Miejski Dom Kultury

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Pisanie autorstwa Soph on Wto 14 Maj 2019, 00:19

First topic message reminder :

Miejski Dom Kultury - Page 2 YewhXIS


    Spora, odrestaurowana kamienica w centrum miasteczka zachęca pastelową elewacją i eleganckimi gzymsami. Choć wnętrze utrzymane jest raczej w nowoczesnym stylu, kilka schodków prowadzi do ciężkich rzeźbionych drzwi, a budynek, umieszczony przy jednej z głównych ulic, strzeżony jest przez wysokie tuje wsadzone w donice. Miejski Dom Kultury składa się z parteru i 1. piętra.

    Parter to kompilacja wielu pomieszczeń o różnych przeznaczeniach, rozchodzących się od reprezentatywnego holu o błyszczącej posadzce. Tam też, z prawej strony, znajduje się recepcja oraz dosyć obszerna, obsługiwana szatnia. Po lewej ścianie pną się dębowe schody, prowadzące na piętro. Niestety, w tym starym budynku brak windy.

    Po wejściu na górę od korytarza odchodzi kilka sal, w których odbywają się zajęcia i spotkania grup - czy to młodzieżowych, czy "koła gospodyń wiejskich". Każda z nich dla uproszczenia nawigacji została nazwana od kolorów ścian, nie może być jednak zbyt nudno, więc nie ma pokoju Zielonego, ale jest Jaśminowy.
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 143
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down


Pisanie autorstwa Rello on Pią 31 Maj 2019, 13:48

Niby zwykła torebka, w dodatku mała… a miałam wrażenie, że ktoś zmienił ją w bezdenną sakwę. Z tym że w przypadku tamtej, wypowiadając nazwę przedmiotu, można było łatwo odzyskać, to co się do niej zapakowało. Ze zwyczajną torebką nie było tak łatwo i po żarliwym przeszukaniu, chyba każdej możliwej kieszonki doszłam do przykrego wniosku. W mojej głowie zamigotał obraz blatu biurka, na którym wyłożyłam rzeczy, gdy pakowałam torebkę. Chciałam spakować długopisy, ale widocznie te nadal zostały w moim pokoju. Westchnęłam cicho, starając się na powrót uporządkować bałagan powstały w torebce. Brak długopisu nie był wielką rzeczą, przecież przy recepcji zostało wyłożone ich całkiem sporo. Nie zabierałam ich dlatego, że byłam przekonana, iż mam własne, i komuś przydarzą się bardziej. Teraz jednak sama zaliczałam się do tej potrzebującej grupy. Gdy podniosłam wzrok na salę, zdumiałam się, ile ludzi zdarzyło się tu pojawić przez tak krótką chwilę… Naprawdę nie lubiłam tłumów, i to nie tylko z powodu swojej nieśmiałości. Im więcej ludzi, tym więcej cieni… tym trudniej dostrzec, iż ktoś stojący nieopodal jest go pozbawiony. Nie udało mi się zwalczyć strachu… który był dla mnie równie naturalny co branie kolejnego oddechu. Nie chodziło o to, że, obawiam się konkretnego Cienia (no może z wyjątkiem tego, który zmusił mnie do ucieczki ze snów Aarona). Bałam się ich całej rasy, tego, że w tak „łatwy” sposób mogą pozbawić istnienia mnie, oraz innych uciekinierów z Krainy Snów. Dlatego wolałam dmuchać na zimne i spoglądać w ziemię, zanim rozpoczynałam z kimś rozmowę. Może było to i głupie, bo zagrożeniem równie dobrze mógł być człowiek mijany na ulicy. Wolałam jednak nie dopuszczać do siebie kolejnych fatalistycznych myśli. Fobia związana z Cieniami oraz ukłucie smutku, gdy mój wzrok napotkał zegarową tarczę… wystarczyły w zupełności. Teraz chciałam zrobić coś dla siebie i nikogo innego. Są w życiu chwile, gdy należy być małym egoistą, choć przez chwilę. W drodze do recepcji przystanęłam, gdy mój wzrok, napotkał chłopaka o bardzo uradowanym obliczu. Stał w kręgu jednej z grup, w sumie chyba najbardziej barwnej z tu obecnych. Lecz to, co zwróciłam moją uwagę, to gitara… Czy trzeba było przyjść z własnym instrumentem? Jeśli tak, to sytuacja nie malowała się dobrze… Dalej brakowało mi jeszcze pieniędzy, by kupić własny instrument… miałam już upatrzoną piękną gitarę. I ogromną nadzieję, że nikt nie ubiegnie mnie z jej zakupem. Przez chwilę wahałam się, czy nie podejść i spytać o tę kwestię… ostatecznie liczność grupki za bardzo mnie peszyła. Zresztą, najpierw musiałam czymś wypełnić formularz.
Na szczęście, chociaż przy recepcji nie było tłumu, zastałam tam jednak wysokiego mężczyznę o jasnych włosach. Trzeba było przyznać, iż w tłumie było dziś całkiem sporo jasnowłosych osób. Ponownie naszła mnie myśl, iż może byś to kwestia panującej mody. Postanowiłam, w wolnej chwil sprawdzić, czy w najnowszych artykułach nie ma nic na ten temat. Od niedawna odkrywałam dobrodziejstwo, jakim był Internet. Pomagał w zyskiwaniu wiedzy, jaką powinna mieć osoba w moim wieku. Nadal jednak, równie chętnie zagłębiałam się w cudze wspomnienia, gdyż ten sposób pozyskiwania wiedzy, miałam opanowany znacznie lepiej. Jasnowłosy musiał dostrzec w tłumie kogoś znajomego, a przynajmniej tak zinterpretowałam uniesioną rękę, jako powitanie. Przez chwilę myślałam nawet, że skierowane do mnie… dlatego obejrzałam się przez ramię, by upewnić się, iż znajdują się tam inni potencjalni odbiorcy dla tego gestu. Bo po chwili zjawił się przy nim kolejny jasnowłosy mężczyzna. Doprawdy było to zaskakujące. A może odbywały się tu też warsztaty dla fryzjerstwa? I cześć miała wystąpić w roli modeli. Tak jasne włosy, musiały świetnie nadawać się do intensywnej koloryzacji. Mijając mężczyzn, jedynie uśmiechnęłam się nieśmiało.
Docierając do lady, z przykrością stwierdziłam, iż zostawione tu wcześniej długopisy, musiały już odnaleźć swych tymczasowych właścicieli. Gdy chciałam już odezwać się do kobiety za ladą, ta akurat odebrała telefon, nie chciałam przeszkodzić jej w rozmowie. W przypływem determinacji już miałam odezwać się do dwójki stojącej nieopodal, gdy nagle mój wzrok napotka.... Rosemary! Zjawa z Krainy Luster, z którą miałam okazję, zapoznać się bardziej niż zakładałam.... Co prawda pod postacią Mello, lecz jaka była różnica, po tym, co stało się na końcu... po zerwaniu się obroży. W pierwszych sekundach opanował mnie strach, sprawiając, iż cała krew spłynęła mi z twarz, sprawiając, iż wyglądałam jak zastygła w bezruchu porcelanowa lalka. Zara jednak mój umysł zalała fala wspomnień z tamtego wieczora. Usta nagle zaczęły palić mnie jakbym, właśnie złożyła pocałunek na rozgrzanej patelni, zaś nozdrza wypełniły widmowym zapachem alkoholu i jagód.... Jeszcze chwilę temu myślałam, że jedyne istoty, na których widok, włączy się we mnie instynkt ucieczki to Cienie... okazało się, jednak iż mocno się pomyliłam. Zakładałam jednak, że szanse na nasze ponowne znikanie są tak mikroskopijne, iż nie muszę się martwić. A jednak tego dnia los był zdecydowanie wrogo wobec mnie nastawiony.

Zapomniałam o polowaniu na długopis i jakby nigdy nic zaczęłam wycofywać się w inny rejon sali, tam, gdzie Zjawa będzie miała problem z dojrzeniem mojej obecności. Całe szczęście nie wyróżniałam się szczególnie w tłumie, co mogło okazać się moim ratunkiem. Nie mniej serce biło mi jak oszalałe, a nogi przez moment zatrzęsły się, co skłoniło mnie by na chwilę usiąść. Szmaragdowe spojrzenie, szybko zatrzymało się na ławce, którą zajmowała białowłosa dziewczyn o rubinowych oczach. Szybkie spojrzenie na podłogę i widoczny na niej cień dziewczyny, dały nadzieje na to, że Wszechświat jednak mnie nie nienawidzi
-Przepraszam, mogę się dosiąść?
Jeśli białowłosa nie miała nic przeciwko, zajęłam miejsce koło niej. Mogłam wyglądać teraz dość marnie... Widok Rosemary podziałał na mnie, bardziej niż można by się tego spodziewać...
Rello
Rello

Wiek : Wizualnie ok. 20 lat
Wzrost / Waga : Revi 166 cm / 49 kg // Mello 182 cm / 70 kg
Aktualny ubiór : Aktualny ubiór jako Mello -> http://orig01.deviantart....ama-d6gb6m9.png + http://www.edykte.pl/efla...czczerwonaa.jpg Obroża na szyi, ukryta pod warstwą bandażu elastycznego.
Pod ręką : Czarna torba na ramię a w niej: szkicownik, ołówki, długopis, portfel, telefon komórkowy, spakowany zestaw damskich ubrań. A poza tym magiczny dobytek
Bestie : Innocenoza (Likal)
Stan zdrowia : 100 % hp

Liczba postów : 17
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Pią 31 Maj 2019, 21:28

Tymczasem białowłosa w ciszy (przynajmniej ze swojej strony) i spokoju (również ze swojej strony) obserwowała, jak ludzie zaczynają najwyraźniej powoli formować się w grupki. Ciekawiło ją, ile ostatecznie osób znajdzie się w tej ich kółeczku potencjalnych szarpidrutów. Naliczyła może z trzy osoby...? Łącznie z nią byłoby ich czworo. Ale kto wie, czy gdzieś się nie kopnęła w obliczeniach w jedną czy drugą stronę. Tak czy inaczej, najwyraźniej spora liczba osób zechce nauczyć się grać. Ciekawe, ilu z nich robi to specjalnie po to, by zagrać Wonderwall na jakiejś imprezie. Pfft... Ona tam wolała coś ostrzejszego. Miasma od Ghosta - to jest coś wartego zagrania! I nie takie sztampowe!
Siedziała tak, mentalnie wyłączona i niby zamyślona, lecz nagle czyjś głos obok przywrócił ją na ziemię. Spojrzała wokoło, aż wreszcie jej wzrok spoczął na pewnej młodej dziewczynie, na oko może o parę lat starszej od niej, ale nie jakoś tak znacząco. Pierwsze, na co zwróciła uwagę, to jej oczy - pełne żywej zieleni. Z kolei drugą rzeczą była jej wielka bladość. Co jej się stało? Miała jakiś atak? Ktoś ją przeraził?
- Co? A, tak, tak! Jasne, siadaj! - powiedziała szybko do niej i przesunęła się na bok, wyraźnie zaniepokojona stanem nieznajomej. - Umm... Wszystko gra? Przynieść ci wody czy coś?
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 42
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Reinhardt on Sob 01 Cze 2019, 04:34

[Bardzo przepraszam, albowiem podczas pisania ostatniego „posta” całkowicie zapomniałem o wyglądzie Paro. Umknął mi fakt, że ta ma soczewki i warkocz zasłaniający uszy. Problematyczna kwestia została już poprawiona. Gdyby następnym razem okazało się, że popełniłem podobną wpadkę, proszę o wiadomość. Jeszcze raz przepraszam.]



Widząc uśmiech a potem rumieniec na twarzy Gwyn, chłopak uniósł lekko brwi w górę jakby niedowierzał temu co właśnie usłyszał.
- Serio? Czyli jednak Cię przekonałem? O taaaak! Kto ma dwa kciuki i niezwykły dar przekonywania? – zapytał, a następnie zgiął ręce w łokciach pokazując dwoma kciukami na siebie - Ja! – wyszczerzył się i puścił do dziewczyny oczko po czym odtańczył krótki taniec zwycięstwa.
Nigdy nie uważał się za amanta, ale cieszyło go to, że wywołał rumieniec na twarzy albinoski. Koniec końców może nie był aż tak paskudny ? Z uśmieszkiem godnym „Pierwszego Ruchacza w Wiosce”, poprawił gitarę na ramieniu.
Cieszył się, że Gwyn także będzie uczęszczać na zajęcia z gitary. Koniec końców stara społeczna zasada mówiła, aby życzyć innemu tego co tobie niemiłe, albowiem w grupie zawsze raźniej.
Już miał zaproponować Gwyn wspólny wypad na kebaba albo bardziej tradycyjną, brytyjską rybę z frytkami, gdy ta odeszła w stronę recepcyjnej lady. Miał ochotę ja gonić ale nie wypadało porzucać towarzystwa.
Słyszą o tym, że dziewczyna lubi być „brana z zaskoczenia” przekrzywił głowę lekko w bok i popatrzył na Paro. Czyżby rzeczywiście to lubiła? Jej reakcja wskazywała na coś zupełnie przeciwnego. Wydawała się być spięta i gotowa do obrony, jakby stale się czegoś obawiała. Może padła kiedyś ofiarą gwałtu?
Nie, ta opcja raczej odpadała. Gdyby padła jego ofiarą, to rudzielec nie żartowałby w ten sposób. Koniec końców ci dwoje z pewnością się znali. A może nie była u siebie i reagowała tak, jak każda ofiara, gdy znajdzie się na nieznanym, zamieszkałym przez drapieżniki, terenie?
Postanowił zwrócić na dziewczynę baczniejszą uwagę.
Nie mniej uśmiechnął się i pokiwał głową.
- W kilku? Aha, czyli jesteś początkującym aktorem. W takim razie, zapewne jesteś tu przez wzgląd na zajęcia z aktorstwa, prawda? Chcesz się nieco doszkolić bo czujesz, że jesteś kiepski. Nie przejmuj się tym, każdy kiedyś zaczynał, a poza tym nikt nie rodzi się mistrzem. – powiedział, a szczery,  miły i uprzejmy uśmiech nie znikał mu z twarzy - Co do tych filmów, na które jestem zbyt młody, to prawdę powiedziawszy, Rocco Siffredi, Charles Dera czy Johnny Sins zwany „Łysym z Brazzers”, są mi lepiej znani. Chociaż wiesz co? Teraz, jak już wiem w jakich filmach grałeś, to jak patrzę na ciebie, wydaje mi się, że widziałem cię w takim niemiecko-japońskim filmie „Dzikie harce na psiej fujarce”. To byłeś ty, prawda? Asystował ci wtedy taki japoński aktor z zabawnym przydomkiem, jak mu było … – zamyślił się na chwilę starając się przypomnieć sobie nazwisko artysty - Już pamiętam! Ganiasuki Nabosaka!
Bardzo starał się być miły dla rudzielca, albowiem nic tak nie rani duszy artysty, jak fakt, że ktoś go nie rozpoznaje. Znał ten ból aż zbyt dobrze. W końcu kto jeśli nie Reinhardt mógł wiedzieć o tym lepiej ? Początkowo, gdy jako mało ważny aktor grał mało ważne postacie, nikt nie rozpoznawał go na ulicy. A później, gdy stał się Humphreyem Bogartem czy Katharine Hepburn już wszyscy zwracali na niego uwagę. Szkoda, że ludzie żyli tak krótko.
Uwielbiał „stawać się” ludźmi. Ludzie byli wspaniali i nie nosili swoich powłok zbyt długo. Podczas jednego żywota, spokojnie można było przeżyć około 15 pełnych ludzkich żyć. Piętnaście razy napisać całą historię. Rzecz jasna byli i tacy, którzy pisali kilka historii jednocześnie, ale on sam, uważał to za przesadę. W końcu jak wytłumaczyć młodej, inteligentnej i pięknej dziewczynie, z którą sączyliście wino siedząc na balkonie paryskiego apartamentu i patrząc na oświetloną wieżę Eiffla, to, że zamiast spędzić z nią wspaniałą noc przepełnioną erotycznymi igraszkami, musisz pilnie wyjść i zapierniczać na złamanie karku, jak kot ze sraczką, by stać się starszą panią, bo za jakieś trzydzieści minut przyjeżdża do niej przygłupi, tłusty i zmieniający bieliznę raz na cztery dni  wnuczek ( zaiste, prawdziwa duma lędźwi swojego ojca …), który pierwsze co zrobi to uwali się spoconym dupskiem na kanapie przed telewizorem z włączonymi idiotycznymi bajkami i popierdując, rechocząc jak upośledzona żaba, dłubiąc w nosie i z zapałem zjadając swoje kozy, zażąda chipsów, popcornu, czekolady, racuszków, ciasteczek czy cholera wie czego? Ileż razy w takiej chwili miał ochotę ryknąć „Marchew wpierdalaj ty jebany, śmierdzący grubasie! Co się gapisz, prawda w oczy kole ty spasiona świnio?! Dalej tłusty wieprzu, leć w kabanich podskokach na skargę do tatusia! ” a następnie przylać spaślakowi kilka razy batem na lepsze ukrwienie i poprawę kondycji. W takich chwilach wiele Dopplerów nie wytrzymywało i opuszczało swoje rodziny. Wychodziły i już nie wracały. Stąd tyle ogłoszeń o osobach zaginionych.  
- Możliwe Rosie, bardzo możliwe. – powiedział ciągle pozostając w lekkim zamyśleniu wywołanym wspomnieniami dawnych karier - Niemniej mam gorącą nadzieję, że dane mi będzie zobaczyć coś więcej. – dodał już z typową dla siebie niefrasobliwością i prostolinijnością.
Kątem oka dostrzegł, jak do albinoski dosiada się jeszcze jedna osoba. Nowa dziewczyna. Może i ona wybierze się na gitarę razem z nimi?
Pozostało tylko wymyślić sposób, jak przyciągnąć dziewczęta do stojącego towarzystwa…
Słysząc ciche „Scheiße…” Colin odwrócił głowę w stronę Kurta, który uciekł na swoje stare miejsce.
- Kurt, do kogo ty chcesz strzelać? – zapytał lekko zdziwiony. Znał język niemiecki, ale udawanie, że nie rozróżnia „gówna” od „strzelania” zawsze było kolejną okazją do żartu ze sztywnego, jak betonowy kloc, Kurta. - Ewentualnie co i komu ? – uśmiechnął się błyskając okiem i szybko, tak by tylko Kurt mógł to zobaczyć, poruszył oczyma w bok wskazując Rosie.
A to pies na baby!
Świntusznik bezecny!
Choczajebca zagraniczny!
Colina aż kusiło żeby nieco popsuć mu te erotyczne plany. Mógł to zrobić bardzo prosto. Wystarczyło pójść do toalety, wybrać numer Kurta i głosem „zero jeden”, który siedział „na bazie” powiedzieć, że Streicher dostanie „pajdę” jeśli natychmiast nie zawoła „wywiadu” tudzież nie „pójdzie na patyki” i dowiedzie się, czy jakiś „uchol” przypadkiem „nie strzela z ucha”. Gdyby się okazało, że jednak, to kazać mu zawołać „malowankę z ruchaczami” w celu „obrobienia klienta” i „załadowania pod schody w komisie”.
Powstrzymał się jednak.
Niech sobie chłopak poużywa życia. Może nie zarazi się do tej panny jakimś syfem.
Słysząc pytanie Amiasa uśmiechnął się do niego rad z zainteresowania.
- Czy długo? Niech policzę. W sumie to gram już od … – zaczął liczyć coś na palcach, a wyglądało to tak jakby liczył lata - … od zeszłego czwartku. – powiedział wesoło mając nadzieję, że jego żarcik z liczeniem na palcach wyda się zabawny - Za to na nerwach, ponoć niemal od urodzenia, potrafię złapać tyle akordów co nikt inny. No i jestem samozwańczym mistrzem przypału.
Zaśmiał się i z uśmiechem obserwował interakcję Amiasa. Facet był bardzo zabawny. Umiał się bawić tak jak trzeba.
Widząc, że Amias poszedł powitać kogoś o imieniu Dorian, Colin postanowił przywołać dziewczyny do ich grona.
Miał już plan jak to zrobić.
Cóż, sam był prawie rudy ale Lusian był „rudszy”, a jako że był bardziej rudy, to jemu należała się cała dostępna uwaga. W końcu nie od dziś wiadomo, że rudzi nie mają duszy i są cholernymi „atencjuszami”. Już za chwilę Lusian powinien być w swoim żywiole.
-   Gwyn! Amias! Weźcie znajomych i chodźcie do nas! – zawołał na tyle głośno by wszyscy ludzie i nieludzie zebrani w Domu Kultury go słyszeli - Obecny tu z nami Lusian Foxsoul jest aktorem porno! Jestem przekonany, że chętnie opowie nam o swojej pracy!
Aktor porno w Domu Kultury! To dopiero okazja! W końcu tak wielu mężczyzn zastanawia się nad tym, jak to jest być aktorem w filmach dla dorosłych. Teraz będą mogli zaspokoić swoją ciekawość.
I właśnie w ten sposób przekształca się szary i zwykły Dom Kultury w Przybytek Zaspokajania Żądz …. Poznawczych.
Uśmiechnął się do Lusiana i zaczął mu bić brawo.
Reinhardt
Reinhardt

Godność : Reinhardt Garlindt / aktualnie: Colin Bradley / Andres Veltigar
Wiek : 455 lat
Rasa : Doppelganger
Lubi : Bazowo: Spokój, ciszę, badania naukowe, muzykę, sztukę przedstawiającą / Jako postać: Zmienne
Nie lubi : Bazowo: Lustrzan, głupoty, nieposłuszeństwa / Jako postać: Zmienne
Wzrost / Waga : Dane w podpisie postaci.
Aktualny ubiór : Dane w podpisie postaci.
Pod ręką : Portfel z pieniędzmi i dokumentami, klucze do mieszkania, gitara / Portfel z pieniędzmi i dokumentami, kopia dyplomu ukończenia studiów (magna cum laude), zegarek z dewizką, Derringer kal .45
Broń : BRAK
Zawód : Zarządca MORII / Aktualny: Student (bezrobotny) / Lekarz internista
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 23
Dołączył : 12/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Sob 01 Cze 2019, 09:34

- Spokojnie, wiem, że muszę uważać. Dość niedawno miałem długie chorobowe i nie chce tego powtarzać - przyznał drapiąc się zakłopotany po tyle głowy. Dlatego też się zdecydował, że przyjdzie tutaj zamiast siedzieć zamkniętym w swojej willi. Poza tym tutaj jest mniejsze prawdopodobne, że Gawain go od razu znajdzie. Tam na pewno już był.
Zaśmiał się - z instrumentów wolę fortepian - przyznał - ale byłaś blisko. Przyszedłem pobawić się żywicą epoksydową - powiedział w końcu - a Ty na co się zapisałaś? - zapytał jeszcze, przekręcając lekko głowę i uśmiechając się miło.
Wyszczerzył zęby - a może właśnie to robię? - uniósł jedną brew, ale nie robił nic więcej w tym kierunku.
Słysząc słowa białowłosego, pokręcił głową - zazwyczaj niebezpieczne rzeczy robią kaskaderzy, choć jakoś nie lubię ich wykorzystywać - wzruszył ramionami - tym razem to jednak nie było ryzyko zawodowe, a ktoś był na tyle niekompetentny, że zanim przyjechała straż pożarna to ogień strawił pół studia, tak więc tutaj nie jest to nic związanego z tym czy zawód jest bezpieczny czy też nie - wyjaśnił na spokojnie. Nie pokazywał złości, ani nie chwalił się tym czemu był aż tak poparzony. Nie był aż tak głodny uwagi, żeby chwalić się swoim bohaterstwem.
Wrócił wzrokiem do Parvatti, widząc, że ta się dziwnie zachowuje. Początkowo wiedział, że wkurzyła się na Amiasa, jednak drugiego zachowania nie zrozumiał, póki nie zauważył gdzie ona patrzy. Rosie...jak zwykle ta dziwka musiała mieszać. Nachylił się do białowłosej i znów odezwał się po japońsku - to dziwka, która uważa, że wszystko jej się należy i każdy powinien być na każde zawołanie. Jest o wiele gorsza niż ja przy naszym pierwszym spotkaniu - mówił na tyle cicho, by tylko Parvatti to usłyszała.
I znów wrócił do drugiej białowłosej postaci. Śledził też kroki blond-kurwy. Widać upatrzyła sobie mięśniaka. Biedny, nieświadomy, ale ważne, że odeszła sobie gdzieś dalej od niego - Amiasie masz rację, to miał być po prostu żarcik, nic więcej - wyjaśnił swoje zachowanie, wypowiadając się na temat filmów. Nie sądził jednak jakie będą tego konsekwencje.
Spojrzał na Colina i uśmiechnął się delikatnie - nie jestem tu dla warsztatów aktorskich. Jestem aktorem od kilkunastu lat i raczej jeśli wpiszesz moje imię i nazwisko w necie to się dowiesz o mnie więcej - odpowiedział spokojnie - i przykro mi ale akurat tego filmu nie znam. Nie grałem w żadnych japońsko-niemieckim. Dodatkowo powiem Ci, że masz dość stary gust jak na kogoś tak młodego. Johny jest już ładnie po sześćdziesiątce, a najbardziej znany był z dwadzieścia lat temu - powiedział zgodnie z prawdą. Skoro tak się chciał chwalić tym, że zna takie filmy to już jego sprawa. Lusian miał to gdzieś.
Odszedł na bok, chcąc jakoś rozmówić się z pewnym rudzielcem. Przez kilka minut prowadził rozmowę sms z Keerem. W końcu jednak udało mu się jakoś go zagiąć na tyle, że się zamknął. Ciekawe tylko na jak długo.
Nagle poczuł, jak ktoś ciągnie go za koszulkę. Spojrzał w dół zaskoczony i zobaczył małą dziewczynkę. Od razu przykucnął przy niej z miłym uśmiechem. Dziewczynka dała mu kartkę z rysunkiem, powiedziała krótkie "dziękuję", dała mu całusa w polik i uciekła do mamy, która pomachała tylko do aktora i wzięła dziewczynkę na ręce i ruszyła do wyjścia.
Spojrzał na zgiętą kartkę i zauważył obrazek, przedstawiający chyba jego, jak wyprowadza dzieci ze studia. A nad nimi był duży napis "Dziękuję". Uśmiechnął się i spojrzał na zdjęcia, który również znajdowało się, przypięte do obrazka - zdjęcie mamy, taty, tej dziewczynki i ...drugiej, którą Lusian kojarzył. Była we Francji razem z nim. Złożył kartkę i podniósł się tylko po to by ten rozgadany szczyl mu zepsuł znów humor.
Westchnął ciężko i podszedł znów do grupki - małe sprostowanie. Nigdy nie powiedziałem, że grałem akurat w takich filmach. Powiedziałem, że jesteś za młody, a za młodym można być również do poważnych filmów, poza tym nie tylko filmy porno są uznawane za filmy dla dorosłych - powiedział spokojnie, bawiąc się kartką, którą przed chwilą dostał - po drugie, sądzę, że duża część osób mnie raczej zna. Bo grałem w różnych filmach, zarówno horrorach jak i przygodowych, familijnych czy  też po prostu jakiś komediach - powiedział i poprawił się, podpierając się na lasce - ale jak chcesz coś wiedzieć to pytaj śmiało, choć to raczej nie temat o którym się wykrzykuje na lewo i prawo - wskazał mu rucham głowy kilka zniesmaczonych pań, które spoglądały na chłopaka z gitarą.
Oh Inari...niech te warsztaty już się zaczną....
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 87
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Parvatti on Nie 02 Cze 2019, 13:59

Słysząc odpowiedź lisa szczerze się zdziwiła. No proszę ile to robi parę setek lat z człowieka. Tak w dawnej Japonii stwierdzić by mogła, że lis potrafi grać tylko na nerwach i ewentualnie flakach ludzkich. A tu proszę jak się zmienił, przefarbował futro na europejski kolor i zasymilował ze zwykłymi ludźmi.
-O fajnie to możesz wykonać mi stolik do salonu. Ja jeszcze na nic się nie zapisałam. Myślałam, że będą tu jakieś praktyczniejsze warsztaty, ale skoro nie, to może pójdę na garncarstwo i będę cię rzucać gliną.
Słysząc, że może właśnie ją podrywa podniosła się na palcach zgrabnie i położyła mu dłoń na zdrowym policzku.
-Nie kuś. - powiedziała to i cofnęła się, odwróciła i ruszyła do recepcji by się zapisać, na odchodne rzuciła jeszcze. - Będę cię znów denerwować cały dzień.
Zanim ruszyła odezwał się białogłowy. Więc tylko pokręciła dłonią w geście zaprzeczenia. Nie chciała by tak wyszło, ale czasami po prostu nie chciało jej się udawać miłej i sztucznej przez cały czas.
-Nie to nie tak. Nic się nie stało.
Uciekła od towarzystwa by stanąć grzecznie w kolejce do zapisów na warsztaty. Odetchnęła trochę, gdy mogła odsunąć się od tego całego dziwnego towarzystwa. A może to są warsztaty dla lustrzanych? Zauwalżyła, że na salę wszedł zmęczony człowiek, którego kiedyś spotkała w parku. Nie pamięta, czy się przedstawił ale kojarzyła twarz. Może zobaczą się na warsztatach z garncarstwa. Ciekawe czy ją rozpozna. Nie miała już czasu na rozmyślania ponieważ nadeszła jej kolej na zapis. Podpisała się na liście warsztatów garncarstwa i pozostało jej czekać na początek warsztatów. Przyjrzała się śpiącemu na chwilę zastanawiając się, czy podejść do niego i białowłosego jednak zrezygnowała z tego pomysłu odsuwając się na bok sali pod jeden z wielu filarów.
Parvatti
Parvatti

Godność : Parvatti Ray
Wiek : 1000 lat
Rasa : Baśniopisarka
Lubi : Spokój, dobry alkohol i muzykę.
Nie lubi : Ludzi, którzy mają krew na rękach.
Wzrost / Waga : 165 cm/ 53 kg
Aktualny ubiór : http://glamradar.com/wp-content/uploads/2016/03/2.-tuxedo-blazer-with-black-blouse-and-ripped-jeans.jpg
Znaki szczególne : Białe włosy, tęczowe oczy i elfie uszy.
Pod ręką : *
Stan cywilny : Panna
Bestie : Reyuin
Stan zdrowia : Całkiem zdrowa

Liczba postów : 58
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Śpiący on Pon 03 Cze 2019, 00:54

Oho. Czyżby to tyle na dziś z bycia choć trochę incognito? Kiedy Amias go zauważył, Bazgracz przez chwilę myślał, że mężczyzna zacznie mówić głośno o wystawianych tu obrazach, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Z lekką ulgą przywitał znajomego odwzajemniając uścisk.
Cześć, cześć! – Uśmiechnął się ze zmęczeniem, przez tę krótką chwilę pozwalając sobie na pokazanie słabości. Za moment znów był uważny, nie odpuszczał obserwowania otoczenia, pilnując, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. W każdym śnie prędzej czy później rozpoznawał, że coś nie gra, a po tym wnioskował, że nie ma przed sobą rzeczywistości. Teraz tylko czekał na taki znak, który podważy jego rosnącą pewność, że to nie choroba psychiczna ani koszmary, tylko po Ziemi naprawdę chodzą przybysze z innego wymiaru. Wspomniał radę Amiasa z ich poprzedniego spotkania, aby patrzeć na szczegóły, zwracać uwagę na kształt oczu czy nawet obecność cienia jakiejś osoby, którą podejrzewał o niebycie standardowym człowiekiem – a tu podejrzewał każdego.
Na warsztatach? Niee... chyba wina nie będzie, muszę cię rozczarować. – Skrzywił się, ale zaraz i uśmiechnął słysząc komentarz na temat zabawy i kijach w tyłkach. Sam nawet nie zerknął na osoby, o których mówił Amias – nie musiał, wcześniej już wystarczająco na nich się napatrzył. Wodził wzrokiem po ścianie za swoim rozmówcą, ale szybko się na nim skupił. Miał coś ugrać...? Moment, czy chodzi o to, o czym myślał?
Oni też są...? – spytał cicho, ale nawet nie dokończył wierząc, że znajomy się domyśli sensu. No nie... miał ochotę znów zadać serię pytań, oczywiście jedynie tych, które sądził, że mógł bezpiecznie wypowiedzieć w towarzystwie, ale zawołał ich ten ktoś, kto został mu przedstawiony jako Colin herbu Jedyny Bez Kija W Tyłku. Koniec gadania, czas socjalizowania, co? Posłał przyjazny uśmiech rudemu, ale decyzję co do podejścia zostawił Amiasowi, w końcu to on był bezpośrednio wołany.
Jasne, pewnie zgłodniejemy po warsztatach, dlatego zapraszam cię na kolację – odpowiedział jeszcze z pełną świadomością tego, ile mężczyzna może zjeść i jak szybko głodnieje.
Śpiący
Śpiący

Godność : Dorian Anton Leammiele
Wiek : 27
Rasa : człowiek
Lubi : sztukę, muzykę i pieczoną cukinię
Nie lubi : tłumów, koszmarów i spadziowego miodu
Wzrost / Waga : 183 cm / 73kg
Aktualny ubiór : Z Poe: szary t-shirt, czarne bojówki || MDK: granatowe jeansy, jasnoniebieski sweter, sportowe buty, torba
Znaki szczególne : tatuaż z konstelacjami gwiazd na całym lewym ramieniu
Pod ręką : Z Poe: telefon, klucze do domu, portfel, brownie na talerzu, w płaszczu trzyma mały szkicownik i ogryzek ołówka || MDK: dokumenty, papierosy, zapalniczka, portfel, klucze, szkicownik, ołówek, chusteczki
Broń : broń boże!
Zawód : freelancer, bazgracz
Stan cywilny : kawaler
Stan zdrowia : darowanemu bazgraczowi nie zagląda się w zęby!

Liczba postów : 79
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rello on Pon 03 Cze 2019, 12:03

Zajęłam miejsce przy białowłosej. Gdybym mogła, wcisnęłabym się, teraz w oparcie ławki, albo ścianę za nią. Wszystko, aby tylko nie rzucać się w oczy. Zlać się z otoczeniem, pozostać niezauważoną przez neonowo niebieskie oczy drapieżnej kobiety. Które swoją drogą, teraz miały inną barwę. Ta subtelna różnica nie zdołała mi umknąć. Czułam się trochę, jak te biedne myszy, które wrzuca się do klatki węża… gdzie mogą, już tylko czekać aż gad zwróci na nie uwagę. Raz a dobrze.
Zadrżałam, szybko jednak utkwiłam spłoszone spojrzenie w swój towarzyszce. Posłałam jej ciepły uśmiech. Troskę zawsze należy docenić, zwłaszcza gdy okazuje Ci ją całkiem obca osoba.
-Dziękuję... Zrobiło mi się trochę słabo. Jest tu nieco duszno, to pewnie przez to… Nie przejmuj się, za chwilę powinno mi przejść. Muszę tylko chwilę posiedzieć.
Zacisnęłam palce kolanach, całe szczęście dłonie mi się nie trzęsły… jeszcze. Co Zjawa robiła właśnie tutaj? Cóż nie wiedziałyśmy o sobie wiele, może prowadziła życie na dwa światy tak jak i ja sama? Ale czemu akurat tutaj? Czy to możliwe, że też zapisała się na warsztaty. Nie… może chodziło o wystawę albo zwykłe spotkanie towarzyskie? Zresztą czy powód był ważny? Istotny był fakt, że tu była. Zatem cała moja nadzieja w tym, iż, ma gorszą pamięć niż ja, lub że uda mi się trzymać od niej z daleka. A na razie musiałam się uspokoić i nie myśleć o Sennej. Skupiłam się za to na formularzu, który leżał teraz na moich kolanach.
-Czy nie masz może długopisu? Jak na złość, zapomniałam własnych, a przy recepcji wszystkie zdarzyły wyjść. Też zapisałaś się na jakieś zajęcia ? Mają całkiem ciekawy wybór. Chcę iść na naukę gry na gitarze, ale zastanawiam się, czy uczestnicy powinni mieć własne instrumenty… widziałam, że jakiś chłopak miał ze sobą gitarę. Jakoś nie pomyślałam o tym wcześniej…
Jak na zawołanie w tłumie właśnie ktoś narobił hałasu, a gdy moje spojrzenie powędrowało za źródłem dźwięku, okazał się nim właśnie wspomniany chłopak. Uraczył cały dom kultury dość śmiałym wyznaniem, byłam jednak mu wdzięczna, gdyż przez chwilę, wiedziałam, że zapewne wszystkie spojrzenia będą skupione na nim. Niestety słowo „porno” sprawiło, iż znów przypomniałam sobie jaki finał mogło mieć moje spotkanie z Rosemary, przez co ponownie, zaczerwieniłam się jak piwonia.
Jeśli jednak zostałam poratowana długopisem, wówczas skupiłam się na wypełnieniu formularza zgłoszeniowego. Wybierając oczywiście naukę gry na gitarze.
Rello
Rello

Wiek : Wizualnie ok. 20 lat
Wzrost / Waga : Revi 166 cm / 49 kg // Mello 182 cm / 70 kg
Aktualny ubiór : Aktualny ubiór jako Mello -> http://orig01.deviantart....ama-d6gb6m9.png + http://www.edykte.pl/efla...czczerwonaa.jpg Obroża na szyi, ukryta pod warstwą bandażu elastycznego.
Pod ręką : Czarna torba na ramię a w niej: szkicownik, ołówki, długopis, portfel, telefon komórkowy, spakowany zestaw damskich ubrań. A poza tym magiczny dobytek
Bestie : Innocenoza (Likal)
Stan zdrowia : 100 % hp

Liczba postów : 17
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Pon 03 Cze 2019, 14:58


Na radosne wyznanie młokosa ktoś zakaszlał, tłumiąc śmiech, a ktoś nawet nie próbował markować chichotu. Ogólnie przez tłumek potencjalnych uczestników warsztatów przeszedł krótki szum, szmer rozmów i komentarzy. Większość z nich kojarzyła lub znała Luciana jako aktora, jednak informacja – prawdziwa lub nie – iż zaczynał jako aktor porno (lub nadal nim był) nie mogła przejść bez echa. Jak to wpłynie na reputację Yako? Zobaczymy. Na pewno w tej samej chwili obróciły się na pięcie i wyszły z MDK dwie matki z dziećmi w przedszkolnym wieku. Nikt nie będzie deprawował ich bombelków.
Przez cichy, ale zgoła podekscytowany szmer przebił się głos recepcjonistki.
— Czy ktoś jeszcze nie zdążył zapisać się na wybrane warsztaty? Niedługo zaczynamy. Proszę również pamiętać, że osoby małoletnie powinny przedstawić zgodę opiekuna lub pozostawać pod jego opieką! — A następnie korzystając z tego, iż Śpiący stał bezpośrednio przy recepcji, dotknęła jego ramienia. Dobrze, że zauważyła. — Proszę pana, nie może pan uczęszczać na dwa rodzaje zajęć. Przykro mi, ale wszystkie odbywają się w tym samym czasie.




Niezapisani formalnie gracze mogą odpisywać poza swoją kolejką.
Termin: 11.06
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 143
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Pon 03 Cze 2019, 19:30

Wygląda na to, że wszystko w porządku. Gwyn westchnęła cicho, wręcz niezauważalnie; nie potrafiła zajmować się osobami w jakimś szoku czy ataku, toteż z ogromną ulgą przyjęła fakt, że jej nowa "znajoma" jednak jest cała i zdrowa. Co tylko mogło ją tak zaszokować, że pobladła nawet bardziej od jej albinoskiej rozmówczyni? Podsunęła się nieco do dziewczyny i poklepała ją po plecach dla dodania otuchy. Może taki gest pomoże jej się uspokoić? Może.
- Chyba coś... Chwila, daj mi moment - powiedziała szybko, zaczynając poklepywać się po ubraniach. Nie, tu nie, tu też nie... O, znalazła! Udało jej się wydobyć z kamizelki pojedynczy prosty długopis, jeden z tych przezroczystych, które wiecznie się gdzieś gubią. Wręczyła go potencjalnej towarzyszce z kursu. - Proszę, trzymaj i podpisuj, co trzeba. Tak, zapisałam się na gitarę. To znaczy, że jak dobrze pójdzie, to będziemy ćwiczyć razem - spostrzegła i posłała jej niewielki uśmiech. I nagle uderzyły ją jej słowa. Racja! Przecież ten cały Colin ma ze sobą własną gitarę! A co, jeśli potrzeba im ich własnych? Chociaż z drugiej strony nikt nigdzie nie napisał ani nigdy nie powiedział, że uczestnicy mają przyjść z własnym sprzętem; to by się mijało z celem i bez wątpienia zniechęciłoby wielu do tych warsztatów...
Już miała podzielić się spostrzeżeniami, kiedy nagle rozbrzmiał w recepcji głos Colina. Wołał ją? Chwila moment, co on takiego powiedział?! Foxsoul - aktorem porno? Zmarszczyła brwi i w swym zdezorientowaniu nagłą "przechwałką" spojrzała przez tłum na chłopaka i całą resztę zebranej wokół niego ferajny. Nie podeszła jednak bliżej, nie chciało jej się brać udziału w takiej rozmowie. Najwyżej po warsztatach spróbuje złapać Lusiana i zapytać, czy to prawda. Nie, żeby specjalnie ją to interesowało. Powiedzmy, że zapyta dla sprostowania.
Tymczasem dotarły do niej słowa recepcjonistki. Już się powoli zaczynało! Chyba powinni zbić się w jakieś grupki, kto z kim do jakiej sali powinien iść. Spojrzała na dziewczynę obok i po krótkim oddechu na oczyszczenie myśli wyciągnęła do niej rękę.
- T... Tak w ogóle jestem Gwyn! Miło poznać - przedstawiła się jej, nieco się ociągając, z wyraźną niepewnością w głosie. Jednego wieczora poznaje tyle nowych osób, w tym jakiegoś aktora we własnej osobie, lecz tym razem z własnej woli! Czy wytrzyma takie spotkanie?
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 42
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Sro 05 Cze 2019, 22:44

Rosemary z natury się wyróżniała. Była perfekcyjnie piękna i wbrew przekonaniom, potrafiła się dostosować do niemal każdej sytuacji. Miała wyczucie, wiedziała kiedy i jak się odezwać, zaśmiać, jak się poruszać, jak patrzeć. Gdy się zjawiała, spojrzenia kierowano właśnie na nią…
Nie mniej jednak, gdy tego chciała nie rzucała się w oczy. Poruszała się cicho i z gracją i gdy chciała, potrafiła zniknąć. Było to konieczne w jej fachu, jak i było to po prostu częścią niej. Taki już jej „urok”.
Odniosła wrażenie, że Lusianowi by się to teraz przydało. Był otoczony,a mowa jego ciała niekoniecznie mówiła, że się z tego cieszy. Wydawał się spięty, może nawet nerwowy. Była pewna, że Collin podniósł mu ciśnienie. Mimo wszystko, trafił na odsłonięty nerw. Bycie aktorem porno, chyba niespecjalnie było dla niego powodem do dumy, nie rozumiała tego. Zaśmiała się, słuchając wypowiedzi dzieciaka. Błaznował, ukrywał swoje przytyki i być może oskarżenia, pod płaszczem żartu. Płaszcz ten jednak wydawał się cienki jak pulsujące z nerwów żyły lisa.
- Nadzieja jak i wiara, to puste obietnice bez pokrycia. Nie miej nadziei, a po prostu to wiedz.- sama sobie się trochę dziwiła, że daje… rade Collinowi. Osoby takie jak on, omijała jak tylko mogła, albo po prostu się ich pozbywała, by nie irytowali jej ponad miarę. Tym razem, nie mogła zrobić ani jednego ani drugiego. Ta niemoc była niepokojąca.
Gdy jej umysł uporał się już z tym kurwiszonem i rudym dzieciakiem, jak i resztą tej dziwacznej zbieraniny, mogła bez przeszkód skupić się Kurcie. Był nią zainteresowany, nie musiała się tego jakoś specjalnie doszukiwać. Widziała napięcie, jakie chwyciło jego ciało. Jego głos, ten akcent… Był Niemcem. Nie miała co prawda pewności, równie dobrze mógł okazać się Austriakiem. Nie unikała jego spojrzenia, ba jej własne prześlizgiwało się po konkretnych elementach jego osoby. Był imponującej postury, niezbyt wygadany. Podobało jej się to.
Gdy odpowiedział na jej pytanie, jej uśmiech nieco bardziej się poszerzył, a delikatny błysk w jej oku mógł wydawać się obiecujący. - Proszę mi więc wybaczyć, zamierzam być nachalna.- odpowiedziała, opierając się o ścianę, tuż obok niego. Wtedy do jej nosa doszedł jego zapach i już wtedy wiedziała, że będzie musiała go dostać. Niekoniecznie tego dnia, lekkie wyczekiwanie podsycało jej ekscytację…
- Rosemary- wyciągnęła w jego stronę dłoń. Bardzo ją ciekawiło, co zrobi. Sposób przywitania się, dużo mówił o człowieku, a niestety mało osób przywiązywało do tego jakąkolwiek wagę.- Ah, zaczynam żałować mojego wyboru. Nie mogłam się zdecydować i wybrałam gitarę.- zrobiła rozbrajająco zawiedzioną minę, wzdychając. Aktorstwo, no tak. To logiczne i przydatne, nie jak gitara. Wybrała od niechcenia i teraz bardzo dogłębnie tego żałowała. Wiele by dała, by z nim poćwiczyć to jego aktorstwo. Reszta tej dziwacznej zbieraniny nijak nie odciągała jej uwagi od niego.
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Vogelweder
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Specjalne : Mistrz Gry (na okresie próbnym)
Liczba postów : 44
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Streicher on Sro 05 Cze 2019, 23:36

Wszystkie odgłosy otoczenia, wszystkie rozmowy pozostałych, zebranych w Domu Kultury ludzi straciły znaczenie. Kurt celowo wyłączył mózg na wszelkie bodźce pochodzące z zewnątrz, by móc w spokoju skupić się na ślicznej blondynce, która postanowiła go zaczepić. Był jej wdzięczny, że ograniczyła go do prowadzenia rozmowy z jedną osobą. Może widziała jego minę, gdy próbował podejść do grupki wzajemnej adoracji?
Nawet komentarz Collina utonął w szmerze rozmów wielu osób. Jego słowa nie były ważne, Streicher i tak nie lubił dzieci. Dalsza rozmowa ze smarkaczem mogła okazać się naprawdę frustrująca.
Była obok. Zajęła miejsce przy ścianie i posyłała mu te seksowne, obiecujące więcej spojrzenia. Nie musiała mówić wiele, czuł, że rozbiera go wzrokiem i bardzo mu się to podobało. Dyskretnie spiął więc mięśnie brzucha i nadał kształt ładnym bicepsom, chcąc w ten sposób zaimponować wyglądem.
Nigdy nie należał do wygadanych, ale czasami bardzo się starał. Początkowo obawiał się, że kobieta zasypie go pytaniami a on nie będzie wiedział na czym się skupić ale ona... Powiedziała raptem kilka słów a już poczuł, jak topnieje pod spojrzeniem jej przepięknych, błękitnych oczu.
Cholera, chyba naprawdę chciało mu się kobiety. Ech, ostatnio miał na głowie o wiele ważniejsze rzeczy niż romanse. A przecież był zdrowym facetem, w pełni sił.
I z podniesionym ciśnieniem.
Chociaż miała na sobie kombinezon, materiał pięknie podkreślał jej kształty i nie pozostawiał wiele wyobraźni. Kurt starał się trzymać spojrzenie na wysokości jej twarzy, która była z całego zestawu najpiękniejsza, ale nie byłby mężczyzną, gdyby szybko nie ocenił jej figury.
- Ależ proszę bardzo. - powiedział z błyskiem w oku - Proszę mnie nie zawieść. - dodał, a zęby błysnęły w uśmiechu. Droczyła się. Lubił to.
Wyobraźnia zaczęła mu niesfornie podsyłać przeróżne obrazy. W większości były to dość jednoznaczne sceny z blondynką i Kurtem w roli głównej. Ciekawe, czy niebieskooka lubiła zabawki.
Przedstawiła się i wyciągnęła dłoń... i oto nastąpiła najtrudniejsza część powitania. Czy powinien pocałować rękę i okazać w ten sposób, że jest szarmancki i uległy? Nie, to nie było w jego stylu. Nie przepadał za sztywnymi kanonami, unikał eleganckich rauszy właśnie dlatego, że nigdy nie wiedział, jak powinien powitać kobietę.
Z drugiej strony, nie może szarpnąć za rękę i porwać Rosie do kibla, by tam dokonać aktów sprośnych i grzesznych. Mimo, iż w tej chwili naprawdę mu się tego chciało.
Ech... Dziś powitanie mężczyzny z kobietą to rosyjska ruletka, obnażająca nasze społeczne braki i poszarpane granice między płciami. Jak więc powinien się zachować?
Ujął dłoń kobiety i uścisnął ją pewnie, ale nie za mocno, pokazując tym samym, że traktuję ją poważnie i na równi ze sobą, z należytym szacunkiem. A przynajmniej taki był jego zamiar. To jak ona odczyta gest, pozostawało dla niego tajemnicą.
- Cóż, ponoć gitara wyrabia palce. - powiedział niby neutralnie - I poprawia chwyt. - uściślił, posyłając jej dwuznaczny uśmiech. Pochylił się nieco w jej stronę, konspiracyjnie zbliżając usta do jej ucha.
Wcale nie miał ochoty gadać, zrobiłby z ust inny pożytek bo jej zapach uderzył ze zdwojoną siłą... ale niestety, nie czas i nie pora na igraszki.
- Wybrałem aktorstwo, bo przynajmniej mam pewność, że żaden bufon nie wejdzie mi w drogę. Aktorzy nie korzystają z zajęć prowadzonych przez Dom Kultury. - wyjaśnił - A przynajmniej nie z zajęć aktorstwa. Na szczęście. - skrzywił się, wskazując na grupkę zgromadzoną przy Lusianie. Aktor porno. Naprawdę jest się czym chwalić. Oprócz pokaźnego sprzętu i ładnej mordy nie musiał mieć żadnych umiejętności. Wszystko zamykało się w słowie "Ruchańsko", a jak wiadomo, żeby to dobrze robić, nie trzeba mieć żadnego doświadczenia.
- Mam nadzieję, że zajęcia nie będą trwały tydzień. - stwierdził kwaśno - Szybko się nudzę. - dodał - Chociaż... teraz już mam motywację, by tu pozostać. - spojrzał na nią, wygłaszając szczerą opinię - Może po zajęciach to ja będę nachalny i zaczepię panią, by wypytać o sprawność pani paluszków?
Streicher
Streicher
MORIA

Godność : Kurt Streicher
Wiek : 36
Rasa : Człowiek
Wzrost / Waga : 185/90
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, ciemnoszare adidasy i szara koszulka.
Pod ręką : Paczka fajek, karambit, portfel.
Zawód : Żołnierz
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : 100%

Liczba postów : 37
Dołączył : 05/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Poe on Pią 07 Cze 2019, 22:38

- Skoro tak, to łatwiej o śmierć na planie niż w Cirque du Soleil. - Uniósł brew, po czym zrobił zdegustowaną minę na wzmiankę o niedopatrzeniach. - Będziesz się sądził? Ja na twoim miejscu bym to zrobił. - Wymownie wbił fiołkowe oczy w jego rękę. - Oczywiście nie chodzi mi o skandal albo niekompetentnego pechowca, a o zarządcę budynku. W zasadzie o sam budynek. Wiesz, przepisy. - Usiłował wytłumaczyć skomplikowaną dla siebie kwestię, której nie pojmował w pełni. Poza tym ludzie znani i bogaci uwielbiali się sądzić. Sądzić innych znaczy się. Co za głupie wyrażenie...
Tym razem wyjątkowo próbował maskować rozbawienie. Lusian Foxsoul - początkujący aktor. Przytyk Colina był udany jak mało co, więc Vernifer nie wytrzymał zbyt długo i zawtórował mu paroma szczeknięciami, po czym zaśmiał się serdecznie i przyłożył mankiet do powieki, by łza nie rozmyła makijażu. Tarcie powieki byłoby tragicznym błędem. Miałby przekrwione oko, a to oznaczałoby koniec zabaw na dziś lub tłumaczeniem się atakiem sił natury w celu udania się do łazienki, by je zakropić.
- Ale tak, Colinie, masz przed sobą nie byle kogo i jeśli się uczyć aktorstwa, to właśnie od niego. - Odetchnął pełną piersią, gdy się już do woli wyśmiał. - Nie mogę nazwać się twoim fanem, a ostatni raz w kinie byłem może z rok temu, ale pamiętam jeden. "Patrząc przez zamknięte drzwi". Całkiem poruszający... - Spoważniał na moment przypominając sobie historię osoby, która sama postanowiła odizolować się od społeczeństwa. Hikakorori czy jakoś tak...
Obserwował jak Colin dotyka kolejnych palców i niezwykle intensywnie kalkuluje. - Hah! - zaśmiał się zaskoczony, ale i szczerze rozbawiony. - Stary... to cholernie długo! Jakim cudem nie ma koło ciebie stada kobiet, ciemnych okularów na nosie i złotych zębów?! - Udał szok i niedowierzanie. Przecież facet powinien być gwiazdą rocka, nie? A przynajmniej chyba o tym marzył. - Tylko nie osiądź na laurach! - Rzucił, zanim nogi pociągnęły go w stronę Bazgracza.

- Co?! Jak to wina nie  będzie? - Zrobił zbolałą minę i pochylił się jakby dostał w brzuch. A może trunek był przeznaczony tylko dla tych, którzy wybrali rysunek? Tyle się gadało o wieczorkach malarskich. Kurna.
- Wina nie będzie... - powtórzył za Dorianem niczym echo, odetchnął i klepnął się w uda, by dać upust swojej bezradności w obliczu trzeźwości.
- A ja wiem? Może. Albinoska ma zadatki, ale są małe jak ona sama. - Wzruszył ramionami i pociągnął nosem, po czym delikatnie złapał Doriana za ramiona i pokiwał nim na boki. - Wyluuzuuj! - Zaśmiał się krótko i zaraz go puścił.
W pewnym momencie pochwycił spojrzeniem zielone oczęta i lekko rozchylone usta dziewczyny nieopodal. Całkiem zgrabna i ładna, ale trochę jakby nieobecna. Przed chwilą ich mijała, a teraz zaczęła udawać, że nie istnieje. Tak bardzo przypominała słup. Gdyby nie krągłości, podobieństwo byłoby niemalże stuprocentowe!
- Tak? - neutralnie zapytał i uśmiechnął się, ale trudno było utrzymać kąciki ust w górze, gdy nieznajoma zaczęła się wycofywać. Już prawie pomyślał, że to z nim jest coś nie tak, ale zielonooka nie patrzyła na nich. Poza tym nawet białowłosa przyznała, że niczego złego nie zrobił. Co wszyscy tacy spięci?- Aaalbo nie. - Powiedział do Doriana, by móc się obrócić i spojrzeć w kierunku, w którym był ktoś, kto ją przepłoszył. Uniósł brwi. Które z tych dwojga? Władcza blondyna czy napalony przystojniak, który właśnie rozpływał się pod jej lodowatym spojrzeniem? Bardziej przydałby im się pokój niż warsztaty.
Jego uwagę zwrócił Colin, mąciciel pierwszej wody, wołający ich do siebie. Gwar, śmiech i chichot oraz okrzyki pełne oburzenia wypełniły salę, lecz na twarzy Amiasa nie zagrał żaden mięsień.
- Z miłą chęcią. A teraz chodź! - Złapał go za ramię i pociągnął ze sobą.
Gdy znaleźli się już przy grupce, zaklaskał dla Colina - Ładne zagranie! - Faktycznie umiał grać, ale każdą strunę dało się zerwać. Zwrócił się do Lusiana. - W zasadzie to mam parę...kilka... dobra! Mam masę pytań, ale chyba łatwiej byłoby ci napisać książkę niż na nie wszystkie odpowiedzieć - przyznał się bez bicia. Który facet nie chciałby wiedzieć, ile prawdy kryły w sobie produkcje dla posiadaczy koni, które były na tyle niepokorne, że wymagały bicia? - Panowie, poznajcie proszę Doriana Leammiele'a, twórcę części z wystawianych dziś obrazów. Dorianie, to Colin, świetny i odnoszący sukcesy gitarzysta, a to Lusian Foxsoul i choć sądzę, że nie trzeba go przedstawiać dzięki niebywale błyskotliwej ingerencji kolegi, jest aktorem. - Uśmiechnął się i puścił rudzielcowi oczko.
Poe
Poe

Godność : Amias Vernifer
Wiek : 25
Rasa : Lunatyk
Lubi : imprezy, robótki ręczne, ciekawostki ze świata i okolic
Nie lubi : brudu, smrodu i ubóstwa
Wzrost / Waga : 175/58
Aktualny ubiór : Biała koszula w tropikalny wzór, czarne spodnie, lakierki, okulary połówki (zerówki).
Pod ręką : Lusterko, grzebień, papierosy goździkowe, zapalniczka, pieniądze
Broń : Rapier
Zawód : Tancerz na szarfach
Stan cywilny : Wiecznie wolny
Stan zdrowia : Zdrowiusieńki

Liczba postów : 57
Dołączył : 13/01/2019

http://spectrofobia.forumpolish.com/t273-amias-poe-vernifer

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Reinhardt on Sob 08 Cze 2019, 10:08

- Jaki stary gust? Lusian, chyba nie powiesz mi, że jako aktor porno, filmy vintage cenisz niżej niż obecne produkcje? – powiedział z autentycznym zdziwieniem - Przecież filmy retro są najlepsze! To one położyły fundamenty pod to, co dziś zwiemy pornosami! Sprawdź sam! Krzyknij do zebranych tu facetów, który z nich, po pracy czy jak żonka jest na zakupach, nie lubi sobie zwalić konia, zmarszczyć freda czy potrzepać kapucyna przy retro porno. Zobaczysz, ilu się zgłosi.
Jego uwagę przykuły wychodzące kobiety. Czyżby je zniechęcił ? Kurczę, głupio wyszło. No nic, może uda się je zatrzymać …
- Nie, nie, proszę poczekać! Niech Panie nie idą! Pan Foxsoul może i jest bezwstydnikiem, bezecnikiem i powsinogą dopuszczającym się rozlicznych ciężkich grzechów, ale za to Pan Kolega – bez oglądania się za siebie wskazał niedbale przez ramię kciukiem na Streichera - był kiedyś księdzem! W prawdzie już nie jest, ale dalej lubi dzieci!
Słysząc to co powiedział Amias o stadzie dziewczyn, Colin rozpromienił się jak słoneczko.
- Ja też nie wiem, może to kwestia tego, że jestem bardzo nieśmiały – zaniósł się perlistym śmiechem - Choć przyznam, że od leżących do okoła ciemnych okularów na nosie i złotych zębów wolałbym koronkowe kobiece majtki – mrugnął okiem do Amiasa niejako przepraszając że złapał go za słówko. Doskonale zrozumiał pytanie, ale skoro nadążyła się okazja na żarcik sytuacyjny, to nie mógł nie skorzystać.
Widząc, że Amias poszedł, ponownie spojrzał na Lusiana.
- Wybacz despekt – powiedział Colin z uśmiechem - To wszystko efekt tego, że żyjemy w kraju nieznanych celebrytów. Powiedz mi, grałeś kiedyś w gejowskim porno? – zapytał bez najmniejszego skrępowania.
Kurde, w sumie to może warto było obejrzeć kilka filmów z tym całym Lusianem Foxsoulem? Przynajmniej mógłby z nim o czymś porozmawiać.
No nic, trzeba będzie nadrobić. Przy następnym spotkaniu będą mogli normalnie pogadać.
Tymczasem Amias powrócił do towarzystwa ze znajomym.
- Bardzo miło mi Pana poznać, panie Dorianie – powiedział Colin na chwilę poważniejąc i skupiając się na postaci artysty - Proszę powiedzieć, jak to jest tworzyć sztukę? Mógłby pan powiedzieć coś o malarstwie, wenie i procesie twórczym? Lubi pan malarstwo przedstawiające czy raczej jest pan zwolennikiem sztuki współczesnej?
Widać było, że Colina bardzo zainteresował temat malarstwa i sztuki.
Mimo iż w sposób typowy dla siebie zasypał Doriana pytaniami, to nie robił sobie żartów.
Cóż, w głębi duszy każdy ma jakieś zainteresowania.
Nawet Dopplery.
Reinhardt
Reinhardt

Godność : Reinhardt Garlindt / aktualnie: Colin Bradley / Andres Veltigar
Wiek : 455 lat
Rasa : Doppelganger
Lubi : Bazowo: Spokój, ciszę, badania naukowe, muzykę, sztukę przedstawiającą / Jako postać: Zmienne
Nie lubi : Bazowo: Lustrzan, głupoty, nieposłuszeństwa / Jako postać: Zmienne
Wzrost / Waga : Dane w podpisie postaci.
Aktualny ubiór : Dane w podpisie postaci.
Pod ręką : Portfel z pieniędzmi i dokumentami, klucze do mieszkania, gitara / Portfel z pieniędzmi i dokumentami, kopia dyplomu ukończenia studiów (magna cum laude), zegarek z dewizką, Derringer kal .45
Broń : BRAK
Zawód : Zarządca MORII / Aktualny: Student (bezrobotny) / Lekarz internista
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 23
Dołączył : 12/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Śpiący on Sob 08 Cze 2019, 16:49

Dorian był zmęczony i zaniepokojony obecnością tylu osób, którzy również mogli okazać się przybyszami z innego wymiaru. Obecnie trzymał się dobrze, był nawet spokojny, zdolny do trzeźwego myślenia, żartów i interakcji, choć wciąż wybierał opcję obserwatora.
Drgnął, bo nie spodziewał się tego podstępnego ataku ze strony recepcjonistki. Spojrzał odruchowo na to, co dotknęło jego ręki, a potem uśmiechnął się przepraszająco za nerwową reakcję. Skupił się na tym, czy kobieta ma cień i naturalny kolor skóry. Cóż... No już, spokojnie.
W takim razie wybieram – odpowiedział pewnie, choć wyraźnie musiał szybko podjąć taktyczną decyzję. Nie sprawiło mu to problemu, pomimo tego przeprosił jeszcze rozmówczynię za swój błąd. Miał świadomość, że podczas takich wydarzeń jak to, ilość osób i pracy papierkowej, która była niezbędna, na pewno uprzykrzała życie pracownikom Domu Kultury.
Jeśli recepcjonistka nie miała do niego więcej spraw, Leammiele znów skupił się na Amiasie. Rozbawiło go biadolenie na temat braku wina, uśmiechnął się wesoło, choć też uniósł brwi jakby z wyrazem współczucia. – Później możemy się napić – zaproponował dla pocieszenia. Obejrzał się i spojrzał na zebraną gawiedź. Jego znajomy nie przekazał mu nic ciekawego, ale może to i lepiej? Może gdyby Dorian wiedział, kto jest kim, zacząłby się bać? Cóż, nie wiadomo, cała sytuacja wciąż była dla niego nowa. Na kołysanie odpowiedział dostosowując się i wykonując miękki, taneczny ruch, jakby był trzciną na wietrze. Wyluzować. Jasne. Łatwo mu mówić. Tu do tej pory znany świat i zasady jego działania drżały w posadach, Bazgracz i tak sobie dobrze z tym radził.
Nie potrzebował więcej zachęty, podszedł w stronę towarzystwa swobodnie, jedyne nietypowe zachowanie, które nabył niedawno i konsekwentnie wdrażał w życie, to pilnowanie ilości palców rozmówców, ich cienia, kształtu oraz koloru oczu czy całego ciała i takich tam detali.
Kiedy Amias go przedstawiał, Leammiele spojrzał na Colina i kiwnął mu głową, a potem przeniósł wzrok na Lusiana i też się z nim przywitał.
Mi też jest miło – odpowiedział grzecznie, choć wyraźnie sam nie był typem, który stawiałby konwenanse ponad naturalną, żywą rozmowę, tym bardziej, jeśli wchodziło się na temat sztuki. Oho, kiedy padło pierwsze z pytań, na ustach Bazgracza pojawił się zaczepny uśmiech. Zanim odpowiedział westchnął i potarł palcami swoje czoło.
Wie pan, w tej chwili jestem tu jako uczeń, chcę beztrosko bawić się żywicą, a nie dawać sztywne i profesjonalne wywiady – przyznał zgodnie z tym, co wcześniej sobie pomyślał. No, już jest po godzinach jego pracy, poważny Dorian Leammiele pojawi się jutro. Albo i nie. – Tak zupełnie prywatnie i szczerze mogę panu powiedzieć, że akceptuję wszystko, ale nie wszystko do mnie przemawia, niezależnie, czy mówimy o sztuce współczesnej czy nie. – Wzruszył ramionami. – A sama wena i tworzenie... Zaznaczam, że mówię w tej chwili tylko o sobie! – Zawiesił na chwilę głos, a na jego twarz znów zdradzała rozbawienie z iskrą niepokorności. – To właściwie jak chęć na jedzenie czy romans, seks. – Zerknął na Lusiana i nie mógł już dłużej powstrzymać szerokiego uśmiechu. – Czuję, że coś chcę, czegoś potrzebuję, wiem mniej więcej, co to ma być i staram się to zaspokoić. W tym wypadku oznacza to urzeczywistnienie jakiegoś obrazu, który mi się w głowie objawił niemal jak zdjęcie albo narysowanie abstrakcyjnej kompozycji, idąc właśnie w sztukę nowoczesną, o której pan wspomniał. Może to cyniczne podejście, ale uważam, że 'tworzenie sztuki' – wykonał palcami w powietrzu cudzysłów. – To akt egoizmu, robienie sobie dobrze, a nie jakiś przejaw boskiej ingerencji. – Spojrzał w górę i lekko się skrzywił. Dalej mówił już poważnie, a nawet z lekką goryczą. – Może są tacy, co rzeczywiście zostali obdarzeni światłością, ale ja nie jestem jednym z nich. Moją inspiracją są głównie koszmary o nieistniejących światach. – Miał ochotę spojrzeć na Amiasa, ale powstrzymał się. Nieistniejące światy, jasne. Nie zamierzał zdradzać swoich rozterek przypadkowej osobie. Te latające domy, które ponoć istniały w innym wymiarze? To mroczne miasteczko z dyniami? Nic o nich nie wiedział. Wcale.
A wy, panowie? – Tym razem przesunął spojrzeniem po najbliższych zebranych. – Jak to widzicie?
Śpiący
Śpiący

Godność : Dorian Anton Leammiele
Wiek : 27
Rasa : człowiek
Lubi : sztukę, muzykę i pieczoną cukinię
Nie lubi : tłumów, koszmarów i spadziowego miodu
Wzrost / Waga : 183 cm / 73kg
Aktualny ubiór : Z Poe: szary t-shirt, czarne bojówki || MDK: granatowe jeansy, jasnoniebieski sweter, sportowe buty, torba
Znaki szczególne : tatuaż z konstelacjami gwiazd na całym lewym ramieniu
Pod ręką : Z Poe: telefon, klucze do domu, portfel, brownie na talerzu, w płaszczu trzyma mały szkicownik i ogryzek ołówka || MDK: dokumenty, papierosy, zapalniczka, portfel, klucze, szkicownik, ołówek, chusteczki
Broń : broń boże!
Zawód : freelancer, bazgracz
Stan cywilny : kawaler
Stan zdrowia : darowanemu bazgraczowi nie zagląda się w zęby!

Liczba postów : 79
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Yako on Sob 08 Cze 2019, 23:23

Prychnął tylko na słowa Baśniopisarki, ale w sumie miło mu się zrobiło, ze będzie miał obok kogoś kogo zna. I z kim może będzie mógł powspominać stare czasy. Może to choć trochę odciągnie jego uwagę od obecnych problemów.
Przeniósł wzrok na Amiasa - nie będę. Poza tym, to nie ja jestem najbardziej poszkodowanym - zaczął na spokojnie tłumaczyć - wiem, że będzie sprawa sądowa, gdy już się dowiedzą co się właściwie stało. Jak będzie trzeba to będę zeznawał, ale sam tak wyglądam ze swojej winy - poruszał zabandażowaną ręką - byłem na zewnątrz jak wybuchł pożar, ale jakoś nie specjalnie chciałem czekać na straż pożarną we Francji - wzruszył ramionami. Nie chciał się przechwalać, ale jednocześnie chciał nakreślić sytuację mężczyźnie.
Uśmiechnął się delikatnie, gdy białowłosy zaczął młodemu tłumaczyć kim jest Aktor - nie przejmuj się. Miałem można powiedzieć, że ponad dwu letnią przerwę. Od trzech lat zagrałem w jednym filmie, który sam wyreżyserowałem i teraz dopiero wracam do pracy - wyjaśnił sytuację, po czym pokiwał głową z uznaniem - a ten film jest jednym z moich ulubionych, choć muszę przyznać, że rola była dość wymagająca - cieszył się, że ktoś docenia jego pracę. Zazwyczaj lubił być w centrum uwagi, ale ten dzień do takich nie należał. Owszem może rozmawiać ale czemu wszystko musi się skupiać na nim?
Z trudem powstrzymał warknięcie i tylko uśmiechnął się miło - nic takiego nie powiedziałem, po prostu wymieniłeś tylko starszych aktorów i tyle - wzruszył ramionami - i skończ z tym aktorem porno - dodał jeszcze, z lekko ostrzegawczą nutą w głosie.
Spojrzał przepraszająco na panie, które postanowiły aż wyjść. Naprawdę miał już dosć tego dnia. Przynajmniej Gawain już nie wypisywał.
Wycelował w Colina złożoną kartką - Colin lubię Cię, spoko z ciebie gość, ale serio zluzuj. Jak na razie to Ty wychodzisz tutaj na największego bezwstydnika i bezecnika, a nie ja. Przyszedłem tutaj na warsztaty, a takie pytania naprawdę nie są na miejscu. Jak mówiłem chcesz popytać to pytaj PO warsztatach. Tak jak to zrobił Amias. Powiedział, że ma pytania, ale nie mówi o nich w kółko. Naprawdę wybacz, ale obecnie średnio mam ochotę mówić o takich rzeczach, w szczególności z kimś kto nie umie zrozumieć co wypada a co nie - uśmiechnął się do niego najmilej jak tylko się dało. No co miał powiedzieć? Zachowywał się jak szczyl, który po raz pierwszy usłyszał słowo porno i postanawia się pochwalić wszystkim że zna takie fajne słówko. Dobrze jeszcze, że nie wyciągnął kuśki i nie zaczął się  wypytywać, czy nadaje się na aktora tego gatunku. Nosz.....chyba zaraz będzie kolejna ofiara pożaru....i tym razem nie będzie to we Francji, a w sercu Glassville.
Gdy Amias przyprowadził znajomego, Lusian uśmiechnął się uprzejmie i uścisnął jego dłoń - miło pana poznać panie Leammiele - przywitał się miło i puścił jego dłoń - proszę mi powiedzieć, czy pańska wystawa będzie jeszcze jakiś czas dostępna? Chętnie po warsztatach bym ją obejrzał - zapytał, ale nie zamęczał go szczegółami. Od tego był Colin. Gdyby on tylko był nachalny...ale on był nachalny i bezczelny. W końcu było widać, że to nie jest mile widziany temat, ba! Nawet sam aktor wspomniał, że mogą porozmawiać później, ale nie...ten był nakręcony jak jakaś katarynka....
Demon naprawdę miał dość. Gdy artysta skończył swój wywód, po prostu wycofał się i oparł o kolumnę. Przymknął oczy i spoglądał na resztę grupy spod niedomkniętych powiek. Miał już po prostu dość. Poczeka tutaj na rozpoczęcie warsztatów, mając nadzieję, że nikt nie będzie go zaczepiał, a zwłaszcza to rozwrzeszczane gówno, którego tak było wszędzie. Nie czuł się najlepiej, a do tego poparzenia mu dokuczały. Zamknął oczy, lekko opierając się o laskę i po prostu czekał.

Parvatti prosiła by ją pominąć, z powodu nieobecności
Yako
Yako

Godność : Lusian/Luci Foxsoul
Wiek : Wizualnie 25
Rasa : Lisi demon
Wzrost / Waga : 190/85 //
Aktualny ubiór : Drogi, szyty na miarę czarny garnitur, czarna koszula rozpięta pod szyją, czerwona kamizelka, czarne skarpetki w tęczowe liski. Skórzana obroża z rubinem i Blaszką Zmartwienia// czarne, sprane jeansy, T-shirt z wyjącym wilkiem na tle księżyca w pełni (mała pamiątka z planu) oraz z prostą laską, brak Blaszki
Znaki szczególne : Kuleje, Blizna na lewym oku
Pod ręką : Laska
Broń : Naginata
Zawód : W Świecie Ludzi - Aktor/Aktorka
Stan cywilny : Gawain - polizany! zaklepany!
Bestie : Schnee (Yuki)
Stan zdrowia : Wkurzony, kulejący//sporo poparzony po wypadku na planie filmowym

Specjalne : Lisi Administrator Specjalny: Strażnik spisów, Mistrz Gry
Liczba postów : 87
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rello on Pon 10 Cze 2019, 12:14

Posiałam białowłosej ciepły uroczy uśmiech, gdy jej dłoń wylądowała na moim ramieniu. Chyba faktycznie musiałam kiepsko wyglądać, skoro dziewczyna tak się mną przejęła. Było to miłe. Bezinteresowna troska była czymś unikalnym. Zdarzyłam się o tym przekonać mimo swego stosunkowo krótkiego pobytu w realnym świecie.
Święty Gral w postaci długopisu w końcu wylądował w moich dłoniach, co przyjęłam z dużą wdzięcznością. Od razu zabrałam się za wypisywanie formularza, który przecież powinnam już oddać do recepcji. Postanowiłam jednak wstrzymać się z tym do momentu, gdy Drapieżna Senna zniknie z tamtych okolic. Nie mogłam się powstrzymać od zerkania w jej stronę… teraz jej uwaga zdawała się skoncentrowana na przystojnym brunecie. Ten fakt pozwolił mi się odrobinę rozluźnić.
Gdy dotarły do mnie słowa białowłosej, moje spojrzenie znów skonfrontowało się z jej własnym.
-Też zapisałaś się na naukę gry na gitarze?
Powtórzyłam tę informację bezwiednie, bardziej po to by lepiej dotarł do mnie jej sens. Czyżby zetem zadziałał to jakiś muzyczny magnetyzm? Kto wie.
-Miło będzie zatem trafić tak z przyjazną duszą. Nie znam tu nikogo… miałyśmy wybrać się razem z koleżanką, niestety pochłonęły ją inne plany.
Zdałam sobie sprawę, że moje słowa nieco mijały się z prawdą, w końcu znałam Rosemary… Choć o tym fakcie wolałabym jednak zapomnieć, wszystkie myśli z nią związane napawały mnie zażenowaniem i … Lekko potrząsnęłam głową, wprawiając w ruch kilka luźnych kosmyków włosów. Nie mogłam zapomnieć, ale mogłam, chociaż próbować nie dopuszczać tych wspomnień i myśli do świadomości. Postanowiłam skupić uwagę na swej rozmówczyni, której imię właśnie poznałam.
Delikatnie ujęłam podaną mi dłoń. Dziewczyna miała bardzo delikatną skórę. Dotyk kobiecej skóry zawsze przywodził mi na myśl płatki kwiatów. Znałam białowłosą zbyt krótko by określić, jaki dokładnie kwiat mi przypomina.
-Ładne imię, Gwyn. Przyjemnie brzmi. Mnie również miło poznać. Jestem Revi.
Po kontrolnym zerknięciu na formularz i upewnieniu się, iż wypełniłam wszystkie wymagane miejsca, zwróciła długopis Gwyn.
-Myślisz, że powinnyśmy ustawić się już pod naszą salą? Chyba niedługo zajęcia powinny się rozpocząć.
Rello
Rello

Wiek : Wizualnie ok. 20 lat
Wzrost / Waga : Revi 166 cm / 49 kg // Mello 182 cm / 70 kg
Aktualny ubiór : Aktualny ubiór jako Mello -> http://orig01.deviantart....ama-d6gb6m9.png + http://www.edykte.pl/efla...czczerwonaa.jpg Obroża na szyi, ukryta pod warstwą bandażu elastycznego.
Pod ręką : Czarna torba na ramię a w niej: szkicownik, ołówki, długopis, portfel, telefon komórkowy, spakowany zestaw damskich ubrań. A poza tym magiczny dobytek
Bestie : Innocenoza (Likal)
Stan zdrowia : 100 % hp

Liczba postów : 17
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Pon 10 Cze 2019, 15:23

Musiała przyznać, że ten uśmiech ze strony nowej znajomej nieco ją rozluźnił. Nie jakoś ogromnie, ale nieco. Na tyle, żeby nie siedzieć cały czas tak spięta, czekając na te zajęcia. Szczerze? Tak, wyglądała całkiem słabo, jakby faktycznie miała tutaj zemdleć albo co gorsza zwymiotować. Trema? Możliwe, sama kilkukrotnie tak miała, zwłaszcza w pierwszych dniach na hali. Raczej ciężko jest zachować spokój, kiedy wszystkie oczy kierują się na ciebie i obserwują każdy twój krok.
Albo to tylko ona, aspołeczna i wycofana.
Zapytana przez dziewczynę, tylko przytaknęła jej z wąskim uśmiechem na ustach. Zerknęła jej znad ramienia, jak się podpisuje, po czym przyjęła długopis i wsunęła go z powrotem do tej jednej Kieszeni, W Której Jest Wszystko:tm:. A zatem będą razem w grupie! Bardzo fajnie. Już ją polubiła. Może to przez to, że obie są w podobnej sytuacji, jeśli chodzi o jakąkolwiek wiedzę o swoim otoczeniu - a raczej o jej brak? Trafił swój na swego!
- No to spróbuję ją jakoś zastąpić czy coś. Jeśli nie masz nic przeciwko - powiedziała i zaśmiała się krótko, o ile śmiechem można nazwać pojedyncze "heh" pod nosem.
Albinoska, nagle skomplementowana, lekko zarumieniła się na policzkach. A raczej nieco mocniej niż lekko, bo w końcu jest biała jak cała fabryka papieru i wszystko jest na niej bardziej widoczne. Nigdy nie sądziła, że ktoś uzna jej imię za ładne. A może to tylko przez to, że przedstawiła jej się po skrócie? Nigdy nie przepadała za swoim faktycznym, pełnym imieniem. Gwyneth. Poważnie, o czym myśleli jej rodzice, nazywając ją jak jakieś walijskie królestwo? Pewnie kolejny sposób na to, by się "wykazać", jakimi są znawcami historii. Ale za to "Gwyn" bardziej pasowało dziewczynie. Krótkie, proste, niezajeżdżające szlachetkową tandetą.
- No, też mi się tak zdaje. Już lepiej chodźmy, bo nam zamkną drzwi przed nosem - zgodziła się Gwyn i pokiwała głową. Poderwała się z ławki i spojrzała swymi rubinowymi oczami na Revi. Naprawdę miło jej ją poznać. Może nawet bliżej się zaprzyjaźnią, skoro obie są nowe w mieście?
Gdy tylko dziewczyna wstała, białowłosa ruszyła z nią ku ich sali.
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 42
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rello on Sro 12 Cze 2019, 14:53

Zrobiło mi się znacznie raźniej. Nawet jeśli ledwo co poznałam Gwyn, to już sama obecność kogoś życzliwego dodawała mi otuchy. Oraz pewności siebie, z którą często miewałam problemy. W jej temacie byłam niczym dziurawe naczynie. Które i tak z całych sił starałam się uszczelnić. Podobnie jak zlew w mieszkaniu Pani Olivi, która uważała, że nie musimy wydawać pieniędzy na hydraulika, ponieważ jej syn naprawi usterkę za darmo. Szkoda tylko, że jej syn wraz s żoną, przebywali teraz na wakacjach we Florencji… z których mieli wrócić za jakieś dwa tygodnie. Pozostawało mi zatem jedynie wierzyć w zapewnienia producentów srebrnej taśmy, która podobno radziła sobie z każdą domową usterką… Na razie jakoś wytrzymywała.
Teraz jednak miałam inne rzeczy na głowie niż cieknący zlew. Choć wizja zalanej kuchni, która nawiedzał mnie co jakiś czas, nie była przyjemna.
Razem z białowłosą ruszyłyśmy w kierunku Sali gdzie odbyć miały się zajęcia z gry na gitarze. Pokój mieścił się, naprzeciw recepcji wiec nie trudno było go znaleźć. Gwyn mogło się wydać dziwny jedynie to, że nie obrałam najprostszej trasy do naszego celu. Nadal wolałam utrzymywać bezpieczny dystans, pozwalający na uniknięcie ewentualnej kompromitacji oraz złości ze strony Zjawy.
Pretekstem dla zawiłej trafy stała się jedna z rzeźb, której niby to chciałam przyjrzeć się bliżej. Co właściwie nie całkiem mijało się z prawdą. Ponieważ gdy już znalazłyśmy się przy niewielkim stoliku, mogłyśmy podziwiać na nim dość niecodzienną konstrukcję. Sztuka nowoczesna, nie zawsze do mnie trafiała, jednak tu wyczułam znajomą fantazję. Klepsydra, w której jednej części dało się zobaczyć mini eko system, w drugiej zaś czarną maź, kable i odłamki metalu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zdecydowane nawiązanie do ekologii. Poza przesłaniem zaciekawiło mnie też, jak artyście udało się sprawić by mały żywy ogród, trzymał się szklanych ścianek w naczyniu zawieszonym do góry nogami…
Czas jednak mijał i trzeba były przygotować się do zajęć. A ustawienie się pod właściwą salą było zdecydowanie dobrym początkiem. Zanim dotarłyśmy do Sali, zdarzyłam jeszcze oddać swój formularz zgłoszeniowy recepcjonistce, która właśnie rozdzielała dokumenty na poszczególne partie.
Gdy obie z białowłosą czekałyśmy już pod drzwiami salki, postanowiłam kontynuować naszą rozmowę, aby nieco rozluźnić atmosferę.
-Od dawna interesujesz się muzyką? Ja jestem w tej kwestii kompletną amatorką. Ale ostatnio gitara mnie oczarowała. Był taki chłopak w parku… gdy grał, wydawał się taki… nie wiem wolny? Trochę rysuję, też bardzo to lubię… ale też chciałabym umieć porwać ludzi do własnego świata, za sprawą muzyki.
Rello
Rello

Wiek : Wizualnie ok. 20 lat
Wzrost / Waga : Revi 166 cm / 49 kg // Mello 182 cm / 70 kg
Aktualny ubiór : Aktualny ubiór jako Mello -> http://orig01.deviantart....ama-d6gb6m9.png + http://www.edykte.pl/efla...czczerwonaa.jpg Obroża na szyi, ukryta pod warstwą bandażu elastycznego.
Pod ręką : Czarna torba na ramię a w niej: szkicownik, ołówki, długopis, portfel, telefon komórkowy, spakowany zestaw damskich ubrań. A poza tym magiczny dobytek
Bestie : Innocenoza (Likal)
Stan zdrowia : 100 % hp

Liczba postów : 17
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Gwyn on Pią 14 Cze 2019, 21:24

Jak to dobrze, że ich sala znajdowała się dokładnie obok nich, przy recepcji; nie będą musiały tłuc się po całym budynku w poszukiwaniu tego jednego pokoju. Gwyn nie odpowiedziała na to, jak jej nowa znajoma wydziela tą dość dziwaczną, paraboliczną trasę, chociaż mogły przecież przejść na wprost; zastanawiało ją jednak, dlaczego zdecydowała się na coś takiego. Czy wśród tej niezliczonej rzeszy osób, które się tutaj przewijały, znajdował się ktoś, kogo wolała uniknąć?
A może zwyczajnie nie znosiła tłumów? Szczerze mówiąc, to rozumiała obie z tych alternatyw. Sama wprost nienawidziła czegoś takiego - a już zwłaszcza kiedy to ona jest w centrum uwagi! Jeśli chcesz sprawić, by pobladła jeszcze bardziej niż zazwyczaj, załaduj ją na scenę i niech wygłosi mowę, o ile uda jej się cokolwiek z siebie wykrztusić. Ot cena, jaką płaci całe swoje życie.
Sama również zerknęła na ów dzieło sztuki nowoczesnej. Kable i metal zaraz obok drzew i krzewów... Z jednej strony ciekawie wykonane, ale z drugiej... no, ile można wałkować ten temat? Albo to po prostu ona nie jest fanką takich aktywistycznych wystaw. Trzeba wyrzucać śmieci z sensem - tyle, proste. Po co wynajdywać coraz to nowsze sposoby na pokazanie, jak wielkimi draniami wobec świata jest ludzkość?
- Czy ja wiem, czy można to nazwać faktycznym Zainteresowaniem, takim przez duże Z? Nigdy nie miałam instrumentu w rękach - wzruszyła barkami białowłosa, stając pod ścianą obok Revi. - Ale za to słucham całkiem sporo. Kojarzysz cokolwiek od "Ghost" albo "Rammsteina"? To są takie moje klimaty, coś głośnego i ostrego. Pomyślałam, że skoro już jest jakiś taki kurs, a ja lubię słuchać, to może ogarnę też, jak grać.
Gwyn
Gwyn

Godność : Gwyneth Creed
Wiek : 16 lat
Rasa : Człek
Wzrost / Waga : 160 cm|50 kg
Aktualny ubiór : koszula, kamizelka, spódniczka, buty pod kolano, na gorszą pogodę również pelerynka
Znaki szczególne : albinizm, blizna na lewej dłoni
Pod ręką : smartfon, portfel, okulary, figurka ćmy
Stan cywilny : panna
Stan zdrowia : zdrowiuteńka

Liczba postów : 42
Dołączył : 09/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Rosiczka on Wto 18 Cze 2019, 19:08

Wśród grupki zapanowało jakieś poruszenie. Z tego co usłyszała, przybył ktoś nowy i najwidoczniej również z towarzystwa „znanego”. Przynajmniej takie można było odnieść wrażenie, po tym co i jak mówiła cała ta zbieranina.
Nie zaprzątała tym sobie jednak myśli. Oh nie, byłaby to spora strata. Skupiła więc swoje myśli na Kurcie. Bowiem to on w ostatecznym rozrachunku, wydawał jej się najbardziej interesujący i kuszący. Musiała przed samą sobą przyznać, że dawno nie miała mięśniaka. A jeszcze w dodatku Niemca… Ostatni raz miała styczność z jakimkolwiek Niemcem jakieś… 60 lat temu? Nie była dokładnie tego pewna, nie zwykła przykładać specjalnej wagi do swojego wieku.
Od rozmowy z nim, zrobiło jej się uporczywie gorąco w środku, a w szczególności między nogami. Naprawdę niewiele było potrzeba, by Rosemary się rozpaliła. Była jak tykająca bomba, która lada chwila może wybuchnąć.
Rosie od razu wypatrzyła sobie Kurta. Wyróżniał się na tle całej pstrokatej gromady. Wydawał jej się wyjątkowo… stały i twardy. Uprzejmy, ale szorstki. Miała ochotę go sprawdzić, zabrać go stąd i się z nim zabawić. Z tego co widziała, on to odwzajemniał. Wysyłał jej tak wyraźne sygnały, że było to wręcz rozkoszne!
Seks w jej życiu odgrywał tak ważną rolę, że niewielu byłoby w stanie sobie to wyobrazić czy chociażby zobrazować.
Odpowiedział na jej drobną zaczepkę, podjął te drobne wyzwanie które mu rzuciła. Czy zrozumiał co się kryło za jej słowami? Miała taką nadzieję, naprawdę miała nadzieję że znalazła z nim te jedną nić, dzięki której są w stanie się ze sobą porozumieć między słowami.
-Już moja w tym głowa- puściła mu oczko, śmiejąc się cicho. Czy Niemiec zdawał sobie sprawę z tego, z kim tak naprawdę ma do czynienia? Czy jakimś cudem wiedział, że za tym subtelnym flirtem, kryje się obietnica wrażeń wprost niezapomnianych? Wątpiła, ale podobała jej się ta ich gra. Nawet zapomniała gdzie się teraz znajdują.
Uścisnął jej dłoń. Wzrokiem przekazała mu przy tym jednoznaczną wiadomość. Brawo.
Wybrał dobrze. Gdyby postąpił inaczej, zawiodłaby się. Czuła te jego walkę w umyśle. Szybka analiza, jak postąpić. Którą opcję wybrać? Która droga będzie najbardziej odpowiednia do sytuacji i osoby? Coś tak głupiego, jak zwykłe przywitanie potrafiło powiedzieć naprawdę dużo o człowieku i jego zamiarach. Podobało jej się to, że postawił ją na równi ze sobą.
Wyłapała te oczywistą dwuznaczność niemal od razu. Zachichotała, zakrywając usta. Nie uszła jej uwadze niechęć, jaką Kurt darzył Lusiana. Oh jakże dobrze to rozumiała. Ba, z jej strony to było coś więcej. Szczerze gardziła lisem i najchętniej zrobiłaby sobie z niego swoje futro.
- Sprytnie. To nie poziom zajęć dla nich- prychnęła z wyczuwalną pogardą.
- Na gitarze mam nadzieję, że się na niego nie natknę. Mało rzeczy byłoby w stanie zepsuć mi aktualnie nastrój, zalicza się do nich właśnie ten osobnik.- westchnęła. Jeśli Lusian wybrał gitarę, to Rosemary całe zajęcia będzie fantazjować o duszeniu go strunami.
Posłała mu zaciekawione i rozochocone spojrzenie, słysząc jego ofertę. Teraz to ona zbliżyła usta do jego ucha, tak by poczuł jej ciepły oddech na swojej skórze.
- Ależ proszę nie kończyć na wypytywaniu. W końcu najlepiej sprawdzać takie umiejętności w trakcie wykonywania czynności. Czyż nie?- w pewnym momencie miała usta tak blisko, że musnęła nimi jego ucho. Odsunęła się następnie i uśmiechnęła rozkosznie. Coraz bardziej się jej podobał i nie zamierzała się z tym ukrywać.
Rosiczka
Rosiczka

Godność : Vogelweder
Wiek : Koło 90, wygląda na 25
Rasa : Senna Zjawa
Wzrost / Waga : 176/65
Aktualny ubiór : https://imgur.com/a/pBRDK8L
Znaki szczególne : Tęczówka i źrenica w tym samym cyjanowym kolorze
Pod ręką : glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
Broń : dwie maczety, Glock-17
Zawód : Najemnik
Bestie : Dziwotwór- Pączuś
Stan zdrowia : Zdrowa

Specjalne : Mistrz Gry (na okresie próbnym)
Liczba postów : 44
Dołączył : 20/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Streicher on Wto 18 Cze 2019, 23:49

Towarzystwo Rosie bardzo mu odpowiadało. Była interesującą osóbką, oprócz ślicznego wyglądu miała też tak zwaną gadanę. Kusiła, używała półsłówek, niedopowiedzeń. Flirtowała z nim, subtelnie ukrywając głębsze zainteresowanie pod otoczką luźnej rozmowy. Cieszył się, że postanowiła podejść, bo przynajmniej mógł porozmawiać z kimś, kto wydawał się być obok tych wszystkich zapaleńców, jacy zgromadzili się w Domu Kultury. Sam przyszedł z ciekawości i z chęci podniesienia swoich umiejętności społecznych. Głupio, że żołnierze gadają w barze, że jest trochę dziwny bo prowadzi życie samotnika.
Przy niej czuł się wyjątkowo dobrze. Jego ciało było napięte jak do skoku, instynktownie pokazując się kobiecie z jak najlepszej strony. Pod zwykłym T-shirtem mogła zauważyć grę mięśni. Nie był przesadnie napakowany, ale dzięki codziennym ćwiczeniom utrzymywał formę.
- Wygląda na to, że wszyscy go tutaj znają. - skrzywił się - Widziałem kilka filmów porno w których grał, ale niespecjalnie mnie porwały. Żeby nie powiedzieć, że nie ruszyły mnie wcale. - stwierdził patrząc w stronę fircyka - Już wolę lecieć 'pamięciówę'. - dodał z rozbrajającą szczerością, za późno gryząc się w język - Uch, verzeihen Sie bitte. - bąknął zakłopotany po czym skrzywił się - Znaczy się, proszę wybaczyć. Chyba nie powinienem... A z resztą. - machnął ręką - Przynajmniej teraz wie pani, że jestem normalnym facetem. - wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem.
Gdy usłyszał Colina i zauważył jak tamten wskazuje go palcem, na jego twarzy na chwilę pojawił się wyraz "Co kurwa?". O czym ten gówniarz gadał? On, Księdzem? I od kiedy lubił dzieci... Mały skurwiel. Chyba trzeba mu profilaktycznie obić mordę. Ale na to przyjdzie czas po zajęciach. Kurt obiecał sobie, że znajdzie pędraka i da mu powąchać pięść. Z rozpędu.
Niemniej komentarz gnojka wkurzył go. Mężczyzna zgrzytnął zębami i zmarszczył brwi.
- Taa. Uwielbiam dzieci. - skomentował, podirytowany - Najlepiej cudze. I na zdjęciach. - dodał i porzucił temat, bo Colin nacisnął tam, gdzie nie trzeba. Streicher od lat cierpiał na bezsenność, a zafundowała mu ją 'pociecha' jego ojca i macochy. Uch, jakże on nienawidził dzieci!
Powrót do rozmowy z Rosie był miłą odmianą i podziałał na niego kojąco. Odwrócił się do niej, skupiając na niej swoją uwagę. Nigdy nie miał się za flirciarza, ale jej słowa bardzo mu się podobały i postanowił postarać się pociągnąć ich małą grę. Była ekscytującą odmianą od codziennej nudy.
Gdy się do niego zbliżyła, gdy nachyliła usta i wyszeptała te parę słów, pochylił się ku niej, okazując w ten sposób zainteresowanie i otwartość na jej zabiegi. Podobała mu się jej pewność siebie, zawsze lubił kobiety twardo stąpające po ziemi.
Na jego ustach wykwitł lekki uśmieszek. Mężczyzna wciągnął nosem jej zapach i lekko zmrużył oczy, delektując się nim, zapamiętując, zapisując w pamięci. Muśnięcie jej ust posłało po jego ciele przyjemny dreszcz.
Kiedy skończyła mówić i odsunęła się lekko, wyszczerzył na moment zęby i odwrócił się do towarzystwa tyłem, stając na przeciw niej i opierając jedną rękę na ścianie, tuż przy jej twarzy. Pochylił się i tym razem to on postanowił wyszeptać jej parę słówek na uszko. A że nie należał do osób subtelnych i wyjątkowo utalentowanych w zgrabnym prowadzeniu flirtu, zdobył się na śmiałość, jak zwykle zaskakując szczerością.
- Zapisałem się na te cholerne zajęcia i wypada wziąć w nich udział. Proszę, nie rób tak, Rosie. - powiedział cicho, z charakterystycznym, twardym, niemieckim "R" w jej imieniu i nachylił się jeszcze bardziej by językiem dotknąć płatka jej ucha - Bo jeszcze mi stanie i będę miał problem. A już niewiele brakuje. - dodał i odsunął się od niej na tyle, by spojrzeć jej w twarz. Oczy miał lekko zaczerwienione, jak zwykle zresztą ale w błękicie tęczówek błąkało się rozbawienie.
- Wolę zachować energię i wykorzystać ją, do sprawdzania tych pani paluszków. Za pani radą. - wrócił do lekko formalnego tonu - Niedaleko jest całkiem fajny hotel. Podobno serwują niezłe drinki. - odsunął się całkowicie, mówiąc lekkim tonem, jakby wygłaszał oczywistą uwagę ale posłał jej sugestywny uśmieszek, który mogła odebrać jak tylko chciała.
Streicher
Streicher
MORIA

Godność : Kurt Streicher
Wiek : 36
Rasa : Człowiek
Wzrost / Waga : 185/90
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, ciemnoszare adidasy i szara koszulka.
Pod ręką : Paczka fajek, karambit, portfel.
Zawód : Żołnierz
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : 100%

Liczba postów : 37
Dołączył : 05/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Sro 19 Cze 2019, 01:46


Belle zebrała formularze i stanęła przed ladą, by pokierować uczestników na piętro, do odpowiednich sal. A przynajmniej zamierzała, bo nim zdążyła zabrać głos, przy drzwiach wejściowych wcześniejsze poruszenie jedynie się zagęściło.
Na owe kwieciste tłumaczenie, padające z ust Colina, rzeczona madka (tamta bliżej wyjście zresztą też) zrobiła wielkie oczy i równocześnie pobladła. Jej spojrzenie przeskoczyło z nastolatka na Kurta, który odburknął coś niepochlebnego o Dzieciach, Jedynym Szczęściu i Celu Prawdziwej Kobiety, i na powrót na młodzieńca, a zdecydowanie nie brytyjskie korzenie dały upust zbierającemu się oburzeniu, sprzedając Colinowi klasycznego, rzeczowego liścia. Trafiła go prawą dłonią (bo lewą ściskała łapkę patrzącego na wszystko synka) i o ile chłopak nie wykonał efektownego uniku, na jego lewym policzku pozostał widoczny odcisk. Jak nic, ślad nie minie jeszcze ze trzy kolejne posty.
Jako że Kurt odwrócił się ku Rosie i przestał zwracać uwagę na pajacującego młokosa, nie dostrzegł zbliżającego się zagrożenia. A może jednak? Jeśli jego uwagę przyciągnął odgłos tego doniosłego plaśnięcia, nie do pomylenia z żadnym innym, wychodząca madka nie zdołała zupełnie niechcący szturchnąć go na swojej drodze gwałtownego odwrotu, bo nie popycha się patrzących ci w oczy osób. Jeszcze zapamiętają twarz. Jeśli jednak Niemiec zajął się flirtem Rosemary, nie trwał on długo, bo kuksaniec i popchnięcie biodrem nastąpiło dokładnie w chwili, gdy tak męsko zagrodził Zjawie drogę ucieczki i pochylił się, by wyszeptać kilka słodkich słówek. Co tu dużo mówić – popchnięcie spowodowało prawdopodobnie, że zdecydowanie mało namiętnie wgniótł przyszłą niedoszłą kochankę w ścianę Domu Kultury.

Recepcjonistka zaklaskała kilkukrotnie, próbując odwrócić uwagę od sceny przy wejściu.
— Proszę państwa! — Głos miała donośny; rozchodził się dźwięcznie po całym holu, przerywając poruszone komentarze i ucinając chichoty. — Zapraszam wszystkich na pierwsze piętro, gdzie odnajdziecie sale, kolorami przyporządkowane do poszczególnych zajęć. Uczestników gry na gitarze zapraszam do drzwi po mojej prawej stronie, do pokoju muzycznego.
Po chwili powtórzyła to jeszcze raz bądź dwa, w zależności od tego czy i jak bardzo przybyli zachowywali się jak grupa pierwszoroczniaków.
W chwili gdy zaczynali ruszać po schodach, do Parvatti spiesznie podeszła młoda, rudowłosa kobieta i nieśmiało dotknęła jej ramienia, próbując zwrócić uwagę Hinduski.
— Przepraszam, pani jest przyjaciółką Rani, prawda? Widziałam was wiele razy razem, choć nigdy mi pani nie przedstawiła. Studiujemy... studiowałyśmy razem, w tamtym roku, dziennikarstwo. Czy ma może pani na nią jakieś namiary?
Czy Parvatti jakąkolwiek Rani Devarajah zna lub znała, pozostaje tylko w jej gestii. Tak samo jak udzielenie rudowłosej jakichkolwiek informacji.
Dodatkowo, ten sam mężczyzna, który na samym początku rozpychał się i tarasował miejsce przy ladzie recepcji i nie został wtedy usadzony, teraz jak pan i władca parł w górę po schodach tak zaciekle, że wymijając Poe, popchnął go na balustradę. Czy tym razem ktoś coś zrobi?

Na piętrze wszystkie drzwi były już uchylone, zaś mentorzy czekali w środku lub też jeszcze przed drzwiami. Nazwy sal były zawieszone nad framugami w nowoczesnym, jak i cały MDK, wydaniu – wyraźny napis pod prostokątnym szklanym przyciskiem. Drzwi pomalowano kolorami odpowiadającymi nazwom, a więc i ścianom wewnątrz.
Przechodząc obok utrzymanego w ciemnych barwach pokoju Marengo, przez otwarte na oścież drzwi można było dojrzeć nie zasuszone kwiatki i bibułę krepę godne starszych pań, ale wiele szklanych kul i mnóstwo sukulentów rożnych barw i kształtów. Być może ktoś wreszcie podszedł do tematu florystyki jakby żył w obecnej dekadzie, nie trzy wstecz.
Wnętrza zawierały na wyposażeniu lakierowane stoliki ze sztucznego materiału, ustawione razem w skupiska oraz średniej jakości, dosyć wygodne, obite skajką krzesła. W pokoju, gdzie miało się odbywać garncarstwo połowę naprawdę sporej sali uprzątnięto, robiąc miejsce dla kół garncarskich. Po drugiej stronie stoły uporządkowano w szeregi, a przy każdym było miejsce tylko dla dwóch osób, ze względu na konieczność zachowania powierzchni roboczej.
Pokój muzyczny wyglądał typowo: po kątach poupychany został przechowywany tu sprzęt nagłośnieniowy, a w głębi prostokątnej sali królowało pianino. (W sumie trudno mówić, iż królowało, bo to tylko pianino, niemniej było największym instrumentem w pomieszczeniu.) Krzesła poustawiano w krąg, a z boku na stojakach stały rzędem gitary – w większości klasyczne, choć kilka akustyków wyróżniało się pięknym kształtem. W oczy rzucało się, iż instrumentów było mniej niż chętnych do gry na nich. Zagrają w Gorące krzesła?




Termin: 26.06,
Kolejka dowolna, odtąd interakcje przeprowadzane będą głównie w obrębie tych samych pokojów
Odtąd zaznaczajcie na początku posta zajęcia i pomieszczenie, w których przebywacie; zapobiegnie to pomyłkom (głównie moim).
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 143
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Poe on Sro 19 Cze 2019, 12:27

Wybałuszył oczy, gdy Lusian przyznał, że specjalnie, na własne życzenie i ryzyko wlazł między płomienie. - Głupie, ale i godne podziwu. Zależy z której strony patrzeć. Dobrze, że skończyło się na ręce. - Z przejęciem wskazał na mężczyznę, jednocześnie zachodząc w głowę, dlaczego postanowił bawić się w bohatera. Może miał kompleksy albo sodówka uderzyła mu do głowy? Może życie straciło smaczek, bo miał już wszystko? Zadałby te pytania, ale Foxsoul miał ich wyraźnie dosyć i teraz otrzymałby w odpowiedzi jedynie krótkie "spierdalaj".
- Nie przejmuję się. Bardziej przejmuje mnie brak czasu, gdy przychodzi okres wzmożonych występów, ale może zdążę nadrobić zaległości. - Skorzystał z okazji i prześledził dokładnie sylwetkę Lusiana. Za każdym razem gdy go widział, wyglądał zupełnie inaczej. Dodatkowo jego też malowali do zdjęć, fotki w gazetach były podciągane lub wręcz przeciwnie, psute w celu rozsiewania plotek.
Chętnie posłuchałby więcej opowieści o zakulisowych losach aktora, ale Colin zaczął się wydzierać jak domagająca się uwagi suka w rui. Powiódł wzrokiem za jego kciukiem. Ksiądz? Uhm, zaraz wyegzorcyzmuje blondynę tak, że nogi jej zmiękną a oczy uciekną w tył głowy! Co prawda zaśmiał się na żart o porozrzucanych częściach kobiecej garderoby, ale tylko na odczepkę. Zaraz jednak mógł zrobić to ponownie, do rozpuku i zupełnie szczerze, gdy młokos oberwał z liścia. Plasknięcie słyszeli chyba wszyscy zebrani.
- Umiesz grać na nerwach, ale nie wspominałeś, że oddają ci z nawiązką! - Zakrywał usta dłonią, a w fiołkowe oczy lśniły napełnione rozbawieniem i zaskoczeniem. - Oby gitara była dla ciebie łaskawsza, bo inaczej spotkanie z kulturą zostawi ci siniaki! - Kpił dalej, a że w końcu brakło mu tchu, uwiesił się na moment na Dorianie. Zaraz jednak od niego odstąpił. Jego wywody zawsze były ciekawe i zdecydowanie za krótkie. Zawsze przerywał w najlepszym momencie lub robił to ktoś inny, lecz tym razem naprawdę się rozgadał. Poe poskubał końcówki swoich włosów, gdy Leammiele wspomniał o ingerencji. Mógł być bliższy prawdy niż przypuszczał.
- Wiesz, nie tworzysz na zamówienie, tylko dla siebie, więc twoja sztuka jest egoistyczna. Do cna. Może dlatego tak mi się podoba. Gdybyś tworzył według znanego wszystkim wzorca, nie byłoby w tym niczego ciekawego. - W zamyśleniu uniósł brwi. - Dzisiejsza wystawa będzie ciekawa. - Uśmiechnął się jeszcze, po czym zerknął na recepcjonistkę, która uwolniła drzemiący w zebranych chaos.
- To do zobaczenia po warsztatach! - Klepnął Doriana w ramię i skierował się w stronę schodów. Nie spieszył się. Był uczestnikiem, a nie koniem wyścigowym. Szkoda, że ktoś myślał inaczej i bezczelnie się na niego wpierdolił.
Poczuł jak chłodna materia balustrady wrzyna mu się w brzuch i wyciska z niego tlen, zmuszając do zgięcia się i zaciśnięcia zębów. - Co za gnojek! - Lunatyk syknął i powiódł wzrokiem za facetem, który zachowywał się gorzej niż świnia przy korycie. - Obyś połknął własne zęby. Po jednym na każdego sprezentowanego mi siniaka. - Niewiele myśląc pociągnął go za nogę, tak by wyglądało to na poślizgnięcie się na stopniu. Resztę załatwi grawitacja. Niechajże karmicznemu porządkowi świata stanie się zadość!

Telekineza - 1/1
Poe
Poe

Godność : Amias Vernifer
Wiek : 25
Rasa : Lunatyk
Lubi : imprezy, robótki ręczne, ciekawostki ze świata i okolic
Nie lubi : brudu, smrodu i ubóstwa
Wzrost / Waga : 175/58
Aktualny ubiór : Biała koszula w tropikalny wzór, czarne spodnie, lakierki, okulary połówki (zerówki).
Pod ręką : Lusterko, grzebień, papierosy goździkowe, zapalniczka, pieniądze
Broń : Rapier
Zawód : Tancerz na szarfach
Stan cywilny : Wiecznie wolny
Stan zdrowia : Zdrowiusieńki

Liczba postów : 57
Dołączył : 13/01/2019

http://spectrofobia.forumpolish.com/t273-amias-poe-vernifer

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Soph on Sro 19 Cze 2019, 13:29

No i facet "poślizgnął się" i zbaraniały runął w dół, mniej lub więcej uszkadzając, popychając, szturchając lub obalając co drugą postać na swojej drodze .

_________________


I can’t go on living this way

But I can’t go back the way I came
Chained of this fear that I will never find a way to heal my soul
And I will wander till the end of time
Half alive without you
Soph
Soph
Anarchs

Godność : Sophie „Opal” Bugs vel hrabina de Chardonnay
Wiek : gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę
Lubi : suszone owoce i nowe moce
Nie lubi : niekompetencji i nieprzewidywalnych sytuacji | czekolady i deszczu
Wzrost / Waga : 180cm / 65kg
Aktualny ubiór : długa, burgundowa kiecka
Znaki szczególne : palce o czterech stawach międzypaliczkowych, wytatuowane imię na wewnęrznej części prawego nadgarstka, kilka perłowych blizn po ramionach i na talii
Pod ręką : druga ręka! i pewnie jakiś sztylet.
Zawód : oficjalnie sekretarz arcyksięcia
Bestie : Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
Stan zdrowia : gojący się ślad po ranie postrzałowej lewego ramienia

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 143
Dołączył : 24/08/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Śpiący on Pią 21 Cze 2019, 16:49

Jasne, że będzie okazja – odpowiedział aktorowi kiwając krótko głową. – Ta wystawa zostaje do końca przyszłego miesiąca. – Nie mówił więcej. Pomógł Amiasowi utrzymać równowagę, ale sam nie wkręcał się w rozmowę czy nawet w ocenę którejś ze stron. Widział, że spotkało się tu sporo osób z tak różnymi osobowościami i podejściami do życia, że wręcz nie chciało mu się próbować łapać wątku, choć w duchu bawiła go rozmowa tego całego aktora, z tym całym Colinem, a także reakcja jego znajomego. Dopiero widząc jaki cyrk odstawiła kobieta z dzieckiem, przysłonił czoło i oczy dłonią. Chryste... cóż za dramaturdzy! Po chwili opuścił rękę i stał oniemiały spoglądając na zebranych wokół ludzi. Nieważne z którego wymiaru pochodziła każda osoba – wszyscy odrobinę zachowywali się jak kosmici.

Wysłuchał recepcjonistki, po czym pożegnał się z Amiasem odpowiadając podobnym klepnięciem, a zresztą rozmówców kiwnięciem głowy i sam po chwili ruszył na górę. Widział jak jakiś niedelikatny typ z wprawą rugbysty wpadł na drobnego Amiasa, a potem jak sam zaczął lecieć w dół. Dorian miał dość czasu i refleksu, aby uniknąć przyjemniaczka. W tej chwili złośliwa część Bazgracza i solidarność ze znajomym wzięły górę, dlatego nawet nie próbował pomagać prowodyrowi. Ha! It's karma bitches!
Droga na górę wydała się artyście dość długa, jakby właśnie uległ dziwnemu wrażeniu, które miewał w snach. Oho...? Czyżby to znak, na jaki czekał? Czyżby jednak śnił? Kiedy wreszcie dotarł na piętro, odszedł kawałek i zatrzymał się przy sali z sukulentami. Cóż... wszystko wyglądało normalnie. Może to nieprzyjemne wrażenie to tylko jego przewrażliwienie? Albo efekt niewyspania? Cholera. Patrzył przez moment na rośliny coraz bardziej żałując, że nie wybrał tych zajęć. Gdyby wiedział o sukulentach, nie wahałby się ani chwili tylko wszedłby tu i wielbił wszystkie z doniczek chcąc uczyć się więcej i więcej, choć przez swoje hobby już i tak miał o nich całkiem spore pojęcie. Trudno! Może jeszcze będzie okazja.
Nie zwlekając dłużej, poszedł do sali z kołami garncarskimi.
Śpiący
Śpiący

Godność : Dorian Anton Leammiele
Wiek : 27
Rasa : człowiek
Lubi : sztukę, muzykę i pieczoną cukinię
Nie lubi : tłumów, koszmarów i spadziowego miodu
Wzrost / Waga : 183 cm / 73kg
Aktualny ubiór : Z Poe: szary t-shirt, czarne bojówki || MDK: granatowe jeansy, jasnoniebieski sweter, sportowe buty, torba
Znaki szczególne : tatuaż z konstelacjami gwiazd na całym lewym ramieniu
Pod ręką : Z Poe: telefon, klucze do domu, portfel, brownie na talerzu, w płaszczu trzyma mały szkicownik i ogryzek ołówka || MDK: dokumenty, papierosy, zapalniczka, portfel, klucze, szkicownik, ołówek, chusteczki
Broń : broń boże!
Zawód : freelancer, bazgracz
Stan cywilny : kawaler
Stan zdrowia : darowanemu bazgraczowi nie zagląda się w zęby!

Liczba postów : 79
Dołączył : 01/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach