Pokój wypoczynkowy

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Wto 16 Kwi 2019, 07:13

Pokój wypoczynkowy 11rx8hl
Przestronny pokój urządzony tak, by dominowało w nim drewno, znajduje się w głównej części budynku i pełni funkcję miejsca gdzie chorzy i odwiedzający ich goście mogą odpocząć od szpitalnego klimatu i poczuć się jak w domu. Miękkie kanapy, ogień skaczący po drwach, żyrandol z poroży jelenich i zapach drewna stwarzają wrażenie, że jest się w małej górskiej chatce na zasłużonym odpoczynku a nie w samym sercu Kliniki.
W pokoju tym znajduje się jeden z 6 kominków ogrzewających placówkę.
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Pod ręką : mapa i luneta
Liczba postów : 53
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 16 Kwi 2019, 07:33

Marionetki wiedziały co robiły, więc wszystko co obserwował Kayl było bardzo profesjonalne. W końcu jednak poprosił o możliwość zrobienia czegoś sam, żeby się nieco wprawić i nauczyć korzystać z tu obecnych narzędzi. Był wolniejszy od marionetek, przynajmniej teraz, ale zaczynał rozumieć jak powinny działać.
Było to zajmujące. Z upływającego czasu zdał sobie sprawę po kilku godzinach, gdy jedna z marionetek przypomniała mu, że miał się spotkać z córką, mówiąc o niej jako o siostrze Renard. Nie chciał jej poprawiać. Może przyzwyczaiła się do tego nazwiska, nie mówiąc o tym, że pewnie jego użyła do wpisania się tutaj w kartotekę.

Szukanie pokoju wypoczynkowego zajęło mu chwilę, bo zamieszanie na korytarzu odwróciło jego uwagę i niemal się zgubił. W końcu jednak usiadł i poczekał na córkę. Kiedy przyszła, ciężko upadła na kanapę, wyraźnie zmęczona.
- Przynieść Ci wodę?- zapytał uśmiechając się łagodnie. - Czy przytulić i nic nie mówić?- dodał z łagodnym uśmiechem.
Zastanawiał się też jak będzie wyglądał posiłek w tym pomieszczeniu. Czy przyjdzie więcej osób, czy będą mieli chwilę dla siebie. Jak na razie czekał jak do tego podejdzie córka, nic nie mówiąc. Nie był aż tak głodny.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Wto 16 Kwi 2019, 07:44

Pokręciła głową - używanie mocy jest po prostu męczące i muszę coś zjeść - uśmiechnęła się z wdzięcznością - miałam zabieg, który był dość...pracochłonny, ale nie jakiś bardzo trudny - przyznała. Nie było lekarzy to ona się tym zajęła...choć pewnie dostanie burę. Ale nie wyglądało na to, żeby cokolwiek poszło nie tak, więc raczej Bane nie powinien się denerwować na nią. Jednak jeśliby nie usunęli strzały i jej drzazg to pewnie w najlepszym wypadku straciłby rękę, patrząc na to jakim jest ruchliwym młodzieńcem - czekam tylko aż wpadnie tu któryś z rodziców drąc się na niego - zachichotała.
Nie musieli długo czekać na posiłek. Już po chwili Marionetki przyniosły pieczeń z sarny w sosie, z ziemniaczkami purre i surówkami oraz sok do zapicia. Dostali też po kawałku ciasta czekoladowego. Wiedzieli już, że Tulka musi zjeść czekoladę po zabiegach, żeby być w pełni dyspozycyjną - bon apetit - uśmiechnęła się - nikt do nas nie dołączy, pacjenci jedzą u siebie albo w Jadalni, a z personelu....organicznego? - nie wiedziała jak to powiedzieć - jestem tu tylko ja i Dyrektor, którego nie ma - uśmiechnęła się delikatnie i zabrała za jedzenie.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 16 Kwi 2019, 12:24

Kayl siedział z uśmiechem na ustach. Słuchał córki i był dumny z tego jaką jest osobą.
- Lubisz słuchać takich rzeczy? I gdzie zostawiłaś Kropkę i Amber? zostawiasz je u pacjentów?- zapytał spokojnie, starając się zrozumieć to wszystko.

Kiedy dostali jedzenie, był w szoku. Jakość posiłków szpitalnych była bardzo wysoka. Aż ślinka leciała do ust.
-bon appétit ma fille- powiedział i po wysłuchaniu córki zabrał się za jedzenie.
- Czyli musisz być w dobrym kontakcie z panem Dyrektorem- stwierdził i zamyślił się. Dobre posiłki w wygodnym miejscu, obiady sam na sam z wysoko postawionym mężczyzną... Czemu miał wrażenie, że nie powinien w to wnikać? Nie było go w jej życiu aż do teraz. Nie miał prawa jej krytykować, co najwyżej radzić.
- Cieszę się, że dajesz radę. Ja już zdążyłem nieco zobaczyć, teraz potrzebuje tylko uzupełnić wiedzę. Jest tu sporo nowych rzeczy, ale technologia jest dużo starsza. Będę musiał się od nowa przyzwyczaić, ale to nie problem.- powiedział. - Chociaż jak tak dalej pójdzie, może się okazać, że będę zbędny. Mogę nauczyć marionetki kilku nowych przepisów, opisać lepiej to co jest tutaj inne w sposób naukowy, może co najwyżej przyda się moje doświadczenie w reprodukcji leków na większą skalę. No i może sama identyfikacja objawów i poprawianie mieszanki pod alergików.- zaczął wymieniać. Martwił się. W najgorszym przypadku po prostu będzie dodatkowymi rękami do pracy. A czas jaki dadzą mu skrzydła pozwoli dodatkowo na wyrobienie się jako potencjalnego asystenta, lub lekarza pierwszego kontaktu.
To jednak były tylko gdybania. Pewny był tylko tego, że przez najbliższe kilka dni, będzie miał powtórkę z czasów studiowania. I nie przeszkadzało mu to zbytnio. Tak długo jak otacza go dobra obsada, mógł nawet trzeć pastę cebulową.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Wto 16 Kwi 2019, 12:57

Pokręciła głową - nie...ale skoro lekarze są nieobecni i ja przyjęłam pacjenta, to ja będę musiała tego słuchać - westchnęła ciężko i przeczesała spięte włosy.
- Dziewczynki są już u mnie w pokoju. Mam tutaj takie jakby mieszkanko. Klinika zapewnia to pracownikom razem z posiłkami - wyjaśniła - a wzięłam je dla małej pacjentki, która niestety musi spędzić tu troszkę, a jednocześnie jej rodzice nie są w stanie przy niej siedzieć, więc miała chociaż towarzystwo - powiedziała spokojnie, z uśmiechem. Nie było tutaj zakazu wprowadzania zwierząt, więc tym bardziej nie było z tym problemów.
Na słowa ojca na temat jej relacji z Dyrektorem, wzruszyła ramionami - i tak nie jemy razem posiłków, a relacje utrzymujemy tylko na podłożu zawodowym - wyjaśniła, ale widać było, że coś jest w tym jednak nie tak, bo lekko się zasępiła na wspomnienie lekarza.
Słuchała Kayla uważnie, przytakując mu głową. Uśmiechnęła się jednak gdy skończył. Widać było, że się martwił, że nie będzie tutaj potrzebny - martwisz się, że będziesz tylko tutaj na siłę? - zapytała i poruszyła swoim ogonem - potrzebujemy kogoś, kto zna się na ziołach, by pracował w aptece. Mieszkańcy nie zawsze przychodzą do nas, czasem pytają w Aptece, tak samo jak w Świecie Ludzi. Marionetki nie mają twarzy. Pracują dobrze, ale raczej jak roboty, a tu potrzebny jest ktoś, kto umie odpowiedzieć na pytania, wie co jest w lekach i będzie w stanie szybko podać to co jest na recepcie - uśmiechnęła się do niego i upiła trochę soku - dlatego nie martw się. Na pewno Cię Dyrektor przyjmie - a najpierw dostanie zawału, słysząc Twoje nazwisko...zaśmiała się w duchu.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 16 Kwi 2019, 13:17

- Nie chodzi mi o bycie tu na siłę, a raczej fakt, że nadal boję się o to co jeszcze przed nami. Boję się spotkać Jocelyn. Boję się zostawić Ciebie, kiedy w końcu mogę Cię poznać. Gdybyś mnie nie poznała, byłoby pewnie ciężej... Raz, że pewnie bym o Tobie nawet nie pomyślał, dwa, że wszystko co nowe dla mnie, utrudniałoby mi zrobienie czegokolwiek. Pewnie odpuściłbym nawet pracę tutaj... Ale mniejsza z gdybaniem, szczególnie w taki sposób.- powiedział już nieco weselej.
- Idę do biblioteki. Nie poddam się. Dziękuję za rozmowę przy obiedzie.- Powiedział, gdy skończyli już jeść. Chętnie by jeszcze pogadał, ale nie chciał odciągać jej od pracy. W tym momencie była na bardzo odpowiedzialnej pozycji, a przecież mają jeszcze sporo czasu.

W bibliotece najpierw przeszedł się chwilę pomiędzy regałami i sprawdził jak są ułożone książki. Wyszukał kilka których nie znał, kilka które uważał za dobre odniesienie i zaczął czytać.
Pierwsza lektura była wręcz przyjemna, opisana w wyjątkowo lekki sposób. Przejrzał pobieżnie, sprawdził kilka roślin o których usłyszał od marionetek i uczył się dalej. Powoli i do przodu.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Wto 16 Kwi 2019, 18:17

Westchnęła smutno - nie zostawisz mnie. Będziemy się widywać w pracy - uśmiechnęła się do niego. Wiedziała, że nie szukałby jej. Ale z drugiej strony wiedziała też, że jakby mu się nie przyznała, że go zna, to prędzej czy później by tutaj zginął. W końcu jego wiedza nie była nawet podstawowa. To tylko jakieś bzdury wygadywane przez MORIĘ.
- Nie musisz iść... - nie zatrzymywała go jednak, choć miała ochotę jeszcze trochę czasu spędzić. Po policzkach pociekło jej kilka łez, ale była w pracy. Zjadła obiad do końca i wróciła do pracy trochę wcześniej niż pracowała. W końcu była tutaj sama więc musiała się bardziej postarać.

Dalszy ciąg dnia był już spokojny. Miała sporo do załatwiania oraz papierów do uzupełniania. Nie sądziła, że Bane miał aż tyle do roboty. Spisała też raport z zabiegu, który wcześniej przeprowadziła. Miała nadzieję, że weźmie jeden dzień wolnego by spędzić ten czas z Ojcem, zanim zaprowadzi go do Jocelyn...ale póki nie wróci Bane to nie ma co na to liczyć...a pewnie krótko po tym Kayl postanowi w końcu odwiedzić starszą z córek.
Julii było przez cały czas jakoś smutno, gdy o tym myślała. Domyślała się, że siostra postara się jak najbardziej ograniczyć ich kontakt, w szczególności, jak się dowie, że to Julia zgodziła się go zmienić...
Gdy kurant zaczął wybijać swoją melodię, Tulka była już gotowa do drogi. Była zmęczona, ale obiecała Ojcu zakupy więc miała zamiar dotrzymać słowa. Dopiero gdy ten przyszedł, zapytała go czy chce iść pieszo czy konno, bo nie wiedziała jak duże zakupy planuje, w końcu jednak ruszyli w drogę, a rudowłosa poprowadziła go prostu do Hali Wycieczkowej w Mieście Lalek.

ZT x2
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Pon 27 Maj 2019, 21:16

Pod nieobecność Gryfa uporządkował nieco pokój. Nie było wiele sprzątania (żeby nie powiedzieć, że wcale) - Bane przygotował po prostu dwie szklanki i karafkę z bursztynowym trunkiem. Ustawił wszystko na stoliczku i zajął miejsce na jednym w foteli.
Rozejrzał się dookoła. To wszystko należy teraz do niego... ale nadal czuł we wnętrzach zapach Anomandera. Smocza woń, kiedyś tak dobrze mu się kojarzyła a teraz gdy wciągnął więcej powietrza, miał mdłości. Nie mógł pojąć, jak van Vyvern mógł być tak okrutny. Ukrywał swoją prawdziwą twarz pod maską uprzejmego, dobrego doktorka. Przez tyle lat odgrywał swoją rolę. Pacjenci uwielbiali go, uwielbiały go dzieci!
Skrzywił się na samą myśl. Gdyby miał okazję spotkać go po raz kolejny, naplułby mu w twarz. Dlaczego? Bo wciąż czuł więź i nienawidził jej. Nie miałby odwagi by go zabić, za dużo razem przeszli. Ale sama myśl o tym, że Anomander robił dla MORII... Rzygać się chciało.
Kiedy Gregory przekroczył próg, Bane wskazał mu siedzisko. Gryf mógł usiąść gdzie chce, białowłosemu było to obojętne. Od razu sięgnął po naczynia i rozlał po odrobinie trunku. Swoją szklankę chwycił w dłoń a drugą przysunął w stronę Grega.
- Wiesz dlaczego nie dziwi mnie taki obrót wydarzeń? - zagadnął, nawiązując do leków - Bo Jocelyn zawsze była niepokorna. Nie chce dopuścić do siebie myśli, że coś jest nie tak. Że potrzebuje pomocy. - upił łyk - Z pozoru ma silny charakter ale tak naprawdę jest bardzo chwiejna. Najchętniej udowodniłaby światu, że ze wszystkim poradzi sobie sama. - skądś znał tę postawę - Szkoda tylko, że świat nie potrzebuje udowadniania. Ona jest tylko jedną z ogromu istot żywych, zasiedlających tę czy inną krainę. Małym trybikiem, zasilającym machinę. Popsuty trybik nie robi wielkiej różnicy całemu mechanizmowi - działa on dalej. Ale ma ogromne znaczenie dla reszty małych trybików, które go otaczają. Zwłaszcza dla tych, które do niego przylegają. - stwierdził - Niedyspozycja Jocelyn nie ma więc znaczenia dla świata, ale cierpi bezpośrednie otoczenie. Nawet mnie to obchodzi, a co dopiero ciebie. Nic nie da uświadomienie jej, że ignorowanie zaleceń lekarza rani najbliższych. Jej to nie obchodzi, bo zapętliła się. Wpadła w błędne koło. - odstawił szklankę - Nie jestem psychologiem... Ale znam się nieco na ludziach. Sam miewam gorsze dni, nawet gorsze miesiące. Sam mam ochotę udowodnić wszystkim, że jestem silny będąc przy okazji ślepym na cierpienie otoczenia. Ale ja jestem o wiele starszy od Jocelyn, przez lata nauczyłem się minimalizować okazje do "doła". Czasem wychodzi, czasem nie. - wzruszył ramionami - Do czego zmierzam: nie zaczepiaj jej, nie wmuszaj leków. Ja też nie będę tego robił. Ona jest świadoma tego, że dzieje się coś niedobrego. Sama musi podjąć decyzję, czy chce się leczyć czy nie. Tak będzie najlepiej.
Jan nie poszedł za nimi, Bane odesłał go w inną część Kliniki. Nie był potrzebny, ostatecznie przecież Gregory nie był wrogiem.

_________________
Pokój wypoczynkowy 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 159
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Pon 27 Maj 2019, 22:32

Grześ, jak to w swoim zwyczaju, bardziej wtoczył się, niż wszedł. Często świeżo po przemianie w człowieka potrzebował paru chwil aby przyzwyczaić się do nowej formy, co czyniło go dość ciężkim i niezgrabnym, nawet po wielu latach praktyki. Tylko trochę drżącymi palcami dopinał ostatnie guziki na pękatej piersi - miał na sobie typową dla niego, workowatą koszulę w kolorze zębów palacza i luźne, sztruksowe spodnie na szelkach. Żałował, że musiał całkiem dobrego papierosa zostawić w umywalce, ale nie chciał już przeciągać struny. Wydawał się być dziwnie zakłopotany, a z pewnością  bardzo zmartwiony. Raz po raz zerkał na korytarz, już na progu dopytując:
- Kiedy będę mógł się z nią zobaczyć?
Niezależnie od odpowiedzi podszedł do stolika. Nie usiadł od razu, widać było, że nie w głowie mu teraz spokojna relaksacja przy kieliszku - dopiero po chwili pozwolił sobie usadzić kuper na wskazanym mu miejscu, od razu podwijając nogi jak mały chłopiec - nie miał butów, to mógł. Skoro papierosów palić tu nie wypdało, a morf... o tamtym wolałby nawet nie myśleć, z chęcią przyjął zaoferowaną mu whiskey. Wypił całość bardzo szybko, prawie jak wódkę. Potrzebował jakiejkolwiek chemii, która pozwoliłaby mu się uspokoić. Im dłużej znajdował się z dala od niej, tym bardziej nerwowy się robił, nawet mimo wiedzy, że wszystko jest z nią w porządku. Kiedy Bane zaczął mówić, pozwolił nalać sobie kolejną porcję:
- Wiesz, nadal mówisz o tej wcześniejszej Joce. Teraz jest... trochę inna. W sumie, jeśli miałbym być szczery, to tej waleczności zaczyna mi brakować. Często gdy ją spotykam bywa apatyczna, zamyślona. Uśmiecha się głównie dzięki moim staraniom. Przez te ostatnie parę tygodni, znaczy. Chciałbym aby nie chodziła tak... złamana. Nie wiem co się jej stało, ponad to, że straciła skrzydła i musiała odrastać je ponownie. Z tego co wiem, nie ma gorszej tortury. Może z tamtymi skrzydłami straciła część siebie... - mruknął. Kocopoły. Myślenie magiczne. Ale ciężko tu nie myśleć magicznie w czarodziejskiej krainie. Raz po raz mieszał bezmyślnie orzechowy mocz rysia w szklaneczce. Nie był naukowcem. Nie czytał wielu książek. Wolał czytać ludzi - ale rozgryzanie emocji tak skomplikowanych i ciężkich leżało poza jego możliwościami. Z miejsca jednak spiął się znowu, słysząc te beznamiętne oskarżenia:
- Nie robi tego specjalnie. Z pewnością ją to boli. Nienawidzi się za to! - praktycznie od razu zaczął ją bronić. Nie dało się ukryć, jak załamywał się jego głos. Jakby to był jego punkt honoru, rycerzyka broniącego swej białogłowy. Bo kim jest niby Bane, żeby osądzać ją w ten sposób?!
Spokojnie Greg. Znowu świrujesz. Dokończ szklankę, weź kolejną dawk... kolejną rundkę. Wiesz, że Siwy nie chciał jej obrazić. Wysłuchaj do końca, co ma do powiedzenia i nie przerywaj mu. To niegrzeczne. Zły zwierzak.
Ostatnia porada trochę go dobiła. Ma siedzieć z założonymi rękami? Tak się nie da! Zamiast jednak wybuchnąć ponownie, powstrzymał się i spróbował wypracować kolejny kontrargument:
- A co jeśli ona... jeśli ona zrobi sobie... coś? - zapytał się ponuro, parząc Bane'owi prosto w oczy. Nie chciał wymawiać żadnego "złego" słowa, jeszcze by wykrakał - Co jeśli się nie opamięta? Jeśli ta druga osobowość przejmie nad nią kontrolę? Co wtedy? Kaftan, cela i po sprawie? Nie pozwolę na to.
Mlasnął językiem i kaszlnął lekko. Ciekawe ile to coś miało procent? Oby nie za dużo. Nie chciał upijać się w sztok kiedy była tak blisko. To ona była jego motorem napędowym, jeśli chodziło o stawanie się lepszym człowiekiem.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Sro 29 Maj 2019, 23:15

Spojrzał na niego ze spokojem kiedy usłyszał pytanie. No tak, jak mógł zapomnieć o ich wielkiej miłości? Jakaś część jego przegnitego serca zazdrościła Gregoremu tego uczucia. Może dlatego, że Bane nie potrafił kochać tak... szczerze. Zawsze był wyrachowany, czerpał z życia garściami. A obecnie pogubił się i mimo czystych chęci niewiele jeszcze umiał. Czy się nauczy? Czas pokaże.
- Kiedy sama o to poprosi. - powiedział powoli, patrząc mu prosto w oczy. Spokój jaki od niego epatował był prawie nienaturalny. Przed chwilą białowłosy darł mordę i miotał się, zaznaczając kto ma władzę a teraz po prostu siedział grzecznie w pokoju wypoczynkowym, trzymał w dłoni szklanicę i był gotów na rozprawianie nad sensem życia. Albo omawianie filozofii. Którejkolwiek. Może być nawet Nietzsche'go.
- Daj jej odetchnąć, co? - skrzywił się odkładając naczynie z którego najpierw pociągnął sporego łyka. Nie wiadomo było, czy to była reakcja na słowa Grega czy na alkohol.
Wysłuchał co ma do powiedzenia i pokiwał głową. Nie widział Jocelyn już jakiś czas, nie kontrolował jej, nie nachodził w domu... a może powinien? Dziewczyna nie znosiła go ale on czuł się po części odpowiedzialny za jej stan. Drażnił ją swoim zachowaniem, przeciągał strunę i mącił w jej ślicznej główce.
Kiedy ją poznał faktycznie była inna. Charyzmatyczna. Poszedłby za nią na koniec świata gdyby poprosiła. Kto wie, może nawet skończyliby jako kochankowie? Nie była w jego typie ale zawsze skrycie podziwiał kobiety które potrafią zapanować nad podwładnymi. A tym przecież miał być, gdy mieli wyruszać w podróż.
O dziwo rozumiał żal Gryfa. Żaden mężczyzna nie lubi, kiedy jego życie wymyka mu się z rąk. A tak było w tym wypadku. Jakaś pierwotna część, samcza część która krzyczała "ty rządzisz, masz kontrolę!" w tej chwili skamlała, bo z partnerką było niedobrze.
Cyrkowiec uniósł dłoń i przeczesał nią białe włosy. Mógł użyć Różdżki, ale po co? Gregory znał go z widzenia, wrażenia nie zrobią na nim dodatkowe blizny. Życie jest ciężkie, na każdym wyciska jakieś piętno.
- Co sobie zrobi? - zaczepił, patrząc mu cały czas w oczy - Potnie się? Przypali papierosem? - dodał - Może tego właśnie potrzebuje. Masochizm jest pewną formą odreagowania i obcowania ze swoim ciałem. Jeśli tracisz kontrolę nad duchem, szukasz kontaktu z jego powłoką. - wyjaśnił swój tok rozumowania - Zastanów się nad tym dobrze a poznasz odpowiedź, dlaczego niektórzy tak lubią się krzywdzić. - sięgnął po szklankę i upił łyk alkoholu, nie spuszczając z niego oka. Jego spojrzenie stało się tak lodowate, że mógłby zamrozić pół pokoju. Anomander byłby dumny.
Minęła chwila zanim odstawił naczynie. Odgiął się na siedzisku, opierając plecami. Oblizał usta, może nieco wulgarnie ale bardziej przypominało to grymas kocura po sutym posiłku.
- A niektórzy tak lubią seks. - dodał, chociaż nie musiał. Był ciekaw jego reakcji na zaczepkę. Bo chociaż nie powiedział wprost o kogo chodzi, Greg był na tyle inteligentny by dołożyć ostatnie zdanie do kilku osób z "Siwym" na czele.
- Jaka cela. Jaki kaftan... - żachnął się, odrywając na chwilę wzrok od mężczyzny - Naoglądałeś się za dużo filmów. Widzisz gdzieś tutaj szyld z napisem "MORIA"? Nie? To nie przyrównuj naszych metod do metod tych zwyrodnialców. - poprosił, krzywiąc się - Jeśli zajdzie taka potrzeba, faktycznie będę chciał ją uziemić. Będę chciał wmusić w nią leki. Dla jej własnego bezpieczeństwa. - powiedział twardo i na chwilę zapadła cisza.
Bane westchnął i spojrzał gdzieś w bok. Jego wzrok padł na skrzynię, na której zawsze lubił przesiadywać Anomander. Czemu sadzał zad właśnie tam? Bane nigdy nie zapytał. Może z przyzwyczajenia, może po prostu lubił ten mebel. Wygodnicki białowłosy wybierał po prostu coś bardziej... miękkiego.
- Chcesz być dla niej wsparciem? - zapytał nagle - To kiedy tam wejdziesz, usiądź i po prostu przy niej bądź. Nie rzucaj się, nie jęcz jak to tęskniłeś. Posiedź w ciszy, wysłuchaj jeśli będzie chciała mówić. Daj się wypłakać. - powiedział - Nie przejmuj się, jeśli padną ostre, bolesne słowa. Ona wiele w sobie tłumi, musi się tego w końcu pozbyć. A kto, jak nie ukochany, powinien być dla niej wsparciem? - uśmiechnął się kącikiem ust - Nie rób tego błędu co ja.

_________________
Pokój wypoczynkowy 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 159
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Czw 30 Maj 2019, 11:04

Co mógł mu powiedzieć? Kiwał głową jak zwierzątko na desce rozdzielczej tira. Czuć było, że Bane bardzo stara się wyjść na mądrego i oczytanego, a przy okazji... zasugerować jakieś własne życiowe błędy i porażki, do których nigdy nie przyznałby się w prost. Greg rozumiał jego niechęć do otwierania się. Było to dla niego naturalne, dla ich obu. A więc lubisz się krzywdzić, o twoich ekscesach seksualnych wiem od dawna. Czyli co, uwiodłeś Julkę, aby ta mogła cię potem skrzywdzić? Dlatego kręciłeś z Rose, cholerną wiedźmą z królestwa Długiej Rury, która mogłaby wyssać cię jak kartonik soczku? A może, Bogu broń, teraz i mnie podrywasz? Między nim a Banem pojawiło się parę trochę zbyt intymnych akcji, ale to chyba było za mało, aby cokolwiek podejrzewać. Ale przynajmniej mógłby się tak nie oblizywać. Tak tylko trochę. No fuckin' homo.
Oczywiście miał we wszystkim do pewnego stopnia rację - dlatego też był teraz dla niego tak wkurzający. Nikt nie lubi kłócić się z argumentami nie do zbicia. Faktycznie, zachowywał się teraz jak miękka, egzaltowana breja. Dlatego właśnie przez tak wiele lat unikał kontaktów z istotami spoza cyrkowej trupy. Jest dorosły, ba! jest starszy od niej o wiele lat, gdyby nie odmładzające właściwości zaszczepionych mu magicznych kiszek, mógłby być jej ojcem! Nie ma prawa się mazać. Powinien po prostu pokazać jej, że tu jest - cicho i spokojnie. Powinien być wsparciem, zamiast udzielać się w tej całej histerii. Bane chyba faktycznie wiedział co mówił. Ciekawe, czy "tym błędem" była Julia, czy jakaś inna dziewczyna, może nawet i z jego poprzedniego życia.
- Mam nadzieję. - skwitował lakonicznie cały jego wywód, spoglądając w bok. Niezbyt chciał się bawić w tą dziwną grę w "niemruganie", w jaką teraz bawił się Bane. Było czuć, że ktoś tutaj próbuje wejść w nieswoje buty za wszelką cenę. Kiedy te parę lat temu spotkał Bane'a, był on obojętnym, prawie robotycznym typem, który dopiero po czasie wrócił do swoich emocji. Teraz wrócił do tego stanu, ale nie było to to samo, dało się wyczuć, że to swego rodzaju poza.
Przesunął się do przodu, chcąc jakby wynurzyć się z tego całego kitu i spojrzał w końcu w te jego oczy, dwie zielone lampki na dnie czarnych studni:
- Ale naprawdę mógłbyś przestać z tą manierą. To się robi wkurzające. Wiem że potrafisz odciąć się od emocji jeśli zechcesz, ale udawanie Gada idzie ci co najmniej topornie. Czuję się jak na przedstawieniu licealnym i przed plutonem egzekucyjnym na raz. Rozmawiajmy jak eks-ludzie, co? A jeśli bardzo chcesz być trochę straszny, to znajdź sobie jakiś inny sposób, bo to już było. Jak ja chcę być straszny, to mówię o tak - a ostatnie kilka słów brzmiało jak głęboki, dudniący warkot, gdy Grego spojrzał na niego spode łba z uśmiechem, który z neutralnego zmienił się na chwilę w "będę dziś zlizywać twą krew ze swoich pięści". Jego twarz wygładziła się jednak od razu, gdy ten odchylił się w fotelu i zachichotał, lekko machając szklaneczką. A skoro byli w temacie Anomandera, którego tu nie było - a patrząc na reakcję Bane'a na pytanie o niego, nie rozstali się w zgodzie, stwierdził, że doskonałym pomysłem będzie trochę o nim poplotkować:
- Ogólnie jak tak teraz Wyverna ni ma, to ci mogę powiedzieć, że kolo miał chyba świra na punkcie kontroli. Serio. Kto zastępuje pracowników w całym gmachu lalkami, powiedz ty mi? Ktoś, kogo ego domaga się absolutnej kontroli nad wszystkim, wszędzie, zawsze. Tylko ty i Julka jesteście tutaj z krwi i kości, ale zauważ, że oboje jesteście też w pewien sposób złamani, jak każdy Cyrkowiec. Nigdy nie pytałem się o te jej uszka i ogonek ani jej, ani Joce, jednak nie jestem ślepy i umiem dodać dwa do... no... tej drugiej liczby. I zobacz! Nawet teraz, jak ty tu rządzisz, to próbujesz być nim, bo on nadal ma swoje sznureczki w twojej główce. Tak tak! Warunkowanie. Psy pawłowa! Ugh, nienawidzę psów. - jego słowa robiły się coraz boleśniej szczere i zarazem coraz bardziej bełkotliwe. Może jednak powinien przystopować z tą whiskey. Jeszcze się zakropi na amen.
- Jeśli te kundle nie poszły razem z nim, to bym z chęcią przerobił je na parówki... - dodał jako kropkę nad i do całego obgadywania.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Sob 01 Cze 2019, 20:57

Rozmowa z Gregorym robiła się trochę kłopotliwa, bo mężczyzna najwidoczniej bardzo kochał Jocelyn i źle znosił to, że znalazła się w Klinice. Po raz kolejny.
Bane starał się być tolerancyjny dla Gryfa, bo osiłek był pierwszym Cyrkowcem jakiego poznał po Drugiej Stronie. Była między nimi tak zwana sztama, chociaż różnili się charakterami jak ogień i woda. Białowłosy szanował go, chociaż uważał, że facet czasami postępuje zbyt impulsywnie. Cóż, taki już jego urok.
Uniósł lekko brew kiedy blondyn wytknął mu manierę. Naprawdę taką łapał? Nie zauważył. Wydawało mu się, że jest po prostu spokojny. Jak kiedyś, kiedy jeszcze nic złego w jego życiu się nie działo. Kiedy był świadom ile może i był pogodzony sam ze sobą.
Trzymał w swoich łapach całą Klinikę. Nie zagłębiał się jeszcze w te wszystkie administracyjne sprawy, bo wierzył, że Jan jeszcze przez chwilę będzie wszystkiego doglądał. Przyjdzie czas na sprawdzenie wszystkiego dookoła, łącznie z zapasami leków i dostawami. Dotąd Bane nie interesował się skąd Anomander ma medykamenty - zwłaszcza te pochodzenia ludzkiego, jakkolwiek to brzmi.
Greg faktycznie był trochę straszny kiedy tak mówił. Był w nim pierwiastek zwierzęcy, pewnie to jego zasługa. Jak to jest mieć w sobie trochę ze zwierzęcia? Medyk potrafił zmienić postać za pomocą Animicusa ale nie było to stałe. Co innego przez chwilę bawić się w kotka, a co innego nim być.
Parsknął gdy Greg powiedział o warunkowaniu. Miał naprawdę bardzo ciekawą teorię.
- Może coś w tym jest. - stwierdził - Ja jednak dodam, tak od siebie, że zawsze uwielbiałem sprawować kontrolę. Wcześniej miałem własną klinikę i czuwałem nad wszystkim, nawet nad tym jakiego koloru koszule noszą moi pracownicy. - wyjaśnił - Dlatego, że posiadanie władzy jest podstawą dobrego funkcjonowania placówki. Tak to działa. Jeżeli mój pracownik spóźni się do pracy choćby 2 minuty, chcę o tym wiedzieć. Przyjdzie na kacu, chcę o tym wiedzieć. - dodał - Powód jest bardzo prosty: jeśli wiem co się dzieje, jestem w stanie przedstawić kontrolerowi dobry, rzetelny raport w którym zgrabnie ukryję chwilowe niedomaganie jednostek. Bo przecież jako szef nigdy nie jestem bezkarny, zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce mnie sprawdzić. - uśmiechnął się - Zaufałbyś lekarzowi, który zaprasza cię do pokoju w którym panuje bałagan? Usiedziałbyś w sali, gdyby za drzwiami personel zamiast zajmować się pacjentami, opowiadał dowcipy? Nie musisz odpowiadać na te pytania, Greg. Zakończmy wywód tym, że lubię mieć władzę. W każdym aspekcie mojego życia.
Nie dolewał sobie już do szklanki. I tak by się nie upił, ale wypadało zachować pozory.
Ubrany w jasny garnitur siedział wygodnie na kanapie i patrzył na stół, na którym pozostawił naczynie. Gryf nie usiedzi w spokoju długo, w końcu trzeba będzie go wpuścić do Jocelyn. Czy Bane zrobi dobrze, jeśli na to pozwoli? Widział w jakim stanie jest kobieta... Była wrakiem. Potrzebowała spokoju, zrozumienia i akceptacji. Nawet on, Naczelny Cham to wiedział.
Nagle do pokoju weszła jedna z Marionetek bez twarzy. Bez słowa podeszła do Dyrektora i pochyliła się, chcąc przekazać mu coś na ucho. Nie było to tajemnicą, ale nie potrzeba było by obwieszczała wieści wszem i wobec.
Cyrkowiec zmarszczył brwi, ale tylko na chwilę. Odesłał pracownika i podniósł się z siedziska.
- Muszę wracać do pracy. Rozgość się, stary, ale nie roznieś mi połowy budynku, co? W razie czego, szukaj Julii. - powiedział - I nie martw się, psów już nie ma. Do później.
Poprawił marynarkę wygładzając jej poły i ruszył do drzwi. Krok miał sprężysty, wyglądał naprawdę dobrze.
Kogóż tym razem przywiało do Kliniki na wzgórzu?

z/t

_________________
Pokój wypoczynkowy 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 159
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Nie 02 Cze 2019, 12:24

"Wmawiaj sobie" tylko tym mógł skomentować to, co powiedział Bane, ale niespecjalnie chciał się znowu kłócić. Pewnie znów skończyłoby się to jak zwykle - wyliczanką, kto miał gorzej. Te dziwaczne zawody z przebijania swoich wzajemnych przeszłości o kolejne tragiczne elementy, jak na jakiejś licytacji. Spotkali się dwaj lordowie Krawędziowości i każdy musiał udowodnić, że to on miał gorzej.
- Chyba wszyscy dyrektorowie mają podobnie, wiesz? Bo jak tak mówisz, to jakbym miał przed oczami dyrektora Upiornego Cyrku. - zachichotał. O tak. Stara larwa. Nadal zalegał mu parę stówek jego pensji, które nazbierały się przez te lata. Grego miał zapisane i jeszcze kiedyś się o nie upomni.
Marionetki zawsze wydawały mu się lekko niepokojące, ale Marionetki bez twarzy wchodziły na zupełnie nowy poziom. Spiął się lekko, widząc jak takowa weszła właśnie do pomieszczenia. Ta jednak miała jakieś informacje dla Bana. Jakaś prywatna rzecz, skoro takie szeptanie na uszko, konspira na cztery kłódki. Siwy nie był na wakacjach, więc musiał cały czas robić rzeczy. Skinął na to głową, w głębi ducha ciesząc się, że psów nigdzie tu już nie uświadczy. Postanowił wręcz rozsiąść się wygodnie i rozgościć się, jak to przystało na gościa.
...
Więc siedział i siedział. I siedział. Wręcz czuł, jak jego tyłek płaszczy się na miękkiej podusi. Ile czasu minęło? Łypnął na zegarek - wszystkie 10 wskazówek mówiło mu, że około pięciu minut. Tylko pięć minut! Niestety, w Krainie czytać normalnych zegarów się nie dało, bo w każdej chwili z poranka mógł zrobić się wieczór, z południa ciemna noc, a godzina godzinie równa nie była. Te pięć minut równie dobrze mogło trwać godzinę. Westchnął. Wziął szklankę do dłoni. Odłożył ją. Wystarczy ci na teraz. Poklepał szklaneczkę dłonią, jak zwierzątko, które samo chciałoby wskoczyć mu do dłoni. Jakim cudem nie został jeszcze menelem? Parę razy w życiu miał do tego blisko, ale zawsze udawało mu się odbić od dna. Westchnął. Usiadł normalniej. Zamachał nogami - fotel był tak głęboki, że jako malutki mężczyzna mógł sobie na to pozwolić. Po raz kolejny spojrzał na zegar - wskazówka minutowa nie ruszyła się nawet o milimetr. A tam śpi jego królewna. Bez niego... GREG NA LITOŚĆ BOSKĄ. ILE TY MASZ LAT? DAJ JEJ SPAĆ. Ale po prawdzie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Chciał z kimś pogadać, aby nie czuć się samotnie. Kiedy zostawał tak z myślami sam na sam, robił się ździebko nerwowy. Nic dziwnego, że kiedy kilka lat temu samotnie spędzał on większość czasu, do głowy przychodziły mu tak... nieciekawe myśli. Ale był normalny. Nigdy nie oszalał. Nie był szalony.
Założył nogę na nogę. Po czym ustawił je prosto. Zapukał palcami w obicie fotela i skrzywił się, nie słysząc jakiegokolwiek dźwięku. Zaczął coś fałszywie nucić pod nosem, chyba "Hot Stuff", acz nie dało się tego jednoznacznie stwierdzić. Jego głos i tykanie zegara było jedynym dźwiękiem naruszającym ciszę. Zwariować można.
Wstał, prostując swoje plecy - od razu poczuł ból od zadanych mu ranek. Goiły się dobrze, były odkażone, nie było co wołać lekarzy do opatrzenia. Nie chciał od razu iść do Jocelyn, zamierzał po prostu się przejść po placówce. Może mieli tu jakiś sklepik - kupiłby sobie coś do ciamkania w ramach oczekiwania. Nie miał złudzeń, że sprzedadzą mu jakiekolwiek fajki, nie w lecznicy, ale coś w ustach przydałoby się mieć do podgryzania, nawet patyczek lizaka. Już przechodził przez drzwi na korytarz, gdyż nagle jego drogę zastąpiła mu...
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 02 Cze 2019, 12:50

Ruszyła do pokoju Wypoczynkowego trochę zamyślona. Poprosiła też Marionetki, żeby przyniosły jej mrożonej herbaty. Może wymyślała ale było ciepło a chciała choć chwilę się zrelaksować. Poprosiła też żeby ją poinformowano jakby ktoś przyszedł. Skoro Bane jest zajęty to musi sama czuwać nad pacjentami. Do obchodu było jeszcze trochę czasu, a i tak mogły się tym zająć Marionetki, więc nie będzie problemu.
W wejściu o mało nie wpadła na Cyrkowca - Greg...gdzie idziesz? - zapytała, uśmiechając się do niego zmęczenie. Jeśli ją przepuścił to weszła do środka i usiadła na kanapie, tam gdzie zawsze siadali z Bane'em wcześniej.
Spojrzała na Gryfa - Joce powinna jeszcze pospać, ale jak chcesz mogę Ci na razie dotrzymać towarzystwa, o ile nie masz nic przeciwko - uśmiechnęła się do niego i oparła plecami, wzdychając ciężko. Chciało jej się spać, ale wiedziała, że jest teraz w pracy i nie może znów pierwszego dnia dawać plamy...tak jak to było na samym początku.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Wto 04 Cze 2019, 09:49

Lekko odskoczył z przestrachem, który szybko zmienił się w trochę wymuszony, ale raczej nie fałszywy uśmiech.
- Łoj! Julka! A tak... się przejść. Sprawdzić, czy nie ma tu np. jakiegoś sklepiku. Nie wiem. Jakoś nie umiem usiedzieć w jednym miejscu. - uśmiechnął się do niej. Czemu czuł się, jakby na czymś go przyłapano? Nie szedł do Jocelyn, choć nikt mu tego nie zakazywał, tym bardziej nikt nie zakazał mu siedzieć tam na dupie i nic nie robić. Pozwolił jej przejść, cofając się z powrotem do pokoju.
- Nie, nie mam. W sensie... siedzę tutaj i trochę nie miałem z kim gadać, a te lalki nie wydają się być najlepszymi rozmówcami - rzekł niepewnie. Cieszył się, że wreszcie, po całych pięciu minutach ma do kogo gębę otworzyć, jednak nie za bardzo wiedział, z czym mógłby gadać z Julią. Kiedy widział ją jako dziecko, było to prostsze. Można było mówić jej o motylkach, zabawach w błocie, opowiedzieć dowcip o pierdzeniu - dzieciaki to prosta rzecz. Teraz jednak, mimo iż do urzędowej osiemnastki jeszcze trochę jej brakowało, miał przed sobą... no, prawię kobietę. I nie chodziło tu tylko o jej wygląd - to w jej zachowaniu, mimo iż raczej obserwował ją niż jakkolwiek rozmawiał, dało się odczuć tą dojrzałość. I prze-potworne, acz jakże typowe dla wszystkich dorosłych zmęczenie. Podobno w Krainie Luster każdy mógł czuć się jak dziecko... niestety, realia bardzo często okazywały się inne.
- To... co u ciebie? - zagrał bezpiecznie, wracając do swojego miejsca na fotelu. Skoro i tak nie ma już nic do roboty...
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Wto 04 Cze 2019, 12:17

Zamrygala zaskoczona - tutaj nie ma żadnego sklepiki, poza Apteką - powiedziała siadajac na kanapie. Westchnęła z ulga gdy w końcu mogła dać odpocząć mięśnia. Może w końcu się wyluzuje, uspokoi skolatane nerwy. Na razie przynajmniej miała taką nadzieję.
Zaśmiała się krótko - no nie są zbyt rozmowne, w szczególności teraz, gdy jest nowy dyrektor - powiedziała spokojnie, spoglądając na swojego rozmówcę.
Widziała jak ten się stresuje, nie wie co ma powiedzieć. W sumie czy oni kiedykolwiek rozmawiali sam na sam? Chyba nie było takiej okazji.
Wzruszyła ramionami na pytanie - dużo się dzieje. Nowe obowiązki, zmiana stanowiska, zmiana szefostwa w Klinice - spojrzała na kominek - poznanie ojca....no cóż sporo tego - wróciła wzrokiem do Cyrkowca, nie myśląc nawet o tym, że może skojarzyć, że są z Joce siostrami więc to może też być jego teść - a co tam u ciebie? - zapytala grzecznie.
Przyglądala mu się i zmarszczyla brwi. Wstała i przykucla przy nim. Wystawiła swoje dlo ie patrząc na jego własne - pokaż... I powiedz czy to wszystko co ci jest... I nie kłam bo dostaniesz w łeb, a masz za co - spojrzała mu prosto w oczy. Zauważyła ranki i wolała się upewnić że to jedyne czym powinna się zainteresować. Nie żartowała, nie miała na to nastroju. Poza tym miała dość tego dnia już tak bardzo, że chciałaby aby już się po prostu skończył. Nie potrzebowała walki z jakimś pokurczem o to, żeby mu pomóc. Jak nie powie to go po prostu do tego zmusi i nie będzie się przy tym hamować.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Czw 06 Cze 2019, 11:56

Gregory podrapał się po jasnej czuprynie, zastanawiając się, co powiedzieć.
- Nie wiem. W szpitalu w Glassville był taki jeden, pamiętam, byłem parę razy. Zawsze myślałem, że takie sklepiki to standard - mruknął niepewnie, nie wiedząc nawet, co tak właściwie sobie myślał.
- Nie lubią Bane'a? W sumie ciężko im się dziwić. Łatwo się go nie lubi, sam zawsze bronię się przed daniem mu w ryj. - zaśmiał się lekko. Mógł w sumie zapytać się teraz o ich związek, ale nie chciał być wścibski. I tak Banusiowa erebofilia nie była zbyt przyjemnym tematem do rozmowy.
Tylko jedna z wielu informacji, wymienionych przez Julię jednym tchem przykuła jego uwagę, i to do tego stopnia, że musiał jej przerwać w pół-słowa:
- Zaraz zaraz zaraz zaraz... Joce ma ojca? Znaczy wy go macie? Znaczy poznała go? Kiedy? Gdzie? - zapytał, spoglądając na nią oczami wielkimi jak koła młyńskie, lub przynajmniej jak opony Formuły 1. Opętańcy raczej byli w krainie samotnikami, którzy pozostawili swoje rodziny po drugiej stronie Lustra. Fakt, że teraz w krainie mógł przebywać jego potencjalny teść, podbijało odpowiedzialność, jaką brał na siebie w ramach opieki nad nią do jedenastu na dziesięć. Nic dziwnego, że chciał dowiedzieć się o nim jak najwięcej, ale też na spostrzeżenie Julci dotyczące jego "pierścionka zaręczynowego" zareagował tak nerwowo:
- Too nic takiego. Naprawdę. Nie wykrwawiłem się i nie ma zakażenia. Wszystko jest w porządku, umiem o siebie zadbać. - zaburczał defensywnie, zaciskając pogryzione palce w pięść i wciskając się w fotel mocniej i mocniej, póki jego własne skrzydła nie zaczęły wpijać mu się w kark, a ranki na dole pleców nie zabolały go do żywego Co jej powiedzieć? Że Ejty go pokąsał? Farsa. To nawet nie wyglądało jak zęby Niechniurki - każdy rozpozna ślad po ludzkich zębach. Myślał jeszcze, żeby uciec, ale to byłoby już skrajnie niedojrzałe. Nie będzie uciekał przed nastolatką!
- Po prostu Joce miała mały atak z tą drugą osobowością, z którym już sobie poradziłem. Wszystko jest okej! - syknął, nie potrafiąc ukryć odczuwanego bólu. Julia była spostrzegawcza - bardziej niż mu się wydawało. Obserwujący musi pilnować, czy sam też nie jest obserwowanym. Westchnął, widząc, że skrzydlata dziewczyna nie odpuści tak łatwo. Powoli odwinął wsadzoną pod pachę dłoń i pokazał jej ślady zębów, jakie zostawiła na nim Jocelyn. Nie zamierzał jednak pokazywać jej pleców.
- Próbowałem podać jej leki... forsownie. I zostawiła mi taką pamiątkę. To był jedyny sposób by wróciła do zmysłów - mruknął, bardzo cichutko. Ludzkie palce to delikatna rzecz - teoretycznie można przegryźć je równie łatwo, co marchew. Greg samemu nie wiedział, jak głęboko sięgają wszczepione mu szpony i czy to one nie ocaliły go przed zostaniem mańkutem.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Czw 06 Cze 2019, 13:30

Uśmiechnęła się delikatnie - no tutaj nie ma. Może dlatego, że mało kto zostaje tutaj na dłużej, a jak ktoś z gości, albo czekający chce jakąś kawę czy herbatę, to wystarczy poprosić? - przechyliła głowę lekko w bok, nie przestając się uśmiechać.
Po chwili też faktycznie jedna z Marionetek bez twarzy przyniosła jej mrożoną herbatę - chcesz też coś Greg? Albo coś zjeść? - zapytała, nim Marionetka się oddaliła. Zrobiła to dopiero, gdy Cyrkowiec odpowiedział na pytanie.
Pokręciła głową - nie tyle nie lubią, co chyba nie wiedzą jak się zachować...Bane jest inny od pana Anomandera, tak więc jak to zawsze bywa przy zmianie dyrektora, musza wyczuć nowego szefa - wyjaśniła spokojnie. Uśmiechnęła się lekko słysząc, że Gryf chętnie by Bane'owi przyłożył - już mu Joce dziś nos złamała, więc daj mu spokój - powiedziała spokojnie, upijając łyk herbaty i wzdychając z ulgą.
Zamrugała zaskoczona, bo dopiero teraz do niej dotarło to co powiedziała - a czemu by nie miała mieć? Został w Świecie Ludzi owszem, ale to nie znaczy, że go nie ma - powiedziała spokojnie - przyszedł ją odnaleźć do Krainy i spotkałam go w Klinice kilka dni temu. Chce się tu zatrudnić - wyjaśniła - i tak, spotkali się, ale nie poszło to najlepiej. Tak jak myślałam Joce nie jest zadowolona z tego powodu, że Kayl chce tutaj zostać. Obecnie pewnie czeka na rozmowę z Banem na temat pracy - wzruszyła ramionami - cóż...jakbyś umiał wpłynąć na moją siostrę, to nie byłoby pewnie problemu i jakoś bym to zaplanowała, a tak spotkali się w szpitalu - spojrzała groźnie na mężczyznę - pamiętam co napisałeś w liście. O tym, że nie wiesz co je Ejty ale jest gruby oraz o tym, że nie masz pojęcia czy Joce bierze leki i czy w ogóle cokolwiek je - jej źrenice zwęziły się i wyglądały teraz jak lisie - nie odpisałam bo nie chciałam być niemiła a tak by pewnie było. Wiem, że ona Cię kocha dlatego nie odradzam jej Ciebie, sama święta nie jestem. Ale radze Ci się nią zainteresować. Nie mówię, że masz wmuszać w nią wszytko ale choć ukradkiem kontrolować, namawiać lekko, a nie mieć to w dupie - wyjaśniła spokojnie. Była aż nazbyt spokojna jak na tę sytuację. Musiała to z siebie wyrzucić. Na pewno też zmieniła się odkąd Greg z nią miał ostatnio okazję rozmawiać, jednak nie mogła nic na to poradzić. Po prostu miała już wszystkiego dość.
Westchnęła - jakbyś się wykrwawił to by Cię tutaj nie było - powiedziała z rezygnacją, ale widać było, że nie ma zamiaru odpuścić. Z powątpiewaniem tylko spojrzała na niego gdy powiedział, że umie o siebie zadbać. Jaaasne. Srali muszki będzie wiosna.
W końcu dowiedziała się co się stało. Nie kontynuowała tematu. Już powiedziała swoje. Gdy tylko już się przełamał i dał jej dłoń, szybko ją złapała i obejrzała rany. No tak...ludzkie zęby. Niech się cieszy, że nie użyła Animicusa, bo by mógł tej ręki nie mieć.
Przytaknęła głową i zamknęła oczy. Lekko zaczęła używać mocy na całym jego ciele, sprawdzając gdzie coś jest nie tak. W końcu otworzyła oczy i poruszyła skrzydłami, tak, że światło odbiło się od piór - wstawaj, rozbieraj się do samych gaci i gadaj co jeszcze cię boli. Lepiej to załatwmy szybko. Nie lubię jak faceci strugają chojraków, a z durnego przeziębienia umierają, więc lepiej mnie nie wkurzaj, bo dziś już moja cierpliwość leży - jeśli się opierał, użyła swojej mocy, by go do tego zmusić. Gdy już się rozebrał do samych majtek zaczęła wszystko oglądać - skąd masz rany kłute? Tylko nie kłam - ostrzegła, wiedząc, że osiłek nadal jest pod wpływem jej mocy.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 06 Cze 2019, 17:46

Kayl czekał dość długo na dyrektora, jednak bez żadnych skutków. Widać był bardziej zajęty niż się to początkowo wydawało. Próbował zabić czas czytając, robiąc delikatną rozgrzewkę, w końcu nawet chodząc po korytarzu. Ewidentnie wyglądał jak człowiek znudzony.
W końcu klepnął się kilka razy po policzku i zdecydował się udać do pokoju wypoczynkowego. Przynajmniej nie będzie siedział sam. A przynajmniej taką miał nadzieję.
Podchodząc do drzwi usłyszał Julię wydającą dość nietypowe polecenie. Zanim jednak zastanowił się w co się pakuje, nacisnął klamkę.

Widząc Julię i nieznanego mężczyznę, dość potłuczonego i chyba niespokojnego, zatrzymał się na chwilę. Rozejrzał się niepewnie. Na bank pokój wypoczynkowy. Czemu przyjmować pacjentów tutaj?
Potrząsnął głową i się odezwał.
- Chyba przeszkodziłem w czymś w czym nie powinienem... Może przyjdę za kilka minut?- po chwili wahania dodał cicho do siebie- Coś mi się tu nie podoba... - po czym podszedł do stołu by nalać sobie szklankę wody. Jeżeli powinien coś o tym wiedzieć, to spodziewał się wyjaśnień, jeśli nie, wolał nic nie wiedzieć. Myślał, że Julia czuje mięte do obecnego dyrektora, a tu dobiera się do innego faceta... Może jest logiczne wytłumaczenie, jednak nie chciał o tym myśleć, ani przesadnie analizować.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Pią 07 Cze 2019, 22:06

Pić już trochę swoje wypił, ale faktycznie był odrobinę głodny, na co zwrócił uwagę dopiero po tym,  gdy o tym wspomniała:
- Taa, przekąsiłbym coś. Może być nawet surowe - uśmiechnął się figlarnie do Julii, wspominając ich ostatni wspólny posiłek, gdy ku kompletnemu zniesmaczeniu całej reszty ich małej bandy podbierali niechniurkom mięso. Na wieść, że Jocelyn zdążyła jeszcze po przybyciu do szpitala złamać mu nos, tylko głośno parsknął, jednak nie pozwolił sobie roześmiać się w pełni. W końcu Julcia była jego... bliską osobą. Choć to whiskey nadal na niego działało i nie mógł przestać szczerzyć się jak kompletny kretyn na myśl o złamanym nosie Bane'a. Z jego twarzy zmyła mu go dopiero informacja o jego teściu...
Jak i cała połajanka, jaką otrzymał chwilę potem. Kurde, źle napisał ten list, ale to ona robiła z igły widły... a raczej robiłaby, gdyby Jocelyn nie wylądowała znowu w szpitalu. I znowu wypominał mu rzeczy zgodne z prawdą, którym nie potrafiłby wprost zaprzeczyć. Najpierw Bane, a teraz ona. Czy to tak źle, że postanowił jej zaufać w sprawie leków? Efekty sam widzisz, mądralo. Nie potrafił jej spojrzeć w oczy, patrzył to na lewo to na prawo, nadal milcząc. Dopiero przy tekście o wykrwawieniu nie wytrzymał:
-Te! Ty mi już tu nie pyskuj. - burknął, grożąc jej palcem. Za kogo się niby ma? Smarkula ledwo skończyła piętnaście lat i już próbuje nim pomiatać? No i jeszcze każe się mu rozbierać, tak po prostu?
- Phi! Nie ma mowy! - zaczął, chcąc założyć ramiona na piersi, jednak jego palce zdradziecko poczęły rozpinać guziki jego koszuli. Próbował je powstrzymać, ale nie dawał rady. Jego myśli były niewyraźne i rozmyte, nie potrafił się nawet prawdziwie skupić! Jedyne, o czym mógł myśleć, to błyski i refleksy na białych skrzydełkach Julii. To musi być jakaś magia. Wygodna magia, jeśli ma się tak upartego pacjenta, jak Gregory.
Właśnie zdejmował z ramion podkoszulek, kiedy przez drzwi wszedł jakiś koleś, na oko po czterdziestce, dość rzadki widok wśród wiecznie młodych Lustrzan. Na jego widok od razu poczuł, że moc rzuconego zaklęcia osłabiła się, więc od razu zajął ręce za siebie, przy okazji zrzucając trzymane w dłoniach ubrania na podłogę:
- Ugh. Znaczy yyy... w sensie ja tu mam rany. Tutaj ta obecna oto Julia mi je będzie opatrywać znaczy no. Ma takie moce. - wyburczał nieskładnie, patrząc na obcego faceta, którego już chyba nawet widział wcześniej, w pokoju Jocelyn. Wydawał mu się dziwnie znajomy, tak poza tym. Skąd on go znał? Na razie wolał o tym nie myśleć, ciesząc się, że nie zdążył zdjąć spodni kiedy akurat tamten wparadował do pokoju. Na potwierdzenie swoich słów wskazał kciukiem na dół swoich pleców. Co za kretyńska sytuacja! I tu teraz Julia wyszła na predatora seksualnego... albo co gorzej, on wyjdzie. Kretynizm. A na dodatek nie miał pojęcia, czy się teraz ubierać z powrotem czy nie. Czuł, jak płatki uszu i policzki rumienią mu się ze wstydu. Na ogół nagość, tym bardziej częściowa nie stanowiła dla niego żadnego problemu - w końcu stawał się nagi praktycznie po każdej przemianie, a ponadto swojej szerokiej, atletycznej sylwetki zapaśnika nie musiał się specjalnie wstydzić. Ale dwuznaczność sytuacji robiła swoje. W końcu zdecydował się nie ubierać z powrotem. Gdyby zaczął panicznie nakładać ciuchy, sytuacja zrobiłaby się jeszcze bardziej podejrzana. A tak sobie postoi na luzie, spoglądając na gostka z mieszaniną zażenowania i irytacji:
- Słuchaj pan, ja naprawdę wolałbym, aby pan wyszedł stąd w cholerę. Tu się nic ważnego nie dzieje. - mruknął, niezbyt agresywnie, lecz wciąż nagląco.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Pią 07 Cze 2019, 23:29

Poprosiła o dwa obiady i podziękowała Marionetce. Może i były uważane jedynie za przedmioty, ale Julia nie należała do tych osób. Wiedziała, że im też należy się szacunek oraz traktowanie takie jak zwykłe żywe osoby. Pracowały ciężko, praktycznie bez odpoczynku, tak więc tym bardziej powinno się je doceniać.
Widziała, że jej słowa mu się nie spodobały. Zmarszczyła brwi, położyła po sobie uszy, a jej kły się wyraźnie wydłużyły. Patrzyła mu prosto w oczy. Rzucała wyzwanie - bo co mi zrobisz jak nie przestanę pyskować? - zapytała, ignorując jego palec, ale jeśli użył choć trochę rozumu, mógł się domyślić, że w obecnej sytuacji, gdyby ją do tego zmusił to by mógł łatwo sprawdzić czy metalowe elementy ochroniłyby jego palce przed odgryzieniem.
Zmusiła go by zaczął się rozbierać. Mało kiedy używała swojej mocy, tylko przy naprawdę problematycznych pacjentach. Nie lubiła tego jednak nawet wtedy gdy musiała to naprawdę zrobić. Bo skoro ktoś chce się na nią rzucić, to przecież musiała się jakoś bronić, a nie umiała walczyć w żaden sposób. Tak więc hipnoza była najlepszym wyjściem.
Postawiła wysoko uszy i szybko przerwała używania mocy, gdy ktoś wszedł do Wypoczynkowego. Kayl! Jeszcze tego jej brakowało.
Wywróciła oczami, gdy Greg zaczął się tłumaczyć - a myślałam, że jesteś dorosły - spojrzała na niego - chciałam zobaczyć jego rany, a nie ma sensu na taki krótki moment iść do Zabiegowego - wyjaśniła i złapała osiłka za rękę. Obróciła go niezbyt delikatnie i obejrzała plecy. Nie wyglądały źle, więc szybko je zaleczyła i odsunęła się.
Słysząc jednak słowa blondyna, warknęła ostrzegawczo - może was przedstawię - odsunęła się i skazała na osiłka - Kayl, to Gregory, chłopak Jocelyn - powiedziała po czym wskazała na wyższego mężczyznę - Greg, to Kayl D'Voir, ojciec Joce, więc może pomyśl czy na pewno ma iść w cholerę? - uśmiechnęła się dość wrednie do Gryfa, ale tak, by jej Ojciec tego nie zauważył.
Zachowywała się zdecydowanie jak nie ona. Zazwyczaj grzeczna i miła, a dziś coś jednak było chyba na rzeczy, że stała się dość wredna? A cóż...może po protu miała zły dzień?
Długo jednak nie "nacieszyła" się obecnością obu mężczyzn, bo Marionetka przyniosła obiady, ale jednocześnie poinformowała o tym, że przybyli nowi pacjenci i potrzeba interwencji, a Dyrektor nadal jest zajęty gościem. Westchnęła cięż ko i wypiła do końca herbatę - no cóż...przepraszam, ale praca wzywa. Proszę poznajcie się, myślę, że macie o czym rozmawiać. Kayl, zjedz proszę mój obiad, bo nie wiem ile to zajmie, szkoda, żeby się zmarnował - zaproponowała, życzyła mężczyznom smacznego i mając dzieję, że nie stanie się nic złego, wyszła do Poczekalni by sprawdzić kogo tym razem przywiało.

zT
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 08 Cze 2019, 05:03

Tak, to wcale nie jest dziwne pomyślał obserwując reakcje mężczyzny. Wolał mieć jednak pewność, że nic dziwnego się nie dzieje. Przynajmniej wobec jego córki. Widząc reakcję mężczyzny uspokoił się nieco. Jego pajęczy zmysł ojca wyczuwał, że mówił prawdę. Córka też nie wyglądała na zadowoloną z sytuacji.
Zaczął pić wodę. O mało jej nie wypluł, gdy usłyszał, że to ma więcej wspólnego z Jocelyn. Przyjrzał się dokładniej mężczyźnie. Normalnie uznałby go za huligana. Z drugiej strony, to najpewniej lustrzanin. Mógł być od niego sporo starszy.
Odstawił szklankę.
- No dobrze. Tylko zjedz coś po przyjęciu pacjenta. Nie chcę żebyś zemdlała.- dodał patrząc córce prosto w oczy. Ukłonił się grzecznie gościowi, siadając do stołu. - Tak, miło pana poznać... Chociaż nie wiem szczerze mówiąc, czego mam oczekiwać.- powiedział spokojnie. Przynajmniej próbował na spokojnego wyjść. Miał jeszcze sporo nie ułożonych myśli na temat starszej córki.
Czekając na odpowiedź przyjrzał się przyniesionemu jedzeniu i bez komentowania, spróbował. Tradycyjnie, nie było złe, miał tylko kilka uwag co do przypraw, których nie miał zamiaru wypowiadać na głos. Może za dużo czasu spędzał w kuchni, przeszkadzały mu dosłownie drobnostki.
-Powinienem o czymś wiedzieć? A może to Ty chcesz coś wiedzieć? Nie widziałem córki od kilku lat, ale to nie znaczy, że nie będę się o nią martwił. To chyba zrozumiałe.- powiedział w końcu po zjedzeniu odrobiny. Wolał nie wchodzić na tematy niebezpieczne przy pierwszej rozmowie. Ale kto wie. Mógł się sporo nauczyć o własnej córce.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Nie 09 Cze 2019, 16:49

- W ucho cię trzepnę! - zawarczał, dużo niżej i groźniej. Co jak co, ale nawet największy i najsprytniejszy z lisów powinien znać respekt przed królem zwierząt i ptaków w jednej osobie. Zabrał jednak palec i schował go to kieszeni. Nie zamierzał kłócić się z dzieckiem.
Mimo obecności obcego faceta Julia zabrała się do leczenia jego ranek. Choć odczuł krótki, szarpiący ból po chwili wszystko przeszło jak ręką odjął. Przydałaby mu się taka moc, w końcu jego żywot sprowadzał się do szukania guza. Czasem okazja znajdywała go sama. Tak jak teraz.
Niektóre właściwości organizmów żywych potrafią być fascynujące. Tak, jak niesamowicie ogląda się proces tkania pajęczyny przez pająka, czy kameleona zmieniającego swą barwę wobec swego nastroju, tak teraz można było obserwować, jak twarz Gregory'ego przeszła fascynującą odmianę barwy - z buraczanej czerwieni w intensywną, niemalże zielonkawą biel. Na jego twarz wstąpił słaby, nieprzytomny uśmieszek, kiedy odwzajemnił podaną dłoń mocnym (może nawet troszkę za mocnym), męskim uściskiem. Za tą zbudowaną naprędce fasadą jego myśli przeżywały gonitwę. Dlatego ten typo wyglądał tak znajomo. Dlatego był nietypowo stary. Dlatego miał leciutki, acz zauważalny francuski akcent. Japierdolę. JAPIERDOLĘ! Stał teraz, bez koszulki, świeżo zaleczony z ran, przed potencjalnym teściem, o którego istnieniu dowiedział się chwilę wcześniej i o którym wolałby wcale nie myśleć!
- Tak tak, Pana też miło. - odparł najuprzejmiej, jak tylko potrafił, po czym podniósł upuszczony podkoszulek i począł go wkładać z powrotem. Był to jedyny sposób jaki znalazł, aby zdobyć choć sekundę na pozbieranie własnego umysłu, zanim przejdzie do rozmowy z tym... Panem.
- Napije się Pan? - zapytał, wskazując na pozostawioną jeszcze na stoliku karafkę z whiskey. Sam miał za sobą trzy, cztery szklaneczki, ale w takiej sytuacji nie opierałby się przed kolejnymi, licząc, że być może przegadają całą tą sprawę za niego. Czego oczekujesz, gościu? Jestem skromnym magicznym stworkiem z magicznej krainy, który kilka razy zaliczył ci córkę, bo widzi w niej miłość swojego życia. Co miałby jeszcze do tego dodać? Może nie powinien zaczynać z tym całym byciem gryfem. Nawet widząc jego skrzydła i metalowe paznokcie facet nie domyślił się, że jeszcze parę chwil temu wpadł do pokoju Jocyś na czworaka i pokrył całą jej twarz śliną. Nie miał prawa się domyślić - więc mu sam tego nie mów.
- Nie wiem nawet, co pan powinien, kim pan jest. Wolałbym, żeby to wyglądało inaczej. - rzekł, nie wiedząc, czy mówił o spotkaniu, czy o całym jego związku z Jocelyn. Julia naprawdę nie musiała mu mówić. Cholerna mała menda. Mści się za Joce? Za to, że jej nie dopilnował? Że traktował ją w jej nastoletnim mniemaniu źle? A co ona może wiedzieć o związkach?
A co Greg o nich wie?
Od razu po tych słowach przeszedł do pałaszowania posiłku, nawet nie myśląc o tym, co tak właściwie je, i jak smakuje. Po dłuższej chwili milczenia uformował w głowie myśl, która łaziła mu po niej od pierwszej chwili, od której usłyszał o nim i o tym, co tu się działo:
- Równie dobrze może pan być kimś innym. W krainie żyją zmiennokształtni, telepaci, złodzieje wspomnień. Czy ma pan jakiś twardy dowód na bycie ojcem dziewczyn? Proszę wybaczyć, ale w spotkałem już dość zwodniczych istot po tej stronie Lustra, żebym się o to nie pytał.- zapytał z typową dla siebie, ostrożną paranoją. Ale w sumie czym mu się dziwić? Obcy facet włazi mu z buciorami w życie i podaje się za członka rodziny, dawno niewidzianego. Sytuacja wydawała się być skrajnie podejrzana. Któż wie, czy nie był to jakiś naciągacz?
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 09 Cze 2019, 17:53

Pokręcił delikatnie głową kiedy osobnik zaproponował alkohol. Widział w jego oczach, że jest już nieco podpity. Zachowywał się zrozumiale, z nieufnością, ale fakt, że nie okazywał mu szacunku...delikatnie mu przeszkadzał. Ale niech będzie, niech zachowuje się jak gówniarz którym najpewniej jest. Niech popisuje się wiedzą o tej stronie...
Odłożył sztućce po zjedzeniu i usiadł nieco wygodniej.
- Właśnie z tego powodu jestem sobą. Po co miałbym stawać się starzejącym mężczyzną, gdybym mógł kontrolować swój wiek? Po co by mi było wkradanie się do cudzego życia które ma same problemy?... Z tego samego powodu Ty jeszcze nie rzuciłeś mi się do gardła. A raczej z powodu tej samej osoby. Nie obchodzi mnie kim jesteś jako rasa czy odmiana, co robisz z zawodu. Ale obchodzi mnie, że jesteś obecnie bliżej mojej córki. Więc w dupie mam Twoją nieufność, bo uwierz, jest odwzajemniona. Równie dobrze obaj możemy się nigdy nie spotkać, bo moja córka prawdopodobnie będzie wolała ode mnie uciec. Ale chcę mieć pewność, że jest wtedy bezpieczna. Więc schowaj dumę do kieszeni na pięć minut i po prostu spróbuj dać mi powód, żebym dalej siedział tak spokojnie jak teraz. - Powiedział starając się zachować spokój... Irytowała go cała ta sytuacja. Ale może w ten sposób chociaż na chwilę odwróci swoją uwagę od problemów. W najgorszym wypadku poprosi Julię o pomoc z leczeniem.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Nie 09 Cze 2019, 18:54

Greg założył nogę na nogę, spoglądając z roztargnieniem na resztki jedzenia na swoim talerzu. Słuchając Kyle'a, wybrał jeszcze resztki sosu kawałkiem chleba. Szpitalne jedzenie w Klinice zawsze było o kilka gwiazdek wyższe niż gdziekolwiek indziej. Słysząc jego pytania o zmianę wyglądu tylko wzruszył ramionami:
- A nie wiem. Choćby i dla zabawy. Nawet nie wyobraża sobie Pan, jak wiele stworzeń kieruje się tutaj czystą nudą i chęcią rozrywki, choćby i najbardziej zwyrodniałej. - z tymi słowy uśmiechnął się lekko do siebie, mając na myśli Cyrk w Upiornym Miasteczku
Na jego słowa usiadł trochę mniej wygodnie. Przechodzimy do konkretów, co? Przyszedł sobie tutaj do Krainy Luster, hohoho, władza rodzicielska nad moją córunią wcale się nie przedawniła. "Będzie wolała ode mnie uciec" - nic dziwnego, skoro raz już uciekła. Fakt, że znów do ciebie wróciła nawet nie został uznany przez nikogo, po prostu spotkaliście się w jednym budynku. No ale dobrze, panie uprzywilejowany rodzic. Powiem, co powiedzieć i tak zamierzałem." Odchrząknął lekko, wziął wdech i wypiął pękatą pierś jak żołnierz na musztrze, kiedy zwrócił się do niego tymi słowy:
- Mogę panu przysiąc, że jej nie skrzywdziłem i nie skrzywdzę, w żaden sposób. Kocham Jocelyn i nie mogę znieść faktu, że znów w przeciągu miesiąca pojawia się w tym nieszczęsnym miejscu. Nie jestem może idealnym zięciem, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie chcę być Pańskim wrogiem i postaram się, żeby była ze mną szczęśliwa. - powiedział zdecydowanym głosem. Jeśli ten domagałby się jakichkolwiek deklaracji, Grego mu je da. Może faktycznie trochę zbytnio rozluźnił go alkohol, ale mimo faktu iż już trzecia osoba pod rząd była dla niego nadzwyczaj wredna, nie pozwolił sobie jeszcze wybuchnąć.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach