tylko dziwny, lalusiowaty Lunatyk, który chciał zrobić nam moskitierę nad altaną, żeby przyjemniej się tam siedziało...ale już nie ma jej, bo przecież było to rok temu  - uśmiechnęła się zakłopotana.
Zamyśliła się - nie gniewaj się na mnie, że bez pytania wzięłam złom, który miałeś zebrany...ale ładna altanka z niego wyszła! Chodź pokażę Ci - wstała i pociągnęła go za rękę, by poprowadzić ukochanego do ogrodu.
Stanęła na progu i była w szoku - co do....  - zapytała i podbiegła do altany, która była teraz pokryta świeżutką pajęczyną - no nie...znowu tutaj był! Przysięgam, że tego nie było jak wychodziłam z domu - powiedziała zupełnie zagubiona co się dzieje.Rozglądała się też czy czasem Poe nie kryje się gdzieś w krzakach czy za rogiem, ale na szczęście nikogo nie znalazła.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Nie 17 Mar 2019, 23:12

Rozczulił się, widząc, jak jego ukochana nagle robi się taka nieśmiała. Przysunął się bliżej, a następnie powoli ją pocałował, chcąc w ten sposób przekazać, że nic się nie stało.
- Wszystko jest dobrze. Nawet mnie uleczyłaś, więc nie musisz się niczym przejmować – sięgnął do jednej z jej dłoni, a następnie przyciągnął ją do swojego policzka. Od razu wtulił się w miękkie futerko, przymykając przy tym lekko oczy.
- Wiem, że to było dawno, ale i tak się zmartwiłem – przyznał szczerze. Może było to trochę irracjonalne, ale cóż… ta emocjonalna reakcja nie była od niego zależna.
Uśmiechnął się do lwicy czule. – Dlaczego miałbym się gniewać? Właściwie to się cieszę, że dodałaś tutaj coś od siebie – powiedział, dając się prowadzić do ogrodu. Cały promieniował szczęściem. Właściwie to nawet gdyby cały ten dom legną w gryzach to by się tym nie przejął: jego dom był tam, gdzie było jego serce. A było ono przy Mari. To ona była domem Nishiego, a nie budynek. Gdyby coś mu się stało, to zawsze mógłby go po prostu odbudować lub zbudować nawet lepszy.
Przyjrzał się altanie. Była ładna, minimalistyczna oraz zgrabna, chociaż pokryta pajęczyną. Zmarszczył brwi na ten widok, a zachowanie lwicy utwierdziło go w przekonaniu, że coś jest nie tak. Nie podobała mu się ta sytuacja. Nastroszył lekko pióra, a następnie podszedł do lubej i chwycił ją delikatnie, acz stanowczo za dłoń.
- Myślę, że powinniśmy wrócić do domu – powiedział, zaczynając podejrzliwe się rozglądać. W razie czego był gotowy do obrony siebie oraz Mari. Jeżeli nie byłby to atak z powietrza, to mogli nawet przed nim uciec. Oczywiście, jeżeli coś takiego miało się w ogóle stać. Najpewniej jednak to nie było nic groźnego, a kruczek dramatyzował, ale wolał dmuchać na zimne.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pon 18 Mar 2019, 09:39

Odpowiedziała na pocałunek i zamruczała zadowolona, rumieniąc się delikatnie przy tym. Dawno tego nie robiła, już prawie zapomniała jakie to uczucie - ale i tak nie chcę, byś myślał, że zawsze Cię tam będę witać - powiedziała niepewnie.
Podrapała się niepewnie po tyle głowy - nie mam pojęcia do czego chciałeś to użyć...a teraz jest z tego altana i w sumie to nie ode mnie wkład, a od Lorda...przepraszam księcia Vaele - powiedziała nieśmiało, nie będąc pewną czy Nishi w ogóle będzie go kojarzył oraz jak zareaguje, że ktoś taki tutaj zawitał. Nie jakiś tam Upiorny, ale jednak taki, który ma jakieś znaczenie w tym świecie.
Zamrugała zaskoczona, gdy Nishi zapowiedział, że lepiej wracać. Dopiero po chwili zorientowała się co do niej powiedział - Skarbie nie ma go tu. Nie martw się...chyba, że martwisz się o coś innego? - zapytała z troską i pogładziła go łapą po policzku. Nie naciskała jednak. Skoro chciał wracać do w porządku, rozejrzała się tylko jeszcze raz po ogrodzie i zauważyła coś co jej nie pasowało - to wróć, ja tylko sprawdzę co to - pokazała na kartkę na stoliku w altanie.
Podeszła szybko i wzięła papier po czym od razu wróciła i dopiero przy Kruczku go odczytała. Westchnęła zirytowana - przyszedł sobie bo mu się nudziło i uznał, że naprawi moskitierę, bo tak...ja go kiedyś przerobię na pająka w oleju naprawdę - obiecała.
Emocje opadły więc powoli zaczęła myśleć w miarę trzeźwo - właśnie...pewnie jesteś głodny? Może chcesz się odświeżyć, a ja coś zrobię? - powiedziała niepewnie, nie chciała by się czuł jak w gościach, ale też nie za bardzo wiedziała co teraz począć. Przypomniała sobie też o zakupach więc przeprosiła Kruczka i wróciła do krzaków przed domem by zabrać zakupy i przynieść je do środka.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 23
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya Yesterday at 21:24

Uśmiechnął się do niej promiennie i rzekł: Nie martw się, nie pomyślałem tak nawet przez sekundę.
Bo nie pomyślał. Doskonale zdawał sobie sprawę z wrażliwości oraz delikatności jego lubej. Wiedział, że jest wrażliwa i kochająca oraz ma dobre serce i nie może patrzeć na zło tego (a może lepiej by było powiedzieć tych) świata. Dlatego miał pewność, że od teraz będą się witać w miły oraz dużo przyjemniejszy sposób.
- To były tylko pozostałości po tym, jak budowałem dom. Nie chciałem ich wyrzucać, bo mogły się na coś przydać…No i jak widać przydały się – powiedział, chcąc ją uspokoić. Nie stał się przecież nic złego. Bardziej niepokoił go jednak fakt, że taki ktoś zawitał do ich domu. Taki ważny arystokrata, posiadający władze i znajomości… Czego tu szukał?
- Wcześniej zaaferowałem się tym pająkiem, ale… Czego książę – mówiąc to słowo niemalże się skrzywił – tutaj szukał? Tacy jak on nie przychodzą przecież na grille do kogoś takiego jak my. No i nie stawiają altan w ogrodzie… - zmarszczył brwi. Ta sytuacja była co najmniej dziwna oraz niepokojąca. Bo jakby nie patrzeć, to właśnie Vaele mógł odpowiadać za prześladowania kruczka. Co jeśli ten podły arystokrata chciał położyć swoje brudne łapy na Mari? Oczywistym było, że jest piękna. Miała też dwa ogony, co jest niezwykłe wśród jej rasy. Była cenna dla kogoś, kto chce mieć swoją przytulankę. Zdecydowanie mu się to nie podobało.
Może był paranoikiem. Może to dlatego, że przez ostatnie miesiące musiał być w stanie pełnej gotowości i nie mógł spuścić gardy. Może wariował i był niestabilny emocjonalnie? Może. Ale teraz miał duże wątpliwości co do bycia na zewnątrz. W budynku było bezpieczniej niż tutaj. Wrócenie tam było genialnym pomysłem.
Zanim zdążył zaprotestować, aby nie oddalała się od niego – lwica była już na miejscu. Spięty obserwował jak wraca i dopiero razem z nią wszedł do środka. Od razu zamknął drzwi oraz obtulił Mari skrzydłem. Może to zaborcze oraz głupie, ale cóż…dalej był trochę spięty i wolał mieć ją przy sobie.
- To świetny pomysł, skarbie – powiedział, uspokajając się lekko. Może kąpiel faktycznie dobrze mu zrobi. Może zmyje z siebie cały ten stres i wróci do normalnego życia. – A wiesz, myślę, że jeszcze lepszym pomysłem będzie wspólna kąpiel – uśmiechnął się po czym dodał: oczywiście jeśli chcesz. Więc zawsze możesz do mnie dołączyć w łazience, a potem razem coś upichcimy.
Nim kotka udała się po zakupy, Nishi pocałował ją jeszcze w policzek, a potem uśmiechnął się i udał do łazienki. Nie będzie jej zmuszał czy też naciskał. Jeżeli zechce, to dołączy. I z tą myślą, zaczął ściągać te arystokratyczne łachy.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 12
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach