Miejski Dom Kultury

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Pisanie autorstwa Soph on Wto 14 Maj 2019, 00:19

Miejski Dom Kultury YewhXIS


    Spora, odrestaurowana kamienica w centrum miasteczka zachęca pastelową elewacją i eleganckimi gzymsami. Choć wnętrze utrzymane jest raczej w nowoczesnym stylu, kilka schodków prowadzi do ciężkich rzeźbionych drzwi, a budynek, umieszczony przy jednej z głównych ulic, strzeżony jest przez wysokie tuje wsadzone w donice. Miejski Dom Kultury składa się z parteru i 1. piętra.

    Parter to kompilacja wielu pomieszczeń o różnych przeznaczeniach, rozchodzących się od reprezentatywnego holu o błyszczącej posadzce. Tam też, z prawej strony, znajduje się recepcja oraz dosyć obszerna, obsługiwana szatnia. Po lewej ścianie pną się dębowe schody, prowadzące na piętro. Niestety, w tym starym budynku brak windy.

    Po wejściu na górę od korytarza odchodzi kilka sal, w których odbywają się zajęcia i spotkania grup - czy to młodzieżowych, czy "koła gospodyń wiejskich". Każda z nich dla uproszczenia nawigacji została nazwana od kolorów ścian, nie może być jednak zbyt nudno, więc nie ma pokoju Zielonego, ale jest Jaśminowy.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 150
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Wto 21 Maj 2019, 20:36

Miejski Dom Kultury Original

Misja fabularna: nauka umiejętności
Uczestnicy: Yako, Parvatti, Śpiący, Streicher, Poe, Gwyn, Reinhardt, Revi, Rosiczka
Wymagania: post zawierający minimum 250 słów


Tego wieczora w ścianach Domu Kultury pojawiło się jeszcze więcej niż zwykle życia. Nie dość, że od kilku dni MDK otwarte było do późna w związku z wystawą sztuki nowoczesnej, promującą lokalnych artystów, tak dziś ruszały obiecywane od dawna warsztaty luźno z nią powiązane. (Prawdopodobnie zbliżały się wybory i burmistrz począł martwić się o swój ciepły, wygodny fotel.)
Hol był rzęsiście oświetlony, szatnia działała pełną parą (i starała się nie mylić numerków z wieszakami – przydałaby im się taka mechaniczna linia, na przycisk i klawiaturę, jaką mają w tutejszym teatrze), a po głównej sali, pomiędzy stelażami, sztalugami i instalacjami na różnorakie tematy, snuli się dostojnie goście, udając zadumanie. Część miała nadzieję po prostu się pokazać – nie brakowało tu (samozwańczej lub i nie) miejscowej arystokracji – część pojawiła się, bo zawsze to nowa rozrywka w małym Glassville, ale najbardziej poszkodowani byli artyści oraz ci, którzy na sztuce choć trochę się znali: byli sprowadzani do roli producentów i nabywców czerwonych kwadratów na białym tle.
Największe zagęszczenie obserwowało się jednak przy wysokim, błyszczącym blacie recepcji. Zbliżała się 19:00 i pracująca tego wieczora Belle przyglądała się jak wyłożone na kontuarze listy, przypięte schludnie do podkładek z klipsami, powoli zapełniają się nazwiskami. Szczególnie florystyka i kaligrafia cieszyły się sporym zainteresowaniem, wszędzie jednak były jeszcze wolne miejsca.
Oczywiście, jeden z potencjalnych uczestników już zaczął rozpychać się łokciami, zajmując miejsce przy trzech listach naraz. Dorośli ludzie. Kobieta miała nadzieję, że nie wyniknie z tego jakaś większa chryja, kładąca się cieniem już pierwszego dnia tygodniowych warsztatów.


Aktorstwo – sala „Jaśminowa”
Kosmetyki DIY – mała sala „Indygo”
Garncarstwo, tworzenie z żywicy epoksydowej – pokój „Amarantowy”
Florystyka – pokój „Marengo”
Kaligrafia + zdobnictwo, rysunek węglem + pastelami – sala plastyczna, „Turkusowa”
Gra na gitarze – pokój muzyczny (na parterze naprzeciwko recepcji)




>> Następny post MG pojawi się około 3 czerwca (lub wcześniej, w zależności od pojawienia się postów).
>> Przez te dwa tygodnie każda z postaci powinna napisać choć 1 post i wpisać się na jedną listę uczestnictwa zajęć.
Czas ten możecie poświęcić na dowolną interakcję między sobą w obrębie Recepcji, a kolejka zależy jedynie od czasu przybycia i naturalnego biegu akcji.
>> W dalszej części na jedną turę przewiduje się około tygodnia (lub więcej, w razie konieczności).
>> Ci z was, którzy nie podali żadnej preferowanej umiejętności mają do wyboru te powyższe.
>> W razie pytań i wątpliwości zapraszam na PW.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 150
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Sro 22 Maj 2019, 22:42

Lusian nie czuł się najlepiej. Dopiero co wrócił z Francji, ze spalonego planu filmowego. Już pewnie wszyscy o tym dudnili jak to ledwo po tym jak z długiej przerwy na plan filmowy, o mało nie doszło do tragedii. Spłonęła spora część studia, ale nikt nie zginął. Najgorzej wyszedł chyba jeden z kamerzystów, na którego zawaliło się ramię podtrzymujące kamerę. Koszty naprawy będą spore, nie wiadomo nawet czy film zostanie skończony. Pewnie się o tym przekona w najbliższym czasie, ale jak na razie dostał polecenie by dojść do siebie, bo debil rzucił się na ratunek dzieciakom, które utknęły w jednym z pomieszczeń. Bo oczywiście wszyscy wtedy srali pod siebie, a zanim straż pożarna by się tam zjawiła to na bank nie byłoby co po tych dzieciach zbierać. Dodatkowo ich krzyki przypomniały mu jego syna. Instynkt zrobił całą resztę.
Wyszedł z tego z poważnie poparzoną prawą ręką, oparzeniem i rozcięciem na prawym policzku oraz licznymi poparzeniami na barkach, torsie i trochę na nodze. Ale nic co odbiłoby się jakoś trwale na jego zdrowiu. Ot poboli i przestanie. Bardziej cierpiało jego serce, które zostało rozerwane tuż przed pożarem. Gdy ostatni raz założył Blaszkę i poczuł...że Gawain wcale za nim nie tęskni....
Musiał odwrócić jakoś swoją uwagę od tego wszystkiego! Wrócił do Glassville jakieś dwa tygodnie przed terminem. Nie informował o tym swojego ukochanego, bo też czemu by miał? Przecież on wolał kogo innego...
Przechadzając się przez miasto zauważył ogłoszenie o warsztatach. No tak...dostał jakąś informację, ale nie zainteresował się nią, ponieważ miał być wtedy w pracy. Ale czemu by nie? Może nauczy się czegoś ciekawego, a dodatkowo odgoni myśli o ostatnich tygodniach.
W podanym terminie stawił się, ubrany w czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską. Noga nadal dawała mu się we znaki, w szczególności jak trochę ją przeciążył w trakcie małej przygody za granicą.
Rozejrzał się po MDKu i widząc spore zamieszanie, westchnął i podszedł do Recepcji, uśmiechając się delikatnie - witam, chciałbym się zapisać na warsztaty...co ciekawego państwo oferują? - zapytał uprzejmie, a miła pani, która zajmowała się wpisami chyba chwilowo oniemiała, orientując się, że stojący przed nią mężczyzna o błękitnych jak letnie niebo oczach oraz o rudych, długi za ramiona włosach, które zostały zgolone po bokach głowy oraz grzywce opadającej mu jedno oko i lekkich czarnych odrostach, to aktor i lekkich czarnych odrostach, który raczej był rozpoznawalny nie tylko w tym mieście.
Gdy podała mu listę, szybko ją przejrzał i zapisał się na zajęcia związane z użyciem żywicy epoksydowej. Tym się jeszcze nie bawił, więc czemu nie spróbować? Wpisał się starannie i odszedł kawałek dalej. Usiadł na jednym z krzeseł by odciążyć nogę i czekał, kto jeszcze przyjdzie. Czasu trochę do rozpoczęcia jeszcze zostało, a jemu się nie spieszyło. Przecież i tak nikt na niego nie czekał. Usiadł opierając chorą nogę o kolano zdrowej i zerknął do telefonu, odczytując wiadomości od nieszczęsnego producenta, z którym teraz współpracował.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Sro 22 Maj 2019, 23:00

Musiała przyznać, że nie wiedziała, czy na pewno chce jej się iść na te warsztaty, lecz z drugiej strony byłaby to dobra okazja, by poznać nieco miejscowych. W końcu jest tu od niedawna, nikt jej nie zna, ona nikogo tym bardziej... Kompletnie czyste konto! Można powiedzieć, że aż za czyste, bo dosłownie nie miała gdzie się podziać. Żeby chociaż starsi dali jej znać, czy jest tu ktoś, kto może ją kojarzyć i pokazałby jej okolicę. Naaaw, da sobie radę sama.
No i faktycznie sobie dawała. W końcu żyje. Wreszcie mogła to udowodnić! Alleluja!
Niemniej przydałoby się rozejrzeć po mieście. A że swego czasu pojawiło się ogłoszenie o warsztatach w domu kultury, grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i kogoś tam nie poznać. To znaczy, o ile sami zechcą poznać . Poza tym i tak nie miała nic do roboty na wieczór, a pogoda była spoko. Dlatego też ubrała się i wyruszyła na owe warsztaty, ciekawa, co tam dla siebie znajdzie - o ile znajdzie.
Odstawiwszy wierzchnią pelerynkę, sterczała przez chwilę jak kołek w głównym holu, nie mając pojęcia, co ze sobą począć. Gdzie tu się udać, gdzie tu się udać... Zerknęła jeszcze raz na plan i rozkład sal. Aktorstwo? Nie nadawała się na aktorkę. Florystyka? Też nie...
Wciąż się zastanawiając, przysiadła na ławce, zaraz obok jakiegoś nieznajomego mężczyzny - nawet go nie zobaczyła; tak ją pochłonęły owe myśli. Była w sumie rozbita. Garncarstwo i ta cała żywica, rysunek, a może gra na gitarze? A może w ogóle pominie to wszystko i zabawi się w aktorkę? Chociaż czy to akurat dobry pomysł...?
- No, zdecyduj się, dziewczyno... - syknęła do siebie białowłosa, świdrując wzrokiem kartkę papieru. Nie miała wiele czasu, bo jeszcze wszyscy wszystko zaklepią!
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 47
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Sro 22 Maj 2019, 23:17

Co jakiś czas zerkał na przechodniów, którzy albo zastanawiali się nad warsztatami, albo po prostu zaciekawieni zaglądali co tam takiego się dzieje. Kilka osób go poznało i poprosiło o autograf, ale Demon nie miał nic przeciwko. W końcu był znany z tego, że szanował swoich fanów. To czemu by tu miało być inaczej? Nie byli nachalni, byli uprzejmi więc nie robił im z tego powodu problemów.
W pewnym momencie usiadła obok niego jakaś nastolatka. Chyba miała problem z wyborem warsztatów, gdyż siedziała z planem i głośno się poganiała. Widać było, że trochę za dużo tego było dla niej. Lusian pewne tez miałby problem, gdyby nie fakt iż chciał spróbować czegoś całkowicie nowego, a w ciągu tych kilkuset lat miał okazję spróbować prawie wszystkiego po troszku. No...nie licząc aktorstwa, bo tego zakosztował odrobinę więcej niż troszkę....a może nawet jeszcze więcej?
- Sporo tego do wyboru - zagadał do niej. Nie wymagał by go znała, nie był zapatrzonym w siebie dupkiem - może spróbuję coś doradzić? - zaproponował. Nie przybliżał się nie narzucał. Rzucił propozycją, by mogła spokojnie wybrać coś dla siebie, zanim skończą się wszystkie miejsca.
Mimo poparzeń nadal był przystojny i wyglądał najwyżej na dwadzieścia kilka lat, miał więc nadzieję, że dziewczyna się nie spłoszy i zgodzi się przyjąć jego małą pomoc. Nie próbował jej też podrywać, bo też po co? Po prostu dla robaków tez trzeba być czasem miłym! Nawet jak ma się paskudny humor.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Czw 23 Maj 2019, 00:15

Uniosła nagle głowę, gdy ktoś się do niej odezwał? Na pewno do niej? Spojrzała wkoło i szybko jej rubinowe oczęta spoczęły na dość przystojnym mężczyźnie zaraz obok. Chociaż ten nie miał tego w planie, to spłoszył lekko białowłosą swoją nagłą propozycją. Znaczy... To nie tak, że była przestraszona; raczej nie spodziewała się, że w ogóle ktoś do niej tak nagle zagada. Ale czy to nie była właśnie ta okazja na nawiązanie jakichś znajomości?
- Umm... - Szczerze? Nie wiedziała, jak mu odpowiedzieć na tą nagłą propozycję. Czyżby był tutaj z tego samego powodu, co ona? Miał przy sobie plan zajęć, toteż uznała, że tak. Zresztą czy tutaj był ktoś, kto nie chciał się na coś zapisać? Podsunęła się z powrotem trochę bliżej. - Jasne, czemu nie - odpowiedziała wreszcie i pokazała mu swój plan.
Zaznaczyła sobie już długopisem te rzeczy, które by ją zainteresowały najbardziej. Miała tu garncarstwo, gitarę i rysunek. Między tymi trzema rzeczami nie mogła się zdecydować. Wszystkie wydawały się tak samo ciekawe i wymagały jakichś tam umiejętności manualnych. A ona co nieco potrafiła robić z rękami, chociaż niekoniecznie w takich dziedzinach. Szkice węglem czy szarpanie strun to nie to samo, co dźganie ludzi ostrym prętem.
- Niby mam te trzy rzeczy na oku i... no. A nie sądzę, żebym mogła chodzić na wszystkie trzy naraz. - Oszalałaby. Tymczasem zerknęła bardziej zaciekawiona na swojego niespodziewanego rozmówcę. Wyglądał jakoś... znajomo? - Um... Powinnam pana skądś kojarzyć?
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 47
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Czw 23 Maj 2019, 00:39

Podniósł ręce w geście, pokazującym że nie ma złych zamiarów - przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć - przyznał i podrapał się po tyle głowy. Uśmiechał się też zakłopotany. Widząc jednak, że dziewczyna "wraca do niego" westchnął z ulgą i spojrzał na jej plan.
Garncarstwo, rysunek i gra na gitarze? Ciekawe, ciekawe...albo i nie - w sumie skoro interesują Cię najbardziej te trzy rzeczy - zaczął powoli - i masz problem z wyborem to może pomyśl co najbardziej Ci się przyda? - zaproponował, spoglądając na albinoskę. Przechylił też lekko głowę w bok, przenosząc wzrok na swój plan - fajnie umieć różne rzeczy, ale jeśli nauczysz się czegoś, czego potem nie użyjesz poza jakimiś specjalnymi okazjami, to czy to nie będzie marnowanie czasu? - miał nadzieję, że jakoś jej tym pomoże. Sam przecież nie miał takiego problemu. Ale trzy rzeczy na raz? Ambitnie. Spojrzał jeszcze raz na plan - nie wiem czy dałabyś rade być na wszystkim, w szczególności, że każde warsztaty odbywają się w innym miejscu - uśmiechnął się przepraszająco. Co prawda to nie była jego wina, ale bardziej chyba jej nie pomoże.
Gdy usłyszał pytanie, uśmiechnął się do niej delikatnie, tajemniczo - nie wiem, zależy ja spędzasz wolny czas - puścił jej oczko po czym lekko się ukłonił. Nie wyciągał jednak do niej ręki, póki sama tego nie zrobiła - Lusian Foxsoul, bardzo mi miło - przedstawił się uprzejmie. Nie pokazywał by był urażony, ani nawet zaskoczony. Nie każdy ogląda filmy, nie każdy czyta gazety czy ogląda wiadomości, a w tych ostatnio trochę się pojawiał. Nie każdy musi pamiętać aktorów, bo skupia się na odgrywanych przez nich postaciach, dlatego nie miał do nikogo żalu bo też i za co?
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Parvatti on Czw 23 Maj 2019, 07:57

Nasza przepiękna Baśniopisarka przybyła wcześniej na wystawę. Uwielbiała wernisaże, świeże obrazy, ludzi rozmawiających o sztuce na przestrzeni wieku, otwarte, liberalne umysły i oczywiście darmową degustację wina. Tak więc na recepcję wkroczyła z poprawionym humorem po oglądaniu czerwonych kwadratów.
Malarstwo schodzi na psy. Te dzieci robią się coraz mniej ambitne.
Dawno minęły czasy gdy przed obrazem spędzało się całe dnie przy świecy albo tygodnie w plenerze. Wtedy każda sekunda była na wagę złota, bo z upływającym czasem kwiat mógł zgubić swe płatki, a modelka znudzona zasnąć zmieniając pozycję i tym samym zepsuć całkiem konspekt dzieła.
Białowłosa dzisiaj splotła włosy w warkocz zwany kłosem, by zasłonić swoje spiczaste uszy nimi. Na oczach miała czarne soczewki, a na sobie prostą jednak elegancką, czerwoną koszulę. Do tego czarne jeansy i czarną marynarkę, w której mieściły się klucze, portfel oraz oczywiście nieśmiertelne papierosy.
Kobieta podeszła do rejestracji pewnym krokiem w swych wysłużonych trampkach. Spojrzała na listę i nie wiedziała co ma takiego wybrać dla siebie. Nic nie zdawało się jej na tyle warte zachodu by się brudzić. Ale czasu w życiu miała za nadto.
Aktorstwo mogło by być zabawne, ale czy jednak chce się jej męczyć z dzieciakami, które dopiero będą się podstaw uczyć? Ona sama setki lat spędziła z Upiorną Arystokracją więc wie co to oszustwo i udawanie. I to dosłownie każdej emocji.
Tworzenie kosmetyków, no tak, eko, mydło z mydła ale zrobione samemu, kosmetyki z sody i olejków. Modne i chwytliwe więc ruch będą mieli spory, ale to nie dla niej.
O żywica! Może sobie zrobi nowy blat do kuchni, albo stolik z drewna. Też są teraz strasznie modne, tak samo naszyjniki z kwiatami zatopionymi w żywicy, albo innymi żyjątkami.
Florystyka, kaligrafia i gra na gitarze. Oj to na pewno już nie dla niej. Nie zniesie, jak ktoś będzie kaleczył pomieszczenie nauką chwytów. To jest dobre dla ludzi, a ona zostanie przy słuchaniu muzyki i to granej tylko przez ludzi, którym to wychodzi. A co do reszty, to nie jej bajka, ma za mało cierpliwości do układania kwiatków i pisania.
Ale powinna coś wybrać, albo będzie czekać na nią kolejna, długa samotna noc. Jedynym towarzystwem może być jeszcze butelka wina, ale i ta nie jest za bardzo rozmowna. Paro odsunęła się trochę od recepcji zastanawiając się co powinna wybrać dla zabicia czasu, ponieważ żaden kierunek pewnie nie przyda się jej na przyszłość tak naprawdę.
Parvatti
Parvatti

Godność : Parvatti Ray
Wiek : 1000 lat
Rasa : Baśniopisarka
Lubi : Spokój, dobry alkohol i muzykę.
Nie lubi : Ludzi, którzy mają krew na rękach.
Wzrost / Waga : 165 cm/ 53 kg
Aktualny ubiór : http://glamradar.com/wp-content/uploads/2016/03/2.-tuxedo-blazer-with-black-blouse-and-ripped-jeans.jpg
Znaki szczególne : Białe włosy, tęczowe oczy i elfie uszy.
Pod ręką : *
Stan cywilny : Panna
Bestie : Reyuin
Stan zdrowia : Całkiem zdrowa

Liczba postów : 60
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Streicher on Czw 23 Maj 2019, 21:41

Znudzony pracą i całym swoim życiem, Kurt Streicher postanowił zgłosić chęć wzięcia udziału w warsztatach organizowanych przez Dom Kultury. Właściwie nie liczył na nic szczególnego, ale uznał, że może jeśli spróbuje czegoś nowego, pozna nowych ludzi, w koszarach nie będą go postrzegać jako odludka i dziwaka.
Przeglądając wstępną ofertę nie znalazł niczego ciekawego, ale dokopał się do informacji, że dokładny plan jeszcze nie jest znany. Poznał jedynie datę rozpoczęcia zajęć a co do reszty... zapewne wyjdzie w praniu.
Stawił się pod Domem Kultury bez broni. Po co mu ona w takim miejscu? Nie, żeby ufał wszystkim dookoła. Po prostu w razie problemów użyje rąk, co nieco przecież potrafi.
Ubrany w ciemne spodnie, sportowe Adidasy i jasnoszarą koszulkę, wkroczył do budynku i zdjął okulary przeciwsłoneczne. Rozejrzał się dookoła, jedną dłoń wkładając do kieszeni spodni. Sprawiał wrażenie luzaka który nie przejmuje się otoczeniem, ale mięśnie widoczne pod T-shirtem i zerkanie na boki wskazywały na to, że nie do końca ma wszystko gdzieś. Kurt lubił obserwować, mieć wszystko na oku i pod kontrolą. Dlatego też tak ukochał sobie kartografię i planowanie - bez przynajmniej zarysu działań, nie podejmował akcji.
Spontaniczny wypad do Domu Kultury miał mieć swoje korzyści. Mężczyzna jeszcze nie wiedział jakie, ale postanowił sobie, że musi zdobyć jakieś nowe doświadczenie. Choćby miało się skończyć na rozmowie o przysłowiowej "Dupie Maryni".
Podszedł do tablicy na której znajdował się plan zajęć i szybko omiótł wzrokiem rozkład. Co by tu wybrać? Aktorstwo nie brzmi źle. Jakoś nie widział siebie w roli florysty, tym bardziej specjalisty od makijażu. No chyba, że ciemne pasy na policzkach jakie nosił w filmie Rambo już wliczają się do sztuki make up'u.
- No dobra. Spróbuję tutaj. - powiedział sam do siebie i odwrócił się, zapamiętując numer sali. W budynku kręciło się już kilka osób ale Kurt nie zaczepiał nikogo, nie chcąc się narzucać.
Czy tutaj można palić?
Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i wetknął do ust jednego, ale go nie odpalił. Nie był pewien, czy we wnętrzu nie ma zakazu, dlatego ograniczył się do trzymania w ustach niezapalonego papierosa. Zawsze to coś.
Wiecznie zmęczone oczy mężczyzny zerkały leniwie na wszystkie strony, zajął miejsce na uboczu, czekając na kogokolwiek kto poinformuje o rozpoczęciu zajęć i wskaże drogę do poszczególnych salek.
Ciekawe, co przyniesie ten dzień.
Streicher
Streicher
MORIA

Godność : Kurt Streicher
Wiek : 36
Rasa : Człowiek
Wzrost / Waga : 185/90
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, ciemnoszare adidasy i szara koszulka.
Pod ręką : Paczka fajek, karambit, portfel.
Zawód : Żołnierz
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : 100%

Liczba postów : 44
Dołączył : 05/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Reinhardt on Pią 24 Maj 2019, 01:45

- Przepraszam! – zawołał z pewnej odległości młody chłopak biegnący wprost na ludzi, którzy podchodzili właśnie do podjeżdżającego na przystanek autobusu.  - Przepraszam!
Pewnie pobiegłby dalej, ale kątem oka zobaczył starszą panią, która niosąc ciężką torbę starała się dotrzeć do autobusu. Zatrzymał się i podszedł do kobiety.
Pomogę! Pozwoli Pani? – zapytał uśmiechając się do staruszki i wyciągając rękę po torbę. Seniorka przytaknęła.
Szybko wziął od niej ciężki bagaż, i wstawiwszy go do środka autobusu, pomógł również kobiecie wsiąść do pojazdu.
- Dziękuję – powiedziała staruszka – Siły już nie te co kiedyś.
- Nie ma za co! – zawołał ruszając biegiem w stronę Domu Kultury.
Był już niemal spóźniony!
Zajęcia z gry na gitarze, o których słyszał miały rozpocząć się lada moment. Nie po to przygotował się na tę okazję, żeby się teraz spóźnić!
Gitara, lekko używana Cordoba C3, zamknięta w materiałowym, czarnym pokrowcu, obijała mu się o plecy podczas biegu. Ta gitara, to był jeden z lepszych zakupów jakich ostatnio dokonał. Instrument razem z pokrowcem, kapodastrem, dwoma kostkami i kompletem zapasowych strun metalowych kosztował go zaledwie 70 funtów. Dzięki temu, pozostałe 30 funtów mógł zainwestować w podręczniki i płyty z lekcjami gry. Nie szedł zatem na zajęcia całkiem zielony, ale do tego by powiedzieć, że umie grać na czymkolwiek innym niż na nerwach ( na których potrafił złapać tyle akordów co nikt inny), było mu jeszcze daleko.
Pędził zatem przed siebie przeskakując kałuże, krawężniki i popękane płyty. Lubił zabawę i wygłupy. Ciężko było z nich zrezygnować nawet w obliczu spóźnienia na zajęcia.
Do Domu Kultury wpadł jak pocisk.
- Dzień dobry! – zawołał głośno do zebranych wewnątrz, gdy tylko przestąpił próg.
Pędem ruszył do recepcji przy której była mała kolejka. Musiał jak najszybciej zaklepać sobie miejsce na kursie gitarowym.
- Dzień dobry! Ja na zajęcia z gitary, można jeszcze ? – powiedział dysząc, a jego oczy pełne były nadziei.
Widząc zasapanego i ewidentnie zdesperowanego młodego człowieka, z gitarą na plecach, pracująca w recepcji kobieta bez słowa pokazała mu palcem na listy chętnych, spoczywające spokojnie na recepcyjnym blacie. Wpisał się bez wahania. Dostrzegając ponadto "zagubienie" (by nie powiedzieć rozkojarzenie) chłopaka, była nawet tak miła, że powiedziała mu, w której sali odbędą się zajęcia.
- Dziękuję Pani! – powiedział zadowolony i rozejrzał się w koło.
Czekało sporo całkiem sporo osób. Jakaś para siedziała na ławce, a koło niego, w niejakim oddaleniu od recepcji stała ładna, młoda, bo będąca zapewne w jego wieku, dziewczyna.
Poprawił gitarę na plecach, wygładził bluzę i podszedł do kobiety.
- Cześć! – powiedział stając przed nią - Ja jestem Colin, a Ty ?
I już miał zamiar zasypać ją pytaniami o to, czy przyszła tu na zajęcia, co wybrała i czy nie jest to przypadkiem gra na gitarze, gdy jego uwagę przykuł Kurt Streicher stojący na uboczu z papierosem w ustach.
Już chciał zawołać „Streicher, jak chcesz sobie zapalić to wyjdź na zewnątrz. Nie chcę się biernie zaciągać”, ale oznaczałoby to wyjście z roli, a tego zrobi nie mógł za żadne skarby.
- Przepraszam na chwilę … – powiedział do dziewczyny, po czym podszedł do Streichera
Uśmiech nie znikał mu z twarzy.
- Cześć, jestem Colin! Co palisz? Dobre są? – zapytał pochylając się nieco do przodu, by poszukać napisu na papierosie. Nie znalazł, a nie chciał wyjmować Kurtowi papierosa z ust tylko po to by przeczytać napis koło filtra - A może chcesz podejść i z nami pogadać? – zapytał wskazując ręką Parvatti - Chodź! Co będziesz tak stał pod ścianą?! Mamy jeszcze czas.  
Machnął ręką wołając Streichera i sam poszedł ponownie do dziewczyny.
- Przepraszam, już jestem. Skończyliśmy na tym, że miałaś mi powiedzieć jak się nazywasz, co tu robisz i dlaczego wybrałaś jako cel nauki akurat grę na gitarze. – powiedział śmiejąc się i przeczesując niesforne włosy dłonią.
Do zajęć mieli jeszcze chwilę, zatem co mu szkodzi trochę pogadać z ludźmi ?
Reinhardt
Reinhardt

Godność : Reinhardt Garlindt / aktualnie: Colin Bradley / Andres Veltigar
Wiek : 455 lat
Rasa : Doppelganger
Lubi : Bazowo: Spokój, ciszę, badania naukowe, muzykę, sztukę przedstawiającą / Jako postać: Zmienne
Nie lubi : Bazowo: Lustrzan, głupoty, nieposłuszeństwa / Jako postać: Zmienne
Wzrost / Waga : Dane w podpisie postaci.
Aktualny ubiór : Dane w podpisie postaci.
Pod ręką : Portfel z pieniędzmi i dokumentami, klucze do mieszkania, gitara / Portfel z pieniędzmi i dokumentami, kopia dyplomu ukończenia studiów (magna cum laude), zegarek z dewizką, Derringer kal .45
Broń : BRAK
Zawód : Zarządca MORII / Aktualny: Student (bezrobotny) / Lekarz internista
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 32
Dołączył : 12/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Pią 24 Maj 2019, 09:49

Co najbardziej by jej się przydało, tak? Powtórzyła sobie w myślach słowa nieznajomego i spojrzała jeszcze raz na zaznaczone przez siebie zajęcia. Czy coś z tego okazałoby się dla niej przydatne w przyszłości? Jeśli kierować się tą logiką, to chyba najlepszym wyborem dla niej byłby ten rysunek, kaligrafia i wszystko inne związane z pracą z papierem. Chociaż z drugiej strony... Przecież lubiła muzykę! U siebie w domu miała całą kolekcję metalu. Może mogłaby spróbować zagrać coś samej? Czemu by nie...
Wtem usłyszała nazwisko mężczyzny. Lusian Foxsoul... Coś jej dzwoniło, ale jeszcze nie wiedziała, w którym kościele. Nigdy wcześniej nie spotkała go we własnej osobie, ale mogła przysiąc, że gdzieś go już widziała! I chyba wiedziała, gdzie...
- Pan jest tym aktorem? - w lekkim zaskoczeniu zapytała dla pewności, na potwierdzenie swych podejrzeń. Wyglądał tak samo, brzmiał tak samo... Jeśli to nie on, to pewnie jakiś brat bliźniak! - Chyba widziałam jeden film z panem - dodała nieco mniej pewnie. Nie miała zielonego pojęcia, będąc całkowicie szczerą z samą sobą. Minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz miała okazję usiąść i obejrzeć coś dłuższego. A, no i jeszcze sama musiała się przedstawić! Podała mu rękę i uśmiechnęła się niepewnie. - Gwyn Creed. Miło poznać. W sumie chyba jeszcze pokręcę się i popytam, kto na co chce pójść, ale raczej wezmę tą gitarę. A pan co sobie wybrał?
Jeszcze nie ruszyła się z miejsca, lecz już zaczęła zerkać po zebranych wokół ludziach, ciekawa tego, kto co sobie wybrał lub planował wybrać. Wnet w oczy białowłosej rzucił się jakiś chłopak z gitarą na plecach. W jego przypadku już mogła się domyślić, co sobie wybierze. Może by tak zagadać? Tak dla pewności. Przeprosiła na chwilę pana Foxsoula, wstała z ławki i śmiało-nieśmiało podeszła do młodocianego gitarzysty.
- Umm... Hej - przywitała się zdawkowo. Odgarnęła śnieżnobiałe włosy sprzed krwisto czerwonych oczu. - Zgaduję, że też jesteś tu na warsztaty. Jak myślisz, warto iść na te muzyczne?
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 47
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Pią 24 Maj 2019, 10:18

Spojrzał na wchodzące osoby. Jeden chłopak był zdecydowanie za głośny, ale cóż...co poradzić? Nic nie poradzi na to.
Uśmiechnął się - tak, to ja - powiedział i puścił jej oczko. Zaśmiał się, widząc jak niepewnie mówi, że chyba coś z nim oglądała. Nie skomentował jednak tego. Nie narzucał nigdy, że jest jedyny i prawilny do oglądania.
Uścisnął jej dłoń, swoją owiniętą w bandaż - miło mi cię poznać - powiedział, uśmiechając się szczerze (a przynajmniej tak to wyglądało) - i mów mi Lusian - dodał - nie jestem aż tak stary - zrobił fochniętą minkę.
Przytaknął jej głową - gitara myślę, że będzie dobrym wyborem. A ja... - spojrzał na plan - wybrałem zabawy z żywicą. Zawsze mnie to ciekawiło, a dodatkowo jestem ciekaw co takiego mogę z tego zrobić - przyznał się. Pewnie gdyby Natalie żyła to by powiedział, że zrobi coś dla niej, ale teraz było to niemożliwe. A Gaw....nie wiedział co ma o nim myśleć.
Przytaknął jej tylko głową, bo telefon znów mu zaczął dzwonić, całe szczęście tylko na wibracjach. Spojrzał na ekran...Gawain...od razu się rozłączył i również wstał. Lekko się przeciągnął, przez co jeszcze bardziej uwidoczniły się mięśnie, które i tak były widoczne pod opinającym go T-shirtem. No cóż...do filmu musiał jeszcze trochę przypakować, choć nie wiedział po co, ale skoro tak chciał producent no to nie było problemu.
Podszedł do grupki i od razu rozpoznał jedną z osób...jak ona się nazywała....ten śmieć z Japonii.... aaa już chyba pamiętał.
Podszedł do białowłosej i szepnął jej od tyłu na uszko - dawno się nie widzieliśmy Parvatti-chan - powiedział szeptem po czym odsunął się by nie oberwać. Nim się odezwała do niego dodał - Pamiętasz mnie? To ja Lusian. Spotkaliśmy się kilka lat temu na wycieczce w Japonii - dodał, by wiedziała jak ma na imię. W końcu niekoniecznie mogła go poznać w rudym wydaniu, a dodatkowo niekoniecznie musiała oglądać filmy z nim, czyż nie?
Z pozostałymi też się przywitał uprzejmie, przepraszając, że się im wtrącił w rozmowę.
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Parvatti on Pią 24 Maj 2019, 12:09

Stała sobie spokojnie z kartką nie przeszkadzając nikomu, kiedy usłyszała głos blisko siebie. Podniosła oczy i głowę wyżej by zobaczyć kto do niej mówi. Zresztą jak zwykle, ponieważ mało było osób, które były równe jej hobbiciemu wzrostowi. Przyzwyczaiła się do tego, jednak tym razem energia i bezpośredniość chłopca, który przed nią stał na chwilę ją zamurowały. Colin, pewnie zapamięta, szczególnie, że przypominał słonecznika swoimi kolorami. Nie przepadała za żółtym, a tutaj nagle, na jednej osobie widziała jego przesyt.
-Miło mi ... - i przerwał jej w pół słowa by sobie gdzieś pójść.
Parvatti stała tak jeszcze przez moment z otworzonymi ustami, po czym zamknęła je i podrapała się po karku ukrywając w marny sposób zażenowanie. Chyba faktycznie się starzeje, skoro nie potrafi poradzić sobie z takim pełnym życia dzieckiem.
Gdy podeszli do niej i usłyszała znowu ten energiczny głos, nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Zasłoniła usta ręką przykładając zgięty palec wskazujący do warg, a kciuk do brody. Głupie przyzwyczajenie, które miała jeszcze za dziecka, kiedy ukrywała swój śmiech, kiedy był on nie adekwatny do chwili.
-Jestem Paro i jeszcze nie wybrałam, czy pójdę na grę na gitarze.
Przez chwilę zastanawiała się, czy podać rękę chłopakowi z gitarą ale zrezygnowała z tego pomysłu, był zbyt oficjalny. Przez dobry nastrój u Parvatti dało się dostrzec, że "jaśnieje" w oczach. Dziwny efekt pomijany przez większość ludzi, jednak normalny u Baśniopisarzy było to, że kolory ich ciała zdawały się dużo żywsze niż powinny.
Kiedy do ich małego trójkąciku dołączyła się kolejna osóbka Paro uśmiechnęła się do niej serdecznie.
W końcu ktoś tak niski jak ja.
Może przez albinoskę, albo brak czujności nie zauważyła jak od tyłu podszedł do niej pewien stary lis. Słysząc głos podskoczyła i w obronnym odruchu, który posiadała większość kobiet odwróciła się i wymierzyła mężczyźnie pięknego liścia. Miał szczęście, że się odsunął, ponieważ dzięki temu jedynie palce wylądowały na jego rannym policzku.
Białowłosa odwracając się do postaci zamrugała zdziwiona nie rozpoznając stojącego przed nią człowieka w rudej grzywie, poparzonego, z laską w dłoni. Możliwe, że ta twarz mrugnęła jej kiedyś w ekranie telewizora, albo na plakacie, ale nie przypomniała sobie, by mogła go kiedyś spotkać. Dopiero, gdy sam się przedstawił zrozumiała o co chodzi. Od powstrzymywania śmiechu poczuła, jak czerwienieją jej policzki, a w kącikach oczu zbierają się łzy. Lis zdecydowanie miał szczęście, że stoją w miejscu publicznym, bo inaczej Paro była by gotów wyśmiać go za to, jak czas niekorzystnie się z nim odszedł.
-No tak, przepraszam, wystraszyłeś mnie. Nie skradaj się tak. Dawno cię nie widziałam, co z planu filmowego wracasz? Co tu robisz? Musimy się później spotkać, opowiesz mi wszystko. -Paro udawała miłą, jednak kąciki jej ust wciąż walczyły ze śmiechem. Na szczęście reszta nie powinna tego zobaczyć, ponieważ przy obrocie stanęła do nich bardzo niegrzecznie tyłem. Korzystając z okazji by się przywitać z dawnym znajomym stanęła na palcach by uściskać Lusiana i szepnęła mu po japońsku do uszka. - Wyglądasz gorzej niż śmieć, czyli norma co?
Puściła Lucka i spokojnie odwróciła się do reszty, którzy znajdowali się w tym dziwnym kółeczku adoracji.


Ostatnio zmieniony przez Parvatti dnia Pią 24 Maj 2019, 12:54, w całości zmieniany 1 raz
Parvatti
Parvatti

Godność : Parvatti Ray
Wiek : 1000 lat
Rasa : Baśniopisarka
Lubi : Spokój, dobry alkohol i muzykę.
Nie lubi : Ludzi, którzy mają krew na rękach.
Wzrost / Waga : 165 cm/ 53 kg
Aktualny ubiór : http://glamradar.com/wp-content/uploads/2016/03/2.-tuxedo-blazer-with-black-blouse-and-ripped-jeans.jpg
Znaki szczególne : Białe włosy, tęczowe oczy i elfie uszy.
Pod ręką : *
Stan cywilny : Panna
Bestie : Reyuin
Stan zdrowia : Całkiem zdrowa

Liczba postów : 60
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rello on Pią 24 Maj 2019, 12:40

Zauroczenie, z tym właśnie stanem nosiłam się od kilku tygodni. A wszystko zaczęło się od zwykłego wyjścia po zakupy. Kto by się spodziewał, iż miejski rynek może roztaczać tyle romantyzmu jak w tamtej chwili… Chwili, gdy do moich uszu dotarły pierwsze nuty. Melodia urzekła a widok chłopaka, którego palce, biegały po strunach z piekielną wręcz pasją, oczarował. I mimo iż długowłosy blondyn o szarych oczach, był przystojny, to nie On stał się obiektem moich wzdychań, lecz dzierżony przez niego instrument. Gitara… mimo iż już wcześniej zdarzało mi się jej posłuchać, to dopiero tego wieczora, uczucie rozkwitło z pełną mocą. Tak jak zwykle brak mi pewności co do swoich wyborów, tak tutaj wątpliwości uleciały, przegnane kolejną partią szaleńczych nut. Też chciałam móc tak kogoś oczarować muzyką, ze słuchacza stać się twórcą…
Wiadomość o warsztatach, które miały odbyć się w Miejskim Domu Kultury, powitałam z gorącym entuzjazmem. Szczególnie gdy wśród listy aktywności dostrzegłam „gra na gitarze”. Ostatnim czasem podjęłam się kilku dodatkowych zajęć, właśnie po to, by szybciej uzbierać fundusze na upragniony instrument. W „Kaprysie” nie brakowało pracy, ale znalazłam wystarczająco wiele motywacji i energii, aby wcielić się również w rolę kuriera, dla poczty kwiatowej. Od czasu do czasu zdarzyło mi się też, roznosić ulotki. A w międzyczasie opieka nad swą puchatą gadatliwą podopieczną. Dzięki tak napiętemu grafikowi, czas do rozpoczęcia warsztatów, minął mi, jak z bicza strzelił. Nie chciałam wybierać się na nie sama, dlatego też namówiłam Irmę, koleżankę z kwiatowej poczty. Oczywiście ją interesowały zajęcia z florystyki. Co nie było zaskoczeniem.
Niestety na dwa dni, przed warsztatami, Irma zadzwoniła z przykrą wiadomością. Moja roztrzepana znajoma, kompletnie zapomniała o zaproszeniu na wieczór panieński swej starszej siostry… I jak widać, zamiłowanie do kwiatów nie mogło wygrać z imprezą i alkoholem…
Tym oto sposobem, musiałam pojawić się tutaj całkiem sama… zaś ilość ludzi, jaka zawitała tu wraz ze mną, była nieco przytłaczająca. Już kilkukrotnie zdarzyłam przekląć w myślach zapominalstwo Irmy. Zerknęłam na zegarek, dochodziła już dziewiętnasta, zatem nie było sensu tkwić dłużej przed budynkiem. Zwłaszcza że nie robiło się cieplej, a ja zdarzyłam już pożałować, że, nie zabrałam ze sobą, chociaż cienkiego sweterka. Czarna przyległa spódniczka, kończyła się jakieś cztery centymetry nad kolanami, a biała bluzka w hiszpańskim stylu była dość zwiewna. Zdobiące ją drobne kwiaty, były subtelną, lecz urokliwą ozdobą. Chciałam wybrać coś, w czym będę wyglądać zarówno elegancko, jak i swobodnie. I muszę przyznać, iż stojąc przed lustrem, ten zestaw prezentował się najlepiej. Teraz jednak martwiłam się, że rozkloszowane rękawy będą przeszkadzać mi w grze, zaś pilnowanie by dekolt bluzki, nie zsunął się, bardziej niż powinien, również mogło okazać się frustrujące. Przynajmniej czarne, skórzane sandałki na niewielkim klinie, nie zmuszały do walki o zachowanie równowagi. Z to włosy upięte w luźny kok, wymagały drobnej korekty, w postaci dodatkowych wsuwek. Czułam bowiem jak kilka luźnych kosmyków włosów, łaskocze mnie po karku nawet przy najlżejszym podmuchu powietrza. Do tego niewielka czarna okrągła torebka a w niej, więcej niż mogłoby się wydawać.
W drodze do recepcji zdarzyłam zauważyć, iż wielu gości zdarzyło już podzielić się na mniejsze grupki. Gdzieś w tłumie śmignęły mi dwie białogłowy. Czysta biel przyciągała spojrzenie, równie intensywnie co rusz, błękit czy zieleń. Im bliżej lata, tym więcej odwagi można było zobaczyć na kobiecych a czasem i męskich głowach. Czasem nawet i mnie kusiło, by zabawić się w jakąś szaloną koloryzację, tym bardziej iż mogłam obyć się bez wizyty u fryzjera. Tęczowa różdżka naprawdę była przydatną „zabawką”.
Dołączyłam do tłumku otaczającego rejestrację, gdzie udało mi się zdobyć formularz zgłoszeniowy. Podziękowałam uprzejmej recepcjonistce, po czym oddaliłam się w nieco mniej zaludnioną część sali, aby wypełnić dokumenty. Zatrzymawszy się pod jednym z filarów, przycisnęłam podkładkę z dokumentami do boku, i oddałam się pasjonującemu zajęciu przeszukiwania torebki.
-No i gdzie jesteś… przecież pakowałam dwa długopisy…
Rello
Rello

Wiek : Wizualnie ok. 20 lat
Wzrost / Waga : Revi 166 cm / 49 kg // Mello 182 cm / 70 kg
Aktualny ubiór : Aktualny ubiór jako Mello -> http://orig01.deviantart....ama-d6gb6m9.png + http://www.edykte.pl/efla...czczerwonaa.jpg Obroża na szyi, ukryta pod warstwą bandażu elastycznego.
Pod ręką : Czarna torba na ramię a w niej: szkicownik, ołówki, długopis, portfel, telefon komórkowy, spakowany zestaw damskich ubrań. A poza tym magiczny dobytek
Bestie : Innocenoza (Likal)
Stan zdrowia : 100 % hp

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Pią 24 Maj 2019, 18:11

Wróciła do ludzkiego świata po pieniądze, bo po co by innego? Lustrzana Kraina odpowiadała jej w prawie każdym stopniu. Miała tam zdecydowanie większe pole do popisu, o wiele większy luz i tyle cudownych obiektów do badań. Nie było czasu by się nie nudziła, no i łatwiej tam było o osobnika który był ją w stanie zaspokoić. W ludzkim świecie takie osoby kryją się ze swoimi preferencjami, a tam? Obnoszą się z tym, jak z najdroższymi perłami. Odpowiadało jej to, a jakże. Chociaż na razie bywa, że działa jej to na nerwy. Nie musi się teraz aż tak starać, nie ma tej adrenaliny przy polowaniu.
Bycie klientem VIP w banku, było piekielnie wygodne. Może i niezbyt dyskretne, ale teraz nie musiała się tym przejmować. Mimo tego, że nie musiała czekać w kolejce, procedura potwierdzenia tożsamości, cała ta biurokracja i proces podejmowania pieniędzy zajęły dużo czasu. Do tego bank miał jej do zaoferowania nowe oferty, długa plątanina słów z których tak naprawdę wynika, że lubią jej pieniądze i chcą z nich większy procent dla siebie i państwach. Przechodziła przez to już wiele razy. Pakują to wszystko w ten swój bankowy żargon, owijają wszystko w bawełnę, obiecują wielkie profity i pokazują wykresy które powinny ją przekonać. Mimo tego, że to wszystko znała, musiała się zgodzić chociaż na otwarcie nowej lokaty. Trzeba z nimi żyć w dobrych stosunkach, byłaby głupia gdyby na upartego odmawiała. Sama przez to nie zbiednieje.  Potrzebowała się wynieść z kamienicy, za dużo szumu wokół siebie narobiła swoimi łowami, za dużo osób zaczęło ją kojarzyć. Za dużo tym ryzykowała, nie miała pojęcia jak bardzo elastyczne mają tam prawo i niekoniecznie chciała to na sobie sprawdzić. Wybudowanie domu na jakimś zadupiu nigdy nie było wizją która ją kusiła, ale jeśli chciała dalej mieć taką swobodę, nie miała innego wyboru. No i ten przeklęty dziwotwór potrzebował więcej miejsca. Trzymanie go pod ziemią, przez tak długi okres nie wyjdzie mu na dobre.
Tak jak myślała, pieniądze do odbioru będzie miała na następny dzień. Wypiła przeklęta kawę i wyszła. Miała ochotę na papierosa, mimo że nigdy nie paliła. Spojrzała na zegarek i z lekkim zdziwieniem zauważyła że dochodzi siódma. Ruszyła przed siebie ulicą i zastanawiała się co ze sobą zrobić. Niespecjalnie miała ochotę na klub, niespecjalnie miała ochotę spotkać kogoś "znajomego" który wiązał ją z życiem w tym świecie.
Przechodziła akurat obok jakiegoś Domu Kultury, gdy zobaczyła w środku niemały tłum i sporo plakatów przy wejściu. Stanęła by się przyjrzeć i przeczytać o co chodziło. Warsztaty jednak nie brzmiały jakoś przekonująco. Nie była dzieckiem by się w coś takiego bawić. Co ją jednak przekonało do wejścia? Ktoś do kogo żywiła szczerą nienawiść. Nie zmieniało to jednak faktu, że z tego piekielnego lisa był przystojniak. Nie tknęła by go teraz palcem, ale ciało miał jak Bóg.
Gdy zobaczyła go w środku, w tych rudych kłakach i bez lisich atrybutów, wyglądał gorzej. Jego ciało ruszało się inaczej niż wtedy, jakby cierpiał. Oblizała zęby i z uśmiechem na ustach weszła do środka. Nie była ubrana adekwatnie do okazji. Długie, blond włosy, gładko przylizane na głowie, upięte były w wysoki kucyk, do tego założyła beżowy kombinezon i czarne szpilki. W ręku trzymała prosta, czarną kopertówkę. Użyła perfum, które pachniały samą wanilią, ale nie były zbyt natrętne dla nosa. Oczywiście zadbała też o ciemno niebieskie soczewki. Kolor jej oczu był zbyt nienaturalny, by nie musieć go zakrywać. Niezbyt dobry strój na jakieś głupie warsztaty, ale zastanawiałam się czego Lusian tam szuka.
Podeszła do recepcji, to co mieli w ofercie było śmiechu warte więc zapisała się na gitarę. Do tej pory nigdy nie tykała się instrumentów, więc why not? Wokół lisa uformowała się grupka wzajemnej adoracji, z boku stała jakaś dziewczyna. Podeszła więc do nich z milutkim uśmiechem na twarzy.
- Dobry Wieczór. Zapewne wy również na warsztaty?- Nie była pewna czy warto zgrywać naiwną blondynkę, więc postawiła na początku na neutralność. Nie chciała przesadzić na samym starcie.


Ostatnio zmieniony przez Rosiczka dnia Sob 25 Maj 2019, 02:47, w całości zmieniany 2 razy
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Vogelweder
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Specjalne : Mistrz Gry (na okresie próbnym)
Liczba postów : 53
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Streicher on Pią 24 Maj 2019, 22:51

Powoli w budynku zaczynał tworzyć się niemały tłum. Mężczyzna stał spokojnie przy ścianie i rozglądał się na boki. Widząc, że większość podchodzi do recepcji i się rejestruje, zrobił to samo - posłał siedzącej za biurkiem kobiecie uśmiech i wziął formularz. Szybko przejrzał jeszcze raz ofertę i wpisał się na warsztaty aktorskie. W końcu to na nich jest najwięcej interakcji między uczestnikami.
Oddał dokumenty i wrócił na swoje miejsce.
Po chwili zauważył wśród uczestników znajomą twarz. Parvatti postanowiła wziąć udział w zajęciach? A może była jednym z nauczycieli? Czas pokaże. Jeśli spojrzała w jego stronę, skinął jej głową witając się grzecznie ale nie podszedł, bo nie chciał narzucać się z rozmową. Jeśli dziewczyna będzie miała ochotę, podejdzie sama. Z resztą... W centrum uwagi była jedna postać.
Facet wyglądał jak typowy fircyk. Cudownie czuł się będąc gwiazdką, kiedy wszyscy stali dookoła niego i zaczepiali. Kim był? Streicher nigdy wcześniej go nie widział. Może był jakimś celebrytą... Jeśli tak, to jego obecność tutaj była pewnie częścią jakiegoś happeningu. Pewnie za chwilę zjadą się dziennikarze z kamerami.
Kurt uśmiechnął się. Jak sztucznie zapełnić sale Domu Kultury? Zaprosić gwiazdkę. Nie ważne, czy filmową czy piosenkarza. Byle był ktoś popularny.
Uśmiechając się pod nosem nie zauważył dzieciaka który postanowił go zaczepić. Niemiec spojrzał na niego z góry, ale nie od razu odpowiedział. Papieros trzymany w ustach poruszył się kiedy poprawił ustawienie ust, ostatecznie jednak wypadało go wyjąć, bo mały zadał pytanie.
- Kurt. - powiedział szatyn, z lekkim, typowym dla siebie obcojęzycznym akcentem - Nie palę. Trzymam go tylko w ustach. - dodał odejmując papierosa od twarzy - Mentolowe. Nie, nie są dobre, ale nie o to w fajkach chodzi.
Nie znosił dzieci. Zwłaszcza głośnych, pyskatych, wyszczekanych. A ten jeszcze, nie dość, że go zaczepił, to próbował zaciągnąć go bliżej tłumu.
Ech, chyba powinien podejść. I tak już kumple mają go za odludka...
Ruszył za gówniarzem powstrzymując się od komentarza. Jeszcze tamten zacznie wyć, a tego Streicher po prostu nie zniesie. Co jak co, ale dziecięcego płaczu nienawidził najbardziej na świecie. Źle mu się kojarzył, przez związane z dziećmi epizody z młodości cierpiał teraz na bezsenność dlatego ograniczał kontakt do minimum. Po co mu podejście do dzieci, skoro na co dzień pracuje z wyszkolonymi żołnierzami?
Podszedł do grupki akurat w momencie w którym od drugiej strony zbliżyła się nieznana mu blondynka. Spojrzał na nią - była elegancka ale w jej stroju było coś... wulgarnego. Może nie znał się na ludziach, ale jak na jego gust była ubrana niestosownie do sytuacji. Co nie zmienia faktu, że nadal (a może nawet przez to) była diabelnie piękna.
W Niemczech wzięliby ją za ideał. Blond włosy, smukła sylwetka, niebieskie oczy - rasowa Aryjka! Wzór, jaki można byłoby pokazywać palcami. Właśnie tak powinny wyglądać Niemki.
Streicher zawiesił wzrok na kobiecie, mimo, że zbliżył się już do grupki. Nigdy nie był mistrzem w rozmowach grupowych.
Colin, czy jak mu tam, może i był na swój sposób uroczy, bo zaczepił odważnie nieznane sobie osoby. Czy jednak wyjdzie mu to na dobre? Jego sprawa. Kurt nie zamierzał go niańczyć. Ze wszystkich zgromadzonych tutaj osób, on najmniej nadawał się do prac tego typu.
- Rodzice wiedzą, że zaczepiasz obcych? Nie uczyli, że powinieneś trzymać się zaufanych osób? - zagadnął chłopaka chowając papierosa i zerkając dyskretnie dookoła.
Streicher
Streicher
MORIA

Godność : Kurt Streicher
Wiek : 36
Rasa : Człowiek
Wzrost / Waga : 185/90
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, ciemnoszare adidasy i szara koszulka.
Pod ręką : Paczka fajek, karambit, portfel.
Zawód : Żołnierz
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : 100%

Liczba postów : 44
Dołączył : 05/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Poe on Pią 24 Maj 2019, 23:53

Przerwa od pozowania była konieczna. Nawet tak statyczne zajęcie wbrew pozorom go nie znudziło, jednak Dorian miał być jedną z wisienek na torcie dzisiejszego wieczoru. Siłą rzeczy musieli przerwać prace nad obrazem. Już od dawna wiedział o warsztatach i upatrzył sobie atrakcję, ale mimo tego rzucił okiem na tablicę.
Aktorstwo - może kiedyś. Garncarstwo? Musiałoby go pogrzać, żeby jeszcze kubki robił sobie sam. Florystyka nie rozpalała jego wyobraźni, bo kwiatki, a raczej ich płatki, najczęściej widywał w kąpieli, w sypialni lub na stole. Gra na gitarze starłaby mu opuszki, a pisać pisał ładnie. Węgiel, rysowanie? Nie miał zamiaru konkurować w tej materii z Leammielem! Przynajmniej na razie. Zaczął się wahać między odlewami z żywicy, a kosmetykami. Oba pozwoliłyby mu na znaczne obcięcie kosztów, ale finalnie został przy swoim pierwotnym wyborze.
Zręcznie przemknął pomiędzy osobami, które jeszcze się namyślały i podszedł do recepcji, gdy przyszła jego kolej. Nonszalancko oparł się o blat i palcem przyciągnął do siebie jeden z formularzy, by się wpisać. Nikt tutaj niczego nie sprawdzał, ale jego imię i nazwisko nie odbiegało zbytnio od ludzkich norm. Akcent również miał lekko zniekształcony, a rysom daleko było do chomiczkowatych, tak typowych dla Wielkiej Brytanii. Z powodzeniem mógł uchodzić za ekscentrycznego obcokrajowca. Zresztą wzorzysta koszula przyciągała niejedno powątpiewające spojrzenie.
Nie był osamotniony ze swoją platynową czupryną, a w tłumie spostrzegł dość znanego z widzenia aktora. Grupka, która zebrała się wokół niego beztrosko gaworzyła i czekała na rozpoczęcie warsztatów. Bez chwili namysłu postanowił do niej dołączyć.
- Dobry wieczór państwu - grzecznie się przywitał i posłał im miły uśmiech. - Czy ktoreś z was wybiera się może do sali indygo? - zagadnął gotując się na ostrzał i odrzucił wiecznie wchodzący mu w drogę warkocz. Jego fiołkowe spojrzenie przez chwilę przeskakiwało z jednej osoby na drugą. - Pan jest tym aktorem... Foxsoul, nie mylę się? - Wycelował palcem w rudzielca i przesunął go na koszulkę. - Och! To z nowego filmu? - Przyłożył zaciśniętą dłoń do ust. - Słodkie, że wam je dali. Nam po występach zostają jedynie zakwasy... - żachnął się. - Jednak chciałbym również poznać drogie panie, które z pewnością uświetniają dzisiejsze wydarzenie bardziej niż jakiekolwiek warsztaty i wyglądają przecudnie wlewając w siebie hektolitry wina na wernisażach. - Zaśmiał się krótko. - Pani przynajmniej nie ma szpilek, na których mogłaby się chwiać z gracją żyrafy - dodał ukontentowany, po czym zwrócił się do wyższej od niego kobiety. - Z kolei przy pani, sam powinienem szpilki włożyć. Zresztą... niegdyś to panowie pomykali na obcasach, ale ktoś kiedyś stwierdził, że na was prezentują się lepiej. - Uśmiechnął się do niej miło, ale nieco wymuszenie. Miał ochotę zaiwanić jej te szpilki.
Poe
Poe

Godność : Amias Vernifer
Wiek : 25
Rasa : Lunatyk
Lubi : imprezy, robótki ręczne, ciekawostki ze świata i okolic
Nie lubi : brudu, smrodu i ubóstwa
Wzrost / Waga : 175/58
Aktualny ubiór : Biała koszula w tropikalny wzór, czarne spodnie, lakierki, okulary połówki (zerówki).
Pod ręką : Lusterko, grzebień, papierosy goździkowe, zapalniczka, pieniądze
Broń : Rapier
Zawód : Tancerz na szarfach
Stan cywilny : Wiecznie wolny
Stan zdrowia : Zdrowiusieńki

Liczba postów : 62
Dołączył : 13/01/2019

http://spectrofobia.forumpolish.com/t273-amias-poe-vernifer

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Reinhardt on Wto 28 Maj 2019, 02:09

Warsztaty jeszcze się nie zaczęły, a on już świetnie się bawił. W koło niego było tyle osób! Wszystkie były na swój sposób piękne i ciekawe. Każda z tych osób miała w sobie coś co przyciągało wzrok. Paro poza białymi włosami zaplecionymi w warkocz miała ciemne oczy, a Kurt był Kurtem z nieodłącznym papierosem w ustach. Później podeszli kolejni. Niewysoka dziewczyna-albinos, kulawy rudzielec (z czarnymi odrostami) z niebieskimi oczyma zwany Lusian’em Foxsoul’em (jak przedstawili go „etapami” przybysze), elegancka dziewczyna o wyglądzie modelki z niesamowitymi, niebieskimi oczyma i jegomość we wzorzystej koszuli z włosami zaczesanymi w warkocz i fiołkowymi oczyma.
- O! Cześć! – powiedział radośnie i z uśmiechem gdy albinoska podeszła i zadała mu pytanie - No pewnie, że warto! Jeśli nie po to by się nauczyć grać, to dla towarzystwa. Tak w ogóle, to nazywam się Colin, a Ty? – powiedział wyciągając do dziewczyny dłoń. Ręce miał ciepłe, gładkie, ale dość twarde, co znamionowało, że chłopak nie boi się pracy fizycznej choć na co dzień jej nie wykonuje. - Mam nadzieję, że weźmiesz w nich udział? Wiesz, byłoby miło gdybyś dała się przekonać chłopakowi z gitarą. W końcu mawiają, że chłopakowi z gitarą ciężko się oprzeć, nawet jeśli nie jest specjalnie przystojny. – wyszczerzył proste, białe zęby w szczerym słowiańskim uśmiechu i wskazał na siebie kciukiem. To na wypadek gdyby albinoska miała problem ze znalezieniem tego „niezbyt przystojnego chłopaka z gitarą”.  
Słysząc to co mówił Kurt odwrócił się do niego, a małe iskierki w jego oczach niemal fiknęły kozła. Znalazł w końcu pretekst do żartu.
- A skąd! Akurat oni zawsze i z całego serca namawiali mnie do kontaktu z innymi osobami. Uważali, że to pomaga rozwijać osobowość i pewność siebie. Bezstresowe wychowanie, sam rozumiesz? – powiedział z uśmiechem szerokim i promiennym jak sierpniowe słonko - Poza tym nie jakich obcych? Przecież ty jesteś Kurt, a to jest Paro. – powiedział dokładnie w chwili gdy Paro odwracała się by strzelić w gębę gościa o lasce.
Przez chwilę obserwował sytuację z rosnącym zaciekawieniem. Ależ by było zabawnie, gdyby kulawy rudzielec zaczął w odwecie okładać Paro laską! To by było coś super.
Niestety nic z tego nie wyszło.
Jedyne co wynikło z dalszego rozwoju akcji to fakt, że dowiedział się, iż rudy jegomość jest aktorem.
- Ale jazda! – powiedział odwracając głowę do Kurta - To jakaś nowa moda? Wiesz, ostatnio jak zapytałem dziewczynę czy się ze mną umówi na kawę, to zrobiła dokładnie to samo! No dobra, prawie to samo, bo nie powiedziała „No tak, przepraszam, wystraszyłeś mnie”, tylko po prostu odeszła na drugi koniec sali.
Już miał opowiadać dalsze losy nieudanego podrywu, i genialny plan na to, jak zwabić upragnioną pannę do piwnicy celem pokazania małych kotków, gdy podeszła do nich elegancka dziewczyna o błękitnych oczach.
- No pewnie!  - potwierdził energicznie i zarzucił gitarę na ramie aby poprawić pasek od pokrowca - Ale masz fajne oczy! Nigdy nie widziałem takich super soczewek! Tak w ogóle to Colin jestem, a Ty ?
Przez chwilę wpatrywał się w oczy eleganckiej dziewczyny po czym postanowił opowiedzieć jedną z anegdotek
- Wiecie, była kiedyś taka dziewczyna co podeszła do mojego kolegi, który miał podobnie niebieskie oczy i mówi do niego „Wow! Masz oczy jak pies husky!” On podziękował, przez chwilę patrzył na nią, po czym odpowiedział „A ty jak suka.” – zaśmiał się i  uśmiechnął się do wszystkich którzy go słuchali.
To była przednia anegdotka! Prawie tak zabawna, jak ta o dwóch przedstawicielach pewnej mniejszości, którzy podczas wojny weszli do lodziarni, gdzie jeden dostał kulkę, a drugi z automatu. Albo jak ta o żonie zmarłego przedstawiciela owej mniejszości, która pyta się go, skąd ten ma taki ładny zegarek, a ów odpowiada, że tata mu sprzedał jak umierał.
Już miał powiedzieć coś wesołego o Kurcie i jego papierosach. Coś w stylu powyższych anegdotek albo „podobno po mentolach nie staje” tudzież „podobno mentole są dla gejów”, ale do towarzystwa dołączył jegomość we wzorzystej koszuli.
Ten to dopiero był zabawny! Miał cięty język, ale zachowywał umiar.
Postanowił dokładnie zapamiętać jego wygląd i sposób zachowania. Gość były tego wart.
- Jaka fajna koszula! Szkoda by było gdyby się wybrudziła podczas robienia kosmetyków. – powiedział patrząc z troską w fiołkowe oczy - Swoją drogą, jestem Colin, a Ty jak się nazywasz ?
Szczerość, śmiałość, pogoda ducha i prostolinijność waliły po oczach jak flesz z aparatu. Colin ewidentnie nie przejmował się formułami grzecznościowymi. Nie w młodym towarzystwie.
Popatrzył na kulawego rudzielca.
Trochę było mu szkoda tego jegomościa, ale cóż, jak to mawiają szachiści „życie jest jak partia szachów – raz posuwasz damę a innym razem bijesz konia”.
Niemniej postanowił zaspokoić swoją ciekawość.
- Z tego co widzę, to nie przymiera pan głodem, ale proszę mi powiedzieć, czy  bycie aktorem to dobrze płatne zajęcie? – zainteresował się Colin - Grał pan w jakichś znanych filmach?
Uśmiechnął się do imć Lusiana w chwili gdy oddał mu głos. Niech i on pocieszy się atencją zebranych.


Ostatnio zmieniony przez Reinhardt dnia Pią 31 Maj 2019, 01:30, w całości zmieniany 1 raz
Reinhardt
Reinhardt

Godność : Reinhardt Garlindt / aktualnie: Colin Bradley / Andres Veltigar
Wiek : 455 lat
Rasa : Doppelganger
Lubi : Bazowo: Spokój, ciszę, badania naukowe, muzykę, sztukę przedstawiającą / Jako postać: Zmienne
Nie lubi : Bazowo: Lustrzan, głupoty, nieposłuszeństwa / Jako postać: Zmienne
Wzrost / Waga : Dane w podpisie postaci.
Aktualny ubiór : Dane w podpisie postaci.
Pod ręką : Portfel z pieniędzmi i dokumentami, klucze do mieszkania, gitara / Portfel z pieniędzmi i dokumentami, kopia dyplomu ukończenia studiów (magna cum laude), zegarek z dewizką, Derringer kal .45
Broń : BRAK
Zawód : Zarządca MORII / Aktualny: Student (bezrobotny) / Lekarz internista
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 32
Dołączył : 12/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Wto 28 Maj 2019, 20:25

Zaczął się tu wokół niej robić niemały tłum. Gwyn patrzyła wokoło, zadziwiona tym, jak wielkim powodzeniem widocznie cieszą się takie wydarzenia jak to. Na całe szczęście to nie ona była tak rozchwytywana, tylko bardziej jej nowy rozmówca. Nawet nie rozglądała się wokół, by spojrzeć na innych uczestników warsztatów - powymieniają do końca uprzejmości, gdy nadejdzie pora na faktyczne zajęcia. Chociaż nawet teraz widziała, że towarzystwo będzie nad wyraz barwne.
- Gwyn. Miło poznać - przedstawiła się, ściskając jego dłoń i uśmiechając się doń garniturem zębów nawet jaśniejszych niż reszta jej ciała. Uśmiech na ustach białowłosej nieco się poszerzył, w taki dość niepewny sposób, gdy do jej uszu dotarły nie tylko słowa ekscytacji ze strony nowego znajomego z kursu, ale także... tekst na podryw? Dobrze to rozumiała? No cóż, niezależnie od faktycznego znaczenia tych słów, wyraźnie podzielnej uwadze Colina wręcz nie miał prawa umknąć delikatny rumieniec, jaki pojawił się na białej jak ściana twarzyczce dziewczyny. - Umm... No, właśnie zamierzam się akurat na to zapisać. Niekoniecznie z twojego powodu, ale... no.
Nigdy nie była ekspertką w takich rozmowach z chłopakami, zwłaszcza gdy ci nagle zabierali się za grę kartą podrywu.
Widząc, jak Colin jest wręcz rozchwytywany przez wszystkich naokoło, Gwyn postanowiła taktycznie wycofać się w tłum i ostatecznie zapisać się na te zajęcia. Udało jej się znaleźć wolne miejsce na liście i prędko machnęła w nim swój autograf. No, to skoro kwestia formalności została załatwiona, pozostało jej tylko czekać na rozpoczęcie zajęć. Usiadła sobie z boku, tak jak wcześniej, z daleka od większego tłumu, i tak czekała sobie, z daleka od innych, choć gdyby ktoś zechciał z nią pogadać, to chętnie pogada.
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 47
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Wto 28 Maj 2019, 22:17

Ten młokos był coraz bardziej denerwujący. Choć coś mu w nim nie pasowało. Ale może mu się tylko wydawało, że coś jest nie tak? Tak samo ten mięśniak. Chyba zaczynał się starzeć, ale i tak wolał być czujny i nic po sobie nie pokazywać. W szczególności, że nigdy nie można mieć pewności kto stoi po której stronie. Zapewne nawet Lustrzanie stali za MORIĄ, więc tym bardziej należało uważać, w szczególności w Świecie Ludzi.
Przyglądał się każdemu i ukradkiem starał zapamiętać ich zapachy. Lepiej takie rzeczy wiedzieć. Na przykład, kiedy będzie trzeba kogoś wytropić i rozszarpać. Tak jak pewną dziwkę ponad rok temu. O mało się nie oblizał na samo wspomnienie tego zdarzenia.
Ledwo zdążył się uchylić od ciosu. I tak oberwał palcami i syknął przez to cicho. Złapał się za policzek i pomasował go ostrożnie. Cofnął się też lekko, tak na wszelki wypadek, gdy z ust Baśniopisarki wypadł potok słów. Zamrugał po czym uśmiechnął się zawadiacko - tak właśnie wróciłem z planu filmowego, jak widać nagrania średnio się udały - zaśmiał się, podnosząc obandażowaną rękę - a jak myślisz po co tu mogę być? Raczej nie po to by oglądać innych ludzi, przecież mnie znasz - prychnął i pokręcił głową - przyszedłem nauczyć się czegoś nowego. Skoro mam teraz zwolnienie lekarskie to coś muszę robić, a siedzenie na tyłku jakoś mi nie w smak - dodał i przytaknął jej głową, że potem mogą się umówić na jakąś kawę czy coś. Może to odgoni jego myśli od pewnej rudowłosej łepetyny.
Objął ją jedną ręką, słuchając jej słów - ktoś tu się podszkolił - odpowiedział również po japońsku - i wiem, że tak jest. Nic nie jest piękniejsze od śmierci - dodał jeszcze, nadal używając swojego rodzimego języka i puścił białowłosą.
Przeniósł wzrok na tego nadpobudliwego robala i uśmiechnął się - ona tak lubi, jak ktoś ją bierze z zaskoczenia, ale nie zawsze ma się czas by uniknąć ciosu - zażartował, szczerząc swoje białe zęby. Zerknął też na Par, zastanawiając się czy pamięta jak mu przywaliła, gdy przyszedł ją odebrać z planu w Japonii, po tym jak szukał jakiegoś transportu z Sado.
Lekko przymrużył oczy, gdy do ich grona doszła jeszcze jedna kobieta. A raczej dziwka...Rosemary we własnej osobie. Z trudem powstrzymał się, żeby nie powiedzieć jej, że warsztaty z obciągania odbywają się dwie ulice dalej, jednak wolał udawać, że jej nie poznaje. Dlatego tylko uśmiechnął się uprzejmie i skinął jej głową na przywitanie oraz przytaknął, że również są tutaj w ramach warsztatów. Tylko tej zepsutej kurwy mu tutaj brakowało. Oby tylko poszła do innego pomieszczenia niż on bo chyba by z nią nie usiedział....
Parsknął cicho, słysząc anegdotkę Colina. Od razu jednak przeprosił. Kurde, młody nawet nie wiedział jak bardzo trafna to była historyjka, patrząc na to Senna, która do nich dotarła spokojnie mogła nosić miano suki i to jednej z największych.
Ich kółko wzajemnej adoracji coraz bardziej się powiększało. Tym razem doszedł do nich jegomość w dość niecodziennej koszuli. Lusian lubił się czasem dziwnie ubrać, ale do tego to chyba nawet Ga....Inari by nie zmusiła by ubrał. Ble...
- Zgadza się. Lusian Foxsoul, miło mi - przywitał się i uścisnął mu dłoń o ile picuś się na to zgodził, a uśmiech nie schodził mu z ust. Wzruszył ramionami - czasem coś ekstra się dostanie, a czasem nie. Zależy od kogo - powiedział i mentalnie przewrócił oczami - poza tym chyba wolałbym zakwasy niż poparzenia - dodał jeszcze, patrząc przybyszowi w oczy. Taka była prawda. Dawno naprawdę się nie zmęczył na tyle by mieć zakwasy, a przydałoby mu się. Gdyby nie warsztaty obecnie pewnie by siedział teraz w siłowni i nie wychodził z niej przez dłuuugi czas. Póki jego mięśnie nie odmówiłyby posłuszeństwa.
I znów robaczek nie zamykał jadaczki. Lusian zamyślił się - zależy jaki aktor. Ale można z tego wyżyć, choć nie jest to zawód gwarantujący wysokie zarobki, no chyba, że już jesteś naprawdę znany i lubiany, a tak to żyjesz jak ktoś ze średniej klasy - odpowiedział krótko, ale na temat. Wzruszył ponownie ramionami słysząc kolejne pytanie - w kilku, ale nie wiem czy nie jesteś na nie za młody - wyszczerzył swoje zęby wrednie, nim jednak coś jeszcze dodał, znów zabrzęczał mu telefon. Kolejne wiadomości od Dręczyciela. Chciał wyjaśnić, ze nie tylko w takich filmach gra, ale wibracje zaczynały go denerwować. Nie dość, że był obolały to jeszcze rudzielec nie daje mu spokoju.
Przeczesał palcami swoją rudą grzywę i przeprosił pozostałych. Odszedł na bok i oparł się o jeden z filarów, zastanawiając się jak spławić Cienia, tak by mieć od niego spokój chociażby na kilka dni....albo godzin. Naprawdę nie chciał go teraz widzieć...ani o nim nawet myśleć...co było trudne.


Ostatnio zmieniony przez Yako dnia Sro 29 Maj 2019, 23:02, w całości zmieniany 2 razy
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 95
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Parvatti on Sro 29 Maj 2019, 12:07

Kiedy młodziak przyprowadził ze sobą Kurta uśmiechnęła się do niego miło widząc jak wysyła do niej niemy znak przywitania. Miły gest i dobrze, wiedzieć, że ją pamiętał.
Słysząc odpowiedź lisa uniosła i zmarszczyła lekko brwi. No tak, na pewno nie był tu by rozmawiać z plebsem, przecież to nie w stylu wielkiego wysłannika Imari, czy tam Inari. No chyba, że był po to, by ich zjeść. A skoro mówił o zwolnieniu lekarskim, to przez te 500 lat z hakiem, kiedy się ostatni raz widzieli trochę się pozmieniało u niego. Widocznie nauczył się żyć wśród ludzi, a nie tylko traktować ich niczym szwedzki bufet.
-Tylko się nie wysilaj za bardzo, bo sobie chorobowe przedłużysz. A co wybrałeś? Kosmetyki, czy może garncarstwo? A może przyszedłeś wygrywać ballady?
Zapytała żartobliwie, jednak dalej zastanawiała się, co takiego musiało się stać, że wyglądał aż tak okropnie. Przecież przez zwykły wypadek na planie filmowym człowiek nagle nie zaczyna kuleć. Uśmiechnęła się słuchając jego ojczystej mowy. Chociaż jest za stara by się nabrać na czyiś urok osobisty, to głos dawnego znajomego przywoływał wspomnienia jak to była młodziutka i naiwna. Delikatnie poklepała go po klatce piersiowej i puściła oczko odzywając się po angielsku.
-Przestań bo uznam, że mnie podrywasz.
Słysząc wręcz uroczą anegdotkę Colinsa zwątpiła w dzisiejszą młodzież, jednak na słowa Yako lekko zarumieniła się i pomachała ręką przed twarzą w geście, że ta informacja jest raczej nie ważna.  Zauważyła, że lis się spina, po czym wysyła komuś gest przywitania. Spojrzała w tamtą stronę i ...
nie dość, że poczuła się mała i nijaka t jeszcze brzydka.  No tak, była stara więc powinna oddać scenę młodszym. Przygładziła zagubiony kosmyk, który opad jej na twarz i wróciła do listy możliwych warsztatów. Co ją zainteresowało, by w końcu podjąć decyzję? Nic. Może faktycznie z nudów pójdzie na aktorstwo, albo dołączy do lisa by powspominać dawne czasy.
Aż tu do ich grupki doszła kolejna malownicza osoba. Paro zamrugała i zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafiła na zlot lustrzanych i to jeszcze jakiś oficjalny skoro tylko ona starała się ukryć pod soczewkami oczy i pod włosami uszy. Ale w takim towarzystwie i tak by nie była raczej w stanie zabłysnąć swoim wyglądem.
Słysząc wzmiankę o paniach, które pijane krążyły po wystawie oderwała wzrok z kartki i spojrzała w fiołkowe oczy z zdziwieniem, odrazą i nutą zażenowania. Poczuła swoją wewnętrzną feministkę, która właśnie wykrzykuje, że kobiety też mają prawo się upijać i żadnej piździe nic do tego. Ale nie musiała się odzywać, ponieważ uwaga znów została zwrócona na blondynkę, a jej zostało samotne rozmyślanie nad kartką i swoim wiekiem. Co prawda trzyma się lepiej od lisa, ale on jest sławny i rozpoznawalny. A ona? Wielka Baśniopisarka, spadkobierczyni najstarszego rodu Baśniopisarzy, ta, która potrafi spełniać marzenia, matka wódki i wyzwolicielka wina z piwnic jest co najwyżej rozpoznawalna w barach, gdzie spędza większość weekendów, kiedy nie pracuje w podrzędnej szkole tańca. Nawet do porządnej nie może się zapisać, bo nie załatwiła sobie jeszcze papierów, by prowadzić kursy i szkolenia.
Witaj wieczorny dole, może jeszcze lampkę wina przed kursem? O ile jakiś wybierzesz.
Parvatti
Parvatti

Godność : Parvatti Ray
Wiek : 1000 lat
Rasa : Baśniopisarka
Lubi : Spokój, dobry alkohol i muzykę.
Nie lubi : Ludzi, którzy mają krew na rękach.
Wzrost / Waga : 165 cm/ 53 kg
Aktualny ubiór : http://glamradar.com/wp-content/uploads/2016/03/2.-tuxedo-blazer-with-black-blouse-and-ripped-jeans.jpg
Znaki szczególne : Białe włosy, tęczowe oczy i elfie uszy.
Pod ręką : *
Stan cywilny : Panna
Bestie : Reyuin
Stan zdrowia : Całkiem zdrowa

Liczba postów : 60
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Śpiący on Sro 29 Maj 2019, 16:09

Dzień dobry, jestem Dorian, chce mi się spać i mam tremę już od paru godzin.
Leammiele przyszedł do Domu Kultury około południa, aby obejrzeć i dopilnować ostatnich przygotowań wystawy, ale także warsztatów. Chciał zająć czymś ręce i myśli, to pomógł z przyniesieniem materiałów, to z rozstawianiem siedzeń, to poprawił tabliczkę z podpisem przy jednej z instalacji... Niby nic wielkiego, ale już wtedy czuł to charakterystyczne napięcie, które pojawiało się zawsze, gdy publikował coś, co stworzył – niezależnie czy chodziło o codzienny wpis ze zdjęciem na media społecznościowe, o pokazanie pracowni znajomym, czy o wystawę w galerii. No, wszystko gotowe? Pewnie nie, ale pracy dla niego już nie ma. Świetnie.
Wyszedł na obiad, odświeżył się, uczesał, ubrał i wrócił. Jak zwykle nie pomyślał o tym, jak mogą ubrać się inni i czy bycie jednym z artystów wystawiających swoje obrazy zobowiązuje go do bardziej formalnego ubioru – nie. Pomyślał o tym, żeby nie żałować za bardzo ubrań, jeśli by je pobrudził, kiedy będzie bawić się z gliną i żywicą. Założył na siebie granatowe jeansy, cienki jasnoniebieski sweter, który – całkowicie przypadkiem, naprawdę! – przylegał dość gładko do ciała, tym samym podkreślając estetycznie zarysowane mięśnie ramion i brzucha. Jeszcze wygodne, sportowe buty i skórzana torba z najpotrzebniejszymi rzeczami, no i czego chcieć więcej?
Być może bycia nierozpoznanym. Dorian od paru tygodni prezentował swoje dzieła w różnych miejscach, a do tego prywatnie pracował nad skomplikowanym, czasochłonnym projektem, zwyczajnie zmęczony był postawą dojrzałego, odpowiedzialnego artysty. W tej chwili na pytanie o znaczenie jakiegoś dzieła czy jego cenę, byłby w stanie dać swoją wizytówkę i ekscentrycznie odpowiedzieć, że takie tematy toleruje w godzinach pracy, a teraz prosi pytać jedynie o to, jakiego wina się napije.

Na listę warsztatów garncarstwa i pracy z żywicą wpisał się praktycznie jako pierwszy, kiedy jeszcze nie było tu tylu ludzi, dlatego w tej chwili mógł spokojnie czekać na zebranie grupy i start nauki. Przysiadł na ławce z boku, obserwował. Pamiętał, że ten jego dziwny znajomy interesował się warsztatami z robienia kosmetyków. Dorian nie ufał jeszcze, że to, co mówił mu mężczyzna na temat istnienia innych światów działo się w rzeczywistości i było prawdą. Uznał, że jeśli typ z niebieskawą skórą się pokaże i będzie zauważany przez innych, to istnieje naprawdę, co doda jego słowom wiarygodności. I jakże mocno zabiło człowiekowi serce, kiedy na własne oczy zobaczył Amiasa rozmawiającego z towarzystwem! Świat malarza zadrżał w posadach. Bogowie... Istnieją inne wymiary. Ba! Istnieją ludzie z innych wymiarów, którzy tu chodzą jakby nigdy nic!
Potrzebował jeszcze chwili, aby uspokoić walące serce i szalejące myśli. Inne wymiary, tak, to tylko fizyka. To prawdopodobne, choć nauka jeszcze na nie wpadła. To tylko kwestia czasu. Ludzie z niebieską krwią są prawdopodobni. Na pewno da się to wyjaśnić.
Właściwie nie było z Dorianem tak źle, przecież miał czas na oswojenie się z tą myślą, że ich świat ma gości. No i nie uwierzył ot tak, na sto procent – bardziej był o parę kroków bliższy do uwierzenia. Potrzebował więcej dowodów.
Powiódł wzrokiem po ścianie, po podłodze, na moment przymknął oczy. No, już lepiej. Wrócił do obserwowania gości Domu Kultury. Tamta kobieta... Wydawało mu się, że spotkał tę białowłosą kiedyś w parku, gdy jakiś dzikus wbił palec w jego świeży obraz, potem bazgrał coś po chodniku, aby następnie czmychnąć, pogalopować w krzaki. Tamta kobieta...! Od razu skojarzył kolor jej włosów z Amiasem i znów poczuł przypływ paniki. Chryste... jest ich tu więcej. Cóż, znów miał ochotę zadać masę pytań, licząc, że dowie się coś ponad to, co wiedział od swojego znajomego, ale wiedział, że nie może tego zrobić, nie tu.
Podniósł dłonie i dla rozluźnienia rozmasował palcami swój kark, a potem wstał i podszedł bliżej recepcji, posyłając siedzącej za ladą kobiecie spokojny uśmiech, który pewnie bardziej miał dodać otuchy jemu samemu, niż jej. Podniósł rękę i tym gestem powitał wszystkich zgromadzonych, których jego ciche przybycie zwróciło uwagę.
Śpiący
Śpiący

Godność : Dorian Anton Leammiele
Wiek : 27
Rasa : człowiek
Lubi : sztukę, muzykę i pieczoną cukinię
Nie lubi : tłumów, koszmarów i spadziowego miodu
Wzrost / Waga : 183 cm / 73kg
Aktualny ubiór : Z Poe: szary t-shirt, czarne bojówki || MDK: granatowe jeansy, jasnoniebieski sweter, sportowe buty, torba
Znaki szczególne : tatuaż z konstelacjami gwiazd na całym lewym ramieniu
Pod ręką : Z Poe: telefon, klucze do domu, portfel, brownie na talerzu, w płaszczu trzyma mały szkicownik i ogryzek ołówka || MDK: dokumenty, papierosy, zapalniczka, portfel, klucze, szkicownik, ołówek, chusteczki
Broń : broń boże!
Zawód : freelancer, bazgracz
Stan cywilny : kawaler
Stan zdrowia : darowanemu bazgraczowi nie zagląda się w zęby!

Liczba postów : 84
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Czw 30 Maj 2019, 18:03

Miała w głębokim poważaniu, co sądzą o niej inni. Lubiła komplementy, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej ciało jest idealne. W spojrzeniach zebranych osób, widziała różne emocje. Pasowała tu jak diament do plastiku. Wszyscy zebrani mieli na sobie luźniejsze ubrania, atmosfera wokół nich była równie obleśna co koszula białowłosego mężczyzny. Myślała że takie ciuchy, noszą tylko stetryczałe grubasy, na wakacjach wygranych z loterii. Poza tym jednym mankamentem, musiała przyznać że jest wyjątkowo urokliwy. Jego androgeniczna uroda rzucała się w oczy. Wyglądał na tak delikatnego, że miała ochotę złapać go za szyję i sprawdzić pod jakim naciskiem złamie się mu kark. Ciekawe czy umierałby z podobną gracją, z jaką się porusza. Rosemary nie zaszczycała nikogo dłuższym spojrzeniem. Badała, zupełnie nienachalnie zebranych. Słodki uśmieszek, nie schodził w ten czas z jej ust. Gdyby ktoś się jej przyjrzał, dostrzegłby bez problemu, że nijak nie sięga on jej oczu, które pozostawały równie mocno nacechowane emocjami, co zdechła ryba.
Na dłużej zatrzymała swoje spojrzenie na mężczyźnie w czarnej koszulce, z papierosem w ustach który akurat gadał z jakimś narwanym dzieciakiem. Był zdecydowanie bardziej w jej typie, a w jego postawie było coś otwarcie zachęcającego ją. Coś bardzo znajomego. A Gdy do jej uszu doszedł jego głos, poczuła mrowienie w koniuszkach palców, a w gardle lekką suchotę. I już wtedy wiedziała, że musi się dowiedzieć kim jest i skąd u niego ten akcent. Niemal cała jej uwaga skupiła się na nim, z trudem przerzuciła spojrzenie na kolejną osobę.
Colin, głośny dzieciak którego pełno nawet jak stoi w miejscu. Suka. Dzieciak chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jak łagodnym epitetem byłoby to słowo, gdyby użył go do określenia jej osoby. Husky, o ile dobrze kojarzyła to jakiś zwierzak, ale nie była w stanie przypasować nazwy do konkretnego obrazu. Brzmiało to jakby miało być komplementem, ale wyjątkowo kiepsko dobranym. Uśmiechnęła się, ale tym razem w jej uśmiechu było coś drapieżnego.
- Mało w takim razie widziałeś Colin. Różnie na mnie mówią, ale wystarczy Rosie.- był człowiekiem tego rodzaju, który chyba najbardziej ją odrzucał. Z racji, że miała niemal 10 centymetrowe szpilki, patrzyła na niego z góry. Była na swoim miejscu, to pewnie płytkie ale nic nie wprawiało ją w takie zadowolenie, jak bycie górą, w różnym aspekcie. No może jeszcze seks i krew cieni. Oh tak, wyśmienite.
Zadziwiająco dużo lustrzan się tu zebrało. Niska dziewczynka, wyglądająca jakby ktoś ją wybielaczem potraktował, też wyglądała jak osoba z drugiej strony lustra, ale nie mogła założyć tego na pewno, tak samo jak w kwestii mężczyzny o androgenicznej urodzie. Z racji że Lusian tu był, do tego po zmianie wyglądu mogła śmiało założyć, że nie tylko on jest lustrzakiem.
Kobieta która obok niego stała, była jakaś taka nijaka, przez jego towarzystwo. Gdyby się nią zajęła, mogłaby wyglądać naprawdę porządnie. Buty ze skóry jakiegoś gada, kiepsko łączyły się z dziurawymi spodniami. Mogła pochwalić jedynie dobór bluzki. Sama mogłaby taką założyć. Wzrok kobiety był dość smutny, gdy patrzyła na Rosie. Sprawiało jej to satysfakcję. Niespecjalnie kryła się na co dzień ze swoim narcyzmem.
Omal nie zwróciła uwagi na dziewczynę, która opierała się o filar. Była dosyć ładna, w ten swój dziewczęcy, filigranowy sposób. Takie zwykle również mają wzięcie. Mężczyźni lubią czuć się potrzebni, wielu chce mieć kim się opiekować. Tacy właśnie uderzają do dziewczyn takich jak ona. Nie znała jej, była tego pewna, ale miała w sobie coś znajomego. Taki rodzaj dziewczyny z sąsiedztwa. I wtedy kątem oczu, dostrzegła jak ktoś macha. Skierowała swoje spojrzenie na lekko speszonego mężczyznę z białymi włosami. O zgrozo, trafiła chyba na zlot albinosów. Kiedyś jej włosy były obiektem pożądania. Teraz jak widać tutaj, włosy tak jasne były równie pospolite co homosie.
Gdy powietrze mogło strzelać prądem, te wokół Lusiana raziłoby śmiertelnie. Dałaby sobie rękę uciąć za to, że niemożliwie mocno cieszy się ze spotkania z nią. Ba, spojrzenie które jej posłał wręcz opływało w uwielbienie. Miała ochotę się zaśmiać, jak dotąd Lusian był najbardziej znienawidzoną przez nią osobą. Gdyby mogła, urwałaby mu tej jęzor i przyglądała z lubością, jak dławi się własną krwią…
Podeszła więc bliżej rosłego mężczyzny, przez którego świerzbiły ją ręce.
- Czy okażę się zbyt nachalna, jeśli spytam na co się Pan zapisał, Panie…?- uniosła lekko brwi, pochylając się lekko gdy do niego mówiła. Chciała wybadać grunt, by wiedziec w jakim kierunku powinna iść. Który zestaw będzie preferował ktoś taki jak on?
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Vogelweder
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Specjalne : Mistrz Gry (na okresie próbnym)
Liczba postów : 53
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Streicher on Czw 30 Maj 2019, 22:51

W korytarzu zaczęło robić się tłoczno. Kurt nie przepadał za tłumami, o ile nie były to szeregi wyszkolonych żołnierzy, którzy tylko czekają na rozkaz. Rozglądał się dyskretnie na boki, czujnie obserwując otoczenie. Czy czegoś szukał? Nie, po prostu był ostrożny.
Colin był gwiazdą wieczoru, bo chociaż początkowo to aktor zebrał uwagę innych, teraz podlotek był w centrum. Roześmiany, śmiały i gadatliwy. Takich albo się kocha, albo nienawidzi.
Po części Streicher był wdzięczny gówniarzowi za to, że ten prowadzi rozmowę, angażując wszystkich. Zaczepiał każdego, prowokował, opowiadał śmieszne anegdotki. Na ostatnią Kurt nawet parsknął i pokręcił głową z uśmiechem.
Za młodu, kiedy był jeszcze dzieciakiem był zupełnie inny. Nie wycofany, po prostu skupiony na czymś zupełnie innym. Nie liczyli się przyjaciele, nie potrzebował ich. Wykształcenie jakie odebrał było na tyle dobre, że wystarczyły mu książki z których czerpał wiedzę. Potem gdy poznał czym są mapy, utonął w nich i nie zamierzał wychodzić na światło dzienne. Zastąpiły mu kolegów. Nie grał w piłkę, planował ruchy pionków na planszy. Nie kolorował kolorowanek, oznaczał kredkami tereny na mapach.
Od razu pożałował, że zbliżył się do grupki. Stojący w środku aktor okazał się być zadufany w sobie i arogancki. Cóż, podobno rudzi są wredni. Kurt nie miał w zwyczaju wierzyć w stereotypy, ale im dłużej przysłuchiwał się wypowiedzi mężczyzny, tym bardziej robiło mu się niedobrze. Jeśli koleś chciał ukryć, że gra w filmach dla dorosłych, to słabo mu wyszło. A co jak co, w takich filmach nie potrzebny jest wielki talent. Poruszać miednicą potrafi każdy facet.
Wycofał się na swoje stanowisko nie podejmując żadnej interakcji z grupą. Poczuł się osaczony, nawet jeśli to Colin albo rudy byli na pierwszym miejscu.
Rozpoznał w tłumie Parvatti ale i do niej nie zamierzał podchodzić. Przyjdzie jeszcze czas na rozmowę, jak nie dziś, to kiedy indziej.
Śliczna blondynka początkowo zniknęła mu z oczu. Ubrana była inaczej od reszty i odznaczała się na ich tle jak rajski ptak wśród wróbli, a jednak wystarczyła chwila, żeby mu umknęła. Wyciągnął szyję by odnaleźć ją pośród innych, ale faktycznie, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
I nagle wyrosła przed nim. Podeszła wolno, kołysząc biodrami. Kurt przez chwilę patrzył na nią urzeczony. Jej długie, jasne włosy były prześliczne a niebieskie oczy hipnotyzowały. Była wulgarna, ale zjawiskowa.
Mimowolnie jego wzrok przesunął się po jej ciele. Miała ładną, szczupłą, proporcjonalną sylwetkę. Może była modelką? Miał nadzieję, że nie - takie nie mają zbyt wiele mądrego do powiedzenia.
Gdy podeszła bliżej, owionął go jej zapach. Pachniała rozgrzanym miodem, słońcem i słodką egzotyką ale była w tym nuta...pikanterii. Przełknął ślinę i lekko uchylił usta, łapiąc zapach nie tylko nosem ale i ustami, jak robią to niektóre ssaki.
Uśmieszek jaki zdobił jej lico obiecywał wiele. Nieco flegmatyczny Streicher pewnie nie byłby skłonny w ogóle nawiązywać z nią jakiegokolwiek kontaktu, gdyby nie to, że... płynęła w nim niemiecka krew. A każdy Niemiec marzy o czystości rasowej. Nie każdy? No dobrze, Kurtowi chciało się po prostu blondynki.
Była już bardzo blisko a jemu zrobiło się gorąco, bo mięśnie pod czarną koszulką zagrały instynktownie, jakby sama natura podpowiadała, że powinien jej zaimponować.
- Scheiße… - rzucił cicho, zahipnotyzowany jej ruchami. Obcy akcent zawsze wychodził z niego gdy górę brały emocje. A już zwłaszcza, kiedy zaczynał myśleć częścią ciała oddaloną od mózgu o prawie metr.
Kiedy się odezwała, spojrzał w jej oczy. Były tak niebieskie, że graniczyło to z cudem. Pewnie nosiła soczewki, ale wyglądała w nich diabelnie dobrze! Miała na imię Rosie, usłyszał jej imię w tłumie który postanowił ponieść poznane imiona dalej. Nie musiał się nawet specjalnie wysilać, żeby wyłuskać z rozmów jak nazywa się ta blond boginka.
- Tak, okaże się pani zbyt nachalna. - powiedział ze spokojem i uśmiechnął się lekko. Uśmiech sięgnął jego zmęczonych oczu i na chwilę pojawił się w nich błysk. Co oznaczał? Wszystko.
Żołnierz przesunął się nieco, robiąc jej miejsce przy ścianie. W jego głowie zaświtała głupia myśl - czy w Domu Kultury mają czyste łazienki? Warto byłoby sprawdzić. Może Rosie da się zaprosić do jednej z kabin.
- Ale ja to lubię. - dodał ciszej, z rozbrajającą szczerością - Jestem Kurt. - przedstawił się a jego niemieckie 'r' zdradziło obce pochodzenie. Nie to było jednak ważne. Mężczyzna cieszył się, że może się skupić na jednej osobie, bo naprawdę nie potrafił się odnaleźć w tłumie.
- Zapisałem się na aktorstwo. - odpowiedział na pytanie, nie wdając się w szczegóły - A pani?
Jej zapach mamił go, obiecywał o wiele więcej. Kiedy stał się tak wrażliwy na kobiece wdzięki? A może po prostu był na tyle sfrustrowany całą sytuacją, że chciałby odreagować w towarzystwie partnerki? Odpowiedzi na te pytania pozostaną tajemnicą, bowiem nie wypadało, żeby w Domu Kultury siać zgorszenie. W końcu Streicher chciał nauczyć się czegoś nowego, prawda?
Streicher
Streicher
MORIA

Godność : Kurt Streicher
Wiek : 36
Rasa : Człowiek
Wzrost / Waga : 185/90
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, ciemnoszare adidasy i szara koszulka.
Pod ręką : Paczka fajek, karambit, portfel.
Zawód : Żołnierz
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : 100%

Liczba postów : 44
Dołączył : 05/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Poe on Pią 31 Maj 2019, 10:23

Gadatliwy i szybki w mowie Colin zdążył przedstawić mu prawie połowę grupy. Gadał jak najęty, ale hej, może to pokrewna dusza? Amiasowi trudno było się nie zaśmiać, gdy podsłuchał anegdotkę, ale nie szczerzył kłów. Wszyscy stali w bliskiej odległości, a niezwykle blade dziąsła mogłyby wywrzeć złe wrażenie, nawet jeśli odrobinę podfarbował je barwnikiem spożywczym.
Lunatyk spojrzał za odchodzącą albinoską, po czym zerknął na swoją koszulę, a potem na Colina. - Oh, dziękuję! - Uśmiechnął się miło, a w oczach błysnęła duma. Gitarzysta promieniał i roztaczał wokół siebie optymistyczną aurę, którą trudno było się nie zarazić. - Jest bezpieczna. Dadzą nam fartuchy i rękawiczki. Wyobraź sobie te wszystkie znudzone kury domowe, które mają salony sukien ślubnych. Gdyby choć jedna upaprałaby sobie swój kremowy kostium, zrobiłaby wojnę obsłudze. - Omiótł wzrokiem pozostałych gości. - Amias. Długo grasz? - wskazał na gitarę.
- Mnie również. - Uścisnął dłoń Lusiana mocniej niż mógł się tego po nim spodziewać i znów się przedstawił. Odpowiedni krój ubrań sprawiał, że mimo niezliczonych żmudnych treningów nadal zachowywał zwiewny wygląd. - Myślałem, że to stosunkowo bezpieczny zawód. Pewnie reszta zespołu rwie sobie włosy z głów. - Spojrzał na jego rękę i uśmiechnął się smutno. Dla każdego artysty urazy i choroby były więzieniem. Zachichotał nisko, gdy aktor zaczął się odrobinę wrednić. Colin faktycznie sprawiał wrażenie młodego. - Bo wcale nikt nie ogląda ich już w szkole - powiedział cicho, po czym wlepił fiołkowe oczy w białowłosą. Chyba się zapowietrzyła i gapiła się na niego tak, jakby samym wzrokiem usiłowała wywiercić pod nim dziurę prowadzącą wprost do samego piekła. - Uraziłem? - zaśmiał się serdecznie. - Nie chciałem! Byłem już na paru podobnych wydarzeniach i uważam, że kobiety, wino i sztuki piękne są nierozłączne. Nie obrażaj się. - Mówił miękko i chłonął jej obraz. Była niekrzykliwej urody. Wyniosła, ale ciepła. Trochę przydusiła to wszystko prostym ubiorem, ale byli na warsztatach, nie ma pokazie mody. Przede wszystkim miało im być wygodnie.
Blondynka przypatrywała mu się niczym kuguar. Nie narzucała się, udawała, że wcale ich nie ocenia, ale znał to spojrzenie. Takich chłopaczków jak ty zjadam na raz. W końcu odeszła od ich grupki, na wysokich szpilkach, które jasno przekazywały wiadomość wszystkim niższym samcom - jestem spoza twojej ligi. Gdy tak odprowadzał ją wzrokiem i mało dyskretnie śledził ruch kształtnych bioder, zauważył nagłe poruszenie. Spędził chwilę na obserwowaniu tłumu, po czym nagle wyprostował się i szeroko uśmiechnął.
- Dorian! - praktycznie zakrzyknął, a jego ręka wystrzeliła w górę. Ruszył w jego stronę, lawirując pomiędzy gośćmi. Gdy dopadł Bazgracza, objął go ramieniem i klepnął w dłonią w ramię. - Już myślałem, że nie przyjdziesz! Jeszcze trochę i zaczynamy. - Kipiał entuzjazmem. Puścił Doriana i uśmiechnął się również do recepcjonistki.
Leammiele jak zwykle wyglądał na wykończonego. Koszmary nie odpuszczały. Może jakieś lawendowe mydło lub woda toaletowa dobrze by mu zrobiły? Ponoć roślinka działała kojąco na zmysły, a na warsztatach nie powinno jej zabraknąć. Jeśli starczy mu czasu na kąpielowe akcesoria, to dostanie tego cały worek.
- Proszę, powiedz, że dadzą wino! - Błagalnie spojrzał w chmurne oczy. - Niby wszyscy barwni, kolorowi, a zachowują się jakby usiedli na kijach. Prócz Colina. - Wskazał otwartą dłonią na gitarzystę. - Chyba jako jedyny zna słowo zabawa. Ten rudy, to aktor, Lusian Foxsoul. Wyszedł z planu z oparzeniami, ktoś na planie musiał dać ciała. Raczej dobrze się zna z tą białowłosą, a reszta przewija się ot tak, z nudów. - Mówił ściszonym głosem, nie patrząc na grupkę. - Może ugrasz dzisiejszego wieczora coś więcej niż tylko kac i ból głowy. - Uśmiechnął się delikatnie. - To co? Widzimy się po wszystkim?
Poe
Poe

Godność : Amias Vernifer
Wiek : 25
Rasa : Lunatyk
Lubi : imprezy, robótki ręczne, ciekawostki ze świata i okolic
Nie lubi : brudu, smrodu i ubóstwa
Wzrost / Waga : 175/58
Aktualny ubiór : Biała koszula w tropikalny wzór, czarne spodnie, lakierki, okulary połówki (zerówki).
Pod ręką : Lusterko, grzebień, papierosy goździkowe, zapalniczka, pieniądze
Broń : Rapier
Zawód : Tancerz na szarfach
Stan cywilny : Wiecznie wolny
Stan zdrowia : Zdrowiusieńki

Liczba postów : 62
Dołączył : 13/01/2019

http://spectrofobia.forumpolish.com/t273-amias-poe-vernifer

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach