Dworek Marionetkarza

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie autorstwa Terry on Czw 21 Mar 2019, 07:40

Cała posiadlosc otoczona jest wysokim na dwa i pół metra, bialym, marmurowym ogrodzeniem. Z tyłu niej znajduje się gęsty las.
Do dworku prowadzi brukowany podjazd, wzdłuż którego rosną gęsto irysy.
Budynek ma trzy piętra. Ogólnie jest prostokątny i bogato zdobiony,dodatkowo po prawej jego stronie jest wieżyczka.
Po prawej stronie od domu znajduje się pusta stajnia. Niewielka bo może pomieścić około 6 koni. Jest ona w szarych barwach i od standardowych stajni różni się niczym w sumie.
Za budynkiem mieszkalnym znajduje się wielki, lekko zaniedbany ogród pełen kwiatów, drzew i krzewów.
Wnętrze domu jest urządzone w nowoczesnym stylu. Wszystko jest w bielach, beżach oraz szarościach. Na parterze znajduje się sredniej wielkości kuchnia, wielki salon, jadalnia, łazienka, ubikacja, magazyn. Na drugie piętro prowadzą szerokie, proste schody. Koryatrze wyłożone są białymi, marmurowymi płytami. Na scianach wiszą obrazy a na kazdym co innego. Od lasu po poatacie na wojnie. Na tym pietrze znajdują się głównie sypialnie. Lacznie 3 średnie sypialnie, dwie duże i jedna najwieksza. Jednak ta ostatnia jest niedostępna. Drzwi do niej zostały zabite dechami, strzegac tajemnice tego pomieszczenia. Na tym piętrze znajduje się także wejście do biblioteczki znajdującej się w wiezyczce.
Na trzecim piętrze, do którego schody prowadzą od strony przestronnej toalety, znajduje się jedynie biuro Christophera. Urządzone w podobnym stylu co reszta domu jednak widać tu wyraźnie męska prostote a i kolory są ciemniejsze.

WYGLĄD:
Dworku:
Dworek Marionetkarza MJe8qJw

Ogrodu:
Dworek Marionetkarza BqZDwys

Salonu:
Dworek Marionetkarza Bd8XwRP

Kuchni:
Dworek Marionetkarza KtDKG50

Jadalni:
Dworek Marionetkarza ATKDqO5

Korytarzy:
Dworek Marionetkarza 1ywm4xl

Mniejszych sypialni:
Dworek Marionetkarza 3mShWUF

Większych sypialni:
Dworek Marionetkarza CmxWrRA

Mniejszej łazienki:
Dworek Marionetkarza M4Iyq2I

Większej łazienki:
Dworek Marionetkarza U5swwA8

Biblioteczki:
Dworek Marionetkarza 9845NPq
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Czw 21 Mar 2019, 08:36

Rory na szczęście wiedział jak ją zaprowadzić do domu. Dzięki temu dotarli tam w relatywnie krótkim czasie. Rim zmarzła jeszcze bardziej niż wcześniej w deszczu i była naprawdę wyczerpana, gdy dotarli na miejsce. Spuściła psa i zamknęła za sobą drzwi. Od razu poczuła nieprzyjemny zapach. No tak...szczeniaki, które od razu przyszły się przywitać. Nie głaskała ich jednak, mimo zmęczenia nadal wolała utrzymać dystans. Otworzyła drzwi do ogrodu by psiaki sobie pobiegały, mając nadzieję, że dorosły pies potem się nimi zajmie. Wysprzątała porządnie salon i kuchnię, pozwalając by pomieszczenie się wywietrzyło. Nie zdejmowała ubrań, ale wiedziała, że nimi też się będzie musiała zająć. Było jej jednak za zimno.
Teraz jednak musiała pozbyć się źródła smrodu, mając nadzieję, że to wszystko wywietrzeje, zanim Gospodarze wrócą do domu. Postawiła też wodę na herbatę, bo przez to, że nigdy wcześniej nie była przeziębiona nie za dobrze na to reagowała.
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Enkil on Pon 25 Mar 2019, 00:01

Czy mogłem, pozwolić na to by taka okazja przeszła mi koło nosa? Oczywiście, że nie. Kraina Luster była ogromna, w dodatku na tyle specyficzna i zmienna, iż przeklinał ją każdy, nawet najwytrwalszy kartograf. Mimo iż w snach swej nowej żywicielki, zdążyłem się zapoznać ze wspomnieniami dotyczącymi jej nowego „domu”, to nie mogłem przez to pozyskać jego dokładnej lokalizacji. Co prawda, wiedziałem już, doskonale gdzie w danej chwili przebywa sama Upiorna, i nie miałbym najmniejszego problemu przedostać się do niej, po tym, jak zanurzy się w krainie snów... Lecz, tak jak dziś, mogła przebywać poza swym, nazwijmy to azylem... dlatego warto było wzbogacić zasób posiadanej już wiedzy. Przekonać jak wiernie, sny pomieszane ze wspomnieniami oddawały rzeczywistość.

Po opuszczeniu kliniki zostawiłem upiorną w spokoju, a przynajmniej pozwoliłem jej myśleć w ten sposób. Śledzenie jej nie było trudną sztuką, choćby za sprawą, łączących nas niewidzialnych macek „przeznaczenia”. Nie pamiętałem już, kto użył tego barwnego porównania, lecz zapadło mi w pamięć. W każdym razie, po drodze, miałem czas by załatwić kilka rzeczy. Od mniej istotnych, jak doładowanie się porcją nikotyny, do tych bardziej, czyli ściągnięcia do siebie, prywatnego wspólnika... jeśli tak można wyrazić się o gadającym nietoperzu. Może i był czymś więcej... choć, gdyby oceniać po pierwszym wrażeniu, to nie da się zaprzeczyć faktom. Virios był gadającym nietoperzem, na którego głowie nierozłącznie tkwiła miniaturowa ciemnozielona fedora. Sam Virios twierdził, iż ciało, w którym obecnie przyszło mu przebywać, to wynik rzuconej nań klątwy. Ponoć jako wpływowy i urodziwy Kapelusznik, złamał serce niewłaściwej kobiecie, wdając się w romans z jej siostrą... Virios, twierdził, że obie, tak go załatwiły. Cóż nie bardzo mnie, to interesowało. Tę pokrętną istotę, łączył ze mną dług, a także interesy. Kto by się spodziewał, że wyłowienie z rzeki małego skrzydlatego ścierwa okaże się dla mnie tak opłacalne. Virios świetnie sprawdzał się w roli szpiega, czujki, a także gońca.
-Czyli mam obserwować ten cały dwór i poinformować, jeśli ktokolwiek zjawi się w ustalonych granicach.
-Dokładnie tak jak zwykle.
-Obrabiamy?
-Dziś tylko się rozglądamy, a do tego wizyta towarzyska.
-U tej małej rogatej niuni? No proszę, proszę... myślałem, że szef to w kociakach gustuje. Pamiętam jeszcze tą ki...
-Viros. Zamknij się, sfruwaj stąd, albo zaraz Ci w tym pomogę...
-A ktoś dziś nerwow.... eeee to znaczy, ta jest szefie.
Gdy nietoperz mamroczący coś pod nosem, znikł z pola mego widzenia, sam zmieniłem postać, stając się chmurą gęstego czarnego dymu. W tej formie szybko niczym wiatr sunął pośród ogrodów otaczających posiadłość. Psy... odnotowałem ich obecność, jednocześnie omijając je szerokim łukiem. Nie chciałem wzbudzić ich ciekawości, mimo iż w aktualnej formie, nie stanowiłby dla mnie przeszkody.
Gdy już dotarłem do budynku, zwinnie mknąłem z okna do okna, aby ustalić, gdzie dokładnie przebywa Upiorna. Nie chciałem jednak ujawniać swej obecności tak, szybko, to też nawet po odnalezieniu Rim, pofrunąłem dalej. Uchylone, okno, szczelina pod drzwiami, wlot komina to wszystko stanowiła dla mnie wygodne przejście, dzięki któremu w końcu wdarłem się do domostwa. Nadal nie przybrawszy, swej naturalnej postaci zacząłem rozglądać się po każdym napotkanym pomieszczeniu. Chłonąłem informację, każdą, jaką uznałem za cenną, która pozwoliła mi budować profil istot zamieszkujących ów domostwo. Jeśli coś wymagało, poświecenia temu większej uwagi, wówczas na chwilę przybierałem swą cielesność, by móc lepiej zbadać rzeczy takie jak prywatna poczta, osobiste zapiski, czy rodzinne księgi. Szło mi to sprawnie, była to w końcu sztuka, którą uprawiałem na co dzień już od bardzo dawna. Byłem w tym dobry i dlatego też równie dobrze, mogłem cenić swe usługi.
Ta zabawa zajęła mi jakąś godzinę, po której uznałem, iż wiem ile ten dom, był w stanie mi przekazać. Nie pozostawało zatem nic innego, jak poratować swym towarzystwem, pewną jasnowłosą pannę.
Zastałem ją, kształcącą się po kuchni, w chwili, gdy czajnik zaczął wydawać z siebie nieprzyjemny dla ucha gwizd. Czarna chmura smolistego dymu, znów zebrała się w humanoidalny kształt. Moja osoba bezszelestnie zjawiła się w kuchni. Dłoń odziana w czarną skórzaną rękawicę zdjęła imbryk znad ognia, po to, by uciszyć jego jazgotliwą „pieśń”.
-Spory dom, musisz mieć w nim wiele pracy.
Enkil
Enkil

Wiek : 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-
Wzrost / Waga : 193 cm / 85 kg
Aktualny ubiór : http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
Pod ręką : Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
Stan zdrowia : Płytka rana cięta na lewej dłoni.

Liczba postów : 20
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Pon 25 Mar 2019, 09:02

Przygotowała jedzenie i posprzątała po szczeniakach. Nadal słyszała je w ogrodzie i miała nadzieję, że wrócą same z Rorym, więc nie wołała ich. Nie miała nawet odrobiny pewności czy wrócą jak je zawoła, ale nie utrzymałaby ich na smyczy. Poza tym lepiej się czuła, nie mając ich w tym samym pomieszczeniu. Jeszcze nie widziała się z Wiórkiem, ale zrobi to jak pójdzie się przebrać. Miała nadzieję, że w szafie są jak ciepłe ubrania...może ubierze ten sweterek z poprzedniego dnia?
Chciała już iść do łóżka, ale wiedziała, że nie może. Musiała poczekać, aż Dworek się wywietrzy, będzie jednak musiała jeszcze sprawdzić, czy gdzieś na piętrze też czegoś nie zrobiły. W końcu to szczeniaki...prawda? To chyba normalne, że jak są długo same to zrobią jakieś paskudztwa. Na szczęście nie widziała, żeby cokolwiek zniszczyły.
Akurat kroiła mięso na kawałki, gdy usłyszała gwizd czajnika. Bolała ją głowa i to bardzo, czuła się źle, musiała odpocząć, ale uznała, że wytrzyma aż skończy to co robi. Nagle jednak dźwięk ustał, a Rogata usłyszała w zamian bardzo znajomy głos. Wystraszyła się i rozcięła boleśnie bok dłoni. Jednak nie narzekała na to. Odsunęła tylko się, by nie kapać na mięso - co...co pan tu robi? - zapytała spanikowana. Spojrzała w kierunku drzwi oraz wyjścia do ogrodu - jak pan Marwick się dowie, to na pewno mnie wyrzuci - zaczęła chodzić w te i nazad zastanawiając się co zrobić i nie przejmując się rozcięciem, tylko by nie wybrudzić ubrań - w umowie mam zakaz przyprowadzania kogokolwiek bez wiedzy pana Marwicka, dlaczego pan tutaj przyszedł...dlaczego wszystko idzie nie tak.... - widać było, że się tym przejmuje. Że zależy jej na pracy. Spoglądała co chwila na wejście do ogrodu, upewniając się, że psy nie wracają. Nie posłuchają jej, a może nawet jej też się oberwie. Niepewnie podeszła do ogrodu i wyjrzała na zewnątrz, po czym zasunęła drzwi... może jeszcze chwilę wytrzymają. Odwróciła się wystraszona, nie wiedząc co ma teraz począć. Zakaszlała przy tym. Miała nadzieję, że jej to przejdzie jeśli się prześpi.
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Enkil on Sro 03 Kwi 2019, 00:15

I znów, przypominała spanikowane zwierzątko... Mysz, którą ktoś właśnie wrzucił do terrarium z głodnym wężem. Tak, właśnie to wyglądało i właściwie wcale nie odbiegało dalece od rzeczywistości. Bądź co bądź była moją żywicielką, ja zaś troszczyłem się o to, aby w jej kolejnych snach nie zabrakło emocji.... im silniejsze, tym sen zyskiwał na wyrazistości. Takie sny pociągały mnie najbardziej... i nieważne czy owe wrażenia dotyczyły pozytywnych, czy negatywnych emocji, oba te smaki dostarczały zadowolenia, memu podniebieniu.

Westchnąłem głośno, nie mogąc dalej, kryć dezaprobaty na widok tego do wyczyniała ta dziewucha. Z rękoma skrzyżowanymi na wysokości klatki piersiowej, ruszyłem ku niej niespiesznie. Kątem oka przyjrzałem się płytkiej ranie, którą niezdarnie sama sobie zadała. Czy doprawdy było aż tak źle... jeśli miała być w ogóle mowa, o jakim kolwiek treningu, wyglądało na to, iż trzeba będzie potraktować ją jak dziecko... i dać drewnianą broń, by czasem sama się nie zabiła...

Mogłoby się wydawać, iż ma przewagę, skoro stoi przede mną jawnie uzbrojona. Lecz wyglądało również na to, że nie może odnaleźć się w tej sytuacji, że zwyczajnie się boi. Żyłem już zbyt długo na tym świecie, by pozwolić sobie na ignorowanie tego faktu. Dlatego, choć nie wykazywała tego moja postawa, zachowałem w tej chwili odpowiednią czujność. To człowiek, przerażony i przyparty do muru, często potrafi być tym najgroźniejszym. A przynajmniej przez chwilę, bowiem umysł ogarnięty paniką, nie radzi sobie z trzeźwym myśleniem. Strach może być sprzymierzeńcem, jednak zawsze tylko na krótki dystans. Uśmiech, w którym drwina mieszała się z rozbawieniem, pomału wpełzł na moje usta. Niczym niezwykle leniwy gad.
-Nie zamierzam wspominać mu o tej małej wizycie, wystarczy, więc że i ty zrobisz to samo, a problem sam się rozwiąże.
Bez ostrzeżenia złapałem dziewczynę za obie ręce. Moje palce zacisnęły na nadgarstkach dziewczyny, z siłą wystarczająca, by wytrącić nóż z jej dłoni.
-Widzę, że spodobało Ci się w klinice, skoro ponownie szukasz sposobności do jej odwiedzenia...
Wzrokiem wskazałem na skaleczenie, mimo skórzanych rękawiczek czułem jak, puls rogatej gwałtownie przyspieszył. Uśmiechnąłem się.
-Ale nie ma na to czasu, a Ciebie niebawem czeka wiele pracy. Wiesz... jest w tym domu pewien pokój, któremu przydałoby się gruntowne sprzątanie. Nie wiem, czemu zostało to tak zaniedbane, cóż może ktoś nie znał dość skutecznych sposobów na pozbycie się plam krwi z drewna... Wiesz coś na ten temat?
Spytałem, lekko przechylając głowę. Wzmocniłem uścisk na kruchych nadgarstkach, w pełni świadom tego, iż na tym etapie sprawi to dziewczynie ból. Nie miałem jednak zamiaru uszkodzić jej bardziej. Sama jak widać, doskonale sobie z tym radziła. Odprowadziwszy wzrokiem kolejną szkarłatną kroplę, rozbijającą się o podłogę, zacząłem bezgłośnie formułować zaklęcie. To zaś sprawiło, iż czerń spowiła obie dłonie Rim, ciemniejąc najbardziej tam, gdzie znajdowała się rana. Rana, po której za kilka godzin nie będzie już najmniejszego śladu.

Gdy skończyłem, puściłem rogatą, po czym nie przejmując się niczym, ruszyłem w kierunku salonu. To w takich zwykle miejscach, można było doszukać się barku z alkoholem.
-Czemu tu jestem? Dlaczego wszystko idzie nie tak... Jestem, bo chciałem tu być, a ty nie jesteś czujna. Radziłbym poważnie nad tym popracować. W przeciwnym razie możesz przyciągnąć uwagę, czegoś nieco bardziej ostatecznego niż ja sam. Na przykład takiej śmierci.
Po krótkiej chwili poszukiwań, natrafiłem na skarb, w postaci bogato wyposażonego barku. Zabrałem z niego szklankę oraz jedną z butelek o znajomym i kojącym wzrok bursztynowym trunku.
-Zobaczymy czy ten Twój cały Marwick jest coś wart.
Miałem tu na myśli rzecz jasna gust. Co z tego, że posiadasz drogie kryształowe kielichy, jeśli wlewasz do nich byle sikacze. Wyczucie względem alkoholu potrafiło wiele powiedzieć o człowieku. Naprawdę.
-Twoje zdrowie.
Wznosząc rękę do parodii toastu, jednym łykiem opróżniłem zawartość naczynia. Będzie trzeba pamiętać o tym by na końcu, zatrzeć ten drobny ślad po sobie. Zaś ubytek alkoholu cóż... nie ma służby idealnej prawda? Uśmiechnąłem się na tę myśl, po czym wzbogaciłem zawartość filiżanki z herbatą, rogatej, sowitą porcją wybornego trunku.
Enkil
Enkil

Wiek : 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-
Wzrost / Waga : 193 cm / 85 kg
Aktualny ubiór : http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
Pod ręką : Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
Stan zdrowia : Płytka rana cięta na lewej dłoni.

Liczba postów : 20
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Czw 04 Kwi 2019, 17:49

Nie miała pojęcia co takiego tak załamało mężczyznę. Przecież nic nie zrobiła dodatkowo przecież nie była jego wychowanką by był z niej nie zadowolony. Jak mu się nie podoba to niech się odczepi! Przecież ona nie nalegała, a dodatkowo byłaby bardzo zadowolona jakby miała trochę problemu i mężczyzna nie przeszkadzał jej w pracy. Musiała przygotować dom na powrót gospodarzy,a brunet jej tylko przeszkadzał w tym.
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy złapał ją za nadgarstki. Starała się nie wydać z ciebie żadnego dźwięku. Wujek uwielbiał gdy krzyczała, skąd miała wiedzieć czy czerwonooki też taki nie jest? Nie chciała mu dawać satysfakcji z tego, że sprawia jej ból. Upuściła nóż, ale poza tym nic nie powiedziała na ten temat.
Zmarszczyła brwi - wolałabym zostać tutaj, więc proszę mnie puścić - powiedziała i lekko się szarpnęła, pokazując, że to nie jest zbyt przyjemne.
Otworzyła szerzej oczy, gdy usłyszała o pokoju z plamami na podłodze - nie...nic nie wiem na ten temat - przyznała niepewnie - pe...pewnie chodzi o pokój, do którego nie mogę wejść...i nie mam zamiaru łamać swojej umowy - starała się być odważniejsza, ale każdy by się zorientował, że jest przerażona. Nie miała pojęcia co zamierza ten mężczyzna, nie wiedziała kiedy Gospodarze wrócą do domu. Co miała teraz zrobić? Mogła go uśpić, ale czy to był najlepszy pomysł? Co by z nim zrobiła? Nie znała okolicy i nie wiedziałaby kogo wezwać, dodatkowo nie wiedziała jak dokładnie działa jej moc. Używała jej tylko by uspokoić wujka i pozwolić matce zasnąć.
Skrzywiła się, gdy Cień ścisnął mocniej jej ręce. To już bolało i to bardzo. Skoro nie chciał, żeby ktoś się dowiedział o jego wizycie, to czemu zostawiał ślady? Nie wiedziała co jej zrobił i chciała zetrzeć czarne plamy, ale nic to nie pomogło, a na jej nadgarstkach już było widać mały zarys granatu.

Gdy tylko mężczyzna się odwrócił, rozmasowała nadgarstki i ruszyła za nim - dlaczego chciał tutaj pan być. Dlaczego uparł się pan na dziewczynę, która panu nie zawiniła i chce tylko pełnić swoje obowiązki i żyć w spokoju? - zapytała idąc za nim. Jak go miała wygonić? Nie miała szans w walce, jakby się zmieniła to pewnie spowodowałaby jakieś uszkodzenia w domu. Już w tej postaci była niezdarą, a co dopiero jako antylopa w zamkniętym pomieszczeniu?
Śmierci się nie bała. Nie w swoim przypadku. Nikt na świecie i tak nie potrzebował takiego rogatego bękarta, jak ona. Tylko przeszkadzała. Wolała by więc chyba ją, niż tego mężczyznę, ale bała się to powiedzieć na głos. Nie chciała by pan Marwick i pani Iris mieli przez to więcej problemów.
- Proszę to zostawić...nie jest pan u siebie - powiedziała ale nie zdążyła powstrzymać Zaklinacza przed nalaniem sobie trunku. Poszła za nim i wzięła kubek, widząc, że coś do niego nalał - dlaczego chce pan jeszcze bardziej pogorszyć moją sytuację...co ja panu zrobiłam? - widać było, że jest na skraju płaczu. Że jest zmęczona, do tego co chwila męczył ją kaszel. Chciała zrobić co do niej należało i iść spać. Choć nie wiedziała czy starczy jej na to czasu.
Widziała jednak, że mężczyzna ją ignoruje. Robi co chce. Jakby był nie wiadomo kim. Zacisnęła więc palce na kubku i nagle wylała zawartość w stronę twarzy intruza - bardzo proszę, żeby pan stąd sobie poszedł. Nie chcę mieć więcej problemów, chcę w końcu móc odpocząć... - ostatnie słowa wypowiedziała o wiele ciszej. Dlaczego ten dzień nie może się w końcu skończyć?
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Enkil on Nie 07 Kwi 2019, 14:48

Ignorowałem wiele z jej wypowiedzi, co nie znaczyło wcale, iż jej słowa do mnie nie docierały. Zwyczajnie, nie każde pytanie zasługuje na odpowiedź. Zwłaszcza gdy pyta się o rzeczy oczywiste, na które można samemu znaleźć odpowiedź.
Pokój, do którego nie mogła wchodzić... cóż, teraz wie coś więcej, coś, czego nie powinna. Ciekawe jak zareagowałby jej drogi gospodarz, gdyby to kiedyś, powiedziała o kilka sów za dużo na temat owego pomieszczenia.
-Cóż wchodzenie byłoby nierozsądne, jeśli nie umiesz zrobić tego, tak by nie pozostawić śladów. Wiedza to cenna rzecz, nie sądzisz? Świadomość tego, iż to miejsce oraz jego mieszkańcy mają swoje brudne sekrety. Taka ilość krwi... nie da się tego zwalić na krwotok z nosa.
Rozglądałem się po pomieszczeniu, szukając wszystkiego, co mogło opowiedzieć historię, mieszkających tu osób. Czasem taką rzeczą były książki, stare fotografie, rzeczy rozrzucone po podłodze. Niekiedy chodziło o panującą w pomieszczeniu atmosferę.
Nie jest Pan u siebie. Prychnąłem na dźwięk, owych słów. W moim spojrzeniu ponownie zagnieździła się drwina.
-A Ty jesteś? Czy możesz nazwać to miejsce swoim? Czy możesz myśleć o nim jak o domu?
Odwróciłem się, by spojrzeć na nią w tej chwili. Czujnie wypatrywałem, wszystkich oznak tego, co czuła teraz rogata. Emocje były ważne. Dało się je wykorzystać, przekuć w broń i nie tylko. W tej dziewczynie należało je po pierwsze obudzić. Strach, osiągnąć najłatwiej, był jednak dobrą bazą wyjściową.
-Absolutnie nic.
Odrzekłem beztrosko, lecz gdy już miałem rozwinąć swą wypowiedź, w końcu dostrzegłem iskrę. A co ważniejsze zamach ze strony rogatej. Życie, które wiodłem, wymusiło na mnie wykształcenie nie tylko spostrzegawczości, ale i refleksu. Odskoczyłem do tyłu, jednocześnie zmieniając kierunek ciała, tak by uniknąć, jak największej ilości, mknącego w moim kierunku płynu. Jakoś nie miałem ochotę na kąpiel w mieszance whisky i herbaty. Żal jednak gdy marnuje się tak zacny trunek. Stałem nieruchomo, wpatrując się na drobne plamy, które poznaczyły mój płaszcz. Milczałem, choć twarz wykrzywił mi uśmiech. Jeden z tych niebezpiecznych i drapieżnych. W dwóch krokach znalazłem się przy jasnowłosej, uważając po drodze, by nie nastąpić na kałużę, która powstała na podłodze. Skutecznie zmniejszałem dzielący nas dystans. Górowałem wzrostem nad dziewczyną, było to widoczne już na pierwszy rzut oka. Teraz jednak Rim, ponownie mogła to odczuć. Ponieważ zatrzymałem się przed nią na długość jakiś trzydziestu centymetrów.
-Dziewczynko... zapamiętaj sobie jedno... wszystko, co robisz i mówisz, ma swoje konsekwencje.
Mówiąc, zniżyłem głos do jadowitego szeptu. Moja pięść nagle zatrzymała się przed twarzą upiornej. Został zadany cios, choć nie taki jakiego dziewczyna zapewne się spodziewała. Ograniczyłem się bowiem do bolesnego, strzelenia z palców w sam środek jej czoła.
-Wbij to sobie do tej małej główki. Bo drugiego ostrzeżenia nie będzie. Będą już tylko przykre konsekwencje....
Wraz z moimi słowami, wokół mojej dłoni nagromadził się cień. Nie trwało długo, a ciemna materia przemieniła się w klatkę, taką samą klatkę, w jakiej odpoczywał teraz futrzany przyjaciel Rim. Na oczach jasnowłosej klatka zaczynała się skręcać i kurczyć, jakby mierzyły ją uderzenia niewidzialnych młotów.
-Zrozumiałaś?
Odchodząc, wcisnąłem w jej dłoń szklankę po alkoholu. Za drzwiami, dało się słyszeć psie ujadanie. Skoro nietoperz nie pojawiał się z raportem, mogłem pozwolić sobie na swawole. Dlatego też rozsiadłem się w jednym z foteli. Niedługo będzie trzeba się zająć interesami...
-Sama tworzysz sobie więcej problemów. Pytasz, czemu tu jestem. Powiedzmy, że nie lubię, gdy marnuje się potencjał. A Ty właśnie to robisz. Mogłabyś dalej gryźć pustynny piach. Ale teraz jesteś tutaj. Masz szanse na nowe życie, a jedyne czego oczekujesz to egzystowanie. To już nie tylko żałosne, ale i smutne. Nie sądzisz?
Splotłem ze sobą palce dłoni, unosząc je na wysokość twarzy.
-Wyprawiłaś sobie pogrzeb już za życia, ja zaś postanowiłem rozgrzebać ziemię na Twoim kurhanie. Czy naprawdę chcesz tego? Wryto w Ciebie strach, boisz się, sięgać po to, czego chcesz. Boisz się pragnąć, boisz się żyć. I boisz się do tego przyznać. Ale mnie nie oszukasz. Wiem, co siedzi Ci w głowie, Rim.
Enkil
Enkil

Wiek : 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-
Wzrost / Waga : 193 cm / 85 kg
Aktualny ubiór : http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
Pod ręką : Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
Stan zdrowia : Płytka rana cięta na lewej dłoni.

Liczba postów : 20
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Wto 09 Kwi 2019, 09:17

Zagryzła wargę, słysząc słoma Cienia - to...to nie jest moja sprawa... - powiedziała niepewnie, drżącym głosem - mam już dość łamania zasad...które mam uwzględnione w umowie - powiedziała już pewniejszym głosem. Dlaczego ją namawiał do tego, żeby wpadała w jeszcze większe problemy? Dlaczego nie mogła po prostu cieszyć się tym, że ma spokojniejsze życie niż do tej pory.
Wiedziała, że nie może nazwać tego swoim miejscem, swoim domem. Nigdy pewnie takiego nie będzie miała - ja...zostałam tutaj zaproszona przez pana Marwicka...pan nie... - powiedziała cicho. Naprawdę źle czuła się nie tylko fizyczne, ale także przez tę całą sytuację. Stresowała się. Znów czuła się tak jak w domu. Cały czas w stresie, że pożałuje, jeśli zrobi cokolwiek nie tak.
Zmarszczyła brwi, słysząc jego kolejną odpowiedź - zdaję sobie z tego sprawę - powiedziała, nie odrywając od niego wzroku. Bała się, ale nie miała zamiaru uciekać. Miała już wszystkiego tak bardzo dość. Zamknęła oczy, widząc pięść, ale nawet nie jęknęła, gdy dostała pstryczka w czoło. W ogóle na to nie zareagowała.
Otworzyła szeroko oczy, widząc widmową klatkę. Spojrzała na mężczyznę i pokręciła głową - Wiórek nie ma z tym nic wspólnego! - lekko podniosła głos. Wolałaby by ją karał, pobił do nieprzytomności, przypomniał jak to jest ale nie żeby ranił niewinną istotkę, która nawet nie rozumiałaby co się stało.
Opuściła głowę i otuliła się ramionami. Wcześniej odłożyła szklankę na blat.
- Nic nie poradzę na to, że wpadam w kłopoty - powiedziała cicho - to co mam tutaj to nie egzystowanie. To coś nowego. Nie muszę się bać, że gdy tylko się podrapię za uchę to zostanę zlinczowana, nie muszę się bać spać, mam miejsce, gdzie mogę odpocząć, dach nad głową. Możliwość zjedzenia czegoś ciepłego...nic więcej nie potrzebuję - przyznała, po czym podniosła wzrok na mężczyznę - a teraz boję się, ze nawet to stracę, ten mały kawałek spokojnego życia - oddychała trochę szybciej, przez co znów dostała ataku kaszlu - dzięki temu, że uciekłam, nie musiałabym za niedługo pracować na ulicy i zarabiać ciałem, ale teraz pan chce to wszystko zniszczyć. Sprawia pan, że łamię elementy umowy, że nie mogę wywiązać się z obowiązków, muszę ukrywać coś przed kimś, kto mimo iż mu podpadłam dał mi szansę. - w oczach miała łzy, które zaczynały jej ściekać po policzkach, a głos jej się łamał i był zachrypnięty - jak to ma niby wykorzystać mój potencjał? Jak powrót do strachu, że cokolwiek zrobię ma mi pomóc? - patrzała mu prosto w oczy. Głowa jej pękała, a nie chciała brać nic z szafek Gospodarzy, do tego ujadanie psów nie pomagało - chce pan mi pokazać, ze tak naprawdę nie uciekłam? Proszę! Niech mnie pan zbije, zlinczuje....zabije. Mam to gdzieś! Ale chcę choć trochę pomóc osoba, która choć trochę dała mi szansy. Kto postanowił pokazać, że można inaczej....i to w cywilizowany sposób!
Naprawdę miała już dość. Stała i płakała. Chciała, żeby to się skończyło. Nie miała zamiaru się bronić przed atakiem - dlatego proszę niech pan opuści ten dom! To, że stwarzam sobie problemy to jedno, ale nie chce mieć problemów przez pana. - dodała jeszcze i pokazała na drzwi. Cała się trzęsła i pociągała nosem, ale naprawdę chciała już mieć spokój.
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Enkil on Nie 14 Kwi 2019, 04:09

Jeszcze parę chwil wstecz, sądziłem, iż rogata nie zdoła mnie zdenerwować... a przynajmniej nie do takiego stopnia. A jednak... Drwina mieszała się ze złością oraz rozbawieniem. Proporcje tej mieszaniny zmieniały się chaotycznie, czyniąc z niej niebezpieczną wybuchową substancję.
Opracowanie palu dalszych działań nie zajęło mi długo, mimo iż zupełnie zmieniłem, kierunek, swych zamiarów. Do tej pory łudziłem się, iż pracę z tą dziewczyną zacznę od podstaw. Lecz tu nie było dla nich miejsca. Należało zatem doszczętnie zniszczyć tę chodzącą ruinę, aby w ostateczności, stworzyć z niej coś lepszego... Dodatkowa praca, choć ta właśnie część, zaliczała się do tej zabawnej.
-Żałosne... by świstek papieru miał decydować o Twoim życiu.
Warknąłem, posyłając rogatej spojrzenie intensywne niczym promień lasera, który gdyby tylko mógł, wypaliłby dziurę w jej wnętrzu.
W tym jednak momencie odechciało mi się tłumaczenia jej czego kolwiek. Ta dyskusja nie miała sensu, nie teraz, gdy dziewczyna żyła w pajęczynie własnych urojeń. Jej wolność, bezpieczeństwo jej szczęście. Wszystko to było lepkie i delikatne niczym pajęcza sieć. Rozszarpanie jej nie będzie trudne... lecz czy powinienem decydować się na owy cios, już na tym etapie?
Tak. Zdecydowanie tak... utwierdziły mnie w tym kolejne słowa, jakie padły z ust jasnowłosej. Moje palce zacisnęły się mocniej na poręczach fotela, sprawiając, iż skóra i tkanina, zapiszczały żałośnie.
-Śmierć... cóż za prosta i wygodna opcja prawda? Zabić mówisz...
Powstałem ze swojego miejsca, znów niespiesznie krocząc ku swej rozmówczyni. Był to leniwy krok drapieżnika. Bestii, która wie, iż nie musi się spieszyć, bowiem ofiara została już zapędzona w miejsce, z którego ucieczka jest niemożliwa.
-Jak sądzisz, zmartwiliby się? Gdyby znaleźli Cię w kałuży krwi gdzieś o tak na środku salonu. Sfingowanie samobójstwa nie jest tak trudne, jakby niektórym się wydawało... Tym bardziej, gdy wiesz, co naprawdę dręczy owego „samobójcę”... Ale nie. To nie, to nie na Twojej śmierci mi zależy.
Moja dłoń ponownie zawędrowała do twarzy dziewczyny. Palce zacisnęły się na jej podbródku, zadzierając głowę do góry, jednocześnie nie pozwalając na odwrócenie spojrzenia.
-Ale tak... pokażę Ci, że wcale nie uciekłaś, a jedynie zmieniłaś miejsce pobytu. Bo nie uciekniesz przed sobą Rim.... A wiedź, że to właśnie ty sama ranisz się najmocniej.
Stałem wyprostowany, miarowo wypowiadając słowa, tak by ich sens, jak najlepiej dotarł do rogatej głowy. Jednocześnie wokół mojej sylwetki zaczęły kłębić się cienie, jakby owijała mnie czarna peleryna.
-Bierność, to jeden z najgorszych grzechów... A to właśnie na niego sobie pozwalasz. Masz tak niewiele, a i tak nie jesteś w stanie zrobić nic, by tego nie stracić. Modlitwy o lepszy los nie wystarczą, nigdy nie wystarczyły... Życie trzeba brać we własne ręce i dopiero gdy się tego nauczysz, będziesz mogła czerpać z niego garściami.
Na oczach dziewczyny, moja postać rozpadła się, zmieniając w obłok czarnego dymy, który zdawał się znikać, jakby rozwiewany przez nagły podmuch wiatru. W rzeczywistości, w swej lotnej formie, pomknąłem do pokoju Rim.
Nim opuściłem to urocze domostwo, w którym zagnieździły się stare tajemnice... Zabrałem sobie małą pamiątkę. Ciekawe jak wiele czasu minie, nim służka z wyboru, zorientuje się, o jakiej stracie doznała. Ślina napływała mi do ust, na myśl o koszmarach, które będą napływać do jej głowy już tej nocy. Po tym, jak zorientuje się, iż jej drogi futrzarz przyjaciel, zmienił swego właściciela...
ZT.
Enkil
Enkil

Wiek : 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-
Wzrost / Waga : 193 cm / 85 kg
Aktualny ubiór : http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
Pod ręką : Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
Stan zdrowia : Płytka rana cięta na lewej dłoni.

Liczba postów : 20
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Nie 14 Kwi 2019, 08:38

Stała prosto. Bała się, to było widać, ale nie próbowała nawet unikać ewentualnego ciosu. Nawet nie drgnęła, gdy złapał ją za podbródek - a co by to zmieniło, czy byłoby to samobójstwo czy też nie? - zapytała, patrząc mu w oczy. Jej własne były matowe, wyprane z emocji - pewnie i tak mieliby to gdzieś. Ewentualnie szukali kogoś, kto się włamał, nawet jeśli nie będzie takich śladów - powiedziała obojętnym tonem. Naprawdę miała tego wszystkiego dość. Miała to gdzieś czy się rani. Była tylko narzędziem. Pokojówką, która nie ma nic do powiedzenia. Dlaczego miałaby się tym przyjąć? Wiedziała, że nigdy nie będzie miała normalnego życia, że nie zazna takiego prawdziwego szczęścia.
Nie do końca rozumiała, o co chodziło mężczyźnie w jego ostatniej wypowiedzi. Opadła na kolana i próbowała się uspokoić. Ale nie mogła tak siedzieć za długo i ujadanie psów jej o tym dobrze przypominało.
Szybko się ogarnęła i zaczęła zmywać naczynia, pucować podłogę, żeby nie było tam nawet śladu. Otworzyła drzwi, by wpuścić psy, dała im świeżej wody i otworzyła też okna, by trochę wywietrzyć. Miała nadzieję, że nie zorientują się, że ktoś tutaj był. Przesunęła też butelkę z alkoholem bardziej na tyły barku.
Pozamykała wszystko dokładnie i poszła na górę. Musiała się przebrać i ogarnąć to co miała ubrane. Szybko poszła do siebie, zabrała rzeczy na przebranie i pobiegła do łazienki by się ogarnąć. Ubrała jakieś spodnie dresowe i za luźną koszulkę. By było jej ciepło ale mogła nadal pracować.
Wracając do pokoju zauważyła jednak, że coś nie gra. Było tam...za cicho. Od razu pobiegła do klatki Wiórka. Była zamknięta i ... pusta! Zaczęła go szukać, ale szybko do niej dotarło. Nie ma go! Zabrał jej jedynego przyjaciela! Opadła pod klatką i zaczęła płakać. Głośno, rzewnie...mając gdzieś czy ktoś ją usłyszy. Znów była sama i nie miała nic...nic a nic...
Pozbierała się po jakiejś godzinie i zaczęła ogarniać ubrania, przygotowywać wszystko. Upiekła nawet delikatne ciasteczka, które następnie wyłożyła do miski. Wszystko robiła automatycznie. Nic już nie mało znaczenia...wiedziała też, że tej nocy nie zmruży oka...
Wszystko było gotowe na przyjęcie Gospodarzy. Sama siedziała u siebie w pokoju, czekając czy ktoś przyjdzie. Czy usłyszy ujadanie psów. Była owinięta kołdrą i siedziała w najdalszym kącie pokoju, wpatrując się przed siebie bez żadnego wyrazu na twarzy...znów była tą samą Rim, bez praw...bez własnej woli....tylko z obowiązkami. Nawet nie zauważyła, gdy zaczęła drapać swoje ramie zostawiając czerwone pręgi, niektóre na tyle głębokie by został ślad na trochę dłużej. Niestety chyba pazurki odziedziczone częściowo po mamie to nie była teraz najlepsza sprawa...
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iris on Pon 15 Kwi 2019, 19:47

Całe otoczenie straciło dla nie znaczenie. Nie zwracała uwagi na to co działo się dookoła, spojrzeniem szukała tylko Christophera. Dopiero gdy znajdowała go u swego boku, stawała się spokojna.
Pomógł jej się ubrać ale już nic więcej nie powiedziała. Łzy cisnęły się do jej oczu ale już nawet nie wiedziała czemu miałaby płakać. Wszystko straciło sens, liczył się tylko on. Był przy niej i tylko to utrzymywało ją prze relatywnie zdrowych zmysłach.
Teoretycznie była już wyleczona. Pielęgniarka podała jej na koniec jakieś leki, coś powiedziała ale Iris nie zwracała już na nią uwagi. Terry pomógł jej założyć luźne, wygodne, bawełniane spodnie w kolorze ciemnego granatu, czarne buty na płaskiej podeszwie, luźną koszulę i na to sweter - nieco za duży, ale chodziło o to, żeby nie przylegał do ciała a był ciepły. Jej rany co prawda były zagojone, ale mogła odczuwać ból i dyskomfort gdy skóra ocierała się o materiał.
Z wdzięcznością przyjęła jego ramię i wsparła się na nim. Potrzebowała pomocy, leżąc w łóżku zastała się i te zwykłe pierwsze kilka kroków było męczarnią.
Przechodząc przez budynek nie patrzyła na twarze personelu, głowę miała spuszczoną tak, by kaskada ciemnych włosów zakrywała jej lico. Nie miała ochoty na kontakt wzrokowy, marzyła o tym by już dostać się do domu.

Powóz zabrał ich i bagaże. Przez całą drogę wtulała się w swojego narzeczonego i dzięki niemu odnalazła spokój. W pewnym momencie spojrzała nawet przez okno by przyjrzeć się krajobrazom. Jej oczy w międzyczasie poszarzały i stały się całkowicie bez wyrazu.
Przeżywali teraz najgorsze chwile. Dramat, jaki ich dotknął nie miał prawa wydarzyć się właśnie im, kochającej się parze która jedynie pragnęła spokoju i życia razem, w miłości.
Zasnęła, tuląc się do Chrisa, nie puszczając go i nie pozwalając oddalić się ani na krok.
Kiedy powóz zatrzymał się, otworzyła oczy ale nie ruszyła się z miejsca. Miała nadzieję, że to co się zdarzyło jest tylko snem, że po prostu wracają razem z miasta, po kolejnych zakupach. Drgnęła lekko kiedy stangret otworzył drzwi i pokłonił się, czekając aż wyjdą. Podróż dobiegła końca.

Iris wyszła z powozu z pomocą ukochanego i trzymała się kurczowo jego ręki przez cały czas, całą drogę do domu. Rozpoznała mury, ogród... Tak, pragnęła być już w środku, zagrzebać się w swojej pościeli i odpocząć. Może jutrzejszy dzień będzie lepszy?
Pozwoliła się poprowadzić, nie odezwała się ani słowem a jej twarz pozostawała martwa. Przekroczyła próg domu i rozejrzała się po wnętrzu - dlaczego było tutaj tak pusto, tak ciemno?
- Kochanie, masz ochotę na herbatę? - zapytała nagle, podnosząc na mężczyznę swoje zmęczone oczy - Może... zaparzę i... usiądziemy razem...i... - jej głos był urywany, nie bardzo wiedziała co chciała powiedzieć dlatego po prostu podeszła do niego i oparła czoło na jego piersi - Po prostu... Posiedźmy razem.
Iris
Iris

Godność : Iris
Wiek : Wizualnie 25 lat
Rasa : Baśniopisarz
Wzrost / Waga : 175/70
Aktualny ubiór : Biała koszula, brązowy gorset i czarne spodnie. Skórzane, ciemnobrązowe oficerki. Kapelusz z piórem.
Znaki szczególne : Krzywo przycięte, brazowe włosy. Zielone oczy.
Pod ręką : Zwój papieru, pędzel i czarny tusz. Torba z rzeczami.
Broń : Bat.
Stan zdrowia : Głęboka depresja.

Liczba postów : 24
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Czw 18 Kwi 2019, 14:58

Podczas drogi powrotnej, by pomóc jej się uspokoić wspomagał jej umysł znaną jej wizją. Ich dwoje leżących na kocu, na środku polany w pełnym rozkwicie. On jej śpiewa nieudolnie, ona przysypia szczęśliwa.
Gdy był zestresowany, albo zmęczony natłokiem pracy lubił zatracać się w swoich iluzjach. Wiedział, że nie są prawdziwe, ale i tak działały odprężająco. Potrzebowała teraz spokoju, spokoju i wsparcia i on zamierza jej to wszystko zapewnić.
Jego serce boleśnie kłuło gdy patrzył na nią. Gdy się poznali była jasna i kolorowa. Wprowadziła w jego monotonny i bezbarwny świat, szczęście. Pomalowała jego serce, jego oczy, jego dłonie, cały jego świat. Zrobiła coś, co on uważał w tamtym czasie za niemożliwe.
A co on dał jej w zamian? Cierpienie. Oto czym kończy się znajomość z nim. Potwornym cierpieniem. Czy będzie w stanie kiedykolwiek mu to wybaczyć? Czy kiedykolwiek dane będzie mu zobaczyć chociaż raz, jak się uśmiecha? Czy w jej oczach już na zawsze zostanie potworem przez którego straciła dziecko?
Starała się o tym nie myśleć, ale wszystkie te pytania tłukły mu się po głowie cała drogę. W milczeniu więc spoglądał przez okno powozu, nie widząc tak naprawdę nic. Chciał sprawić by była szczęśliwa, by ten jej wewnętrzny ogień nigdy nie zgasł... A wyszło jak zawsze.
Spierdolił to.
Gdy w końcu dotarli na miejsce, miał wrażenie jakby minęła ledwie chwila. Jakby pojechali na przejażdżkę, ale zepsuła się pogoda i wrócili szybciej. Wyszedł pierwszy z powozu i od razu usłyszał rozśpiewany psi chórek. Słońce przyjemnie grzało, ptaki śpiewały. Wszystko żyło jak wcześniej, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło...
Pomógł jej wysiąść i wspierał ją swoim ramieniem w drodze do drzwi. Obydwoje milczeli, z resztą. Co mieliby sobie teraz powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Obydwoje wiedzieli jak czuje się druga strona. Obydwoje cierpieli i przeżywali żałobę. Żadne słowa tego nie zmienią, a czasem cisza jest największym ukojeniem.
Gdy weszli do środka, od razu podbiegła do nich cała gromada. Szczeniaki cieszyły się jak opętane, a Rory stał za nimi, wesoło merdając ogonem. Nie było ich tylko dzień, a psy zachowywały się jakby nie było ich co najmniej rok. Spojrzał ukradkiem na Iris i jeśli zauważył, że psie towarzystwo tym razem jej nie odpowiada to je odwołał.
Jeśli zareagowała na nie jakkolwiek pozytywnie, pozwolił im się ze sobą przywitać.
Słysząc jak usilnie Iris stara się nie rozsypać i pokazać, że sobie radzi, wziął ją na ręce i wniósł po prostu na górę. Do ich sypialni.
Położył ją na łóżku, pomógł jej się rozebrać, przykrył kołdrą. Psy przybiegly za nimi jeśli nie dostały polecenia by wróciły na miejsce.
Terry pozwolił im w drodze wyjątku wskoczyć na łóżko. Sam położył się tuż obok Iris.
I tak leżeli. Ich dwoje i cztery psy dookoła nich.
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iris on Czw 18 Kwi 2019, 22:56

Powitanie psów sprawiło, że na chwilę zapomniała o tym co się stało. Kiedy zaczęły przy niej skakać, uśmiechnęła się szeroko i przykucnęła, żeby każdego ucałować. Maluchy ganiały, szczekały i naprawdę cieszyły się z ich obecności. Musiały się bardzo stęsknić, skoro reagowały tak żywo.
Kobieta głaskała psiaki, drapała za uszkami a one poszczekiwały wesoło, zupełnie nieświadome z tego co się stało. Kiedy do Baśniopisarki podszedł Rory, kobieta spojrzała na niego z miłością w oczach. Też się cieszył ale był spokojny, zupełnie jakby wiedział, że nie powinien wybuchać tak trudną do opanowania radością. Był już dorosłym psem, poważnym i stabilnym. I można powiedzieć, że za to go kochała - za stateczność i tą mądrość w oczach. On wiedział. Zawsze wiedział, co kryło się za uśmiechami, czego nie wolno wypowiedzieć na głos a co wisi w powietrzu.
Przykucnęła przy nim i po prostu przytuliła psisko, oplatając delikatnie jego szyję swoimi wątłymi ramionami. Pies zamerdał ogonem i pozwolił na czułość. Zaakceptował ją, zupełnie jak te kilka miesięcy temu, kiedy znalazła się tu przypadkiem i spędziła z Chrisem upojną noc.
Rory był tak ciepły, oddychał spokojnie i pachniał czystym psem i lekką wonią trawy - pewnie ganiały wcześniej po ogrodzie. Kochała je wszystkie, ale najstarszego psa najmocniej.
Wstała i spojrzała na Terrego. Przez chwilę mógł zobaczyć w jej oczach iskierki radości, cień tego kim była jeszcze nie tak dawno - rozchichotaną, pełną energii dziewczyną, gotową na wszelakie szaleństwa byle z nim, z jej ukochanym.
Gdy poczuła, jak jej stopy odrywają się od ziemi, złapała się jego szyi by nie spaść i wtuliła mocno. Co zamierzał? Nie oponowała, była na to zbyt słaba. Z resztą... czy miała się czego obawiać? To co najgorsze już nadeszło, nie stanie się już nic co mogłoby być gorsze.

Zaniósł ją do ich sypialni. Poczuł ukłucie bólu kiedy spojrzała na ich łóżko - nie było tylko meblem a symbolem więzi jaka ich łączyła. Bo kiedy bywało źle, sypiali osobno ale mimo wszystko zawsze wracali do wspólnego łóżka. Zakopywali się wtedy w pościeli i pozwalali odpłynąć w Krainę Snów. Wtuleni w siebie, spokojni i szczęśliwi.
Czuła, że nie powinna mu pozwolić się tu położyć. Nie chciała brukać ich łóżka swoim bólem, nieszczęściem. Pragnęła, by pozostało nietknięte, by po czasie wrócić do niego i zasnąć w objęciach, uśmiechając się do siebie i zapominając o troskach.
Nie odezwała się jednak gdy ją ułożył, delikatnie, jakby kładł na posłaniu kruchą, porcelanową laleczkę. Przy nim czuła się bezpiecznie, wiedziała, że gdyby nie on, rozpadłaby się na kawałki, zupełnie jak jej serce kiedy usłyszała straszliwą wieść.
Pomógł jej się rozebrać, została w specjalnej, bezszwowej bieliźnie. Na brzuchu nie miała już opatrunku a jedynie dużą bliznę w kształcie gwiazdy o nieregularnych ramionach. Starała się nie patrzeć w tamtą stronę ale czuła ściągniętą skórę, zaleczoną co prawda ale wciąż delikatną i wrażliwą na dotyk i otarcia.
Okrył ją kołdrą i położył się obok - była mu tak bardzo wdzięczna, że nie zostawił jej samej. Przysunęła się do niego i wtuliła, na tyle na ile było to możliwe. Najchętniej zniknęłaby w jego objęciach.
Psiaki, ich mała węsząco-szczekająca rodzinka, wgramoliły się na pościel i było to na swój sposób kojące, kiedy ułożyły się wokół nich grzecznie. Może wiedziały, że nie czas na zabawę.
Iris uniosła lekko twarz i spojrzała na Chrisa. Drżącymi palcami jednej dłoni dotknęła jego szczęki a gdy pozwolił, przesunęła je wyżej, dotykając zarostu, policzków, skroni. Badała jego twarz jakby widziała ją pierwszy raz, ale z czułością na jaką może zdobyć się tylko ukochana.
- Mam tylko ciebie. - powiedziała szeptem, ledwie słyszalnym - Dzień w którym cię spotkałam był moim najszczęśliwszym dniem w życiu. Gdy zaproponowałeś bym tu zamieszkała, myślałam, że to sen ale kolejne miesiące razem pokazały, że nawet jeśli nim jest, to jest on najpiękniejszym snem jaki dotychczas miałam. - uśmiechnęła się tak delikatnie, że wyglądało to tak, jakby po jej twarzy błąkało się jedynie wspomnienie uśmiechu - I chociaż ostatnie chwile zmieniły się w koszmar... Chociaż wszystko teraz zmieni się przez ból, jaki zakwitł czarnym kwieciem na naszej, dotychczas kolorowej łące... Nie chcę by ten sen się kończył. - po jej policzku pociekła łza ale jej usta ułożyły w uśmiech szczery i prawdziwy - Chcę już zawsze śnić o nas. Budzić się rano przy tobie, razem jeść spalone przeze mnie śniadanie... Razem spędzać dzień w ogrodzie. Bo mimo, że nowo zakwitłe kwiaty są czarne, nie możemy ich zerwać. Bo są nasze. - zakończyła chwiejnym głosem i ukryła twarz w jego piersi. Potrzebowała go teraz jak nigdy. Był jej opoką, jej miłością i jedynym który może jej pomóc. Zrozumieć. Kochać... mimo wszystko.
- Kocham cię, Christopherze Marwick. - powiedziała cicho, z trudem tłumiąc emocje - I zawsze tak będzie. Wybacz mi, najdroższy, bo nie podołałam roli matki. Nie uratowałam jej. - rozpłakała się, pozwalając żeby łzy płynęły potokami - Nawet nie pożegnałam... Jestem potworem.
Iris
Iris

Godność : Iris
Wiek : Wizualnie 25 lat
Rasa : Baśniopisarz
Wzrost / Waga : 175/70
Aktualny ubiór : Biała koszula, brązowy gorset i czarne spodnie. Skórzane, ciemnobrązowe oficerki. Kapelusz z piórem.
Znaki szczególne : Krzywo przycięte, brazowe włosy. Zielone oczy.
Pod ręką : Zwój papieru, pędzel i czarny tusz. Torba z rzeczami.
Broń : Bat.
Stan zdrowia : Głęboka depresja.

Liczba postów : 24
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Czw 18 Kwi 2019, 23:22

Usłyszała jak psy zaczęły szczekać. Czyżby wrócili? Nie umiała jeszcze odróżnić czy dźwięki wydawane przez psy są wesołe czy też nie. Wyjrzała więc niepewnie z pokoju. Ale gdy tylko usłyszała, że to Gospodarze, od razu się cofnęła. Nie chciała ich teraz denerwować swoją obecnością.
Zeszła na dół dopiero, gdy Ci zniknęli w sypialni. I dobrze zrobiła, bo już woźnica się zastanawiał co zrobić z koniem i rzeczami. Wyładowali więc razem wszystko. Zapłacone było więc odjechał, a Rim nie do końca wiedziała co ma robić. Chciała iść na górę...i poszła. Chciała zapytać co zrobić z tym wszystkim co przywieźli, ale usłyszała, że o czymś mówią i jej ręka zastygła w połowie ruchu. Nie mogła się powstrzymać i przyłożyła ucho do drzwi. Nie można podsłuchiwać...ale coś jej powiedziało, że powinna.
Po chwili je oczy otworzyły się szeroko i zaszły łzami. Zakryła usta ręką i uciekła na dół, starając się robić jak najmniej hałasu, by im nie przeszkadzać.
Uciekła do łazienki, gdzie...zwymiotowała. Przez nią zginęło ich dziecko? Przez nią straciła życie osoba, która nawet nie miała szansy zobaczyć twarzy rodziców. Zabrała jej coś...co było tak bardzo cenne.
Gdy się ogarnęła zajęła się rzeczami. Obejrzała zioła, nie otwierając ich i ustawiła na blacie. Przeczytała dokładnie instrukcje, planując już co może zrobić na śniadanie...ale czy na pewno tego chcieli? Może lepiej by było jakby zniknęła...w końcu pani Iris wspominała coś o śniadaniach które spalała....
Upiorna pracowała w całkowitej ciszy, ze łzami w oczach i wielkim bólem w sercu. Uporządkowała wszystko, tak by nic się nie walało. Zajęła się też koniem. Coś się nauczyła w domu...czasem musiała wyczyścić konia gości od wuja. Jakoś ją to uspokajało, ale co to da...nie spieszyła się...i tak nikt na nią nie czekał...
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Sob 20 Kwi 2019, 03:18

Nie mógł nawet myśleć o tym, by zostawić ją teraz samą choćby na chwilę. Usilnie starał się odsuwać od siebie czarne myśli, które kłębiły się gdzieś z tyłu głowy. Miał jednocześnie na uwadze to, co powiedziała pielęgniarka. Ma być blisko, ma być wsparciem, ale nie ma jej osaczać.
Zdawał sobie sprawę z tego, jak źle mogłoby to na nią wpłynąć, a nie chciał zrobić jej krzywdy większej niż już się stało... Nigdy sobie nie wybaczy tego, co się wydarzyło. Tego co ona musi przechodzić przez niego.
Ulgą lekką było dla niego to, że pozytywnie zareagowała na psy. Naprawdę nie chciał ich odsyłać, nawet on sam potrzebował teraz ich ciepła. Bardziej niż był skory by się przyznać. Rory był z nim, odkąd wydarzyła się w jego życiu tamtą tragedia. Był mu jedynym ciepłym ciałem, któremu pozwalał się w nocy ogrzewać, które widziało jak staczał się na samo dno, jak ugrzązł w tym mule i nie mógł się wydostać. Był z nim przez cały ten cholerny czas i naprawdę go teraz znowu potrzebował. Oczywiście nie miał nic przeciwko jej dotykowi, zawsze działał na niego kojąco, a w obecnej sytuacji zarówno on jak i ona, potrzebowali czuć bliskość jak najbardziej.
To co mówiła palili go żywym bólem. Nie mógł tego opanować. Kochał ją tak bardzo, cholera jasna. Żadne słowa nie były w stanie tego oddać, nie potrafił teraz mówić. Czuł tak ogromna bezsilność, tak jak wtedy gdy pijana matka robiła mu awanturę w ich przyczepie. Czuł się dokładnie tak samo. Miał ochotę zwinąć się w kącie i udawać że go nie ma.
Nie zasługiwał na jej uczucia. Nie zasługiwał na jej słowa, oddech, mrugnięcie. Nie zasługiwał na nią całą. Naprawdę nadal uważa dzień ich spotkania, za ten najszczęśliwszy? Pomimo tego co się wydarzyło? I to przez niego?
To co mówiła było piękne. Wsłuchiwał się w jej roztrzęsiony i zapłakany głos jak urzeczony. Chwycił jej dłoń w swoją, i pocałował w miejscu w którym powinien być pierścionek zaręczynowy.
- Iris. Ja wiem, że proszę o zbyt wiele, ale... Błagam. Uwierz we mnie.- nie potrafił ubrać swoich myśli i uczuć w słowa, zawsze miał z tym problem, a teraz, w tak ważnym momencie jak ten... Przydałoby się móc powiedzieć coś więcej.
- Jedynymi którzy są winni tej sytuacji, są Ci którzy zapłacili za tę zbrodnię własnym życiem. Nikt więcej. Zapamiętaj to kochana, proszę. - drżącymi wargami, musnął jej usta. Nie wierzył w to. To siebie obwiniał za to wszystko. Gdyby nie jego przeszłość, nie napadli by na nią. Gdyby nie związek z nim, nie cierpiała by teraz tak bardzo.
- Cholera jasna, jeśli ktokolwiek ma tu za co przepraszać to ja. Nie Ty. To ja nie zdołałem was ochronić. To przeze mnie na Ciebie napadli. Widmo przeszłości już zawsze będzie się za mną ciągnąć... Bycie ze mną jest dla Ciebie zagrożeniem. Jak bardzo bym się nie starał, za każdym razem wszystko zamienia się w gruz. Kocham Cię tak bardzo, że to aż boli Iris. Twój ból jest moim bólem. - przyłożył swoje czoło do jej czoła. Musiał zamknąć oczy, inaczej rozpłakał by się jak dziecko. A musiał być silny dla niej. Dla nich.
- Nie mów tak. Nigdy więcej tak o sobie nie mów. Masz tak dobre i ciepłe serce... Tak przyjazny i serdeczny głos, tak bardzo kojące dłonie... Potwór? Nie. Jesteś moim słońcem Iris. Nigdy się nie zmieniaj.- przytulał ją tak, jakby świat się miał zaraz kończyć. Gigantyczna gula narosła mu w gardle, czuł że nie będzie w stanie wydusić już z siebie ani słowa.
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iris on Sro 24 Kwi 2019, 21:22

Ból rozdzierał ich serca i pewnie gdyby mogli, poddaliby się mu i zatracili, tracąc swoje dusze. Baśniopisarka, kreśląca drżącymi dłońmi, przy pomocy czarnego tuszu, historię jej samej i jej Ukochanego. Marionetkarz, sprawujący kontrolę nad wieloma swoimi dziełami, poruszający z rozpaczą sznurkami które już dawno się zerwały... Tak właśnie miało wyglądać ich dalsze życie?
Zbyt wiele stracili. Ile łez przyjdzie im za to zapłacić?
Iris leżała obok swojego mężczyzny i czuła się jak krucha, pusta w środku Laleczka. Radość życia uleciała z niej w siną dal, pozostał żal i niewymowna tęsknota za tym, kogo utraciła, a kogo nie dane jej było poznać. Odruchowo dotknęła swojego brzucha, przejechała dłońmi po bliznach i przygryzła usta, hamując szloch. Spływające po jej policzkach potoki znaczyły niegdyś rumiane policzki błyszczącymi ścieżkami, i znikały gdzieś w pościeli.
- Nie mogę bez ciebie żyć. - powiedziała wreszcie - Od tamtego dnia, kiedy pierwszy raz spróbowałam rumu... Kiedy pierwszy raz zaznałam pocałunków, w których było coś więcej niż tylko zwierzęce pożądanie... Kiedy czułam, że każde pchnięcie to zakorzenienie naszej miłości... Nie mogę. Jesteś całym moim światem, nie mam innego. - bała się, że Chris ją zostawi, że to jakiś wstęp do zakończenia ich relacji - Nie dane mi było pożegnać naszego dziecka, ale proszę... błagam... nie każ mi żegnać ciebie. Nie chcę... Nie wytrzymam pożegnania.
Chwyciła się kurczowo jego koszuli i wtuliła jeszcze bardziej, pragnąc jedynie jego ciepła i akceptacji. Nie chciała niczego więcej. Może zapomnienia... ale wiedziała, że jest to niemożliwe. Przed nimi trudny okres, ale przejdą go razem. Kto wie, może ich twarze kiedyś jeszcze rozświetli szczery uśmiech?
Płacz powoli ustawał, bo wyczerpał ją wystarczająco. Po dłuższej chwili pozostało jej tylko pociąganie nosem. Oddech uspokoił się a mokre oczy przymknęły, zdradzając zmęczenie.
- Nie zostawiaj mnie, proszę. - wyszeptała cicho, sennie i podniosła wzrok na jego twarz, ukochaną twarz którą widziała wielokrotnie w snach, za którą tęskniła i którą tak mocno kochała. Uniosła się lekko i złożyła na jego ustach lekki pocałunek, jedyne na co mogła w tej chwili się zdobyć, bo nie czas i nie pora na wybuchy namiętności - Kocham tylko ciebie. - dodała i wtuliła się w niego, pozwalając by sen zabrał ją w swoje objęcia.
Gdyby mogła, zatrzymałaby czas i zasnęła z nim już na wieki. Razem, w ich domu, w ich łóżku. Otoczeni ich pociechami, psiakami. Zapomniawszy o całym świecie.
Bo przecież mają to, co jest najważniejsze. Siebie.
Iris
Iris

Godność : Iris
Wiek : Wizualnie 25 lat
Rasa : Baśniopisarz
Wzrost / Waga : 175/70
Aktualny ubiór : Biała koszula, brązowy gorset i czarne spodnie. Skórzane, ciemnobrązowe oficerki. Kapelusz z piórem.
Znaki szczególne : Krzywo przycięte, brazowe włosy. Zielone oczy.
Pod ręką : Zwój papieru, pędzel i czarny tusz. Torba z rzeczami.
Broń : Bat.
Stan zdrowia : Głęboka depresja.

Liczba postów : 24
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Sob 27 Kwi 2019, 13:58

Nie miał już siły mówić. Naprawdę starał się być stały, dać jej to wsparcie, ale cholera dla niego to wszystko było również ciężkie.
Słuchał wszystkiego co mówiła, czując za każdym razem bolesne ukłucie w sercu. Dlaczego ona myśli, że on ją teraz zostawi? Czy naprawdę jest tak okropnym człowiekiem? Najpierw bała się powiedzieć o ciąży, teraz się boi że po poronieniu ją porzuci. Czy naprawdę był potworem? Czy ona właśnie tak go postrzegała? Starał się. Cały czas starał się dać jej wszystko co mógł. Otworzył dla niej swoje serce, swój dom, swój umysł. Chciał z nią żyć, oświadczył się jej. A mimo to, ona nadal miała takie obawy. Naprawdę nie miał już pojęcia co ma robić. Co więcej może zrobić, by miała pewność co do stałości jego uczuć? Cholera jasna, nie miał w tamtym momencie bladego pojęcia.
Jedno było pewne, potrzebowała go teraz bardziej niż kiedykolwiek dotychczas. Głaskał ją wzdłuż pleców, starając się ją uspokoić. Albo za jego sprawą, albo za sprawą wyczerpania przestała w końcu płakać. Pociągając nosem znowu błagała go o to, by jej nie zostawiał. Znowu wyznała mu miłość. Miał mętlik w głowie. Czy miłość nie oznacza wiary w drugą stronę? Ufności? Czy cały ten czas który razem spędzili, naprawdę tak mało znaczył? Czy wydarzenia ostatniego dnia, zdruzgotały wszystko to co próbował dla niej stworzyć?
Chciał mieć rodzinę. Czy naprawdę to samolubne życzenie, tak bardzo nie podobało się bogom, że postanowiły ukarać go znowu? Czy każda chwila szczęścia w życiu, będzie kosztować go ofiarę? Ofiarę i cierpienie rozdzierające jego duszę?
Starał się zapanować nad myślami. Naprawdę chciał by ciemna pustka opanowała jego myśli, dając mu chociaż chwilowe ukojenie. Nie chciał o tym wszystkim teraz myśleć. Pragnął odpocząć, zasnąć. Czekał z tym, aż zaśnie Iris. Wsłuchiwał się w jej coraz to spokojniejszy oddech. Bał się jutra. Cholera, bał się czasu gdy obudzą się po drzemce. Jak to wszystko będzie wtedy wyglądać? Jak bardzo po tym wszystkim ucierpi ich relacja? Czy naprawdę miłość wystarczy im w tym czasie, by wszystko naprawić? Czy ON zdoła odpokutować za to wszystko?
Zasnął w końcu, umęczony myślami o przyszłości i karze jaka go będzie czekać za to wszystko. Czuł podświadomie, że to jeszcze nie koniec...
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iris on Pią 03 Maj 2019, 15:49

Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła. Przy nim, otulona jego ciepłem i zapachem, po prostu zamknęła oczy i odleciała, zapominając o bólu i wszystkim co się ostatnio stało. Odpoczynek był konieczny, jeśli nie niezbędny.
Następne dni będą trudne i nie wiedziała jak potoczy się ich wspólne życie. Wierzyła, że Terry jej nie zostawi, kochała go nad życie ale wiedziała też, że przy niej nigdy nie dostąpi szczęścia. Radość ostatnich miesięcy prysnęła jak bańka mydlana i nie wróci. Może nigdy? Czas pokaże.

Obudziła się wcześnie. Chris jeszcze spał, oddychając spokojnie. Długo leżała przy nim i patrzyła na jego twarz, studiując ukochane rysy. Każda zmarszczka była dla niej piękna, bo była jego. Kryła się za nią historia, emocje i przeżycia Marionetkarza. Iris nie wyobrażała sobie Terrego bez tego całego bagażu emocjonalnego, który nosił a który na pewno ciążył mu w gorszych chwilach. Był jednak jego integralną częścią. Pokochała go z wszystkimi rysami na jego duszy i nie chciała by się zmieniał.
Ich strzaskane ostatnimi wydarzeniami serca mogły dostąpić uzdrowienia ale tylko gdy byli przy sobie. Samotność żadnemu z nich nie posłuży.
Baśniopisarka delikatnie, starając się nie obudzić mężczyzny, wysunęła się spod kołdry i poszła do łazienki. Ogarnęła się lekko, starając nie patrzeć w lustro - uczesała, umyła zęby. Prawie nie czuła bólu fizycznego, bo w Klinice nie dość, że ją poskładali to jeszcze uleczyli, ale blizny na ciele przypominały o zajściu. Kobieta przypomniała też sobie o Blaszce... Z pewnością jej ją zwrócono. Poszuka jej w rzeczach później.
Wróciła do pokoju i odchyliła lekko zasłony. Dzień zapowiadał się na piękny, słoneczny. Promienie słońca złożyły na jej bladej twarzy nieśmiałe pocałunki, na co kobieta zamknęła oczy i pozwoliła na pieszczotę.
Po chwili jednak wróciła do łóżka, gramoląc się pod kołdrę, do swojego mężczyzny. Wtuliła się w niego i nagle tak bardzo zapragnęła jego bliskości, że przysunęła twarz do jego obojczyka i zaczęła składać na ciepłej skórze pocałunki, domagając się pieszczot.
Może jak szybko zapomną, to uda im się wrócić do radosnej codzienności? Chciała, by kochał ją tak, jak kiedyś. Całym sobą, całym ciałem. Chciała też sprawdzić, czy nadal wzbudza w nim ogień jak z początku ich znajomości, chciała udowodnienia, że nadal jest wartościowa, atrakcyjna i potrzebna.
Może to próżność, ale chciała po prostu poczuć się kochaną kobietą, upragnioną kobietą Christophera.
Iris
Iris

Godność : Iris
Wiek : Wizualnie 25 lat
Rasa : Baśniopisarz
Wzrost / Waga : 175/70
Aktualny ubiór : Biała koszula, brązowy gorset i czarne spodnie. Skórzane, ciemnobrązowe oficerki. Kapelusz z piórem.
Znaki szczególne : Krzywo przycięte, brazowe włosy. Zielone oczy.
Pod ręką : Zwój papieru, pędzel i czarny tusz. Torba z rzeczami.
Broń : Bat.
Stan zdrowia : Głęboka depresja.

Liczba postów : 24
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Pią 03 Maj 2019, 18:53

Siedziała w stajni długo. Było tam dość ciepło, więc nie czuła nocnego i porannego chłodu. Ale i tak co chwila męczył ją kaszel. Na szczęście końskie aromaty trochę odgoniły katar.
W końcu jednak musiała wrócić.
Weszła do budynku, który myślała jeszcze dwa dni wcześniej, że będzie mogła nazwać domem. Była tutaj obca i nic tego nie zmieni.
Poszła do pokoju, w którym spała, bo przecież to nie był jej pokój..spojrzała na pustą klatkę i wzięła ubrania. Poszła do łazienki, gdzie posiedziała chwilę. Musiała się wygrzać porządnie. W końcu jednak musiała się ubrać. Pierwszy raz założyła spodnie w swoim życiu. Było dziwnie, ale musiała dać radę.
Zeszła na dół i zaczęła robić  śniadanie. Sama zjadła malutko i wypiła ciepła herbatę. Śniadanie dla Gospodarzy było lekkie ale sycące, dodatkowo zaparzyła ziółka oraz kawę. Zostawiło to wszystko, bo słyszała, że coś zaczynało się dziać na piętrze.
Wypuściła psy, wzięła kurtkę i poszła pracować a ogrodzie. Może tam nie będzie ich drażnić swoją obecnością?

(nieważne ile będzie postów zanim zejdziecie na dół. Uznajcie, że Rim przygotowała śniadanie tuż przed waszym zejściem, więc wszystko jest ciepłe i świeże)
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Czw 16 Maj 2019, 10:33

Po raz pierwszy od dawna, brak snów okazał się dla niego wybawieniem. Nic tej nocy go nie męczyło, nic nie zajmowało głowy pstrokatymi obrazami, nic nie zmuszało go do jakiejkolwiek aktywności mózgowej. Nic.
Zasnął otoczony ciemnością, która o dziwo okazała się przytulna. Owinęła go całego swoim kokonem, dając mu odetchnąć. Podczas tej bezsennej nocy nie musiał się niczym przejmować. Naprawdę wypoczął, pomimo zmartwień które trapiły jego umysł przed zaśnięciem.
Wszystko jednak wróciło, gdy się wybudził. Nie otworzył od razu oczu. Nie chciał ich otwierać, wolał zostać się w tej ciemności i nie musieć mierzyć się z nowym dniem. Był słaby, tak słaby jak nigdy dotąd. Chciał przelać swoją żałobę w ogień nienawiści, znaleźć siłę w sobie zdolną do zemsty... Ale nie potrafił. A może nie chciał? Był zmęczony... Tak bardzo zmęczony.
Nie był pewien ile czasu minęło, odkąd się obudził do momentu, aż otworzył oczy. Pierwsze co poczuł to ciepło słońca na twarzy, a następne inne ciepło. Ciepło Iris, która się w niego wtuliła i zaczęła całować.
Naprawdę niewiele mu było trzeba, by być na nią gotowym... Ale nie tym razem. Dotknięcie jej w ten sposób nie wchodziło teraz w rachubę. Nie był w stanie... Blokada mentalna, bolała. I zaboli też ją. Wiedział, że jeśli nie odpowie na jej pieszczoty, ona się załamie. Rozumiał co nią kierowało, rozumiał te rozpaczliwą potrzebę bliskości...
Ale po prostu nie był w stanie, dać jej teraz tego czego chciała. Otworzył więc oczy i pogłaskał ją po głowie, składając na jej czole pocałunek. Próbował dać jej zrozumieć, że nie jest na to gotowy, że tego nie chce... Ale w sposób taki, by nie poczuła się odrzucona. Nie chciał jej przecież ranić, a czuł się tak jakby właśnie to robił.
- Chodźmy coś zjeść- wstał z łóżka i się przeciągnął. Śpiąc chyba ani trochę się nie ruszał, bo całe ciało miał odrętwiałe. Poszedł do łazienki, wziął krótki prysznic, nie ogolił się. Jego broda wydawała mu się teraz komiczna... Abstrakcyjna.
Owinął się ręcznikiem i wrócił do sypialni by się przebrać. Założył grafitową koszulę, której rękawy podwinął, czarne proste spodnie i zegarek.
Gdy Iris była gotowa, zszedł z nią na dół. Nie był tak naprawdę głodny. Miał ochotę napić się kawy i... Iść na polowanie. Albo do pracy. Zrobić cokolwiek byle nie myśleć. Ledwie się zbudził a wyrzuty sumienia i potworny ból, uderzyły w jego osobę z potworną siłą. Śniadanie już na nich czekało, aromat kawy rozszedł się po całym piętrze. Psy były na zewnątrz, Rim również. Odnotował to z niejaką ulgą. Nie był w stanie zapanować nad swoimi myślami, tak bardzo chciał ją za to wszystko obwinić, zrzucić z siebie ciężar winy, że sam był tym przerażony.
Usiadł do stołu. Nalał sobie kawy i zaczął jeść.
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iris on Czw 16 Maj 2019, 11:09

Nie wiedziała, że się obudził. Kiedy składała na jego obojczykach pocałunki, sądziła, że śpi. Potrzebował odpoczynku, oboje go potrzebowali. Iris wiedziała, że najbliższy czas, nieokreślona jego ilość, będzie ciężki i muszą wytrwać. Jeśli faktycznie się kochają i są rodziną, będą silni.
Pachniał snem. Był taki spokojny... Za to go pokochała. Za jego stateczność, bo gdy ona była narwana i targały nią emocje, on był osobą, która sprowadzała ją na ziemię i pozwalała osiągnąć stabilność. Przy nim czuła się na miejscu, właśnie jego potrzebowała i będzie go potrzebować przez całe życie.
Gdy poczuła ruch uniosła się lekko by spojrzeć w jego twarz. Od razu napotkała spojrzeniem jego piękne oczy, które były już otwarte. Gdyby mogła, utonęłaby w nich.
Już miała wrócić do leniwego adorowania jego ciała, kiedy ją pogłaskał. Ruch ten, chociaż niewinny i z pozoru błahy, dał jej do myślenia. I myśl ta była... przerażająca.
Przygnębienie uderzyło w nią z mocą topora ścinającego drzewo. Nie chciał jej, nie miał ochoty. Nie stanowiła już dla niego obiektu pożądania... ale czy mogła mu się dziwić?
Odsunęła się pokornie i okryła szczelniej kołdrą. Na jej twarzy nie było widać niezadowolenia czy smutku, w ogóle nie było niczego. Patrzyła na niego swoimi wielkimi, sarnimi oczami w kolorze srebra. Ufnie.
Dłonią przejechała bezwiednie po bliźnie pozostawionej na brzuchu. Pamiątka ta do końca jej dni będzie przypominać o tragicznych chwilach. Chyba nigdy nie przyzwyczai się do jej obecności. Zwłaszcza, że z każdym kolejnym dniem w jej głowie będzie się rodzilo coraz więcej negatywnych myśli. Już teraz sądziła, że Terry zwyczajnie jej nie chce bo nie dość, że stracili dziecko to jeszcze jest już dla niego zwyczajnie nieatrakcyjna.
Kiedy się odezwał, zamrugała zdziwiona doborem słów. Żadnego "dzień dobry" czy nawet "cześć"... Mruknęła w odpowiedzi, zgadzając się na to co zaproponował. Odczekała aż pójdzie do łazienki a wtedy wstała i podeszła do szafy. Wyjęła... właściwie nie patrzyła co bierze. Chwyciła pierwsze lepsze spodnie, luźny sweter, puchate skarpetki i oczywiście bieliznę. Na biżuterię nawet nie patrzyła.
Gdy Terry opuścił łazienkę, wslizgnęła się do niej bo przyszła jej kolej. Ostrożnie weszła pod prysznic i umyła się, ale nie trwało to długo. Nie moczyła włosów, w Klinice zadbali o nią i były jeszcze świeże.
Stojąc przy umywalce i myjąc zęby spojrzała na swoje odbicie. Zatrzymała na chwilę dłoń którąc trzymała szczoteczkę.
Tak właśnie będzie teraz wyglądać? Zmęczona, poszarzała, całkowicie wyzuta z życia. Czarne fale okalały jej głowę, jasne oczy sprawiały wrażenie jakby od dawna była martwa.
Głupia myśl przyszła jej do głowy - gdzie Chris trzyma brzytwę...?
Potrząsnęła głową oddalając od siebie natrętne myśli. Dokończyła mycie i ubrała się w zestaw złożony z czarnych spodni, czarnego swetra i skarpetek. Bieliznę zakładała ostrożnie, nie chcąc uszkodzić obolałych miejsc.
Wyszła świeża i czyściutka, gdyby nie ponury i nijaki strój, pewnie wyglądałaby pięknie. Obecnie była jednak cieniem siebie - chuda, zmarniała.
Posłusznie zeszła z nim na dół. Zapach kawy sprawił, że lekko się uśmiechnęła ale tylko na ułamek sekundy. Schodziła ostrożnie, patrząc pod nogi i trzymając się poręczy.
Nie znalazła Rim w kuchni, za to czekało tam na nich śniadanie. Co dziwne, Iris miała dzisiaj ogromny apetyt dlatego kiedy poczuła te wszystkie zapachy, ślinka napłynęła jej do ust.
- Jeej! Ale cudnie pachnie! - powiedziała głosem, w którym nawet zabrzmiały emocje i spojrzała na Terrego tak jak dawniej, z psotnymi iskierkami w oczach.
Na chwilę zapomniała, że to nie kolejny, cudny dzień razem ale pierwszy dzień po tragedii. Może nie chciała tego pamiętać, bo tak było łatwiej...
Podeszła do swojego mężczyzny i ni z tąd ni z owąd po prostu go przytuliła. Przylgnęła do jego szerokich pleców, opierając się policzkiem o ich środek. Jak koala który postanowił mocno trzymać się gałęzi i jej nie wypuszczać z łapek.
- Masz dzisiaj wolne, prawda? - zapytała z nadzieją w głosie.
Jej wahania nastroju będą codziennością. Kobieta nie zdawała sobie jednak sprawy, jak będą bolesne. Zwłaszcza dnia niego.
Iris
Iris

Godność : Iris
Wiek : Wizualnie 25 lat
Rasa : Baśniopisarz
Wzrost / Waga : 175/70
Aktualny ubiór : Biała koszula, brązowy gorset i czarne spodnie. Skórzane, ciemnobrązowe oficerki. Kapelusz z piórem.
Znaki szczególne : Krzywo przycięte, brazowe włosy. Zielone oczy.
Pod ręką : Zwój papieru, pędzel i czarny tusz. Torba z rzeczami.
Broń : Bat.
Stan zdrowia : Głęboka depresja.

Liczba postów : 24
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Nie 19 Maj 2019, 13:39

Nie był głodny tak naprawdę. Jadł bo wiedział, że tak jest lepiej. Jedyne co sprawiło mu przyjemność to smak kawy. Od razu poczuł mrowienie w palcach.
Nie był pewien co sądzić o nagłym entuzjazmie u Iris. Czy był szczery? Cholera... Dlaczego to podważał? Przecież doskonale wiedział, jaka jest Iris. Nawet w obliczu tego wszystkiego, stara się go podnieść na duchu. A co on robi? Dopiero co odtrącił ją w sypialni. Doskonale wiedząc, jak ona się z tym poczuje. Nie było innej opcji, musiała się z tym paskudnie poczuć. Chciała jego bliskości, a on jej tego nie dał.
Gdy się do niego przytuliła, postanowił się zreflektować. Mimo że jej dotyk go bolał. Czuł że nie powinien jej dotykać, wszystko co ją spotkało było jego winą. Miałby teraz cieszyć się jej bliskością? Po tym wszystkim co jej zrobił? Odwracając się do niej i biorąc ją w swoje objęcia, czuł się potwornie. Nigdy nie byłby tego w stanie przyznać, ale jego serce rozdzierało się wtedy z bólu. Pragnął jej bliskości, ale wiedział że na nią nie zasłużył. Że przytulając ją teraz, tak naprawdę ją okłamuje. Okłamuje istotę, która jest mu najbliższa. Daje jej pozorne poczucie bezpieczeństwa, gdy tak naprawdę... Przy nim jest właśnie najbardziej zagrożona. Jakże samolubne i naiwne, było myślenie o tym że ma prawo do szczęścia. Czuł podświadomie przecież, że oni w końcu się ujawnią. Że w końcu znowu zrobią to co zrobili wtedy. A mimo to... Nałożył na jej życie to ryzyko, przez co teraz cierpi.
Dotykając jej policzka swoją dłonią, wewnętrznie krzyczał. Uśmiechając się do niej w tamtym momencie, chciał wyjść z domu i zaszyć się w lesie.
- Tak. Zaraz wyślę gońca z listem do pracy. Biorę urlop na miesiąc, więc będziesz musiała ze mną wytrzymać. - chciał się zaśmiać i ją pocałować, ale nie był w stanie. Gdyby Anomander zobaczył teraz, jego żałosne zachowanie nie szczędziłby szyderstw. Prawdziwy mężczyzna, nie ma prawa się tak zachowywać. Christopher naobiecywał mu i nagadał, jak to on tego wszystkiego nie wie... A teraz? Gdyby stanął z boku i zobaczył jak to wygląda... Zapewne chciałby zapaść się pod ziemię.
Starał się, ale mu to nie wychodziło. Dotykanie jej bolało, patrzenie na nią bolało, uśmiechanie się do niej bolało. Bolało bo wiedział co jej zrobił i co zrobi. Nie była z nim bezpieczna, wiedział więc co musi zrobić... Chciał by była szczęśliwa i bezpieczna i wiedział, że dopóki będzie z nim... Nie będzie miała na to szans.
- Jakieś plany na dzień dzisiejszy już masz? Jeśli chcesz to możemy wziąć psy, kosz z jedzeniem, koc i iść nad jezioro.- przejechał palcami po jej włosach, uśmiechając się, jednak jego oczy pozostały matowe.
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Iris on Sro 22 Maj 2019, 20:28

Mimo, iż całe ciało miała obolałe i dziwnie odrętwiałe, poruszała się normalnie. Zupełnie jakby zapomniała o ostatnich dniach, koszmarze jaki zgotowali jej napastnicy, locie z Alkisem, pobycie w Klinice... Była w domu. Bezpieczna. Z Chrisem, ukochanym Chrisem. Nic więcej się nie liczyło.
A kiedy przylgnęła do niego i poczuła ciepło jego ciała, uśmiechnęła się błogo ale po jej policzkach pociekły łzy. Sama nawet nie wiedziała, że zaczęła płakać. Na pewno nie zrobiła tego celowo.
Odwrócił się i zamknął ją w objęciach a ona westchnęła, bo właśnie tego potrzebowała. Okazywania uczucia. Leniwego, niewymuszonego zapewnienia, że Terry nadal ją kocha, że nie odtrącił jej i będą razem. Wierzyła w to całym sercem.
W całym pomieszczeniu pachniało jedzeniem. Rim postarała się, przygotowała naprawdę pyszne śniadanie. Ale gdzie teraz była? Iris nie widziała nigdzie psów... Pewnie pokojówka poszła z nimi na spacer.
Baśniopisarce nie przyszło nawet do głowy, że Upiorna może mieć problemy z tytułu tragedii. Nie pomyślała o tym, że prosząc ją o dyskrecję, narażała dziewczynę na gniew Chrisa. Teraz kiedy stało się, to co się stało, Iris czuła się źle z tym faktem. Jeśli faktycznie Terry będzie chciał wymierzyć karę, kobieta wstawi się za pracownicą. W końcu gdyby nie ta prośba...
Iris zadrżała w ramionach ukochanego. Jej świat ograniczał się w tej chwili tylko do niego i miała nadzieję, że tak już pozostanie.
- Tak! - pisnęła cicho, uradowana jego decyzją. Będzie go miała dla siebie! Spędzą razem czas, może wybiorą się na wycieczkę? Albo porobią coś innego, nie ważne co, byle razem!
Wtuliła się jeszcze mocniej z uśmiechem. Zastanawiające jak łatwo przychodziło jej uśmiechanie się. Terry cierpiał, widziała to w jego pięknych oczach ale... To właśnie w nich, w smutku ukrytym w tęczówkach tego mężczyzny zakochała się bez pamięci. Czyż to nie egoistyczne? Sprawianie mu bólu było ostatnią rzeczą na jaką ochotę miała kobieta, ale mimo wszystko każdy jej ruch, nawet jej widok z pewnością wbijał mu w serce tuzin sztyletów. A bardzo chciała... po prostu żyć dalej, zapomnieć o przykrych rzeczach. Kochać, całować, wielbić, spędzać czas...
Propozycja Chrisa sprawiła, że Baśniopisarka podniosła na niego wzrok. Miała wymęczoną twarz ale w jej oczach błysnęła na chwilę ekscytacja.
- Tak tak! Zróbmy to! - poprosiła - Już dawno nigdzie nie byliśmy razem. Nad jeziorem o tej porze musi być pięknie! - dodała oswobadzając się z objęć - Przygotuję nam jakieś kanapki. Na pewno musi tu być gdzieś jakieś pieczywo, znajdzie się też jakaś szynka, może ser. O! Mogłabym zrobić na szybko ciasto, beznadziejnie gotuję ale dobrze piekę... - zaczęła trajkotać podchodząc do mebli kuchennych i grzebiąc w szufladach - Na przykład z czekoladą, zostawiłam dwie tabliczki właśnie na taką okazję. To dobry pomysł! Gdzie ja schowałam formę do ciasta? - rozejrzała się i zaczęła przeszukiwać szafki - Po drodze możemy też kupić jakieś owoce i przysmaki dla psiaków. Na pewno się ucieszą! Widziałam w mieście sklep specjalnie dla zwierząt, mają tam pewnie coś dobrego, moglibyśmy kiedyś się tam wybrać! - gadała ciągiem - No gdzie ta mąka? O, jest, wystarczy. Zrobię też na szybko herbatę, przeleję do termosu żebyśmy się napili jak zrobi się chłodniej. Nad jeziorem czasami bywa chłod… - forma do ciasta którą trzymała w dłoni wyślizgnęła się z jej rąk i upadła na posadzkę, dzwoniąc głośno. Iris spojrzała przerażona na naczynie i na wyciągnięte dłonie, które trzęsły jej się niemiłosiernie. Następnie spojrzała na Chrisa.
- Ja... przepraszam... - powiedziała ze skruchą - Ja zaraz posprzątam... - dodała i pochyliła się by podnieść formę ale zapomniała o świeżo zagojonym brzuchu. Jedynie lekko ugięła plecy kiedy poczuła mocne ukłucie. Chwyciła się blatu i zagryzła usta tak mocno, że nieopatrznie rozcięła dolną wargę.
Iris
Iris

Godność : Iris
Wiek : Wizualnie 25 lat
Rasa : Baśniopisarz
Wzrost / Waga : 175/70
Aktualny ubiór : Biała koszula, brązowy gorset i czarne spodnie. Skórzane, ciemnobrązowe oficerki. Kapelusz z piórem.
Znaki szczególne : Krzywo przycięte, brazowe włosy. Zielone oczy.
Pod ręką : Zwój papieru, pędzel i czarny tusz. Torba z rzeczami.
Broń : Bat.
Stan zdrowia : Głęboka depresja.

Liczba postów : 24
Dołączył : 14/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rim on Sro 22 Maj 2019, 22:31

Siedziała w ogrodzie. Trochę jeszcze pozbyła się chwastów, tak jak poprzedniego dnia pokazał jej pan Marwick, ale nie dali rady wtedy wszystkiego zrobić. Teraz szukała zajęcia. Nie chciała wracać do środka. Wolała unikać konfrontacji z Gospodarzami. Wiedziała, że teraz nie jest tam za bardzo mile widziana. Ale nie mogła tutaj spędzić całego dnia. Miała też inne obowiązki...Poza tym co chwilę kaszlała. Będzie musiała znów sobie zrobić herbaty. Nie miała odwagi by pytać o jakieś leki. Nie chciała wyjść na kogoś, kto marudzi na swój stan, w szczególności, że pani Iris niedawno otarła się o śmierć....
Wpuściła psy przodem i weszła niepewnie do kuchni, w momencie, gdy pani domu upuściła blachę. Już miała do niej podejść, gdy ta się skrzywiła. Szybko podbiegła więc do kobiety - ja...ja to posprzątam...proszę niech pani usiądzie - przysunęła jej krzesło, bo nie wiedziała jak daleko da radę zajść. Szybko podniosła też formę i odstawiła ją na blat.
Spojrzała spanikowana na mężczyznę, który również pewnie ruszył ukochanej z pomocą i odsunęła się. Pani Iris chciała upiec ciasto. Mogła powiedzieć...Rim by to z chęcią zrobiła ale dlaczego poszła do kuchni sama?
Przełknęła ślinę i przemyła ręce. Oboje gospodarzy było teraz w domu....bała się spojrzeć na swojego pracodawcę, bała się cokolwiek powiedzieć. Odsunęła się więc po prostu w cień - czy...czy mogłabym w czymś pomóc? - zapytała tylko cichutko. Unikając ich wzroku. Oczy miała pokornie spuszczone. Była gotowa na bury i inne nieprzyjemności. W końcu na nie zasłużyła. Gdyby jednak ktoś zmusił ją by spojrzała mu w oczy, zobaczyłby...pustkę. Jej oczy były mętne, nic nie wyrażały. Zupełnie jakby dziewczyna była całkowicie pusta.
Rim
Rim

Godność : Rim Huriya
Wiek : 18
Rasa : Upiorna Arystokratka
Wzrost / Waga : 165/45
Aktualny ubiór : Długi sweter, rajstopy, buty oficerki (wiązane)
Znaki szczególne : Białe włosy, lekko spiczaste uszy, fioletowe wąsy na policzkach, fioletowe cętki na przedramionach i łydkach
Pod ręką : Torba z zakupami, troszkę pieniędzy
Bestie : Kapeluterek
Stan zdrowia : przeziębiona

Liczba postów : 73
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Czw 23 Maj 2019, 19:24

Jej entuzjazm był tak szczery, że się uśmiechnął. Ledwie uniósł kąciki ust, ale jednak. Trwało to dosłownie chwilę, bo wiedział co będzie musiał zrobić. Wiedział też, jak bardzo ją tym skrzywdzi, ale nie miał innego wyboru. Tak będzie dla niej lepiej.
Gdy się w niego wtuliła, pogładził ją po plecach. Chciał jej dać wszystko, zmusić sam świat by przed nią klęknął. Prawie się zaśmiał, gdy teraz o tym pomyślał. Dlaczego przez tyle lat, nie nauczył się by tego nie robić? By nie marzyć i nie robić planów? Ile osób musiało jeszcze umrzeć i się dla niego poświęcić, by w końcu wydoroślał z tych szczeniackich nawyków i myśli? Jak wiele tragedii z jego powodu musi jeszcze się wydarzyć, by w końcu wyciągnął z tego wnioski?
Słowotok połączony z tak nagłym i wielkim, wybuchem entuzjazmu przeraził go. Naprawdę.
Patrzenie na to, sprawiało mu ból. Gdy upuściła blachę, chciał do niej podejść ale wtedy wparowała Rim. Ostatkiem sił powstrzymał się przed uderzeniem jej. Brzydził się tego, kim się staje gdy na nią teraz patrzy. Gdy tylko Iris usiadła, kucnął przed nią.
Tak rozpaczliwie starała się pokazać, że jest dobrze i że on nie musi się niczym martwić... Czytał z niej jak z otwartej książki.
- Iris uspokój się proszę. Mamy czas, ze wszystkim zdążymy.- założył jej włosy za ucho, tak by lepiej go widziała. Starał się jej przekazać oczami, że docenia jej starania, ale jednocześnie marszczył czoło.
- Zrobimy to razem i powoli, dobrze?- chwycił jej dłonie i obie pocałował.- Nie musisz się tak starać słońce. Możesz płakać, krzyczeć, śmiać się. Cokolwiek poczujesz, nie musisz się powstrzymywać przez wzgląd na innych... Czy na mnie.- gładził jej dłonie kciukami, było mu ciężko, ale nie mógł myśleć teraz o sobie.
- Możesz się na mnie oprzeć, gdy poczujesz się gorzej. Chcę byś mogła na mnie liczyć... Nawet jeśli chodzi o głupie ciasto.- uśmiechnął się, ale czuł że wyszło to raczej przygnębiająco. Wiedział że ją to zaboli, ale podciągnął jej sweter i pogładził najdelikatniej jak potrafił jej bliznę na brzuchu. W żołądku coś mu się przewróciło.
- Po prostu... Przestań się zmuszać.- jego głos wręcz o to błagał. Pocałował ją w czoło i wstał. Odwrócił się w stronę Rim. Naprawdę wiedział, że to wszystko nie jest jej winą... Ale cholera nie potrafił wyzbyć się tego uczucia. Gdy się do niej odezwał, jego głos brzmiał przerażająco lodowato i sucho.
- Wybieram się z Iris nad Jezioro. Przez ten czas proszę byś zabrała garnitury z mojej szafy, do pralni w mieście. Jest jedna, więc łatwo trafisz. Weź powóz, bo chcę byś kupiła zapas mięsa dla psów, według rozpiski która jest w szafie nad zlewem. Przed tym wszystkim, napisz ogłoszenie o poszukiwaniu ekipy remontowej, która naprawi budynki gospodarcze na terenie Dworku oraz stajnie, będą musieli również położyć nową kostkę brukową na podjeździe. Zapłata będzie adekwatna do wykonanej pracy, napisz że szczegóły będą do omówienia na miejscu. Drugie ogłoszenie ma być o poszukiwaniu stajennego. Gdy remont się skończy, mam zamiar kupić kilka koni. Rozwieś je na kolumnie, na głównym placu w mieście. I kup sobie syrop na kaszel w zielarskim. Nie planuję się przez Ciebie pochorować, a słyszałem rano Twój kaszel. Napiszę list dla gońca i dam Ci pieniądze.- przeczesał włosy palcami, powiedział Iris że zaraz wróci. Poszedł do biura, napisał tam list to tych starych zgredów z rady, zapieczętował go, wziął pieniądze z sejfu i wrócił na dół. Minęło dosłownie kilka minut. Przekazał Rim sakwę z monetami. Było ich tam zdecydowanie więcej niż potrzebowała.
- Zróbmy to jedzenie razem Iris. - podał jej rękę by pomóc jej wstać i czekał aż go poinstruuje.
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : https://imgur.com/6ppHcqv + https://imgur.com/a/wYqC4Pq
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Stan zdrowia : Zdrowy na ciele, obolały na umyśle

Liczba postów : 13
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach