Pokój wypoczynkowy

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Wto 16 Kwi 2019, 07:13

First topic message reminder :

Pokój wypoczynkowy - Page 2 11rx8hl
Przestronny pokój urządzony tak, by dominowało w nim drewno, znajduje się w głównej części budynku i pełni funkcję miejsca gdzie chorzy i odwiedzający ich goście mogą odpocząć od szpitalnego klimatu i poczuć się jak w domu. Miękkie kanapy, ogień skaczący po drwach, żyrandol z poroży jelenich i zapach drewna stwarzają wrażenie, że jest się w małej górskiej chatce na zasłużonym odpoczynku a nie w samym sercu Kliniki.
W pokoju tym znajduje się jeden z 6 kominków ogrzewających placówkę.
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 54
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Kayl on Nie 09 Cze 2019, 19:21

Obserwując zachowanie mężczyzny poczynił kilka wniosków, które zanotował sobie w pamięci. Nie polubi go i nie ma zamiaru. Ale przynajmniej stara się zachowywać normalnie. Ostatnio wszystko było tak trudne do ogarnięcia. Może w końcu czas się ogarnąć?
- Eh... nie istotne. Nie ma sensu o tym rozmawiać.- Burknął cicho i wstał. Podszedł do ściany i oparł się o nią. - Więc... nie mamy o czym rozmawiać.- powiedział wzdychając. Przymknął oczy i zachowując czujność zaczął wszystko analizować.
Kraina luster była piękna, to na pewno, jednak nie nazwałby jej miejscem, które było zdatne do spokojnego życia. Chwila oddechu taka jak ta może się już nie zdarzyć. Zamierzał się nią cieszyć niezależnie co sobie myśli ten... Może lepiej nie wiedzieć. Greg? Tyle wystarczy.
Co teraz myślał. Plany były raczej mgliste. Nie wiedział gdzie zacząć. Wolał też o to nie pytać, a już szczególnie tego typa. Wystarczyło, że był w pomieszczeniu, by czuł się nie komfortowo. Przyda się znaleźć dyrektora... z nim też nie za bardzo chciał rozmawiać.Powinien, ale miał złe przeczucia.
Minęło dobre 10 minut. Jeśli Greg się nie odezwał poprosił marionetkę o herbatę i siedział cicho.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 88
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Sro 12 Cze 2019, 13:52

Kiedy Kyle od niego odszedł, Greg poczuł się lekko bezsilny. No tu podchodzi, próbuje grzecznie, kulturalnie i dostaje figę prosto w nos. Prawdziwie znieważony. Te całe "relacje międzyludzkie" były dla niego trochę zbyt skomplikowane, ale no cóż. Nie był zwierzęciem z lasu. Musiał próbować dalej:
- No ale dlaczego? Zawsze można o czymś porozmawiać. Nie wiem... co się dzieje na świecie? Długo nie było mnie w Glassville. - mruknął. Tak, owszem, to było trochę desperackie pytanie. Równie dobrze mógłby zacząć pytać się o pogodę, ale Francuzowi na wyspach raczej ta tradycja była całkowicie obojętna. Poczuł, że takie rozmówki o niczym nie na wiele się zdadzą. Nie był do nich przystosowany. Równie dobrze mógł zaadresować wszelkie swoje wątpliwości:
- Joce nigdy nie wspominała mi o rodzinie. - mruknął, patrząc zza szyby na park - Znaczy nie licząc Julii. Ale jakoś tak nie była z Julią blisko. Nie tak blisko, jak by chciała. Ja też za bardzo nie mam biologicznej rodziny. Samotne statki, te sprawy. Ja też chciałbym zapytać się, czy coś powinienem wiedzieć.
"Samotne wraki, chciałeś powiedzieć" zachichotał sam z siebie. Chwilami Greg zastanawiał się, czy ciągłe uszczypliwe uwagi, jakie sam sobie funduje w zaciszu swego umysłu nie są same objawem jakiejś choroby. Od razu się jednak uspokajał. No chyba by wiedział, czy jest szalony, czy nie.
Podszedł do stolika. Podniósł szklankę. Odstawił szklankę. Jezu Miłosierny, niech ktoś da mu jakąkolwiek chemię, nie zniesie tego na trzeźwo!
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Aktualny ubiór : ciuchy
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Stan zdrowia : Rana w udzie, głębokie rany na palcach lewej dłoni, kilkadziesiąt ran kłutych w dolnej części pleców

Liczba postów : 32
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sro 12 Cze 2019, 17:14

Słysząc pytanie Kyle prychnął.
- Glassvile... nadal stoi. Moria nadal nie wymordowała lustrzan mieszkających na uboczu, chyba sami mieli jakieś problemy. Nie wnikałem w to, wolę nie robić sobie wrogów. A świat... Zależy co Cię interesuje. Elektroniczne postępy są, wojna nie wybuchła, a cyrkowców można już we Francji znaleźć. Może i dalej. Ciekawego za dużo nie było, nie wyglądasz mi też na kogoś kto chce słuchać o polityce- skrzywił się przy ostatnich słowach.
Poza w jakiej stał zrobiła się nieco bardziej luźna. tak długo aż z ust mężczyzny nie padło imię córki. Spodziewał się, że wolała o nim zapomnieć, ale nadal było mu przykro. Może lepiej, że ukrywała to wszystko. Wspomnienia bywają bolesne i sam się o tym przekonał.
- Domyślam się. Nie wiem jaka jest teraz, bo nie wiem jak i co ją zmieniło... Podobno nie chce tu być. Tylko te skrzydła ją ograniczają... Julia chce spróbować zrobić dla niej lek, ale to jeszcze długa droga z którą postaram się pomóc.- Powiedział cicho, starając się wyjść na spokojniejszego niż był. - Co stanie się dalej, nie wiem. Cała ta wycieczka do krainy luster, szukanie różnych dróg nie dało nic, aż do niedawna... Teraz tylko czekać, czy czas jej pomoże, czy wręcz na odwrót. - Powiedział smutno. Mam nadzieję,,, Przynajmniej tyle.
Nie patrzył co robi lustrzanin, skupił się na powtrzymywaniu łez.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 88
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Czw 13 Cze 2019, 10:11

- Spokojnie. Mówiąc "dawno" miałem na myśli dwa, trzy miesiące. - rzekł, a lekki uśmiech wrócił na jego twarz - Nie należę do typów, którzy komórki dźgają patykiem, a spotkałem tutaj paru takich, co byliby w stanie. A wojny też się nie spodziewam, choć... tam we Francji była jakaś partia postulująca Franxit z Unii. Jak się tam nazywali? Nie pamiętam zbytnio. Politykę ignoruję, póki osobiście nie zacznie dobierać mi się do zadka, a wolałbym, żeby Cyrkowcy czuli się bezpieczni i ukryci gdziekolwiek są.
Zaskoczyło go, jak dobrze poinformowany jest ojciec Jocelyn. Zazwyczaj ludzie przebywający w krainie byli kompletnie oszołomieni i ledwo przyswajali informacje, czasem reagując histerycznie na całkiem normalne gadające kwiaty. A tutaj proszę - wie co to MORIA, wie co to Cyrkowiec. Odrobiona lekcja, nie trzeba za bardzo go traktować jak histeryka... Może bardziej jak kogoś z chroniczną depresją. Jeśli wyjdzie, że jej tato działać będzie na Joce depresyjnie, to może lepiej będzie poczekać z odbudowywaniem więzi rodzinnych.
- Oczywiście że nie chce tu być. Nikt nie lubi być w szpitalu. - odpowiedział, zerkając na leżącą na ziemi koszulę. W sumie to i tak mógłby ubrać się do końca, zasłaniając jakoś to białe kłamstwo. - Tu chodzi o lek na skrzydła, czy o jej... no... psychikę? - zapytał się ździebko ostrożnie, wciągając ubranie na pękaty korpus. Skrzywił się lekko, słysząc jak panu D'voir załamuje się głos. No żal mu go było, ale poznał go przed chwilą i nie sądził, że miałby nerwy pocieszać zapłakanego teścia, jeśli do jakiejś histerii faktycznie by doszło. Póki próbował utrzymać spokój, należało go docenić, ale przydałoby się też pomyśleć o jak najgrzeczniejszej drodze ewakuacji w razie silniejszych emocji. Dość powiedzieć, że mógł trafić gorzej - niektórzy ojcowie, broniąc cnót swych córek biegali z siekierami za zalotnikami...
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Aktualny ubiór : ciuchy
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Stan zdrowia : Rana w udzie, głębokie rany na palcach lewej dłoni, kilkadziesiąt ran kłutych w dolnej części pleców

Liczba postów : 32
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 13 Cze 2019, 11:36

- Jestem w krainie od tygodnia, ciężko stwierdzić kto tu przechodzi a kto siedzi tu na stałe.- dopowiedział. - Franxit był chyba żartem, bo nic takiego miejsca nie miało. Informacja jak się pojawiła tak zniknęła dość szybko. A co dźgania komórki patykiem, nie zabrałem elektroniki, przecież nikt tu nie korzysta z elektryczności mając magię do dyspozycji... Muszę przyznać, że sam bym się chętnie czegoś nauczył... Ale mniejsza o to.- Zapędził się chwilę nieco odzyskując humor. - Nie wszyscy cyrkowcy dobrze się ukrywają. Moria zaopatruje się w leki z firmy w której pracowałem, widziałem dwu albo trzykrotnie jak zabierają dzieci z ulicy...- dodał z lekkim smutkiem, pomijając, co to poprzedzało.
-Gdyby chodziło mi tylko o szpital, to bym poprosił Julię byśmy zajęli się nią u niej w domu. Chodzi mi o krainę luster. Już się dowiedziałem jak bardzo chciałaby opuścić krainę luster. Więc tak, chodzi o skrzydła. Jestem można powiedzieć królikiem doświadczalnym, badanie zmian jakie zachodzą przed, w trakcie i po zakończonej przemianie w przeklętego. Dlatego boję się, że Joce nie będzie chciała mnie widzieć. Mi też wyrastają skrzydła powoli.- Dodał nieco spokojniej. Chyba uda mu się znaleźć nić porozumienia. Chociaż nadal jest to dość niebezpieczne. Miał jednak nadzieję, że kimkolwiek jest Greg, uspokoi się na tyle by nie zacząć walki tak jak jest pomiędzy nim a dyrektorem kliniki. Pozostało mieć nadzieję.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 88
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Czw 13 Cze 2019, 22:46

Na pierwsze jego słowa Greg tylko wzruszył ramionami i pokiwał głową. No racja, nie znał go, nie miał prawa wiedzieć. Co do tego żartu, to po prostu widywał go sporo w internecie, gdy zdarzyło mu się przeglądać go w kafejce. Oczywiście, nie miał żadnych kont na jakichkolwiek portalach. Żeby ten pustooki Jaszczurberg mógł go namierzyć? Niech się wypcha sianem i pomaluje na zielono! Nawet kamerki wolał przezornie zaklejać plasterkiem, strzeżonego Pan Bóg strzeże. Na słowa o elektronice uśmiechnął się z lekkim politowaniem. On, stary wyjadacz, znał realia:
- I tak nic by to nie dało. Każda elektronika bardziej skomplikowana niż latarka zaczyna się psuć sama z siebie i to dość szybko. Moria opracowywała jakieśtam zabezpieczenia, ale z tego, co mi wiadomo, zużywają się na tyle szybko, że muszą ciągle je wymieniać. - rzucił niesprawdzoną informacją, zasłyszaną gdzieś w tawernie. - A co do czarów... Tutaj to nie Hogwart. Ciężko nauczyć się czegoś, czego nie potrafi się naturalnie.
I wtedy Kyle popełnił dość ważny, jak się wkrótce okaże, błąd. Wspomniał o dzieciach. Gregory od razu przeszedł z uprzejmości we wściekłość w przeciągu sekund, tak jak wcześniej ze złości przeszedł w zakłopotanie i strach. Facet widocznie miał skłonności do huśtawki nastrojów.
- SKURwesyny. - warknął, spoglądając w przestrzeń i waląc pięścią w parapet okna. Kyle D'voir nie robił się młodszy z wiekiem, więc równie dobrze jego oczy mogły go zawodzić, jednak przez krótką chwilę Greg zdał się mu trochę większy, trochę bardziej włochaty, a z jego ust poszło coś na kształt obłoczka dymu lub pary. - Zawsze tak robią. Starzy. Chorzy. Sieroty. Więźniowie. Samotni desperaci. Nikt, za kim ktokolwiek by płakał. Każą... podpisywać papiery, zgody, aby wszystko było w majestacie prawa. Kretyni nie wiedzą, że sprzedają im właśnie ciała i dusze. - wypluwając z siebie przesycone wrzącym jadem słowa spojrzał mu prosto w oczy -Czemu Pan nie zareagował? Nie... nie zadzwonił na policję? Oni nie są ponad prawem! Nie mają prawa być!
Kyle nastąpił właśnie Gregory'emu na odcisk. Jakiekolwiek tłumaczenie - troska o posadę czy bezpieczeństwo - wydałoby się w takiej sytuacji niewystarczające. Sama myśl, że te potwory, ludzkie, amoralne potwory były w stanie zrobić dzieciom to, co robili jemu, napełniała go czystym szałem. A ten mężczyzna widział to. I z jakiegoś chorego powodu stwierdził, że nie zareaguje. Jak on mógł?! Miał dwie córki, do jasnej cholery! Owszem, wtedy mógł nie wiedzieć, że te biedne dzieci będą przerabiane w laboratoriach na żywe mielone, mało kto myśli o tym w ten akurat sposób. Dla większości ziemskiej populacji Moria jest tylko kolejną korporacją, jakich wiele. ALE JAK PO DZIECKO PRZYJEŻDŻA CZARNY CZY JAKIKOLWIEK TAM INNY VAN, TO CHYBA COŚ POWINNO BYĆ PODEJRZANE!
Ledwo przysłuchiwał się jego słowom. Zarazić się specjalnie Klątwą? Durnota. Facet musiał być kompletnym kretynem! I ktoś taki miałby mu łazić po chacie?! Zaraz mu wyg... stul pysk, Greg. Nie zabronisz mu widywać się z córką, z powodu obojętności na cierpienie innych. Sam odcinałeś się od empatii, zazwyczaj z kiepskim wynikiem. A teraz empatia wymagana była od niego na każdym kroku.
Greg dyszał jak miech, miotając się z lewa na prawo. Musisz się zastanowić. Bądź cywilizowany! Nie atakuj własnego teścia!!
- Teraz... to naprawdę nie wiem. Muszę odetchnąć. Zastanowimy się z Joce razem. Skoro chce wrócić do świata ludzi, to pomogę jej w tym. - powiedział wymijająco, biorąc w końcu szklaneczkę, finalny raz i nalewając sobie ładną porcję whiskey. Musiał się jakoś uspokoić. Ścisnął szklankę mocno, naprawdę mocno, aż na brzegach pojawiło się pajęczyna drobnych pęknięć. Nie panował nad własną siłą. Szybko wlał w siebie bursztynowy płyn i odstawił szklankę z powrotem.
- Zdaje sobie Pan sprawę z tego, że raz urwane, odrastające skrzydła bolą? Że to tortura? Nie pozbędzie się ich Pan łatwo - rzekł, już spokojniej, spoglądając na niego ponuro, odkrztuszając alkoholowy opar. Czy byłaby to dobra kara za jego brak pomocy? Raczej nie. Ale życie nie było sprawiedliwe. Jak to szło? "(...)że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem"
Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Aktualny ubiór : ciuchy
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Stan zdrowia : Rana w udzie, głębokie rany na palcach lewej dłoni, kilkadziesiąt ran kłutych w dolnej części pleców

Liczba postów : 32
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Pią 14 Cze 2019, 05:24

-Nie pytałem, bo i nie potrzebowałem. Chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby dziecko trafiając tu przypadkiem spanikowałoby, że nie może zagrać w swoją ulubioną grę.- dodał, wspominając różnicę pomiędzy Moe a dziećmi widzianymi we Francji.
-Po tamtej stronie nie ma za bardzo jak sprawdzić. Chętnie się przekonam.- Odparł na wspomnienie Hogwartu. Nie przejął się zbytnio sceptyzmem.
Reakcja Grega na wspomnienie o dzieciach była niespodziewana, jednak Kayl próbował udawać, że wszystko jest w porządku. Widać było, że miał na pieńku z Morią. I dobrze, sam był zdenerwowany.
-To dłuższa historia. Van opieki społecznej zabierającej dziecko nie jest w żaden sposób podejrzany. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że to zwykła maskarada. Trochę za późno by zareagować na coś co było 2 lata temu. Nie tylko ja widziałem ten samochód, gdyby był nieoznaczony chyba trudniej by było nie zareagować.- Odpowiedział.- Zacząłem sprawdzać Morię kilka miesięcy temu, kiedy mieli przedłużać z nami umowę. Firma którą mają na powierzchni nie wymaga takich zapasów leków, sam to sprawdziłem i sporo ryzykując znalazłem również dzieci które widziałem jak z różnymi wyrazami twarzy były zabierane w to miejsce. Teraz mam prawo się bać... Wyjście stamtąd nie obyło się bez trupów. Nie widziałem żadnych kamer, ale nie zdziwię się, jeśli mają jakieś nagranie. A wtedy mogę dostać kulkę bez ostrzeżenia.- Zwrócił uwagę, nie mówiąc całej prawdy. Tylko tyle musiał wiedzieć. Czasem wspólny wróg jest lepszy.
- Urwany palec też będzie bolał, a raczej nie odrośnie. Zasklepianie też by nie było najprzyjemniejsze. To dwie nowe kończyny.- powiedział spokojnie. Julia mogła na nich latać, a to już oznacza więcej niż tylko wyrostek pasożyta jak w przypadku kleszcza. - No i... Nie chcę się ich pozbyć. Zamierzam tu zostać, a to oznacza, że prędzej czy później będę miał wypadek, a wtedy nie kontrolowałbym tego w żaden sposób. Tak przynajmniej wiem, że rosną.- powiedział, nie zauważając, że z przejęcia całą sytuacją włosy zmieniły mu się na lisio rudy kolor. Było też ich zdecydowanie więcej.
[Pierwsze objawienie mocy Lisi Oborot, nie kontrolowane, związane z emocjami]
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 88
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Sob 15 Cze 2019, 22:57

Greg pokiwał głową, jak na starego metryką dziada przystało. Kayl mógłby się zdziwić, iż mężczyzna wyglądający i zachowujący się jak przystało na 25-latka, jest dwukrotnie starszy i przez to de facto jest starszy nawet od niego.
-Tia. Dzisiejsza dzieciarnia, wlepiona w te swoje smartfony i VRy. Za moich czasów mieliśmy Transformersy i graliśmy w rugby. To była porządna zabawa! - powiedział z uznaniem dla Starych, Dobrych Czasów TM. Nie miał pojęcia, w co bawiły się dzieci z Francji. Granie w kule, to znał z odległej pamięcią lektury Mikołajka. Łapanie żab? Co jeszcze można robić we Francji? Nie chciało mu się pytać, nie był w nastroju na wspominanie dzieciństwa - a nawet gdyby był, to mieszało mu się ono z dzieciństwem lwiątka, którym też w pewien sposób był, oraz olbrzymimi, pustymi dziurami, kiedy to pranie mózgu w laboratorium robiło swoje.
- Nie istnieje coś takiego jak "za późno". Pewne rzeczy się nie przedawniają. Skoro to miało miejsce dwa lata temu, to nie ma powodów aby przypuszczać, że nie trwało to do teraz! - wypomniał mu, nadal nie dając się przekonać.
Trochę zdziwił się, słysząc o trupach. Facet wyglądał ekstremalnie niepozornie, nie było w nim nic z typowego zabijaki abstrahując już nawet od filmów akcji z Keanu Reevesem czy Liamem Neesonem. W pewien sposób zyskał tymi słowami ociupinkę Grzesiowego, ulicznego szacunku. Nawet mimo ogólnej nerwowości, jaką słychać było gdy mówił o tych sprawach, zdobył się aby zabić. To go trochę ratowało w oczach Cyrkowca...
- Tylko proszę się pilnować. Większość ludzi Lustro jest w stanie doprowadzić do obłędu prędzej czy później. Te kolory, dźwięki, zapachy. Zostając tu ciężko będzie Panu od nich odpocząć. - czy chciał go odstraszyć tym od pozostania tu? Być może. Ale wedle słów Kyle'a proces już się zaczął. Jeśli nie będzie chciał zostać tutaj, to MORIA rozłoży go na części pierwsze jak stare auto, jeśli ten spróbuje się stamtąd wymknąć. W pewien sposób było to też wyrażenie pewnej troski.... i refleksja nad stanem Jocelyn.
- Hmm... jakby Pan chciał, to znam dobrego krawca, przeszywa on dziury do koszul na guziki. - rzekł już milej, stając do mężczyzny tyłem i ruszając swoimi skrzydłami tak, aby wiedział, o co mu chodzi. Nie widział przez to właściwej przemiany, jaka zaszła na jego głowie. Zauważył ją, odwracając się i od razu zmarszczył brwi. Wzrok go nie mylił, mimo tylu lat nadal nie potrzebował okularów. Co tu się działo? Jeśli to był znak, że miał rację i cały ten czas rozmawiał z jakimś Zmiennokształtnym, byłby na siebie bardzo zły, że nie zaufał swojemu instynktowi. (Gdyby zaś wiedział tyle, ile wierny czytelnik forum, mógłby zaśmiać się teraz Bane'owi zatrudniającemu nowego lekarza głośno w twarz). Nie zwrócił nijak bezpośredniej uwagi na przemianę. Z nagle i nietypowo podejrzliwym spojrzeniem wrócił na fotel, czekając na rozwój wydarzeń.
- Co do Jocelyn... może opowie mi Pan o niej w dzieciństwie? Jaka była? - zapytał, brzmiąc z jakiegoś powodu chłodniej, jakby Kyle właśnie znalazł się na przesłuchaniu. Teraz Greg próbował wyszukać w głowie wszystko, co dowiedział się o swej lubej i czy to, co powie Kyle, doda mu się do zebranych informacji.
Porysowana szklanka znowu w dłoni, jednak teraz nie nalał sobie nic.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Aktualny ubiór : ciuchy
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Stan zdrowia : Rana w udzie, głębokie rany na palcach lewej dłoni, kilkadziesiąt ran kłutych w dolnej części pleców

Liczba postów : 32
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 16 Cze 2019, 00:05

- Jestem zły na siebie, że nie zatrzymałem tego wcześniej. Nie powiedziałem, że nic z tym nie zrobiłem. Nie wiem tylko czy to cokolwiek dało, w końcu jestem tutaj.- Odparł na wybuch złości Grega. Nie mieli już informatora we Francji, więc na pewno jest im trudniej...
-Nie boję się obłędu. Chyba powoli w niego wpadam, skoro robię się taki melancholijny. Ten klimat działa na mnie dość dziwnie, albo cieszę się wszystkim, albo mam stany depresyjne.- Przyznał szczerze. Nie było powodu do kłamstw, nie w tym przypadku. - Ale powoli się przyzwyczajam. Muszę się tylko odciąć od części wspomnień.
Uśmiechnął się lekko na wspomnienie o krawcu z pokazówką skrzydeł. [Gdyby usłyszał to wcześniej, pewnie by się nie zmienił] To mogłoby się przydać. Mógł też zrobić to sam, ale jeszcze nie wiedział jaki rozmiar będą miały.
Może nie zwróciłby uwagi na przyglądanie się ze strony Grega, gdyby nie fakt, że jego ton zaraz po tym się zmienił. Coś musiało być nie tak. I to z nim. Nie widział co miał na głowie, ale pewnie by się przestraszył.
Postanowił sam przyjąć postawę obronną i przygotować się na cokolwiek mogło nastąpić (uszy przybierają lisi kształt).
- Jocelyn była dość ambitną uczennicą, ale raczej mało towarzyską... I podejrzewam, że to przeze mnie i jej mamę. Dbaliśmy o nią najlepiej jak mogliśmy, a przynajmniej, o to czego potrzebowała. Raczej rzadko bywałem w domu przez pracę, więc nie wiem czy ostatnie lata realnie cieszyła się kiedy robiliśmy coś razem, czy po prostu starała się udawać dla mnie... Po jej reakcji na mój widok nie wiem czy jest po prostu spanikowana, czy realnie mnie po prostu nie trawi. To chyba pan będziesz wiedzieć to lepiej ode mnie. Pamiętam, że częściej mówiła o bibliotekarzu w szkole niż o znajomych z klasy, Przez ostatnie dni... Było dość ciężko. Chyba w końcu kogoś poznała, bo zaczęła wychodzić popołudniami. W tym samym czasie u jej mamy lekarze stwierdzili, że ma zbyt głęboką depresję na normalne życie. Ale to nie o nią teraz chodzi. Wiem tylko, że oddaliła się od nas, a przynajmniej ode mnie, a w końcu uciekła w środku nocy. Goniłem za nią, ale spóźniłem się.- Ponownie wyjął chustkę z odłamkami lustra. - To znalazłem w jaskini w której zniknęła... Dopiero niedawno domyśliłem się, że to musiało być lustro... Zastanawiam się co je zbiło. Jej przejście?- Zapytał nie oczekując odpowiedzi. W czasie całej tej przemowy na przemian odzyskiwał swój normalny ludzki wygląd, lub wyrastały mu lisie atrybuty. Na koniec całego tego monologu poza rudymi włosami nie było widoczne nic innego. W momencie wspominania Sophie był bliski zmienienia całej głowy w lisią. Szybko jednak się ogarnął, nie zdając sobie z tego sprawy, przez zamknięte oczy. Jego serce biło nieco szybciej niż powinno normalnie, przez emocje których doświadczał. Nie był zwykle typem który panikuje, ale ten klimat i wspomnienia, bolało go to dość mocno.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 88
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Pon 17 Cze 2019, 23:29

Greg również nie dostrzegł od razu tego, co działo się z Kylem. Skupił się dużo bardziej na jego ciele, czy przypadkiem nie wykonuje podejrzanych ruchów, oraz słowach - i wszystko mniej-więcej się zgadzało. No, może zgadzało się z jego perspektywy, ale mimo wszystko to było bardziej przekonujące niż z jej perspektywy. Nie wiedział o tajemniczym kapeluszniku, ani o histeryczno-depresyjnych zjazdach swojej żony, bo nie miał prawa wiedzieć. Ale jeśli chodziło o rozbity portal... To była rzecz, która wydała mu się dziwna, wręcz niemożliwa i rzuciła cień na jego słowa. Jocelyn nigdy o tym nie wspominała. A nawet gdyby, to...
- Lustra nie da się tak po prostu zbić. To jak spróbować zbić powietrze lub wodę. Ktoś musiał użyć jakiegoś specjalnego sposobu, aby je popsuć. - powiedział na głos to, co zawsze uważał za prawdę. Przechodził przez Lustro dość razy, aby czuć się z tym pewnie. Może od boku? Faktycznie, rama Lustra, choć cieńsza od włosa, była mimo wszystko wyczuwalna. Jego rozważania zostały jednak przerwane dość nagle, gdy mężczyzna spróbował spojrzeć teściowi znowu w twarz.
Oczy Grega zrobiły się kwadratowe, widząc, co właśnie wyprawiało się z uszami Kyle'a. Chciał już wrzasnąć "Ty jesteś jebanym Dachowcem! Co zrobiłeś z prawdziwym D'voirem!"  ale jego twarz zmieniała się dalej i mocniej, a Greg coraz mniej ogarniał, co tu się działo. Zaraz! Przecież Julia miała taką zdolność, zamiany w lisa. Czy to się jakoś dostosowywało genetycznie? Umysłowo? Duchowo? Co robić?! Atakować?! Uciekać?! Wołać pomoc?! W jakim kierunku mogło to pójść?! Żeby tylko nie skończył z przerośniętym lisem-ludojadem w jednym pokoju, ponieważ zabić go po prostu by mu nie wypadało. Już chwilę wcześniej zdążył wstać, ale teraz ułożył dłonie w geście, który miał wydać się uspokajający:
- Proszę tu zostać i nie panikować, ale, ale... wracając do tego Hogwartu, to chyba właśnie się włączył. Sugeruję naprawdę napić się tej whiskey i w razie możliwości nie patrzeć w lustro... przynajmniej nie teraz. Ja sam przechodziłem to w trochę innych warunkach. Ja może... ja może pójdę po kogoś, kto będzie kompetentny aby się panem zająć. - i ruszył prosto na korytarz. Dom wariatów, dom wariatów! Czemu akurat spotykało to Grega, ze wszystkich możliwych osób? Do kogo biegł? Do Jocelyn? Ona śpi. Do Bane'a? Nie znał się na magii. Tak naprawdę wszyscy tutejsi lekarze składali się z Cyrkowców i Opętańców - istot stworzonych z ludzi, dla których magia Lustra nie byłaby w pełni zrozumiała. Musiał poszukać jakiejś marionetki, która byłaby mu w stanie pomóc! Ale tylko dwie lalki tutaj miały twarze zdolne mu cokolwiek przekazać! Greg był w kropce.
z/t
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Aktualny ubiór : ciuchy
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Stan zdrowia : Rana w udzie, głębokie rany na palcach lewej dłoni, kilkadziesiąt ran kłutych w dolnej części pleców

Liczba postów : 32
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 18 Cze 2019, 22:23

Zmiany Kayla były dla niego nie zauważalne. Przynajmniej przez większość czasu. Nie zależnie od kształtu twarzy, zachowywał nieświadomy wyraz, a jego słowa nie zdradzały zdenerwowania. Po prostu mówił.
Komentarz o lustrze go zdziwił. Nie widział nikogo. Więc co się stało? Zawsze się zastanawiał co tam miało miejsce, ale nadal nikt nie był w stanie odpowiedzieć. Może nie powinien tego roztrząsać.
Reakcja Grega nie umknęła uwadze Kayla który przerwał na chwilę swój wywód.
Nie patrzeć w lustro? Poczekać? To mu się nie podobało. Robiono sobie z niego żarty. I jeszcze polecił mu się napić...
No nic, znowu był sam, jego głowa wróciła do normalności. Usiadł spokojnie w fotelu i napił się łyka wody z wcześniej przygotowanej szklanki. I tak nie mógł nic zrobić w tym momencie. Chyba, że sprawdzić lustro, ale w odbiciu szklanki wyglądał normalnie.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 88
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir Yesterday at 22:03

Greg wracając do pokoju nie wiedział czego się spodziewać. Chwilę przed drzwiami zastanowił się, czy nie użyć swojego węchu drapieżnika i wyczuć, czy zapach w pokoju się zmienił, ale zrezygnował z tego. Łażenie po Klinice z ptasim dziobem tylko napytałoby mu kłopotów. Westchnął i zajrzał przez drzwi do środka. Kyle siedzial w fotelu - wyglądał całkowicie normalnie. Chyba nawet nie zauważył jego przybycia. Dobrze.
Przez głowę przeszła mu nagła myśl. On i tak tu na niego czekał, mógł poczekać sobie jeszcze, a Gregowi przy nim było tak potwornie niezręcznie. A tak zajrzałby do Jocelyn, samemu, nie chcąc aby ktokolwiek mu przeszkadzał. Nie zamierzał jej budzić, przecież miał te resztki instynktu samozachowawczego i empatii. Po prostu po tych trzech dniach potrzebował pobyć przy niej. Na spokojnie.
Licząc, że Kyle nie zauważył jego obecności, wycofał się na korytarz. Spokojnym krokiem ruszył do pokoju Jocelyn.

z/t
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Aktualny ubiór : ciuchy
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Stan zdrowia : Rana w udzie, głębokie rany na palcach lewej dłoni, kilkadziesiąt ran kłutych w dolnej części pleców

Liczba postów : 32
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach