Czy jest na sali lekarz?

Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Wto 11 Cze 2019, 09:55

~Co się działo~

~Kontynuacja~
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Wto 11 Cze 2019, 11:44

Bez słowa sprzeciwu, podporządkowałam się poleceniom Marionetkarza. W końcu czy nie po to go tu ściągnęła? By, zrobił coś, czego sama nie byłam w stanie zrobić… Dlatego teraz postanowiłam siedzieć cicho, dać mężczyźnie czas oraz odpowiednie warunki do skupienia się na pracy. Moje uwagi były tutaj zbędne, a przynajmniej na razie.
Obserwowanie bruneta przy pracy miało w sobie coś ujmującego. Delikatność oraz troska, jaką w jednej chwili otoczył nieznaną sobie i można by rzec martwą istotę. Było w tym coś magicznego. Coś, co sprawiło, że na moich ustach, nieproszony rozkwitł życzliwy uśmiech.
Czy ja sama mogłabym wyglądać podobnie podczas opieki nad bestiami? Było to wątpliwe, gdy łączyłam umysł swój z bestii, nasze emocje często się mieszały. Niejednokrotnie byłam zmuszona przejąć na siebie cześć, złości i strachu, aby uspokoić swego pacjenta. Z tą różnicą, iż ja potrafiłam okiełznać te nagłe emocje. A przynajmniej prawie zawsze, ponieważ zdarzały się bestie tak rozjuszone, iż rozdzierały wstęgi mające łączyć nasze umysły. Na takie musiałam poświecić znacznie więcej czasu i cierpliwości. Nigdy jednak nie miałam sytuacji, w której uznałabym to zadanie za niemożliwe czy niewarte wysiłku. Podobny rodzaj ducha i pasji byłam teraz w stanie wyczuć od Marionetkarza.
-Dobrze to słyszeć. Martwiłam się, że ściągam Cię tu nadaremnie. Że nic, nie będzie można już zrobić. Ta skała wystająca z jego wnętrza… wyglądała dość złowróżbnie.
To faktycznie była dobra nowina, która autentycznie przyniosła mi ulgę. Z drugiej strony nadal drażnił mnie fakt, iż z niewiadomej przyczyny aż tak zaangażowałam się w tę całą sprawę. Organizowanie pomocy dla marionetki, której wcale nie znałam. A co zabawniejsze, dla która marionetki niemal rzuciła mną o ścianę. Powinnam wtedy sama zaatakować, pozbyć się zagrożenia… zaś ja szukam dla niego ratunku. Naprawdę nie wiedziałam czemu… ale czy jest sens walczyć z wewnętrznymi przeczuciami?
Zainteresowałam się nagłym poruszeniem, widocznym na twarzy swego kompana. Zaduma, strach czy podziw? To wszystko zdawało się teraz mieszać w jedno i zlewać ze sobą. Co jednak było ich przyczyną. Mężczyzna rozwiał me wątpliwości, nim jeszcze zdarzyłam zadać właściwe pytanie.
-Wielkiego Marionetkarza?
Spytałam cicho. Mój umysł zaś odświeżył obraz truchła, jakie jeszcze niedawno również zalegało w tej grocie. Zwłok mężczyzny, który dzierżył w dłoni klucz, który teraz trafił pod opiekę Christopher’a. Coś zatem podpowiadało mi, iż Pan Wielki Marionetkarz nie skończył za dobrze… domyślałam się też, że swą wielkość okupił… No cóż. Widziałam tę scenę, tamtego mężczyzny nie zabił upadek. Zrobił to leżący teraz na płaszczu blond chłopka. Nie udało mi się pozbyć plam, które zostawiło nic innego jak krew… mogłam pozbyć się tylko narzędzia zbrodni, oraz ciała ofiary… I postąpiłam słusznie, ponieważ szczerzę wątpię, w dalszą chęć współpracy Christopher’a, gdyby ten dowiedział się, że jego pacjent jest mordercą. A może nie? Może nie należał do grona ludzi, którzy tak chętnie rzucają proste wyroki, bez możliwości obrony? Może…
-Mogę otworzyć portal tylko do miejsc, które już znam. Byłam nich albo widziałam je na żywo. Musisz zatem określić mi okolice miejsca, w które mam nas przenieść. Tak byśmy mogli dostać się, jak najbliżej Twojej pracowni. Możemy też przenieść się do centrum Miasta lalek i tam wynajmę powóz.
Gdy tylko Marionetkarz, opisał przybliżone miejsce, do jakiego mieliśmy dotrzeć, skupiłam się na otworzeniu stabilnego przejścia. Wówczas, na tyle na ile mogłam, pomogłam w przeniesieniu marionetki. Przez cały ten czas ciągle nurtowało mnie, czy blondyn zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół niego. Czy teraz kiedy był uszkodzony, było to dla niego jak zapadnięcie w sen?
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Terry on Wto 18 Cze 2019, 18:07

Był wdzięczny za to, że Seamair nie wchodziła w jego kompetencje. Nie podważała tego co mówił, nie spoglądała kpiąco, nie mówiła niczego co mogłoby go wyprowadzić z równowagi. Potrafił docenić ludzi, którzy podchodzą profesjonalnie do tego typu sytuacji. W końcu chodziło o czyjeś życie. Wiedział, że wiele istot uważa marionetki na twór gorszego sortu, za coś co jest tylko marionetką i niczym więcej. Nie trzeba bardzo się wysilić, by znaleźć istoty które uważają marionetki za przedmioty, psy swoich panów. Nie miał im tego za złe, to co potrafili marionetkarze mogło przerażać. W końcu nie chodzi tu o poczęcie nowego życia wskutek zapłodnienia komórki jajowej. Nie. Marionetkarze potrafili dokonać cudu.
Nigdy nie pokazywał się z pyszałkowatej strony, nie należał do narcystycznych, nie stawiał siebie w boskim świetle. Nie.
Chciał jedynie, by wszystkie istoty były w stanie zaakceptować marionetki jako równe sobie. Bo w czym były niby gorsze, od takiego Cyrkowca? Nie jeden z nich, powstał na podobieństwo innych istot, nie jeden z nich powstał z licznym elementów innych istot. W czym marionetki były gorsze od Sennych Zjaw? W końcu powstały z wyobraźni śniącego. Nie istniały, póki ktoś ich sobie nie zwizualizował w głowie. Nie jedna z nich może poszczycić się dość osobliwym wyglądem…
W czym marionetki miałyby być gorsze od Szklanych Istot? Jak sama nazwa wskazuje, nie są one istotami zupełnie naturalnymi. Nie mają „ludzkiej” skóry.
Dlaczego marionetki mają być postrzegane jako gorsze, tylko dlatego że życie tchnęła w nie jedna istota, a nie dwie podczas standardowego stosunku płciowego?
Mógłby dywagować na te tematy naprawdę długo. Naprawdę dużo miał do powiedzenia w tej kwestii, zresztą nie był w tym sam. Wielu marionetkarzy próbuje walczyć z tymi krzywdzącymi opiniami. W końcu… marionetki to ich dzieci. Jakby na to nie patrzeć… Są dla nich czymś na kształt rodzica. Fakt, faktem, wśród marionetkarzy znalazłoby się kilkoro którzy… sami traktują marionetki jako narzędzie… ale zawsze w stadzie muszą znajdować się czarne owce. Nie da się tego uniknąć.
Dlatego podszedł do tego wszystkiego poważnie i całym sobą. Każdy jego dotyk był odpowiednio delikatny. Może i chłopak nie był jego dziełem, ale od razu poczuł się za niego odpowiedzialny. Był tylko dzieckiem, które potrzebowało pomocy.
- Tak jak mówiłem. Skała nie naruszyła najważniejszych trybów, a to co jest zniszczone nie jest nie do naprawienia. Najwięcej pracy będzie przy usuwaniu rdzy. Nie wiem jak go tu znalazłaś, ale gdyby stało się to później, to prawdopodobnie byłby nie do odratowania. A przynajmniej nie w takim stopniu, jakbym chciał.- Widział jak ulga malowała się na twarzy kobiety, nie mógł się do niej nie uśmiechnąć. Naprawdę się zaangażowała w ratowanie chłopaka, było w tym coś ujmującego. Czuł, że kobieta mu wszystkiego nie powiedziała, ale nie zamierzał wiercić jej dziury w trzewiach. Nie to było w tamtym momencie najważniejsze.
Umiejętność teleportacji kobiety, była wybawieniem. Targanie chłopaka przez taki kawał drogi, mogłoby mu zaszkodzić. Jego tryby był w tym momencie narażone na większe uszkodzenie. Terry nie wiedział ile już tu leżał, więc tylko na oko mógł ocenić, że mechanizm mógłby nie wytrzymać tej podróży.
Słysząc więc jej słowa, zawinął chłopaka szczelniej płaszczem, tak by żaden element przypadkiem się nie zawieruszył. Mojej uwadze nie uszły dziwne plamy na podłożu jaskini, ale nie zapytałem o szczegóły. Zbyt wiele opcji, zbyt mało czasu.
- Malinowy las. Kojarzysz może Jezioro wspomnień? Stamtąd mielibyśmy najbliżej do mojej… pracowni.- trochę się zaciął na końcu. W zasadzie jego pracownia jest u niego w domu, nie był pewien czy to było w sumie takie istotne. Nie potrzebował pomocy przy podnoszeniu chłopaka. Nie ważył o dziwo za wiele. Nie był pewien czego spodziewać się podczas teleportacji, więc trzymał bezwiedne ciało chłopaka chwytem solidnym.
Terry
Terry

Godność : Christopher George Marwick
Wiek : Wygląda na 35 lat
Rasa : Marionetkarz
Lubi : Whisky
Wzrost / Waga : 190/80
Znaki szczególne : Bródka przycięta na kształt dwóch kocich łbów
Pod ręką : Pies, zegarek kieszonkowy, broń, blaszka zmartwienia
Broń : Jatagan, kastet
Stan cywilny : Narzeczona Iris
Liczba postów : 18
Dołączył : 21/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Seamair on Sob 28 Wrz 2019, 01:44

Milczałam przez chwilę, przywołując w myślach wspomniane miejsce. Znałam je, lecz zdziwił mnie fakt, iż zna je również marionetkarz. To miejsce nie cieszyło się popularnością, mimo swej niezwykłej urody i natury. Ten, kto choć raz dostał się między gałęzie wijących wierzch, zdecydowanie nie chciał potarzać owego doświadczenia. No, chyba że był fanem wiązania i podduszenia oraz znał sposób na wyrwanie się z więzów, nim te zaczną zaciskać się na ciele z siłą będącą w stanie połamać kości. Zastanawiało mnie, czy wiedział o przejściu do podziemnych tuneli, kryjącym się za jedną z wierzb. Wolałam jednak nie poruszać tego tematu. Wiedziałam, że pokusa ciekawości często, jest trudna do zwalczenia. Zaś szwendanie się po owych tunelach mogło zakończyć się na zaproszeniu na kolację, do pewnego Fortesa... z którym znałam się aż za dobrze. Nie był wybredny, jeśli chodziło o, świeżą strawę a wolałabym, aby nie pochwalił mi się kiedyś jaki to smakowity okazał się pewien wysoki brunet...
-Znam to miejsce. Przeniosę nas tam bez problemu.
Słowa przekułam w czyny. Krótki moment na zebranie w głowie odpowiednich myśli oraz wizualizacja miejsca. Rzeczy konieczne, podczas tworzenia portali. A przynajmniej tych moich. Przed naszą dwójką, czy może raczej trójką pojawiło się świetliste przejście. Jak zawsze towarzyszyła mu migotliwa aura, pobłyskująca wszystkimi kolorami tęczy. Lubiłam ten widok, choć w niektórych sytuacjach żałowałam, iż moja moc, posiada tak atrakcyjną pod względem wizualnym, formę. Całe szczęście otwieraniu czy zamykaniu się przejść, nie towarzyszyły za to żadne efekty dźwiękowe.
Gdy już znaleźliśmy się nad jeziorem wspomnień, pozostało mi podążać w ślad za brunetem. Pogoda nie miała zamiaru nas rozczulać, z nieba sączył się już deszcz. Naciągnęłam na głowę kaptur, choć i ten na niewiele się zdawał. Wiatr potęgował uczucie chłodu, które sprawiło, iż zamarzyła mi się długa, gorąca kąpiel. Niestety, moje pragnienia, będą musiały poczekać jeszcze jakiś czas. Było wszak jeszcze parę kwestii, które wymagały omówienia. Pogoda nie zachęcała jednak do dyskusji, to też z rozmowami wolałam zaczekać, aż dotrzemy na miejsce.

Dom, a raczej dworek, który zamieszkiwał Christopher, na pierwszy rzut oka robił spore wrażenie. To zaś zdradzało, iż mój towarzysz, musi pochodzić z majętnego rodu. Ten fakt, niewiele jednak zmieniał w mojej sytuacji, oraz łączącej nas sprawie. Jego ranga społeczna nie miała dla mnie znaczenia, jeśli tylko dobrze znał się na swoim fachu.
-Nie chcę zabierać Ci więcej cennego czasu niż to konieczne. Muszę jednak wiedzieć, tak w przybliżeniu ile może potrwać oraz kosztować twoja praca. Chcesz, byśmy spisali kontrakt?
Formalności były częścią cywilizowanego świata. Wiele osób potrafiło uznać słowa spisane na papierze za świętość. Nie należałam do tej części osób, co jednak nie znaczyło wcale, iż nie potrafiłam dotrzymać zobowiązań. Pieniądze nie stanowiły problemu, już teraz mogłam zostawić odpowiednio szczodrą zaliczkę. Wszak materiały do naprawy marionetki, miały swoją wartość.
-Ciekawi mnie jeszcze jedna sprawa. Jego wiek. Sądząc po stylu i stanie jego ubrań... spędził w tej grocie szmat czasu. Czy będzie pamiętał, co się działo wokół niego? Mam na myśli to... jego mechanizm jest teraz uszkodzony czy stan, w którym przebywa, można przyrównać do śpiączki? Powrót do życia z taką luką w pamięci... jak to jest z marionetkami?

*******************
Gdy wyczerpaliśmy tematy do mniej i bardziej formalnych rozmów, przyszedł czas by się rozstać. Moja obecność nie była wymagana. W kwestii naprawy marionetki mogłam więcej zaszkodzić niż pomóc. To też pozostało mi uzbroić się w cierpliwość i zaczekać na wiadomość od Christophera. Pozostawiłam mu namiary na jedną ze swoich skrytek pocztowych. Drogą pocztową mieliśmy uzgodnić termin spotkania, gdy prace naprawcze oraz renowacyjne dobiegną końca. Nim zniknęłam w świetlistej poświacie portalu, podziękowałam brunetowi za przyjęcie zlecenia. Nadal nie rozumiałam, skąd wzięło się moje zaangażowanie w tej sprawie... może była to zwykła ciekawość, która zgaśnie z czasem? Tego nie mogłam być już pewna...
Odeszłam, pozostawiając swe niezwykłe blond znalezisko, w mniemy nadzieję dobrych rękach.
Seamair
Seamair

Godność : Erin Collins ale mów mi Seamair.
Wiek : Już 17 lat gości mnie ten Świat.
Rasa : Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
Lubi : Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, ogień, unikalne kreacje a przede wszystkim swobodę.
Nie lubi : Lekarzy, aparatury medycznej, niewoli i MORII
Wzrost / Waga : 166 cm /44kg
Znaki szczególne : Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
Pod ręką : Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, bezdenna sakwa..
Zawód : Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
Broń : Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
Stan cywilny : Wolna i szczęśliwa.
Pan / Sługa : -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
Bestie : Teti (Avi) Vivi (Fliks)
Liczba postów : 38
Dołączył : 02/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach