Koszmar na jawie

Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sro 17 Kwi 2019, 22:32

Mroczne zaułki nigdy nie były zbyt zachęcające dla obcych. Z pewnością nie nadawały się one na pierwsze miejsce, które człowiek miałby odwiedzić w Krainie Luster. Należały zarówno do nieprzyjemnych, jak i niebezpiecznych okolic. Nic nie wskazywało na to, by Frank zamierzał tutaj właśnie trafić kładąc się do łóżka. Jednakże ironia losu, a może coś jeszcze innego zdecydowało, by pierwsze kroki w swoim przyszłym domu postawił właśnie tutaj. Pośród groźnych kamienic z jeszcze groźniejszymi mieszkańcami.

Była to wyjątkowo spokojna noc, a przynajmniej jak na te okolice. A raczej przynajmniej, jak na tą kupkę śmieci, w której wylądował nieprzytomny człowiek. Dość boleśnie zresztą. Minęło jeszcze kilka minut, nim wróciła mu świadomość. Momentalnie chciał zerwać się z ziemi i zacząć wrzeszczeć, ale coś go powstrzymało. Dziwaczne liny, oplatające go niczym szynkę przeznaczoną na rodzinny stół. Dlatego zamiast krzyczeć, to postawił na szarpaninę z magicznymi pętami. Głuchą ciszę nagle przerwały dziwne pomruki oraz odgłosy gniecionych worków ze śmieciami. Frank szarpał się ostro, niestety bezskutecznie. Jednak wtedy właśnie jego problem magicznie wyparował. Dosłownie. Liny po prostu się rozpłynęły, a przyszły opętaniec mógł wreszcie powstać na równe nogi.
- Jeeeeezu... Ała...
Jęknął z bólu i pomasował swoją czaszkę. Przy upadku musiał w coś nią uderzyć. Dobrych kilkanaście sekund zajęło mu zrozumienie, że ma teraz na głowie o wiele większy problem. Kompletnie nie wiedział, gdzie jest. Nawet ta dziwna istota, która tu go zawlokła gdzieś zniknęła. A on był w obcym mieście... W środku nocy... Sam... Ale to może nawet lepiej, że sam. Oglądając okolice odnosił wrażenie, że nie mieszkał tu aktualnie nikt, kogo chciałby spotkać. Chyba jednak musiał, skoro zamierzał wrócić w najbliższym czasie do łóżka. Dziwne myśli kłębiły mu się w zaspanej i obolałej głowie. Większość z nich krzyczała, by schował się gdzieś, zwinął w kłębek i czekał na nastanie poranka. A jednak jakaś część (zdaje się, że ta rozsądniejsza) kazała mu wyjść, by przynajmniej zorientować się, gdzie jest. Dlatego powolnym i ostrożnym krokiem zaczął zbliżać się do końca zaułka, w jakim go ciśnięto. Następnie wyszedł niepewnie na ulice i rozejrzał dookoła siebie. Całe szczęście, że miał ubrania na sobie. Był zbyt zmęczony wieczorem, by przebierać się w cokolwiek. Piżama leżała bezpiecznie w szafie, a nie na nim. I dobrze, bo czułby się już kompletnie nieswojo.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Sob 20 Kwi 2019, 00:43

Wyszła na łowy później niż zazwyczaj. Niestety dziwotwór pochłaniał więcej czasu, niż oczekiwała gdy go ze sobą zabierała. Był nieposłuszny, dziki, narwany i wiecznie głodny. Wczoraj rzucił nią jak lalką, przez co podejrzewała, że ma złamane przynajmniej jedno żebro. Miał siłę skubaniec, ale skoro już go wzięła, to go sobie wyszkoli. Gdy zacznie być posłuszny, stanie się przydatnym narzędziem.
Nie zwykła palić papierosów, ale dzisiaj poczuła potrzebę. Wzięła więc papierosa od mężczyzny napotkanego na klatce schodowej, odpaliła go i wyszła na świeże powietrze.
Przynajmniej tak to można nazwać. Świeże powietrze w tej okolicy, to nieśmieszny żart. Przeważnie czuć tu swoistą mieszaninę wymiocin, potu i gówna. Jak w typowej melinie. Istoty w tej krainie miały magię, a jednak nawet tutaj występowała bieda. Fakt faktem, ona do biednych nie należała, ale okolica zionęła żałością na odległość. Ci którzy tu nie mieszkali, omijali to miejsce, próbując uniknąć niepotrzebnych kłopotów. O które swoją drogą było tu dość łatwo.
Paląc więc spokojnie papierosa, zamierzałam do obrzeży Zaułków gdy usłyszałam szamotaninę. A przynajmniej tak założyłam. Coś w okolicy "wysypiska śmieci". Tak okoliczni nazywali ślepy zaułek, w którym wszyscy porzucali swoje śmieci. Smród był straszny, więc raczej nie chodziła tą drogą. Nie po to kupowała drogie perfumy, by potem cuchnąć gównem.
Prawdę mówiąc, nie miała za bardzo dzisiaj ochoty szlajać się po klubach, o dziwo nie za bardzo miała na to humor, ale była głodna. A nie zamierzała jeść znowu zwierzęcego mięsa. Ile można...
Z ciekawości skręciła prosto w ten zaułek i prawie zderzyła się z mężczyzną. Ugasiła papierosa o ścianę budynku i szybko zlustrowała jego osobę. Nie wyglądał na bogatego, zwykle jeansy z koszulą, roztrzepane włosy i zdezorientowane spojrzenie.
Nie zamierzała oceniać z góry. Poprawiła swój biały żakiet i posłała w jego stronę delikatny uśmiech.
- Czyżby zgubił Pan drogę? Nie wygląda Pan jakby był stąd.- mówiła subtelnym głosem, wręcz usypiający. Mogła go nazwać przeciętnie przystojnym, ale na tyle że mogłaby się nim pożywić. Nie było więc źle, może nie będzie musiała wcale szukać dziś w klubach.
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Rosemary
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Liczba postów : 25
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Nie 21 Kwi 2019, 13:46

Stanął jak wryty i wytrzeszczył oczy na widok Zjawy. Wyglądał dosłownie, jak gdyby ktoś go wyciągnął z łóżka. Zmęczone spojrzenie, potargane włosy i jeszcze smród śmieci. No pomijając oczywiście, że miał na sobie dzienne ubrania, bo był za leniwy, by je zdjąć.
- Cc...co? - wybełkotał w odpowiedzi dla Rosie - Mmm...może... Nie wiem, co się właściwie...
Mamrotał tak ledwo zrozumiale, rozglądając się ze zdziwieniem po otaczających go budynkach. Nigdy tu nie był. To nie było jego miasto, a tym bardziej okolice jego domu. Jedyną odpowiedzią na pytanie "skąd się tu wziął" było porwanie. Chociaż z tego co pamiętał, to było to wyjątkowo dziwne porwanie. Ta istota nie zachowywała się normalnie. Potem magiczne liny i jeszcze teraz kupa śmieci w obcym mieście.To wszystko go przytłaczało... Najwyraźniej miał ochotę jeszcze chwilę się zdrzemnąć, bo odetchnął wyjątkowo głęboko i przymknął oczy. Gotów był już zasnąć na stojąco, ale wtedy przypomniał sobie, że jest poza łóżkiem. Ten fakt jakimś cudem dopiero teraz do niego dotarł. I po kilku chwilach jakby poraził go piorun. Gwałtownie rozwarł gały i znów patrzył na stojącą przed nim kobietę. Zmierzył ją od góry do dołu nieco już przytomniej.
- Niee... Nie jestem stąd. W zasadzie to bardzo chętnie bym już wrócił do domu, więc czy mogłaby mi Pani wskazać najbliższy przystanek autobusowy? Albo cokolwiek, skąd gdziekolwiek dojadę?
W jego głosie pojawiła się błagalna nuta. Dziękował Bogu, że pierwsza osoba, jaką napotkał w tej nieprzyjemnej okolicy to kobieta. Bardziej chciał takiej zaufać, niż jakiemuś ciemnemu typkowi. Nie mógł przecież wiedzieć, że ta planuje go spożyć. Nie wiedział nawet, że nie jest już w swoim wymiarze. Skąd on miał cokolwiek wiedzieć? Po prostu liczył, ze ta przemiła kobieta napotkana w środku nocy mu pomoże.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Sob 27 Kwi 2019, 09:20

Zastanawiała się, co też przytrafiło się tej kupce nieszczęścia. Wyglądał żałośnie z tym zaspanym i zdezorientowanym spojrzeniem, próbującym ogarnąć co się właśnie dzieje. Wyglądał jakby ktoś go wyrwał z głębokiego snu, wrzucając do innej rzeczywistości.
Interesujące...
Przyglądała się z nieskrywaną ciekawością, jak mężczyzna próbował przypomnieć sobie co się stało. Całonocna libacja? Nie, nie czuła zapachu alkoholu i bardzo dobrze, krew rozrzedzona alkoholem smakowała paskudnie...
A więc może lunatykował? Somnabulizm nie był w tych czasach niczym niezwykłym. Chory na nią osobnik, najczęściej godzinę po zaśnięciu nieświadomie rozwija nieświadoma aktywność ruchową, nie odzyskując przy tym świadomości. Nie było to nic ciekawego, przynajmniej dla niej. Czyżby mężczyzna który przed nią stal, właśnie wybudził się ze swojego epizodu? Nie była w stanie stuprocentowo tego stwierdzić.
Nie pokazała tego po sobie, ale ta błagalna nuta w jego głosie, przyprawiła ją o przyjemny dreszcz. Oh, zagubiona owieczka błaga o pomoc. Był w tym momencie tak ludzko bezbronny... Właśnie. Ludzko. A bo dlaczego? Przystanek autobusowy. Była trzecia opcja którą brała pod uwagę. Porwanie. Jak inaczej wytłumaczyć to, że stoi przed nią człowiek? I to najwyraźniej nie dotknięty jeszcze tym anielskim wirusem. Dawno nie miała okazji skosztować ludzkiej krwi, a mężczyzna wyglądał na zdrowego, ale wiedziała że pozory mogą mylić.
Uśmiechnęła się więc słodziutko.
- Jedyny transport w tej okolicy jest wierzchowy. Do wyboru są bryczki, karoce, powozy, jak i same konie. Obawiam się jednak, że o tej porze może być ciężko z transportem. Jak Pan sam zdążył zapewne zauważyć, nie jest to okolica kwiatami usłana. Nie jest Pan stąd, więc radziłabym udać się do jakiegoś hostelu na te kilka godzin.- sprytne Rosie. Obstawiła sama ze sobą, że mężczyzna nie ma przy sobie portfela z gotówką. Co więc za tym idzie, ona jako dobra i współczująca samarytanka, zaproponuje mu zostanie u siebie. Gdzie będzie mogła zająć się nim w spokoju...
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Rosemary
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Liczba postów : 25
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Wto 30 Kwi 2019, 15:57

Spojrzał na nią trochę przerażonym wzrokiem i zaczął macać się po kieszeniach. No niestety gdy był zaspany, to stawał się bardzo przewidywalny. Nie znalazł portfela. Ani grosza. Jedynie jakiś stary paragon po pomidorach.
- Emm... Na pewno nie ma? Trochę, hmm... Nie spodziewałem się takiej nocnej wycieczki i... no... chyba jednak nie mogę tu spędzić nocy. A tak jeszcze, jeśli można spytać... Jak się właściwie to miejsce nazywa?
Zaczął ponownie zerkać nerwowo na boki. Spodziewał się raczej tego, że nazwa będzie równie nieprzyjemna, co wygląd owego miejsca. Raczej chciał stąd zniknąć jak najprędzej. I nawet gdyby miał pieniądze, to najprawdopodobniej nie wybrałby się do żadnego hostelu w okolicy. Całe szczęście miał tą stojącą przed nim kobietę. Całkowicie nie podejrzaną dla niego o tej porze dnia. No bo mogła w końcu udzielić jakiś informacji. Nie był świadom, że jest o wiele groźniejsza od niejednego ogolonego dryblasa. No ale w sumie co on mógł wiedzieć? Było tu wiele rzeczy, które mogły go zabić. Dobrze chyba, że umknęły mu one, bo by jeszcze zszedł na zawał. Z wierzchu powoli się uspokajał, ale jednak w środku wciąż bliski był wyzionięcia ducha. Środek nocy. A on był w jakimś obcym mieście. Z obcą kobietą. I na dodatek twierdziła, że nie ma możliwości powrotu. No po prostu super... Ah, no i by jeszcze zapomniał. Śmierdzi śmieciami, do tego jest bez grosza przy duszy. Zaczął poważnie rozważać, czy to nie jest jeden z tych wyjątkowo realistycznych, nieprzyjemnych snów.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Sro 01 Maj 2019, 17:43

Totalny brak orientacji w sytuacji u tego mężczyzny, był konieczny. Gdy stal tak przed nią, totalnie zagubiony i zdezorientowany, wyglądał jak dziecko. Dziecko któremu trzeba pokazać drogę, bo się zgubiło.
Nie spodziewał się nocnej wycieczki. Czy mówi tak osoba porwana? Zależy. Bardziej w tym momencie obstawiała lunatykowanie. Nie miał przy sobie portfela, ani dokumentów. Obmacał siebie i nic nie znalazł. Czy zdawał sobie sprawę z tego, jak łatwa zwierzyną był w tym momencie? Chyba nie do końca. Inaczej by się zachowywał, gdyby zdawał sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia z jej strony.
Zachowywała się jak uprzejma i nieszkodliwa kobieta, która bardzo chce mu pomóc. Nie był z Lustrzanej Krainy, skoro tak łatwowiernie do tego podchodził. Ludzie stąd wietrzą podstęp we wszystkim i wszystkich. Nie ma co im się dziwić, wszystko tutaj jest kłamstwem i prawdą jednocześnie. Jeśli jest się nowym w tych okolicach, można odnieść wrażenie że jest się na zjeździe po twardych dragach.
- Jesteśmy niedaleko Rdzawej Kamienicy, a okolica zwie się Mrocznymi Zaułkami. Adekwatnie, nie sądzi Pan? Ah gdzie moje maniery. Nazywam się Rosie.- uśmiechnęła się rozkosznie, wyciągając smukłą dłoń w stronę mężczyzny. Gówno ją obchodziło kim on jest i czym się zajmuje. Naprawdę. Ale żeby go do siebie przekonać, powinna pokazywać jasne zainteresowanie. - Jest Pan ranny? Wszystko w porządku? Jeśli źle się Pan czuje, mogę pomóc dotrzeć Panu do kliniki.- głos miała tak prawdziwie zmartwiony, że aż w duchu się uśmiała. Już dawno nie stosowała takich zagrywek. W Ludzkim świecie zdarzało jej się to nie raz, ale tu? Tu wszystko było łatwiejsze w tej kwestii. Polowanie nie sprawiało już żadnej radości czy satysfakcji. Ofiary wręcz same pchały jej się do rąk... Irytujące.
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Rosemary
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Liczba postów : 25
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Sob 04 Maj 2019, 22:39

W końcu uspokoił nieco wzrok i skupił go na dłoni kobiety. Patrzył na nią otępiale przez dłuższą chwilę, jak gdyby nie wiedział kompletnie, o co jej chodzi. Uścisnąć rękę? Świetnie. Tylko komu ją w zasadzie ściska? I lepsze pytanie, w jakim mieście ją sciska? Nazwa w żadnym stopniu go nie uspokoiła. Jedynie jeszcze bardziej poddenerwowała, co doprowadziło właśnie do takiego zdezorientowania. Nie był w stanie nawet normalnie odczytywać gestów. Trochę czasu mu zajęło adekwatne zareagowanie.
- Fra... Frank. Miło mi.
Odpowiedział nieco niepewnym, zmęczonym głosem, po czym uśmiechnął się krzywo. Następnie uniósł prawą dłoń i powoli uścisnął rękę Rosie. Uścisk miał nawet mocny. Jak na osobę w jego stanie. Chociaż mógł to być jakiś tik nerwowy... W każdym razie, szybko cofnął dłoń. Odetchnął kilka razy głębiej i skupił wzrok na zjawie. Zdał sobie w tamtym momencie sprawę, że ostatnio coś zbyt często panikuje. Był dorosłym facetem. I powinien zachować zimną krew, nawet biorąc pod uwagę to, co mu się ostatnio przytrafiało. Zresztą kobieta była w pobliżu. Nie wypadało się mazać.
- Ja hmm... Niee, wszystko w porządku. Po prostu trochę się chyba zgubiłem. Może źle z pociągu wysiadłem, czy coś... Nie znam tych okolic. No iiii w zasadzie, to prędko chciałbym się stąd ewakuować.
W końcu się zaczął uspokajać, a przynajmniej z zewnątrz. Jego uśmiech z krzywego przeistoczył się w normalny. A pomimo worków pod oczami, nie wydawał się już tak roztrzęsiony i zmęczony. Ale to głównie pozory. Sam siebie próbował przekonać, że wcale nie czuje się do dupy w tym strasznym miejscu.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Nie 05 Maj 2019, 11:20

Zaczynało ją to irytować. A jakże. Tak jak z początku, ta jego dezorientacja była nawet zabawna, tak teraz działała jej na nerwy. Gdy tak stała z wyciągnięta ręką, a ten kretyn nie rozumiał o co jej chodzi. Nie mniej jednak, nie opuściła ręki, a z twarzy nie zszedł jej uśmiech. Frank. Frank jaki? Cholera. Musiała się bardzo postarać, by nie zacisnąć tej ręki na jego szyi.
Źle z pociągu wysiadł? Bardzo nie lubiła, jak się ją okłamywało. Do tego w tak oczywisty sposób. Dworzec najbliższy znajduje się w mieście Lalek. A to kawałek stąd, do tego na dworcu jest plan okolicy i dostępne mapy. Gdyby faktycznie wysiadł na dworcu AKL to wiedziałby gdzie teraz jest.
- Jesteś człowiekiem, prawda?- nadal starała się brzmieć miło, ale zaczynała mieć dość tej gierki. Czuła, że traciła tu czas. A jej czas był cenny.
- Słuchaj... Frank. Spróbuje Ci to powiedzieć, tak byś nie oszalał. Nie jesteś w dobrym świecie. Miejsce w którym się teraz znajdujesz to Kraina Luster. Ty jesteś ze Świata Ludzi. Nie wiem jak się tu dostałeś, ale jeśli nie chcesz by wyrosły Ci skrzydła, powinieneś jak najszybciej wrócić do siebie. Ten świat, nie jest dobry dla was. Ludzi.- dałam sobie spokój z udawaniem miłej. Cholera, był nudny, nie pachniał ani apetycznie, ani zachęcająco, do tego zachowywał się jak wystraszony kundel. Nie tego tej nocy szukała.
- Mogę wskazać Ci drogę do bramy, jak przez nią przejdziesz, wrócisz do swojego świata.- westchnęłam, przeczesując sobie włosy palcami. Tego jeszcze nie grali, by musiała niańczyć dorosłego faceta i to za darmo...
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Rosemary
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Liczba postów : 25
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank on Nie 05 Maj 2019, 15:15

Albo to Rosie nie była najlepsza w przekazywaniu tak niewiarygodnych informacji, albo to Frank był tak niekumaty. Nie dotarło do niego no. Mózg wpierw się zawiesił, o czym świadczyło tępe mruganie, a potem odpalił tryb awaryjny. Mężczyzna parsknął śmiechem. Napięcie z niego zniknęło, a zastąpiło je istne rozbawienie. No tak... Mógł się tego spodziewać, że ktoś sobie z niego robi jaja. Tylko pytanie "kto?". Może to sąsiedzi postanowili w ten dziwny sposób nawiązać relacje? Albo starzy znajomi przyjechali do jego nowego mieszkania? W sumie do niektórych z nich to pasowało. Takie żarty z rozmachem... Zapewne wsypali mu coś do picia i zawlekli w nocy do jakiejś meliny. A teraz próbują mu wmówić, że jest w innym świecie. No bo jak inaczej wytłumaczyć to wszystko? Pozostawała jeszcze tylko jedna opcja. Kobieta przed nim była naćpana albo niespełna rozumu. Niestety jego mózg nie był w stanie uwierzyć w słowa zjawy. Wolał żartował, niż zaakceptować fakt, że jest w głębokiej dupie po drugiej stronie lustra.
- Ahh... Kraina Luster? Skrzydła? No bardzo śmieszne haha... Nie wiem, kim jesteś, ale jest środek nocy i niezbyt mam ochotę na żarty. - twarz powoli mu poważniała, gdy rozbawienie zamieniało się w zirytowanie - I nie wiem też, kto to wszystko wymyślił, ale jest wyjątkowo nieśmieszne. Jutro muszę wstać. Jestem padnięty i nie mam zamiaru szlajać się po nocy w obcym mieście przez jakieś głupie kawały.
W zasadzie już chyba lepiej było, że wzbierała się w nim wściekłość, niżby miał się tutaj rozpłakać. Wmówił sobie, że ktoś mu robi kawał. Może sam Bóg z niego zakpił? Kto wie. Ale ta sytuacja nie bawiła go i miał serdecznie dość. Chciał wrócić do łóżka i widać było po nim, że Rosie samymi słowami go nie przekona, a jedynie rozdrażni. Który normalny człowiek uwierzyłby na słowo, że magicznie przeniósł się do innego świata? No raczej żaden. Wywoływało to efekt wyparcia. Frank miał ochotę skrzyczeć kobietę za uczynki nieistniejących osób, ale zagryzł zęby w ostatniej chwili. Odetchnął parę razy głębiej i postanowił udawać, że bardziej go to bawi, niż wścieka. Wszak był jeszcze w mieście. Chciał wpierw wrócić do siebie, a potem okrzyczeć wszystkich naokoło.
- No ale niech ci będzie... - na jego twarzy wykwitł nieco sztuczny uśmiech - Prowadź mnie do tej "bramy". I powiedz może, kim ty jesteś. Wampirem? Wilkołakiem? A może smerfem? Hm?
Spojrzał na nią badawczo, unosząc brwi i nieco przechylając głowę. Raczej nie spodziewał się, że po takich pytaniach nie przestanie ona udawać. No a przecież nie udawała. W rozumowaniu Franka było naprawdę wiele luk. Ale wolał założyć wszystko, tylko nie to, że Rosie mówi prawdę.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Czw 16 Maj 2019, 12:17

Nie starała się jakoś specjalnie, by ta informacja zabrzmiała przekonująco. Miała gdzieś czy ten tutaj jej uwierzy, więc po co mu to powiedziała? Bawił ją. Chyba dlatego, chciała się zabawić i liczyła że ten tutaj dostarczy jej jakiejkolwiek rozrywki. No ale się chyba na to nie zapowiadało. Gdy parsknął śmiechem, miała ochotę poderżnąć mu gardło. Działał jej na nerwy, zamiast ją zabawić. Gdy skończył swój wywód, przewróciła oczami. Szybkim i sprawnym ruchem chwyciła go za gardło i przygwoździła do ściany. Nie wymagało to od niej nawet za dużo siły.
- Wyglądam jakbym żartowała misiaczku? Nie zamierzasz się szlajać, a jednak tu jesteś. Sam jak ten palec, w obcym świecie i bez żadnej wiedzy. Kapitalnie nie?- uśmiechnęła się słodziutko. Frank mógł dostrzec, że jej kły wydłużyły się.
- Marnuję swój czas, by Cię zorientować w temacie, podczas gdy tak naprawdę mogłabym po prostu Cię zabić. To jest równie proste, co zadeptaniem mrówki. Zdajesz sobie z tego sprawę panie śmieszku?- ścisnęła jego gardło, wwiercając w niego swoje spojrzenie. Robiła to na pokaz. Cały ten cyrk był na pokaz. Nudziła się tak bardzo, że nikt nie był raczej w stanie tego pojąć.
- Kim jestem? Zgadnij.-jej gorący oddech mógł poczuć wyraźnie na swojej szyi. Polizała jego skórę, delikatnie napierając ostrymi kłami w to samo miejsce. Zabawa w kotka i myszkę. Przednio. Dla lepszej pokazówki, przemieniła się ale tylko częściowo. Zza jej pleców wyszedł czarny ogon, pokryty łuskami, zakończony ostrym szpikulcem. Długi i gruby. Nie musiała tego robić, ale miała dość tej stagnacji.

Rosiczka
Rosiczka

Godność : Rosemary
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Liczba postów : 25
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Frank Today at 16:36

Tego się raczej nie spodziewał. Mina z rozbawionej momentalnie zmieniła się w zdezorientowaną i oszołomioną. Nawet nie miał czasu i siły, by przeciwstawić się jej gwałtownemu ruchowi. Nim się obejrzał, już tkwił przy ścianie. Nim jakakolwiek myśl poza "o kurwa" zdążyła przejść przez jego głowę, Rosie już zaczynała swój wielki pokaz, mający na celu zmoczyć mu majtki. Nawet nie był w stanie jej patrzeć w twarz. Jego oczy panicznie zerkały na boki, jakby zastanawiał się, czy w ogóle jest sens krzyczeć. O wyrwaniu się jej z uścisku nawet nie zdążył pomyśleć, bo tej się zaczęły kły wydłużać. Kły? Przez chwilę pojawiła się również myśl, że to halucynacje. Niefortunnie, kobieta gdy tylko skończyła mówić, zaczęła dziwnie zabawiać się jego szyją. Do cholery, co on miał teraz zrobić... A najważniejsze, co ona ma zamiar zrobić? Kto normalny liże szyje przypadkowym osobom z ulicy? I jeszcze... o kurde, zaczęła mu się chyba wgryzać. W tamtym momencie na chwilę odechciało mu się żartów. Kompletnie. Jedyne, co mu w głowie tkwiło, to obrzydzenie i przerażenie spowodowane zachowaniem zjawy. Wyszło na jaw, że najprawdopodobniej trafił na psychopatkę z nadnaturalnymi mocami. Próbował coś powiedzieć. Zaprotestować albo chociaż krzyknąć, ale z jego gardła wydobył się jedynie cichy warkot. Zbyt mocno przycisnęła mu szyję.
- Dhhhh... dh... do... bra... już, już. Bła... gam... zo... staw moją szy... ję!
W jego głosie oprócz paniki wyraźnie dało się czuć także nutkę obrzydzenia. No do cholery. Jakaś baba właśnie mu lizała i wgryzała się w szyję. I nawet nie było to to przyjemne podgryzanie. Ona mu kurna kły wbijała. Raczej powątpiewał, by była to lokalna forma pocałunku. Tym większy szok pojawił się na jego twarzy, gdy zza jej pleców wyszedł nagle wielki, czarny ogon. Z dość niebezpiecznie wyglądającym szpikulcem. Jeszcze chwilę temu sądził, że trafił na wampira. Najprawdziwszego w świecie wampira. Teraz już kompletnie nie wiedział, co to jest. Jedynie bardziej wgniótł się w ścianę, a raczej próbował. Byle dalej od jej zębisk oraz ogona.
Frank
Frank

Godność : Boone
Wiek : 24
Rasa : Opętaniec
Lubi : Pośpiewać podczas wędrówki, czy przy ognisku
Nie lubi : Tłumów
Wzrost / Waga : 181 cm/ 76 kg
Aktualny ubiór : Niebieskie, w miarę luźne jeansy oraz szara koszulka i skórzana kurtka. Te ostatnie mają niedbale wycięte otwory na skrzydła.
Znaki szczególne : Nieczesane włosy
Pod ręką : Plecak z dwoma bochenkami chleba, serem, 3 litry wody i oczywiście niedziałający telefon
Broń : Ciężki, dwuręczny miecz lub pistolet
Pan / Sługa : Pan własnego losu
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 30
Dołączył : 16/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach