Pokój wypoczynkowy

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Wto 16 Kwi 2019, 07:13

First topic message reminder :

Pokój wypoczynkowy - Page 2 11rx8hl
Przestronny pokój urządzony tak, by dominowało w nim drewno, znajduje się w głównej części budynku i pełni funkcję miejsca gdzie chorzy i odwiedzający ich goście mogą odpocząć od szpitalnego klimatu i poczuć się jak w domu. Miękkie kanapy, ogień skaczący po drwach, żyrandol z poroży jelenich i zapach drewna stwarzają wrażenie, że jest się w małej górskiej chatce na zasłużonym odpoczynku a nie w samym sercu Kliniki.
W pokoju tym znajduje się jeden z 6 kominków ogrzewających placówkę.
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Pod ręką : mapa i luneta
Liczba postów : 53
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Kayl on Nie 09 Cze 2019, 19:21

Obserwując zachowanie mężczyzny poczynił kilka wniosków, które zanotował sobie w pamięci. Nie polubi go i nie ma zamiaru. Ale przynajmniej stara się zachowywać normalnie. Ostatnio wszystko było tak trudne do ogarnięcia. Może w końcu czas się ogarnąć?
- Eh... nie istotne. Nie ma sensu o tym rozmawiać.- Burknął cicho i wstał. Podszedł do ściany i oparł się o nią. - Więc... nie mamy o czym rozmawiać.- powiedział wzdychając. Przymknął oczy i zachowując czujność zaczął wszystko analizować.
Kraina luster była piękna, to na pewno, jednak nie nazwałby jej miejscem, które było zdatne do spokojnego życia. Chwila oddechu taka jak ta może się już nie zdarzyć. Zamierzał się nią cieszyć niezależnie co sobie myśli ten... Może lepiej nie wiedzieć. Greg? Tyle wystarczy.
Co teraz myślał. Plany były raczej mgliste. Nie wiedział gdzie zacząć. Wolał też o to nie pytać, a już szczególnie tego typa. Wystarczyło, że był w pomieszczeniu, by czuł się nie komfortowo. Przyda się znaleźć dyrektora... z nim też nie za bardzo chciał rozmawiać.Powinien, ale miał złe przeczucia.
Minęło dobre 10 minut. Jeśli Greg się nie odezwał poprosił marionetkę o herbatę i siedział cicho.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Sro 12 Cze 2019, 13:52

Kiedy Kyle od niego odszedł, Greg poczuł się lekko bezsilny. No tu podchodzi, próbuje grzecznie, kulturalnie i dostaje figę prosto w nos. Prawdziwie znieważony. Te całe "relacje międzyludzkie" były dla niego trochę zbyt skomplikowane, ale no cóż. Nie był zwierzęciem z lasu. Musiał próbować dalej:
- No ale dlaczego? Zawsze można o czymś porozmawiać. Nie wiem... co się dzieje na świecie? Długo nie było mnie w Glassville. - mruknął. Tak, owszem, to było trochę desperackie pytanie. Równie dobrze mógłby zacząć pytać się o pogodę, ale Francuzowi na wyspach raczej ta tradycja była całkowicie obojętna. Poczuł, że takie rozmówki o niczym nie na wiele się zdadzą. Nie był do nich przystosowany. Równie dobrze mógł zaadresować wszelkie swoje wątpliwości:
- Joce nigdy nie wspominała mi o rodzinie. - mruknął, patrząc zza szyby na park - Znaczy nie licząc Julii. Ale jakoś tak nie była z Julią blisko. Nie tak blisko, jak by chciała. Ja też za bardzo nie mam biologicznej rodziny. Samotne statki, te sprawy. Ja też chciałbym zapytać się, czy coś powinienem wiedzieć.
"Samotne wraki, chciałeś powiedzieć" zachichotał sam z siebie. Chwilami Greg zastanawiał się, czy ciągłe uszczypliwe uwagi, jakie sam sobie funduje w zaciszu swego umysłu nie są same objawem jakiejś choroby. Od razu się jednak uspokajał. No chyba by wiedział, czy jest szalony, czy nie.
Podszedł do stolika. Podniósł szklankę. Odstawił szklankę. Jezu Miłosierny, niech ktoś da mu jakąkolwiek chemię, nie zniesie tego na trzeźwo!
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sro 12 Cze 2019, 17:14

Słysząc pytanie Kyle prychnął.
- Glassvile... nadal stoi. Moria nadal nie wymordowała lustrzan mieszkających na uboczu, chyba sami mieli jakieś problemy. Nie wnikałem w to, wolę nie robić sobie wrogów. A świat... Zależy co Cię interesuje. Elektroniczne postępy są, wojna nie wybuchła, a cyrkowców można już we Francji znaleźć. Może i dalej. Ciekawego za dużo nie było, nie wyglądasz mi też na kogoś kto chce słuchać o polityce- skrzywił się przy ostatnich słowach.
Poza w jakiej stał zrobiła się nieco bardziej luźna. tak długo aż z ust mężczyzny nie padło imię córki. Spodziewał się, że wolała o nim zapomnieć, ale nadal było mu przykro. Może lepiej, że ukrywała to wszystko. Wspomnienia bywają bolesne i sam się o tym przekonał.
- Domyślam się. Nie wiem jaka jest teraz, bo nie wiem jak i co ją zmieniło... Podobno nie chce tu być. Tylko te skrzydła ją ograniczają... Julia chce spróbować zrobić dla niej lek, ale to jeszcze długa droga z którą postaram się pomóc.- Powiedział cicho, starając się wyjść na spokojniejszego niż był. - Co stanie się dalej, nie wiem. Cała ta wycieczka do krainy luster, szukanie różnych dróg nie dało nic, aż do niedawna... Teraz tylko czekać, czy czas jej pomoże, czy wręcz na odwrót. - Powiedział smutno. Mam nadzieję,,, Przynajmniej tyle.
Nie patrzył co robi lustrzanin, skupił się na powtrzymywaniu łez.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Czw 13 Cze 2019, 10:11

- Spokojnie. Mówiąc "dawno" miałem na myśli dwa, trzy miesiące. - rzekł, a lekki uśmiech wrócił na jego twarz - Nie należę do typów, którzy komórki dźgają patykiem, a spotkałem tutaj paru takich, co byliby w stanie. A wojny też się nie spodziewam, choć... tam we Francji była jakaś partia postulująca Franxit z Unii. Jak się tam nazywali? Nie pamiętam zbytnio. Politykę ignoruję, póki osobiście nie zacznie dobierać mi się do zadka, a wolałbym, żeby Cyrkowcy czuli się bezpieczni i ukryci gdziekolwiek są.
Zaskoczyło go, jak dobrze poinformowany jest ojciec Jocelyn. Zazwyczaj ludzie przebywający w krainie byli kompletnie oszołomieni i ledwo przyswajali informacje, czasem reagując histerycznie na całkiem normalne gadające kwiaty. A tutaj proszę - wie co to MORIA, wie co to Cyrkowiec. Odrobiona lekcja, nie trzeba za bardzo go traktować jak histeryka... Może bardziej jak kogoś z chroniczną depresją. Jeśli wyjdzie, że jej tato działać będzie na Joce depresyjnie, to może lepiej będzie poczekać z odbudowywaniem więzi rodzinnych.
- Oczywiście że nie chce tu być. Nikt nie lubi być w szpitalu. - odpowiedział, zerkając na leżącą na ziemi koszulę. W sumie to i tak mógłby ubrać się do końca, zasłaniając jakoś to białe kłamstwo. - Tu chodzi o lek na skrzydła, czy o jej... no... psychikę? - zapytał się ździebko ostrożnie, wciągając ubranie na pękaty korpus. Skrzywił się lekko, słysząc jak panu D'voir załamuje się głos. No żal mu go było, ale poznał go przed chwilą i nie sądził, że miałby nerwy pocieszać zapłakanego teścia, jeśli do jakiejś histerii faktycznie by doszło. Póki próbował utrzymać spokój, należało go docenić, ale przydałoby się też pomyśleć o jak najgrzeczniejszej drodze ewakuacji w razie silniejszych emocji. Dość powiedzieć, że mógł trafić gorzej - niektórzy ojcowie, broniąc cnót swych córek biegali z siekierami za zalotnikami...
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 13 Cze 2019, 11:36

- Jestem w krainie od tygodnia, ciężko stwierdzić kto tu przechodzi a kto siedzi tu na stałe.- dopowiedział. - Franxit był chyba żartem, bo nic takiego miejsca nie miało. Informacja jak się pojawiła tak zniknęła dość szybko. A co dźgania komórki patykiem, nie zabrałem elektroniki, przecież nikt tu nie korzysta z elektryczności mając magię do dyspozycji... Muszę przyznać, że sam bym się chętnie czegoś nauczył... Ale mniejsza o to.- Zapędził się chwilę nieco odzyskując humor. - Nie wszyscy cyrkowcy dobrze się ukrywają. Moria zaopatruje się w leki z firmy w której pracowałem, widziałem dwu albo trzykrotnie jak zabierają dzieci z ulicy...- dodał z lekkim smutkiem, pomijając, co to poprzedzało.
-Gdyby chodziło mi tylko o szpital, to bym poprosił Julię byśmy zajęli się nią u niej w domu. Chodzi mi o krainę luster. Już się dowiedziałem jak bardzo chciałaby opuścić krainę luster. Więc tak, chodzi o skrzydła. Jestem można powiedzieć królikiem doświadczalnym, badanie zmian jakie zachodzą przed, w trakcie i po zakończonej przemianie w przeklętego. Dlatego boję się, że Joce nie będzie chciała mnie widzieć. Mi też wyrastają skrzydła powoli.- Dodał nieco spokojniej. Chyba uda mu się znaleźć nić porozumienia. Chociaż nadal jest to dość niebezpieczne. Miał jednak nadzieję, że kimkolwiek jest Greg, uspokoi się na tyle by nie zacząć walki tak jak jest pomiędzy nim a dyrektorem kliniki. Pozostało mieć nadzieję.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Czw 13 Cze 2019, 22:46

Na pierwsze jego słowa Greg tylko wzruszył ramionami i pokiwał głową. No racja, nie znał go, nie miał prawa wiedzieć. Co do tego żartu, to po prostu widywał go sporo w internecie, gdy zdarzyło mu się przeglądać go w kafejce. Oczywiście, nie miał żadnych kont na jakichkolwiek portalach. Żeby ten pustooki Jaszczurberg mógł go namierzyć? Niech się wypcha sianem i pomaluje na zielono! Nawet kamerki wolał przezornie zaklejać plasterkiem, strzeżonego Pan Bóg strzeże. Na słowa o elektronice uśmiechnął się z lekkim politowaniem. On, stary wyjadacz, znał realia:
- I tak nic by to nie dało. Każda elektronika bardziej skomplikowana niż latarka zaczyna się psuć sama z siebie i to dość szybko. Moria opracowywała jakieśtam zabezpieczenia, ale z tego, co mi wiadomo, zużywają się na tyle szybko, że muszą ciągle je wymieniać. - rzucił niesprawdzoną informacją, zasłyszaną gdzieś w tawernie. - A co do czarów... Tutaj to nie Hogwart. Ciężko nauczyć się czegoś, czego nie potrafi się naturalnie.
I wtedy Kyle popełnił dość ważny, jak się wkrótce okaże, błąd. Wspomniał o dzieciach. Gregory od razu przeszedł z uprzejmości we wściekłość w przeciągu sekund, tak jak wcześniej ze złości przeszedł w zakłopotanie i strach. Facet widocznie miał skłonności do huśtawki nastrojów.
- SKURwesyny. - warknął, spoglądając w przestrzeń i waląc pięścią w parapet okna. Kyle D'voir nie robił się młodszy z wiekiem, więc równie dobrze jego oczy mogły go zawodzić, jednak przez krótką chwilę Greg zdał się mu trochę większy, trochę bardziej włochaty, a z jego ust poszło coś na kształt obłoczka dymu lub pary. - Zawsze tak robią. Starzy. Chorzy. Sieroty. Więźniowie. Samotni desperaci. Nikt, za kim ktokolwiek by płakał. Każą... podpisywać papiery, zgody, aby wszystko było w majestacie prawa. Kretyni nie wiedzą, że sprzedają im właśnie ciała i dusze. - wypluwając z siebie przesycone wrzącym jadem słowa spojrzał mu prosto w oczy -Czemu Pan nie zareagował? Nie... nie zadzwonił na policję? Oni nie są ponad prawem! Nie mają prawa być!
Kyle nastąpił właśnie Gregory'emu na odcisk. Jakiekolwiek tłumaczenie - troska o posadę czy bezpieczeństwo - wydałoby się w takiej sytuacji niewystarczające. Sama myśl, że te potwory, ludzkie, amoralne potwory były w stanie zrobić dzieciom to, co robili jemu, napełniała go czystym szałem. A ten mężczyzna widział to. I z jakiegoś chorego powodu stwierdził, że nie zareaguje. Jak on mógł?! Miał dwie córki, do jasnej cholery! Owszem, wtedy mógł nie wiedzieć, że te biedne dzieci będą przerabiane w laboratoriach na żywe mielone, mało kto myśli o tym w ten akurat sposób. Dla większości ziemskiej populacji Moria jest tylko kolejną korporacją, jakich wiele. ALE JAK PO DZIECKO PRZYJEŻDŻA CZARNY CZY JAKIKOLWIEK TAM INNY VAN, TO CHYBA COŚ POWINNO BYĆ PODEJRZANE!
Ledwo przysłuchiwał się jego słowom. Zarazić się specjalnie Klątwą? Durnota. Facet musiał być kompletnym kretynem! I ktoś taki miałby mu łazić po chacie?! Zaraz mu wyg... stul pysk, Greg. Nie zabronisz mu widywać się z córką, z powodu obojętności na cierpienie innych. Sam odcinałeś się od empatii, zazwyczaj z kiepskim wynikiem. A teraz empatia wymagana była od niego na każdym kroku.
Greg dyszał jak miech, miotając się z lewa na prawo. Musisz się zastanowić. Bądź cywilizowany! Nie atakuj własnego teścia!!
- Teraz... to naprawdę nie wiem. Muszę odetchnąć. Zastanowimy się z Joce razem. Skoro chce wrócić do świata ludzi, to pomogę jej w tym. - powiedział wymijająco, biorąc w końcu szklaneczkę, finalny raz i nalewając sobie ładną porcję whiskey. Musiał się jakoś uspokoić. Ścisnął szklankę mocno, naprawdę mocno, aż na brzegach pojawiło się pajęczyna drobnych pęknięć. Nie panował nad własną siłą. Szybko wlał w siebie bursztynowy płyn i odstawił szklankę z powrotem.
- Zdaje sobie Pan sprawę z tego, że raz urwane, odrastające skrzydła bolą? Że to tortura? Nie pozbędzie się ich Pan łatwo - rzekł, już spokojniej, spoglądając na niego ponuro, odkrztuszając alkoholowy opar. Czy byłaby to dobra kara za jego brak pomocy? Raczej nie. Ale życie nie było sprawiedliwe. Jak to szło? "(...)że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem"
Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Pią 14 Cze 2019, 05:24

-Nie pytałem, bo i nie potrzebowałem. Chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby dziecko trafiając tu przypadkiem spanikowałoby, że nie może zagrać w swoją ulubioną grę.- dodał, wspominając różnicę pomiędzy Moe a dziećmi widzianymi we Francji.
-Po tamtej stronie nie ma za bardzo jak sprawdzić. Chętnie się przekonam.- Odparł na wspomnienie Hogwartu. Nie przejął się zbytnio sceptyzmem.
Reakcja Grega na wspomnienie o dzieciach była niespodziewana, jednak Kayl próbował udawać, że wszystko jest w porządku. Widać było, że miał na pieńku z Morią. I dobrze, sam był zdenerwowany.
-To dłuższa historia. Van opieki społecznej zabierającej dziecko nie jest w żaden sposób podejrzany. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że to zwykła maskarada. Trochę za późno by zareagować na coś co było 2 lata temu. Nie tylko ja widziałem ten samochód, gdyby był nieoznaczony chyba trudniej by było nie zareagować.- Odpowiedział.- Zacząłem sprawdzać Morię kilka miesięcy temu, kiedy mieli przedłużać z nami umowę. Firma którą mają na powierzchni nie wymaga takich zapasów leków, sam to sprawdziłem i sporo ryzykując znalazłem również dzieci które widziałem jak z różnymi wyrazami twarzy były zabierane w to miejsce. Teraz mam prawo się bać... Wyjście stamtąd nie obyło się bez trupów. Nie widziałem żadnych kamer, ale nie zdziwię się, jeśli mają jakieś nagranie. A wtedy mogę dostać kulkę bez ostrzeżenia.- Zwrócił uwagę, nie mówiąc całej prawdy. Tylko tyle musiał wiedzieć. Czasem wspólny wróg jest lepszy.
- Urwany palec też będzie bolał, a raczej nie odrośnie. Zasklepianie też by nie było najprzyjemniejsze. To dwie nowe kończyny.- powiedział spokojnie. Julia mogła na nich latać, a to już oznacza więcej niż tylko wyrostek pasożyta jak w przypadku kleszcza. - No i... Nie chcę się ich pozbyć. Zamierzam tu zostać, a to oznacza, że prędzej czy później będę miał wypadek, a wtedy nie kontrolowałbym tego w żaden sposób. Tak przynajmniej wiem, że rosną.- powiedział, nie zauważając, że z przejęcia całą sytuacją włosy zmieniły mu się na lisio rudy kolor. Było też ich zdecydowanie więcej.
[Pierwsze objawienie mocy Lisi Oborot, nie kontrolowane, związane z emocjami]
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Sob 15 Cze 2019, 22:57

Greg pokiwał głową, jak na starego metryką dziada przystało. Kayl mógłby się zdziwić, iż mężczyzna wyglądający i zachowujący się jak przystało na 25-latka, jest dwukrotnie starszy i przez to de facto jest starszy nawet od niego.
-Tia. Dzisiejsza dzieciarnia, wlepiona w te swoje smartfony i VRy. Za moich czasów mieliśmy Transformersy i graliśmy w rugby. To była porządna zabawa! - powiedział z uznaniem dla Starych, Dobrych Czasów TM. Nie miał pojęcia, w co bawiły się dzieci z Francji. Granie w kule, to znał z odległej pamięcią lektury Mikołajka. Łapanie żab? Co jeszcze można robić we Francji? Nie chciało mu się pytać, nie był w nastroju na wspominanie dzieciństwa - a nawet gdyby był, to mieszało mu się ono z dzieciństwem lwiątka, którym też w pewien sposób był, oraz olbrzymimi, pustymi dziurami, kiedy to pranie mózgu w laboratorium robiło swoje.
- Nie istnieje coś takiego jak "za późno". Pewne rzeczy się nie przedawniają. Skoro to miało miejsce dwa lata temu, to nie ma powodów aby przypuszczać, że nie trwało to do teraz! - wypomniał mu, nadal nie dając się przekonać.
Trochę zdziwił się, słysząc o trupach. Facet wyglądał ekstremalnie niepozornie, nie było w nim nic z typowego zabijaki abstrahując już nawet od filmów akcji z Keanu Reevesem czy Liamem Neesonem. W pewien sposób zyskał tymi słowami ociupinkę Grzesiowego, ulicznego szacunku. Nawet mimo ogólnej nerwowości, jaką słychać było gdy mówił o tych sprawach, zdobył się aby zabić. To go trochę ratowało w oczach Cyrkowca...
- Tylko proszę się pilnować. Większość ludzi Lustro jest w stanie doprowadzić do obłędu prędzej czy później. Te kolory, dźwięki, zapachy. Zostając tu ciężko będzie Panu od nich odpocząć. - czy chciał go odstraszyć tym od pozostania tu? Być może. Ale wedle słów Kyle'a proces już się zaczął. Jeśli nie będzie chciał zostać tutaj, to MORIA rozłoży go na części pierwsze jak stare auto, jeśli ten spróbuje się stamtąd wymknąć. W pewien sposób było to też wyrażenie pewnej troski.... i refleksja nad stanem Jocelyn.
- Hmm... jakby Pan chciał, to znam dobrego krawca, przeszywa on dziury do koszul na guziki. - rzekł już milej, stając do mężczyzny tyłem i ruszając swoimi skrzydłami tak, aby wiedział, o co mu chodzi. Nie widział przez to właściwej przemiany, jaka zaszła na jego głowie. Zauważył ją, odwracając się i od razu zmarszczył brwi. Wzrok go nie mylił, mimo tylu lat nadal nie potrzebował okularów. Co tu się działo? Jeśli to był znak, że miał rację i cały ten czas rozmawiał z jakimś Zmiennokształtnym, byłby na siebie bardzo zły, że nie zaufał swojemu instynktowi. (Gdyby zaś wiedział tyle, ile wierny czytelnik forum, mógłby zaśmiać się teraz Bane'owi zatrudniającemu nowego lekarza głośno w twarz). Nie zwrócił nijak bezpośredniej uwagi na przemianę. Z nagle i nietypowo podejrzliwym spojrzeniem wrócił na fotel, czekając na rozwój wydarzeń.
- Co do Jocelyn... może opowie mi Pan o niej w dzieciństwie? Jaka była? - zapytał, brzmiąc z jakiegoś powodu chłodniej, jakby Kyle właśnie znalazł się na przesłuchaniu. Teraz Greg próbował wyszukać w głowie wszystko, co dowiedział się o swej lubej i czy to, co powie Kyle, doda mu się do zebranych informacji.
Porysowana szklanka znowu w dłoni, jednak teraz nie nalał sobie nic.
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 16 Cze 2019, 00:05

- Jestem zły na siebie, że nie zatrzymałem tego wcześniej. Nie powiedziałem, że nic z tym nie zrobiłem. Nie wiem tylko czy to cokolwiek dało, w końcu jestem tutaj.- Odparł na wybuch złości Grega. Nie mieli już informatora we Francji, więc na pewno jest im trudniej...
-Nie boję się obłędu. Chyba powoli w niego wpadam, skoro robię się taki melancholijny. Ten klimat działa na mnie dość dziwnie, albo cieszę się wszystkim, albo mam stany depresyjne.- Przyznał szczerze. Nie było powodu do kłamstw, nie w tym przypadku. - Ale powoli się przyzwyczajam. Muszę się tylko odciąć od części wspomnień.
Uśmiechnął się lekko na wspomnienie o krawcu z pokazówką skrzydeł. [Gdyby usłyszał to wcześniej, pewnie by się nie zmienił] To mogłoby się przydać. Mógł też zrobić to sam, ale jeszcze nie wiedział jaki rozmiar będą miały.
Może nie zwróciłby uwagi na przyglądanie się ze strony Grega, gdyby nie fakt, że jego ton zaraz po tym się zmienił. Coś musiało być nie tak. I to z nim. Nie widział co miał na głowie, ale pewnie by się przestraszył.
Postanowił sam przyjąć postawę obronną i przygotować się na cokolwiek mogło nastąpić (uszy przybierają lisi kształt).
- Jocelyn była dość ambitną uczennicą, ale raczej mało towarzyską... I podejrzewam, że to przeze mnie i jej mamę. Dbaliśmy o nią najlepiej jak mogliśmy, a przynajmniej, o to czego potrzebowała. Raczej rzadko bywałem w domu przez pracę, więc nie wiem czy ostatnie lata realnie cieszyła się kiedy robiliśmy coś razem, czy po prostu starała się udawać dla mnie... Po jej reakcji na mój widok nie wiem czy jest po prostu spanikowana, czy realnie mnie po prostu nie trawi. To chyba pan będziesz wiedzieć to lepiej ode mnie. Pamiętam, że częściej mówiła o bibliotekarzu w szkole niż o znajomych z klasy, Przez ostatnie dni... Było dość ciężko. Chyba w końcu kogoś poznała, bo zaczęła wychodzić popołudniami. W tym samym czasie u jej mamy lekarze stwierdzili, że ma zbyt głęboką depresję na normalne życie. Ale to nie o nią teraz chodzi. Wiem tylko, że oddaliła się od nas, a przynajmniej ode mnie, a w końcu uciekła w środku nocy. Goniłem za nią, ale spóźniłem się.- Ponownie wyjął chustkę z odłamkami lustra. - To znalazłem w jaskini w której zniknęła... Dopiero niedawno domyśliłem się, że to musiało być lustro... Zastanawiam się co je zbiło. Jej przejście?- Zapytał nie oczekując odpowiedzi. W czasie całej tej przemowy na przemian odzyskiwał swój normalny ludzki wygląd, lub wyrastały mu lisie atrybuty. Na koniec całego tego monologu poza rudymi włosami nie było widoczne nic innego. W momencie wspominania Sophie był bliski zmienienia całej głowy w lisią. Szybko jednak się ogarnął, nie zdając sobie z tego sprawy, przez zamknięte oczy. Jego serce biło nieco szybciej niż powinno normalnie, przez emocje których doświadczał. Nie był zwykle typem który panikuje, ale ten klimat i wspomnienia, bolało go to dość mocno.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Pon 17 Cze 2019, 23:29

Greg również nie dostrzegł od razu tego, co działo się z Kylem. Skupił się dużo bardziej na jego ciele, czy przypadkiem nie wykonuje podejrzanych ruchów, oraz słowach - i wszystko mniej-więcej się zgadzało. No, może zgadzało się z jego perspektywy, ale mimo wszystko to było bardziej przekonujące niż z jej perspektywy. Nie wiedział o tajemniczym kapeluszniku, ani o histeryczno-depresyjnych zjazdach swojej żony, bo nie miał prawa wiedzieć. Ale jeśli chodziło o rozbity portal... To była rzecz, która wydała mu się dziwna, wręcz niemożliwa i rzuciła cień na jego słowa. Jocelyn nigdy o tym nie wspominała. A nawet gdyby, to...
- Lustra nie da się tak po prostu zbić. To jak spróbować zbić powietrze lub wodę. Ktoś musiał użyć jakiegoś specjalnego sposobu, aby je popsuć. - powiedział na głos to, co zawsze uważał za prawdę. Przechodził przez Lustro dość razy, aby czuć się z tym pewnie. Może od boku? Faktycznie, rama Lustra, choć cieńsza od włosa, była mimo wszystko wyczuwalna. Jego rozważania zostały jednak przerwane dość nagle, gdy mężczyzna spróbował spojrzeć teściowi znowu w twarz.
Oczy Grega zrobiły się kwadratowe, widząc, co właśnie wyprawiało się z uszami Kyle'a. Chciał już wrzasnąć "Ty jesteś jebanym Dachowcem! Co zrobiłeś z prawdziwym D'voirem!"  ale jego twarz zmieniała się dalej i mocniej, a Greg coraz mniej ogarniał, co tu się działo. Zaraz! Przecież Julia miała taką zdolność, zamiany w lisa. Czy to się jakoś dostosowywało genetycznie? Umysłowo? Duchowo? Co robić?! Atakować?! Uciekać?! Wołać pomoc?! W jakim kierunku mogło to pójść?! Żeby tylko nie skończył z przerośniętym lisem-ludojadem w jednym pokoju, ponieważ zabić go po prostu by mu nie wypadało. Już chwilę wcześniej zdążył wstać, ale teraz ułożył dłonie w geście, który miał wydać się uspokajający:
- Proszę tu zostać i nie panikować, ale, ale... wracając do tego Hogwartu, to chyba właśnie się włączył. Sugeruję naprawdę napić się tej whiskey i w razie możliwości nie patrzeć w lustro... przynajmniej nie teraz. Ja sam przechodziłem to w trochę innych warunkach. Ja może... ja może pójdę po kogoś, kto będzie kompetentny aby się panem zająć. - i ruszył prosto na korytarz. Dom wariatów, dom wariatów! Czemu akurat spotykało to Grega, ze wszystkich możliwych osób? Do kogo biegł? Do Jocelyn? Ona śpi. Do Bane'a? Nie znał się na magii. Tak naprawdę wszyscy tutejsi lekarze składali się z Cyrkowców i Opętańców - istot stworzonych z ludzi, dla których magia Lustra nie byłaby w pełni zrozumiała. Musiał poszukać jakiejś marionetki, która byłaby mu w stanie pomóc! Ale tylko dwie lalki tutaj miały twarze zdolne mu cokolwiek przekazać! Greg był w kropce.
z/t
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 18 Cze 2019, 22:23

Zmiany Kayla były dla niego nie zauważalne. Przynajmniej przez większość czasu. Nie zależnie od kształtu twarzy, zachowywał nieświadomy wyraz, a jego słowa nie zdradzały zdenerwowania. Po prostu mówił.
Komentarz o lustrze go zdziwił. Nie widział nikogo. Więc co się stało? Zawsze się zastanawiał co tam miało miejsce, ale nadal nikt nie był w stanie odpowiedzieć. Może nie powinien tego roztrząsać.
Reakcja Grega nie umknęła uwadze Kayla który przerwał na chwilę swój wywód.
Nie patrzeć w lustro? Poczekać? To mu się nie podobało. Robiono sobie z niego żarty. I jeszcze polecił mu się napić...
No nic, znowu był sam, jego głowa wróciła do normalności. Usiadł spokojnie w fotelu i napił się łyka wody z wcześniej przygotowanej szklanki. I tak nie mógł nic zrobić w tym momencie. Chyba, że sprawdzić lustro, ale w odbiciu szklanki wyglądał normalnie.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gregory D'voir on Pon 24 Cze 2019, 22:03

Greg wracając do pokoju nie wiedział czego się spodziewać. Chwilę przed drzwiami zastanowił się, czy nie użyć swojego węchu drapieżnika i wyczuć, czy zapach w pokoju się zmienił, ale zrezygnował z tego. Łażenie po Klinice z ptasim dziobem tylko napytałoby mu kłopotów. Westchnął i zajrzał przez drzwi do środka. Kyle siedzial w fotelu - wyglądał całkowicie normalnie. Chyba nawet nie zauważył jego przybycia. Dobrze.
Przez głowę przeszła mu nagła myśl. On i tak tu na niego czekał, mógł poczekać sobie jeszcze, a Gregowi przy nim było tak potwornie niezręcznie. A tak zajrzałby do Jocelyn, samemu, nie chcąc aby ktokolwiek mu przeszkadzał. Nie zamierzał jej budzić, przecież miał te resztki instynktu samozachowawczego i empatii. Po prostu po tych trzech dniach potrzebował pobyć przy niej. Na spokojnie.
Licząc, że Kyle nie zauważył jego obecności, wycofał się na korytarz. Spokojnym krokiem ruszył do pokoju Jocelyn.

z/t
Gregory D'voir
Gregory D'voir

Wiek : 54, wygląda na 20
Wzrost / Waga : 161 cm / 80 kg
Pod ręką : trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
Broń : pałka teleskopowa, kastety
Liczba postów : 33
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Czw 27 Cze 2019, 10:46

Po drodze poprosiła Alice o kakao. Potrzebowała teraz czegoś na wzmocnienie. Weszła ostrożnie do Wypoczynkowego, zaglądając z ciekawością.
Zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła, że Kayl siedzi tutaj sam. I wyglądał całkowicie normalnie. Greg chyba fakt ma jakąś paranoję.
- Greg tutaj nie wrócił? - zapytała i zajęła swoje miejsce na kanapie. Usiadła i odchyliła głowę w tył i zamknęła oczy - mam nadzieję, że sprawiał jakiś problemów? - zerknęła na swojego ojca, przyglądając się mu uważnie. Była wyraźnie zmęczona, ale uśmiechała się delikatnie. Choć uśmiech nie sięgał jej oczu.
Gdy Marionetka przyniosła kakao, podziękowała i wzięła kubek w dłonie, spoglądając na delikatną piankę na powierzchni napoju. Nadal nie mała swoich uszu i ogona. Jakoś wypadło jej to z głowy.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 27 Cze 2019, 11:32

Czekał chwilę sam w pokoju starając się zrozumieć sytuacje w jakiej się znalazł i co tak właściwie miał przed sobą. Był tutaj ile? Niecały tydzień i już znalazł obie córki, dowiedział się, że obie z jakiegoś powodu już znalazły sobie materiał na życiowego partnera i w obu przypadkach są to osoby szalone. Z własnej woli dał się zarazić Anielską klątwą by spróbować pomóc w uzyskaniu lekarstwa, poznał obu mężczyzn ważnych dla jego dzieci i na jednym już zdążył zrobić czymś na tyle złe wrażenie, że od niego uciekł. Super się zapowiadało. Skrzydła dopiero zaczęły kiełkować z jego pleców, przypominając bardziej pędy bambusa, co było kolejnym dziwnym uczuciem. Co jeszcze się stanie?
Kiedy córka weszła uśmiechnął się. Kiedy od razu wspomniała o Gregu zmarszczył brwi i szczerze odpowiedział:
- Nie, jak uciekł mówiąc, żebym "nie panikował" tak nie wracał. Nie wiem co zrobiłem, że go tak spłoszyłem. Aż taki wrażliwy by słuchać o Jocelyn?- Zażartował nie szczerze i podrapał się za uchem. Tym razem zwrócił uwagę, że coś jest nie tak. Zwykle nie miał włosów za uchem. Zmarszczył brwi i z niepokoju znowu zaczął zmieniać kolor włosów na bardziej rude, powoli zmieniając się również na twarzy, co przez jego wzmożoną uwagę, też nie umknęło.
- Julka... Coś jest nie tak. Myślałem, że coś powiedziałem ale chyba rozumiem, coś jest nie tak i nie wiem co.- odezwał się niemal lisim pyskiem. Nie czuł się komfortowo, powoli kuląc się w sobie... nie, malejąc. Powoli zmieniał się kompletnie w lisa.
- aof aof aof ("Co jest?")- odezwał się lis, wygrzebując z za dużych ubrań. Nic nie rozumiał. Nic nie miało sensu.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Czw 27 Cze 2019, 12:01

Czyli Kayl nic nie zauważył, ze się zmieniał? Czy Greg już serio przesadza na maksa? - Myślę, że to nie chodziło o to, że nie chciał słuchać o Joce. Teraz pewnie do niej poszedł - westchnęła.
Upiła trochę kakaa gdy usłyszała panikę w głosie ojca. Zamrugała nie rozumiejąc o co chodzi po czym otworzyła szeroko oczy, widząc jak mężczyzna pokrywa się rudym futrem i powoli kurczy, zmieniając w lisa.
Odłożyła kubek i przyklękła przy nim. Przyglądała mu się i westchnęła, słysząc lisie piski - już już spokojnie - powiedziała i ostrożnie pogłaskała go po głowie - widać, jednak to wystarczyło by Cię zmienić, ale nie sądziłam, że też będziesz mógł się zmieniać w lisa - przyznała i podniosła go ostrożnie. Usiadła na kanapie, kładąc go na kolanach i obserwując dokładnie. Głaszcząc, czy wszystko na pewno jest w porządku. Uśmiechała się przy tym delikatnie.
Podniosła go pod łapy i spojrzała w oczy - przytaknij głową jeśli mnie rozumiesz - powiedziała, starając się być spokojna. Prawdę mówiąc zrobiło jej się cieplej na sercu, widząc, że przejął jej moc.
Jeśli rozumiał położyła go obok siebie i odsunęła się leciutko - nie bój się. To tylko Twoja moc się ujawniła - uśmiechnęła się do niego - musisz się uspokoić to po pierwsze, a następnie zamknij oczy i wyobraź sobie bardzo wyraźnie, że wracasz do swojej normalnej formy. Na spokojnie, zobacz to nie jest nic dziwnego - powiedziała i sama zamieniła się liska. Jej ubrania jednak nie spadły, na szyi miała obróżkę ze srebrnym, okrągłym dzwoneczkiem, z wygrawerowaną różyczką, a jej oczy zachowały swój kolor - widzisz? Też tak umiem, a teraz ty spróbuj. Powoli - powiedziała, nawet nie zwracając uwagi na to, że przecież on już nie ma ubrań. Siedziała w lisiej postaci, by dotrzymać mu towarzystwa i obserwowała uważnie swoimi zwężonymi źrenicami.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 27 Cze 2019, 12:49

Bycie małym było... Dziwne. Mięśnie inaczej się zachowywały, Stawy blokowały w innych momentach. Głowę wypełniały setki myśli, których nie mógł wyrazić, bo i jak? Spojrzenie córki, ciekawe, ale pełne opieki, było wręcz kompromitujące. Czuł się po raz kolejny źle w tym, że to on jest rodzicem. Na pewno teraz się tak nie czuł. Rozumiał co mówi córka, ale jak na razie go to nie uspokajało. Nie chodziło o to czy chciał tą moc czy nie, nie chodziło nawet o to czy nad nią zapanuje. Po prostu złapało go to w momencie w którym nie miał okazji się do tego przygotować. Zrobił kilka kroków, potykając się przez to, że nie do końca rozumiał jaką rolę przednie łapy odgrywają w ruchu. ani jak na nich stawać.
Kiedy poczuł, że córka go podnosi, zesztywniał, starając się nie zrobić przypadkiem czegoś głupiego. Co jednak i tak się stało gdy Julia zaczęła go głaskać. Było to przyjemne, ale mimo wszystko, nie czuł się w tym sobą. Czuł się obcy we własnym ciele. W takiej sytuacji się ucieka, przynajmniej kawałek. Podwinął ogon pod siebie i kiwnął łebkiem w odpowiedzi na pytanie.
Uspokoić... łatwo powiedzieć. Pomyślał i położył się w miarę wygodnie. Zmiana córki w lisa nie za bardzo go uspokajała, ale doceniał, że się dla niego stara. Próbował powiedzieć dziękuję, jednak po raz kolejny wyszło z tego skomlenie. Wkurzył się na siebie trochę, więc po prostu zamknął oczy i odetchnął głęboko. Czyli teraz jego ciało zmieniało się wyobraźnią... super. Może chociaż tego nie zepsuję. Pomyślał i skupił się na tym jaki był przed przemianą. Skupił się na swoich wadach, zadrapaniach, Ale i tym co w sobie lubił. Efekt to dawało mierny, przynajmniej póki inne myśli wracały do jego głowy. Potrwało to dobre 5 minut, po czym delikatnie zaczął zmieniać rozmiar, gdzie nie gdzie powoli tracąc też futro. W końcu jednak leżał nagi na kanapie, z córką stojącą w lisiej postaci obok niego. Odetchnął jeszcze raz.
-To było... Ciekawe. Czyli właśnie serio byłem lisem... Super- skomentował z lekkim drganiem w głosie. Będzie się musiał sporo o sobie nauczyć. Ale najpierw, przydałoby się nie leżeć nago przed córką.
Zasłaniając swoje przyrodzenie dłońmi, podszedł do kupki ubrań i chowając się za fotelem powoli ubrał.
- Mam nadzieję, że nie zmienię się w czasie rozmowy o pracę- powiedział zakładając spodnie. Już ubrany usiadł grzecznie. - Dziękuję za pomoc córeczko- powiedział i niezależnie od jej formy, przytulił ją do siebie. - Przepraszam za powodowanie tylu problemów. Na pewno jesteś zmęczona, daj sobie chwilę, ja spróbuję ogarnąć to po swojemu... Chętnie przyjmę pomoc, ale szczerze boję się tego trochę.- Dodał, zachowując zupełną szczerość. Tym razem zmieniły się tylko jego uszy i włosy.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Czw 27 Cze 2019, 13:39

Widziała, że czuje się niepewnie w tej postaci. Sama pamiętała dokładnie jak to było za pierwszym razem. Ale jej sytuacja była wtedy zupełnie inna. Była z tym problemem sama, ale pokochała te przemiany. Ciekawe czy Kayl też to polubi czy raczej jednak będzie to nienawidził. Czy znienawidzi ten los tak jak to zrobiła Joce? Nie zdziwi się...
Gdy wrócił do swojej postaci od razu odwróciła się do niego tyłem i wróciła do swojej skrzydlato-uszatej postaci. By nie czul się skrępowany.
Słyszała jak głos mu drży. Opuściła smutno uszy i nie odwracała się, póki jej nie przytulił. Zaśmiała się krótko, niezbyt wesoło - no to mógłby być problem. W szczególności, że wygląda na to, że chyba przynajmniej jak na razie nie umiesz mówić w lisiej formie - powiedziała po czym westchnęła - nie ma za co - odwróciła się i uśmiechnęła smutno - możesz na mnie liczyć. Wiem jakie to trudne przechodzić przez to wszystko.
Pokręciła głową - to nie problem. Przecież nic się nie stało. Każdy musiał się nauczyć swojej mocy. Przyzwyczaić się do czegoś nowego, więc naprawdę nie przepraszaj.
Spojrzała na niego i pomiętosiła mu lisie ucho - jeśli zmiany ograniczają się do uszu i włosów to chyba nie będzie problem - powiedziała zamyślona. Szybko jednak puściła jego ucho i sięgnęła znów po kubek. Skrzydła lekko przycisnęła do siebie, uszka miała smutno opuszczone. Czy jakby znalazła lek, to Kayl i Joce wrócili by do Świata Ludzi? Może tak by było najlepiej? Dla nich....
- Jeśli chcesz to w domu możemy poćwiczyć zmianę i poruszanie się w tej postaci - dodała jeszcze mimo chodem, nie patrząc przy tym na mężczyznę. Usiadła skrzyżnie na kanapie i wpatrywała się w zawartość kubka.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Czw 27 Cze 2019, 19:52

Po wstępnym uporządkowaniu dokumentów i załatwieniu sprawy z Veltigarem, postanowił zająć się sprawami najważniejszymi w jego własnym mniemaniu. Należało podpisać umowy z Julią i Kaylem. Zabrał z gabinetu przygotowane papiery i od razu, nie czekając ani chwili, udał się na poszukiwania tej dwójki.
Ucieszył się, kiedy Marionetki poinformowały go, że zarówno skrzydlata jak i potencjalny Aptekarz, przebywają obecnie w pokoju wypoczynkowym. Swoje kroki skierował właśnie tam.
Wszedł do środka i kiwnął każdemu głową na powitanie. Chyba wpadł w połowie ich rozmowy, ale nie interesowała go treść dlatego nie pytał, nie zaczepiał, a jedynie podszedł do każdego i wręczył im po pliku dokumentów.
Zajął miejsce na kanapie, na wolnym miejscu, rozwalając się jak pan i władca. Był u siebie, nie widział potrzeby zachowywania się tak, jakby miał przysłowiowego kija w dupie.
- Przeczytajcie proszę umowy. - wskazał na papier który im podał - Jeśli macie jakieś wątpliwości, chciałbym je poznać teraz. Jeśli nie... - wyjął zza marynarki zgrabny długopis i położył go na stole - Poproszę o podpisy. - uśmiechnął się - Wszelkie negocjacje możemy przeprowadzić teraz. Mam dla was chwilę wolnego.
Odczekał chwilę aż tamci przyswoją sobie zapisy które znalazły się w umowie. Dla Julii nie będzie to nic nowego, bo już wiedziała ile będzie zarabiać, natomiast w dokumentach Kayla znalazła się stawka podobna do skrzydlatej, ale na początek zmniejszona o 5 złotych monet. Według Bane'a był to sprawiedliwy ruch, w końcu Kayl miał się zająć Apteką. Jeśli będzie się sprawdzał, dostanie podwyżkę.
- Jak się panu podoba w Klinice? - zagadnął po chwili.

_________________
Pokój wypoczynkowy - Page 2 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 159
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 27 Cze 2019, 20:23

Przytulenie do córki ostatecznie go uspokoiło na tyle, że dotknięcie ucha aż tak go nie przestraszyło. Spróbował tylko wyobrazić sobie, że ma tylko uszy lisie, skoro włosy też mu zmieniły kolor. Nie widzi czy mu się to udało, jednak z pewnością nie są już całkowicie rude.
- Postaram się uczyć jak najszybciej, ale nic nie obiecuję. Fakt, że chciałbym wam trochę pomóc się nie zmienił, muszę się tylko dopasować... Może to mi ułatwi sprawę?- starał się zażartować ukrywając strach w głosie, jednak nie panując jeszcze nad uszami, które przyklapły nieco. - Jeżeli to nie problem, to chętnie.- Powiedział gdy córka się odwróciła. Coś ją chyba martwiło. - Dziękuję. Z taką przewodniczką nie mam na co narzekać.- dodał kładąc jej dłoń na głowie.
Kiedy dyrektor wszedł, odsunął rękę, słuchając dyrektora.
- Tak, mam jedno pytanie. Zorientowałem się mniej więcej jak wygląda moje stanowisko pracy, poniekąd odbyłem już praktyki. Jestem ciekawy, jak wygląda sprawa zaopatrzenia apteki, skąd brane są składniki, żeby też nieco lepiej zrozumieć tutejsze zioła.- zapytał, nie mając tej informacji dostępnej w czasie pracy w aptece.
Przewertował na szybko umowę, pomijając te fragmenty które kojarzył z podobnych formalności, zatrzymując się tylko gdy zobaczył coś innego lub istotniejszego. Umowa była w porządku. Przynajmniej z wierzchu.
- Ufam, że wszystko jest w porządku. Dziękuję za przyjęcie na tak dobrych warunkach.- Dodał składając podpis i oddając dokumenty dyrektorowi.
- Klinika sama w sobie, bardzo ładna, marionetki... będę musiał się przyzwyczaić. Obecność chociaż kilku bardziej emocjonalnych twarzy zdecydowanie pomaga. Muszę się po prostu przyzwyczaić do krainy i... siebie- powiedział, testując trik z wyobrażeniem po raz kolejny, chcąc w końcu schować lisie uszy. Skróciły się nieco zmieniając kształt, jednak nie były w pełni ludzkie. Nie widział tego jednak, po prostu spojrzał na dyrektora i czekał na odpowiedź. Nie oczekiwał poklasku, ale miał nadzieje, że zrozumie w ten sposób co się stało.Albo co się dzieje.On powinien wiedzieć. Albo przynajmniej domyślać się. To chyba nie będzie taki duży problem. Obserwował też reakcje córki, mając nadzieję, że się w końcu rozchmurzy.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Czw 27 Cze 2019, 20:33

- Daj najpierw sobie pomóc. Nie martw się. Czasami sama obecność pomaga - uśmiechnęła się. Czy on zdawał sobie sprawę, że już jej pomagał? Nie musiała tak myśleć o tym co zjeść na śniadanie, ktoś był w domu jakby coś się działo. Kayl jeszcze nie wiedział o przypadłości córki. Nie wiedział o tym jak jest słaba, że często mdleje. Nawet teraz była bardziej blada niż zanim musiała wyjść do pacjentów, a po jej skroni spływała kropla potu. Ale ktoś kto jej nie zna może nie zwrócić na to uwagi, tak jak na przykład Dyrektor, ale czy on zwraca uwagę na to co się dzieje z jego podwładnymi?
Uśmiechnęła się blado do ojca - na spokojnie. Na wszystko przyjdzie czas, mnie też trochę zajęła opanowanie tego ale...ja byłam sama, choć miałam na to sporo czasu - dodała lekko opuszczając uszy.
Gdy Bane wszedł do środka, skinęła mu tylko głową i odprowadziła wzrokiem na miejsce. Wysłuchała go i odebrała umowę. Przejrzała ją dokładnie. Była prawie taka sama jak poprzednia, tylko stanowisko pracy się zmieniło, z dopiskom, że może z niego zrezygnować i wrócić do roli pielęgniarki. Zmieniła się też płaca oraz oczywiście Dyrektor.
Nie czytała dokładnie, wiedziała co tam jest napisane. Sięgnęła po długopis i podpisała ładnie umowę i oddała ją Blackburnowi, po czym wzięła do rak kakao i upiła trochę. Oddychała trochę głębiej i zamknęła oczy, nie odzywając się słowem.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Czw 27 Cze 2019, 20:56

Wyszło na to, że albo Bane jest ślepy, albo po prostu ma otoczenie tak bardzo w dupie, że nie zauważył bardzo istotnego faktu, który rzucił mu się w oczy dopiero kiedy usiadł. Kayl miał uszy!
Uniósł brwi przyglądając się mężczyźnie, analizując jego wygląd. Przy okazji sprawdzał jego zachowanie - brunet wydawał się być spokojniejszy niż przy poprzednim spotkaniu. To dobrze, najważniejsze przecież, żeby pracownik czuł się dobrze.
Poczekał z pytaniami do momentu, aż oni odezwą się pierwsi. Zerkał raz po raz to na niego, to na Julię. W obecnym stanie byli do siebie tak podobni... Widok ten był rozczulający i pewnie wywołałby uśmiech na twarzy... każdej innej istoty, ale nie Bane'a. Cyrkowiec widział cechy wspólne między dorosłym mężczyzną a skrzydlatą, ale w jego mniemaniu... Cóż, Blackburn miał naprawdę spory problem z akceptacją zwierzęcych elementów u człowieka. A tym Kayl był w jego oczach.
- Większość leków produkowana jest z ogólnodostępnych ziół i tak naprawdę ma charakter profilaktyczny. Wszelkie syropy na przeziębienie czy nieżyty żołądka to tak naprawdę napary ze znanych roślin które są bliźniaczo podobne do ziół używanych w Świecie Ludzi. Co zaś się tyczy poważniejszych substancji... - zrobił pauzę na głębszy oddech - Klinika ma swoje kanały dystrybucji, dzięki którym są one dostarczane. Oczywiście to nic nielegalnego. - zapewnił, wyprzedzając pytania - Wszystko podlega spisowi i jest na bieżąco monitorowane i uzupełniane. Używanie substancji pochodzących ze Świata Ludzi podlega ścisłej kontroli dlatego też za każdym razem kiedy zachodzi potrzeba użycia substancji, jest co odpowiednio zaprotokołowane przez odpowiednią osobę. - spojrzał na Julię i posłał jej uśmiech, bo ona znała Jana i mogła się domyślić, że to on to wszystko spisuje. Zboczony na punkcie porządku, lubił mieć wszystko na papierze.
Dziewczyna nie wyglądała najlepiej. Bane wiedział, że mocno pracuje by udowodnić wszystkim, że nadaje się na nowe stanowisko, ale był zdania, że powinna odrobinę odpuścić. Nie mógł jej jednak tego powiedzieć, bo jak wyglądałby w oczach innych pracowników Dyrektor, który namawia swojego podopiecznego na odpoczynek? Pozostawało mu mieć nadzieję, że dzisiejszego dnia nie stanie się już nic, co będzie wymagało interwencji Julii, a jeśli tak, to że będą to łatwe zabiegi.
Spojrzał na kakao które ujęła w dłonie i zrobiło mu się jakoś tak lepiej widząc, że skrzydlata nadal lubi ten napój.
Słowa Kayla wywołały skinięcie głową i szczery uśmiech. Może ich pierwszy kontakt nie był najlepszy, ale z czasem się dogadają. Kiedy zobaczył ruch lisich uszu, ponownie uniósł brwi na znak zaskoczenia.
- Ciekawie pan wygląda. - powiedział ze szczerością - Nie sądziłem, że posiada pan cechy lisie. - zaśmiał się uprzejmie - Otaczają mnie lisy! Albo mam szczęście, że rude kity tak lgną do mnie, albo mam niewyobrażalnego pecha. - dodał patrząc na dwójkę - Mam nadzieję, że to pierwsze, bo ponoć lisy mają bardzo ostre zęby. Nie chciałbym doświadczać ugryzienia na własnej skórze. Marny ze mnie gryzoń, obiadu zaś ze mnie nie będzie.

_________________
Pokój wypoczynkowy - Page 2 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 159
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Czw 27 Cze 2019, 22:07

Kayl wysłuchał spokojnie wykładu na temat leków. Brzmiało to sensownie, zgadzało się to z tym co udało mu się zaobserwować. Chociaż nie miał pełni wiedzy na podstawie tego co udało mu się zrozumieć.
Spoglądał przy tym na córkę, która wyglądała blado cały dzisiejszy zień, ale wolał dać jej przestrzeń na odreagowanie. Kiedy jednak dyrektor również zaczął się jej przyglądać, miał ochotę wstać i pójść do marionetki by przyniosła córce coś do jedzenia. Poczeka jednak aż dyrektor wyjdzie.
Kiedy temat zszedł na jego obecny wygląd, nie komentował. Doktor miał poczucie humoru, a przynajmniej miał nadzieję, że o to chodzi, bo biorąc pod uwagę jaką relację miał z Julką... Kayl nie był zainteresowany mężczyznami. Teraz chyba przesadnie interpretował z paniki. A przynajmniej taką miał nadzieję, po raz kolejny tracąc panowanie nad uszami i włosami. Najchętniej by skończył już dzisiejszy dzień.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Czw 27 Cze 2019, 22:42

Słuchała rozmowy bez większego zainteresowania. Szczerze to nie mogła się nawet na niej za bardzo skupić. Po prostu dopijała powoli swoje kakao. Czuła jak całe plecy ma już mokre, miała tylko nadzieję, że tylko koszulka ucierpiała, a kitel jeszcze się trzymał. Z przodu też czuła już spływające krople potu.
Zaśmiała się krótko, słysząc słowa Dyrektora - z doświadczenia mogę potwierdzić, że to boli - spojrzała na mężczyzn i wzruszyła ramionami - Amber mnie raz ugryzła jeszcze zanim zaczęłam zwiedzać coś więcej niż podziemia jednego budynku w Krainie - pokazała na dłoń, gdzie faktycznie znajdowała się ledwo widoczna blizna po lisich zębach.
Widziała, że Kayl musi być zmęczony tym dniem. Tyle się wydarzyło i większość nie po jego myśli. Ale chociaż miał pracę. Niestety ona musiała jeszcze trochę popracować i przede wszystkim się przebrać.
- Przepraszam panów, ale chyba pójdę do siebie się ogarnąć. Trochę miałam do roboty i przydałby mi się prysznic, póki nie ma nowych pacjentów - wyjaśniła. Uśmiechała się by nie wyszło, że marudzi. Miała prawo do krótkiej przerwy o ile nie ma nic do roboty w danym momencie, a prysznic raczej nie zabiera dużo czasu.
Odłożyła kubek i starała się iść jak najbardziej prosto. Nawet jej się to udało. Dopiero gdy wyszła z Wypoczynkowego i oddaliła się trochę, musiała oprzeć się o ścianę by utrzymać się na nogach. Naprawdę dziś przesadziła....ale co mała innego zrobić?

ZT
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Bestie : Aureum
Liczba postów : 199
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Czw 27 Cze 2019, 23:21

- Oczywiście może się pan zatrzymać w Klinice. Oprócz Apteki która pozostaje do pańskiej dyspozycji, może pan zająć jeden z wolnych pokoi w skrzydle mieszkalnym. Są wyposażone w standardowe meble, resztę musi pan jednak dokupić we własnym zakresie, jeśli chce pan urządzić się po swojemu. - powiedział z uśmiechem - Decyzja pozostaje pana. Miło mi powitać nowego pracownika, mam nadzieję, że relacje między nami będą na dobrym poziomie, jeśli nie na stopie przyjacielskiej. - wstał i uścisnął mu dłoń, jeśli Kayl nie miał nic przeciwko.
W międzyczasie Julia postanowiła opuścić pokój. Zerknął na nią podejrzliwie i pociągnął nosem, chcąc wyłapać coś niepokojącego. Z racji, że miał wyczulone zmysły, poczuł charakterystyczny zapach potu. Nie brudnego, bo jak wiadomo pot sam w sobie nie pachnie przykro, po prostu zapach Julii odrobinę odbiegał od normy.
Zaniepokojony ruszył za nią ale najpierw pożegnał się grzecznie z mężczyzną i życzył mu miłego dnia, jednocześnie informując, że ma dzisiaj wolne i może skorzystać ze sposobności i przejść się po Klinice. Droga wolna.
Ruszył za dziewczyną i gdy złapał ją na korytarzu, zagrodził jej drogę. Złapał ją jeśli na niego wpadła.
- Chodź. - powiedział cicho, łagodnie - Chciałbym porozmawiać i cię zbadać. - dodał i chwycił ją za rękę a następnie pociągnął delikatnie ku swojej kwaterze - Proszę, nie protestuj. Jestem zaniepokojony twoim stanem. - poprosił i jeśli pozwoliła, ruszyli do pokoju Bane'a.
Przechodząc obok kogoś z personelu, poprosił o sprzęt do pobierania krwi i mikroskop.

z/t

_________________
Pokój wypoczynkowy - Page 2 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 159
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 29 Cze 2019, 14:11

I znowu został sam. Miał pracę, ale dopiero od jutra. Zdążył już poznać klinikę, więc równie dobrze, mógł zająć się czymkolwiek.
Po uspokojeniu się, wyszedł i po znalezieniu marionetki, kazał zanieść posiłek Tulce, podejrzewając, że albo będzie u siebie, albo u Bane'a... Martwił się trochę o jej stan, ale jeżeli znowu okaże się nadopiekuńczy, może tylko spowodować kolejne problemy. Już nie mówiąc o jego obecnym stanie. Postanowił wyjść na spacer, przynajmniej na moment, odetchnąć innym powietrzem. Gdzieś z tyłu głowy czuł, że to ryzykowne, ale wolał to, niż siedzenie w tym smutnym miejscu bez niczego do roboty. A przynajmniej niczego istotnego. No i ostatecznie powinien chyba poznać kogoś innego z tego świata, zacząć się nieco socjalizować. Później będzie tylko trudniej. A przynajmniej tak czuł. Wszystko jeszcze się okaże. /ZT
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Zawód : Aptekarz
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Liczba postów : 152
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach