Domek Mari

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie autorstwa Mari on Nie 03 Lut 2019, 22:57

Na odwróconym Osiedlu można spotkać wiele wymyślnych domów. Jedne są małe, drugie duże, inne wąskie, a kolejne płaskie aczkolwiek szerokie. Jednak jest jedno takie miejsce, w którym wydzielona jest sporych ilości działka, pokryta różnorodnymi roślinami oraz zwierzętami, które mają tam wstęp wolny. Na samym środku działki znajduje się ogromne drzewo, które mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Tuż pod drzewem znajduje się średniej wielkości dom z pełnym wyposażeniem. Na parterze znajduje się kuchnia połączona z dużym salonem, szafa, w której można powiesić płaszcze/trzymać kurtki oraz średnia łazienka. Na piętrze znajdują się dwa pokoje, z czego jeden jest całkowicie przeznaczony do rozrywki. Znajduje się w nim kilka półek książek o różnorakiej tematyce, przybory malarskie, dwa wygodne tapczany oraz mahoniowe biurko. Wielkie okno pozwala wpadać dużej ilości światła do pokoju, obserwować gwiazdy nocą oraz ogród z tyłu domu. Drugi pokój jest w całości przeznaczony do użytkowania przez właściciela. Dodatkowo są dwie łazienki oraz balkon, z którego jest niesamowity widok na ogród z przodu domu. Ściany są pomalowane w stonowanych kolorach, jednak przynajmniej jedna ściana jest jasna – żeby nie zrobić „nory”. Zewnętrzna farba ścienna domu jest w przyjemnym, żółtym odcieniu, który idealnie wkomponuje się w odcienie każdej z pór roku w bajkowym ogrodzie.

***

Po tym jak Nishi musiał uciekać, przed tajemniczymi prześladowcami, przekazał swój dom pod opiekę swojej ukochanej Lwicy - Mari. Nie wprowadziła na razie wielu zmian, poza tym, że pod wielkim drzewem, na tyłach domu, powstała niewielka altana.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Sro 13 Mar 2019, 22:52

Kiedy stanął twarzą w twarz ze swoim domem, odetchnął głębiej, czując jak zaczyna się denerwować. Ale czym tu można by się spinać, kiedy jest się w pobliżu własnego domostwa? Teoretycznie niczym, a praktycznie kiedy uciekło się z niego, pozostawiając swoją ukochaną tylko z krótkim listem wyjaśniającym sytuację….Cóż, zdecydowanie miał prawo się denerwować. W końcu czy Mari kiedykolwiek zdoła mu przebaczyć? Zapewniał, że ją kocha, że lwica jest dla niego wszystkim, a któregoś dnia po prostu zwiał, pozostawiając ją samą. Oczywiście, nie zrobiłby tego, gdyby nie musiał –niestety prześladowcy stali się zbyt nachalni i agresywni. Nie chcieli w tym świecie kogoś, kto dawniej był człowiekiem. Ale czy Nishinoya miał w ogóle wybór? Nie mógł wrócić do siebie z wielgachnymi skrzydłami na plecach. Co to, to nie. Nie chciał, żeby najpierw złapali go zwykli naukowcy, a potem MORIA. To już lepiej było dać się zabić tutaj.
Nie mógł zostawić tej sprawy ze względu na swoją ukochaną: jeszcze i ją ci dranie by skrzywdzili, a on nie wybaczyłby sobie, gdyby z jego winy Mari spadł chociaż jeden włosek z końca ogona! Dlatego tak szybko się zwinął, zacierając po sobie wszystkie ślady.
Przeczesał dłonią rude kosmyki włosów, otrzepał ubranie z niewidzialnego kurzu, a następnie z wahaniem wszedł do budynku. Na jego (nie)szczęście wszystko wyglądało dokładnie w tak samo, jak rok temu. Mari niczego nie zmieniła. Sam już nie wiedział, czy sprawiło mu to więcej bólu (żalu po stracie jej i domu) czy szczęścia (że została i naprawdę o dom dbała). W zielonych oczach zebrały się łzy, a Nishi siłą woli powstrzymał się przed tym, żeby nie zacząć płakać. Dopiero teraz uderzył w niego fakt, że niesamowicie tęsknił. Do Mari. Do Domu, w którym byłaby Mari. Nie chciał jednak płakać teraz, wolał poczekać, aż ponownie ujrzy kotkę, dlatego dzielnie zamknął oczy oraz odetchnął kilka razy.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Sro 13 Mar 2019, 23:49

Po drodze Mari zatrzymała się jeszcze sklepie. Była dziś rocznica, gdy Nishi zostawił ją tylko z listem i pluszakiem. Nie miała pomysłu jak spędzić ten wieczór, więc po prostu kupiła coś dla Luny do jedzenia oraz jakieś czekoladki dla siebie. Kupiła też wino. Nie wiedziała w sumie czemu....w końcu nie piła, ale co miała zrobić z butelką pełną trunku, gdy już za niego zapłaciła? Może da komuś jak ją odwiedzi, albo weźmie do Szkarłatnej Otchłani? Nie wiedziała...nadal miała też butelki, których nie wykorzystali na grillu rok temu, gdy została nawiedzona przez kilka osób. No cóż....najwyżej po prostu będzie miała kolejną butelkę trunku.
Jej rozmyślała przerwał jej nieznany zapach na ścieżce, prowadzącej do domu. Rozejrzała się, ale początkowo nie widziała nic podejrzanego. Dopiero po chwili zorientowała się, że drzwi wejściowe są otwarte!
Warknęła cicho i sięgnęła po swój sztylet, wysuwając również pazury. Odłożyła zakupy w krzaki, żeby ktoś się na nie nie połasił i zaczęła się skradać.
Gdy była już dość blisko, rozejrzała się czy mężczyzna o rudych włosach i białych skrzydłach na pewno jest sam. Wyglądał na jakiegoś arystokratę, ale dla niej to nie miało znaczenia. Był na jej terenie. Może ten ktoś coś wie na temat Nishiego!
Skoczyła na mężczyznę. Złapała go jedną łapą za włosy, przybijając go do podłogi. Działała z zaskoczenia, więc miała nadzieję, że uda jej się sprowadzić go do parteru. Sztylet przyłożyła do jego gardła, odciągając go lekko w tył za ryże kosmyki. Jedną łapę oparła między jego skrzydłami tak, że gdyby chciał się poruszyć, boleśnie wbijała mu pazury w plecy.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - zapytała lekko warczącym głosem. Była cała najeżona, a jej źrenice zmieniły się w wąskie szparki. Ostrze mocno naciskało na skórę mężczyzny, lekko ją nacinając. Widać było, że nie żartuje i nie ma zamiaru odpuścić.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Czw 14 Mar 2019, 00:08

Był zbyt skupiony na kłębiących się w nim emocjach oraz przepływających falach wspomnień, aby zorientować się, że nie jest już sam. Dlatego też nie spodziewał się, że ktoś na niego naskoczy i powali na ziemię. Cóż, w życiu nigdy nie miał z górki. W pierwszym odruchu chciał się zacząć bronić, była nawet gotów użyć skrzydeł i wyrządzić agresorowi poważną krzywdę poprzez kwas, ale w porę udało mu się dostrzec coś znajomego. Biały ogon, a po chwili doszedł jeszcze ten głos: ta słodki i piękny, choć teraz groźny oraz nastawiony na agresję. I słusznie. Białowłosy w końcu teraz zupełnie nie przypominał siebie - przyodział się jak jakiś szlachcic, zmienił kolor włosów, włożył soczewki do oczu (zmieniajac tym samym i ich kolor), nałożył perfumy, aby jego zapach przestał być rozpoznawalny. Wyglądał teraz jak inny człowiek. I poniekąd nim był. Jedyne czego w sobie nie zmienił, to skrzydeł. Były zbyt pieknę, by chociaż próbować je farbować na inną barwę.
- Wiedziałem, że stracę dech, kiedy ponownie Cię zobaczę, ale nie sądziłem, że w taki sposób – powiedział, a właściwie zażartował, uśmiechając się zdecydowanie za radośnie jak na kogoś, komu się grozi i kto jest przytrzymywany przy ziemi bez większych możliwości ruchu. Chyba był szalony. Ale to już dawno oszalał na jej punkcie, więc większej różnicy to nie robiło.
- Wróciłem do Ciebie moja piękna lwico –chyba wkradła mu się czułość w ton, ale któżby miał go winić! Nawet jeśli ich pierwsze spotkanie po czasie wygląda tak, a nie inaczej, to jego serce mimo wszystko się raduje. Mari jest cała i zdrowa!
- Wróciłem do domu – dopowiedział jeszcze i spróbował się trochę poruszyć. Chciał ją objąć. Wsadzić nos w białe pukle włosów i przepraszać za pozostawienie na tak długo. Chciał błagać o wybaczenie i zostać z lwicą już na zawsze.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Czw 14 Mar 2019, 09:09

Na jego szczęście, nie ruszył się na tyle by Kotka uznała to za na tyle groźny ruch, by trochę bardziej go uszkodzić. Pierwsze zdanie, które wypowiedział "włamywacz" nie dotarło do niej w pierwszej chwili - co ty pieprz..... - otworzyła szeroko oczy, gdy poznała głos. Głos, którego tak wyczekiwała, za którym tak tęskniła.
Odrzuciła sztylet, chyba pierwszy raz odkąd go dostała i odskoczyła od mężczyzny. Wpatrywała się w niego z nutką niedowierzania i przerażenia. Jej ogony latały na wszystkie strony jak bicze - Yu?...ale...ale jak.... - zaczęła się jąkać a jej oczy bardzo szybko zaszły łzami. Dopiero teraz poczuła, że pod obcym zapachem perfum można wyczuć też woń Opętańca, dopiero teraz przyjrzała się pięknym białym skrzydłom, które mieniły się wszystkimi kolorami tęczy.
- Dlaczego.... - ścisnęła łapy w pięści, najmocniej jak potrafiła - dlaczego po takim czasie wracasz i mówisz do mnie jakby nic się nie stało...dlaczego po tym jak mnie zostawiłeś tylko z jakimś skrawkiem papieru nagle przychodzisz wystrojony jak nie wiadomo co i tak zmieniony....dlaczego.... - nie mogła już wytrzymać. Zaczęła krzyczeć na mężczyznę po czym klapła na tyłek i oparła się o ścianę. Po prostu się rozpłakała. Tak się bałą przez cały ten czas....a jemu nic nie było! Skąd miała wiedzieć, czy nie spędził tego roku z kimś innym....skąd miała wiedzieć czy teraz tak nie mówi tylko dlatego, że miał nóż na gardle.... tego było dla niej za dużo.
Przez to wszystko nawet nie zwróciła uwagi, że nazwała go jego imieniem, którego przecież nie powinna w ogóle znać.
Jeśli próbował ją przytulić, broniła się, ale nie miała sił by go w pełni odepchnąć.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Czw 14 Mar 2019, 21:07

Kiedy Lwica od niego odskoczyła, mężczyzna powili zebrał się z ziemi i wyprostował, stając twarzą w twarz z ukochaną. No a przynajmniej tak blisko, jak tylko mógł, zważywszy na odległość, jaka ich dzieliła.
Uśmiechnął się do niej czule, czując, jak do oczu ponownie napływają łzy. Była dokładnie tak samo piękna, jak zapamiętał. A może nawet piękniejsza. Chociaż przerażenie nie było tym, co chciał ujrzeć – nie dziwił się ani trochę. Nie przypominał siebie, a jednak mówił tak dobrze znanym kotce głosem.
Trochę zaskoczył go fakt, że Mari użyła jego prawdziwego imienia. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek je podawał…Ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Miłość jego życia w końcu rozpoznała Opętańca! Serce zabiło mu jeszcze szybciej niż wcześniej, a ulga rozpłynęła się po ciele rudego. Wyciągnął dłoń w jej stronę, kiedy to padły pierwsze słowa dachowca.
- Ja…..przepraszam….- głos mu się zawahał. Miała rację. Powinien to jakoś inaczej rozegrać, ale wierzył, że w ten sposób uda mu się ją ochronić! Musiał uciekać jak najszybciej! Nie było czasu na wyjaśnienia. A może były? Może spieprzył sprawę? Zastanawiał się nad tym wielokrotnie i gdyby nie fakt, że jego prześladowcy byli naprawdę groźni, to postąpiłby inaczej. Ale chęć ochrony tej wspaniałej istoty przeważyła. Nawet ona nie mogła wiedzieć, gdzie kruczek zniknął.
- Musiałem skarbie, nie miałem wyjścia…Oni by Cię skrzywdzili! Albo zabili! Nie mogłem, nie chciałem, przepraszam! – zagryzł wargę, czując ja kuję go serce. Nie potrafił znieść jej łez, nie chciał nawet próbować. Dlatego sam stłumił swoje, zanim zmieniły się w szloch i podszedł do niej.
Nie bacząc na próby wyrwania się kotki, i tak ją przytulił. Położył brodę na czubku głowy białowłosej, a potem zaczął cicho błagać o wybaczenie: Nie chciałem Cię zostawić, nigdy. Kocham Cię tak szalenie, że nie wyobrażam sobie dnia bez Ciebie. Każda sekunda rozłąki mnie zabijała, ale nie mogłem wrócić. Przefarbowałem włosy, włożyłem soczewki, nawet zmieniłem styl ubierania się, aby móc im uciec….Codziennie o Tobie myślałem i chciałem wrócić do domu, chciałem napisać, dać jakiś znak życia, ale nie mogłem. Przepraszam. Proszę, przebacz mi. Błagam! Kochaj mnie tak samo, jak ja Ciebie – nie wytrzymał. Zapłakał głośno i wtulił lwicę w siebie jeszcze mocniej niż wcześniej. Tak niesamowicie bał się, że ona go znienawidzi za to wszystko. Że przestanie go kochać. Nie mógłby wytrzymać bez niej ani dnia dłużej. Ale, gdyby już nie chciała go nigdy więcej widzieć, to oczywiście, odszedłby i żył, że świadomością, jak bardzo spieprzył. Miał zatem nadzieję, że nigdy, ale to prze nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji.
- Błagam, nie przestawaj mnie kochać.....- miauknął jeszcze żałośnie.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pią 15 Mar 2019, 10:26

Oplotła ramionami swoje kolana i starała się całkiem nie rozpłakać - umiem o siebie zadbać! Sama byłam już w takiej sytuacji i żyję - powiedziała łamiącym się głosem - mogliśmy porozmawiać z kim trzeba, poinformować kogoś, do cholery mogłeś powiedzieć cokolwiek! - złapała się za głowę. Oddychała z lekkim trudem. Widać było, że to wszystko ją przerosło.
Nie miała sił się przed nim bronić, choć próbowała. Objęła go więc tylko ramionami i wbiła mu w skórę ostre pazurki.
- Myślałam...myślałam, że znowu straciłam najważniejszą dla mnie osobę - wyszeptała, gdy już skończył swój wywód - nawet nie wiesz ile osób Cię szuka, nie wiesz nawet kogo prosiłam o pomoc - pociągnęła nosem bo już nie dawała rady trzymać wszystkiego na wodzy - mogłeś napisać...że wszystko z tobą w porządku....cokolwiek...nie musiałeś pisać gdzie jesteś...to by mi wystarczyło - dodała jeszcze i już całkiem się rozpłakała.
Pokręciła głową - ja...ja Cię kocham i nie przestanę przez coś takiego....ale błagam nie rób tak więcej... - dodała jeszcze i sama się mocniej w niego wtuliła - i musisz mi to jakoś wynagrodzić... - dodała jeszcze szeptem.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Pią 15 Mar 2019, 21:56

Wiedział, że lwica sama sobie mogła poradzić. Nie była słabym kociakiem, które nie mogło niczego zrobić samemu. Była dzielna oraz odważna. Sama świetnie sobie radziła. Wiedział to. Ale i tak. Obawa, że przez jego osobę mogła znaleźć się w śmiertelnym niebezpieczeństwie…. Zdecydowanie nie wchodziło w rachubę.
- Oni byli zbyt niebezpieczni! I nie wierzę, że znalazłby się ktoś, kto by mógł tutaj pomóc! Nie należę do Twojego świata, nie w pełni, dlatego więc zrobiłem to, co uznałem za najlepsze. Nie mówię, że takie było, ale wtedy sądziłem, że to jedyna droga! – mógł mieć obawy, że osoby „u władzy” mu nie pomogą. Doskonale rozumiał przecież działanie świta! A ksenofobia ujawnia się więcej niż w jeden sposób. Równie dobrze któryś z oprawców Opętańca mógł należeć do tej „władzy”.  Nie, nie i jeszcze raz nie. To było zbyt duże ryzyko. Nie mógł narażać Mari na coś takiego.
Nie przejmował się pazurami, przebijającymi strukturę jego ubrań oraz skóry. Zasłużył sobie na to i jeszcze więcej.
Jej słowa były jak takie małe sztyleciki, które wbijały się boleśnie w serce Nishiego. Ona, Mari, kochała go równie mocno i robiła co mogła, żeby go odnaleźć.
- Ja…. Nie wiem co powiedzieć. Nawet nie wiesz, jak się ciesze, że zrobiłaś dla mnie tak wiele! I jak bardzo mi przykro…. Chciałem napisać, ale nie widziałem komu mogę ufać. Musiałem się upewnić, że będziesz bezpieczna. A kiedy to już zrobiłem, to… Musiałem wrócić. Nie mogłem się doczekać.
Przytulił ją jeszcze mocniej, decydując się nawet na objęcie Lwicy skrzydłami. Teraz już całkiem utonęła jego uścisku.
Kochała go. Nie przestała go kochać! To chyba najlepsze, co mogłaby powiedzieć albinosowi. Nie wyobrażał sobie nawet wspanialszych słów. Był kochany przez kogoś, kogo sam kochał.
- Dzię…kuję – zapłakał, uśmiechając się przez łzy. – Oczywiście. Zrobię co tylko zechcesz. Jeżeli będzie trzeba to polecę do samego słońca i ścignę dla Ciebie trochę jego blasku, abyś zawsze była promienna! – obiecał, nie posiadając się ze szczęścia.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pią 15 Mar 2019, 23:57

Nie mogła tego słuchać. Wiedziała, że to co mówi jest prawdą, ale nie potrafiła sobie z tym poradzić. Nie potrafiła tego przyjąć, że Opętaniec ma rację. Pociągała nosem i przestała już się wyrywać. Wtuliła się w niego i próbowała uspokoić, ale nie było to takie proste.
Przytuliła go do siebie mocniej, gdy zaczął ją przepraszać - ja...ja też przepraszam, że na Ciebie wyskoczyłam - powiedziała cicho, starając się jakoś już doprowadzić do porządku - ja...ja rozumiem...ale czy...jesteś w stanie mi obiecać....że już tego nie zrobisz? Nawet nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć...a Ty zniknąłeś - wyłkała, pociągając swoim noskiem.
Pokręciła głową, słysząc jego obietnicę- chcę tylko Ciebie...nie chcę żadnego słońca czy gwiazd...potrzebuję Ciebie...nie chcę znów być sama...wyszeptała łasząc się do niego policzkiem.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Sob 16 Mar 2019, 13:02

Cieszyły go jej przeprosiny, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że one są zbędne. Mari nie zrobiła niczego złego.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać – powiedział. To nie Lwica była winna całe tej sytuacji, tylko on. Cokolwiek by nie zrobiła, jakkolwiek by nie zareagowała: wszystko stało się z winy opętańca. Nawet gdyby postanowiła wyrwać mu skrzydło albo całkiem poderżnąć gardło to tylko dla tego, że ją wystraszył. Tak więc musiał odpokutować chociaż w taki sposób, za wtargnięcie oraz wystraszenie Mari.
Przyjął jej pieszczotę, a raczej desperacki gest i pragnienie bliskości z ulgą oraz zachwytem. Położył jej dłonie na głowie oraz zaczął lekko głaskać. – Dam Ci wszystko co tylko zechcesz. Mnie już masz i będziesz mieć na zawsze – dopowiedział cicho.
- Już więcej nie zniknę, obiecuję – powiedział i zaczął lekko odsuwać się od łaszącej się do niego Lwicy. Wytarł z jej policzka drobinki krwi, które się na nim zebrały, potem całując krótko to miejsce. Następnie uklęknął przed nią, złapał za łapkę, którą ucałował i przyłożył sobie do serca. – Tak długo jak ono bije w mojej piersi, tak długo będę przy Tobie. Teraz jedynie śmierć będzie mogła nas rozdzielić, chociaż i tak wierze, że nawet po tym życiu, jeszcze się spotkamy, gdziekolwiek wylądują nasze duszę.
Nie obchodziło go to, że najpewniej brzmiał jak tandetny romantyk, powtarzający te samą śpiewkę po raz kolejny. Wiedział, że kotka weźmie jego słowa na poważnie, że zrozumie jak szczery jest w tym co mówi oraz to, co deklaruje. Pragnął być jej partnerem, jak niczego innego. Nie obchodziło go nawet to, gdzie by mieszkali (bo oczywiście zakładał, że będą mieszkać razem, a osobne domy od teraz zupełnie wykluczał), ani w jaki sposób by żyli. Oczywiście zrobi wszystko, aby zapewnić Mari jak najlepszy byt. Nawet gdyby to oznaczało, że miałby się zaharować na śmierć. Zrobiłby to dla niej i byłby bardziej niż szczęśliwy wiedząc, że nigdy nie zabraknie jej tego, czego pragnie. Bo tylko to się liczyło – uszczęśliwienie lubej oraz w jakiś sposób zrehabilitowanie się za swoją zbrodnię. Bo tej ucieczki nie można porównać do niczego innego, jak tylko zbrodni.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Sob 16 Mar 2019, 15:43

Naprawdę ucieszyły ją te słowa. Znów zaczęła płakać, ale tym razem ze szczęścia. Gdy Nishi przed nią uklęknął nie wytrzymała i rzuciła się znów na niego. Tym razem powaliła go na plecy i nie atakowała a tuliła go ile mogła. Chciała się nim nacieszyć. Zupełnie jakby chciała nadrobić ten stracony czas. Ile ze sobą w sumie spędzili? Z dwa dni? Mieli zrobić sobie grilla ale Nishiego już nie było gdy wróciła z zakupów.
Pocałowała go mocno i tęsknie, pocałowała mu też powieki, by pozbyć się łez. Dopiero teraz zorientowała się, że zrobiła ukochanemu krzywdę - prz..przepraszam - wydukała i zbliżyła się do zranienia. Liznęła je i ucałowała po czym odsunęła się zarumieniona. Kruczek mógł poczuć dziwne, ale przyjemne mrowienie w miejscu ranki, jednak gdy jej dotknął nie znalazł nic. Nacięcie było płytkie więc nie został po nim nawet najmniejszy ślad.
- Ale i tak jestem na Ciebie zła - powiedziała lekko naburmuszona - przez to, że uciekłeś przed grillem, musiałam wytrzymać sama z jakąś dziwną dziewczyną lubiącą ostre potrawy, Upiornym Arystokratą, który potem upił się winem, które przyniósł jego sługa, a jego koń zeżarł nam krzaczki przed domem i z Lunatykiem, który zmieniał się w ogromnego, niebieskiego pająka - zrobiła rękami ruch, próbując pokazać jaki był wielki - ale przynajmniej zrobili coś pożytecznego - powiedziała i trochę się speszyła, nie do końca wiedząc jak Kruczek zareaguje na to, że w jego ogrodzie pojawiła się altanka, a przed domem rosną nowe krzaczki. Przynajmniej Vaele za nie zapłacił i faktycznie wysłał kogoś do pomocy. W szczególności, że kotka miała wtedy skręconą łapę. Co prawda krzaczki już ładnie rosły, ponieważ przez rok nabrały sił, jednak i tak gdyby się przyjrzeć można było dostrzec dość sporą różnicę.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Nie 17 Mar 2019, 10:42

Nie spodziewał się kolejnego powalenie na ziemię, ale to okazało się dużo przyjemniejsze niż poprzednie. Objął swoją lubą mocno, nie mogąc przestać się uśmiechać. Był taki szczęśliwy. Oddał jej pocałunek, wyrażając w nim to, jak bardzo tęsknił, jak bardzo żałuje oraz jak niesamowicie się cieszy, ze mu wybaczyła.
W pierwszej chwili nie miał pojęcia za co go przeprasza. Za rzucenie się i całowanie? Za wybaczenie? Dopiero kiedy zbliżyła swój język do zranienia, a potem je polizała – zrozumiał, że to właśnie za to przeprasza.
- Nic się nie stało. Mogłabyś mnie nawet całego pociąć na kawałki, a i tak bym się nie gniewał – powiedział wyjątkowo radosnym tonem. No ale jak miał nie być zadowolony? No jak? Pomimo tego śmiesznego uczucia w miejscu rany, cały wręcz promieniował szczęściem. Aż zakręciło mu się w głowie z tego powodu. Tak bardzo zaaferował się sowim szczęściem, niemalże jak upity, że nawet nie zwrócił uwagi na fakt, że po jego krwawej rance nie pozostał nawet ślad.
Już chciał coś powiedzieć, gdy Mari zaczęła opowiadać swoją historię. Uniósł lekko brew w górę, słysząc o tym wszystkim. Jak widać naaaprawdę wiele go ominęło.
- Przepraszam skarbie – powiedział ze skruchą w głosie. – Mam nadzieję, że ten pająk nie okazał się groźny i nie chciał was pozabijać? – zmartwił się nagle. Usiadł do siadu oraz zaczął przyglądać się swojej ukochanej. Nie wyglądała, jakby była ranna, ale z drugiej strony wydarzyło się to tak dawno, że nawet gdyby faktycznie została zraniona, to pewnie by się uleczyła.
- Przepraszam, nie było mnie przy Tobie, kiedy mnie potrzebowałaś – pocałował ją czule w czoło, gładząc dłońmi po policzkach. – Jak mogę Ci to wynagrodzić?
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Nie 17 Mar 2019, 20:53

- Nie lubię nikogo krzywdzić...w szczególności Ciebie  - powiedziała cichutko. Położyła nieśmiało swoje uszy i uciekła wzrokiem w bok. Cieszyła się, ze Nishi się nie gniewa, ale  i tak było jej głupio, że się tak na niego rzuciła.
Pokręciła głową - to był tylko dziwny, lalusiowaty Lunatyk, który chciał zrobić nam moskitierę nad altaną, żeby przyjemniej się tam siedziało...ale już nie ma jej, bo przecież było to rok temu  - uśmiechnęła się zakłopotana.
Zamyśliła się - nie gniewaj się na mnie, że bez pytania wzięłam złom, który miałeś zebrany...ale ładna altanka z niego wyszła! Chodź pokażę Ci - wstała i pociągnęła go za rękę, by poprowadzić ukochanego do ogrodu.
Stanęła na progu i była w szoku - co do....  - zapytała i podbiegła do altany, która była teraz pokryta świeżutką pajęczyną - no nie...znowu tutaj był! Przysięgam, że tego nie było jak wychodziłam z domu - powiedziała zupełnie zagubiona co się dzieje.Rozglądała się też czy czasem Poe nie kryje się gdzieś w krzakach czy za rogiem, ale na szczęście nikogo nie znalazła.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Nie 17 Mar 2019, 23:12

Rozczulił się, widząc, jak jego ukochana nagle robi się taka nieśmiała. Przysunął się bliżej, a następnie powoli ją pocałował, chcąc w ten sposób przekazać, że nic się nie stało.
- Wszystko jest dobrze. Nawet mnie uleczyłaś, więc nie musisz się niczym przejmować – sięgnął do jednej z jej dłoni, a następnie przyciągnął ją do swojego policzka. Od razu wtulił się w miękkie futerko, przymykając przy tym lekko oczy.
- Wiem, że to było dawno, ale i tak się zmartwiłem – przyznał szczerze. Może było to trochę irracjonalne, ale cóż… ta emocjonalna reakcja nie była od niego zależna.
Uśmiechnął się do lwicy czule. – Dlaczego miałbym się gniewać? Właściwie to się cieszę, że dodałaś tutaj coś od siebie – powiedział, dając się prowadzić do ogrodu. Cały promieniował szczęściem. Właściwie to nawet gdyby cały ten dom legną w gryzach to by się tym nie przejął: jego dom był tam, gdzie było jego serce. A było ono przy Mari. To ona była domem Nishiego, a nie budynek. Gdyby coś mu się stało, to zawsze mógłby go po prostu odbudować lub zbudować nawet lepszy.
Przyjrzał się altanie. Była ładna, minimalistyczna oraz zgrabna, chociaż pokryta pajęczyną. Zmarszczył brwi na ten widok, a zachowanie lwicy utwierdziło go w przekonaniu, że coś jest nie tak. Nie podobała mu się ta sytuacja. Nastroszył lekko pióra, a następnie podszedł do lubej i chwycił ją delikatnie, acz stanowczo za dłoń.
- Myślę, że powinniśmy wrócić do domu – powiedział, zaczynając podejrzliwe się rozglądać. W razie czego był gotowy do obrony siebie oraz Mari. Jeżeli nie byłby to atak z powietrza, to mogli nawet przed nim uciec. Oczywiście, jeżeli coś takiego miało się w ogóle stać. Najpewniej jednak to nie było nic groźnego, a kruczek dramatyzował, ale wolał dmuchać na zimne.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pon 18 Mar 2019, 09:39

Odpowiedziała na pocałunek i zamruczała zadowolona, rumieniąc się delikatnie przy tym. Dawno tego nie robiła, już prawie zapomniała jakie to uczucie - ale i tak nie chcę, byś myślał, że zawsze Cię tam będę witać - powiedziała niepewnie.
Podrapała się niepewnie po tyle głowy - nie mam pojęcia do czego chciałeś to użyć...a teraz jest z tego altana i w sumie to nie ode mnie wkład, a od Lorda...przepraszam księcia Vaele - powiedziała nieśmiało, nie będąc pewną czy Nishi w ogóle będzie go kojarzył oraz jak zareaguje, że ktoś taki tutaj zawitał. Nie jakiś tam Upiorny, ale jednak taki, który ma jakieś znaczenie w tym świecie.
Zamrugała zaskoczona, gdy Nishi zapowiedział, że lepiej wracać. Dopiero po chwili zorientowała się co do niej powiedział - Skarbie nie ma go tu. Nie martw się...chyba, że martwisz się o coś innego? - zapytała z troską i pogładziła go łapą po policzku. Nie naciskała jednak. Skoro chciał wracać do w porządku, rozejrzała się tylko jeszcze raz po ogrodzie i zauważyła coś co jej nie pasowało - to wróć, ja tylko sprawdzę co to - pokazała na kartkę na stoliku w altanie.
Podeszła szybko i wzięła papier po czym od razu wróciła i dopiero przy Kruczku go odczytała. Westchnęła zirytowana - przyszedł sobie bo mu się nudziło i uznał, że naprawi moskitierę, bo tak...ja go kiedyś przerobię na pająka w oleju naprawdę - obiecała.
Emocje opadły więc powoli zaczęła myśleć w miarę trzeźwo - właśnie...pewnie jesteś głodny? Może chcesz się odświeżyć, a ja coś zrobię? - powiedziała niepewnie, nie chciała by się czuł jak w gościach, ale też nie za bardzo wiedziała co teraz począć. Przypomniała sobie też o zakupach więc przeprosiła Kruczka i wróciła do krzaków przed domem by zabrać zakupy i przynieść je do środka.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Wto 19 Mar 2019, 21:24

Uśmiechnął się do niej promiennie i rzekł: Nie martw się, nie pomyślałem tak nawet przez sekundę.
Bo nie pomyślał. Doskonale zdawał sobie sprawę z wrażliwości oraz delikatności jego lubej. Wiedział, że jest wrażliwa i kochająca oraz ma dobre serce i nie może patrzeć na zło tego (a może lepiej by było powiedzieć tych) świata. Dlatego miał pewność, że od teraz będą się witać w miły oraz dużo przyjemniejszy sposób.
- To były tylko pozostałości po tym, jak budowałem dom. Nie chciałem ich wyrzucać, bo mogły się na coś przydać…No i jak widać przydały się – powiedział, chcąc ją uspokoić. Nie stał się przecież nic złego. Bardziej niepokoił go jednak fakt, że taki ktoś zawitał do ich domu. Taki ważny arystokrata, posiadający władze i znajomości… Czego tu szukał?
- Wcześniej zaaferowałem się tym pająkiem, ale… Czego książę – mówiąc to słowo niemalże się skrzywił – tutaj szukał? Tacy jak on nie przychodzą przecież na grille do kogoś takiego jak my. No i nie stawiają altan w ogrodzie… - zmarszczył brwi. Ta sytuacja była co najmniej dziwna oraz niepokojąca. Bo jakby nie patrzeć, to właśnie Vaele mógł odpowiadać za prześladowania kruczka. Co jeśli ten podły arystokrata chciał położyć swoje brudne łapy na Mari? Oczywistym było, że jest piękna. Miała też dwa ogony, co jest niezwykłe wśród jej rasy. Była cenna dla kogoś, kto chce mieć swoją przytulankę. Zdecydowanie mu się to nie podobało.
Może był paranoikiem. Może to dlatego, że przez ostatnie miesiące musiał być w stanie pełnej gotowości i nie mógł spuścić gardy. Może wariował i był niestabilny emocjonalnie? Może. Ale teraz miał duże wątpliwości co do bycia na zewnątrz. W budynku było bezpieczniej niż tutaj. Wrócenie tam było genialnym pomysłem.
Zanim zdążył zaprotestować, aby nie oddalała się od niego – lwica była już na miejscu. Spięty obserwował jak wraca i dopiero razem z nią wszedł do środka. Od razu zamknął drzwi oraz obtulił Mari skrzydłem. Może to zaborcze oraz głupie, ale cóż…dalej był trochę spięty i wolał mieć ją przy sobie.
- To świetny pomysł, skarbie – powiedział, uspokajając się lekko. Może kąpiel faktycznie dobrze mu zrobi. Może zmyje z siebie cały ten stres i wróci do normalnego życia. – A wiesz, myślę, że jeszcze lepszym pomysłem będzie wspólna kąpiel – uśmiechnął się po czym dodał: oczywiście jeśli chcesz. Więc zawsze możesz do mnie dołączyć w łazience, a potem razem coś upichcimy.
Nim kotka udała się po zakupy, Nishi pocałował ją jeszcze w policzek, a potem uśmiechnął się i udał do łazienki. Nie będzie jej zmuszał czy też naciskał. Jeżeli zechce, to dołączy. I z tą myślą, zaczął ściągać te arystokratyczne łachy.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Sro 20 Mar 2019, 08:51

Westchnęła z ulgą, słysząc, że ten złom był i tak pozostałością bo budowie domu i że dobrze, że został na coś wykorzystany. Uśmiechnęła się, a zaraz potem zaśmiała, widząc reakcję Kruczka na Ciernia - wracał z pracy i zasnął na koniu, który uznał, że mu się nie spieszy do domu, skręcił tu i zeżarł nam krzaczki. Obudził się w trakcie i postanowił przeprosić. Jako iż miałam za dużo jedzenia to go zaprosiłam na grilla, żeby nie być niegrzeczną, bo i tak na dzień dobry na niego wyjechałam - westchnęła - bo mieliśmy kiedyś nieprzyjemną sytuację, więc miałam...i w sumie nadal mam do niego żal - wzruszyła ramionami - w ramach przeprosin poza tym, że kupił i kazał zasadzić służbie nowe krzaczki to jeszcze swoją mocą zrobił nam altanę - wyjaśniła pokrótce. No cóż...nie miała co ukrywać przed ukochanym.
Spięła się cała i spojrzała na ukochanego wielkimi oczami. Gdy dotarły do niej jego słowa oraz to z czym się wiążą to od razu zrobiła się czerwona jak burak i odwróciła się do niego plecami. To było dla niej zaskoczenie. Do tego nikt jej tego nie proponował...dodatkowo nikt jej nie oglądał...chyba od jej ucieczki. Ale...przecież byli parą i ... to było normalne prawda? Może i miała już ponad dwadzieścia lat, ale i tak nie miała żadnego doświadczenia na tym polu.
Przytaknęła tylko głową i po całusie uciekła po zakupy. Była cała spięta i nie za bardzo wiedziała jak ma się zachować.
Zostawiła jednak zakupy i poszła do łazienki. Po drodze sprawdziła co robi Luna, a ta oczywiście spała w najlepsze. To dobrze...potem niech się przywita z Kruczkiem.
Zapukała niepewnie do łazienki i weszła powoli. Przyglądała się niepewnie Opętańcowi. Czyżby trochę przez ten czas przypakował? Mogło jej się zdawać...przecież nie widziała go przez cały rok! Uszy miała opuszczone i była czerwona ale też sama zaczęła ściągać kurtkę i obrożę z szyi. Po czym przeszła do koszulki i spodni. Przez to wszystko zupełnie zapomniała o swoich starych bliznach z ulicy, które już bledły coraz bardziej, o kilku świeżych, które nabyła w ciągu ostatniego roku, bo skupiła się na treningach (przez które też była trochę inaczej zbudowana) i miała kilka mniej bezpiecznych misji...a przede wszystkim zupełnie zapomniała o tym czego się najbardziej...a mianowicie blizn po biczowaniu, które zdobiły jej plecy już od dłuższego czasu i które nie znikną same z siebie.
Nim jednak zdjęła koszulkę odwróciła się tyłem do Krucza...naprawdę było to dla niej coś nowego....wstydziła się....
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Pią 22 Mar 2019, 13:54

Takiej historii o Upiernym Arystokracie zdecydowanie się nie spodziewał. Myślał raczej, że będzie bardziej…nikczemna i niegodziwa. Sądził, że ten książę od siedmiu boleści naprawdę miał złe zamiary wobec jego lwicy. A tutaj proszę…Zasnął na koniu i jakimś cudem po prostu się tutaj znalazł. Był nawet na tyle miły, że zapłacił za wyrządzone szkody oraz zbudował altanę w geście przeprosin. Dość szlachetne, ale i tak nie ufał temu człowiekowi za grosz. Mógł chcieć tylko uśpić jej czujność, a potem niby przypadkiem przejeżdżać niedaleko oraz postanowić wpaść na chwilę. A to wszystko po to, żeby ją dopaść. Zabić lub porwać i zrobić z niej swoją niewolnicę.
Chociaż z drugiej strony, może naprawdę przesadzał? Może nie Vaele nie był jak typowy arystokrata i faktycznie mógł być po prostu miły? Może nie miał złych zamiarów i jego przeprosiny były szczere? To całkiem prawdopodobne. Nie znał go, oceniał tylko powierzchownie, po jego statusie. Nie każdy u władzy był złym gnojkiem. No, nie tak.
Jego zaniepokojony nastrój szybko się skończył, kiedy Mari uroczo się zaczerwieniła, a potem speszona odwróciła do niego plecami. Była słodka i niewinna, co tylko go rozczuliło. Oczywiście, jeżeli nie zamierzała się zgadzać na taki rodzaj intymności, to nie stanowiło żadnego problemu. To nie tak, że muszą się oglądać nago już, teraz. Ta okropna sprawa z prześladowaniami się skończyła, więc mieli na to całe swoje życie. Jeszcze się napatrzą i nacieszą sobą.
Ściągał właśnie spodnie, kiedy Mari postanowiła do niego dołączyć. Zaraz uśmiechnął się do niej i zachęcił gestem, aby weszła.
- Cieszę się, że jednak zechciałaś mi towarzyszyć – powiedział miękkim głosem, nie posiadając się z radości.
Nic więcej nie powiedział, zdając sobie sprawę, że to dla kotki coś naprawdę dużego. Z szacunku do niej, zamierzał nie przyglądać się jakoś natrętnie, dlatego tylko kontem oka obserwował, jak zrzuca z siebie kolejne warstwy. On tym czasem zakorkował wannę i zaczął nalewać płynów do kąpieli oraz innych pachnideł. Kiedy jednak usłyszał, jak koszula spada na ziemię, nie mógł nie przerwać zapalania świeczek i odwrócił się całkiem, patrząc na nią. Przeraziło go to, ile blizn dostrzegł na plecach swojej ukochanej!
- Mari, co się… - nie mógł wykrzesać z siebie więcej. Niepewnie podszedł do lubej, a następnie przejechał delikatnie palcem po najdłuższej bliźnie. Serce ścisnęło mu się boleśnie, kiedy tylko pomyślał, jak wiele musiała znieść, jak bardzo musiała cierpieć…
Czy to Twój dawny pan..? – zdawał sobie sprawę, że kiedyś należała do arystokraty, ale uciekła, bo źle ją traktował. Nie sądził jednak, że aż tak źle. Niech lwica tylko poda mu imię tego szlachcica. Zapłaci za to, że tak bardzo ją skrzywdził.
Przytulił białowłosą do siebie, a potem pocałował w czubek głowy.
- Przepraszam, że nie było mnie wcześniej, że nie mogłem Cię wtedy ochronić - żałował, że nie poznał kotki wcześniej. Może gdyby tak było, to mógłby ją ocalić i nie musiałaby czuć takiej agonii.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pią 22 Mar 2019, 21:16

Uśmiechnęła się nieśmiało, gdy zaprosił ją do łazienki. Dla niej nie tylko było to coś wielkiego, ale też całkowicie nowego. Nigdy się nie kąpała z nikim, może poza swoją przyjaciółką. Ale to nie było to samo.
Wstydziła się, ale musiała się przełamać. Odwróciła się niepewnie, gdy usłyszała swoje imię. Spojrzała na ukochanego niepewnie, ale nie spodziewała się zobaczy w jego oczach...przerażenia?
Przeszedł ją dziwny dreszcz, gdy Opętaniec dotknął jednej z jej blizn. Nie mogła powstrzymać odruchu i odsunęła się lekko. Nikt nigdy nie dotykał tych blizn, nie pozwalała na to. To były jej ślady i innym nie było nic do tego. Nishi nie był jak inni, dlatego spojrzała na niego po czym uciekła wzrokiem. Sięgnęła po ręcznik i zakryła nim plecy.
Przytaknęła głową na pytanie o swojego pana - głównie jego ostatnia kara...dzień przed moją ucieczką - przyznała i wtuliła się w niego niepewnie. Pokręciła głową - proszę nie przejmuj się...to było już kilka lat temu....to przeszłość - uśmiechnęła się do niego i pocałowała go delikatnie w kącik ust - teraz mam Ciebie i wiem, że mogę na Ciebie liczyć, nic więcej nie jest mi potrzebne - powiedziała łagodnie. Nadal miała na sobie bieliznę i ręcznik i trochę opierała się co ma zrobić. Nie wiedziała, czy Kruczek będzie chciał nadal się z nią wykąpać... czy nadal będzie chciał z nią być, widząc, że bez ubrań, nie jest wcale taka atrakcyjna jak by pewnie chciał. Opuściła więc wzrok i czekała na decyzję albinosa.
Jeśli uznał, że jednak ma się zająć jedzeniem, przytaknęła i po prostu wyszła, ubrała się w sypialni i poszła do kuchni zająć się sobą, jeśli jednak chciał by została to rozebrała się niepewnie, no chyba że sam chciał jej w tym pomóc.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Nie 24 Mar 2019, 14:24

Przez chwilę myślał, ze tym dotknięciem sprawił jej ból. Ale to było niemożliwe, prawda? W końcu blizny nie bolały. To zagojone rany i nie miały prawa boleć…. Co jeśli tak jednak było? Jeżeli naprawdę poczuła ból dlatego tak odskoczyła?
- Przepraszam – powiedział tylko, nie wiedząc co właściwe mógłby powiedzieć po tym wszystkim. Zdawał sobie sprawę, że to nie jego wina. Że nie miał możliwości, żeby ją ochronić w tamtym czasie – nie znali się, a kruczek najpewniej był wtedy jeszcze w Świecie Ludzi. A nawet jeśli go tam już nie było: uczył się jak żyć tutaj, jak poruszać się, mając skrzydła czy w jaki sposób używać swoich mocy. Nie miał prawa się o to obwiniać, a jednak tętniący w nim  żal sprawiał, że czuł się jakby to on jej to zrobił. I słowa kotki nic nie mogły na to poradzić.
Przez chwilę tulił ją tak do siebie, zastanawiając się dlaczego musiało stać się coś tak okropnego. Dlaczego jej właściciel musiał zrobić to Mari..? Jak chorym na umyśle arogantem musiał być, żeby podnieść na lwicę rękę w ten sposób? Aż robiło mu się niedobrze.
- Jesteś piękna – wyrzekł po kilku długich chwilach ciszy – i nic tego nie zmieni – zdawał sobie sprawę, że musiała się teraz niesamowicie niepokoić  Ale Nishinoya kochał ją tak bardzo, że nawet gdyby nie miała ani jednej kończyny i został z niej tylko tułów z głową, to i tak pragnąłby być z Mari.
- Nigdy nie wątp w swoją urodę – pogłaskał lwicę po policzku – ani nie myśl, że te blizny są skazą na Twoim ciele – mówił ciepłym tonem, uśmiechając się przy tym delikatnie. Jednym ruchem dłoni ściągnął z pleców ręcznik, mówiąc przy tym dalej: One tylko pokazują, jak dzielnie walczyłaś, jak wiele przeszłaś oraz jak wiele wycierpiałaś. A mimo to nie poddałaś się i walczyłaś dzielnie. Te blizny nie powinny sprawiać, że czujesz się mniej piękna czy mniej warta. Powinny sprawiać, że jesteś z siebie dumna. Powinnaś być dumna z siebie.
Ostrożnie położył dłonie na jej ramionach oraz pogłaskał ją lekko, następnie zjeżdżając niżej i dotykając kilku blizn między łopatkami.
- To zaszczyć, móc być z Tobą – odpowiedział jeszcze, patrząc białowłosej w oczy. Następnie powoli odpiął biustonosz kotki i zsunął go z jej ramion. Nie odrywał wzorku od jej niebiesko-czerwonych tęczówek. Były dokładnie tak samo piękne, jak ona cała.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Nie 24 Mar 2019, 23:31

Pokręciła głową i opuściła całkiem swoje uszy - nie...nie przepraszaj...ja nie przywykłam do tego, że ktoś ich dotyka...początkowo nawet z dotykaniem pleców przez ubranie miałam problem...dlatego proszę daj mi trochę czasu, nauczę się - uśmiechnęła się delikatnie i patrzyła na ukochanego z nadzieją. Tak za nim tęskniła. Tak chciała znów zobaczyć ten fioletowy szkarłat, więc miała nadzieję, że szybko wróci do swojego koloru. Podobnie z włosami w ciągłym nieładzie. Za szelestem jego piór. Mieli tak mało czasu dla siebie...miała teraz nadzieję, że uda im się to nadrobić.
Nie odzywał się przez dłuższą chwilę, przez co Kotka zaczęła się martwić o to do jakiego wniosku dojdzie Nishi. Lekko drżała zestresowana. Zaczynało jej być trochę zimno, do tego miała dziś mimo wszystko dość męczący dzień. Chciała tylko coś zjeść i położyć się do łóżka razem ze swoim Opętańcem.
Otworzyła szeroko oczy, gdy zaczął mówić. Nie mogła w to uwierzyć. Jak po zobaczeniu tego co ma na plecach mógł ją uznać za piękną....jak mógł jej dalej ufać? Nie umiała tego pojąć.  Wpatrywała się w niego jak w obrazek, gdy mówił co sądzi o jej pamiątkach z poprzednich żyć. W końcu miała też sporo śladów po życiu na ulicy, choć te nie były aż takie drastyczne. Najbardziej rzucała się w oczy ta na oku, jednak Mari uznawała, że dodaje jej to drapieżności.
Nawet nie zauważyła kiedy Albinos zrzucił z niej ręcznik. Dała kochankowi całusa i pokręciła głową, uśmiechając się - nie mów o zaszczycie, bo nie zrobiłam nic przez co bym na taki zasługiwała. Nie jestem święta - użyła słowa, którego nauczyła się od Opętańców w Stowarzyszeniu. Wiedziała co ono oznacza, choć w Krainie świętych nie mieli - ale nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że na mnie spadłeś ponad rok temu. I proszę...spędźmy teraz jak najwięcej czasu razem...chcę nadrobić ten stracony rok, a wcześniej też nie mieliśmy go za wiele - powiedziała, po czym znów drgnęła, gdy poczuła dłonie na plecach. Nadal była spięta, ale tym razem wiedziała, że ten dotyk to nic złego. Musi się jednak jeszcze go  nauczyć.
Niepewnie pozwoliła zdjąć sobie część bielizny. Była mocno zarumieniona. Widać było, że chyba nigdy nikomu się tak nie pokazywała, a przynajmniej nie dobrowolnie. Starała się jednak nie zakrywać. Zerkała nieśmiało na Kruczka, zastanawiając się nad kolejnym krokiem. W końcu jednak niepewnie sięgnęła do jego bokserek i jeśli tylko zobaczyła jego pozwolenie, powoli zaczęła je zsuwać.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Sro 27 Mar 2019, 21:20

Przytaknął nieśpiesznie, mówiąc przy tym: Skarbie, dostaniesz tyle czasu, ile tylko będziesz potrzebować. Bez Twojej zgody nie będę dotykał blizn na plecach czy jakiegokolwiek miejsca na Twoim ciele, jasne? Nie zrobię nic w brew Twojej woli.
Mari na pewno zdawała sobie sprawę z tego, że Noya nie chciał jej krzywdzić w żaden sposób – nawet poprzez takie dotykanie. Czuł jednak, że musi to powiedzieć głośno: czy to dla lwicy, czy to dla samego siebie, żeby potem nie doszło między nimi do nieporozumień w tej kwestii albo żeby nie miał nowych wyrzutów sumienia.
Mrugnął zachęcająco do białowłosej, kiedy ta uniosła swój wzrok i spojrzała w oczy farbowanego. Rudy zapomniał o zielonych soczewkach, które zakrywały jego naturalny kolor oczu. Miał jednak niesamowicie dobry, puchaty, biały i dwuogonowy powód, żeby o nich zapomnieć, więc raczej zostanie mu to wybaczone.
Widział zdziwienie, malujące się na twarzy kotki, kiedy mówił o tym, jak bardzo jest wspaniała. Nie rozumiał, skąd u niej taka reakcja, wszakże naprawdę mogła poszczycić się niesamowitą urodzą, a te blizny? Powiedział o nich wszystko to, co myślał. Mówił szczerze i od serca.
- Pokochałaś mnie, a to więcej o co mógłbym kiedykolwiek prosić. Wybaczyłaś mi, że Cię zostawiłem na tak długo. Masz tak dobre oraz ciepłe serce, że czuję się po stokroć lepszą osobą kiedy jestem z Tobą, niż kiedykolwiek w moim życiu, gdy byłem sam. Jesteś czymś więcej niż świętą. Jesteś moją muzą, sensem mojego bytu – powiedział z oddaniem.
Tym razem nie cofnął dłoni, gdy jego luba zadrżała pod dotykiem dłoni kruczka.
- Nadrobimy. Teraz, kiedy jest już bezpiecznie i nic nam nie zagraża… Możemy tylko myśleć o tym, jak wspaniale będzie wyglądać nasza wspólna przyszłość.
Wyobrażał sobie, jak bajowe może być ich życie. Jak wiele wzajemnej miłości sobie ofiarują oraz jak bardzo będą szczęśliwi tylko dlatego, że będą mieć siebie. Któregoś dnia pewnie wezmą ślub, może nawet będą mieć dzieci. Wszystko teraz się ułoży.
- Rozkosznie się rumienisz – powiedział, cmokając ją przy tym w usta.
Kiedy tylko poczuł łapki lwicy, nieśmiało dotykających materiał bokserek – uśmiechnął się szerzej, a potem powili kiwnął głową, wyrażając swoją aprobatę. Aktualnie chyba nawet nie był w stanie mówić, gdyż w końcu przeniósł wzrok na jej piersi i oniemiał. Były równie wspaniałe, co ona. Dwie, śliczne półkulę, które najpewniej wspaniale trzymało by się w dłoniach. Oczywiście nie zamierzał tego teraz robić! Na razie wystarczało mu to, że kotka pozwoliła się (chociaż połowicznie) rozebrać. Odsłoniła się przed kruczkiem niemal całkowicie: oddała serca, ukazała wstydliwe znamienia na ciele. A on w geście rewanżu mógł tylko zrobić dokładnie to samo.
Gdy już skończył napawać się tym widokiem oraz odzyskał zdolność składania zdań, wypalił: Mógłbym Cię kiedyś namalować nago? – jego pragnienie było czysto artystyczne: chciał móc na nią patrzeć nawet wtedy, gdy nie będą razem. Tak bez żadnego zbędnego erotyzmu czy ukrytych intencji. Chciał patrzeć tak, jak patrzy się na wspaniałe portrety – z podziwem i zachwytem. Tak, jak spogląda się w odległe gwiazdy na niebie: z tęsknotą oraz sentymentem. Tak, jak obserwuje się marmurowe rzeźby: z szacunkiem oraz oddaniem.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Pią 29 Mar 2019, 00:06

Uśmiechnęła się do ukochanego z wdzięcznością. Cieszyła się, że ją rozumie, że Kotka ma jednak jakieś jeszcze problemy związane z przeszłością i po prostu musi się przestawić.
Westchnęła i pacnęła Kruczka kilka razy łapą po głowie - już mnie tak nie wysławiaj...bo czuję się jakbyś mówił o kimś obcym. Jestem po prostu Mari...więc proszę, nie przesadzaj aż tak - poprosiła go, z nadzieją w oczach. Nie chciała mu nic narzucać, ale mógł zobaczyć w jej oczach, że naprawdę nie czuje się w tym w pełni komfortowo. Cieszyła się, że jest dla niego ważna, ale nie musiał tego w kółko powtarzać, bo Kotka naprawdę nie miała na tyle wesołego życia, by czuć się z tym dobrze.
Uśmiechnęła się i dała całusa ukochanemu. Na pewno to wszystko nadrobią. Sama zastanawiała się jak będzie wyglądać ich życie, ale nie umiała sobie wyobrazić tak wspaniałego czasu. Miała jednak nadzieję, że Yu jej w tym pomoże. Tak bardzo by tego chciała. Chciała w końcu być szczęśliwa i nie musieć się o wszystko martwić oraz wspominać przeszłości.
Zrobiła naburmuszoną minę, słysząc jego słowa. Musiał to tak utrudniać? Zsuwała mu akurat bokserki, gdy postanowił zadać jej pytanie, którego się nie spodziewała. Zsunęła je szybko do końca i wyprostowała się, czerwona jak burak - ja...nie wiem...może....kiedyś - uciekła wzrokiem gdzieś w bok. W życiu nie przypuszczałaby, że ktoś zada jej takie pytanie, ale jeśli to byłby Nishi? To chyba by się zgodziła.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nishinoya on Wto 02 Kwi 2019, 18:50

Słowa kotki trochę zgasiły jego pasję. Przyciągnął skrzydła bliżej siebie i przegryzł wargę. Czyżby przesadził z wychwalaniem Mari? Nie. To nigdy nie będzie przesada. Ale chyba lepiej będzie jak zrobi sobie przerwę. Białowłosa dość się nasłuchała o swoim majestacie. Czas, aby sprawić jej więcej przyjemności czynami niż tylko słowami.
- Wybacz, nie chciałem abyś czuła się z tym… niezręcznie. Po prostu uznałem, sądziłem, że musisz to usłyszeć. Ale masz rację. Jedyne co teraz robię to Ci słodzę. A Ty przecież doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, jak wspaniała jesteś – uśmiechnął się czarująco oraz uniósł ręce w obronnym geście – To był ostatni raz, przysięgam – zaczynał czuć się bardziej świadomy rzeczywistości. To nie był jeden z jego snów, które to śnił, z dala od domu. On naprawdę był w domu. To było realne. Wszystko. Każde wypowiedziane słowo, każdy dotyk, każde westchnienie czy niezręczne poruszenie skrzydłem czy ogonami. Nishinoya był w domu. W końcu.  I dopiero teraz to sobie uświadomił. W końcu dotarło do jego świadomości to, że nie śnił. Że nie było to wytworem jego wyobraźni. Wrócił. Mógł zrzucić z siebie całą powagę, ostrożność czy nieufność. Mógł wrócić Noya, którego Mari tak bardzo pokochała.
- Hej – zaczął łagodnie, kiedy tylko uświadomił sobie pochopność swoich słów oraz efekt, jaki wywołały one na Mari  – nie musisz mi odpowiadać na to teraz, okej? Możesz o tym pomyśleć i dać mi odpowiedź za jakiś czas. Nie obrażę się, jeżeli mi odmówisz. Nie każdemu pasują takie rzeczy. I chociaż bardzo chciałbym mieć taki Twój rysunek, to nie czuj się w obowiązku zgadzać się na pozowanie nago. Jesteśmy partnerami, ale mimo to mamy swoje opinie i odrębny punkt widzenia. - pocałował ją w czoło. – Wiem, że się powtarzam, ale chcę, abyś usłyszała to po raz kolejny, okej? Nie zrobię nic, czego byś nie chciała. Do niczego Cię nie zmuszę i zmuszać nie zamierzam. – Nie dodał oczywiście tego, że jeżeli będzie trzeba, to zmusi ją do ucieczki. Nawet jeśli będzie chciała walczyć oraz znienawidzi go za to. Tak długo, jak tylko będzie mógł ocalić życie białowłosej w ten sposób, tak długo będzie wyrywać ją z objęć niebezpieczeństwa, zmuszać aby parzyła jak coś co kocha, umierało na jej oczach. Zrobi to. Siłą zmusi ją do tego wszystkiego. Nawet jeśli to ją złamie. Nawet jeśli miałby ją bezpowrotnie stracić.
- Pośpieszmy się lepiej, bo jak tak dalej pójdzie to woda nam wystygnie. – Chwilę już rozmawiali i rozbierali się, jednak nie było to jakoś specjalnie długo. Mimo wszystko, jeżeli chcieli posiedzieć dłużej w ciepłej wodzie, to powinni się trochę pośpieszyć. – A tego byśmy nie chcieli, prawda?
- Nie chcę jeszcze bardziej naruszać Twojej prywatności, więc muszę zapytać zanim to zrobię: Mogę ściągnąć Twoje majtki? Czy wolisz zrobić to sama?
Co prawda bez pytania ściągnął jej stanik, jednak czym innym było odkrywanie piersi czy ich pokazywanie, a czym innym odsłanianie sfer intymnych. Zwłaszcza dla kogoś, kto i tak był już zawstydzony tą sytuacją.
Jeżeli Lwica pozwoliła albinosowi, to przyklęknął on przed nią i ostrożnie położył dłonie ja krawędzi jej majtek. Spoglądając w oczy Mari, aby bardziej nie sprawiać ją w zakłopotanie, powoli pozbył się bielizny.
Jeżeli nie – w pełni uszanował te decyzję i pozwolił białowłosej na samodzielne pozbycie się dolnej części bielizny. Sam natomiast odwrócił wzrok, by dać jej do zrozumienia, że szanuje prywatność kotki.
Nishinoya
Nishinoya

Godność : Nishinoya
Wiek : Wygląda na dwadzieścia
Rasa : Opętaniec
Lubi : Książki, odrobinę spokoju, herbatkę, rysować
Nie lubi : Przeszkadzania, źle napisanych książek, znęcania się nad zwierzętami, rosołku
Wzrost / Waga : 175 cm i 66 kg
Aktualny ubiór : Rude włosy, sięgające w najdłuższych miesiącach do ramion. Zielone soczewki w oczach.https://pin.it/6r36cs34llxwhj
Znaki szczególne : Białe, anielskie skrzydła, które błyszczą się pod słońce
Pod ręką : Szkicownik, ołówek, katana, czarodziejska wstęgą pod postacią broszki
Broń : Katana
Stan cywilny : Mariś <3
Stan zdrowia : *

Liczba postów : 24
Dołączył : 10/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Wto 02 Kwi 2019, 19:28

Pokręciła głową, uśmiechając się delikatnie. Położyła swoją białą, miękką łapę na jego policzku - no już już - zaśmiała się - po protu niech będzie tak jak było wcześniej. Nie ucieknę Ci, więc nie musisz mi mówić jak wspaniała jestem, bo nam obojgu zaraz zęby wypadną od tej słodyczy - zaśmiała się - i oczywiście, że wiem jaka jestem wspaniała! - dodała jeszcze i pacnęła go łapą po nosie. Nie zrobiła tego jednak zbyt mocno.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Westchnęła też z ulgą. Nie była na to jeszcze gotowa, ale jeśli Nishi tego tak bardzo chce to może w końcu się przełamie i mu na to pozwoli. Na razie jednak będzie się musiała przestawić na to, że będzie z kimś mieszkać. W końcu...o ile Yu w ogóle będzie chciał, żeby tutaj zamieszkała. Postanowiła jednak o to zapytać przy bardziej dogodnej okazji.
Przytaknęła głową i otworzyła szeroko oczy, po czym uciekła wzrokiem gdzieś w bok - mo...możesz - powiedziała cicho, znów się rumieniąc i pozwoliła mu pozbawić się ostatniej części garderoby. Jednak gdy to tylko zrobił, czmychnęła do wanny, chichocząc jak chochlik. Schowała się w pianie, tak, że prawie się z nią zlała i czekała na ukochanego. To była ich pierwsza wspólna kąpiel, chciała ją zapamiętać jak najlepiej.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Specjalne : Mistrz Gry
Liczba postów : 51
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach