Dziupla Mayarda

Go down

Pisanie autorstwa Wcale nie Charlie on Sob 06 Kwi 2019, 13:59

Dziupla Mayarda to znane tylko wybranym mieszkanie, w którym spotykają się ci, którzy chcą napić się i dobić interesu nie do końca idącego w zgodzie z literą prawa. Miejsce to składa się z trzech sporych pokojów, kuchni i łazienki, a urządzono je zgodnie z duchem Miasteczka: ściany są pokryte ciemnymi materiałowymi tapetami, podłogi zrobiono z czarnego, matowego drewna, wszelkie meble zaś to pokaz kunsztu oraz mrocznej wyobraźni rzeźbiącego, bo często występują na nich motywy czaszek oraz innych kości czy nagrobków. Klimatu dodaje fakt, że większość mieszkania nosi wyraźne ślady użytkowania, a zadrapania, otarcia i przebarwienia tylko dodają mrocznego klimatu. Jeśli chodzi o światło, to w większości poustawiano świece na przypominających talerzyki świecznikach, a gdzieniegdzie poubierano świece w dynie.


_________________________________


Odkąd uciekł od Stwórcy, Charles był. Po prostu był. Był tam, gdzie akurat go chciano albo gdzie nie przeszkadzał na tyle, aby go wyrzucono.
Jak mu szło? Otóż na samym początku swojej wolności zagadywał do przypadkowych przechodniów licząc, że rozumieją one rosyjski – jedyny język, jaki Marionetka obecnie potrafiła. Szczęśliwie spotkał na swojej drodze parę życzliwych osób, które przygarnęły go pod dach, opowiedziały co nieco o funkcjonowaniu świata, nauczyły podstawowych słów czy podarowały książkę do nauki angielskiego. W taki sposób Charles przeżywał dzień za dniem, ciesząc się tym, czego tak pragnął i chłonąc wiedzę jak gąbka, a także gromadząc własne spostrzeżenia i wnioski.

Obecnie, po czterech miesiącach od stworzenia, przebywał w Dyniowym Miasteczku. Jak tu trafił? A bardzo prosto: szedł przed siebie wytrwale, niczym duch snuł się po ulicach, zaglądał wszędzie, gdzie się dało, zwracał na siebie uwagę albo przemykał niepostrzeżony. Zagadywali go obcy ludzie albo sam ich zaczepiał, zdarzyło mu się nawet pomieszkiwać pod dachem tych, którzy potrzebowali towarzystwa czy oferowali wiedzę w zamian za pomoc.
Któregoś razu nawiązał kontakt z mężczyzną, który chciał go zatrudnić do przenoszenia skrzyń ze szklanymi butelkami w najróżniejszych kolorach, rozmiarach i kształtach. Charles zgodził się, a wieczorem po dobrze wykonanej robocie został zaproszony przez pracodawcę na spotkanie towarzyskie do Mayarda. Sobowtór oczywiście nie odrzucił okazji do poznania, co też tam się będzie działo, choć z doświadczenia wiedział, że większość spotkań towarzyskich to po prostu ładniej nazwane wspólne picie alkoholu czy też zażywanie innych substancji. Oczywiście sam korzystał z okazji i próbował wszystkiego, czego tylko mógł, ale nic na niego nie działało. Przywykł do tego, że pozostaje mu na trzeźwo, jedynie przy cygaretce obserwować, jak z każdą godziną atmosfera staje się coraz bardziej gęsta.
Tego wieczora (a może dnia? przez ciemność panującą za oknem Charles stracił poczucie czasu) również tak było. Siedział wygodnie zatopiony w fotelu, palił cygaretkę, trzymał popielniczkę na udzie i słuchał, obserwował, czasami wtrącał się do jakiejś rozmowy lub nawet był do niej zapraszany. Po pewnym czasie podszedł do niego mężczyzna, który zatrudnił go tego dnia, powiedział, że w pokoju obok jest ktoś, kto potrzebuje kogoś sprawdzonego do pomocy. Wspaniale! Oby i to zlecenie skończyło się podobną albo nawet lepszą zapłatą.
Charles zabrał popielniczkę i z dopiero co rozpoczętą cygaretką poszedł do wskazanego pomieszczenia. Wyminął wychodzącą kobietę, która z upiornym uśmieszkiem na ustach mruczała coś do siebie o odpowiedniej dawce, i zaczął się rozglądać. Szczęśliwie w Charlesie na pierwszy czy nawet drugi rzut oka trudno było rozpoznać Marionetkę, dlatego na razie od zebranych nie otrzymał przeznaczonej dla swojego gatunku nieufności – otrzymał nieufność przeznaczoną dla każdego, kto przekroczył próg Dziupli, z czego się cieszył i co pomagało mu zniknąć w tłumie.
To ty chcesz zatrudnić kogoś do pomocy? – spytał podchodząc do mężczyzny, który najbardziej zgadzał się z opisem, który wcześniej dostał.
Wcale nie Charlie
Wcale nie Charlie

Godność : Charles
Wiek : 4 miesiące
Rasa : marionetka, sobowtór
Lubi : zapach whisky, palić papierosy, wanilię, gwiazdy, fotografię, seks, rozmowy i przypatrywanie się
Nie lubi : wszelakich przejawów ograniczania jego wolności, języka rosyjskiego
Wzrost / Waga : 180 cm / 100 kg
Aktualny ubiór : szara marynarka, szare spodnie, zielona kamizelka z kwiatowym wzorem utkanym srebrną nicią, szare pantofle, szary żabot
Znaki szczególne : rosyjski akcent, parę ukrywanych pod ubraniem tatuaży
Pod ręką : popielniczka, cygaretka
Broń : bystrość umysłu! ...ewentualnie nadludzka siła
Zawód : nad światem i ludźmi
Kontrahent : Akihiko go zatrudnia, świetnie, co nie?
Stan zdrowia : zdrrrów jak mechaniczna rrryba

Liczba postów : 21
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Akihiko on Pon 08 Kwi 2019, 19:50

Miejsce jak to miejsce. Interes rozkręcał się czasem lepiej, a czasami trochę gorzej. Pomimo tego było to ulubione miejsce Akihiko do spędzenia wolnego czasu. Zawsze można było ugrać ciekawy interes, urobić licytację lub po prostu się poopierdalać. A ponieważ był dachowcem szczególnie leniwym, uwielbiał nie robić zupełnie nic. Ot, głownie rzeczy na którym sam mógłby skorzystać, nie działał bowiem charytatywnie jak zwykły palant.
Rozsiadł się wygodnie na swoim siedzisku, zamówił małą gorzałkę i omiótłszy spojrzeniem pomieszczenie oparł się na krześle, a nogi wystawił na stół. Dobre dziesięć sekund poprzeciągał się w ośmiu różnych pozycjach zanim wrócił do pozycji wyjściowej. Ubrany był w to samo co zawsze, czyli ubrania. A konkretnej czarna koszula z kapturem, pasujące kolorem spodnie. Do tego trampki, rzucająca się w oczy obroża z dyndającym na niej krzyżem, najpewniej rzecz wyniesiona ze świata ludzi.
W końcu poprawił się na siedzisku i przejrzał pobieżnie świstki papieru.
Spodziewaj się wysokiego gościa. Pomoże ci z twoim zbieractwem.
W tym momencie zmarszczył brwi.
- Bardzo kurwa informująca wiadomość. Teraz na bank będę wiedział który to który.
Wycedził pod nosem. Z drugiej strony to nie w jego interesie leżało szukanie pomagiera. Bardziej na odwrót sprawy się miały. Wzruszył jedynie ramionami i przejrzał pozostałe wiadomości.
Handel odbył się sprawnie. Maluch zaczął coś narzekać, ale odbyło się bez większego rozpierdolu.
400 x alkohol ze świata ludzi
150 x papierosy
35 x noże
12 x dziwny proszek do nosa
4 x granaty

Granaty? Nie przypominał sobie żeby miał na liście granaty. I skąd niby je wzięli? Rąbnęli wojskowym? Uśmiechnął się lekko pod nosem. Zuchwałość lub głupota kierowała tymi ludźmi, ale to nie on im płacił, czy dyktował co mają robić i jak mają żyć. Robił swoją działkę i miał wywalone na rzeczy nie związane z nim osobiście. Grunt że targ się udał. Przeklęci ludzie zawsze chcą więcej i więcej.
Przejrzał inne wiadomości, mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Z ośmiu rzeczy dwie się posypały, a ta trzecia dziwna, bo zupełnie na niekorzyść. No dobra, dało się w dalszym ciągu wyjść na plus, ale spodziewał się czegoś lepszego.
Nie doczytał ostatniej wiadomości, bo podszedł go mężczyzna, wysoki w dodatku. Nim się zastanowił ten wyjawił mu swoje intencje. Czyli o owego pana się rozchodziło. Zbadał go pokrótce od stóp do głów, po czym dopił gorzałkę i zerwał się na równe nogi.
- Dokładnie tak.
Zaczął spokojnie, podchodząc do niego o krok bliżej. Jebaniec był wysoki, ale nie wyglądał na takiego, który szukałby zwady. I dobrze, bo nie potrzebował bezmózgiego osiłka do tego zadania. Zaczął mu się chwilę przyglądać w skupieniu, dosłownie krążył wokół niego, jakby szukając pewnego detalu, zapewne czegoś co mogłoby mu się nie spodobał. Wrażenia można odnieść różne, ale walił to pies.
- I ty mi w tym pomożesz. Zaczynamy od razu, póki dzień nam jeszcze sprzyja.
Zebrał wszystkie potrzebności i niepotrzebności ze stołu, wziął do ręki księgę, wsunął do niej kartki, a następnie poinstruował, by ten ruszył wraz z nim.
- A, i Sowa jestem. Masz mi mówić tak samo jak wszyscy, możesz się słuchać i możesz mieć wyjebane. Od tego będzie zależała twoja nagroda za wspólną pracę. Nic dodać, nic ująć.
Dla pewności zawołał go ręką do siebie, po czym chciał już ruszyć w kierunku wyjścia.
Akihiko
Akihiko

Godność : Akihiko Minoru
Wiek : 25 lat
Rasa : Dachowiec
Lubi : Spokój, samotność, gdy wszystko idzie po jego myśli, dobry posiłek.
Nie lubi : Zbyt pewnych siebie osób, megalomanów, upierdliwego towarzystwa, wody.
Wzrost / Waga : 170cm / 62kg
Aktualny ubiór : Czarna koszula z kapturem, czarne spodnie, trampki, obroża.
Pod ręką : -
Broń : Pistolet HK P2000, nóż SOG Kiku.
Zawód : Paserstwo
Stan cywilny : Kawaler
Stan zdrowia : Znakomity

Liczba postów : 5
Dołączył : 20/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Wcale nie Charlie on Pon 08 Kwi 2019, 21:06

Charles spokojnie stał, patrzył na nieznajomego z góry. Pozwolił się nawet obejść i oglądać, korzystając z niemal bezgranicznych zapasów cierpliwości, choć gdzieś wewnątrz czuł, że mu się to nie podoba, że jest oceniany jak towar na targu.
Harvey – przedstawił się spokojnie i zaczął iść za swoim nowym zleceniodawcą. Kiedy Charles znalazł się w zasięgu wzroku mężczyzny, który go tu przyprowadził, pozdrowił go i pożegnał podnosząc do niego dłoń. No, już. Tyle. Więcej nie potrzebował, mógł ruszać. Wszystko, co mogło mu się przydać w podróży miał przy sobie... albo po prostu wcale tego nie miał, bo w rzeczywistości posiadał niewiele więcej, niż właśnie trzymał w kieszeniach.
Potarł swój piegowaty nos i moment milczał, trzymając się blisko Sowy.
Właściwie co możesz mi dać w ramach zapłaty? Pieniądze? Nocleg?
Wcale nie Charlie
Wcale nie Charlie

Godność : Charles
Wiek : 4 miesiące
Rasa : marionetka, sobowtór
Lubi : zapach whisky, palić papierosy, wanilię, gwiazdy, fotografię, seks, rozmowy i przypatrywanie się
Nie lubi : wszelakich przejawów ograniczania jego wolności, języka rosyjskiego
Wzrost / Waga : 180 cm / 100 kg
Aktualny ubiór : szara marynarka, szare spodnie, zielona kamizelka z kwiatowym wzorem utkanym srebrną nicią, szare pantofle, szary żabot
Znaki szczególne : rosyjski akcent, parę ukrywanych pod ubraniem tatuaży
Pod ręką : popielniczka, cygaretka
Broń : bystrość umysłu! ...ewentualnie nadludzka siła
Zawód : nad światem i ludźmi
Kontrahent : Akihiko go zatrudnia, świetnie, co nie?
Stan zdrowia : zdrrrów jak mechaniczna rrryba

Liczba postów : 21
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Akihiko on Czw 18 Kwi 2019, 09:34

No tak. Najważniejszy szczegół umknął mu z głowy, nikt nie pracuje w końcu na darmo i za darmo. Odwrócił się szybko na pięcie, zatrzymując się w ten sposób tuż przed współpracownikiem.
- Harvey, tak? Co do zapłaty możesz wybrać nagrodę pieniężną lub składniki, a nawet i miksturę, którą mam zamiar uwarzyć. Zadanie do prostych nie należy, acz powinna wynagrodzić wszelki trud. Ta, możemy omówić wszystkie szczegóły, ale to po drodze.
Ruszył w kierunku wyjścia i oczekiwał tego samego od Harveya. Swoją drogą nie mógł jeszcze ustalić jakie pochodzenie ma owa osoba. Jeżeli to kolejny strach to przysięgał, że rozwali mu łeb.
- Idziemy na ten moment na Herbaciane Łąki, później zaś na Malinowy Las i tak dalej i tak dalej. Reszty dowiesz się po drodze, a teraz ruszaj się! Nie ma czasu na opierdalanie się.
Uchylił drzwi, niemalże pośpiesznie opuszczając owo* miejsce. Dużo zbierania, a tak mało czasu. We dwóch przynajmniej zawsze to raźniej i mimo braku zaufania idzie się dogadać z każdym, jeżeli dana czynność jest w jego lub jej interesie.
Akihiko
Akihiko

Godność : Akihiko Minoru
Wiek : 25 lat
Rasa : Dachowiec
Lubi : Spokój, samotność, gdy wszystko idzie po jego myśli, dobry posiłek.
Nie lubi : Zbyt pewnych siebie osób, megalomanów, upierdliwego towarzystwa, wody.
Wzrost / Waga : 170cm / 62kg
Aktualny ubiór : Czarna koszula z kapturem, czarne spodnie, trampki, obroża.
Pod ręką : -
Broń : Pistolet HK P2000, nóż SOG Kiku.
Zawód : Paserstwo
Stan cywilny : Kawaler
Stan zdrowia : Znakomity

Liczba postów : 5
Dołączył : 20/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach