Przeklęty tabor – obrzeża Upiornego Miasteczka – granica z Malinowym Lasem

Go down

Pisanie autorstwa Fatum on Nie 9 Cze 2019 - 2:57

Przeklęty tabor – obrzeża Upiornego Miasteczka – granica z Malinowym Lasem 3de5facc35c9444bedfe2f4e4733eca4

Tam, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna dzicz, utknął przeklęty tabor. Kto, go przeklną? Tego nikt nie wie do dziś... Ale i niewielu się nad tym głowi, bo któż przejmowałby się losem nędznych cyrkowców prawda? Dla wielu mieszkańców Krainy Luster bardziej istotny był fakt czy droga, którą wówczas poruszała się karawana cyrkowców, była nadal bezpieczna. Nikt nie chciał podzielić, strasznego losu, jaki spotkał ową trupę. Nikt nie chciał powiększyć kolekcji wiecznych posągów. Bo tym właśnie stali się cyrkowcy, którzy w jednej chwili zastygli w bezruchu przemieniwszy się w kryształowe rzeźby. Każdy najmniejszy detal ich ciał został zachowany, czyniąc z tej tragedii niezwykłe dzieło sztuki. Szkoda tylko, iż niewielu ma odwagę je podziwiać. Klątwa, która pochłonęła ponad dwa tuziny istnień, obiła się echem po Krainie. Od tamtego czasu, jagodowy szlak był omijany szerokim łukiem. Z upływem lat lustrzani zapomnieli nawet, dlaczego powinni się go wystrzegać.
Każda duszyczka, która zabłąka się, w te okolice ujrzy krąg cyrkowych wozów, na których czas zdarzył zacisnąć swe zęby. Żywe kolory farb, zdarzyły już zblaknąć, lecz mimo to wyróżniają się na tle leśnej zieleni. Wiatr wprawia w ruch pordzewiałe dzwonki, skrzypi zawiasami drzwi i okiennic. Zaś przyroda upomina się o każdy skrawek swej przestrzeni, wdzierając się do wnętrza, niegdysiejszych domów na kołach. Mech, łodygi oraz drobne kwiaty, chętnie korzystają z podpory w postaci kryształowych posągów. Ten naturalny kamuflaż, sprawia, iż z nadejściem zmroku, sceneria tego miejsca zyskuje zdecydowanie więcej upiorności.

Jak myślisz, czy przeklęty tabor zdoła Cię oczarować, a może jego widok zacznie nawiedzać Cię w koszmarach? Jeśli zechcesz to sprawdzić, warto byś wiedział, iż miejsce to umiłowały sobie niektóre z bestii. Warto zatem zachować czujność lub przynajmniej rozwagę.
Fatum
Fatum

Godność : Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara (FATUM) Weridust
Wiek : Wyglądam na jakieś 24 i na tyle się czuję!
Rasa : Kapelusznik albo niedorobiony Cyrkowiec, mentalnie coś pomiędzy.
Lubi : Zabawę! Śmiech, cyrk, kolory, brokat, hałas, urocze i upiorne rzeczy, więcej kolorów! Watę cukrową, herbatę, alkohol! Zwierzątka! Mogę tak cały dzień!
Nie lubi : Nudy, strażników narzekających na zakłócanie spokoju, szybko biegających strażników... Wspominałam już o nudzie?
Wzrost / Waga : Całe 173 cm i niecałe 61 kilogramów chodzącego uroku osobistego, doprawionego gramem szaleństwa.
Aktualny ubiór : -
Znaki szczególne : Ja cała jestem szczególna!
Pod ręką : Jasper(czapka), o ile rękę trzymam na głowie.
Zawód : Artystka sceniczna! Błazen - akrobata, dawca uśmiechów.
Stan cywilny : Jaki stan?
Pan / Sługa : Jestem Panią i sługą własnego szaleństwa!
Stan zdrowia : Dobrze jest! Forma jak złoto! Ćpam żyćko <3

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Fatum on Nie 9 Cze 2019 - 4:04

Ah! Kolejny piękny dzień! Nie bardzo pamiętałam jaki... a to nie całkiem dobrze, bo ostatnio miałam całkiem napięty grafik. I było w nim coś na środę, wtorek, czwartek, sobotę... i chyba jeszcze inne dni. Ale jaki dzień właściwie był dzisiaj? Może był to dzień mokrego buta? Jeśli tak to, to uczciłam go, z honorami właśnie pakując stopę w najbliższą kałużę. Zatrzymałam się, wówczas na chwilę wpatrując w swoją stopę a właściwie w kałużę, bo stopy już widać za bardzo nie było. Hmmmmmmm.... Jeśli dziś faktycznie był dzień mokrego buta... to, co mi tam! Będę lepsza od innych! A co tam! Z tą oto myślą władowałam do wody drugą stopę. Przez moment zamieniłam mikry zbiorniczek wodny w scenę dla występów tanecznych. Stepowanie jakaś nigdy nie wychodziło mi za dobrze, ale przecież praktyka czyni mistrzem. Po lesie rozniosły się wściekłe, pozbawione spójnego rytmu dźwięki dzwonków, którym wtórował szczery radosny śmiech.
-No dobra, dobra dość świętowania, przecież wszyscy czekają na dzisiejsze niespodzianki!
Wytrzepawszy z butów resztki wody oraz błota, żwawym krokiem ruszyłam przed siebie. A widać było mnie już z daleka, tego byłam więcej niż pewna. Niosłam ze sobą ogromny bukiet kolorowych baloników. Różowe, Żółte, Zielone, filetowe... we wszystkich kolorach tęczy, a niektóre nawet całe były tęczowe. Do sznurka każdego z baloników przewiązany był papierowy rulonik, przewiązany złotą kokardką. Dziś był bowiem, dzień (mniejsza o to, który z kolei), w którym obdarowywałam mieszkańców swej kochanej Krainy odrobiną radości, optymizmu i wiedzy. W dni takie jak ten, rozdawała darmowe wróżby oraz śmieszne ciekawostki, przekazując je w równie zabawny sposób. Dziś padło na baloniki. Miałam nadzieję, że znajdą więcej entuzjastów niż na przykład szczurki. Ostatnio to właśnie do szczurzych ogonków przywiązałam karteczki, po czym wypuściłam małe słodkie gryzonie do jednej z restauracji. Było zabawnie, tylko jakoś mało kto kwapił się do odczytywania moich wiadomości. Mówi się trudno... i próbuje się dalej, co nie?

Moim krokom towarzyszyło dźwięczenie dzwonków. Jasper był dziś wyjątkowo rozśpiewany, co oznaczało, że również był dziś w co najmniej świetnym humorze.
-Trzeba się dziś, wybrać do Miasta nie sądzisz? Tylko co dzisiaj dorzucamy do wróżb? W zeszłym tygodniu jakoś nikogo nie porwały te bomby z brokatem, które wymyśliłeś. Za to moje słodkie całuski zrobiły furorę! Nie wiem tylko czemu, niektórzy myśleli, że będę rozdawać cukierki.... No wiem, że są cukierki, które też nazywają się całuski, ale... prawdziwe przecież są znacznie lepsze! Pamiętasz tamtego blond upiorka, było widać, że chętnie nie skończyłby na jednym hihi. Tylko to jego żona, wściekała się wtedy jak osa... nadal nie wiem czemu, przecież też dostała potem darmowego całusa... a nawet dwa! Nie wiem, czemu dalej się złościła... Jasper, ja czasem po prostu nie rozumiem kobiet...

Po jakiś dziesięciu, a może dwudziestu minutach żarliwych obrad, wybór padł na darmową koloryzację. Także teraz przy każdym kroku, o moje udo obijała się drewniana tabliczka. Umieszczony na niej napis obwieszczał, iż „Wykonuję darmową koloryzację, wszystkiego, czego dusza zapragnie”. Dobre hasło reklamowe to połowa sukcesu! Wizja kolejnej zabawy z użyciem tęczowej różdżki stała się dla mnie dodatkowym zastrzykiem energii. A drewniana tabliczka obijająca się o moje uda, teraz zyskała ową ofiarę, w postaci mojego ogona. Który w obecnej chwili, najbardziej przypominał ten należący do przedstawicieli psiej rasy. Z tą różnicą, iż pokrywające go futro, było mieszanką bieli, turkusu, czerni oraz fioletu. Ogon zaś merdał radośnie, gdy udało mi się dotrzeć do pierwszego przystanku na swej drodze, do przeklętego towaru.
-Witam moi mili! Uwaga kto za mną tęsknił niech stoi bez ruchu w absolutnej ciszy! ... Awww ! Jesteście kochani!
Fatum
Fatum

Godność : Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara (FATUM) Weridust
Wiek : Wyglądam na jakieś 24 i na tyle się czuję!
Rasa : Kapelusznik albo niedorobiony Cyrkowiec, mentalnie coś pomiędzy.
Lubi : Zabawę! Śmiech, cyrk, kolory, brokat, hałas, urocze i upiorne rzeczy, więcej kolorów! Watę cukrową, herbatę, alkohol! Zwierzątka! Mogę tak cały dzień!
Nie lubi : Nudy, strażników narzekających na zakłócanie spokoju, szybko biegających strażników... Wspominałam już o nudzie?
Wzrost / Waga : Całe 173 cm i niecałe 61 kilogramów chodzącego uroku osobistego, doprawionego gramem szaleństwa.
Aktualny ubiór : -
Znaki szczególne : Ja cała jestem szczególna!
Pod ręką : Jasper(czapka), o ile rękę trzymam na głowie.
Zawód : Artystka sceniczna! Błazen - akrobata, dawca uśmiechów.
Stan cywilny : Jaki stan?
Pan / Sługa : Jestem Panią i sługą własnego szaleństwa!
Stan zdrowia : Dobrze jest! Forma jak złoto! Ćpam żyćko <3

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nathan on Nie 9 Cze 2019 - 13:44

Szedł już może kilka godzin. Albo nawet kilkanaście, jeśli spojrzeć na to, że kompletnie stracił poczucie czasu. W lesie światło dnia nie było aż tak dobrze widoczne. Panował przyjemny półmrok, utrzymujący się praktycznie przez cały dzień. Nathan bardzo polubił ten półmrok. Ledwie chwilę temu się obudził z nicości, a już chciał z powrotem się położyć i zasnąć przy szumie drzew oraz świergocie ptactwa. Las chociaż niektórym mógł się wydawać straszny, chłopaka jakoś dotąd nie zrażał. Może to dlatego, ze miał dotychczas takie szczęście i nic go nie zeżarło. A może zwyczajnie wczuł się w zieloną scenerię. Panował tu bowiem względny spokój. Rzecz, którą cyrkowiec bardzo sobie cenił. Tą wszechobecną ciszę, złożoną z szumu liści i odległych dźwięków zwierząt. Prawdopodobnie dlatego właśnie Nathan nie miał na sobie butów. Tak przynajmniej sądził, bo powód był zgoła inny, jednak co on mógł o tym wiedzieć? Chociaż ziemia i błoto szczelnie obklejały mu bose stopy, on jakoś się tym nie zrażał. Jedynie czasem podskoczył lekko, gdy coś się w nie wbiło. Na ogół jednak nie myślał o ich osłonięciu czymkolwiek, jako że chodzenie boso było przyjemne. Buty zbytnio by hałasowały. Zakłócałyby ciszę i nieznośnie oddzielały stopę od ziemi, co było nie do pomyślenia przez cyrkowca. W każdym razie, starał się on za wszelką cenę nie niepokoić otaczającej go przyrody. Po prostu spacerować sobie cicho przed siebie drogą, która...  Zaraz, czemu zaczął nią iść, zamiast po prostu przez las, jak to dotychczas robił? Wtedy dopiero dotarło do niego, że w ogóle wie, co to jest. Drrrroga... To słowo kołatało w jego głowie, dając mu kolejny temat do rozmyślań. Wiedział bowiem, że droga to droga oraz że powinien nią pójść, jeżeli chciał dać upust swej ciekawości.

Była jedna tylko rzecz, która przerastała jego zamiłowanie do tej leśnej ciszy i spokoju. Ogromna ciekawość tego, co jest dalej. Dotychczas niestety widział jedynie trochę drzew, krzaków i zwierzątek. Ale czy jest coś jeszcze? Czy ten las jest nieskończony i pokrywa absolutnie całą ziemię, rozciągając się we wszystkich kierunkach aż po granice wszechświata? Nathan tego nie wiedział. Dlatego zamiast siedzieć na tyłku przy tej jednej rzeczce, wybrał się na dość przyjemny spacerek. Zaś droga, na którą się natknął była swoistym przerwaniem tego zielonego spokoju. Niechcianą wyrwą, niepasującą tutaj. I z pewnością cyrkowiec wrócił by wgłąb lasu, gdyby nie to, że ciekawość górowała. Posłuchał się tego dziwnego głosu w głowie i poszedł drogą. Podekscytowany nowym znaleziskiem, chciał dowiedzieć się, co jest dalej. Jednakże szybko, bo po kilkunastu minutach marszu, zaczął odczuwać swego rodzaju zawód. Nic tu przecież nie było. Po prostu ziemny pas pociągnięty pośród drzew. O ile nie miał nic przeciwko dalszemu spacerowi, tak nieco zirytowany był, że nic tu nie znalazł. Tak liczył na to, że spotka na końcu drogi coś ciekawego. A ta ciągnęła się, ciągnęła i tyle... No cóż, może to i lepiej. Nathan wzruszył zwyczajnie ramionami i już chciał skręcić w las, gdy coś usłyszał. Dźwięk... dzwonków? Co to tak nieznośnie brzęczało? To z pewnością nie było żadne zwierze. Absolutnie nie pasowało do tego, co dotychczas cyrkowiec słyszał. Momentalnie zamarł, z jedną nogą już nad trawą. A potem powoli wrócił na drogę i zaczął szybkim krokiem iść w kierunku dźwięku. To coś nie było stąd. Nie mogło być stąd. Jeszcze ten śmiech... Słysząc go, mimowolnie przeszły go dreszcze. Być może podniecenia odkryciem, a być może strachu. Nie pamiętał, by jakieś stworzenie wydawało taki dźwięk. Chociaż sam był świadom, że może to zrobić. On akurat śmiać się mógł, chociaż przypomniał to sobie dopiero teraz... Dziwne dość. Jeśli chciał rozwikłać tą zagadkę, musiał przyśpieszyć.  

Wkrótce przyroda go już nie interesowała. Po prostu biegł przed siebie, rozpryskując na boki ziemię i zapominając o dotychczasowym zauroczeniu przyrodą. Biegł i biegł, a potem... wozy. Nathan momentalnie zatrzymał się i zaczął przyglądać wozom z daleka. Oraz czemuś jeszcze, co tam było... Po chwili ruszył powolnym krokiem w tamtym kierunku. Już nawet nie zastanawiał się nad tym, co to za dziwne drewniane konstrukcje obrośnięte ze wszystkich stron. Już nawet nie zachwycał się kryształowymi pomnikami, pięknymi na swój makabryczny sposób. Zapatrzony był w kobietę, która przechadzała się tam radośnie. Cichymi kroczkami zaczął się do niej zbliżać, licząc, że go nie zauważy. Bał się bowiem, że może to być jedno z tych zwierząt, które rzucały się na niego, gdy tylko podchodził. Chociaż czuł, że ta jest inna... Czy to w ogóle było zwierzę? Nie mógł się w pewnym momencie powstrzymać, by nie zmniejszyć dystansu. Podchodził od jej pleców, nie przewidując chyba, że ta przecież może zwyczajnie się obrócić. Zbyt pochłonięty był nowym "znaleziskiem", by myśleć o potencjalnym niebezpieczeństwie.
Nathan
Nathan

Godność : Nathan
Wiek : 17 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zwierzątka
Nie lubi : hałasu
Wzrost / Waga : 168 cm/ 50 kg
Aktualny ubiór : Zniszczone, podarte łachy. Jakaś ciemna koszulka oraz luźne spodnie. Trudno jednak to ocenić przez zniszczenia. Ubrania ledwo na nim wiszą.
Znaki szczególne : Blizny w okolicach rogów, szyi oraz jedną długą, rozciągającą się na tyłach głowy i przysłoniętą przez włosy.
Pod ręką : Nic
Broń : Brak
Zawód : Brak
Stan cywilny : Sarna się liczy?
Pan / Sługa : Brak
Bestie : Brak
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 21
Dołączył : 07/06/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Fatum on Pon 10 Cze 2019 - 23:42

Krążyłam między kryształowymi posągami, zrywając z nich nadmiar roślinności. Mieszkańcy taboru należeli do tego rodzaju klienteli, który trudno zadowolić. Ciężko bowie zmusić do uśmiechu twarze zastygłe w grymasie przerażenia lub obojętności. Co wcale nie znaczyło, że jest to niemożliwe! Co miałam zamiar udowodnić. Odwiedzałam ich regularnie, dostarczając, zastrzyku rozrywki a czasem pożyczając sobie coś z ich wozów. Cóż nikt nie protestował! A ja zawsze przynosiłam coś w zamian. Znałam legendę kryształowych cyrkowców, żadna jednak nie mówiła jasno, czy nieszczęśnicy faktycznie są martwi, czy nie wiedzą co dzieje się wokół nich. A jeśli wiedzieli? Musieli się tu cholernie nudzić! Zapewne odwiedzałabym ich częściej, jednak nie powinnam mieć ulubieńców. W końcu reszta krainy też zasługiwała na odrobinę radości! A nikt nie zabijał nudy równie skutecznie co ja.

Żwawym tanecznym krokiem zatrzymałam się przy posągu młodej kobiety, która wznosiła ręce ku górze. Do jednej z jej dłoni przywiązałam naręcze balonów.
-Potrzymaj to dla mnie Złotko. Dziękiii. A zapomniałabym, mam dla Ciebie ten szalik, o którym Ci ostatnio mówiłam!
Mówiąc to, z wnętrza swojej czapki wydobyłam, długi szal, na którego końcu pobrzękiwały pozłacane blaszki. Zgrabnie owinęłam materiał wokół szyi posągu, po czym układając palce niczym reżyser filmowy, szukający najlepszego kadru odeszłam kilka kroków do tyłu.
-No no, powiem Ci, że wyglądasz szałowo! Aren oniemieje z zachwytu.
Drugą część swej wypowiedzi dodałam teatralnym szeptem, nachylając się z powrotem ku kryształowej kobiecie. I w tej właśnie chwili w jej kładki, połyskliwym licu dostrzegłam zakrzywione odbicie... ktoś właśnie, stał za moimi plecami. Jak mogłam nie usłyszeć jego kroków? Widać potrafił nieźle się skradać... albo za mocno wsłuchałam się w melodię, dzwonków, pobrzękujących wokół mojej głowy. Cóż jedno z dwóch.
Musiałam poświęcić sekundę, może dwie, na wewnętrzne rozważania. Dotyczące tego, czy powinnam obawiać się osoby skradającej się do mnie od tyłu. Kiedy ktoś w ogóle zakrada się w taki sposób? Scenariusz pierwszy: ktoś, kto chce zrobić Ci niespodziankę! Scenariusz drugi: Ktoś lub coś, co ma zamiar Cię upolować i zjeść! Scenariusz trzeci: Skrytobójca! W sumie czy to nie zawiera się już w scenariuszu drugim? Chociaż nie, nie powinno się łączyć chęci mordu z próbą zapewnienia sobie przetrwania, co wiązało się ze zdobywaniem jedzenia. No i scenariusz czwarty: ktoś, kto chce, Cię okraś!
Zatem... na który scenariusz powinnam się przygotować? A może najlepiej na wszystkie? Cóż jakoś najbardziej odpowiadał mi pierwszy. Kochałam niespodzianki, do tego stopnia, iż postanowiłam podkraść, ten pomysł swemu nowemu znajomemu.
Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech, zaś oczy rozbłysły na moment przed tym, gdy skorzystałam ze swojej mocy, czyniąc się niewidzialną. Oczywiście na tym zabawa się nie kończyła. Ciężko zaskoczyć kogoś, kto właśnie zaskoczył ciebie. Ale ja lubiłam wyzwania! Dlatego też za pomocą telekinezy, zsunęłam z głowy Jaspera (swoją wierną błazeńską czapkę) i poruszałam nią, tak by dzwonki imitowały odgłos kroków. Uprzednio, zdarzyłam jednak wydobyć z jego wnętrza, pewną małą niespodziankę...
Nie czekałam na to, czy nieznajomy, ruszy za odgłosem dzwonków. W dwóch skokach znalazłam się za jego plecami, równocześnie zrzucając z siebie zasłonę niewidzialności.
-Czeeeeeść!
Zawołałam, zaś moją twarz ozdobił radosny i szczery uśmiech, którego należało się jednak doszukać pod zasłoną, jaki stworzyła moja kolorowa grzywka. Czapka jakoś zawsze pomagała w poskromnieniu, barwnego żywiołu szalejącego na czubku mojej głowy.
W dłoni, która pomknęła w kierunku nieznajomego, trzymałam Czekoladową muffinkę z jagodami, owiniętą w kolorowy papier przewiązany kokardką. (Byłam przygotowana również na scenariusz numer dwa! Brawo ja!) A co najciekawsze smakołyk nadal pozostawał ciepły i kusił wonią wypieków świeżo wyciągniętych z pieca. Jak to możliwe? Cóż, magia Kapelusznikowych nakryć głowy! Czasem lepiej wiedzieć mniej niż więcej. Ale tylko czasem. Bo teraz chciałam wiedzieć wiele jak najwięcej, na temat rogatego chłopaka, stojącego naprzeciw mnie.
-Głody? Częstuj się! Mam ich całkiem sporo. Podkradłam trochę Fibi, tylko jej tego nie mów. Ze mnie niestety marny cukiernik. A w każdym razie jeszcze.
W trakcie próby poczęstunku, na mojej głowie, ponownie wylądowała błazeńska czapka. Zaś puchaty psi ogon, który dalej posiadałam, merdał wesoło na boki, wygrywając dynamiczny rytm, kiedy wadził o drewnianą tabliczkę.
-Jestem Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara, ale możesz mówić mi Fatum!



Fatum
Fatum

Godność : Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara (FATUM) Weridust
Wiek : Wyglądam na jakieś 24 i na tyle się czuję!
Rasa : Kapelusznik albo niedorobiony Cyrkowiec, mentalnie coś pomiędzy.
Lubi : Zabawę! Śmiech, cyrk, kolory, brokat, hałas, urocze i upiorne rzeczy, więcej kolorów! Watę cukrową, herbatę, alkohol! Zwierzątka! Mogę tak cały dzień!
Nie lubi : Nudy, strażników narzekających na zakłócanie spokoju, szybko biegających strażników... Wspominałam już o nudzie?
Wzrost / Waga : Całe 173 cm i niecałe 61 kilogramów chodzącego uroku osobistego, doprawionego gramem szaleństwa.
Aktualny ubiór : -
Znaki szczególne : Ja cała jestem szczególna!
Pod ręką : Jasper(czapka), o ile rękę trzymam na głowie.
Zawód : Artystka sceniczna! Błazen - akrobata, dawca uśmiechów.
Stan cywilny : Jaki stan?
Pan / Sługa : Jestem Panią i sługą własnego szaleństwa!
Stan zdrowia : Dobrze jest! Forma jak złoto! Ćpam żyćko <3

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nathan on Wto 11 Cze 2019 - 17:30

Właśnie oglądał sobie zafascynowany przyozdabianie pomnika szalem, gdy coś najwyraźniej poszło nie tak. Jego dziwaczne zwierzątko nagle zniknęło! I to dosłownie. Ile razy by nie zamrugał zszokowany, ono się nie pojawiało. Stał tak przez kilka dobrych chwil, nie wiedząc kompletnie, co się stało. Rozglądał się zdezorientowany dookoła, szukając gorączkowo swej zguby. Nagły szok po chwili zastąpiło lekkie uczucie strachu. Bo co, jeśli było to jedno z tych stworzeń, przed którymi powinien natychmiast uciekać? Skoro zniknęło, to mogło się również pojawić. Wyskoczyć z ukrycia i rozszarpać go. Nie była to wyjątkowo zachęcająca wizja, więc Nathan mimowolnie cofnął się o krok. Jeden, niepewny krok w tył, po którym usłyszał zaraz odgłosy dzwonków. Teraz nie były już takie ciekawe, jak wcześniej. Były niepokojące, ale jednocześnie się oddalały... Co by oznaczało, że jednak nie trafił na drapieżnika. Kamień mu spadł z serca. Już chciał odetchnąć głęboko i zacząć oglądać te dziwne wozy oraz figury. Ale wtedy coś lub raczej ktoś postanowił wyjątkowo niespodziewanie przywitać się z nim. Wzdrygnął się na sam głos tej osoby, zamierając na chwilę w miejscu. Serce wyraźnie mu przyśpieszyło, gdy ktoś niespodziewanie pojawił się za jego plecami. Nie ruszył się jednak z miejsca. Może nie był w stanie, a może zwyczajnie nie przestraszył się aż tak bardzo. Z pewnością zareagowałby wtedy o wiele gwałtowniej. Zdzielił ją czymś albo rzucił się do ucieczki. Zareagowałby tak, gdyby nie jeden, acz bardzo ważny w tamtym momencie fakt. Rozumiał ten dźwięk... Zwierząt nie rozumiał. A to, co ona powiedziała akurat zrozumiał. I wiedział jedynie tyle, że w normalnych okolicznościach również powinien jej tak odpowiedzieć. Chociaż nie były to normalne okoliczności, postanowił tak uczynić.

Powoli odwrócił się w jej kierunku, przyglądając Fatum bardzo uważnie. Już chciał chyba coś wydusić z gardła, gdy ta podała mu jakąś dziwaczną kuleczkę. Nie chwyciłby by jej z pewnością, gdyby nie ten zapach... Poczuł, jak ślina zaczyna mu się zbierać w ustach. Powoli wyciągnął prawą rękę i chwycił wypiek, przyglądając się mu niemal świecącymi oczami. Dosłownie i w przenośni. Żółte kulki wpierw gapiły się na muffinkę, a potem powoli uniosły ku górze. Na szeroko uśmiechniętą twarz Fatum. Kilka sekund musiał przyglądać się jej, by wychwycić to spod włosów cyrkowca. Wtedy to sam zdobył się na niemrawy uśmiech. Musiał to zrobić mimowolnie, bo kompletnie tego nie planował. Po prostu usta same jakoś tak się ułożyły w ten kształt... A potem natychmiast wróciły do normalności, razem z ciekawością i lekkimi obawami. Degustacje wypieku postanowił zostawić na później.
- Hmmm... Fatum... Cześć. - powtórzył bezwiednie za kobietą - A ja... Ja w sumie nie wiem.
Stwierdził niepewnie i wzruszył lekko ramionami na sam koniec. W zasadzie mocno był zaskoczony tym, że w ogóle sklecił jakieś zdanie. Aż do tego momentu nie sądził, że jest w stanie to zrobić. Słowa były dla niego swego rodzaju abstrakcją. Kolejną nieodkrytą rzeczą, którą właśnie poznał. Lecz im dłużej o tym myślał, tym bardziej był świadom tego, że może wyrażać własne odczucia słowami. Ponownie zawahał się przez chwilę, zerkając gdzieś na bok i zbierając myśli. Było tyle rzeczy, które chciał teraz powiedzieć. Kim jesteś? Gdzie jesteśmy? Skąd umiesz mówić i się śmiać? Dlaczego nie uciekasz przede mną ani mnie nie próbujesz zabić? Taaak... Z pewnością te pytania były bardzo ważne. Kłębiły mu się w głowie, a on nie mógł wybrać, które z nich zadać najpierw. Dlatego postawił na ślepy traf, a raczej własną podświadomość. Wybrał pierwsze, które cisnęło mu się na usta. Spojrzał znów na uśmiechniętą twarz Fatum. Wpierw zastanawiał się trochę, jak je zadać i czy będzie w stanie ponownie przemówić. Szybko jednak obawy przeminęły, gdy po prostu to zrobił. Tak, jak większość nowo poznanych rzeczy, okazało się, że zwyczajnie potrafi. Żadnej większej filozofii, usta i język same układały się mu w słowa, które chciał powiedzieć. Co było na tyle ekscytujące, że tą ekscytacje nawet w głosie dało się wyczuć.
- Czym ty jesteś? Nie przypominasz mi żadnego stworzenia... - zaczął oglądać ją sobie od góry do dołu, jak gdyby rzeczywiście była kolejnym ze zwierząt - Ja rozumiem ciebie... Śmiejesz się i po prostu jesteś... inna od tego, co dotychczas tu widziałem. Do tego potrafisz znikać. Ze wszystkich tutaj, ty z pewnością jesteś najbardziej fascynująca. W zasadzie przypominasz mnie najbardziej z nich wszystkich.
Znów skupił wzrok na jej twarzy i kolorowych włosach. I rzeczywiście widział tam coś innego, niż u zwierząt. Przykładowo oczy... Niczym nie przypominały tych, które widział dotychczas. Nawet jego były inne, chociaż widział w nich te same iskierki rozumności i inteligencji. Podobnie zresztą cała twarz. Szczególnie ten uśmiech... Wyglądał dość magicznie, gdy zestawiło go się z ponurymi gębami niedźwiedzi, czy innych leśnych mieszkańców. Chociaż nie wydawał się taki zapewne większości osób, dla Nathana ten uśmiech był naprawdę wyjątkowy. Pierwszy, jaki zobaczył w życiu. Z całej postaci Fatum on własnie przykuł jego największą uwagę. Wyrażał bowiem emocje podobne do tych, jakie on sam mógł czuć. Emocje, których nie widział jak dotąd u zwierząt i które go od niego odróżniały. Wraz z tym, jak zauważał kolejne jej podobieństwa do samego siebie, obawy znikały. Pozostawała jedynie radosna ciekawość tego, że w końcu spotkał istotę jak on sam.
Nathan
Nathan

Godność : Nathan
Wiek : 17 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zwierzątka
Nie lubi : hałasu
Wzrost / Waga : 168 cm/ 50 kg
Aktualny ubiór : Zniszczone, podarte łachy. Jakaś ciemna koszulka oraz luźne spodnie. Trudno jednak to ocenić przez zniszczenia. Ubrania ledwo na nim wiszą.
Znaki szczególne : Blizny w okolicach rogów, szyi oraz jedną długą, rozciągającą się na tyłach głowy i przysłoniętą przez włosy.
Pod ręką : Nic
Broń : Brak
Zawód : Brak
Stan cywilny : Sarna się liczy?
Pan / Sługa : Brak
Bestie : Brak
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 21
Dołączył : 07/06/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Fatum on Sro 12 Cze 2019 - 21:25

Pierwszy kontakt zaliczony na piątkę z plusem! Choćby z racji tego, że nikt nie rzucił nikogo w niczym, ani się na nikogo. A takie akcje zdarzały mi się nader często, kiedy postanowiłam kogoś zaskoczyć. Mogłam wówczas dziękować opatrzności za dobry refleks i zręczność. Choć czy faktycznie opatrzności? W końcu codzienna porcja ćwiczeń nie zaliczała się sama, ot, tak!
W każdym razie był sukces! A więc i kolejny powód do świętowania oraz pomyślna karta dla nowej znajomości. Kolejnym dobrym omenem było przyjęcie muffinki. Były nie dość, że dobre, to jeszcze syte. Zatem ryzyko zostanie zjedzoną, szybko zamiotłam pod wyimaginowany dywan, który nadawał szyku w moim umyśle. Podobnie z resztą jak setki szafek, kufrów i pudełek. Które dało się dostrzec, pod stosami myśli i pomysłów, jakich nie chciało mi się odpowiednio posegregować. Czy odnajdywałam się w takim chaosie? A czy smoki lubią watę cukrową? No właśnie…
Jeśli kogoś zastanawia, czy w tamtej chwili speszyło mnie intensywne spojrzenie nieznajomego, które co rusz mierzyło mnie z góry na dół i odwrotnie… to muszę przyznać, że nie. W końcu artyści nie po to lgną do publiki, by kryć się potem przed jej zachwytem! To nie miałby najmniejszego sensu. Zresztą! Ciekawość to nic złego i miło było spotkać kogoś, kto, się z tym nie krył. Bo do odważnych świat należy. Mnie też nie brakowało tej jakże szlachetnej cechy, mimo iż większość notorycznie myliła w moim przypadku z lekkomyślnością. No cóż, nie każdy umie radzić sobie z zazdrością.
Także i ja przyjrzałam się lepiej nieznajomemu, który postanowił właśnie uczynić mój dzień szczęśliwszym. Szczery uśmiech na jego twarzy sprawił, że cicho pisnęłam z ekscytacji. A dzwonki na mojej czapce, odegrały krótką radosną melodyjkę. Darmowy mini koncert, zakończył się jednak szybko, ponieważ chciałam wysłuchać tego, co miał mi do przekazania złotooki.
Nie ma to jak szczypta tajemniczości! Poprawi smak wszystkiego, do czego się ją doda. Widać mój rogaty znajomy też, wiedział o tej zasadzie, skoro, postanowił nie zdradzać swojego imienia. A może chodziło o coś innego? Zerknęłam na dość sfatygowany strój swego kompana. Ogólnie trzeba było przyznać, iż sprawiał wrażenie ździebko zdziczałego. Hmmmmm, czyżby nadszedł czas na wcielenie się w sławną ikonę Ludzkich powieści detektywistycznych? Sherlocka Ho- ho-holmsa ?
-Awww dziękuję. Też uważam, że jestem wyjątkowa.
Oznajmiłam, po czym skłoniłam się teatralnie, by w końcu stając dumnie, zaś dłonie kładąc na talii. Zauważyłam, że moje palce zdarzyły pokryć się, czymś, co przypominało metalowe elementy rękawicy. Żywa zbroja imitowała prawdziwą rękawicę. I zapewne każdy, kto zerknął na moje dłonie, uznałby, że jest to cześć opancerzonej garderoby, nie zaś mego własnego ciała. Rytmicznie poruszyłam palcami, zaś niby metal zamigotał w świetle przebijającym się przez leśną gęstwinę. W sumie to mogło być rozwiązanie na ewentualny scenariusz trzeci oraz czwarty, ale wyglądało na to, że nie będziemy sobie skakać do gardeł. Chyba.
-Powiem Ci, że od dawna nie słyszałam równie uroczych komplementów. Dziękuję!
Mimo wszystko w tych wypowiedziach kryło się coś jeszcze... Podpowiadał mi to mój Ho-ho-holmsowy instynkt. Ah to były naprawdę dobre książki, zresztą jedne z jedynych, jakie udało nam się przemycić na Moriowskie salony. No nic, niegrzecznie byłoby zostawić pytanie bez odpowiedzi.
-Pytasz ,czym jestem? Cóż powiem Ci, że to dość skomplikowana sprawa. A nawet temat rzeka. Jestem artystka na scenie życia! Błaznem z wyboru i powołania! Podniebną tancerką! Żniwiarzem uśmiechów i przywoływaczką migreny. Z tym ostatnim to lekka przesada, ale nie ja to wymyśliłam.
Oczywiście opowiadanie o tym wszystkim, stojąc w jednym miejscu, byłoby zbyt nudne. Bo po co stać jak posąg, których wszak tutaj wcale nie brakowało. Dlatego też po zrobieniu paru kroków w tył, zaczęłam swój mały prywatny pokaz od wykonania gwiazdy razy trzy. Zatrzymałam się niemal przy ścianie jednego z wozów. Sporych rozmiarów wyłamane koło oraz wyglądająca na dość stabilną konstrukcją domu na kółkach. Sprawiła, że w kliku znalazłam się na szczycie wozowego dachu, które zaskrzypiało ostrzegawczo pod mym ciężarem.
-Ale jeśli pytasz po prostu o moją rasę... to jestem Kapelusznikiem na dopingu albo niedorobionym Cyrkowcem. Możesz wybrać która opcja podoba Ci się bardziej. A Ty?
Spytałam, przyglądając mu się przez chwilę z góry. Mój palec wskazujący przez chwilę wystukiwał, powolny rytm na mojej dolnej wardze. Miał rogi, chociaż w aktualnym stanie nie bardzo prezentował się na Arystokratę, ale hej! Czy wszystko, co ma paski, musi być zaraz pszczołą? A czy gdyby pszczoła miała kropki, to byłaby biedronką? Ale komu trafiłby się wtedy paski?
-Z resztą istotne jest, kim się czujesz! W jakiej skórze Ci najlepiej. Ja na przykład nigdy nie mogę się zdecydować.
Wzruszyłam ramionami, po czym zeskoczyłam ze swej małej lekko spróchniałej estrady. Ponownie dziarskim krokiem ruszyłam ku swemu nowemu znajomemu.
-Mówisz, że Cię przypominam co... A wiesz, że mogę bardziej? Masz cudne oczy jak żywe złoto. Myślisz, że do m-Mówisz, że Cię przypominam co... A wiesz, że mogę bardziej? Masz cudne oczy jak żywe złoto. Myślisz, że do mnie też by pasowały?nie też by pasowały?
Nachyliłam się w stronę rogacza, patrząc prosto w te jego złote ślepia. Naprawdę mi się podobały, było w nich coś hipnotycznego. Ale to nie czas na popadanie w zauroczenia.
Posłałam chłopakowi kolejny z bestselerowej listy moich uśmiechów, ten, który mówił „Uważaj, teraz będą czary!”. Na moment zamknęłam oczy, po czym przysłoniłam twarz dłońmi. Moje ręce, wykonały gest, przypominający zaczesywanie włosów do tyłu, przy okazji, zdejmując z nich czapkę.
Nieznajomy mógł obserwować, jak moje włosy wydłużają się i zmieniają barwę na czarną. Zaś z czubka głowy zaczęły wyrastać dwa rogi, kształtem przypominające jego własne. Jednak wisienką na torcie było co innego. A dokładniej złote spojrzenie, które teraz z niecierpliwością wyczekiwało na reakcje chłopka. I żeby nie było niedomówień, nie skopiowałam wyglądu swego rozmówcy, nie potrafiłam bawić się w "sobowtórowanie" ludzi. No bo po co, kiedy sama miała tyle do zaoferowania?
-Ta da! Mogę tak cały dzień, choć zwykle nie wiem co i kiedy się zmienia. Nie ma to, jak umieć zaskoczyć samego siebie.
Mówiąc to, wsunęłam dłoń, do swej czapki, wydobywając z niej kolejną muffinkę. Ta jednak była dla mnie, bo jakoś tak nagle zgłodniałam. Może to przez to wcześniejsze myślenie o tym, że sama mogłam zostać zjedzona? Cóż może.
-Więc... Co sprowadza Cię do Przeklętego Taboru? Też ich odwiedzasz? Jeśli tak, chyba będę musiała strzelić im focha, bo nic o Tobie nie wspominali. Chociaż oni zwykle są dość milczący, ale to nic! Hmmm a może, wybierasz się do Upiornego Miasteczka. Jeśli chcesz to z okazji dnia Mokrego buta, który jest dziś raczej na pewno... mogę wywalczyć Ci zniżkę na niektóre atrakcje.
Fatum
Fatum

Godność : Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara (FATUM) Weridust
Wiek : Wyglądam na jakieś 24 i na tyle się czuję!
Rasa : Kapelusznik albo niedorobiony Cyrkowiec, mentalnie coś pomiędzy.
Lubi : Zabawę! Śmiech, cyrk, kolory, brokat, hałas, urocze i upiorne rzeczy, więcej kolorów! Watę cukrową, herbatę, alkohol! Zwierzątka! Mogę tak cały dzień!
Nie lubi : Nudy, strażników narzekających na zakłócanie spokoju, szybko biegających strażników... Wspominałam już o nudzie?
Wzrost / Waga : Całe 173 cm i niecałe 61 kilogramów chodzącego uroku osobistego, doprawionego gramem szaleństwa.
Aktualny ubiór : -
Znaki szczególne : Ja cała jestem szczególna!
Pod ręką : Jasper(czapka), o ile rękę trzymam na głowie.
Zawód : Artystka sceniczna! Błazen - akrobata, dawca uśmiechów.
Stan cywilny : Jaki stan?
Pan / Sługa : Jestem Panią i sługą własnego szaleństwa!
Stan zdrowia : Dobrze jest! Forma jak złoto! Ćpam żyćko <3

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nathan on Czw 13 Cze 2019 - 19:10

Nowo poznana kobieta nieustannie go zaskakiwała. Uważnie przysłuchiwał się, cierpliwie czekając, aż skończy. Jedynie jego wzrok wędrował od jej twarzy, do stóp, na dłoni kończąc. Na błyszczenie tej ostatniej nie zwrócił zbytnio uwagi. Może dlatego, że nie przypominało mu ono niczego. Może i by się przejął tym, iż obca ma pod ręką broń, no ale o tym nie wiedział. Za broń uważał jedynie pazury i zęby. A że te mieli raczej na podobnym poziomie, to sądził żee... jest wyrównanie? Nie wdział w każdym razie w niej zagrożenia. Tym bardziej, że ta w tak dużym stopniu zaspokajała jego ciekawość. Mówiła całkiem sporo. Dla niektórych zapewne wręcz za dużo, ale nie w przypadku Nathana. On mógłby słuchać bardzo długo. Słowa to wciąż był dla niego dość fascynujący temat. Dlatego przez cały czas milczał, dając Fatum się wyszaleć. Trzeba przyznać, że dość dobry z niego słuchacz. Przez cały ten czas uśmiechał się lekko. Był naprawdę szczęśliwy ze swojego nowego "znaleziska".

Cokolwiek się zmieniło dopiero wtedy, gdy cyrkowczyni postanowiła dać upust swej artystycznej duszy. Słysząc te wszystkie tytuły, zmarszczył nieco czoło zdezorientowany. Brzmiały dość skomplikowanie i dziwacznie... No ale co on wie o tytułach? Sam przecież żadnego nie miał. Dlatego postanowił nie komentować. Wszak nie to go teraz najbardziej interesowało. Zafascynowany przyglądał się, jak Fatum zaczyna akrobacje. Z niemałym podziwem oglądał, jak robi gwiazdy, a następnie błyskawicznie włazi na dach wozu. On był też co prawda dość zwinny... Ale nie aż tak bardzo. Jego podziw był o tyle silniejszy, że mało które zwierze to potrafiło. Widział niewiele z nich i jedynie kilka umiałoby tak robić. No bo niedźwiedzie, czy jelenie raczej gwiazdy nie wykonają...
- Cyrkowiec?
Spytał cicho i zmarszczył nieco czoło. Już chciał dalej kontynuować wypytywanie się o sprawy oczywiste, czy odpowiedzieć na kolejne pytanie "nie wiem", ale akrobatka kontynuowała. A on widać do cierpliwych należał, bo pozwolił jej skończyć. Ta ostatecznie postanowiła wrócić na ziemię i z powrotem do niego podejść. I tym razem Nathanowi nie było w głowie uciekać, jak by to zrobił jeszcze kilka wypowiedzianych zdań wcześniej. W pewnym sensie, ufał temu stworzeniu bardziej od najłagodniejszego ze zwierząt. Dlaczego? Może dlatego, że tak bardzo przypominała jego samego. Ha, powoli w jego głowie zaczął się formować pewien fakt. Musiała rzeczywiście być kimś podobnym do niego. Chociaż pokazu, który nastąpi potem raczej się nie spodziewał...

Nawet pomimo tego, że już się nie bał, mimowolnie musiał nieco odchylić się do tyłu pod jej spojrzeniem. Wpatrywała się w jego złote oczy i chwaliła je. Wywołało to nikły uśmiech na twarzy chłopaka, jednak wciąż dziwne się czuł, jak tak w nie patrzyła. To nie była kwestia strachu. Raczej niezręczności, bo on sam nie zdążył jeszcze pomyśleć o swoich oczach, że są piękne. Co prawda widział je... No ale cóż. Zazwyczaj nie doceniamy tego, co mamy. Zresztą go tam bardziej interesował wygląd Fatum, niż swój własny. O ile jednak wcześniej czuł niezręczność, tak potem dopiero się zaczęło. Kobieta zaczęła się... zmieniać? Nim się obejrzał, już wyglądała całkiem podobnie do niego samego. Główny szok jednak wywołało to, że jej oczy nagle zmieniły barwę. Na całkiem podobną do jego własnej. Oniemiały patrzył tylko, jak nieznajoma wyciąga z kapelusza kolejką z tych kulek. Wtedy przypomniał sobie o własnej. Gdy ta jeszcze kończyła mówić, on podniósł wypiek powoli do ust. Starając się przy tym słuchać uważnie (no nie wypadało ignorować darczyńce przez jedzenie jego własnego daru), powąchał muffinkę i powoli wsunął ją do buzi. Musiała mu zasmakować, bo uśmiechnął się nieco szerzej i ugryzł po raz kolejny.
- Niesfamowite! Pofrafisz się fe mnie zfmieniaź!
Krzyknął zaskoczony, przełykając kęs z otrzymanego wypieku. Manier go nikt nie uczył, więc po co miał wpierw połykać, potem mówić?
- Czy ja też mogę się zmienić w ciebie?
Dodał po chwili szczerze ciekawskim głosem, przyglądając się jej włosom, rogom i oczom. Doszedł do prostego wniosku, że skoro ona potrafi się zmieniać w niego, to może on umie się zmienić w nią. Byłoby to dość zabawne. Może niezbyt przydatne, ale odkryłby kolejną rzecz na swój temat. Po chwili jednak początkowy entuzjazm spowodowany metamorfozą Fatum nieco uleciał. Nathan przypomniał sobie, że o ile nieznajoma powiedziała mu, czym jest, tak on tego nie wie. No ale i na to miał pewną teorię.
- Em... Chyba powinienem, nie? Nie wiem do końca, czym jestem, ale najwyraźniej tobą. Tak, jak ty jesteś mną. Tym... cyrkowcem albo kapelusznikiem.
Niezależnie, jak głupio to nie brzmiało, cyrkowiec pokiwał na koniec poważnie głową. Inaczej nie potrafił sformułować stwierdzenia "należymy do tego samego gatunku". Zwłaszcza, że Fatum teraz dosłownie upodabniała się do Nathana.
- W każdym razie, eee... Chyba będę musiał trzeci raz powiedzieć nie wiem. Podejrzewam, że taborem nazywasz to miejsce. Aaale, kogo mam odwiedzać? - rozejrzał się dookoła, a widząc tam tylko figury, wrócił pytającym wzrokiem na Fatum - I co to właściwie to Upiorne Miasteczko? Albo dzień Mokrego buta?
Pytania o zniżkę już sobie darował. Zamiast tego pochylił się nieco w dół, gdzie powinny być jego buty. Buty... Ta kobieta je miała. On ich nie miał. Zaczął w głowie zastanawiać się nad tym, czy też powinien. I mimowolnie, w zamyśleniu po raz kolejny uniósł maffinkę do ust. Znów ją ugryzł. Co by nie powiedział, musiała mu smakować.
- Mmmm... Przy okazji, bardzo dobre te kulki.
Stwierdził na koniec, pakując do gęby resztę podarunku od Fatum.
Nathan
Nathan

Godność : Nathan
Wiek : 17 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zwierzątka
Nie lubi : hałasu
Wzrost / Waga : 168 cm/ 50 kg
Aktualny ubiór : Zniszczone, podarte łachy. Jakaś ciemna koszulka oraz luźne spodnie. Trudno jednak to ocenić przez zniszczenia. Ubrania ledwo na nim wiszą.
Znaki szczególne : Blizny w okolicach rogów, szyi oraz jedną długą, rozciągającą się na tyłach głowy i przysłoniętą przez włosy.
Pod ręką : Nic
Broń : Brak
Zawód : Brak
Stan cywilny : Sarna się liczy?
Pan / Sługa : Brak
Bestie : Brak
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 21
Dołączył : 07/06/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Fatum on Sob 15 Cze 2019 - 1:24

Z minuty na minutę, poziom mojej sympatii względem bezimiennego towarzysza, wzrastał w zastraszającym tempie. Podobnie jak lista, rzeczy, którymi powinnam się zająć w najbliższej przyszłości. Wiedziałam co mam do zrobienia, ale jakoś nigdy nie mogłam spamiętać kiedy. Punktualność czy dotrzymywanie terminów jakoś nie chciały iść ze mną w parze. Być może ktoś się tym przejmował, ale ja sama niekoniecznie.
Moje popisy przypadły do gustu, złotookiemu, co cało mi nowy zastrzyk energii. Miałam ochotę wyszaleć się na trapezie albo trampolinie. Tutaj jednak mogłabym co najwyżej poskakać po drzewach. Mimo iż przyszło mi to z pewnym trudem, to zrezygnowałam z pomysłu, zabawy w tarzana. Głownie dlatego, iż, mogłoby to utrudnić dalszy przebieg konwersacji. A ta robiła się coraz ciekawsza. W mojej głowie nadal snuła się historia, dotycząca Rogacza oraz jego aktualnego stanu, którą ten właśnie rozbudowywał o kolejne fragmenty układanki.
-Może nie całkiem, ale owszem mogę podkraść Ci kilka cech. Na chwilę.
Mówiąc to, energicznie potrząsnęłam głową, wracając do swojego wcześniejszego wyglądu. Zmieniła się jedynie kolorystyka włosów. Teraz ich jaskrawe żywe kolory niemal biły po oczach.
-A potrafisz? Jeśli nie wiesz, to śmiało spróbuj! Ja zwykle muszę się chwilę skoncentrować, na tym, co chcę zmienić. Zobaczyć siebie oczyma wyobraźni i wua~la ! Teraz moja moc nieco się rozbrykała, przez takich jednych konowałów.. Ale spoko, da się z tym żyć. A czasem jest nawet zabawniej.
Stojąc w miejscu, bujałam się na palcach to w przód to w tył. Podobał mi się uśmiech rogacza, był taki szczery! Niektórzy nagrali kiepskiego zwyczaju uśmiechania się na pokaz. A przecież każdy, kto choć trochę się zna, od razu wyczuję czy uśmiech jest autentyczny, czy może stanowi tylko maskę, przyklejaną do twarzy, wtedy kiedy wypada ją nosić. To zjawisko bardzo często można było zaobserwować właśnie w przypadku rogaczy, znaczy Upiornej Arystokracji. Było mi ich naprawdę żal, przez większość czasu trzymali się sztywnej etykiety, reguł, dworskich manier. Bleh… nie wytrzymałabym tak nawet godziny. Dramat.
-Czy masz albo miałeś Kapelusz, albo czapkę, do których możesz wkładać, a potem wyciągać różne rzeczy? Tak w ten sposób…
Krótka demonstracja nigdy nie zaszkodzi! To też z wnętrza swej błazeńskiej czapki, wydobyłam długą płachtę, kolorowego migotliwego materiału, zaraz po niej czekoladową rzeźbę królika niosącego na plecach marchewkę, plażową piłkę „znaleziona” podczas wizyty w Świecie Ludzi oraz zgrabną parę rękawiczek. Przedmioty zniknęły we wnętrzu magicznego nakrycia głowy równie szybko, jak się, pojawiły. Z wyjątkiem plażowej piłki, którą miałam ochotę nacieszyć się nieco więcej.
-Po tym zwykle poznaje się Kapeluszników. Ale nie mówię, że nim nie jesteś. Może zgubiłeś swój kapelusz? A jeśli chodzi o Cyrkowców, to każdy jest inny. Choć wszyscy mają ze sobą coś wspólnego. Widzisz, są takie gnojki, które to lubią zabawy, bawić się w krojenie i kłucie innych. Co im z tego wychodzi? Zwykle cyrkowcy właśnie. A powiem Ci, że nie znajdziesz w Krainie drugiej tak tolerancyjnej grupy, jak moja ekipa z Cyrku.
Poprawiłam czapkę oraz włosy, które znów zdarzyły się rozjuszyć. Teraz ich kosmyki zaczesałam za uszy. Rozejrzałam się za swoją muffinką, niestety dotarł do mnie przykry fakt, że zdarzyłam ją już zjeść. Był to problem dobrego jedzenia, zawsze kończyło się za szybko.
Teraz nabrałam ochoty na mrożoną malinową herbatę. Pychota.
-Hmmm wiesz co? Chyba masz niezły kłopot z pamięcią. Mam pewną teorię... ale muszę jeszcze ją dopracować. A co do Upiornego Miasteczka, to po co o nim opowiadać skoro można się do niego przespacerować! I tak tak to miejsce nazywają Przeklętym Taborem. Widzisz ich wszystkich tutaj, też byli Cyrkowcami, ale podobno ktoś i przeklął lata temu i od tamtej pory, cóż... stoją tak. Odwiedzam ich, co by się za bardzo nie nudzili.
Mówiąc, na chwilę odeszłam od swego kompana, bo przypomniałam sobie o celu swej podróży, który teraz nieco się zmienił. Wróżby z balonami miały zatem znaleźć inne zastosowanie. Odwiązałam naręcze balonów, po czym za pomocą swojej mocy telekinezy, posłałam po jednym baloniku do każdego kryształowego cyrkowca. Mimo to zostało mi jeszcze z sześć, kolorowych balonów. Pięciu pozwoliłam odlecieć z wiatrem, zaś ostatni wręczyłam swemu rozmówcy.
-Proszę! Na kartce, znajdziesz szczęśliwą wróżbę, albo ciekawostkę.
Nie pamiętałam już jaka, była przy jakim balonie. Choć przy niebieskich, a taki właśnie dostał mój nowy znajomy, były chyba ciekawostki. Coś w stylu „Czy wiedziałeś, że łuska Forets'a schowana do skarpety, pomaga w interesach” albo „Jeśli poliżesz róg Upiornego Arystokraty, szczęście nie opuści Cię przez nadchodzące trzy miesiące”. Tak pisałam tego całkiem, sporo. Bo czasem szczęściu trzeba dopomóc.
-Jeśli Ci smakują to mam ich więcej! Chcesz? No i co powiesz na małą wycieczkę do Upiornego Miasteczka? Możemy Ci załatwić jakieś buty, przy okazji. No bo jak masz Świętować Dzień Mokrego buta bez butów...
Fatum
Fatum

Godność : Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara (FATUM) Weridust
Wiek : Wyglądam na jakieś 24 i na tyle się czuję!
Rasa : Kapelusznik albo niedorobiony Cyrkowiec, mentalnie coś pomiędzy.
Lubi : Zabawę! Śmiech, cyrk, kolory, brokat, hałas, urocze i upiorne rzeczy, więcej kolorów! Watę cukrową, herbatę, alkohol! Zwierzątka! Mogę tak cały dzień!
Nie lubi : Nudy, strażników narzekających na zakłócanie spokoju, szybko biegających strażników... Wspominałam już o nudzie?
Wzrost / Waga : Całe 173 cm i niecałe 61 kilogramów chodzącego uroku osobistego, doprawionego gramem szaleństwa.
Aktualny ubiór : -
Znaki szczególne : Ja cała jestem szczególna!
Pod ręką : Jasper(czapka), o ile rękę trzymam na głowie.
Zawód : Artystka sceniczna! Błazen - akrobata, dawca uśmiechów.
Stan cywilny : Jaki stan?
Pan / Sługa : Jestem Panią i sługą własnego szaleństwa!
Stan zdrowia : Dobrze jest! Forma jak złoto! Ćpam żyćko <3

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Nathan on Nie 16 Cze 2019 - 8:42

Ponownie, przyglądał się z ciekawością prezentacji umiejętności Fatum. Interesowało go to, jak chyba wszystko dzisiaj. Chociaż warto powiedzieć, że akurat cyrkowczyni najbardziej przypadła mu do gustu ze wszystkich "znalezisk". Zapewne po prostu spodobało mu się, że w końcu może z kimś podobnym sobie pogadać. Ale pomijając już samo to, jej możliwości zmiany wyglądu po prostu były ciekawe. Podobnie zresztą sytuacja się miała w wypadku prezentacji możliwości kapelusza.
- Hmm... Zawsze można spróbować...
Przymknął na chwilę oczy. Skupił się na tym, by jego włosy przybrały kolor podobny do tego Fatum... I nic się nie wydarzyło. Nathan powoli otworzył oczy i wziął jeden kosmyk włosów. Nadal były czarne... No co poradzić. Wzruszył ramionami jedynie i puścił go.
- Jak widać nie umiem... - w tym momencie zerknął na swoją głowę - Nie mam także kapelusza niestety, a szkoda, bo twój wydaje się świetny. No i nie pamiętam żadnych gnojków, którzy by lubili kłóć i kroić... Wychodzi więc chyba na to, że nie jesteśmy tym samym.
Mina cyrkowca nieco zrzedła. Naprawdę miał nadzieję spotkać kogoś takiego, jak on sam. I chociaż Fatum go przypominała, to widocznie nie była do końca taka sama... Przez myśl mu przeszło, że może nie ma osób takich, jak on. Że jest sam jedyny na świecie. Myśl ta po części go jeszcze bardziej zasmuciła, a po części dała nieco satysfakcji. Wyjątkowość się ceni.
- Myślę jednak, że twoja grupa musi być naprawdę miła. Nie rozumiem jednak, gdzie ona jest... I czemu właściwie ich ktoś przeklął? - rozejrzał się dookoła po kryształowych figurach - Nie da się tego odkręcić, by znów mogli się ruszać?
W sumie Nathan nie myślał o nich wcześniej, jako o żywych istotach... No ale skoro Fatum tak mówiła, to to musiała być prawda. Co nie zmieniało faktu, że zaczął czuć się w ich obecności dziwnie. Na tyle, że zapragnął opuścić to miejsce. Sama wizja braku możliwości ruchu go przerażała.
- Zresztą mmm... Może pójdziemy gdzies? Opowiadasz o tylu ciekawych miejscach... Chciałbym je zobaczyć. Chociaż nie jestem pewien co do butów... A jeśli nie masz nic przeciwko, zjadłbym w drodze więcej tych kuleczek.No i opowiesz o tej swojej teorii.
Chęcią Nathana pójścia stąd nie kierował jedynie strach. W zasadzie to jedynie niewielki dyskomfort powodował w obliczu tego, co naprawdę go w tej chwili napędzało. Ciekawości. Chciał zobaczyć to miasteczko. Pragnął zobaczyć więcej istot podobnych Fatum. No i po prostu zobaczyć coś nowego. Gdy o tym pomyślał, przypomniał mu się otrzymany balonik. Spojrzał na niego. Wtedy to też odkrył, że potrafi czytać. Brawo. Tak więc skoro już odkrył tą zdolność, wczytał się w tekst niesamowicie poważnie do tego podchodząc.
Nathan
Nathan

Godność : Nathan
Wiek : 17 lat
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Zwierzątka
Nie lubi : hałasu
Wzrost / Waga : 168 cm/ 50 kg
Aktualny ubiór : Zniszczone, podarte łachy. Jakaś ciemna koszulka oraz luźne spodnie. Trudno jednak to ocenić przez zniszczenia. Ubrania ledwo na nim wiszą.
Znaki szczególne : Blizny w okolicach rogów, szyi oraz jedną długą, rozciągającą się na tyłach głowy i przysłoniętą przez włosy.
Pod ręką : Nic
Broń : Brak
Zawód : Brak
Stan cywilny : Sarna się liczy?
Pan / Sługa : Brak
Bestie : Brak
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 21
Dołączył : 07/06/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Fatum on Pon 17 Cze 2019 - 15:48

Nie na wszystkie pytanie znałam odpowiedzi. Ale ten fakt nie martwił mnie szczególnie. Dawało to możliwości na nowe odkrycia i eksperymenty. Ktoś wszechwiedzący na pewno byłby strasznie znudzony. A nuda była dla mnie jak… Nawet ciężko wyrazić słowami ten rodzaj niechęci. Znaczy zwięźle, bo z dłuższym opisem nie byłoby problemu, lecz szkoda na niego czasu.
-Nie wiem, za co ich tak urządzili. A na magii znam się, coś w pewnym stopniu i owszem. Radzę sobie z pewnym zabawnym zaklęciem, ale nie zdradzę jakim. Nie mogę ot, tak pokazywać wszystkich swoich sztuczek. Pamiętaj, zawsze należy zachować coś ekstra na wielki finał.
Przymknęłam powieki i przybrałam zadumaną minę. W tym czasie znamię, które do tej pory poziomo przecinało mój policzek, zniknęło. Lecz tylko po to, by pojawić się ponownie, z tym że ułożone pionowo. Biegnąc, od czoła w dół twarzy, przechodząc przez sam środek oka. Gdy otworzyłam oczy, prawe miało teraz jadowicie zielony kolor.
-W sumie moglibyśmy iść do Upiornego Miasteczka, ale sama wybierałam się do Miasta Lalek. I chcę Ci pokazać Upiorne… Ale Miasto Lalek też jest fajne i jest tam mnóstwo „Ludzi”. Proponuję zatem skoczyć na małą wycieczkę po Mieście Lalek, a potem wrócić do Upiornego.
Gdy chłopak czytał swój liścik, zerknęłam mu przez ramię, chcąc sprawdzić, co takiego zesłał mu los. Gdy odczytałam ciekawostkę, moje usta znów rozciągnęły się w uśmiechu.
-I są spore szanse, że w mieście Lalek uda Ci się spotkać jakiegoś upiornego! No to, co ruszamy!
Mówiąc to z radosnym uśmiechem przyklejonym do twarzy, czymś znacznie wytrzymalszym niż kropelka, złapałam rogacza za ramię, pociągając go we właściwym kierunku.
-I jasne mam ich sporo. To się nazywa muffinki. Mogę też zaopatrzyć nas w niezły zapasik łakoci na drogę. Lubisz czekoladę, lizaki i cukierki co nie? Na pewno lubisz.

Zt x 2
Fatum
Fatum

Godność : Fenrisa Arcelia Timandra Unenia Meara (FATUM) Weridust
Wiek : Wyglądam na jakieś 24 i na tyle się czuję!
Rasa : Kapelusznik albo niedorobiony Cyrkowiec, mentalnie coś pomiędzy.
Lubi : Zabawę! Śmiech, cyrk, kolory, brokat, hałas, urocze i upiorne rzeczy, więcej kolorów! Watę cukrową, herbatę, alkohol! Zwierzątka! Mogę tak cały dzień!
Nie lubi : Nudy, strażników narzekających na zakłócanie spokoju, szybko biegających strażników... Wspominałam już o nudzie?
Wzrost / Waga : Całe 173 cm i niecałe 61 kilogramów chodzącego uroku osobistego, doprawionego gramem szaleństwa.
Aktualny ubiór : -
Znaki szczególne : Ja cała jestem szczególna!
Pod ręką : Jasper(czapka), o ile rękę trzymam na głowie.
Zawód : Artystka sceniczna! Błazen - akrobata, dawca uśmiechów.
Stan cywilny : Jaki stan?
Pan / Sługa : Jestem Panią i sługą własnego szaleństwa!
Stan zdrowia : Dobrze jest! Forma jak złoto! Ćpam żyćko <3

Liczba postów : 19
Dołączył : 17/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach