Jezioro Wspomnień i ukryte wejście do podziemnych tuneli

Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pią 19 Kwi 2019, 03:32

Jezioro Wspomnień i ukryte wejście do podziemnych tuneli

W północnej części obrzeży Malinowego Lasu, mieści się niezwykłe miejsce. Gęsty zagajnik drzew, najróżniejszych gatunków, rozciąga się u stóp skalnego występu. I skrywa w swym zanadrzu niezwykły skarb. A w zasadzie nawet więcej niż jeden...

Jest to miejsce które, z całą pewnością przypadnie do gustu każdego, kto docenia unikalne piękno oraz bogactwo natury. Rzadko kiedy spotyka się rewir, tak bogaty w ilość różnorodnej flory. Kwiaty, zioła, porosty, mchy. Z niewiadomych przyczyn roślinność, jest tu obfitsza niż w innych sektorach lasu. Może to kwestia gleby, a może sprawka słynnego jeziora. Akwen w kształcie niemal idealnej elipsy jest prawdziwym klejnotem tego zakątka. Warto wspomnieć, iż jezioro nie należy do przeciętnych. Niezależnie od pory dnia czy roku, woda w jeziorze, wygląda tak, jakby ktoś uwięził pod jej powierzchnią seledynową mgłę.
Nazwa, jaką mu nadano, wcale nie jest przypadkowa. Jeśli ktoś zanurzy się w wodzie, istnieją sporę szanse na to, iż dane mu będzie, zagłębić się również we własnych wspomnieniach. Podobno niekiedy obrazy wspomnień zaczynają wyświetlać się tafli wody. Pytanie jednak, czy będą to wspomnienia, których się pragnie? A może te, które na zawsze chciałoby się wymazać z pamięci... Któż to wie?

Na tym nie kończą się niespodzianki związane z tą lokacją. Jak było wspomniane, rosną tu, liczne gatunki drzew. O jednym należy jednak wspomnieć, ze względu na jego "usposobienie". Mowa o wijącej wierzbie. Ta nie różni się bardzo od swej ziemskiej kuzynki, choć jej kora jest gładka i wpada w odcienie granatu i fioletu. Liście zaś pobłyskują metalicznym błękitem. Długie i wiotkie gałązki sięgają aż do ziemi, tworząc naturalną kurtynę. Gałązki, chętnie i żwawo oplatają się, wokół wszystkiego, co znajdzie się w ich zasięgu. Należy zatem uważać, aby nie skończyć w roli wspornika.

I w końcu dochodzimy do ostatniego, szczególnie istotnego faktu, jaki należy się podzielić, opisując to miejsce. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, miesi się tutaj ukryte wejście, czy może raczej wyjście. Tuż za rozłożystą kurtyną, jaką tworzą gałęzie wierzb, kryje się wlot do sieci podziemnych tuneli. Te ciągną się kilometrami zaś liczne rozwidlenia, czynią z nich istny podziemny labirynt. Łatwo się w nich zgubić oraz napotkać na ich dzikich lokatorów. Jeśli ktoś, pragnie zająć się penetracją, podziemnych przejść, powinien uzbroić się nie tylko w źródło światła, ale również sporą porcję odwagi. Najdrobniejsze dźwięki, niosą się tutaj donośnym, echem, który potrafi przyprawić o gęsią skórkę.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Sob 20 Kwi 2019, 04:53

Pojawienie się znikąd, świetlistego portalu, spłoszyło kilka istot, które przybyły tu zapewne chcąc ugasić pragnienie. Mogliśmy zauważyć, jak coś czmychnęło, znikając w gęstych zaroślach. Dało się też usłyszeć szczebiot spłoszonych ptaków.
Mimo iż przed wyruszeniem do lasu, zdarzyliśmy jeszcze posilić się w karczmie, to pora pozostawała wczesna. Polanę nad jeziorem, otulał poranny chłód. Na trawie i mchu, nadal skrzyły się delikatne kropelki rosy. W wyborze, tej lokacji miałam swój dodatkowy cel. Nie tylko w tych rejonach lasu, dochodziło już do zarażeń pasożytem, jak wynikało z raportów, jakie udało nam się zgromadzić w SCR. Był to też niewielki raj, dla każdego, kto choć trochę znał się na zielarstwie czy alchemii. Zbliżała się pełnia księżyca i był to idealny czas na zebranie kilku gatunków ziół oraz grzybów. Tym bardziej iż ostatnim czasem, moje zapasy eliksirów zostały konkretnie nadszarpnięte.

Odległość dzieląca Jezioro Wspomnień od Tawerny w Mieście Lalek była duża. Wymagało to ode mnie otworzenie jaz zarazem, kilku portali. Teraz czułam, iż niezachowanie, przerw pomiędzy przejściami było złym pomysłem. Gdy przekroczyłam ostatni portal, w towarzystwie Szaszy, dało się odczuć moje chwilowe zmęczenie. Łapczywie chwytając oddech, na miękkich nogach powędrowałam do pnia najbliższego drzewa, opierając się o nie plecami.
-Z-za duża odległość w tak krótkim czasie. Trochę, przesadziłam, powinniśmy byli zrobić przerwę. Ale to nic, zaraz minie.
Wyjaśniłam, nie chcąc przysparzać ewentualnych zmartwień swemu towarzyszowi. Teraz faktycznie się nim stał... bo skoro miał bursztynowy kompas, to mógł wymknąć mi się z rąk w każdej chwili. Teoretycznie wystarczyłoby ukraść artefakt... lecz, byłam przekonana, iż brunet, będzie uważał na swoją nową zabawkę. Ciężko byłby również odrzucić od siebie ewentualne cienie podrzenia... Ale nie chodziło tylko o to. Podjęłam bowiem wyzwanie, które rzucił mi los. Sprawdźmy zatem które z nas dwojga ma więcej szczęścia.
-Jesteśmy nad jeziorem Wspomnień. Całkiem tu ładnie prawda?
Mówiąc, wygładziłam materiał spódniczki. Na tego typu wycieczki, miałam zdecydowanie bardziej odpowiednie stroje. Niestety, wyglądało na to, iż musiałam wykorzystać je wcześniej, albo po prostu zapomniałam spakować nowy zestaw do sakwy. Nie miałam jednak powodów do narzekać, już nie raz czy dwa wędrowałam po Malinowym Lesie w podobnym miłym dla oka stroju .
-Mam zamiar pozbierać trochę ziół i grzybów. To składniki do eliksirów, które warzę. A właśnie jak Twoja rana? Myślę, że powinna, całkowicie się zasklepić. Mogę zerknąć?
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Sob 27 Kwi 2019, 16:29

Sasze przebudził się, wyczuwając iż ktoś zmierza w jego stronę. Wiedział że to tylko Seamair, więc nie otwierał oczu, udając że nadal śpi. Pozwolił dziewczynie się zbliżyć i usiąść koło niego. Cóż, nie rzuciła się na niego czy to z nożem czy to z płaczem więc chyba była spokojna. Mimo tego chłopak i tak trochę się niepokoił, co właściwie ma jej powiedzieć. Już wcześniej myślał nad kilkoma wymówkami, ale żadna nie miała sensu skoro wrócił to spakowany na wyprawę. Ostatecznie zdecydował że po prostu powie jej prawdę i otworzył oczy.

Po rozmowie na temat tego co się stało i tego co teraz zamierzają Sasza dał dziewczynie czas na przebranie i spakowanie się, a sam zszedł na dół by zamówić dla nich śniadanie. Tak naprawdę chciał zrobić mały interes z karczmarzem. Trochę się obawiał, w końcu ponoć nie przepadano tu za ludźmi, ale wczoraj nikt nie zwracał większej uwagi na jego ubrania, poza tym dwukolorowe tęczówki robiły robotę. Zmawiając jedzenie, wkręcił właściciela przybytku w rozmowę, następnie niby przypadkiem napomknął o swym rzekomym zawodzie – handlarzu przedmiotami zza drugiej strony Bramy. Nim Seamair zeszła na dół, udało mu się opchnąć kilka zbędnych mu rzeczy, z których i tak nie miałby tu pożytku. Dostał za to trochę srebrnych monet. Nie wiedział za bardzo czy to dużo czy mało, bo nadal średnio orientował się w tutejszej walucie i cenach za produkty. Dlatego też najlepsze fanty zachował dla siebie, w końcu miał jeszcze trochę skradzionej w ŚL biżuterii którą zamierzał później opchnąć u jakiegoś jubilera.

Zaraz po śniadaniu ruszyli w drogę, korzystając z portali Rogatej. Z pewnością była to wygodna moc, ale Sasza nie wziął pod uwagę że korzystanie z magii może być dla dziewczyny wyczerpujące. Na tyle na ile zdążył ją poznać, zapewne byłaby urażona gdyby chciał podtrzymać, więc pozwolił jej dojść do drzewa i usiąść samej, ale nie odstąpił jej na krok na wypadek gdyby miała się przewrócić. Gdy już usiadła wyciągnął coś z kieszeni i włożył jej do dłoni, nie dając możliwości odmowy.
- To batonik energetyczny. Używamy ich podczas silnego wysiłku żeby odzyskać energię. Zawierają kofeinę, czekoladę, orzechy, płatki owsiane i suszone owoce. – Wytłumaczył by dziewczyna wiedziała że nie próbuje jej truć. Poza tym nie wiedział czy mają tu coś takiego. Mieli natomiast eliksiry, co było bardzo ciekawą wiadomością. No tak, w końcu była magia i magiczne przedmioty, więc czemu by nie alchemia...
Gdy dziewczyna wspomniała o bandażu zamrugał i dotknął dłonią czoła. Tyle się działo że kompletnie o tym zapomniał, już się przyzwyczaił i nawet nie czuł że ma coś na głowie. Posiadał pewne umiejętności z pierwszej pomocy więc mógł sobie poradzić z tym sam, poza tym Sea była teraz zmęczona... jednak wizja bycia otoczonym opieką przez piękną towarzyszkę była bardzo kusząca.
-A, tak. Myślę że będzie już okej, szybko się leczę. Proszę. – Zdjął plecak i usiadł po turecku obok niej, tak by nie musiała wstawać. -Znasz się na eliksirach i na medycynie... jesteś jakąś znachorką albo czarownicą?
Chwilę później nagle uaktywnił się jego szósty zmysł. Sasza poczuł się jakby ktoś dźgnął go igłą w plecy. Takie uczucie towarzyszyło mu zazwyczaj gdy ktoś go obserwował. Spokojnie obrócił głowę, udając że zachwyca się okolicą, by zerknąć za siebie. Nikogo nie zobaczył, zauważył jednak iż za drzewami znajduje się coś co prawdopodobnie było jaskinią. Co prawda jaskinia zapewniała skrycie w ciemności, jednak można z niej było zobaczyć tylko wąski kawałek terenu. Więc albo ktoś był idiotą albo znajdowało się tam jakieś dzikie zwierzę. Zastanawiał się przez chwilę czy mówić o tym Seamair. Nie chciał jej straszyć, ale w końcu posiadała zdolność do rozmowy ze zwierzętami no i miała więcej wiedzy o tym świecie.
- Wygląda na to że ktoś lub coś obserwuje nas z jaskini za moimi plecami. Masz jakieś pomysły? - Zwrócił się do niej szeptem.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pon 29 Kwi 2019, 00:07

Przez chwilę nieco niepewnie wpatrywałam się w darowaną mi rzecz. Nazwa brzmiała dziwnie a po odwróceniu opakowania, można było dostrzec na etykiecie ciąg słów wypisanych bardzo drobnym druczkiem. Czy w świecie ludzi, dla uatrakcyjnienia produktu, dodawano do nich fragmenty jakichś dzieł literackich? Ostatecznie lekturę postanowiłam przełożyć na inny czas. Tym bardziej iż Sasza zdarzył już wyjaśnić, czym jest wręczony mi obiekt.
I znowu troska... coś, z czym nigdy nie miałam większych szans się obyć. I nawet jeśli to mały gest, to był miły... a przez to jakaś igła sumienia, chcąca przedrzeć się do mojej głowy... znów zagłębiła się o kilka milimetrów. To takie głupie... Masz misje, zawsze są jakieś koszta... Ale czy sama nie byłam takim kosztem... Zresztą, to jego wybór... że został ze mną, mimo że ma wolną drogę do domu. Mimo wszystko poczułam jakby jakiś pijany malarz, zawadził pędzlem o moją twarz, zostawiając na niej plamę różu.
-Dziękuję.
Odpowiedziałam, racząc chłopaka szczerych, delikatnym uśmiechem. Nie chcąc wyjść, na niewdzięczną, postanowiłam od razu spróbować przekąski. Co prawda samo jej otworzenie sprawiło mi nieco trudności. Nie wiedziałam jak otworzyć je, by nie zniszczyć tekstu na odwrocie. W ostateczności udało się, a kęs batonika zniknął za moimi zębami. Nie był zły, choć osobiście, do składu dodałabym odrobiny miodu dla smaku.
-Całkiem niezły, dawno nie miałam okazji jeść nic ze Świata Ludzi.
I prawdę mówiąc, wcale specjalnie tego nie żałowałam. Moje wspomnienia związane z Światem, w którym spędziłam bądź co bądź większość swego żywota, nie były najszczęśliwsze. Jedyna rzecz, której naprawdę mi brakowało, to muzyka, którą dało się odtworzyć na zawołanie. Brakowało mi, czucia pod palcami faktury winylowych płyt. Gramofon, który udało mi się zdobyć, popsuł się jakiś miesiąc po zakupie... Zaś satyrom czy innym utalentowanym, bestiom ciężko było narzucić brzmienia z obcego świata.
Moja wycieczka do niewielkiej krainy nostalgii, powinna zostać niezauważona. Ponieważ w tym czasie pochyliłam się nad brunetem. Którego głowa przez chwilę, tkwiła uwięziona pomiędzy mymi rękoma. Obie dłonie, z wprawą zajmowały się teraz zdjęciem opatrunku, po którym nastąpiła kontrola techniczna.
-Nie dość, że diabelstwo to jeszcze czarujące? Tak, czasem słyszę określenie czarownica. Ale nie zabrałeś ze sobą podpałki i zapałek, co?
Moje wargi rozciągnęły się w zadziornym uśmiechu. Tak, wiem to i owo na temat świata Ludzi... Ian nie wiedział, że nauczę się dostawać do pomieszczeń pod kluczem. A zbyt kochał książki, by się ich pozbywać.
-Musiałam się tego nauczyć, bestie, którymi się opiekuje, często wymagają również pomocy medycznej. A mało kto jest w stanie udzielić ratunku, czemuś, co może odgryźć mu rękę, kłapnięciem paszczy. Ja mogę. A poza tym nie ufam lekarzom. Nie zbliżę się do żadnego z własnej woli, więc i o siebie muszę zadbać sama.
Po ostatnim rzucie oka na ranę skinęłam głową na znak zadowolenia z oględzin.
-No, ładnie się zagoiło. Nie zostanie, nawet najmiesz blizna.
Gdy już miałam zamiar poderwać się z ziemi, Sasza zaskoczył mnie pewną informacją... Przez chwilę spoglądałam w jego różnobarwne tęczówki z malującym się na twarzy zaskoczeniem. Jak udało mu się coś stąd dostrzec? Oczywiście wiedziałam o tunelach, ale...
Brunet mógł teraz dokładnie przyjrzeć się temu, jak nagle czarne źrenice osadzone na tle czerwieni, zwęziły się do cienkich kresek. Jednocześnie pochyliłam się do przodu, opierając dłoń o ziemię. Przez co moja głowa przez chwilę znalazła się niemal nad ramieniem chłopaka.
-W pobliżu nie ma bestii, a w każdym razie nie w tunelach. Niektóre lubią się po nich szwendać... ale gdyby były blisko, to bym je wyczuła. To stare tunele, opuszczone... zwykle zbieram w nich niektóre gatunki grzybów.
Informacja nie przeraziła mnie, a jedynie zaskoczyła. Zaczęły mnie ponosić instynkty, które do tej pory starałam się trzymać na wodzy. Rola ofiary, zdecydowanie nie leżała w moim repertuarze. Co prawda moglibyśmy przenieść się też w inne miejsce, lecz i to byłaby zadra na honorze. Zresztą, cokolwiek tak było, o ile było w ogóle, nie musiało mieć przecież wrogich zamiarów. A jeśli już miało... tym gorzej dla niego. Pewność siebie to zdecydowanie rzecz, która kiedyś przychyli się do mojej śmierci. Miałam tego pełna świadomość.
-Nie wiem, co tam siedzi... ale jeśli tego nie sprawdzę, to sama nie będę mogła usiedzieć spokojnie.
Po tych słowach wsunęłam dłoń do sakwy, by wyciągnąć z niej, coś, co wyglądało jak przerośnięta wersja miętowej cukrowej pałeczki. Może i wyglądała komicznie, lecz sprawdzała się również w walce. Szczególnie takiej, w której nie masz jeszcze pewności, czy chcesz kogoś zabić, czy nie. Po tym zaczęłam podnosić się z ziemi z zamiarem ruszenia w kierunku wejścia do tuneli. Myśl iż Sasza w tym momencie spokojnie zaczeka, w bezpiecznej odległości zdawała się nikła...
-Tamte drzewa, to wijące wierzby. Postaraj się nie dotknąć żadnej z gałązek.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Nie 05 Maj 2019, 16:45

- Tak się składa że akurat zabrałem. W końcu źródło ognia to podstawa survivalu. - Odpowiedział z lekkim uśmiechem, choć zdziwił się słysząc żart nawiązujący do palenia czarownic. Czy Seamair mówiła o jego świecie czy może i tutaj zdarzały się takowe polowania? Wydawało się to raczej głupie, skoro wszystko tutaj aż ociekało magią. Jeśli już to prędzej palono by ludzi za ich nowoczesną technologię, która dla tutejszych mogła stanowić czarną magią. Z tym że ta technologia i tak nie działała. To mu przypomniało że miał zabrać ze sobą aparat na klisze... no trudno, działał w pośpiechu a poza tym nie miał takiego w domu a był środek nocy. Znalezienie sprawnego egzemplarza mogłoby chwilę zająć. Ale zawsze mógł przecież wrócić w dogodnej chwili.
Na te myśl zapatrzył się tępo na różowe włosy latające mu przed twarzą gdy Sea sprawdzała jego ranę. Przez całe szaleństwo które im towarzyszyło, dopiero teraz dotarło do niego jak wielką mocą teraz włada. Mógł w ułamku sekund przenosić się między wymiarami. Mógł uciec z niebezpiecznej sytuacji, przenosić przedmioty, podróżować, prowadzić swoje badania... zaledwie jeden przedmiot otwierał przed nim masę możliwości i sprawiał że przestał być bezradnym człowieczkiem zagubionym w obcym świecie.
Sasza miał już głowie kilkanaście scenariuszy na swoje życie w Krainie Luster, ale zanim zaczął zagłębiać szczegóły swych planów, Sea przywróciła go na ziemię.
- Hm, więc jesteś bardziej magicznym weterynarzem aniżeli lekarzem. - Nie poruszył tematu jej nieufności do lekarzy. Sam ich nie lubił, bo zawsze gadali głupoty. Wolał myśleć o sobie jak o perfekcyjnym okazie i żyć w szczęściu niż myśleć o niskim poziomie cukru czy jakichś innych głupotach. Nie o to jednak chodziło. Jeśli Rogata faktycznie miała tyle lat ile mu podała - w końcu byli w magicznej krainie, więc mimo swego wyglądu mogła mieć i 500 lat - to biorąc pod uwagę fakt że mieszkała sama, jej zaradność, zachowanie, zajmowanie się niebezpiecznymi bestiami... musiała zapewne wiele przejść w życiu, a Sasza nie lubił rozgrzebywać przeszłości, zwłaszcza że nie była to jego sprawa bo nie byli na takim poziomie znajomości by opowiadać sobie swoje smutne historyjki.
Gdy wspomniał jej o swoich obserwacjach, dziewczyna nachyliła się do niego tak, że przez chwilę miał jej twarz zaledwie kilka centymetrów od siebie. Na dodatek była całkowicie skupiona na wpatrywaniu się w tunel. Miał więc niepowtarzalną okazję by z bliska obejrzeć sobie jej rogi. I gdy tak patrzył jak błyszczą w świetle dnia, odczuł nieodpartą chęć by ich dotknąć lub polizać. Rozdarty między dziwnym pragnieniem a myślą o reakcji dziewczyny zwlekał jednak zbyt długo i nim zdążył wykonać jakikolwiek ruch ta wstała i ruszyła prosto w stronę jaskini. No proszę, wojowniczka mu się trafiła. Ale to dobrze, bo i tak nie zamierzał odpuścić zwiedzenia podziemnych tuneli. Uwielbiał tunele i opuszczone miejsca.
Złapał plecak i ruszył za nią, uważając by nie dotknąć żadnej gałęzi. Gdy obok nich przechodzili miał wrażenie że niektóre gałązki się poruszają...
Dotarli do wejścia. Nie wiedział co czeka ich na dole, więc zdecydował się pozostawić tu plecak. Szybko zamaskował go liśćmi i kamieniami, uprzednio jednak odpiął od niego jeden element, wyciągnął z niego paski i założył jako pas biodrowy. Następnie wyciągnął z niego śmierdzącą szmatę, którą przy pomocy sznurka obwiązał na leżącym na ziemi kiju.
- Niestety nie mam ich zbyt dużo i nie działają super długo. Nie byłem specjalnie przygotowany na podróż do świata gdzie nie działają latarki... - To mówiąc odpalił pochodnię i jako pierwszy wszedł do jaskini. Szukał odcisków czy innych śladów czyjejś obecności, jednak nic takiego nie znalazł. Kurz i pajęczyny wskazywały na to że od jakiegoś czasu nikogo tu nie było. Czyżby tylko mu się przywidziało?
- Mówiłaś że zbierałaś tu grzyby. Masz jakiś pomysł gdzie iść?
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Sro 08 Maj 2019, 22:55

Zaczekałam przy wlocie do tuneli, aż Sasza pozbędzie się zbędnego balastu. Trzeźwe myślenie było jedną z tych rzeczy, za które go ceniłam. W chwilach stresu i emocji nie pozwalał nerwom, przyćmić umysłu. To dość rzadka cecha, nawet wśród lustrzan, zaś jej wypracowanie wymaga sporo wysiłku. W dodatku naprawdę wiedział co to dobre przygotowanie. Skinęłam głową z uznaniem, gdy w rękach chłopaka, zapłonęła prowizoryczna pochodnia.
-Widzę, że naprawdę znasz się na sztuce przetrwania. Trzeba Ci to oddać.
Dopiero po tym, jak słowa opuściły już moje usta, zdałam sobie sprawę z ich karygodności. Nie były kłamstwem, ale nie o to chodziło. Był to bądź co bądź, komplement. Stosowanie ich było przydatne, kiedy chciało się coś zyskać... ale teraz, rzuciłam go naturalnie, samoistnie... co było niepokojące. Przywiązywanie się do „królika doświadczalnego” było głupotą, za którą powinnam zgotować sobie jakąś karę... Tym bardziej iż przypinanie do chłopaka tego określenia, przychodziło mi teraz z większym trudem, niż się tego spodziewałam. Zacisnęłam dłoń w pięść, tylko po to, by poczuć na dłoni, pierścień, będący symbolem mojej misji, projektu Dedal.

Gdy oboje, byliśmy już gotowi, a ja postąpiłam krok ku wejściu, zostałam wyprzedzona przez bruneta. Przez krótką chwilę miałam ochotę po prostu walnąć, go za to cukrowym berłem. Naprawdę, nie należałam do tego typu dziewczyn, które boją się stanąć twarzą w twarz z zagrożeniem. Fakt, że byłam, mniejsza nie czynił mnie wcale mniej groźną dla otoczenia. Wielu zdołało się już o tym przekonać. Co więcej, lepiej niż mój kompan, znałam tę Krainę i zagrożenia, jakie ze sobą niosła. Nawet jeśli był to zaledwie ułamek owych niebezpieczeństw. Chwilę, zajęło mi wmówienie sobie, że barwnooki, zapewne, chciał po prostu oświetlić nam drogę. W to wszystko mogłam tylko wplatać nadzieję, że jeśli coś się stanie, nie będzie robił żadnych głupot. Choć, czy mogłabym go za to winić? W końcu nie mógł wiedzieć, jaką wartość, dla mnie przedstawia.
Mimo wszystko, berło, na którym zaciskałam dłonie, niemal wysyłało mi ciche szepty „Zrób to!”. Kusiło... i to bardzo, ale tylko do czasu, aż nie zaczęłam myśleć o ewentualnych konsekwencjach. Bo wystarczyłoby przecież, aby berło się ześlizgnęło, i trafiło na jakąś cześć garderoby lub, wyposażenia, jakie brunet miał ze sobą. W efekcie mogłabym skończyć z garścią cukierków oraz wkurzonym i półnagim Saszą. I kto wie, jakie byłyby tego skutki... Zatem zrezygnowałam chwilowo z tego pomysłu i zajęłam się wypatrywaniem potencjalnych zagrożeń.

Każdy kolejny krok, upewniał mnie w przekonaniu, iż był to jedynie fałszywy alarm. Nie zauważyłam bowiem, nic co wskazywałoby na to iż, ktoś chwilę temu, kręcił u wlotu tunelu. Nawet w powietrzu, dało się wyczuć te same zapachy. Wilgoć, ziemia, zgnilizna, nafta oraz delikatna i ulotna woń stanowiąca połączenie zapachu trufli i świeżej trawy. Ta ostatnia woń, należała właśnie, do rosownika, gatunku grzyba, który, rósł tu wyjątkowo obficie.
-Czy zauważyłeś wtedy coś konkretnego? Nie widzę nic, co mogłoby świadczyć o tym, że ktoś tu był.
Nadal mówiłam ściszonym głosem, choć jeśli faktycznie coś nadal było w dalszej części tunelu, zapewne wiedziało już o naszej obecności. Mimo iż nie udało mi się znaleźć żadnych śladów, wolałam nadal trzymać gardę. Wykorzystując okazję oraz fakt, iż tunel był jeszcze wystarczająco szeroki, zrównałam krok z Saszą.
-Niedługo trafimy na pierwsze rozwidlenie. Te tunele to podziemny labirynt, zwykle nie zapuszczam się w ich głąb, bardziej niż to konieczne. Tym bardziej że grzyby, po które tu przychodzę, rosną stosunkowo blisko. Teraz skręcimy w lewo a przy następnym rozwidleniu w prawo. W tamtym korytarzu panuje nieznośna wilgoć, która służy rosownikom. Muszę zebrać kilka.
Dopiero teraz zaczęłam żałować, że nie wybrałam dziś nieco mniej strojnej kreacji. Zapomniałam ile tu cholernych pajęczyn i wilgoci, a w dodatku korytarze, za jakiś czas zaczną się zwężać. Co więcej, denerwował mnie teraz zwykły szelest materiału, czy cienie tańczące na ścianie. Nie bałam się ryzyka, nie raz potrafiłam skoczyć w lwią paszczę... skąd więc ten niepokój, zwłaszcza że naprawdę nie wyczuwałam w pobliżu niczyjej obecności. Westchnęłam cicho, po czym na powrót wsunęłam cukrowe berło do sakwy.
-Nie wiem, gdzie prowadzi większość tuneli, ale jedne znam dość dobrze. Można nim dojść, do ruiny starej winnicy. Willa zachowała się w dość dobrym stanie, pożar strawił tylko jej zachodnie skrzydło. Kręci się tam kilka satyrów, Ci to wiedzą, co do dobra zabawa. Choć nie wiem, czy jeszcze by mi Cię nie porwały. Bywają złośliwe. No i to jakaś godzina drogi, tunelem o połowę węższym od tego tutaj.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Pon 13 Maj 2019, 16:26

Chłopak wyczuł poirytowanie Rogatej gdy jako pierwszy wszedł do tunelu, ale zignorował ten fakt. W końcu to on miał źródło światła, poza tym miał nóż i pistolet a on jakąś różdżkę na kiju. Nie znał się na magii i bestiach ale naboje i ostrza powinny być równie skuteczne i po tej stronie lustra. A poza tym zbierał większość pajęczyn na siebie, wiec powinna być wdzięczna.
- Faktycznie, nie ma żadnych widocznych śladów. Może to coś już sobie poszło. - Odpowiedział Sasza podążając labiryntem zgodnie ze wskazówkami swej towarzyszki. Zaczynało mu się robić trochę głupio, że od razu wyznał jej swoje przeczucia. Swojego instynktu był pewien, na pewno coś ich wtedy obserwowało. Ale cokolwiek to było musiało już zniknąć i pewnie Sea uzna teraz że jest przewrażliwiony. No cóż trudno. Przynajmniej zbierze sobie te swoje grzyby a on zwiedzi ciekawe miejsce.
Informacja o willi i Satyrach była bardzo interesująca i z chęcią by się tam wybrał nawet w tym momencie, ale dziewczyna nie wydawała się zbytnio zainteresowana tą wizją a nie chciał jej ciągać na siłę po każdym nowo odkrytym miejscu. Z pewnością chciała już wrócić do domu, do swoich bestii i prywatnej sypialni. Jednak kiedyś na pewno jeszcze tutaj wpadnie.
Zatrzymał się gdy odnaleźli grzyby których poszukiwała Seamair. Tymczasowo zaczepił pochodnię na uchwycie, by mieć wolne dłonie i móc się porozglądać podczas gdy dziewczyna robiła swoje zbiory. Pomyśleć że udał się do innego wymiaru by łazić za grzybami...
Gdy tak sobie stali, znowu doznał przeszywającego uczucia bycia obserwowanym. Coś czaiło się w korytarzu przed nimi, w absolutnej ciemności. Po kilkunastu sekundach uczucie uległo zmianie. Nie mógł nic zobaczyć, nie było też niczego słychać, jednak miał pewność że coś porusza się teraz bardzo szybko, prosto na niego. Jakby ciemność poruszała się sama...
Nie wiedział co jest przed nim, więc nie mógł ryzykować rykoszetu. Zamiast pistoletu błyskawicznie wyjął i rzucić przed siebie nożem a następnie wyjął drugi nóż do walki. Cokolwiek było w tunelu było już zaledwie metr od niego. Cała sytuacja trwała sekundy więc nie miał czasu by wyjaśniać stojącej za nim dziewczynie o co chodzi. Przyjął postawę do walki, gotowy na uderzenie...
I nic się nie wydarzyło. Niewidzialne "Coś" nie uderzyło, lecz minęło go i otoczyło. Teraz miał wrażenie jakby byli obserwowani ze wszystkich stron. Opuścił nóż i odwrócił się do Różowej.
-Dziwne. Znowu mam to wraże... - Nie dokończył zdania bo w tym momencie coś spadło na niego ze sufitu. Próbował zrobić unik rzucając się przed siebie i robiąc koziołka, jednak nieznana istota spadła mu na plecy i uczepiła się ich. Sięgnął wolną ręką i zacisnął dłoń na na nieznanym. Cokolwiek to było, w dotyku przypominało gęstą, poruszającą się maź. Istota bez problemu wyślizgnęła się z jego uścisku i przelazła mu na rękę. Wziął gwałtowny zamach i w końcu udało mu się zrzucić z siebie to coś. Niestety zapomniał że tuż przed nim znajdowała się Seamair, która oberwała czarną mazią. Istota przez chwilę poruszała się po jej ciele, po czym nagle odskoczyła i znów zaczęła poruszać się w stronę Saszy, jakby dziewczyna kompletnie jej nie interesowała.
Dla Saszy stanowił oto idealną okazję. Skoczył do przodu i trzymając obie dłonie na nożu wziął szeroki zamach by uderzyć mocno i wbić nóż prosto w czarną maź. Nie przemyślał jednak wcześniej ze nie da to żadnego efektu. Udało mu się trafić, jednak czarna maź po owinęła się w okół jego dłoni splecionych na trzonku noża, uniemożliwiając mu ich rozłączenie. Następnie zaczęła się gwałtownie rozrastać i oplatać całe jego ciała. Próbując z tym walczyć, Sasza zaczął rzucać się na boki i wymachiwać kończynami.



Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pią 17 Maj 2019, 14:19

Nic się nie działo, powiew powietrza nie przyniósł żadnej nowej woni. Również echo niosło wyłącznie dźwięki naszych własnych kroków. Mimowolnie rozluźniłam się i zajęłam wypatrywanie grzybów. Pytanie tylko, kiedy będę miała czas by zająć się ważeniem eliksirów? Czas… przez krótką chwilę, w moje myśli wdarł się wizerunek Zegarmistrza. Zdusiłam tę myśl, szybko i sprawnie. Tak jak robi się to z iskrą, która spadła na coś wysoce łatwopalnego. Jeśli nie zadziała się gwałtownie, wszystko może skończyć się pożarem. A ja nie miałam teraz siły ani chęci na gaszenie pożogi.
Wzmianka o tym, gdzie prowadzi tunel, widać nie zaciekawiła chłopaka. Trudno było to ocenić, kiedy miało się przed sobą tylko jego plecy. Skoro jednak temat nie został podchwycony, nie widziałam sensu, aby go kontynuować. Oddałam się za to przyjemnej rutynie, znacznych sobie czynności. Zbieranie grzybów wymagało delikatności. Szczególnie kłopotliwym etapem było wycięcie ich z kamiennych szczelin w ten sposób, by nie strącić zalegającej na nich cennej rosy. Ta chwila rozluźnienia była błędem i przekonałam się o tym, szybciej niż można się było spodziewać. Ledwo trzy grzyby, znalazły się na dnie sporego słoja… a już w moich uszach rozbrzmiał dźwięk metalu uderzającego o kamień. Instynkt oraz wyuczone odruchy, sprawiły, że w jednej moje ciało przyjęło bojową postawę. W dłoni trzymałam już krótki nóż, który chciałam zamienić na rapier. Jednak wydobycie go byłoby marnotrawstwem cennych sekund.
Imię chłopaka, wykrzyczane z moich ust, poniosło się echem po tunelu. Sasza walczy ł z czymś… czymś, czego nie byłam w stanie zidentyfikować. W pierwszej chili pomyślałam, iż czarna substancja, może być Yurei, ale przecież wyczułabym obecność bestii… Zanim zdarzyłam doskoczyć do bruneta, temu w szamotaninie udało się zrzucić z siebie istotę… ja zaś zerknięcia z nią, nie zdarzyłam już uniknąć, a przynajmniej nie w pełni. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam jak lepka i smolista rzecz, przez chwilę oplata moje ramię. Kierowana impulsem, miałam zamiar pozbyć się istoty, nawet jeśli wiązało się to z pocięciem skóry. Zanim jednak ostrze zetknęło się, z żywą ciernią, ta zeskoczyła ze mnie, ponownie atakując Saszę.
I właśnie to powinno dać mi do myślenia… ale teraz dałam się porwać emocjom, nie logice… i zwyczajnie zapomniałam o pierwotnym celu, w jakim oboje się tu znaleźliśmy. Tu i teraz coś chciało prawdopodobnie zabić, MOJEGO człowieka!
Nie zważając na ostrze, którym wymachiwał brunet, doskoczyłam do niego, zaciskając palce, wraz z pazurami na ramieniu chłopaka.
-Nie szarp się ! Jakoś to zdejm-
Urwałam w pół słowa, czując jak, chłodny metal wbija się w moje przedramię. Zasyczałam z bólu, automatycznie odsuwając się w ostrza. Coś ponownie popełzło po mojej skórze, a może była to tylko krew, której gorące strugi spływały z rany, a krople rozbijały się już o ziemię. Wystarczyło mi jedno spojrzenie, by stwierdzić, iż krwi, jest za dużo… jak na przeciętne „draśnięcie”. To jednak nie stanowiło teraz priorytetu. Nie, kiedy adrenalina buzowała we mnie, niczym płomień, który ktoś właśnie podlał benzyną. Zranioną rękę zacisnęłam na nadgarstku Saszy, starając się, trzymać na dystans, ostrze. Zaś wolną ręką ponownie zabrałam się za próbę oderwania mazi, od ciała swego towarzysza. Czarna substancja, niczym ożywiona smoła, cały czas uciekała mi między palcami… do czasu aż nie udało mi się zebrać jej większej ilości. W końcu udało się odciągnąć cześć, od Saszy, lecz gdy zaparłam się obcasami o podłogę i z całej siły szarpałam się z substancją, ta ponownie przeciekła mi przez palce. Skutek był natychmiastowy i bolesny. Poczułam ból, przeszywający całe ziało, gdy z mocą uderzyłam o kamienną podłogę. Jakby tego było mało, uderzyłam o coś skronią głowy. Byłam zamroczona… do czasu aż nie poczułam na swojej dłoni czegoś wijącego się… a w polu widzenia słoik z rozsypanymi grzybami… Zraniona ręka pulsowała bólem, mimo to udało mi się zrzucić próbkę pasożyta do słoja i zamknąć wieko. Tak… pasożyta, bo czym innym mogło być to coś jak nie nim właśnie? Czemu istota, zaatakowała tylko Saszę, nie mnie. Z punktu widzenia, niemal każdego drapieżnika, stanowiłam przecież łatwiejszą ofiarę. Byłam mniejsza, ot. Nie wiem, kiedy dokładnie ta myśl, zabłysła w mojej głowie… ale to musiało być to… Złapałam się za ramię, uciskając krwawiącą ranę, i wpatrując się w Saszę, coraz bardziej pochłanianego przez czerń… Coś we mnie…krzyczało.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Pon 20 Maj 2019, 00:00

Sasza szamocząc się z oklejającą go substancją kompletnie nie zwracał uwagi na swoje otoczenie. Nie usłyszał też wołania Seamair. Zauważył ją dopiero gdy znalazła się tuż przy nim, było jednak już za późno. Nóż którym próbował pozbyć się istoty trafił dziewczynę w ramię. Jej krew spłynęła na pasożyta i została przez niego wchłonięta, sprawiając że na czarnej mazi pojawiłby się szkarłatne  linie przypominające żyły. Chłopak nie zwrócił jednak na to uwagi, skupiony na zranionej towarzyszce.
Wściekły na siebie oraz atakującą go istotę wydał z siebie dziki krzyk i zaczął się szamotać jeszcze mocniej. Udało mu się w końcu rozłączyć splątane dłonie, a zakrwawiony nóż upadł na ziemię. Zaczął zrywać z siebie kolejne kawałki mazi i odrzucać je na boki, te jednak natychmiast wracały na jego ciało i rozrastały się jeszcze bardziej aż w końcu  pochłonęły go całkowicie.
Przez chwilę było widać jeszcze kontury jego postaci, przez co Sea mogła zaobserwować że chłopak przestał się poruszać. Następnie pasożyt rozrósł się do tego rozmiaru że otoczył człowieka niczym kokon i zastygł w bezruchu. Przez minutę nic się nie działo po czym "kokon" zaczął powoli zmniejszać swój rozmiar, w miarę jak pasożyt wchłaniał się w ciało nosiciela.
Po chwili cała maź zniknęła i Rogata znów mogła ujrzeć Saszę stojącego nadal w bezruchu z zamkniętymi oczami. Po kilu sekundach za jego plecami pojawiła się ciemność jak ta która wypełniała podziemny tunel. Z tą różnią, że ta ciemność zdawała być żywa i wyłaniać z ciała chłopaka, przyjmując kształt skrzydeł.
Gdy w końcu otworzył oczy źrenice miał pionowe jak Sea a spojrzenie niczym dzika bestia. Rzucił się na dziewczynę i zacisnął dłonie na jej szyi. Zdawało się że całkowicie stracił nad sobą kontrolę i nawet jej nie rozpoznawał.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Wto 21 Maj 2019, 13:37

Było w tym wszystkim coś przerażającego, ale i fascynującego. Byłam świadkiem czegoś, czego nie widział nikt. A przynajmniej nikt, o kim byłoby mi wiadomo. A poświęciłam tematowi opętańców i klątwy wiele swojej energii i czasu. Zatem była to dla mnie wyjątkowa chwila. Chłonęłam, każdą jej scenę starając się nie mrugać, w obawie, iż przegapię coś ważnego. Jakiś kluczowy moment. A mogło nim być, pojawienie się czerwieni, na tle smolistej czerni. Szkarłat układał się w żyły… które stworzyła krew? A może to zwykła cześć procesu? Problem w tym, że nikt nie był w stanie odpowiedzieć mi na to pytanie. Wielu Opętańców, z którymi przeprowadzałam „wywiad”, nawet nie pamiętało momentu swojej przemiany, a co dopiero jej szczegółów. Teraz jednak wszystko mogło się zmienić…
Mój towarzysz został doszczętnie pochłonięty przez czerń... po czym zastygł w całkowitym bezruchu. Ten stan… cisza i bezruch obudziły we mnie większy niepokój niż wszystko do tej pory. Nie wiedziałam, czy wszystko przebiega zgodnie z „naturą”… czy brunet zniesie przemianę. Miał młode, zdrowe i silne ciało… to powinno działać na jego korzyść, ale czy było wystarczającą gwarancją sukcesu? Odczuwałam właśnie skutki, błędu, jaki nieświadomie popełniłam. Nie powinnam się przywiązywać, a już tym bardziej polubić kogoś, kto miał mieć rolę, obiektu badawczego… Z drugiej strony czego miałam się spodziewać… Nie byłam typem zimnego i wyrachowanego naukowca ani mordercy. Nie byłam jak Ian ani jak Dorian. Ja potrzebowałam emocji, czasem miałam wrażenie, iż się nimi karmie. Niemal tak jak robiły to Strachy.
Spróbowałam podnieść się z ziemi, szybko jednak porzuciłam ten pomysł, gdy w głowie zakołysało mi się, tak że poczułam się, jak na statku w czasie sztormu. Ucisnęłam mocniej ranę, przedtem zacisnąwszy zęby, by nie syknąć z bólu. Zdecydowanie traciłam zbyt wiele krwi… starałam się namacać bezdenną sakwę. Dłonie lepiły mi się od własnej posoki, zaś jej zapach mimo wszystko pobudzał, tą bardziej pierwotną część mnie…
Wstrzymałam oddech, gdy ciemność, oplatająca Saszę, nagle zaczęła ginąć, zaś jej miejsce zajęły … skrzydła! Były jednak inne… Z początku, myślałam, że tworzy je mgła... lecz było to złudne wrażenie. Nie widziałam jeszcze takich skrzydeł, skrzydeł utkanych z… cienia?
Zerknięcie, jedno zerknięcie na cholerną sakwę, kosztowało mnie, coś więcej niż się spodziewałam. Gdy na powrót podniosłam wzrok, miałam już przed sobą twarz, wykrzywioną grymasem wściekłości. W dodatku oczy, które wpatrywały się we mnie, ze ślepią furią… nie były już tymi oczami, jakie znałam. Chociaż nie... w końcu podobne spojrzenie spoglądało na mnie codziennie za zwierciadła lustra. Z tą różnicą, że czarne pionowe źrenice, tkwiły teraz na różnobarwnych tęczówek. Już byłam bliska, pogodzenia się ze stwierdzeniem, iż pod wpływem tego przenikliwego dzikiego spojrzenia, zaparło mi dech w piersiach… Zorientowałam się, że problem leży jednak gdzie indziej… Dłonie bruneta zaciskały się na moim gardle z coraz większą siłą. Dałam się zaskoczyć… a co gorsza, spanikowałam. W pierwszym odruchu zacisnęłam zakrwawione palce na rękach Opętańca, boleśnie wbijając w nie paznokcie.
- S –a-sza.. prze-st…
Starałam się wydusić z gardła, pojedyncze słowa przychodziło mi to jednak z trudem. Walczyłam o oddech, a palce mokre od krwi, ślizgały się na skórze. Gorączkowo, zaczęłam myśleć jak uwolnić się z uścisku bruneta. Co zaskakująca, rosnąca panika, nie przeszkodziła mojemu umysłowi, w skleceniu kilku kąśliwych uwag, jakie miałam ochotę, wycharczeć Skrzydlatemu w twarz. Jeśli brunet nie zaprzestał ataku, mógł poczuć wymierzony w jego twarz siarczysty policzek, który zapewne zostawiłby po sobie cztery czerwone, krwawe linie. Chciałam dać mu szansę na opamiętanie się, zanim będę musiała sięgać po drastyczniejsze rozwiązania. Czasu nie miał jednak wiele, tak jak i mnie nie zostawało już wiele oddechu. Nie mogłam stracić przytomności…
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Pon 27 Maj 2019, 11:34

Jego dłonie zaciskały się coraz mocniej na gardle dziewczyny, dopóki nie wykrztusiła z siebie jego imienia. Świeżo upieczony Opętaniec poluzował uścisk i zamarł w bezruchu, a nienawiść wypełniająca jego oczy ustąpiła miejsca bezmyślnemu spojrzeniu, jak u kogoś kto dopiero co się obudził i jeszcze nie do końca ogarniał co się dzieje. Otępiały spojrzał na swoje dłonie i na zranioną towarzyszkę. Po kilku sekundach odzyskał resztę świadomości i gwałtownie odsunął się od dziewczyny. Nie miał pojęcia co w niego wstąpiło – pasożyt hehe – i nie pamiętał ostatnich kilku chwil. Przysunął się do dziewczyny o ile mu na to pozwoliła i pomógł jej usiąść.
- Przepraszam. Nie wiem co się ze mna stało. – Tylko tyle potrafił z siebie wydusić, no bo w końcu co innego miał powiedzieć? Poza tym nie to nie był czas na pogaduszki, musieli szybko zabezpieczyć jej ranę i wynosić się z tych tuneli.
Jego wzburzone myśli krążyły teraz tylko w okół Seamair więc nawet nie zauważył że na plecach wyrosły mu dodatkowe kończyny. Spostrzegł ten fakt dopiero gdy sięgnął do pasa biodrowego po bandaże i kątem oka zauważył ciemną masę za jego plecami. Pierwszej sekundzie myślał że to ta czarna maź z wcześniej i wykonał gwałtowny ruch ręką, jednak jego dłoń tylko przeleciała przez ciemność. Uczucie przypominało trochę wkładanie dłoni do zimnej wody.
Na moment ponownie zamarł w bezruchu. Zaraz jednak potrząsnął energicznie głową, jakby zrzucając z siebie napływające myśli i emocje.
To nie ma znaczenia. Rana i ewakuacja. Skup się i działaj.
Krótki rozkaz jaki wydał sobie w myślach od razu pomógł mu się ogarnąć. Działało się już wiele dziwnych rzeczy, nie było sensu by teraz się rozwodzić nad tym co mu się stało.
- Wynośmy się stąd. Opatrzymy rany na zewnątrz. – Rzucił do Seamair i jednocześnie, nie zważając na ewentualne protesty jednym ruchem założył i zacisnął na jej ramieniu stazę. Było to szybsze rozwiązanie niż bandażowanie. Podniósł ją i przytrzymał jedną ręką a drugą chwycił dogasającą już pochodnie pochodnię po czym skierował się ku wyjściu.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Czw 30 Maj 2019, 13:28

Walka spojrzeń zaczynała robić się nierówna. Ponieważ intensywność, mojego własnego została zamglona przez łzy zbierające się w kącikach oczu. Strach? Nie dostateczny, by stać się ich powodem, zwyczajny skutek braku tlenu. Gdy dłonie chłopaka w końcu rozluźniły uścisk a spojrzenie, odzyskało przytomność, odetchnęłam z ulgą. Zbyt łapczywie nabrałam powietrza, przez to zaczęłam głośno kasłać. Obserwowałam Sasze, który jeszcze nie całkiem wrócił do „przytomności” umysłu. Jego spojrzenie sprzed chwili … sprawiło, że oba serca nadal biły mi jak szalone. To, co poczułam, było jak respekt przed drapieżnikiem. Dawka adrenaliny, jaką zafundował mi mój organizm, sprawiała, że przez chwilę mogłabym chodzić po ścianach… wiedziałam jednak, że cudowny efekt zaraz minie…
Skrucha w głosie chłopaka była szczera, a mimo to „Nic się nie stało” jakoś nie chciało mi przejść przez obolałe gardło.
-Wr-porządku.
Przyjęłam pomoc, choć nadal pozostawałam czujna. Nie miałam pewności, iż pierwszy szok, minął w pełni. Liczyłam jednak na to, iż w kwestii rzucana się na mnie, Sasza wyczerpał już swój limit.
Nie wiedział co, się z nim stało… za to ja wiedziałam doskonale i część mnie w tej właśnie chwili krzyczała z ekscytacji. Niewielka część, ponieważ cała reszta analizowała zaistniałą sytuację oraz jej konsekwencje.
Czułam nienaturalny chłód, gdy jedno z pół materialnych skrzydeł dotknęło mojego ramienia. Przeszył mnie dreszcz…
Ze sceptycyzmem zerknęłam na coś, co Opętaniec umieścił na moim ramieniu. Nie chodzi o to, że nie działało. Dobrze radziło sobie w roli opaski uciskowej… ale było… dziwne. Ludzkie. Nie miałam jednak zamiaru protestować, skoro spełniało swą funkcję.
-To draśnięcie…
Powiedziałam, jednocześnie przywołując na twarz nieco przygaszoną wersję swego zadziornego uśmiechu. Odnosiłam już gorsze rany, i to od istot, które świadomie życzyły mi śmierci, jeśli nie gorszego losu. Starcia z kłusownikami były rutyną. Czasem jednak pozwalałam sobie na zbyt wiele… i ponosiłam tego konsekwencje.
Czemu dałam się prowadzić, mimo że to moje ramię, a nie nogi poniosły obrażenia? Nie byłam zachwycona… ale postanowiłam na ten moment się podporządkować. Głownie, po to, by pokazać chłopakowi, że mimo incydentu w tunelach… to nie obawiam się go. Wyglądało na to, że moment przemiany to bardzo indywidualna kwestia. Jedno było tu istotne, Sasza ją przeżył. I poza chwilową utratą zmysłów, jeśli tak można to nazwać, chyba miał się dobrze. A może po prostu jeszcze nie dotarło, do niego co właściwie miało miejsce?
Ukradkiem zerknęłam na twarz towarzysza, na jego oczy… i drapieżnie zwężone źrenice. A przecież, Anielska… nie zmieniała wyglądu nosiciela, rzecz jasna pomijając same skrzydła... To najbardziej mnie teraz intrygowało.
Gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej, według Saszy odległości od tuneli, i zostałam usadzona na ziemi, od razu zabrałam się za szukanie w sakwie eliksiru. Zmarszczyłam nos, patrząc najpierw na ranę, a potem na całą resztę siebie umazaną krwią. Posokę tak ciężko się spiera… Po chwili, w mojej dłoni znalazł się niewielki szklany flakonik. Korek wyrwałam zębami, po czym szybko wychyliłam zawartość buteleczki. Skrzywiłam się i cicho warknęłam. Smak nie należał do przyjemnych, mówiąc delikatnie.
-Szczęście w nieszczęściu, to dobre miejsce… mam na myśli zioła.
Zdrową ręką wskazałam na brzeg jeziora, przy którym rosły wysokie rośliny o fioletowo bordowych kwiatach i długich wąskich liściach.
-Możesz zerwać parę liści tego? Pomaga w tamowaniu krwawienia.
Mogłam podejść sama, oczywiście… chciałam jednak mieć okazję, by lepiej przyjrzeć się skrzydłom wyrastającym z placów bruneta. Nie poruszałam tematu dodatkowych kończyn, wolałam zaczekać na reakcję Saszy.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Czw 30 Maj 2019, 16:12

Przez całą drogę tunelami Sasza czuł i widział kątem unoszącą się za nim ciemną masę, jednak cały czas trzymał się swojego rozkazu i odrzucał od siebie myśli na jej temat. Musieli wyjść i opatrzyć rany, tylko to miało znaczenie.
Nim zdążył zauważyć znaleźli się z powrotem nad jeziorem, pod tym samem przy którym siedzieli gdy się tu zjawili. Wyprawa do tuneli nie trwała nawet godziny, ale wszystko tam potoczyło się tak szybko... można by pomyśleć że w ogóle się stąd nie ruszali. Z tym że Różowa była teraz bardziej Czerwona, cała w swojej krwi, a on miał coś na plecach.
Gdy dziewczyna poprosiła go o podanie liści z nad brzegu jeziora, pojawiła się w nim nieufność, jak n początku ich znajomości.
Może oddalone rośliny były tylko pretekstem by mogła otworzyć portal i od niego uciec? Gdy szli w podziemiach wydawała się niezbyt zadowolona z jego bliskiej obecności... no cóż, w końcu ją zaatakował i o mało nie udusił. Nawet nie pamiętał dlaczego. Miała prawo się go obawiać... wolałby jednak żeby się dogadali, aniżeli by dziewczyna nagle mu zniknęła.
A może chodziło o coś innego? Może czekała aż się odwróci by módź dźgnąć go w plecy... z różnicą w ich sile fizycznej i jedną ranną ręką za wiele by pewnie nie zdziałała, ale w końcu miała swoje moce i magiczne przedmioty, nie wiadomo co mogła zrobić.
Wszystkie te myśli przewinęły się przez jego głowę w zaledwie kilka sekund, po których kiwnął głową, wstał i ruszył w stronę wskazanych roślin, czujnie nasłuchując ruchy Rogatej za swoimi plecami.
Gdy już dotarł nad brzeg, obejrzał się przez ramie. Seamair nadal była na swoim miejscu. Schylił się więc po liście napotkał jednak własne spojrzenie w tafli jeziora i zatrzymał się w połowie. Miał ważenie że jego tęczówki był teraz nieco innego koloru. Żółte oko stało się bardziej złote a niebieskie fioletowe. Ale może to tylko woda zniekształcała kolory?
Z całą pewnością jednak woda nie była zniekształcić źrenic z okrągłych na pionowe. Takie same u Rogatej. Więc to dlatego miał wrażenie że widzi jakoś inaczej... i może o przez te zmianę tak bolała go głowa?
Zafascynowany odkryciem, przestał na chwilę dbać o to czy Rogata zdecyduje się podjąć jakieś ruchy. Przybrał uśmieszek podobny do tego z którym czasem chodziła Seamair. W połączeniu z nowy oczami, jego twarz wyglądała teraz naprawdę dziko, co o dziwo powodowało u niego uczucie... satysfakcji? Zadowolenia? Nie był do końca pewien, w każdym bądź razie podobał mu się jego  nowy image.
Unosząc kącik ust, zauważył kolejny szczegół. Wsadził sobie palec do ust i wymacał kły. Były teraz o wiele ostrzejsze. Tak jak u Seamair... przypadeg? Nie sondze.
Cóż, facjata obczajona, pozostawał jeszcze jeden ważny element. Czerń za jego plecami... nie miała materialnej formy, a jednak Sasza czuł ją, jakby była częścią jego ciała. Trochę jakby nie miał ręki ale nadal ją czuł, jak to miewali ludzie którzy stracili kończynę.
Wyprostował się i zaczął obracać, by obejrzeć się z różnych stron, niczym dziewczyna przymierzająca nową kieckę. Tak naprawdę nie musiał tego robić, ponieważ od samego początku wiedział czym jest to "coś", jednak dopiero teraz pozwolił na spokojnie dotrzeć do siebie tej myśli.
Ciemność, uformowana w kształt skrzydeł wyrastała z jego pleców, nie niszcząc mu ubrań. Było to całkiem praktyczne, z drugiej strony oznaczało jednak że raczej nie uda mu się ich ukryć pod ubraniami. Ale skoro miały niematerialną formę, to może dałoby się jakoś skurczyć? Albo zmienić ich kształt... cóż, nawet jeśli na razie nie był w stanie tego zrobić. Udało mu się za to rozłożyć je na pełną rozpiętość i machnąć. Podmuch wiatru zaburzył łagodną taflę wody sprawiając że jego odbicie zniknęło. A więc mimo że skrzydła nie miały stałej formy nadal powodowały ruch wiatru... ciekawe czy byłby w stanie się na nich unieść?
Jego głowę zaczął przepełniać napływ myśli, pytań i możliwości do przetestowania.
Dość.
Nie za dużo naraz. Nad możliwościami jego nowego ciała oraz przyszłością mógł pomyśleć potem. Na razie musiał skupić się na dziewczynie za jego plecami. Ciekawe czy celowo wybrała akurat te roślinę, by zmusić go do przejrzenia się w wodzie?
Zerwał liście i wrócił z nimi do Seamair. Musiała się na nie naczekać jakieś dwie, może trzy minuty ale chyba nie umarła do tego czasu. Wręczył je towarzyszce z uśmiechem odsłaniającym zaostrzone kły, po czym usiadł naprzeciwko niej i odpalił papierosa.
- Cóż, tym razem to chyba nie alergia, co? – Zapytał spokojnie, wypuszczając z ust tak by nie leciał na ranną. - Nie martw się, nie obwiniam cię. Ostrzegałaś mnie i sam znałem ryzyko przebywania w tej Krainie. Choć nie spodziewałem się że dojdzie do tego tak szybko... zastanawia mnie tylko, czemu zacząłem wyglądać jak ty?
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pią 31 Maj 2019, 11:32

Obserwowałam, jak brunet oddala się w skazanym przeze mnie kierunku. Mógł czuć na sobie ciężar mojego spojrzenia, ponieważ tak jak zamierzałam, wykorzystałam tę chwilę na obejrzenie świeżo upieczonego Opętańca. Skrzydła zdawały mi się teraz nieco jaśniejsze, bardziej przejrzyste… była to zapewne zasługa dziennego światła. Mogłam jednak z całą pewnością stwierdzić, że nie tworzy ich mgła. Czarna mgła zwykle dopadała ludzi w mrocznych zaułkach, po to, by przywrzeć do nich na dłużej, niż tylko czas wizyty w tej szemranej okolicy.
Fakt, że skrzydła pojawiły się, tak nagle nie dziwił, spotkałam się już z tym, choć zwykle była to kwestia doby… a nie zaledwie minuty? Z kolei u innych skrzydła rosły stopniowo i ich pełne ukształtowanie się wymagało kilku miesięcy. Lecz przemiana Saszy… coś w niej było nie tak. To przeczucie wgryzło się we mnie uparcie i nie chciało odpuścić. W żadnej ze zasłyszanych historii ani raportach innych członków projektu Dedal, nie było wzmianki, o tym by pasożyt wywołał fizyczne zmiany w ciele swego żywiciela. Rzecz jasna poza pojawieniem się skrzydeł, które przybierały naprawdę rozmaite formy. Zaś Sasza… jego oczy zmieniły się z całą pewnością.
Moje myśli uciekły na moment z powrotem w głąb ciemnych tuneli. Tam, gdzie został słój z cząstką pasożyta… z czymś, czego nie udało się zyskać nikomu wcześnie. A w każdym razie, nikomu kto pofatygowałby się pochwalić tym odkryciem. Zatem mój przełom naukowy oraz postęp w planach, jakie SCR wiązało z Anielską Klątwą... Leżał sobie teraz samotnie w mroku. Jakże korciło mnie, by otworzyć, choć niewielki portal i zabrać naczynie. Co jednak zrobiłabym, gdybym została na ów uczynku przyłapana? Co pomyślałby brunet… Wolałam nie sprawdzać tego w tym momencie. Tunele zaś należały do na tyle rzadko odwiedzanych, że ryzyko „kradzieży” było niewielkie. Pytanie tylko, czy dobrze dokręciłam wieko…
Z zamyślenia wyrwało mnie pojawienie się bruneta. Gdy utkwiłam w nim wzrok, zauważyłam kolejne zmiany… W ciemności nie dostrzegłam, że jego oczy zmieniły kolor, teraz stając się już zupełnie niepodobne do tych ludzkich. Złoto i fiolet, tworzyły ze sobą ciekawy kontrast i przyciągały spojrzenie. Spojrzenie chłopaka nagrało całkiem nowego drapieżnego magnetyzmu… a ja zaledwie przez krótką chwilę, zrozumiałam, dlaczego tak wielu moich rozmówców unikało kontaktu wzrokowego, ze mną. Ja nie uciekłam, hardo mierząc się ze spojrzeniem swego nagle umagicznionego towarzysza. Po chwili zaintrygowało mnie coś innego. Czy on ma kły? … Miał. Do tego ich długość, również była zbliżona do tej, jaką posiadało moje własne uzębienie. Tak coś tu zdecydowanie było nie tak...
Odebrałam liście od skrzydlatego, dziękując skinieniem głowy. Doprawdy czy go naprawdę nie zestresowała obecna sytuacja?! Przecież wielu Opętańców, nawet po latach wracając wspomnieniami do momentu zarażenia i pośrednio zastania skazanym na pobyt w tym Świecie, potrafili markotnieć, czy nawet (zwykle w wypadku kobiet) mieć łzy w oczach. A ten tutaj? Przyjął to tak… nawet ciężko było mi to opisać, ale w każdym razie wyglądał na bardziej zadowolonego niż zasmuconego. Z drugiej strony było to znacznie wygodniejsze, kiepska ze mnie pocieszycielka. Łatwiej potrafiłam odciągać myśli, niż koić smutki. Jedno było pewne po tym wszystkim, należała mi się butelka dobrego wina albo nalewki. Może nawet podzieliłabym się nią z Saszą, wszak jakby nie patrzyć był częścią tego sukcesu. Problem w tym, że, o jakimś silniejszym trunku mogłam pomyśleć dopiero za kilka godzin, eliksiry rządziły się swoimi prawami.
Zajęłam się opatrzeniem swojej rany, lecz co jakiś czas spoglądałam na bruneta ciekawa jego reakcji.
-Do bycia tak ślicznym to jeszcze Ci trochę brakuje.
Oznajmiłam, teatralnym gestem rozrzucając w powietrzu pasma swoich włosów. Nie zabrakło przy tym również mojego czarującego uśmieszku. Sam gest miałby jednak więcej powaby, gdyby moich dłoni nie brudziła zaschnięta krew. Nie obwiniasz? A powinieneś… Oj powinieneś…
-A co do obwiniania, to wiec, że jesteś mi winny sukienkę. Z tej nic dobrego już nie będzie, krew strasznie ciężko sprać z delikatnych tkanin. A wiec, że ją lubiłam.
Był to oczywiście bardziej żart niż żądanie. Bo skoro sam „opętany” najwyraźniej cieszył się dość dobrym humorem, po tym, co go spotkało, sama nie miałam zamiaru być gorsza. Ba… jedna rana oraz ból towarzyszący na razie każdemu wypowiadanemu słowu… było warte, tego, co zyskałam w zamian.
-Powiedziałabym pech? Ale prawdę powiedziawszy, nie wyglądasz na szczególnie nieszczęśliwego… albo jesteś lepszy w ukrywaniu emocji niż, sądziłam. Z drugiej strony ludzie, którzy przeżyli przemianę, zyskują pewne korzyści z połączenia się z tym, tym czymś. Na przykład, jeśli nie dasz się za szybko zabić, to pocieszysz się życiem, znacznie dłużej niż zwykły człowiek.
Postanowiłam dawkować informacje, a może już zdarzyłam wspomnieć o mocach wcześniej? Cóż, mogłabym mu opowiedzieć znacznie więcej, lecz nie mogłam się zdradzić, że moja wiedza wykracza znacznie poza przeciętną w tej sprawie. I tak jak już wspominałam, mówienie na obecną chwilę nadal było bolesne. Choć za parę minut eliksir powinien zacząć działać intensywniej i uśmierzyć ból.
-Też chciałabym to wiedzieć… bo wydaje mi się, że to nie jest normalne. Anielska Klątwa sprawia, że u człowieka pojawiają się skrzydła, a nie…
Wykonałam ruch dłoni, machnięciem wskazując przelotnie na twarz swego rozmówcy.
-Nie wiem, Sasza… nigdy wcześniej nie widziałam niczego podobnego. Bo Anielska nie atakuje istot magicznych. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że jest teraz między nami pewne podobieństwo. Cóż, zacznę się niepokoić, jeśli wyrosną Ci rogi… albo włosy zmienią kolor na róż.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Wto 04 Cze 2019, 18:03

Cóż, Sasza celowo dobrał swe słowa by ewentualnie uspokoić towarzyszkę, na wypadek gdyby ta czuła się winna temu zdarzeniu, wyglądało jednak na to iż Seamair pomimo ran miała się bardzo dobrze i wcale tak mocno się jego przemianą nie przejmowała. Na komentarz o byciu kawaii tylko się uśmiechnął, zaś na kwestię sukienki odpowiedział:
- Chętnie zobaczyłbym cię w jednej z sukienek z mojego świata. Możesz być więc pewna że dostarczę ci ich nawet kilka... gdy tylko wymyślę sposób na zamaskowanie skrzydeł. – To mówiąc, zaczął wyobrażać sobie Seamair w różnych strojach. Od letnich sukienek, przez streetwear po japońskie kimona... i w każdym wyglądałby cudownie! Tyle potencjału... artyści pewnie zabijaliby się za sesję z rogatą dziewczynką.
Informacja o dłuższym życiu była ciekawa, ale nie zamierzał wypytywać teraz rannej o szczegóły. Cóż, skoro stał się teraz jedną z magicznych istot to nic dziwnego że zapewne wraz z tym zyskał jakaś długowieczność. Ale to była daleka, daleka przyszłość i niezbyt go teraz interesowała.
- Rogi nie bylyby takie złe, ale różowy niezbyt pasowałby mi do skrzydeł.
Podsumowując całą ich rozmowę, zachowanie i słowa dziewczyny wzbudzały w nim na nowo pewne podejrzenia, nie chciał jednak ciągnąc dłużej tematu, przyjmując na razie iż ma fakt do czynienia z istotą z innego wymiaru i jego ludzka logika nie miała się tu nijak do rzeczywistości. Musiał się nauczyć myśleć jak istoty tego świata. No i miał teraz bardziej elementarne problemy, bo dzień powoli im się kończył a siedzieli gdzieś w środku lasu.
- Możesz otworzyć portal do swojego domu? - Gdy zgodnie ze swoimi przypuszczeniami uzyskał odpowiedź negatywną, zaczął rozważać inne opcje. Obrócił głowę by spojrzeć przez ramię na swoje skrzydła. Niestety wraz z ich nagłym pojawianiem się, w jego głowie nie pojawiła się instrukcja jak ich używać.
- Cóż, spróbować i tak w końcu będzie trzeba. – Westchnął po czym odsunął się kilka kroków od Seamair. Rozłożył skrzydła na ich pełna rozpiętość, jednocześnie uginając kolana. Następnie z całej siły wybił się z nóg do góry i po skosie w przód, z jednoczesnym zamachem skrzydłami. Fakt że faktycznie uniósł się jakiś metr nad ziemię zaskoczył go na tyle że zapomniał iż trzeba dalej poruszać nowymi kończynami i opadł na ziemię.
Próba numer dwa okazała się już znacznie lepsza. Sasza powtórzył wszystkie czynności, tym razem nie przerywając jednostajnego ruchu skrzydeł. I tak o to powoli ale stabilnie unosił się coraz wyżej... aż uwiadomił sobie że nie przemyślał kwestii skręcenia czy lądowania. Był już zbyt wysoko by po prostu przestać machać i spaść... przypomniał sobie mema jakiego widział w internecie, o człowiek który zazdrości ptakom że mogą latać a na drugim ptaku był ukazany ptak myślący "machaj albo zginiesz, machaj albo zginiesz". Cóż, niezbyt dobry moment na myślenie o memach.
Spróbował zmienić kierunek lotu poprzez skręcenie barków. Skończyło się to tym, że wytrącił z równowagi równo pracujące skrzydła i teraz każde z nich pracowało w innym tempie, przez co chłopak zaczął latać na boki, to w górę w dół, z przewaga na szybki spadek w dół. Próbował jakoś zapanować nad lotem, ale niezbyt mu tu wychodziło. Spojrzał w dół. Ponieważ przeleciał kawałek od miejsca startu, znajdował się teraz nad jeziorem, bliżej środka aniżeli brzegu. Miał nadzieję że woda będzie wystarczająco głęboka...
Zacisnął dłonie, zacisnął oczy i zmusił skrzydła do zatrzymania się. Opadł do wody z około 5 metrów, tuż przed uderzeniem w taflę wody odruchowo osłaniając się skrzydłami. Nie był mistrzem pływania, a mokre ubrania dodatkowo ciągnęły go w dół, ale rozłożone skrzydła odwały mu dodatkową wyporność, dzięki czemu jakoś udało mu się dotrzec do brzegu.
- Jak widać z lini lotniczych też na razie nici, wiec chyba pozostaje nam przeczekać tutaj noc... – Stwierdził, doczłapując cały ociekający wodą do Seamair. Następnie zaczął zrzucać z siebie przemoczone ubranie. - Jeżeli nie masz innych pomysłów to lepiej pójdę po swój plecak i nazbieram trochę drewna nim zrobi się ciemno.
O ile więc dziewczyna nie zgłosiła innych uwag, Sasza odziany w same spodnie udał się do wspomnianych czynności zostawiając ją na chwilę samą.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pią 07 Cze 2019, 13:29

Na komentarz, dotyczący sukienek uśmiechnęłam się zadziornie. Mimo iż uznałam, że Sasza podobnie, jak ja sama traktuje to, jak żart. Mimo to po chwili dodałam.
-W takim razie, trzymam Cię za słowo.
Emocje związane z ostatnimi wydarzeniami, nadal mąciły spokój mojego umysłu. Jakość nie docierał do mnie upływ czasu ani widmo spędzenia nocy w lesie. Co prawda nocleg na łonie natury, nie był dla mnie nowością, lecz mimo zdecydowanie bardziej wolałam własne łóżko. Przywykłam już do pewnych standardów wygody, z których niechętnie rezygnowałam. Niestety, nie zawsze jest nam dane nanosić poprawki na scenariusz życia.
Z niemałym zdziwieniem obserwowałam Saszę, gdy zorientowałam się, co właśnie miał zamiar zrobić. Ledwo wyrosły mu skrzydła, a ten już spieszył się do pierwszych lotów. Byłam sceptyczna co do skuteczności jego prób. Nie mniej nie podzieliłam się tą opinią i dobrze… bo już chwilę później musiałabym odszczekiwać własne słowa. Rozchyliłam lekko usta i ze szczerym zdziwieniem obserwowałam pierwszy lot Opętańca. Zdziwienie, szybko jednak przerodziło się w rozbawienie. Niektóre z podniebnych „akrobacji” naprawdę wyglądały komicznie. Zasłoniłam dłonią usta, po to by zdusić cichy śmiech. Nie chciałam przez przypadek rozproszyć Saszy, nagłą salwą śmiechu.
Nagle jednak dotarło do mnie, gdzie się znajdujemy i ochota na śmiech przeszła mi zupełnie… Tu rosły przecież cholerne wijące wierzby… a co jeśli brunet zahaczy o któraś z nich. Wyplątanie go z korony gałęzi nie byłoby łatwym zadaniem… było to też niebezpieczne. Nacisk zbyt wielu gałęzi… to drzewo mogłoby go solidnie poranić, a nawet połamać kości.
Boleśnie przygryzłam dolną wargę, oceniając odległość drzew od aktualnego miejsca położenia Skrzydlatego.
-Nie zbliżaj się do wijących wierzb!
Przestrzegłam chłopaka, nie spuszczając z niego wzroku ani na chwilę. W końcu, kierowana czymś na kształt troski, skorzystałam z jednej ze swych mocy. Zwilżyłam wargi językiem, po czym lekko wydęłam usta, wydmuchując z nich mydlane bańki. A przynajmniej tak wyglądały na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości były o wiele trwalsze, a co więcej mogłam nimi sterować. Stworzyłam pięć, z czego dwie unosiły się swobodnie wokół mnie, z czego trzy posłałam nad korony drzew. Po to, by w razie czego „przechwycić” Saszę, gdyby zbliżył się do nich zanadto. Szybko okazało się, jednak iż, bańki okazały się zbędne, gdyż chłopak po chwili miał mokre lądowanie. Ja zaś skarciłam się w myślach za ten krótki przejaw „troski”. Zacisnęłam dłoń, w pieść i skupiłam się na bańkach, stawiając, iż te bezgłośnie pękły, niszcząc w ten sposób dowody „zbrodni”. Albo własnej głupoty... czy naprawdę obchodziło mnie teraz co się z nim stanie? Dostałam już, to czego tak potrzebowałam. Mój pierwotny plan zakładał, iż takim wypadku, natychmiastowo porzucę swoje króliczka doświadczalnego… Plan zdecydowanie nie zakładał martwienia się ani przywiązywanie do obiektu swoich „badań”. A jednak stało się… i nie było sensu temu zaprzeczać. Zwykle starałam się być ze sobą szczera, choć nie zawsze prawda była łatwa czy wygodna.
Gdy chłopak wypływał z jeziora, ja stałam już, przy jego brzegu czekając. Nie miałam, pewności co do tego, jak brunet radzi sobie w wodzie. Ucieszył mnie jednak fakt, że nie muszę go wyławiać w wody. Pływanie z jedną nie całkiem sprawną ręką, nie byłoby tak przyjemne.
Zamiast pytać, czy coś mu się stało, przez chwilę przyglądałam mu się dokładnie. Wyglądało na to, że nie ucierpiał w żaden widoczny sposób.
-Całkiem udany pierwszy lot. Przyznam, że po raz kolejny mnie zaskoczyłeś. Nie sądziłam, że od razu Uda Ci się wzbić tak wysoko i jeszcze tyle utrzymać się w powietrzu. No i z lądowaniem też, całkiem sprytnie wybrnąłeś z sytuacji. Brawo.
W moich słowach o dziwo nie było złośliwości. Naprawdę byłam pod wrażeniem, choć rzecz jasna nie starałam się okazać tego zbyt wylewnie.
Niestety brakowało mi pomysłów. Jak na złość w pobliżu nie wyczuwałam obecności żadnej większej bestii. Zaś użycie portalu było ryzykowne, przejście mogło być niestabilne, albo otworzyć się nie tam gdzie chciałam. Zatem faktycznie, nocleg wydawał się najbardziej logicznym wyjściem z sytuacji.
-W sakwie mam trochę suszonego mięsa, owoców i trochę miodu. Pitną wodą też nie musisz się przejmować. Też, lubię być przygotowana, na różne sytuacje losowe. Jest tu też trochę krzewów z jadalnymi jagodami… Myślę, że na dziś to wystarczy.
Pozwoliłam sobie na odrobinę bezczelności, nadal przypatrując się swemu kompanowi, mimo iż jego ubrania właśnie lały na ziemi. Te, które pozostały, mokre przywierały do ciała, nie przeszkadzając w wysnuciu wniosku, iż Opętaniec mógł pochwalić się przyjemną dla ona budową ciała. Szczupły, lecz nie kościsty z delikatnym zarysem mięśni pod skórą. Do tego, drapieżność, którą zyskał po przemianie, miała w sobie coś pociągającego. No i skrzydła… z całą pewnością nie należały do typowych. Ich wygląd i stan, sprawiły, iż że w głowie zakiełkowało mi parę nowych wniosków, dotyczących badań nad Anielską. Będę musiała później je spisać. Teraz jednak miałam zamiar przygotować wcześniej wspomniane rzeczy.
Szybko zniechęcił mnie do tego widok dłoni, nadal przybrudzonych krwią. Zresztą nie tylko dłoni. Cóż sporo Sasza zaliczył już swoją „kąpiel” to czy i nie mi należała się odrobina tego luksusu? Postanowiłam skorzystać z nieobecności chłopaka, by doprowadzić się do bardziej przyzwoitego stanu. Po szybkim rzuceniu spojrzenia przez ramie i stwierdzenia, iż Sasza znikł z pola widzenia, rozebrałam się i weszłam do wody, zanurzając, w wodzie niemal całkowicie. Uważałam jednak by nie zamoczyć opatrunku. Luksus kąpieli był jednak skrócony do absolutnego minimum. W przeciwieństwie, do Opętańca, ja znałam właściwości wody, która mnie teraz otaczała, a naprawdę nie miałam ochoty na wycieczkę po swoich wspomnieniach. Kolejnym powodem do szybkiego opuszczenia wody, była zwyczajnie jej temperatura. Chłodna woda niosła ze sobą co prawda orzeźwienie, lecz sprawiała, iż całe moje ciało pokryło się gęsią skórką. Przez moment zaniżyłam się w wodzie po sam czubek rogów, uznawszy, że opatrunek i tak będzie trzeba zmienić przed snem. Po tym jednak w ekspresowym tempie opuściłam wodę, rzucając się na sakwę, by wydobyć z niej ręcznik oraz czyste ubrania. Była to jedna z rzeczy, za które kochałam bezdenną sakwę, w końcu pozbyłam się problemu zbyt małej szafy.
W moich rękach szybko znalazł się komplet bielizny oraz strój nieco bardziej odpowiedni dla warunków, w jakich się znaleźliśmy. Nie wiedząc, jak wiele czasu Sasza potrzebuje na zebranie opału, działałam w pośpiechu. Niestety, niedokładne osuszenie się ręcznikiem, skutkowało tym iż ubrania bardziej przywierały do jeszcze mokrej skóry. Cóż wyschną, przy ognisku.
Mokre włosy szybko splotłam w warkocz. Teraz mogłam w spokoju zająć się przygotowaniem jedzenia. Wspomniane wcześnie rzeczy, wyłożyłam na płachcie materiału, po czym oddaliłam się w stronę większych krzewów alby nazbierać tam owoców oraz ziół. Drobne roślinki o niebieskich liściach i białych kwiatach, świetnie nadawały się do okadzenia ogniska. Był to dobry patent na uchronienie się przed robactwem, które uaktywnia się wieczorną porą. Mogłam też poszukać ptasich gniazd z nadzieją na wykradzenie z nich kilku jaj. Ostatecznie uznałam, jednak iż forsowanie zranionej kończyny nie jest dobrym pomysłem.

Wróciłam na miejsce, dokładając na płótno zioła oraz kilka gałązek, na których gęsto było od pomarańczowych jagód. Po zastanowieniu wyciągnęłam z sakwy dodatkową butelkę, z malinową nalewką. Nie powinnam... ale może by rozcieńczyć ją z wodą... W końcu było co uczcić.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Pią 07 Cze 2019, 18:30

Sasza przechadzał się po lesie, uważając na te głupie wierzby, które rosły wszędzie dookoła jeziora jakby mając za zadanie strzec do niego dostępu. Dlatego też zmuszony był odejść kawałek dalej niż by chciał. Wolałby nie spuszczać rannej towarzyszki z oczu, w końcu mogła zemdleć albo brać właśnie kąpiel... hmm... no nic, będzie miał jeszcze inne okazje, gdy dziewczyna wyzdrowieje. W końcu zamierzał spędzić z nią jeszcze trochę czasu.
Gdy tylko o tym pomyślał, nad jego głową zaświeciła się ostrzegawcza żarówka. Początkowo Seamair miała mu pomóc dostać się z powrotem do Świata Ludzi, natomiast po odnalezieniu przez niego Kompasu zgodziła się pokazać mu kawałek Krainy w drodze powrotnej do jej pałacyku. Rogata miała swój wygodny dom, bestie którymi musiała się zajmować, zapewne także inne zobowiązania... Sasza z kolei planował podróż po całej Krainie. Nie liczył raczej na to że dziewczyna pójdzie z nim. Zwłaszcza że teraz gdy stał się magiczną istotą, raczej nie groziło mu już złapanie przez "lustrzaną policję". Będąc w Mieście Lalek widział kilku uskrzydlonych, którzy spokojnie przechadzali się ulicami, oznaczało to wiec że raczej nikt już nie będzie go ścigał. No i skoro nie mógł wrócić do życia w ŚL, musiał jakoś urządzić się tutaj i nauczyć radzić sobie samemu. Może Seamair zgodziłaby się go przygarnąć na parę dni nim nie pozna choć podstawowych informacji o tym świecie, ale to nie zmieniało faktu że w końcu będą musieli się rozejść. Było mu przykro z tego powodu no ale cóż, trudno się mówi.
Rozmyślanie nad przyszłą sytuacją sprawiło że nim się zorientował już miał nazbierane drewno na opal. Znalazł sobie jakiegoś kija którym najpierw szturchał wszystko nim coś podniósł, a potem z dwóch gałęzi, kija i kawałka sznurka który miał przy pasku zbudował coś ale nosze, na które załadował sobie stosik drewna i zaciągnął nad jezioro. Nie był zadowolony z takiego rozwiązania, bo zostawiało to za sobą sporo śladów ale nie miał ochoty łazić w te i nazad z kilkoma gałązkami naraz.
- Widzę że nosisz w tej sakwie całą szafę. Ale przydałaby ci się jeszcze suszarka. - Rzucił do Różowej, gdy powrócił na tymczasowe miejsce obozowiska, a ta zgodnie jego przewidywaniami zdążyła się oczyścić i przebrać, jednak stan jej nowego stroju i włosów i sugerował że nie miała za wiele czasu na wysuszenie się. Po chwili uświadomił sobie że jego komentarz był głupi, bo nie było tu prądu a Seamair pewnie nawet nie wiedziała czym jest suszarka. No tak, trochę czasu pewnie minie nim przestanie myśleć schematami ludzkiego świata.
- Suszarka to takie urządzenie, które dmucha ciepłym powietrzem. Używamy go by wysuszyć szybko włosy po kąpieli. - Objaśnił, niezależnie czy o o to pytała czy też nie.
Mimo wszystko wyglądała o wiele lepiej niż on sam, nadal pokryty kroplami wody. Był przyzwyczajony do niskich temperatur i bardzo odporny, właściwie to nie miał nawet kiedy ostatni raz chorował... mimo tego nie chciał kusić losu i dostać jakiegoś magicznego przeziębienia, dlatego należało się czym prędzej zabrać za ognisko. Wyciągnął z plecaka krzesiwo i rozpałkę, następnie z przytarganych gałęzi poobrywał małe gałązki... i już po chwili mieli malutkie ognisko, które szybko rosło wraz z dokładanymi porcjami drewna. Oczywiście Sasza nie przesadzał, nie potrzebowali dwumetrowego stosu który pożarł by ich cały zapas drewna w 5 minut.
- Przy okazji, gdzie można zdobyć taką sakiewkę? Z pewnością przydałaby mi się podczas podróży. - Zapytał, delikatnie kierując rozmowę na tor z tabliczką "przyszłość". Musiał w końcu poznać jakie plany ma Seamair. Jednocześnie z kilku patyków zbudował sobie koło ogniska rusztowanie na którym rozwiesił swoje ciuchy. Pod wpływem ciepła zaczęły natychmiast parować, tak jak spodnie które nadal miał na dupie.
Z tego co zauważył dziewczyna zdążyła nie tylko się wykapać ale też i zorganizować jakieś dziwnie wyglądające owoce.
- Też widziałem po drodze kilka krzaków z owocami, ale niczego nie zrywałem... w Świecie Ludzi miałem dość sporą wiedzę na temat jadalnych rzeczy w dzikim terenie, jednak tutaj wszystko jest zupełnie niepodobne... skoro sporządzacie eliksiry, to zapewne macie też jakieś książki o roślinach?
Skoro mieli już ognisko, opal na całą noc i jedzenie, pozostawało ewentualnie zbudować schronienie... chłopak był już jednak zmęczony, a czyste niebo nie zapowiadało opadów deszczu. W razie czego mógł raz-dwa rozwinąć maly namiot
przytroczony do plecaka. Uznając że nic więcej im na tę chwilę nie potrzeba, rozsiadł się wygodnie.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pon 10 Cze 2019, 15:49

Mój wzrok już od paru chwil, czujnie wypatrywał ruchu pośród drzew, w miejscu, gdzie odszedł Sasza. Fakt, że byłam pewna, iż w okolicy nie kręci się, żadna większa bestia mogąca stanowić zagrożenie… nie oznaczał, że mogłam poświadczyć o bezpieczeństwie okolicy. Czego dowodem była sytuacja, która miała miejsce w tunelach. Przesunęłam palcami po szyi, po czym wyżej podciągnęłam materiał swojej bluzki. Siniaki… zapewne poznaczyłyby moją skórę na długi czas, gdybym szybko po tym zdarzeniu nie wypiła odpowiedniego medykamentu. Z ręką też za parę godzin, powinno być już nieźle. Nadal bardziej niż sama rana bolał mnie fakt, że w tamtym momencie zamarłam i opuściłam gardę. To uczucie niemocy zostawiło na mnie ślad…
Podjęłam decyzję o wzmożeniu swych treningów. Będę musiała, poszukać w Różanej wierzy jakiegoś partnera do sparingów. Mimo iż myśl o tym, że mam pozwolić komuś rzucać się na siebie… wywoływała we mnie szereg negatywnych emocji. Musiałam jednak nauczyć się jak zareagować w podobnych sytuacjach, aby nie dać strachowi okazji do przejęcia kontroli. Trening samoobron, nie był jednak wszystkim. Potrzebowałam też innego asa w rękawie. A właściwie zapisanego na kartach starej księgi… która już jakiś czas temu wpadła w moje ręce. Opanuję zaklęcie tęczowej pożogi, niezależnie od tego ile czasu, sił i energii będzie mnie to kosztowało.
Od dalszego snucia postanowień, odwiodło mnie pojawienie się Opętańca. Jego komentarz dotyczący zawartości bezdennej sakwy, powitałam uśmiechem. Cała szafa, oj nawet nie jedna…
Suszarka, przez chwilę szukałam tego słowa w pamięci, jednak bez większego powodzenia. Wyjaśnienie bruneta zaś utwierdziło mnie w przekonaniu, iż jest to coś pochodzącego z jego świata. A zatem coś, z czym niekoniecznie miałam ochotę mieć do czynienia.
-Nie wiem, czy podobałoby mi się, gdyby coś na mnie dmuchało… Choć ciepły wiatr bywa miły... Cóż w końcu same wyschną.
Po krótkim zastanowieniu wyciągnęła z sakwy, kilka dodatkowych płacht materiału. Derek, których zwykle używałam, kiedy czekała mnie jakaś dłuższa podróż na grzbiecie bestii. Doświadczenie zdarzyło mnie nauczyć, iż takie rzeczy są więcej niż przydatne. I zrozumiałby to każdy, kto choć raz obił sobie siedzenie o twarde łuski, albo podrapał nogi o sierść, z której potrafiły wyłonić się kolce. Obie derki ułożyłam tak by, każde z nas mogło cieszyć się oparciem, jakie dawał pień drzewa, pod którym w siłę rósł nasz mały obóz. Głownie za zasługą Saszy, cóż widać było, że we własnym świecie dobrze znał się na sztuce przetrwania, co przyniosło mu korzyści nawet w obcym świecie. Swoją drogą to obycie oraz jego zorganizowanie ciągle mnie nurtowało. Czy życie zmusiło go do zdobycia takiego doświadczenia, czy może był to jego własny wybór? Czy we własnym świecie musiał przed czymś uciekać?
-W przypadku sakwy, miałam podobne szczęście jak Ty z Kompasem, tyle że ja znalazłam Sakwę nad brzegiem Morzem Łez. Jest tam pewna plaża, którą darzę szczególną sympatią. Ogólnie morskie wybrzeża potrafią okazać się w tej kwestii szczodre. O ile komuś nie wadzi myśl iż poprzedni właściciele przedmiotów wyrzuconych na plażę, najpewniej tańczą z rybkami.
Zdławiłam myśl, że nie brakowała wiele bym i ja fatalnie zakończyła pewien rejs… Że, ktoś właśnie tak go zakończył. Przycisnęłam palce, do opatrunku, udając, iż właśnie go poprawiam. Wolałamby, brunet przypisał, cień bólu, który przemknął przez moją twarz, do tego właśnie gestu, niż do wędrówki niesfornych wspomnień.
-Niektóre z artefaktów, da się zwyczajnie kupić czy wymienić. Warto być czujnym na wszelkich targowiskach. Niektórzy sprzedawcy nie zdają sobie sprawy z tego, że oferowane przez nie przedmioty, skrywają w sobie cząstkę magii. Ci świadomi zaś cóż, rzadko kiedy można usłyszeć rozsądną cenę. A na co powinno się uważać…
Zaśmiałam się cicho, wydobywając z wnętrza sakwy kolejny przedmiot, tym razem drobny i niepozorny. Był to cukierek, owinięty w złotą szeleszcząca folię, zabezpieczoną dodatkowo dwiema kokardkami. Rzuciłam cukierek, tak by chłopak mógł go złapać.
- Cukierek, prawda? Trochę czekolady, nugatu i magii… która pozwala na manipulowanie swoim wiekiem. Można znów wylądować w skórze dziecka albo przekonać się jak wiele zmarszczek przybędzie nam za sto lat. Problem polega na tym, że nie zawsze da się równie łatwo wrócić do własnego wieku. Ale są tacy, którzy lubią takie zabawy. Mam ich kilka, więc potraktuj to jako prezent na cóż… Magiczne urodziny?
Wzruszyłam ramionami, zaś jeśli chłopak odmówił przyjęcia podarku, zagroziłam, iż potraktuję to jako obrazę. Rzadko kiedy dopadały mnie takie akty szczodrości. Oczywiście nie rozstałabym się równie łatwo z cukrowym berłem czy bolerkiem, lecz Zegarmistrzowych przysmaków miałam kilka i jakoś nie korciło mnie, by wypróbować ich na sobie. Szybciej wykorzystałabym je w ramach jakiegoś żartu. Ot co.
Zapatrzyłam się w ogień, który roztańczył się między chrustem. Płomienie miały w sobie coś hipnotyzującego. Żywioł, który trawił wszystko, co wejdzie mu w drogę. Piękne zniszczenie, które niekiedy pozwalało się okiełznać. Ciepło bijące od ogniska podziałało rozluźniająco.
-Rozsądnie. Mamy sporo trujących roślin albo agresywnych.. Niektóre zbiory można wykonywać tylko o określonych porach dnia. Choć to wiedza, bardziej potrzebna przy zbieraniu składników do eliksirów. I tak mamy książki.
Uśmiechnęłam się do chłopaka, zaś w moim spojrzeniu zapłonęła złośliwa iskierka. A może było to jedynie odbicie płomieni z ogniska? Bo kto też wie, jakie myśli kołaczą się w rogatej głowie.
-Mogę pożyczyć Ci kilka podstawowych pozycji z mojej domowej biblioteczki. Rano powinnam już być w stanie, skorzystać ze swojej mocy. To nie tak, że nie mogę zrobić tego teraz. Ale ryzyko, że coś poszłoby nie tak, że portal byłby niestabilny… nie ma co ryzykować, dla nocy w pościeli…
Przez chwilę szukałam dla siebie najdogodniejszej pozycji, ostatecznie przysunęłam się ze swym prowizorycznym posłaniem, nieco bliżej paleniska.
- A można też odwiedzić którąś z bibliotek w Mieście Lalek. Zwłaszcza te prowadzone przez lunatyków, są prawdziwą skarbnicą wiedzy.
Dodałam po chwili. Jeśli Sasza faktycznie miał zamiar zająć się eksplorowanie obcego sobie świata, to biblioteka wydawała się właściwym punktem na start. Nie mogłam przecież się temu sprzeciwić… a i tak w gruncie uważałam to za bezpieczniejsze, niż gdyby miał wrócić teraz do własnego świata. Po to, by wpaść w łapy tych psychopatów z Morii. Zdrady to coś, czego nie tolerowałam, a byłoby to nic innego, gdyby nagle miał stać się króliczkiem doświadczalnym dla innej organizacji. Organizacji, której już od wielu lat życzyłam, tylko tego by stanęła w płomieniach.
Ponownie wspomnienia zmusiły mnie do zastosowania, zwodu taktycznego. W mojej ręce znalazła się butelka z malinową nalewką, był w niej może niecały litr klarownego alkoholu, o pięknej malinowej barwie. Po otworzeniu butelki, w powietrzu rozniosła się woń owoców i alkoholu. Co prawda miałam poczekać te kilka godzin… ale chrzanić to… Zresztą, kilka łyków nie zaszkodzi, nie miałam zamiaru wypić całej butelki. Zgodnie ze swym zamiarem upiłam łyk nalewki, prosto z butelki. Biorąc pod uwagę polowe warunki, w jakich się znaleźliśmy, jakoś nie bardzo miałam ochotę szukać kieliszków, których raczej i tak nie pakowałabym do sakwy. Przesunęłam językiem po wargach, zlizując krople alkoholu. Dłoń dzierżącą butelkę z alkoholem wysunęłam w stronę Opętańca.
- Chcesz? Nalewka malinowa, mojej własnej produkcji. Ale ostrzegam, mocna. Wiec proszę, mi się nie upić.
Przestrzegłam skrzydlatego, posyłając mu całkiem poważne spojrzenie, które traciło jednak na swej surowości w towarzystwie figlarnego uśmiechu.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Pią 14 Cze 2019, 22:16

-Z pewnością by ci się spodobało. To bardzo przyjemne uczucie. - Najbardziej ciekawiło go jak zareagowałaby przy pierwszym użyciu takiego sprzętu... wyobraził sobie jak ze swym drapieżnym wyglądem rzuca suszarką i zaczyna na nią syczeć niczym kot. Potem wyobraził sobie ją w innych sytuacjach, próbującą opanować technologię ze Świata Ludzi... z pewnością byłby to zabawny widok. Ciekawe Seamair miała taką samą zabawę z obserwowania jego postępków?
Wyglądało na to że oboje mieli dużo szczęścia co do znajdowania magicznych przedmiotów, albo po prostu "ludzie" w tym świecie byli niebywale nieostrożni i ciągle wszystko gubili.
Początkowo usilnie próbował odmówić przyjęcia podarunku, jednak Rogata potrafiła być niesamowicie uporczywa. Nie miał pojęcia co mógłby zrobić z dziwnym smakołykiem, bo przemiana w starca bądź berbecia niezbyt mu się uśmiechała, jednak ostatecznie przyjął prezent.
- Tylko nie zacznij śpiewać "sto lat".
Informacje o roślinach i książkach były bardzo ważne, więc podziękował jej za informacje i wypożyczenie książek. Miasto Lalek... dopiero co stamtąd wracali, ale aktualnie była to jedyna znana m lokacja, oprócz domu Seamair. Może zatem dobrze było rozpocząć swą podróż od wizyty w tym miejscu? Mógł tam uzupełnić podstawową wiedze, ekwipunek, może uda się coś zarobić przed dalszą podróżą... z pewnością potrzebował też mapy...
Do alkoholu podszedł z dozą niepewności, pamiętając jak odleciał po karczemnym piwie. Upił więc powoli malutki łyczek, a gdy nic się nie wydarzyło upił trochę więcej. Może zyskał już odporność na magiczne trunki? Nalewka była, obiektywnie patrząc, faktycznie mocna ale dla niego nie stanowiła większego wyzwania.
- W takim razie, skoro od twojego zdrowia zależy nasz powrót do cywilizacji, możesz iść spać jeśli chcesz. Ja popilnuję ognia. I tak boli mnie głowa więc raczej bym nie zasnął.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Liczba postów : 15
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Sob 15 Cze 2019, 03:27

Sen... może faktycznie powinnam. Cóż skoro już raz udało mi się przełamać i zasnąć w towarzystwie Saszy, to i tym razem powinnam. I chciałam trzymać się tej myśli. Lecz jakoś znów uparcie zaczęły powracać do mnie scenki z tuneli.

Tyle że teraz brunet zachowywał się już całkiem normalnie. Sprawiał nawet wrażenie nieco bardziej rozluźnionego. Podjęłam zatem pewne ryzyko i faktycznie postanowiłam się położyć. Mawia się, że sen to najlepsze lekarstwo. Z tym, czy najlepsze, mogłabym się pokłócić, lecz nie znaczyło to wcale, iż nie doceniam jego regenerujących właściwości. By ułatwić swej świadomości podróż do krainy snów, wzięłam jeszcze kilka łyków nalewki. Ciepło rozchodzące się po moim organizmie oraz to bijące od paleniska, przynosiły miłe ukojenie.
-Zapewne to z nadmiaru wrażeń. W końcu był to intensywny dzień... no i Twoje ciało zapewne musi się przyzwyczaić do swojej nowej wersji...
Biorąc sobie słowa Opętańca do serc, rozłożyłam się wygodnie na swym posłaniu, kładąc się bokiem, tak by twarz mieć zwrócona w stronę ogniska.
-Dzięki. Obudź mnie, gdy sam będziesz już chciał się położyć. Przejmę posterunek.
Oznajmiłam, po czym przymknęłam powieki. Po krótkim czasie odwróciłam się jednak w stronę swego skrzydlatego towarzysza.
-Przy okazji... my tutaj śpiewamy „Tysiąc lat”.
Oznajmiłam, uśmiechając się do chłopaka. Ponownie podjęłam próbę zaśnięcia. Wbrew obawom sen przyszedł nadspodziewanie szybko. Cóż wszak i dla mnie był to w końcu całkiem intensywny dzień...
Rankiem, przez „zwinięciem” naszego małego obozu, upewniłam się, iż bez problemu mogę otworzyć portal prowadzący do swojego domu. Nie było z tym problemów, podobnie jak i z moją ręką. Rana zdarzyła ładnie się zasklepić, co oznaczało, iż, eliksir, przez noc wykonał swoje zadanie. Kolejna dawka, powinna mi zapewnić pozbycie się pamiątki w postaci blizny. Miała uch już wystarczająco wiele. Z całą pewnością nie będę potrzebowała tego typu „Przyominajek”, by pamiętać, co takiego wydarzyło się tamtego wieczoru. A miałam na myśli przełom w sprawie wiedzy dotyczącej Anielskiej Klątwy.

W końcu, oboje zabraliśmy swe rzeczy i korzystając z magii portalu, przenieśliśmy się do mojego pałacyku. Który miałam nadzieję zastać w jednym kawałku... lecz kto wie, jakie to rozrywki wymyślili sobie jego pozostali lokatorzy w czas mojej nieobecności.
Zt. x 2
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach