Gospoda „Pod Zawiniętym Ogonem”

Go down

Pisanie autorstwa Soph on Czw 21 Lut 2019, 04:45


    Mówi się, że „Zawinięty ogon” to najlepsza knajpa po tej stronie lustra – i, jeżeli mamy być zupełnie szczerzy, jest w tym nie ziarnko, a ogromniaste ziarno prawdy. Długo można by wymieniać jej zalety: przesympatyczna obsługa (składająca się w lwiej części z dachowców – w końcu nazwa zobowiązuje), smaczne jedzenie w rozsądnych cenach, zróżnicowane menu trafiające w niemal każdy gust, może poza tymi najbardziej ekscentrycznymi; jednak jednym z największych plusów tego lokalu jest klimat. Solidne meble z ciemnego drewna, zapach dobrego jedzenia i gwar rozmów sprawiają, że aż nie chce się tego miejsca opuszczać.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii, Yūrei
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 166
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Lake on Pon 01 Lip 2019, 01:15

Prawdopodobnie tylko nakreślenie pytajnika na twarzy byłoby bardziej adekwatne do wyrażenia mojego zdziwienia. Kwadrans temu psy gdzieś przepadły, wpadło się do jednej czy dwóch dziur po drodze. Wyczołgując się na łokciach jakoś udało mi się wyjść, choć ubrania i skóra nie wyglądały już za szczególnie po tym zabiegu. Opadam ciężko na brzuch, gałęzie nie dają się wygodnie położyć. Przekręcam się na plecy, szukam czegokolwiek osobliwego wzrokiem. Brak oznak bytności ludzi czy nie-ludzi, tak przynajmniej sądzono. Cóż, trudno. Chwytam wystający z gleby kamień. Wciąż w pełni kontroluje swoje ruchy, czas reakcji mimo to spadł widocznie. Po wysiłkach tego dnia będzie trzeba pomyśleć o wcześniejszym nakręceniu. Zachciało mi się posiadać własną wolę, yh. A może tata postanowił jednak wrócić, czeka wpatrzony w okno lub zdjęcie gospody z zabawnym szyldem... Zaciskam dłoń na pomarańczowym kamieniu, gdy niezbyt miękko ląduje. Chyba obyło się bez żadnych poważnych uszkodzeń, muszę usiąść by lepiej oszacować stan wszystkich kończyn. Światło stało się zbyt natarczywe, dotychczasowo oblepiająca mnie gleba wydaje się niczym przy lepkiej słodyczy powietrza. Spoglądam w górę. Przechodzący na chwilę spoglądali na mnie, po czym z cieniem zdziwienia szli dalej. Spoglądam na nich, orientując się, jak bardzo nie powinno mnie tu być. Zbieram się szybko z centrum chodnika, lokalizuje najbliższy budynek i chowam się w cieniu. Zróżnicowanie w wyglądanie u postaci jest dosyć uderzające, ba! Sam fragment widzianej ulicy przypomina ilustrację z książek dla dzieci.
- Chwila - mamrocze - najpierw priorytety. Klucze, później zwiedzanie.
Na szczęście brzęczący pęk wciąż znajdował się w spodniach. Parę szybkich ruchów nadgarstkiem, znów nabieram tempa. Słyszę śmiechy z ulicy. Wychylam się z kryjówki. Wokół panuje kolorowy chaos. Drzewa, budynki - pastelowe, słodkie. Cała ulica jest niczym wystawa w cukierni - jedną tylko w czasie istnienia widziano, dokładnie takie odczucia dawała. Bardziej interesujący byli jednak ludzie poruszający się po niej. Właśnie przeszła para osób z ogonami i uszami; w przeciwną stronę dążył bardzo wysoki mężczyzna w kapeluszu z cieniem obłąkanego uśmiechu. Niedaleko bawiła się czereda dzieci, dosłownie we wszystkich kolorach tęczy - nie wspominając o dodatkowych kończynach u wielu z nich. To jest definitywnie dziwne, nienormalne. Z ciekawością powoli ruszam w ich stronę. Mijam następne niecodzienną postacie - uskrzydlonego człowieka i rogatą pannę na miotle. Ci już obdarzają mnie tylko obojętnym, lekko zniesmaczonym spojrzeniem. To chyba przez stan odzienia. Siadam na ławce przy dziwnie znajomej knajpce, podciągając kolana do siebie. Zerkam raz na owalny kamień, przewracam w palcach. Przy bardziej szczegółowych oględzinach okazuje się być kompasem, zawieszam go tuż przy kluczach. Nie wiem skąd ani w jaki sposób, ale jestem tu. Przyglądam się rozbrykanej gromadzie ponownie. Zabawię tu chyba chwilę, więc co szkodzi się jeszcze trochę poprzyglądać, hm?
Lake
Lake

Godność : Moscato
Wiek : 25
Rasa : Marionetka
Lubi : Psy, książki i szklane przedmioty.
Nie lubi : Ludzi i... na razie tyle.
Wzrost / Waga : 175
Aktualny ubiór : Długi, szary sweter, glany.
Znaki szczególne : Blizna wzdłuż prawego obojczyka.
Pod ręką : Księgę pełną ziół, pęk kluczy.
Stan zdrowia : Brak dotychczasowych zastrzeżeń

Liczba postów : 5
Dołączył : 18/06/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iskra on Wto 16 Lip 2019, 17:20

Ciężkawe drzwi gospody otworzyły się, przepuszczając starszą, czarnowłosą Dachówkę opierająca się o laskę (a w zasadzie o kostur). Zaraz za nią wyszła przytrzymująca te drzwi rudowłosa kobieta, zaś obok jej dłoni lewitowały dwa kryształowe puchary, pełne jasnozielonego jak oczy tamtej płynu. Przeszła parę kroków i klapnęła na herbatnikową ławkę obok Marionetki, podpychając w jej kierunku jedną z unoszących się szklanic. Skórzaną torbę-sakwę położyła obok nogi. Niewyraźny mamrot brzmiał podobnie do "nigdy się nie przyzwyczaję".
Eva zerknęła kątem oka na nieznajomą i zapytała po prostu:
— Też ciężki dzień? — machając nieokreślenie ręką na pokrywające tamtą grudki lukru. Nawet łokcie i gołe kolana miała pozdzierane.
Przekroczyła wczoraj i dziś chyba już wszystkie granice zdrowego rozsądku, ile więc może jej zaszkodzić jeszcze szklanka potencjalnie magicznej lemoniady melonowej i zagadnięcie do randomowej osoby, która ją zaciekawiła? Wzruszyła w duchu ramionami i sięgnęła po swoje naczynie. Kto nie był, fizycznie albo psychicznie, pozdzierany?
Potylica rudej stuknęła lekko w ścianę budynku za nimi, najdłuższe pukle obciętych na boba włosów przesypały za ramię, gdy ta wpatrzyła się w dach Zawiniętego Ogona, przycupniętego naprzeciwko. A raczej gdy gapiła się w jego kierunku, kontemplując przestrzeń własnych myśli. Może źle zrobiła, oddzielając się od Eliota? (Uciekając z baru, bo nie spełnił jej niemożliwych do spełnienia oczekiwań, jeśli mamy być precyzyjni.) Nie mogła przecież powiedzieć, że nie był pomocny. Oschły i niecierpliwy, owszem, ale czego spodziewać się po osobie, którą właśnie szantażujesz?
Zostawiła napój w spokoju i wpatrzyła się w swoje piegowate dłonie, długie palce pianistki, paznokcie ze świeżo nałożona, szkarłatną hybrydą, ślad perłowej blizny wypełzający po nadgarstku spod długiego rękawa koronkowej bluzki. Koniec końców złożyła je na podołku, nawet nie próbując dojść dlaczego nie potrafią nikogo uratować.
Spojrzenie udające żywe i zaciekawione przeniosła na towarzyszkę, której uroda rezonowała w oczach i myślach Evy dziwnych echem. Nie chodziło o to, że była wysoka czy ewidentnie zaliczała się do Marionetek. Cóż, nie była tu by przeprowadzać wywiady środowiskowe. Nie dziś.
Teraz spojrzała jedynie, by sprawdzić, czy nieznajoma  skorzystała z poczęstunku, czy może i w tym świecie, jak wszędzie, obcy byli obcymi, z którymi nie należało się zadawać, ba! nawet otwierać ust na niezobowiązującą pogawędkę, bo nie wypada, nie chce się, albo się nie opłaca.
Najwyżej tamta zerwie się i z krzykiem pobiegnie w bliżej niesprecyzowaną dal. Co jej tam.
Iskra
Iskra

Godność : Eva M. Markovski
Wiek : 22 lata właśnie dziś.
Rasa : Człowiek z lustrzanym dziedzictwem? Zludziały Marionetkarz? Od pewnego czasu po prostu taktycznie omiń to pytanie.
Nie lubi : wina(y)
Wzrost / Waga : 1,65cm || 56kg
Aktualny ubiór : Z Lake: czarna, elastyczna bluzka z długim rękawem i szeroka spódnica za kolano z jasnego jeansu, martensy z wystającymi z tyłu metkami, skórzany plecak-sakwa i granatowe okulary nerdy na nosie || Walentynkowy: jasny trencz i granatowa apaszka, jednolite trapery; jeansy, ciemny, kaszmirowy golf, okulary-nerdy w oprawkach od Furli, rozpuszczone włosy prawie sięgają ramion
Znaki szczególne : piegowata skóra, ognistorude włosy, nienaturalnie jasnozielone oczy (zwykle nosi przyciemniające soczewki); tatuaż na prawej połowie pleców, blizny na lewym przedramieniu i brzuchu
Pod ręką : Z Lake: dwa kubki termiczne, szara taśma izolacyjna, ubrania na zmianę i środki medyczne w torbie; Animicus wśród wielu bransoletek, Czarodziejska Wstęga || Walentynkowy: skórzany plecaczek z pierdółkami + Wstęga
Broń : Walther P99 Moriego: naładowany, nieodbezpieczony, na samym dnie torby, no brawo~
Zawód : Bogu ducha winna dziennikarka
Stan cywilny : zgniła panna młoda
Bestie : Mr. Limpet czyli Strach na Wróble, Anceu, który przedstawia się jako Victor, Renifer o imieniu Tytus
Stan zdrowia : fizycznie OK.

Liczba postów : 19
Dołączył : 15/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach