Jezioro Wspomnień i ukryte wejście do podziemnych tuneli.

Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pią 19 Kwi 2019, 03:32

Jezioro Wspomnień i ukryte wejście do podziemnych tuneli

W północnej części obrzeży Malinowego Lasu, mieści się niezwykłe miejsce. Gęsty zagajnik drzew, najróżniejszych gatunków, rozciąga się u stóp skalnego występu. I skrywa w swym zanadrzu niezwykły skarb. A w zasadzie nawet więcej niż jeden...

Jest to miejsce które, z całą pewnością przypadnie do gustu każdego, kto docenia unikalne piękno oraz bogactwo natury. Rzadko kiedy spotyka się rewir, tak bogaty w ilość różnorodnej flory. Kwiaty, zioła, porosty, mchy. Z niewiadomych przyczyn roślinność, jest tu obfitsza niż w innych sektorach lasu. Może to kwestia gleby, a może sprawka słynnego jeziora. Akwen w kształcie niemal idealnej elipsy jest prawdziwym klejnotem tego zakątka. Warto wspomnieć, iż jezioro nie należy do przeciętnych. Niezależnie od pory dnia czy roku, woda w jeziorze, wygląda tak, jakby ktoś uwięził pod jej powierzchnią seledynową mgłę.
Nazwa, jaką mu nadano, wcale nie jest przypadkowa. Jeśli ktoś zanurzy się w wodzie, istnieją sporę szanse na to, iż dane mu będzie, zagłębić się również we własnych wspomnieniach. Podobno niekiedy obrazy wspomnień zaczynają wyświetlać się tafli wody. Pytanie jednak, czy będą to wspomnienia, których się pragnie? A może te, które na zawsze chciałoby się wymazać z pamięci... Któż to wie?

Na tym nie kończą się niespodzianki związane z tą lokacją. Jak było wspomniane, rosną tu, liczne gatunki drzew. O jednym należy jednak wspomnieć, ze względu na jego "usposobienie". Mowa o wijącej wierzbie. Ta nie różni się bardzo od swej ziemskiej kuzynki, choć jej kora jest gładka i wpada w odcienie granatu i fioletu. Liście zaś pobłyskują metalicznym błękitem. Długie i wiotkie gałązki sięgają aż do ziemi, tworząc naturalną kurtynę. Gałązki, chętnie i żwawo oplatają się, wokół wszystkiego, co znajdzie się w ich zasięgu. Należy zatem uważać, aby nie skończyć w roli wspornika.

I w końcu dochodzimy do ostatniego, szczególnie istotnego faktu, jaki należy się podzielić, opisując to miejsce. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, miesi się tutaj ukryte wejście, czy może raczej wyjście. Tuż za rozłożystą kurtyną, jaką tworzą gałęzie wierzb, kryje się wlot do sieci podziemnych tuneli. Te ciągną się kilometrami zaś liczne rozwidlenia, czynią z nich istny podziemny labirynt. Łatwo się w nich zgubić oraz napotkać na ich dzikich lokatorów. Jeśli ktoś, pragnie zająć się penetracją, podziemnych przejść, powinien uzbroić się nie tylko w źródło światła, ale również sporą porcję odwagi. Najdrobniejsze dźwięki, niosą się tutaj donośnym, echem, który potrafi przyprawić o gęsią skórkę.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Aktualny ubiór : https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Stan zdrowia : Czuję się dobrze, dzięki że pytasz. Drobne problemy z lewitacją.

Liczba postów : 9
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Sob 20 Kwi 2019, 04:53

Pojawienie się znikąd, świetlistego portalu, spłoszyło kilka istot, które przybyły tu zapewne chcąc ugasić pragnienie. Mogliśmy zauważyć, jak coś czmychnęło, znikając w gęstych zaroślach. Dało się też usłyszeć szczebiot spłoszonych ptaków.
Mimo iż przed wyruszeniem do lasu, zdarzyliśmy jeszcze posilić się w karczmie, to pora pozostawała wczesna. Polanę nad jeziorem, otulał poranny chłód. Na trawie i mchu, nadal skrzyły się delikatne kropelki rosy. W wyborze, tej lokacji miałam swój dodatkowy cel. Nie tylko w tych rejonach lasu, dochodziło już do zarażeń pasożytem, jak wynikało z raportów, jakie udało nam się zgromadzić w SCR. Był to też niewielki raj, dla każdego, kto choć trochę znał się na zielarstwie czy alchemii. Zbliżała się pełnia księżyca i był to idealny czas na zebranie kilku gatunków ziół oraz grzybów. Tym bardziej iż ostatnim czasem, moje zapasy eliksirów zostały konkretnie nadszarpnięte.

Odległość dzieląca Jezioro Wspomnień od Tawerny w Mieście Lalek była duża. Wymagało to ode mnie otworzenie jaz zarazem, kilku portali. Teraz czułam, iż niezachowanie, przerw pomiędzy przejściami było złym pomysłem. Gdy przekroczyłam ostatni portal, w towarzystwie Szaszy, dało się odczuć moje chwilowe zmęczenie. Łapczywie chwytając oddech, na miękkich nogach powędrowałam do pnia najbliższego drzewa, opierając się o nie plecami.
-Z-za duża odległość w tak krótkim czasie. Trochę, przesadziłam, powinniśmy byli zrobić przerwę. Ale to nic, zaraz minie.
Wyjaśniłam, nie chcąc przysparzać ewentualnych zmartwień swemu towarzyszowi. Teraz faktycznie się nim stał... bo skoro miał bursztynowy kompas, to mógł wymknąć mi się z rąk w każdej chwili. Teoretycznie wystarczyłoby ukraść artefakt... lecz, byłam przekonana, iż brunet, będzie uważał na swoją nową zabawkę. Ciężko byłby również odrzucić od siebie ewentualne cienie podrzenia... Ale nie chodziło tylko o to. Podjęłam bowiem wyzwanie, które rzucił mi los. Sprawdźmy zatem które z nas dwojga ma więcej szczęścia.
-Jesteśmy nad jeziorem Wspomnień. Całkiem tu ładnie prawda?
Mówiąc, wygładziłam materiał spódniczki. Na tego typu wycieczki, miałam zdecydowanie bardziej odpowiednie stroje. Niestety, wyglądało na to, iż musiałam wykorzystać je wcześniej, albo po prostu zapomniałam spakować nowy zestaw do sakwy. Nie miałam jednak powodów do narzekać, już nie raz czy dwa wędrowałam po Malinowym Lesie w podobnym miłym dla oka stroju .
-Mam zamiar pozbierać trochę ziół i grzybów. To składniki do eliksirów, które warzę. A właśnie jak Twoja rana? Myślę, że powinna, całkowicie się zasklepić. Mogę zerknąć?
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Aktualny ubiór : https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Stan zdrowia : Czuję się dobrze, dzięki że pytasz. Drobne problemy z lewitacją.

Liczba postów : 9
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Sob 27 Kwi 2019, 16:29

Sasze przebudził się, wyczuwając iż ktoś zmierza w jego stronę. Wiedział że to tylko Seamair, więc nie otwierał oczu, udając że nadal śpi. Pozwolił dziewczynie się zbliżyć i usiąść koło niego. Cóż, nie rzuciła się na niego czy to z nożem czy to z płaczem więc chyba była spokojna. Mimo tego chłopak i tak trochę się niepokoił, co właściwie ma jej powiedzieć. Już wcześniej myślał nad kilkoma wymówkami, ale żadna nie miała sensu skoro wrócił to spakowany na wyprawę. Ostatecznie zdecydował że po prostu powie jej prawdę i otworzył oczy.

Po rozmowie na temat tego co się stało i tego co teraz zamierzają Sasza dał dziewczynie czas na przebranie i spakowanie się, a sam zszedł na dół by zamówić dla nich śniadanie. Tak naprawdę chciał zrobić mały interes z karczmarzem. Trochę się obawiał, w końcu ponoć nie przepadano tu za ludźmi, ale wczoraj nikt nie zwracał większej uwagi na jego ubrania, poza tym dwukolorowe tęczówki robiły robotę. Zmawiając jedzenie, wkręcił właściciela przybytku w rozmowę, następnie niby przypadkiem napomknął o swym rzekomym zawodzie – handlarzu przedmiotami zza drugiej strony Bramy. Nim Seamair zeszła na dół, udało mu się opchnąć kilka zbędnych mu rzeczy, z których i tak nie miałby tu pożytku. Dostał za to trochę srebrnych monet. Nie wiedział za bardzo czy to dużo czy mało, bo nadal średnio orientował się w tutejszej walucie i cenach za produkty. Dlatego też najlepsze fanty zachował dla siebie, w końcu miał jeszcze trochę skradzionej w ŚL biżuterii którą zamierzał później opchnąć u jakiegoś jubilera.

Zaraz po śniadaniu ruszyli w drogę, korzystając z portali Rogatej. Z pewnością była to wygodna moc, ale Sasza nie wziął pod uwagę że korzystanie z magii może być dla dziewczyny wyczerpujące. Na tyle na ile zdążył ją poznać, zapewne byłaby urażona gdyby chciał podtrzymać, więc pozwolił jej dojść do drzewa i usiąść samej, ale nie odstąpił jej na krok na wypadek gdyby miała się przewrócić. Gdy już usiadła wyciągnął coś z kieszeni i włożył jej do dłoni, nie dając możliwości odmowy.
- To batonik energetyczny. Używamy ich podczas silnego wysiłku żeby odzyskać energię. Zawierają kofeinę, czekoladę, orzechy, płatki owsiane i suszone owoce. – Wytłumaczył by dziewczyna wiedziała że nie próbuje jej truć. Poza tym nie wiedział czy mają tu coś takiego. Mieli natomiast eliksiry, co było bardzo ciekawą wiadomością. No tak, w końcu była magia i magiczne przedmioty, więc czemu by nie alchemia...
Gdy dziewczyna wspomniała o bandażu zamrugał i dotknął dłonią czoła. Tyle się działo że kompletnie o tym zapomniał, już się przyzwyczaił i nawet nie czuł że ma coś na głowie. Posiadał pewne umiejętności z pierwszej pomocy więc mógł sobie poradzić z tym sam, poza tym Sea była teraz zmęczona... jednak wizja bycia otoczonym opieką przez piękną towarzyszkę była bardzo kusząca.
-A, tak. Myślę że będzie już okej, szybko się leczę. Proszę. – Zdjął plecak i usiadł po turecku obok niej, tak by nie musiała wstawać. -Znasz się na eliksirach i na medycynie... jesteś jakąś znachorką albo czarownicą?
Chwilę później nagle uaktywnił się jego szósty zmysł. Sasza poczuł się jakby ktoś dźgnął go igłą w plecy. Takie uczucie towarzyszyło mu zazwyczaj gdy ktoś go obserwował. Spokojnie obrócił głowę, udając że zachwyca się okolicą, by zerknąć za siebie. Nikogo nie zobaczył, zauważył jednak iż za drzewami znajduje się coś co prawdopodobnie było jaskinią. Co prawda jaskinia zapewniała skrycie w ciemności, jednak można z niej było zobaczyć tylko wąski kawałek terenu. Więc albo ktoś był idiotą albo znajdowało się tam jakieś dzikie zwierzę. Zastanawiał się przez chwilę czy mówić o tym Seamair. Nie chciał jej straszyć, ale w końcu posiadała zdolność do rozmowy ze zwierzętami no i miała więcej wiedzy o tym świecie.
- Wygląda na to że ktoś lub coś obserwuje nas z jaskini za moimi plecami. Masz jakieś pomysły? - Zwrócił się do niej szeptem.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Aktualny ubiór : 80
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Stan zdrowia : fruwający

Liczba postów : 7
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pon 29 Kwi 2019, 00:07

Przez chwilę nieco niepewnie wpatrywałam się w darowaną mi rzecz. Nazwa brzmiała dziwnie a po odwróceniu opakowania, można było dostrzec na etykiecie ciąg słów wypisanych bardzo drobnym druczkiem. Czy w świecie ludzi, dla uatrakcyjnienia produktu, dodawano do nich fragmenty jakichś dzieł literackich? Ostatecznie lekturę postanowiłam przełożyć na inny czas. Tym bardziej iż Sasza zdarzył już wyjaśnić, czym jest wręczony mi obiekt.
I znowu troska... coś, z czym nigdy nie miałam większych szans się obyć. I nawet jeśli to mały gest, to był miły... a przez to jakaś igła sumienia, chcąca przedrzeć się do mojej głowy... znów zagłębiła się o kilka milimetrów. To takie głupie... Masz misje, zawsze są jakieś koszta... Ale czy sama nie byłam takim kosztem... Zresztą, to jego wybór... że został ze mną, mimo że ma wolną drogę do domu. Mimo wszystko poczułam jakby jakiś pijany malarz, zawadził pędzlem o moją twarz, zostawiając na niej plamę różu.
-Dziękuję.
Odpowiedziałam, racząc chłopaka szczerych, delikatnym uśmiechem. Nie chcąc wyjść, na niewdzięczną, postanowiłam od razu spróbować przekąski. Co prawda samo jej otworzenie sprawiło mi nieco trudności. Nie wiedziałam jak otworzyć je, by nie zniszczyć tekstu na odwrocie. W ostateczności udało się, a kęs batonika zniknął za moimi zębami. Nie był zły, choć osobiście, do składu dodałabym odrobiny miodu dla smaku.
-Całkiem niezły, dawno nie miałam okazji jeść nic ze Świata Ludzi.
I prawdę mówiąc, wcale specjalnie tego nie żałowałam. Moje wspomnienia związane z Światem, w którym spędziłam bądź co bądź większość swego żywota, nie były najszczęśliwsze. Jedyna rzecz, której naprawdę mi brakowało, to muzyka, którą dało się odtworzyć na zawołanie. Brakowało mi, czucia pod palcami faktury winylowych płyt. Gramofon, który udało mi się zdobyć, popsuł się jakiś miesiąc po zakupie... Zaś satyrom czy innym utalentowanym, bestiom ciężko było narzucić brzmienia z obcego świata.
Moja wycieczka do niewielkiej krainy nostalgii, powinna zostać niezauważona. Ponieważ w tym czasie pochyliłam się nad brunetem. Którego głowa przez chwilę, tkwiła uwięziona pomiędzy mymi rękoma. Obie dłonie, z wprawą zajmowały się teraz zdjęciem opatrunku, po którym nastąpiła kontrola techniczna.
-Nie dość, że diabelstwo to jeszcze czarujące? Tak, czasem słyszę określenie czarownica. Ale nie zabrałeś ze sobą podpałki i zapałek, co?
Moje wargi rozciągnęły się w zadziornym uśmiechu. Tak, wiem to i owo na temat świata Ludzi... Ian nie wiedział, że nauczę się dostawać do pomieszczeń pod kluczem. A zbyt kochał książki, by się ich pozbywać.
-Musiałam się tego nauczyć, bestie, którymi się opiekuje, często wymagają również pomocy medycznej. A mało kto jest w stanie udzielić ratunku, czemuś, co może odgryźć mu rękę, kłapnięciem paszczy. Ja mogę. A poza tym nie ufam lekarzom. Nie zbliżę się do żadnego z własnej woli, więc i o siebie muszę zadbać sama.
Po ostatnim rzucie oka na ranę skinęłam głową na znak zadowolenia z oględzin.
-No, ładnie się zagoiło. Nie zostanie, nawet najmiesz blizna.
Gdy już miałam zamiar poderwać się z ziemi, Sasza zaskoczył mnie pewną informacją... Przez chwilę spoglądałam w jego różnobarwne tęczówki z malującym się na twarzy zaskoczeniem. Jak udało mu się coś stąd dostrzec? Oczywiście wiedziałam o tunelach, ale...
Brunet mógł teraz dokładnie przyjrzeć się temu, jak nagle czarne źrenice osadzone na tle czerwieni, zwęziły się do cienkich kresek. Jednocześnie pochyliłam się do przodu, opierając dłoń o ziemię. Przez co moja głowa przez chwilę znalazła się niemal nad ramieniem chłopaka.
-W pobliżu nie ma bestii, a w każdym razie nie w tunelach. Niektóre lubią się po nich szwendać... ale gdyby były blisko, to bym je wyczuła. To stare tunele, opuszczone... zwykle zbieram w nich niektóre gatunki grzybów.
Informacja nie przeraziła mnie, a jedynie zaskoczyła. Zaczęły mnie ponosić instynkty, które do tej pory starałam się trzymać na wodzy. Rola ofiary, zdecydowanie nie leżała w moim repertuarze. Co prawda moglibyśmy przenieść się też w inne miejsce, lecz i to byłaby zadra na honorze. Zresztą, cokolwiek tak było, o ile było w ogóle, nie musiało mieć przecież wrogich zamiarów. A jeśli już miało... tym gorzej dla niego. Pewność siebie to zdecydowanie rzecz, która kiedyś przychyli się do mojej śmierci. Miałam tego pełna świadomość.
-Nie wiem, co tam siedzi... ale jeśli tego nie sprawdzę, to sama nie będę mogła usiedzieć spokojnie.
Po tych słowach wsunęłam dłoń do sakwy, by wyciągnąć z niej, coś, co wyglądało jak przerośnięta wersja miętowej cukrowej pałeczki. Może i wyglądała komicznie, lecz sprawdzała się również w walce. Szczególnie takiej, w której nie masz jeszcze pewności, czy chcesz kogoś zabić, czy nie. Po tym zaczęłam podnosić się z ziemi z zamiarem ruszenia w kierunku wejścia do tuneli. Myśl iż Sasza w tym momencie spokojnie zaczeka, w bezpiecznej odległości zdawała się nikła...
-Tamte drzewa, to wijące wierzby. Postaraj się nie dotknąć żadnej z gałązek.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Aktualny ubiór : https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Stan zdrowia : Czuję się dobrze, dzięki że pytasz. Drobne problemy z lewitacją.

Liczba postów : 9
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Nie 05 Maj 2019, 16:45

- Tak się składa że akurat zabrałem. W końcu źródło ognia to podstawa survivalu. - Odpowiedział z lekkim uśmiechem, choć zdziwił się słysząc żart nawiązujący do palenia czarownic. Czy Seamair mówiła o jego świecie czy może i tutaj zdarzały się takowe polowania? Wydawało się to raczej głupie, skoro wszystko tutaj aż ociekało magią. Jeśli już to prędzej palono by ludzi za ich nowoczesną technologię, która dla tutejszych mogła stanowić czarną magią. Z tym że ta technologia i tak nie działała. To mu przypomniało że miał zabrać ze sobą aparat na klisze... no trudno, działał w pośpiechu a poza tym nie miał takiego w domu a był środek nocy. Znalezienie sprawnego egzemplarza mogłoby chwilę zająć. Ale zawsze mógł przecież wrócić w dogodnej chwili.
Na te myśl zapatrzył się tępo na różowe włosy latające mu przed twarzą gdy Sea sprawdzała jego ranę. Przez całe szaleństwo które im towarzyszyło, dopiero teraz dotarło do niego jak wielką mocą teraz włada. Mógł w ułamku sekund przenosić się między wymiarami. Mógł uciec z niebezpiecznej sytuacji, przenosić przedmioty, podróżować, prowadzić swoje badania... zaledwie jeden przedmiot otwierał przed nim masę możliwości i sprawiał że przestał być bezradnym człowieczkiem zagubionym w obcym świecie.
Sasza miał już głowie kilkanaście scenariuszy na swoje życie w Krainie Luster, ale zanim zaczął zagłębiać szczegóły swych planów, Sea przywróciła go na ziemię.
- Hm, więc jesteś bardziej magicznym weterynarzem aniżeli lekarzem. - Nie poruszył tematu jej nieufności do lekarzy. Sam ich nie lubił, bo zawsze gadali głupoty. Wolał myśleć o sobie jak o perfekcyjnym okazie i żyć w szczęściu niż myśleć o niskim poziomie cukru czy jakichś innych głupotach. Nie o to jednak chodziło. Jeśli Rogata faktycznie miała tyle lat ile mu podała - w końcu byli w magicznej krainie, więc mimo swego wyglądu mogła mieć i 500 lat - to biorąc pod uwagę fakt że mieszkała sama, jej zaradność, zachowanie, zajmowanie się niebezpiecznymi bestiami... musiała zapewne wiele przejść w życiu, a Sasza nie lubił rozgrzebywać przeszłości, zwłaszcza że nie była to jego sprawa bo nie byli na takim poziomie znajomości by opowiadać sobie swoje smutne historyjki.
Gdy wspomniał jej o swoich obserwacjach, dziewczyna nachyliła się do niego tak, że przez chwilę miał jej twarz zaledwie kilka centymetrów od siebie. Na dodatek była całkowicie skupiona na wpatrywaniu się w tunel. Miał więc niepowtarzalną okazję by z bliska obejrzeć sobie jej rogi. I gdy tak patrzył jak błyszczą w świetle dnia, odczuł nieodpartą chęć by ich dotknąć lub polizać. Rozdarty między dziwnym pragnieniem a myślą o reakcji dziewczyny zwlekał jednak zbyt długo i nim zdążył wykonać jakikolwiek ruch ta wstała i ruszyła prosto w stronę jaskini. No proszę, wojowniczka mu się trafiła. Ale to dobrze, bo i tak nie zamierzał odpuścić zwiedzenia podziemnych tuneli. Uwielbiał tunele i opuszczone miejsca.
Złapał plecak i ruszył za nią, uważając by nie dotknąć żadnej gałęzi. Gdy obok nich przechodzili miał wrażenie że niektóre gałązki się poruszają...
Dotarli do wejścia. Nie wiedział co czeka ich na dole, więc zdecydował się pozostawić tu plecak. Szybko zamaskował go liśćmi i kamieniami, uprzednio jednak odpiął od niego jeden element, wyciągnął z niego paski i założył jako pas biodrowy. Następnie wyciągnął z niego śmierdzącą szmatę, którą przy pomocy sznurka obwiązał na leżącym na ziemi kiju.
- Niestety nie mam ich zbyt dużo i nie działają super długo. Nie byłem specjalnie przygotowany na podróż do świata gdzie nie działają latarki... - To mówiąc odpalił pochodnię i jako pierwszy wszedł do jaskini. Szukał odcisków czy innych śladów czyjejś obecności, jednak nic takiego nie znalazł. Kurz i pajęczyny wskazywały na to że od jakiegoś czasu nikogo tu nie było. Czyżby tylko mu się przywidziało?
- Mówiłaś że zbierałaś tu grzyby. Masz jakiś pomysł gdzie iść?
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Aktualny ubiór : 80
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Stan zdrowia : fruwający

Liczba postów : 7
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Sro 08 Maj 2019, 22:55

Zaczekałam przy wlocie do tuneli, aż Sasza pozbędzie się zbędnego balastu. Trzeźwe myślenie było jedną z tych rzeczy, za które go ceniłam. W chwilach stresu i emocji nie pozwalał nerwom, przyćmić umysłu. To dość rzadka cecha, nawet wśród lustrzan, zaś jej wypracowanie wymaga sporo wysiłku. W dodatku naprawdę wiedział co to dobre przygotowanie. Skinęłam głową z uznaniem, gdy w rękach chłopaka, zapłonęła prowizoryczna pochodnia.
-Widzę, że naprawdę znasz się na sztuce przetrwania. Trzeba Ci to oddać.
Dopiero po tym, jak słowa opuściły już moje usta, zdałam sobie sprawę z ich karygodności. Nie były kłamstwem, ale nie o to chodziło. Był to bądź co bądź, komplement. Stosowanie ich było przydatne, kiedy chciało się coś zyskać... ale teraz, rzuciłam go naturalnie, samoistnie... co było niepokojące. Przywiązywanie się do „królika doświadczalnego” było głupotą, za którą powinnam zgotować sobie jakąś karę... Tym bardziej iż przypinanie do chłopaka tego określenia, przychodziło mi teraz z większym trudem, niż się tego spodziewałam. Zacisnęłam dłoń w pięść, tylko po to, by poczuć na dłoni, pierścień, będący symbolem mojej misji, projektu Dedal.

Gdy oboje, byliśmy już gotowi, a ja postąpiłam krok ku wejściu, zostałam wyprzedzona przez bruneta. Przez krótką chwilę miałam ochotę po prostu walnąć, go za to cukrowym berłem. Naprawdę, nie należałam do tego typu dziewczyn, które boją się stanąć twarzą w twarz z zagrożeniem. Fakt, że byłam, mniejsza nie czynił mnie wcale mniej groźną dla otoczenia. Wielu zdołało się już o tym przekonać. Co więcej, lepiej niż mój kompan, znałam tę Krainę i zagrożenia, jakie ze sobą niosła. Nawet jeśli był to zaledwie ułamek owych niebezpieczeństw. Chwilę, zajęło mi wmówienie sobie, że barwnooki, zapewne, chciał po prostu oświetlić nam drogę. W to wszystko mogłam tylko wplatać nadzieję, że jeśli coś się stanie, nie będzie robił żadnych głupot. Choć, czy mogłabym go za to winić? W końcu nie mógł wiedzieć, jaką wartość, dla mnie przedstawia.
Mimo wszystko, berło, na którym zaciskałam dłonie, niemal wysyłało mi ciche szepty „Zrób to!”. Kusiło... i to bardzo, ale tylko do czasu, aż nie zaczęłam myśleć o ewentualnych konsekwencjach. Bo wystarczyłoby przecież, aby berło się ześlizgnęło, i trafiło na jakąś cześć garderoby lub, wyposażenia, jakie brunet miał ze sobą. W efekcie mogłabym skończyć z garścią cukierków oraz wkurzonym i półnagim Saszą. I kto wie, jakie byłyby tego skutki... Zatem zrezygnowałam chwilowo z tego pomysłu i zajęłam się wypatrywaniem potencjalnych zagrożeń.

Każdy kolejny krok, upewniał mnie w przekonaniu, iż był to jedynie fałszywy alarm. Nie zauważyłam bowiem, nic co wskazywałoby na to iż, ktoś chwilę temu, kręcił u wlotu tunelu. Nawet w powietrzu, dało się wyczuć te same zapachy. Wilgoć, ziemia, zgnilizna, nafta oraz delikatna i ulotna woń stanowiąca połączenie zapachu trufli i świeżej trawy. Ta ostatnia woń, należała właśnie, do rosownika, gatunku grzyba, który, rósł tu wyjątkowo obficie.
-Czy zauważyłeś wtedy coś konkretnego? Nie widzę nic, co mogłoby świadczyć o tym, że ktoś tu był.
Nadal mówiłam ściszonym głosem, choć jeśli faktycznie coś nadal było w dalszej części tunelu, zapewne wiedziało już o naszej obecności. Mimo iż nie udało mi się znaleźć żadnych śladów, wolałam nadal trzymać gardę. Wykorzystując okazję oraz fakt, iż tunel był jeszcze wystarczająco szeroki, zrównałam krok z Saszą.
-Niedługo trafimy na pierwsze rozwidlenie. Te tunele to podziemny labirynt, zwykle nie zapuszczam się w ich głąb, bardziej niż to konieczne. Tym bardziej że grzyby, po które tu przychodzę, rosną stosunkowo blisko. Teraz skręcimy w lewo a przy następnym rozwidleniu w prawo. W tamtym korytarzu panuje nieznośna wilgoć, która służy rosownikom. Muszę zebrać kilka.
Dopiero teraz zaczęłam żałować, że nie wybrałam dziś nieco mniej strojnej kreacji. Zapomniałam ile tu cholernych pajęczyn i wilgoci, a w dodatku korytarze, za jakiś czas zaczną się zwężać. Co więcej, denerwował mnie teraz zwykły szelest materiału, czy cienie tańczące na ścianie. Nie bałam się ryzyka, nie raz potrafiłam skoczyć w lwią paszczę... skąd więc ten niepokój, zwłaszcza że naprawdę nie wyczuwałam w pobliżu niczyjej obecności. Westchnęłam cicho, po czym na powrót wsunęłam cukrowe berło do sakwy.
-Nie wiem, gdzie prowadzi większość tuneli, ale jedne znam dość dobrze. Można nim dojść, do ruiny starej winnicy. Willa zachowała się w dość dobrym stanie, pożar strawił tylko jej zachodnie skrzydło. Kręci się tam kilka satyrów, Ci to wiedzą, co do dobra zabawa. Choć nie wiem, czy jeszcze by mi Cię nie porwały. Bywają złośliwe. No i to jakaś godzina drogi, tunelem o połowę węższym od tego tutaj.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Aktualny ubiór : https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Stan zdrowia : Czuję się dobrze, dzięki że pytasz. Drobne problemy z lewitacją.

Liczba postów : 9
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza on Pon 13 Maj 2019, 16:26

Chłopak wyczuł poirytowanie Rogatej gdy jako pierwszy wszedł do tunelu, ale zignorował ten fakt. W końcu to on miał źródło światła, poza tym miał nóż i pistolet a on jakąś różdżkę na kiju. Nie znał się na magii i bestiach ale naboje i ostrza powinny być równie skuteczne i po tej stronie lustra. A poza tym zbierał większość pajęczyn na siebie, wiec powinna być wdzięczna.
- Faktycznie, nie ma żadnych widocznych śladów. Może to coś już sobie poszło. - Odpowiedział Sasza podążając labiryntem zgodnie ze wskazówkami swej towarzyszki. Zaczynało mu się robić trochę głupio, że od razu wyznał jej swoje przeczucia. Swojego instynktu był pewien, na pewno coś ich wtedy obserwowało. Ale cokolwiek to było musiało już zniknąć i pewnie Sea uzna teraz że jest przewrażliwiony. No cóż trudno. Przynajmniej zbierze sobie te swoje grzyby a on zwiedzi ciekawe miejsce.
Informacja o willi i Satyrach była bardzo interesująca i z chęcią by się tam wybrał nawet w tym momencie, ale dziewczyna nie wydawała się zbytnio zainteresowana tą wizją a nie chciał jej ciągać na siłę po każdym nowo odkrytym miejscu. Z pewnością chciała już wrócić do domu, do swoich bestii i prywatnej sypialni. Jednak kiedyś na pewno jeszcze tutaj wpadnie.
Zatrzymał się gdy odnaleźli grzyby których poszukiwała Seamair. Tymczasowo zaczepił pochodnię na uchwycie, by mieć wolne dłonie i móc się porozglądać podczas gdy dziewczyna robiła swoje zbiory. Pomyśleć że udał się do innego wymiaru by łazić za grzybami...
Gdy tak sobie stali, znowu doznał przeszywającego uczucia bycia obserwowanym. Coś czaiło się w korytarzu przed nimi, w absolutnej ciemności. Po kilkunastu sekundach uczucie uległo zmianie. Nie mógł nic zobaczyć, nie było też niczego słychać, jednak miał pewność że coś porusza się teraz bardzo szybko, prosto na niego. Jakby ciemność poruszała się sama...
Nie wiedział co jest przed nim, więc nie mógł ryzykować rykoszetu. Zamiast pistoletu błyskawicznie wyjął i rzucić przed siebie nożem a następnie wyjął drugi nóż do walki. Cokolwiek było w tunelu było już zaledwie metr od niego. Cała sytuacja trwała sekundy więc nie miał czasu by wyjaśniać stojącej za nim dziewczynie o co chodzi. Przyjął postawę do walki, gotowy na uderzenie...
I nic się nie wydarzyło. Niewidzialne "Coś" nie uderzyło, lecz minęło go i otoczyło. Teraz miał wrażenie jakby byli obserwowani ze wszystkich stron. Opuścił nóż i odwrócił się do Różowej.
-Dziwne. Znowu mam to wraże... - Nie dokończył zdania bo w tym momencie coś spadło na niego ze sufitu. Próbował zrobić unik rzucając się przed siebie i robiąc koziołka, jednak nieznana istota spadła mu na plecy i uczepiła się ich. Sięgnął wolną ręką i zacisnął dłoń na na nieznanym. Cokolwiek to było, w dotyku przypominało gęstą, poruszającą się maź. Istota bez problemu wyślizgnęła się z jego uścisku i przelazła mu na rękę. Wziął gwałtowny zamach i w końcu udało mu się zrzucić z siebie to coś. Niestety zapomniał że tuż przed nim znajdowała się Seamair, która oberwała czarną mazią. Istota przez chwilę poruszała się po jej ciele, po czym nagle odskoczyła i znów zaczęła poruszać się w stronę Saszy, jakby dziewczyna kompletnie jej nie interesowała.
Dla Saszy stanowił oto idealną okazję. Skoczył do przodu i trzymając obie dłonie na nożu wziął szeroki zamach by uderzyć mocno i wbić nóż prosto w czarną maź. Nie przemyślał jednak wcześniej ze nie da to żadnego efektu. Udało mu się trafić, jednak czarna maź po owinęła się w okół jego dłoni splecionych na trzonku noża, uniemożliwiając mu ich rozłączenie. Następnie zaczęła się gwałtownie rozrastać i oplatać całe jego ciała. Próbując z tym walczyć, Sasza zaczął rzucać się na boki i wymachiwać kończynami.



Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Aktualny ubiór : 80
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Stan zdrowia : fruwający

Liczba postów : 7
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Pią 17 Maj 2019, 14:19

Nic się nie działo, powiew powietrza nie przyniósł żadnej nowej woni. Również echo niosło wyłącznie dźwięki naszych własnych kroków. Mimowolnie rozluźniłam się i zajęłam wypatrywanie grzybów. Pytanie tylko, kiedy będę miała czas by zająć się ważeniem eliksirów? Czas… przez krótką chwilę, w moje myśli wdarł się wizerunek Zegarmistrza. Zdusiłam tę myśl, szybko i sprawnie. Tak jak robi się to z iskrą, która spadła na coś wysoce łatwopalnego. Jeśli nie zadziała się gwałtownie, wszystko może skończyć się pożarem. A ja nie miałam teraz siły ani chęci na gaszenie pożogi.
Wzmianka o tym, gdzie prowadzi tunel, widać nie zaciekawiła chłopaka. Trudno było to ocenić, kiedy miało się przed sobą tylko jego plecy. Skoro jednak temat nie został podchwycony, nie widziałam sensu, aby go kontynuować. Oddałam się za to przyjemnej rutynie, znacznych sobie czynności. Zbieranie grzybów wymagało delikatności. Szczególnie kłopotliwym etapem było wycięcie ich z kamiennych szczelin w ten sposób, by nie strącić zalegającej na nich cennej rosy. Ta chwila rozluźnienia była błędem i przekonałam się o tym, szybciej niż można się było spodziewać. Ledwo trzy grzyby, znalazły się na dnie sporego słoja… a już w moich uszach rozbrzmiał dźwięk metalu uderzającego o kamień. Instynkt oraz wyuczone odruchy, sprawiły, że w jednej moje ciało przyjęło bojową postawę. W dłoni trzymałam już krótki nóż, który chciałam zamienić na rapier. Jednak wydobycie go byłoby marnotrawstwem cennych sekund.
Imię chłopaka, wykrzyczane z moich ust, poniosło się echem po tunelu. Sasza walczy ł z czymś… czymś, czego nie byłam w stanie zidentyfikować. W pierwszej chili pomyślałam, iż czarna substancja, może być Yurei, ale przecież wyczułabym obecność bestii… Zanim zdarzyłam doskoczyć do bruneta, temu w szamotaninie udało się zrzucić z siebie istotę… ja zaś zerknięcia z nią, nie zdarzyłam już uniknąć, a przynajmniej nie w pełni. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam jak lepka i smolista rzecz, przez chwilę oplata moje ramię. Kierowana impulsem, miałam zamiar pozbyć się istoty, nawet jeśli wiązało się to z pocięciem skóry. Zanim jednak ostrze zetknęło się, z żywą ciernią, ta zeskoczyła ze mnie, ponownie atakując Saszę.
I właśnie to powinno dać mi do myślenia… ale teraz dałam się porwać emocjom, nie logice… i zwyczajnie zapomniałam o pierwotnym celu, w jakim oboje się tu znaleźliśmy. Tu i teraz coś chciało prawdopodobnie zabić, MOJEGO człowieka!
Nie zważając na ostrze, którym wymachiwał brunet, doskoczyłam do niego, zaciskając palce, wraz z pazurami na ramieniu chłopaka.
-Nie szarp się ! Jakoś to zdejm-
Urwałam w pół słowa, czując jak, chłodny metal wbija się w moje przedramię. Zasyczałam z bólu, automatycznie odsuwając się w ostrza. Coś ponownie popełzło po mojej skórze, a może była to tylko krew, której gorące strugi spływały z rany, a krople rozbijały się już o ziemię. Wystarczyło mi jedno spojrzenie, by stwierdzić, iż krwi, jest za dużo… jak na przeciętne „draśnięcie”. To jednak nie stanowiło teraz priorytetu. Nie, kiedy adrenalina buzowała we mnie, niczym płomień, który ktoś właśnie podlał benzyną. Zranioną rękę zacisnęłam na nadgarstku Saszy, starając się, trzymać na dystans, ostrze. Zaś wolną ręką ponownie zabrałam się za próbę oderwania mazi, od ciała swego towarzysza. Czarna substancja, niczym ożywiona smoła, cały czas uciekała mi między palcami… do czasu aż nie udało mi się zebrać jej większej ilości. W końcu udało się odciągnąć cześć, od Saszy, lecz gdy zaparłam się obcasami o podłogę i z całej siły szarpałam się z substancją, ta ponownie przeciekła mi przez palce. Skutek był natychmiastowy i bolesny. Poczułam ból, przeszywający całe ziało, gdy z mocą uderzyłam o kamienną podłogę. Jakby tego było mało, uderzyłam o coś skronią głowy. Byłam zamroczona… do czasu aż nie poczułam na swojej dłoni czegoś wijącego się… a w polu widzenia słoik z rozsypanymi grzybami… Zraniona ręka pulsowała bólem, mimo to udało mi się zrzucić próbkę pasożyta do słoja i zamknąć wieko. Tak… pasożyta, bo czym innym mogło być to coś jak nie nim właśnie? Czemu istota, zaatakowała tylko Saszę, nie mnie. Z punktu widzenia, niemal każdego drapieżnika, stanowiłam przecież łatwiejszą ofiarę. Byłam mniejsza, ot. Nie wiem, kiedy dokładnie ta myśl, zabłysła w mojej głowie… ale to musiało być to… Złapałam się za ramię, uciskając krwawiącą ranę, i wpatrując się w Saszę, coraz bardziej pochłanianego przez czerń… Coś we mnie…krzyczało.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Aktualny ubiór : https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Stan zdrowia : Czuję się dobrze, dzięki że pytasz. Drobne problemy z lewitacją.

Liczba postów : 9
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sasza Today at 00:00

Sasza szamocząc się z oklejającą go substancją kompletnie nie zwracał uwagi na swoje otoczenie. Nie usłyszał też wołania Seamair. Zauważył ją dopiero gdy znalazła się tuż przy nim, było jednak już za późno. Nóż którym próbował pozbyć się istoty trafił dziewczynę w ramię. Jej krew spłynęła na pasożyta i została przez niego wchłonięta, sprawiając że na czarnej mazi pojawiłby się szkarłatne  linie przypominające żyły. Chłopak nie zwrócił jednak na to uwagi, skupiony na zranionej towarzyszce.
Wściekły na siebie oraz atakującą go istotę wydał z siebie dziki krzyk i zaczął się szamotać jeszcze mocniej. Udało mu się w końcu rozłączyć splątane dłonie, a zakrwawiony nóż upadł na ziemię. Zaczął zrywać z siebie kolejne kawałki mazi i odrzucać je na boki, te jednak natychmiast wracały na jego ciało i rozrastały się jeszcze bardziej aż w końcu  pochłonęły go całkowicie.
Przez chwilę było widać jeszcze kontury jego postaci, przez co Sea mogła zaobserwować że chłopak przestał się poruszać. Następnie pasożyt rozrósł się do tego rozmiaru że otoczył człowieka niczym kokon i zastygł w bezruchu. Przez minutę nic się nie działo po czym "kokon" zaczął powoli zmniejszać swój rozmiar, w miarę jak pasożyt wchłaniał się w ciało nosiciela.
Po chwili cała maź zniknęła i Rogata znów mogła ujrzeć Saszę stojącego nadal w bezruchu z zamkniętymi oczami. Po kilu sekundach za jego plecami pojawiła się ciemność jak ta która wypełniała podziemny tunel. Z tą różnią, że ta ciemność zdawała być żywa i wyłaniać z ciała chłopaka, przyjmując kształt skrzydeł.
Gdy w końcu otworzył oczy źrenice miał pionowe jak Sea a spojrzenie niczym dzika bestia. Rzucił się na dziewczynę i zacisnął dłonie na jej szyi. Zdawało się że całkowicie stracił nad sobą kontrolę i nawet jej nie rozpoznawał.
Sasza
Sasza

Wiek : 21
Wzrost / Waga : 180
Aktualny ubiór : 80
Pod ręką : pistolet, nóż, fajki i wódka
Stan zdrowia : fruwający

Liczba postów : 7
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach