Dworzec AKL

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Pią 18 Sty 2019, 12:06

Dworzec Arcyksiążęcej Kolei Lustrzanej w Mieście Lalek został ukończony na krótką chwilę przed rozpoczęciem balu karnawałowego, na którym to został oficjalnie otwarty. Budynek góruje nad miastem, żeby w sposób symboliczny pokazać objęcie władztwa nad nim przez Arcyksięcia. Oczywiście sam budynek nie jest wyłącznie symbolem, każdy mieszkaniec Krainy Luster może dzięki niemu przyjechać do Miasta Lalek, czy też wybrać się z tego miasta w podróż.

W głównej sali połączonej z peronami wieloma kładkami znajduje się umieszczona centralnie ogromna mapa Miasta Lalek, a także umieszczona nad makietą tablica z informacjami o pociągach. Nieco mniejsze można znaleźć na każdym peronie, dzięki czemu tylko najmniej rozgarnięte osoby powinny mieć problem z trafieniem do właściwego pociągu. Ponadto można tutaj kupić bilety, w kasach umieszczonych niedaleko wejścia do miasta. Ponadto zmęczeni mogą usiąść na jednej z licznych ławek, czy przejść do dalszej części budynku jednymi z trzech przejść. Można wstąpić również do jednego z lokali, które przedsiębiorcy mieszkańcy Krainy Luster mogą wynajmować i prowadzić tam swoje interesy.

Pierwsze przejście prowadzi do holu hotelowego, na którego środku znajduje się wielka fontanna, a w którym można wynająć jeden z pokoi w hotelu znajdującym się w tym samym co dworzec budynku, a także przejść do restauracji. Drugie przejście prowadzi do muzeum, w którym można podziwiać najróżniejsze eksponaty związane z koleją. Ostatnie z przejść jest zamknięte i prowadzi do administracji budynku, a także koszarów dla lokalnego garnizonu.
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 54
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mavet on Sro 22 Maj 2019, 20:22

Przeniesione ze starego forum dla wygody.


Mavet
Mavet stał całkowicie bez ruchu pod ścianą przy jednej z podpór bocznego wejścia. Przez ten całkowity bezruch można go było przeoczyć. Potraktować jak część otoczenia - ostatecznie zazwyczaj tylko powyższe pozostaje w takim bezruchu. I to nie zawsze.
Dziewczyna miała jeszcze dwie minuty i dwanaście sekund zanim się spóźni na umówioną godzinę. Poinformował ją ledwie wczoraj i to wyjątkowo zdawkowo.
Minęła sekunda.
Oznacza to, że jest jeszcze sześć minut i osiemnaście sekund do odjazdu pociągu o ile nie będzie opóźnień.
Nawet jej nie wypatrywał. Nie powinien jej rozpoznać.
Przynajmniej o ile pamiętała, że ma nadal ćwiczyć co oznacza niemal ciągłe granie kogoś innego.
Dwie minuty i dwie sekundy.
Nie niecierpliwił się. Był tak cierpliwy jak cierpliwe może być cokolwiek co nie jest martwe. Zabójstwa to mało zabijania, a dużo czekania. Przynajmniej te ważne.
Wpadł na niego jakiś podpity jegomość.
Już chciał go zwyzywać gdy zobaczył szpon, który odsłonił rękaw, który lekko się przesunął przez impet uderzenia.
Szybko zmienił zdanie i zwiał.
Minuta i czterdzieści sześć sekund.

Zoya
Dał jej ledwo kilka dni.
Kilka dni na znalezienie medyka, który naprawi jej obolałe ciało. Odwiedziła Klinikę na wzgórzu i oczywiście przyjęli ją, ale nie obyło się bez pytań. Musiała udawać kogoś kim nie jest, kłamać, opowiadać wymyślone historie o rodzinie, mamusi która ją tutaj wysłała a sama jest w pracy. Zwaliła wszystko na bójkę w parku, zwykłą walkę o dziewczynę.
O dziewczynę? No tak, w końcu w Klinice była pod postacią młodego chłopaka. Sztuczna powierzchowność ukryła prawdziwe obrażenia, badanie nie wykazało żadnych nieprawidłowości... A może domyślili się, że coś jest nie tak ale z grzeczności nie zadawali więcej pytań? Ich lekarz był dziwny, gapił się na nią swoimi zielonymi oczami, przewiercał ją i uśmiechał się sztucznie.
Ostatecznie ją wyleczył i opuściła przybytek. Nie chcieli wysokiej zapłaty, dobre i to.
Schwytaną mysz zostawiła w domu. Nasypała jej do pudełka górę jedzenia, dała miseczkę z wodą. Stworek powinien przeżyć te kilka godzin w samotności.
Wiadomość od Maveta pojawiła się nagle i była zdawkowa. Podał lokalizację i właściwie nic więcej. Ostrożności nigdy za wiele... Problem w tym, że Zoya nie znała Krainy Luster na tyle dobrze by bez problemu odnaleźć dworzec.
Początkowo kluczyła. Pod postacią mężczyzny średniego wzrostu i w średnim wieku o krótko przystrzyżonych czarnych włosach, pytała o drogę pamiętając o tym, by nie zdradzić akcentu. By wyglądać bardziej...magicznie, zmieniła kolor swych oczu na mocny fiolet a na jednym policzku utworzyła opalizujące łuski. Nikt nie odbierał jej w tej postaci jako kogoś podejrzanego, przecież wielu było takich, którzy jeszcze nie znali tego miejsca.
Na szczęście miejscowi byli dość pomocni - szybko znalazła się na dworcu. Zapełniony po brzegi spieszącymi przejezdnymi, pachnący smarem, jedzeniem i potem. Mimo pięknego wnętrza, nie podobało jej się tutaj.
Chwilę rozglądała się z zaciekawieniem, udając zagubionego turystę. Nie podziwiała widoków ani architektury, szukała jednej osoby.
Stał pod ścianą. Nieruchomy, milczący. Jak posąg. Stalowy strażnik, uruchamiany tylko w celach niszczenia. Zagłada, krocząca na dwóch nogach, skrywająca lico pod metalową maską.
Bała się go ale jednocześnie był tak przyciągający, że gdy tylko go ujrzała poczuła dreszcz ekscytacji. Już samo przebywanie w jego towarzystwie budziło w niej mocne, skrajne emocje. Chciała jednocześnie schować się do mysiej dziury ale i nie puszczać go, przylegając do niego całym ciałem.
Kiedyś jeszcze uda jej się zdjąć jego maskę. Ujrzeć prawdziwą twarz. Może zobaczy w jego oczach swoje odbicie i coś więcej? Może pozwoli jej się ucałować, spić gorycz z mocno zaciśniętych ust.
Przez chwilę patrzyła na niego z zainteresowaniem godnym zwykłego przechodnia. Jeśli udało jej się uchwycić jego spojrzenie, jej fioletowe oczy nie odwróciły się ani na chwilę. Łuski zamigotały kiedy mężczyzna ruszył w stronę peronu, który go interesował. Pociąg miał być lada chwila, a jeśli ma na niego zdążyć, musi już teraz udać się na właściwą platformę.

Mavet
Zaczął mu się przypatrywać jeden facet. Już sam fakt, że ktoś się w niego wpatruje był dziwny.
Twarz nie pasowała do ubrań. Ubranie do postawy. Dobry, ale kostium. Można wiele ukryć za magią, ale nie można ukryć zachowania.
Mógł się mylić, ale obstawiał, że szansa jak cztery na pięć, iż to jego...
Podopieczna? W sumie chyba mógłby ją tak nazwać. Jakkolwiek dziwnie by nie brzmiało zestawienie tego terminu z jego osobą.
Która jak zwykle robiła wszystko po swojemu. A jeśli to nie ona to się spóźniała. Tak czy siak nie wykonała polecenia dokładnie.
Niesubordynacja bądź niedbalstwo są zaś nieakceptowalne. Inicjatywa i improwizacja wejdzie w jej repertuar o wiele później. Najpierw musi mieć podstawy.
Ruszył powoli za podejrzaną jednostką. Po chwili wahania wybrała odpowiedni peron co zwiększało szanse na to, że się nie mylił.
Już na peronie podszedł do niej i stuknął ją lekko acz stanowczo w plecy. Między łopatkami. Tam gdzie u dziewczyny znajdowałyby się rosnące i bardzo delikatne skrzydła.
Zapobiegawczo otoczył ich strefą ciszy.
Byłoby to potwierdzenie tożsamości i kara w jednym. Efektywne.
Gdyby się pomylił łatwo by to było zbyć jako zwykłą pomyłkę nieznajomego jako znajomego. Bezpieczne.

Wykupił cały przedział w pierwszej klasie. Prywatność cenił o wiele wyżej aniżeli oszczędności. Nie miał pożytku dla pieniędzy poza zwiększaniem skuteczności swoich działań. To było coś takiego. Długofalowego i raczej niepodobnego do niego, ale zawsze warto mieć alternatywy.
Nie znał się najlepiej na ludziach, ale miał wrażenie, że coś ciągnęło małą Zoy do niego. Reagowała zaskakującym entuzjazmem na wszystko co było z nim związane. I to całe przyczepianie się do niego przy każdej okazji.
Zdecydowanie było coś na rzeczy.
- Co zabrałaś ze sobą? - powiedział zamiast powitania i zamilkł w oczekiwaniu. Jego maska leżała na siedzeniu obok. Zasłonki były zasłonięte, a w przedziale panował półmrok.

Zoya
Teatrzyk trwałby w najlepsze, gdyby Mavet nie dotykał mężczyzny z łuskami na twarzy. I nawet nie chodziło o taki zwykły dotyk - on szturchnął go, wcale nie lekko w plecy.
Zoya poczuła przeszywający ból który prawie zmiótł ją na kolana. Ugięła się jakby ktoś strzelił ją batem, pochyliła twarz zgrzytając męskimi, dużymi zębami i gdy uniosła na niego swoją twarz, mógł ujrzeć w jej oczach niezrozumienie. Fioletowe oczy mignęły na chwilę kolorami oczu dziewczyny a na policzkach pojawiły się charakterystyczne pasy. Ścieżki łez, które pozostawił jej kiedy ostatni raz widzieli się w czynszówce.
Zacisnęła usta tłumiąc krzyk i jęk. Bolało jak cholera, on wiedział gdzie uderzyć. A było to tym intensywniejsze, że zrobił to celowo. Zrobiło jej się straszliwie przykro bo o ile mogła zrozumieć przemoc dzięki której on osiąga spełnienie, tak teraz nie miało to sensu.
Grzecznie poczłapała za nim do przedziału, utrzymując swoją sztuczną postać. Starała się zachowywać normalnie ale plecy rwały ją niemiłosiernie. Dopiero gdy usiedli w pustym przedziale, zdobyła się na porzucenie maskarady.
Z usteczkami w podkówkę usiadła na jednej z kanap i podwinęła kolana pod brodę. Był obok i pragnęła jego bliskości ale nie mogła wybaczyć mu tego co zrobił przed chwilą.
Spuściła wzrok i wpatrywała się wilgotnymi oczami w podłogę. Może żałowała, że stawiła się we wskazanym miejscu? Nie tak wyobrażała sobie ich spotkanie.
- Pieniądze. - powiedziała cicho i zadrżała, jakby ze strachu - I nóż który mi dałeś. - dodała, nie zapominając o broni.
Mrugnięcie oczami sprawiło, że po policzkach pociekły łzy. Już sama nie wiedziała czemu znowu ryczy.
Chyba liczyła na coś więcej niż tylko bezsensowny ból.

Mavet
Nie pozwoliłby jej upaść. Momentalnie gdy zauważył reakcję chwycił ją. Utrzymała się jednak o własnych siłach. Jak na coś tak małego była całkiem odporna.
Powróciły cechy jej wyglądu. Będzie musiał się spytać dlaczego.
Wysłuchał odpowiedzi. Pokiwał lekko głową na znak, że zrozumiał.
Zauważył, że płacze. Zrzucił winę na ból.
- Rozumiem, że boli. Jednak to była kara. Nie wykonałaś moich poleceń dokładnie. Niesubordynacja czy niedbalstwo - nieistotne. Pamiętaj o tym na przyszłość. - kara ma sens tylko wtedy kiedy karany wie za co jest karany. Prawie zapomniał wytłumaczyć swoje zachowanie. Nigdy nie musiał się tłumaczyć. To znaczy nigdy nie licząc jego Pani.
Nachylił się lekko i powiedział martwym głosem:
- Mam kolejne dwa pytania. Wtedy, na peronie straciłaś kontrolę czy zrobiłaś to celowo? Oraz co zapomniałaś zabrać? Ciekaw jestem czy się w ogóle domyślisz.
Odchylił się i spojrzał dziewczynie w oczy.
Jego ogon lekko bujał się w rytmie pociągu trochę pod nogami dziewczyny.
Zastanawiał się czemu teraz się do niego nie przykleja. Zrobił coś? Odwidziało jej się? Nie chciał zadawać pytania. Musiał się sam nauczyć, bo inaczej będzie miał problemy z kontrolowaniem dziewczyny.

Zoya
Gdy się odezwał, poczuła się tak, jakby nie słyszała jego głosu od wieków. Szorstki, poważny, jakby trochę mechaniczny. Każde słowo było jak szorowanie drucianą szczotą o gładką powierzchnię tablicy szkolnej. Wiedziała jak brzmi ten dźwięk, bo pewnego dnia umazała taką tablicę markerem permanentnym. Tata nie był zły ale kazał jej pozbyć się tego za wszelką cenę. No i pozbyła się, ale przy okazji zniszczyła całą tablicę. Miała dobre chęci ale... No cóż. Miała dobre chęci.
Zacisnęła pięści słysząc jego wyjaśnienie. Naprawdę musiał ją karcić jak zwierzę? Nie wystarczyło powiedzieć, co jest nie tak? Przecież słuchała go jak diabeł grzmotu. Gdyby zdecydował się na słowną reprymendę może nawet podziałałaby mocniej niż kara cielesna.
- Zapamiętam. - powiedziała cicho, pociągając nosem.
Jest pewna zasada: nie bij psa zbyt często bo kiedyś się odgryzie. Oczywiście Zoya była zbyt mała i słaba by mu się postawić, ale jeśli on wywoła w niej nienawiść, nie będzie mógł liczyć na jej lojalność. Czym innym jest wywołanie strachu związanego z szacunkiem a czym innym panicznego lęku.
Był zrelaksowany. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Wysławiał się jasno, spokojnie. Jego ogon poruszał się, zdjął też maskę ukazując "twarz". Oczywiście wiedziała, że to nie jest jego prawdziwe lico.
Nie poruszyła się kiedy zadał jej pytanie. Odwróciła wzrok i wbiła go w okno, za którym krajobraz przesuwał się jak szalony. Nie przyznała się, ale to była jej pierwsza podróż. Czuła ekscytację ale i strach związany z czymś nowym. Do małego nie opuszczała Laboratorium - wszystko było dla niej nowe i nieco straszne. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie miała wpływu na sytuację.
- Zrobiłam to celowo. - odburknęła nawet na niego nie patrząc - Mam też klucze do mieszkania. - dodała, odpowiadając na pytanie.
Unikała kontaktu. Sprawił jej niepotrzebny ból. I to wtedy, kiedy prawie zapomniała o tych cholernych kikutach.

Mavet
- Dobrze to zapamiętaj. Nie chcę cię zbytnio uszkodzić, a nie wiem jak inaczej mógłbym cię ukarać. - sam karany nigdy nie był. Nie musiał być. Sam też nigdy nie karał inaczej niż mordując. Nawet tortury nigdy nie były karą. Były środkiem do celu.
- Dobrze. - po krótkiej chwili dodał - Inaczej mogłoby to sprawiać pewne problemy.
Wzmiankę o kluczach zignorował. Nie o to mu chodziło.
Nie oczekiwał po niej jeszcze zbyt wiele. Dopiero się uczyła. Dla jej własnego dobra jeśli okaże się pojętną uczennicą.
- Nie masz map. Nie oczekiwałem, że je będziesz mieć, ale powinnaś się nauczyć przewidywać prawdopodobne miejsca, w których się znajdziesz przy nawet niewielu informacjach. Jak choćby to, którędy jedzie ten pociąg. Następne kilka razy powinnaś o tym pomyśleć, ale nie będę wymagał dokładności. Jest jednak jedna ważniejsza rzecz. Nie wiesz gdzie trafisz. Nie wiesz na jak długo. Musisz być przygotowana. Są sytuacje gdzie złoto jest bezwartościowe. Do niedawna przebywałaś w mieście. W mieście pieniądze są użyteczne. W dziczy... - tu sięgnął po torbę spod swojego siedziska. Wiedział jaki przedział zamówił i kazał ją tam wcześniej umieścić. - W dziczy jednak cenniejsze może być jedzenie i woda. - Tu rzucił torbę dziewczynie. Znajdowała się w niej spora manierka wody. Suszone mięso. Suchary. Suszone owoce. Racje podróżne. - Czasami będziesz musiała za kimś podążać poza miasta. Musisz dbać o siebie, bo inaczej zawiedziesz.
Sięgnął po maskę i ją założył.
Pociągnął za łańcuszek przy drzwiach. Po chwili pojawił się chłopak z obsługi. Ostatecznie to była pierwsza klasa.
- Przynieś co ona będzie chciała jeść i pić. Dla mnie nic. - rzucił mu srebrną monetę. By się postarał i pośpieszył.

Zoya
Popatrzyła na niego z ukosa. Rozumiała samą ideę kary, ale nie pojmowała dlaczego została ukarana w tak surowy sposób. Czy Mavet nie zauważył, że skrzydła były w tej chwili jej najsłabszą stroną? Wciąż rosły, nie prosiła nikogo o odcięcie... Cały proces bolał jak cholera, mimo to nie skarżyła się na głos. Co innego jednak, kiedy ktoś szarpnie ją za kikuta albo zdzieli we wrażliwe plecy.
Miała wziąć ze sobą mapy? Niby skąd? Nie wiedziała gdzie takowe można dostać, z resztą ostatnio była zajęta swoim zdrowiem. Jeśli faktycznie ma być użyteczna to musi być sprawna, prawda?
Nie skomentowała jego słów. Ostatecznie chyba miał rację. Chyba, bo przecież Zoya nigdy nie musiała walczyć o przetrwanie w terenie innym niż miasto. Mogła polegać na kradzieży dopóki w pobliżu byli mieszkańcy tego świata, ale jeśli ich zabraknie, faktycznie będzie miała problem.
Nie pytała też o cel podróży, bo mu ufała. Gdziekolwiek ją ze sobą zabierał, wiedziała, że będzie ciekawie. Nie znała Krainy Luster a zwiedzanie jej w jego towarzystwie było na swój sposób ekscytujące. Był szorstkim nauczycielem, ale pokazał już, że potrafi czerpać przyjemność z jej obecności. Sprawił jej co prawda ból ale... efekt był zadowalający. Jeśli tylko to daje mu satysfakcję, Zoya będzie mu pozwalać na wszystko.
Zamrugała słuchając co ma do powiedzenia i przyswajając informacje. Złapała bagaż ale nie otworzyła go, nie potrzebowała niczego sprawdzać bo z jego wypowiedzi wynikało co w nim schował. Spojrzała na torbę i przejechała dłonią po materiale. Uśmiechnęła się pod nosem. Troszczył się o nią.
Kiedy założył maskę ułożyła usta w podkówkę. Znowu ta maskarada? Mógłby wreszcie pokazać jej jak wygląda naprawdę... Spłoszyła się kiedy do ich przedziału zajrzał młodzieniec z obsługi. Spłonęła rumieńcem, bo miała wrażenie, że przygląda się jej i ocenia. Ocenia niespokojne oczy, wychudłe jeszcze ale zaczerwienione policzki, burzę blond włosów i rysy na buzi. Nie lubiła tego ale nie mogła się przemienić, bo wtedy zdradziłaby swoją moc.
Nie bardzo wiedziała o co mogłaby poprosić, ale na samą myśl o jedzeniu zaburczało jej w brzuchu. Była co prawda dorosłą pannicą ale nie potrafiła o siebie zadbać. Mavet dał jej pieniądze, ale i tak zapominała, że musi jeść. Było wiele ciekawszych rzeczy.
Poprosiła o jakieś danie obiadowe, właściwie jakiekolwiek. Do tego jakiś słodki napój. Podziękowała nawet nie patrząc na chłopaka i po jego wyjściu, spojrzała na stalowego.
- Dziękuję. - powiedziała uśmiechając się do niego nieśmiało i przysunęła się do niego.
Nie trzeba było długo czekać, przylgnęła go jego boku obejmując jego rękę i wtulając się w zimny metal. Brakowało jej bliskości. A on bardzo przypominał Jurija, był tak samo chłodny i nie mówił o swoich uczuciach.
Wierzyła, że jest dla niego ważna, inaczej nie dbałby o to by jadła, nie kupiłby jej ubrań i nie dał pieniędzy. Jeszcze nadejdzie czas, kiedy będzie mu przydatna, ale na chwilę obecną, kiedy nie miała żadnego konkretnego zadania, chciała zwyczajnie spędzić z nim czas.
Po kilku minutach, pewna, że chłopak z obsługi tak szybko nie wróci, wspięła się na kolana Maveta (o ile ten pozwolił) i uśmiechnęła się do niego słodko. Ta pozycja odpowiadała jej najbardziej.
- Wiesz? Byłam w tej Klinice. Wyleczyli mnie całkowicie! - pochwaliła się - Mają tam takiego dziwnego lekarza, który leczy dotykiem. Oczywiście nie dotykał mnie...tam. - dodała szybko i zrobiła oburzoną minę - Ale już wszystko mam sprawne. Jeśli chcesz...możemy... - przywarła do jego piersi jak zwierzę spragnione czułości i zamknęła oczy.
Chłodny pancerz Maveta po chwili lekko się nagrzał a ona poczuła się kochana.

Mavet
Nawet on był w stanie zobaczyć, że wejście chłopca ją zaskoczyło. Zdecydowanie nie podróżowała dużo, a na pewno nie w takich warunkach. Jakkolwiek nie przeszkadzałyby mu warunki wagonu towarowego to zawsze korzystał z pierwszej klasy. Większa prywatność i w zasadzie każdy jego ważniejszy cel z niej korzystał. Dlatego był przyzwyczajony do takich warunków i brał je za oczywiste. Tak jak i obsługę.
Znowu się do niego przykleiła. Nadal nie był do końca pewien dlaczego tak robi. Skreślił już fakt, że może jej być wygodnie. Był świadom tego, że jest twardy i zimny. Dowiedział się jednak, że ludzie często dążą do fizycznej bliskości. Nawet nie chodziło o to, że nigdy tego nie widział. Po prostu go to nie obchodziło. Bo i po co? Najbliższy kontakt z nim zazwyczaj mieli kiedy ich patroszył.
Oczywiście wiedział co ona robiła. Obserwował ją. Nie cały czas osobiście, ale wiedział, że może stanowić potencjalne zagrożenie dla jego Pani. Będzie śledzona dopóki nie zyska pewności, że nie zdradzi go. Patrząc na jego znajomość ludzkich emocji i motywacji mogło to potrwać dość długo.
- Wiem. Dlatego zawsze się upewniam czy ktoś jest martwy. Mają tam za dobrych lekarzy.
Jak ma się pieniądze to można wszystko kupić. Dał też jasno do zrozumienia, że jeśli będzie miał wątpliwości co do prawdomówności to już nie będą się musieli już nim nigdy martwić.
Ani niczym innym.

Siedział w bezruchu aż przybył posiłek dla dziewczyny. Wjechał wózeczek, na którym stały zamówione potrawy. Jako, że nie było ono precyzyjne oznaczało to, że musieli trochę zgadywać co też dziewczynie posmakuje. Był to prosty kurs obiadowy. Za przystawkę robił faszerowany pomidor. Główne danie składało się z cynaderek jagnięcych w sosie śmietanowo-grzybowym i kluseczkami cieciorkowo-gryczanymi. Deser składał się z małej porcji creme brulee i dwóch czekoladowych trufli. Do picia miała dzbaneczek soku z owoców leśnych.
Chłopak sprawnie wprowadził wózeczek, który robił także za stolik. Zablokował go by się nie ruszał. Nalał pierwszą szklanicę soku, poinformował w jakiej kolejności powinien posiłek być spożywany, życzył smacznego i zniknął.
Jedzenie skrywało się pod kopulastymi przykrywkami z polerowanego mosiądzu, który błyszczał się jak złoto i wspaniale komponował się z wystrojem przedziału. Sztućce były oczywiście osobne do każdego dania. Czy dziewczyna będzie wiedzieć jak sobie z tym poradzić? Mavet je na pewno nie pomoże z tego prostego powodu, że sam nie jada.

Zoya
Nachmurzyła się kiedy usłyszała jego słowa. Była pewna, że go zaskoczy. Chciała go zaskoczyć czymś, o czym wiedziała tylko ona! Ale najwidoczniej medycy z Kliniki są powszechnie znani.
Jego kolana nie były wygodne, nie były nawet ciepłe, ale były jego. Zoya uwielbiała wszystko, co jest z nim związane. Można powiedzieć, że zrodziła się w jej małej, niemądrej główce pewna obsesja.
Mavet strasznie przypominał jej Rosjanina, który ją szkolił, a w którym później zakochała się bez pamięci. Mimo, iż był zakuty w stalową zbroję, miał dziwną maskę i ogon, widziała wiele cech wspólnych. A może przypisywała je na siłę?
Teraz, gdy był obok, czuła się bezpieczna. Mimo, iż nie okazywał jej żadnych uczuć, wiedziała, że znaczy dla niego więcej. Chciała w to wierzyć.
Kiedy obsługa przyniosła jedzenie, blondynka posłała chłopakowi gniewne spojrzenie. Dlaczego im przerywał? Nie robili co prawda niczego niestosownego, ale Opętana zawstydziła się, kiedy do przedziału wjechał wózek, a wraz z nim pojawił się kelner.
Nie wiedziała, że wszystko co zobaczy obsługa pierwszej klasy, zostanie momentalnie zapomniane. Nie mogła o tym wiedzieć, przecież podróżowała pierwszy raz.
Odczekała aż wyjdzie i dopiero po tym zeszła z kolan Maveta i zainteresowała się zawartością półmisków. Uniosła przykrywkę skrywającą danie główne i... prawie zemdlała z rozkoszy, kiedy do jej nozdrzy dotarł przepiękny zapach.
Z trudem utrzymała ślinę wewnątrz ust, bo woń potraw była niesamowicie smakowita. Od razu też dało się słyszeć burczenie, dochodzące z jej brzucha.
Nie czekała na pozwolenie, bo pamiętała o tym, że Mavet nie je. Zastanawiała się czemu, ale nie zadawała pytań. Może nie lubił jeść w towarzystwie?
Na stoliczku leżało dużo talerzy nakrytych ładnymi, miedzianymi pokrywkami i cała masa sztućców. Od czego zacząć?
Zakłopotanie nie trwało długo, była zbyt głodna by się zastanawiać. Chwyciła pierwszy z brzegu widelec i zabrała się za pałaszowanie pomidora. Był przepyszny, o czym oczywiście nie zapomniała wspomnieć. Zamierzała też poczęstować mężczyznę, ale w ostatniej chwili zrezygnowała z zamiaru. Resztę warzywa zjadła w ciszy.
Patrzyła za okno. Świat mknął jak szalony, zostając w tyle. Jej pierwsza podróż, chociaż nie była specjalnie ekscytująca bo oprócz samej jazdy i jedzenia niewiele się działo, była bardzo przyjemna.
- Mavet? Co porabiałeś kiedy się nie widzieliśmy? - zapytała niewinnie, wkładając kolejny kęs o ust.

Mavet
Mimo niewątpliwej niepraktyczności jaką jest konieczność spożywania posiłków w miarę możliwości regularnych interwałach czasowych Mavet zauważył, że ludzie potrafią czerpać niewątpliwą przyjemność w tym koniecznym do utrzymania się przy życia akcie. Tak jak jeszcze był w stanie ogólnie określić wartość odżywczą posiłku to smak pozostawał daleko poza jego pojmowaniem. Był świadom, że to jeden ze zmysłów, ale to by było na tyle.
Dziewczyna nie omieszkała go poinformować, że posiłek w istocie jej smakuje. Była ona jednak na tyle ekspresywna, że nawet bez tego raczej by się domyślił tego faktu.
Padło pytanie, które go wcale nie zaskoczyło lecz, na które nie miał specjalnej chęci odpowiadać. Może to brzmieć zaskakująco, ale Mavet nigdy nie musiał kłamać. Czasami po prostu prawdy nie mówił (bo nic nie mówił). Jeśli mówił, że urwie komuś rękę jeśli ten nie będzie współpracował to dokładnie to miał na myśli.
Na pewno nie powie, że ją śledził. Po pierwsze jest to o wiele łatwiejsze gdy cel nie wie. Po drugie raczej nikt nie lubi być śledzony, a chciał by mu ufała - wtedy by o wiele łatwiej było z niej korzystać.
Zdecydował się na prawdę. Nie całą, ale prawdę.
- Przygotowywałem ten wyjazd. To nie będzie wycieczka krajoznawcza choć jak znajdziesz na to czas to możesz też i to robić.
Spodziewał się, że już się zapyta o to co zaplanował, ale nie. Co doskonale także pokazywało, że wcale jej nie zna. Wiedział o niej tylko niezborne fragmenty nie dające sensownego poglądu na całość.

Zoya
Rozmowy z Mavetem zawsze były ciężkie, dlatego, że był wyjątkowo małomówny. Zoya też nie mówiła wiele, ale kiedy już zaufała drugiej stronie na tyle, by prowadzić swobodną rozmowę, poruszała przeróżne tematy.
Jego zwyczajnie była ciekawa, bo nie wiedziała o nim nic. Lubiła jego obecność, zwłaszcza kiedy poświęcał jej swoją uwagę. Mogłaby iść za nim do końca świata.
Jadła spokojnie, przeżuwając każdy kęs i rozglądając się dookoła. Wnętrze wagonu było ładne, przestronne i czyste. Nie przywykła do luksusów dlatego każda z tych rzeczy była dla niej trochę zbędna. Gdyby miała sama umeblować sobie mieszkanie, miałaby w środku tylko łóżko, biurko, może jakąś szafę. I tyle!
Odleciała myślami na chwilę do swojego lokum i małego lokatora, który zamieszkał z nią od niedawna. Tycimyszka była jeszcze nieufna, ale nie uciekała tak często jak na początku. Zoya traktowała ją dobrze, karmiła tym, co jedzą myszy (podsłuchała rozmowę kilku istot w sklepie zoologicznym) i maluszek rósł. Uszy razem z nim, co było nawet urocze.
Spojrzała na Maveta kiedy wyjaśnił co robił. Jak zwykle powiedział niewiele, Rosjance było mało. Zmarszczyła swoje jasne brewki i odsunęła puste naczynia, bo właśnie skończyła jeść.
- Gdzie jedziemy? - zapytała wprost i zbliżyła się do niego, łaknąc jego kontaktu. Trochę żałowała, że musiała dopominać się o atencję, wolałaby gdyby on sam się nią zajął.
Przesunęła dłonią po jego udzie, jakby chciała go pogłaskać. Hormony buzowały w młodziutkiej kobietce, nikt nie powinien się więc dziwić, że tak bardzo chce dotyku mężczyzny, który postanowił się nią zająć.

Mavet
- Na Odwrócone Osiedle. - odpowiedział krótko i zwięźle na zadane pytanie. Ostatecznie nie była to tajemnica.
Przysunęła się jeszcze bliżej choć z pozoru zdawało się to niemożliwe.
Na ruch jej ręki po jego nodze spojrzał z konsternacją. Co to miało znaczyć?
To było coś innego niż to całe przytulanie.
Ciekawe czy jest jakaś książka, która opisuje podstawowe interakcje międzypersonalne. Ostatecznie każdy uczy się tego jako dziecko więc nikomu by nie była potrzebna, ale widział już kilka całkowicie w jego mniemaniu bezcelowych książek.
Ułatwiłoby mu to rozumienie tej dziwacznej dziewczyny. Nadal nie mógł pojąć dlaczego przy ich pierwszym spotkaniu nie salwowała się ucieczką.
Lubiła jak odwzajemnił uścisk więc może...
Przejechał tępą stroną szpona po zewnętrznej części jej lewego uda.
Mavet
Mavet

Wiek : 27
Wzrost / Waga : 181cm 144kg
Aktualny ubiór : Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
Pod ręką : Stalowa linka, pieniądze
Stan zdrowia : Sprawny

Liczba postów : 4
Dołączył : 23/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Zoya on Sro 22 Maj 2019, 20:48

Mavet i Zoya stanowili naprawdę dziwaczną parę. Nie byli partnerami, nie było nawet mowy o jakimkolwiek uczuciu ze strony mężczyzny, bo chociaż dziewczyna usilnie starała się okazać mu swoje względy, on pozostawał bierny. A przynajmniej tak to na pierwszy rzut oka wyglądało.
Kiedy przejechała po jego udzie i zauważyła jedynie zdumione spojrzenie, poczuła się głupio. Co ona wyprawiała? Wystawiała dupsko jak kotka w czasie rui. Przecież nie godzi się, żeby tak dopominała się jego uwagi. Co powiedziałby jej ojciec...?
Nic, bo nie żył. Wspomnienie tamtego strasznego dnia spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Była trochę senna po sutym posiłku, jej zmysły były lekko przytępione dlatego wizja była tym bardziej dotkliwa.
Poczuła chłód na skórze, mimo, że w wagonie było ciepło. Ukłucie w sercu sprawiło jej ból, usłyszała w głowie ostatnie słowa Jurijego…
I wtedy właśnie Mavet przejechał po jej nodze swoim ogromnym, diablo ostrym szponem. Zrobił to jednak jego tępą częścią, z pewną... czułością.
Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, zaskoczona tym ruchem. Wcześniej miał problem z okazywaniem uczucia, wydawało jej się, że jest mu obojętna. Na jej policzkach pojawił się rumieniec i nieśmiały uśmiech. Czyżby jednak była mu bliska?
Bolesne wspomnienia odleciały w siną dal i w miejsce nich wykwitło nowe - wspomnienie z mieszkanka.
Zoya spuściła głowę i złączyła ze sobą kolana, zaciskając mocno uda bo nagle zrobiło jej się ciepło. Tam. Pamiętała jego brutalny dotyk, to jak sprawiał jej ból. Oczami wyobraźni widziała satysfakcję jaka malowała się na jego zamaskowanej twarzy, odbijała się w jego głosie.
Pragnęła go. Bardzo. Jego dotyku, uwagi. Bo nawet kiedy sprawiał jej ból, ona cieszyła się, bo wtedy wiedziała, że poświęca się tylko jej.
Był jej wybawcą. Widziała w nim niemal boga.
- Mavet? - podjęła wiercąc się i patrząc na niego nieśmiało, bo buzię miała czerwoną od emocji - Lubisz mnie?
Zoya
Zoya

Godność : Zoya
Wiek : 20
Rasa : Opętaniec
Wzrost / Waga : 153/40
Aktualny ubiór : Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
Pod ręką : Scyzoryk, sakiewka z pieniędzmi.
Stan zdrowia : Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.

Liczba postów : 3
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mavet on Sro 29 Maj 2019, 19:33

Zastanowił się moment nad odpowiedzią. Lubił zabijać. Ale to była czynność. Był też nieskończenie oddany swej Pani i świata bez niej nie widział. Dla niej mógłby nawet prowadzić sierociniec gdyby tego od niego chciała. Jednak inni...
- Nie wiem. Nigdy nikogo nie lubiłem. Skąd mam wiedzieć czy lubię ciebie?
Wziął ją pod ramiona i przekręcił tak by mógł widzieć jej twarz. Dla niego była lekka jak piórko więc to nie był najmniejszy nawet problem.
- Wiem, że nie chcę cię zabić. W moim wypadku zaś to znaczy naprawdę wiele.
Z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że rzeczywiście tak jest. Jak dotąd poza jego Panią niechęć do zabicia kogoś wynikała z czystej wygody i użyteczności. Nie zabija się informatora, bo trzeba by znaleźć następnego, a przez to, że zabił jakiegoś to byłoby utrudnione. Ot jeden przykład.
Z nią też się tak zaczęło. Widział ją jako potencjalnie użyteczne narzędzie. Lecz ją cały czas do niego ciągnęło. Nie bała się go. Nie brzydziła. To było...
Nowe.
Czy to znaczyło lubić kogoś?
Mavet
Mavet

Wiek : 27
Wzrost / Waga : 181cm 144kg
Aktualny ubiór : Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
Pod ręką : Stalowa linka, pieniądze
Stan zdrowia : Sprawny

Liczba postów : 4
Dołączył : 23/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Zoya on Nie 02 Cze 2019, 19:38

Jego słowa były boleśnie szczere. Zoya nie wiedziała, jak powinna je rozumieć. Nie była to kwestia języka a zawiłości między nimi. Ich relacja była dziwaczna. Ciągnęło ją do niego, jak metalowy przedmiot do magnesu i nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego mimo krzywdy którą jej wyrządził, ona chciała spędzać z nim każdą swoją chwilę.
Gdy ujął ją pod ramionami, dała się podnieść. Wcześniej tak nie robił, dlatego posłusznie dała się przestawić, ciekawa tego, co zaraz nastąpi.
Kolejne słowa sprawiły, że dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała na jego maskę. Kogoś innego pewnie mogłaby przerażać, ale dla niej Mavet był ideałem. Żałowała, że nie chce pokazać jej prawdziwej twarzy, ale może kiedyś nadejdzie ten dzień i dziewczyna będzie mogła ucałować jego usta. Poczuć ich smak.
Uśmiechnęła się delikatnie, rumieniąc się na twarzy i uniosła dłoń. Jej ruch był powolny, bo nie wiedziała czego się spodziewać. Dotknęła jego policzka, układając na nim rękę w czułej pieszczocie.
- A ja cię lubię, Mavet. - powiedziała cicho - Bardzo cię lubię. - dodała - Jesteś jedynym, który okazał mi serce. - jej oczy zalśniły. Postanowiła zdobyć się na śmiałość i pochyliła się, zabierając dłoń. Wdrapała się na jego kolana i objęła go tak, jak koala obejmuje pień drzewa - całym ciałem. Wtuliła ufnie policzek w jego pierś. Chłodną i nieruchomą.
- Nawet jeśli sprawiasz mi ból, ja i tak cię lubię. - wymamrotała, zamykając oczy. Jej jasna czupryna śmiesznie kontrastowała z ciemnym metalem jego pancerza.
Mogłaby tak zostać już do końca swoich dni. Była zauroczona tym mężczyzną, widziała w nim swojego ukochanego Jurija bo tamten był taki sam. Chłodny na zewnątrz, momentami brutalny... ale pokochał ją. Może i Mavet obdarzy ją uczuciem.
Odchyliła się i uniosła lekko, chcąc spojrzeć w jego oczy. Gdy ich twarze się zrównały, posłała mu nieśmiały uśmiech. Złożyła na jego masce krótki pocałunek, dokładnie w miejscu gdzie powinien mieć usta. Sprawiało jej to radość, nawet jeśli on nijak tego nie odbierał.
Przy nim czuła się na miejscu. Tak. Przy nim chciała być. Już na zawsze.
Zoya
Zoya

Godność : Zoya
Wiek : 20
Rasa : Opętaniec
Wzrost / Waga : 153/40
Aktualny ubiór : Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
Pod ręką : Scyzoryk, sakiewka z pieniędzmi.
Stan zdrowia : Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.

Liczba postów : 3
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mavet on Sro 12 Cze 2019, 11:50

Pogładziła jego twarz. Miał coś na niej?
Nie, chyba widział to już kiedyś. To była oznaka tej tak zwanej czułości. Niby znał słownikową definicję, ale jakoś nie za bardzo potrafił ją zrozumieć.
Chwilę milczał.
- Dziękuję? - odpowiedział z pewnym wahaniem - W sumie powiedziałem, że nikogo nie lubiłem, ale też nikt mnie raczej nie lubił więc nawet specjalnie nie wiem jak zareagować.
Przeanalizował jej nową pozycję. W sumie w ten sposób mógłby ją niepostrzeżenie gdzieś dostarczyć. Jej masa nie robiłaby większej różnicy patrząc na jego, która była dość pokaźna.
Po chwili zrobił to co wiedział, że ona lubi - choć nadal nie wiedział dlaczego - i zamknął ją w ramionach. Nie używał siły. W zasadzie to trzymał je lekko uniesione, bo swoje ważyły, a ona była taka mała...
Jeszcze by ją uszkodził.
- Jesteś dziwną osóbką. - Ból był nieprzyjemny. Sam go nie odczuwał, ale tego był pewien. Ludzie raczej starali się go unikać i raczej nie darzyli sympatią jego źródeł. Ale ona? Ona mówiła, że go lubi nawet wtedy. Nie rozumiał jej wcale. Nie rozumiał ludzie, ale jej nie rozumiał jakoś bardziej.
Gdy się odchyliła spojrzał na nią uważniej. Zazwyczaj jak już się do niego przykleiła to starała się niemal w niego wejść więc to było odstępstwo od normy i jako takie wymagało obserwacji.
Gdy dotknęła ustami jego twarzy chciał się spytać co ona robi.
Jednak doznał olśnienia. Ona musiała go pocałować! Pocałować - okazać dość silny stopień przywiązania, który pojawiał się w rodzinach i między partnerami. Jego. Zabójcę. Kata. Oprawcę. Potwora.
- Czy ty...? - zaczął niepewnie, ale nawet nie wiedział jak skończyć. To było coś czego w ogóle się nie spodziewał. To nie było proste jak zabijanie. To nie było skomplikowane jak planowanie wyrżnięcia całego posterunku. To było coś o o wiele większym stopniu komplikacji.
Przynajmniej dla niego.
Niech się okaże pojętna, bo o lepszą pomoc chyba nawet nie mógł marzyć.
Mavet
Mavet

Wiek : 27
Wzrost / Waga : 181cm 144kg
Aktualny ubiór : Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
Pod ręką : Stalowa linka, pieniądze
Stan zdrowia : Sprawny

Liczba postów : 4
Dołączył : 23/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach