Domek Skrzydlatego Liska

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 12:06

Domek Skrzydlatego Liska 1fyctkN
Gdzieś w Malinowym Lesie, niedaleko Polany Melodii, stoi mały, samotny domek, otoczony odradzającym się, ogródkiem. Jest on niewielki, zbudowany z kamienia. Ma dwa pięterka oraz drewniany dach. Jednak wewnątrz jest o wiele bardziej przestrzenny niż się wydaje. Ot, magia!
Na parterze znajduje się mały przedpokoik z szafą, do której można schować kurtki oraz obuwie. Jest tam też miejsce na parasole, bo przecież nawet w Krainie Luster pada. I to nie tylko deszcz czy śnieg! Zaraz potem wchodzi się do jadalni, w której na środku znajduje się stół z czterema skrzydłami. Jest on zawsze przykryty ładnym obrusem zdobionym w motywy kwiatowe. Na środku znajduje się wazon zawsze ze świeżymi kwiatami oraz miseczka z malinami wielkości jabłek. W końcu tych tutaj nie brakuje. Na podłodze stoją dwie miseczki, jedna na wodę, druga na karmę. Tak samo jak na parapecie. Choć tam jest tylko jedna na karmę. Żeby Kropka i Amber się nie zjadły nawzajem.
Dalej wchodzi się do niewielkiej ale nie zagraconej kuchni. Jest tam dość miejsca by spokojnie dwie osoby mogły razem pracować, choć jak tam wparuje pewien Wilk to oczywiście tylko marudzi, że miejsca jest za mało! Ale po co więcej? Mała kuchenka, lodówka, szafki na składniki oraz na naczynia i sztućce. Są też ładne blaty, na których poustawiane są przyprawy oraz półeczka na książki kucharskie.
Na prawo od jadalni znajduje się salonik. Ten sam, w którym leżała Marionetka, gdy Tulka pojawiła się tutaj pierwszy raz. Kwiatów jednak tam nie było, tak samo jak ich zapachu. W pokoiku znajduje się stolik kanapa oraz fotel. Na jednak ścianie widnieje namalowany Cień dwóch, przytulających się do siebie osób. By pamiętać po kim otrzymała ten dom. Obok nich, pięknym pismem napisane - "Kieruj się sercem. Ono wskaże Ci drogę ~ Lukel i Kaise" Ten sam tekst, który miała napisany na wieczku swojego Bursztynowego Kompasu. Kanapa rozkłada się w bardzo wygodne łóżko, by mogła kogoś u siebie spokojnie ugościć. Zmieszczą się na nim spokojnie dwie osoby.
Z drugiej strony domku znajduje się łazienka, składająca się z kabiny prysznicowej, umywalki, nad którą wisi ładnie, ręcznie zdobione lustro i toalety, oraz szafki na ręczniki i środki czystości. Cała utrzymana w jasnych kolorach.
Na piętrze można znaleźć mały pokoik, który robi za biblioteczkę, łazienkę, która różni się tylko tym, że zamiast prysznica znajduje się w niej wanna, dość spora, oraz sypialnia.
Ta ostatnia posada duże łóżko, okno dachowe, szafę na ubrania. Jest też szafa na pościel i koce oraz komoda i szafka na przyrządy dla zwierzaków. W kącie leży koszyk, w którym śpią jej dziewczynki. W sypialni ściany są jasne i ciepłe. Można też wyjść stąd na mały balkonik, na tyłach domku.
W całym domu jest jasno, bo poza łazienką na parterze wszędzie znajdują się okna, które rozświetlają domek. Jest tam też na tyle dużo miejsca, że Julia spokojnie może rozprostować swoje skrzydła.

Obok domu znajduje się stajnia, w której zmieszczą się cztery konie. Dwa boksy są już zajęte, przez Albę, klacz o śnieżnobiałej sierści, śmiesznych uszach oraz czerwonym i błękitnym oku, którą otrzymała od Księcia Vaele oraz Paladina, byłanego ogiera, którego otrzymała od pana Anomandera. Stajnia jest cały czas otwarta, jedynie zimą jest zamykana, by konie w każdej chwili mogły wyjść na spore pastwisko, otoczone wysokim płotem, ponieważ oba konie uwielbiają skakać. Tulka nie musi się też martwić, że ktoś przyjdzie i na nich odjedzie, ponieważ Paladin nie pozwoli się dosiąść jeśli nie wie, że Julia mu pozwoliła, a Alba nawet na rozkaz swojej pani jest na to bardzo niechętna. No cóż...w końcu nawet Cierń od niej oberwał.
Do stajni została dorobiona dobudówka, w której przechowuje się siodła, jedzenie oraz cały osprzęt potrzebny dla koni. Tam też Amber często przesiaduje, dlatego w jednym kącie jest coś co wygląda jak bałagan, ale to jej własne gniazdo. Więc lepiej nie ruszać.
Za domem rośnie piękny tulipanowiec, otoczony niezliczonymi niezapominajkami. Do drzewa przybita jest tabliczka z napisem - Lukes i Kaise. Ci, którzy nigdy nie przestali iść za głosem serc
To tutaj zostali pochowani i będą na zawsze razem.
Niewiele dalej, stoi szopa, dość spora. W środku znajduje się studio Tulki. Tutaj ma wszystkie swoje sprzęty. Ściany oklejone są jej pracami. Ma cisze i spokój. Szopa zamykana jest na tę samą kłódkę, której używał Lukel, by nikt nie znalazł ciał. Nadal jest tam też to samo biurko z jego pamiętnikiem. Oraz na ścianie, pod którą ich znalazła jest znów ich Cień. Tak jakby został tam, mimo pochowania ciał. Naokoło na dole ścian są też namalowane kwiaty. Te same, które były tutaj przez wiele lat.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 17:01

Tak jak przypuszczała, mężczyzna przybył do Krainy i nie za bardzo wiedział co dalej. Dobrze, że pomyślał chociaż o pracy co i tak było dziwne. Oznaczało to, ze ma zamiar tutaj zostać, a nie tylko poszukać i wrócić. Co z matką w takim razie? Nie mogła teraz o tym myśleć.
Poprosiła o to, by poczekał chwilę i poszła się przebrać. Rzeczy, które miała zabrać były już w jukach i pewnie czekały na grzbietach koni. Dziś brała już oboje. Nie tylko Albę czy Paladina. Dobrze się składało, bo miała do zabrania też dodatkową osobę.
Szybko wróciła do niego i zaprowadziła do stajni.
- Mam nadzieję, że umie pan jeździć konno? - zapytała i wyprowadziła dla niego Paladina, lekko uspokajając konia - to jest Paladin - mężczyzna mógł spokojnie się domyślić, że nazwała go Rycerzem, tylko własnie w jego rodzimym języku - proszę uważać, bo jak na ogiera przystało jest dość narwany i energiczny, oraz lubi skakać, ale jest posłuszny - mężczyzna mógł zauważyć, że żaden z koni nie miał wędzidła w pysku, tylko kantar - reaguje na kierowanie nogami - wyjaśniła to i oddała wodze mężczyźnie.
Sama poszła po białą klacz, która już prychała niezadowolona. Widać było, że to narwane i wredne bydle. Ale jakimś cudem słuchała dziewczyny.

Na jego pytanie odpowiedziała dopiero gdy ruszyli - poznałam Jocelyn kilka lat temu, jak jeszcze byłam małym, zagubionym dzieckiem. To ona jako pierwsza się mną zajęła, jednak gdy potem trafiłam do Kliniki, wraz z obecnym jej dyrektorem, nasz kontakt się urwał, a gdy znów się spotkałyśmy to...trochę się zmieniła - powiedziała pokrótce.

Prowadziła konie do swojego domu w Malinowym. Dopiero gdy przekroczyli pierwsze drzewa, odezwała się o celu podróży - Jocelyn to moja dobra znajoma panie D'Voir - uśmiechnęła się do niego - nie pozwolę panu nocować byle gdzie, a domyślam się, że jest pan w Krainie od niedawna? - zapytała i poruszyła swoimi wielkimi skrzydłami. Konie na to nie zareagowały, tylko klacz potrząsnęła łbem, jakby oczekiwała galopu ale jej pani na to nie zezwoliła, puściła za to wodze i siedziała po prostu swobodnie, sterując faktycznie tylko nogami - przenocuję pana, jeśli będzie miał pan jakieś pytania to niech śmiało mówi, ale podejrzewam, ze woli pan coś zjeść i iść spać. Zawsze można to zrobić rano, jednak jeśli chce pan pracować w Klinice to lepiej, żeby trochę pan wiedział o tym świecie, żeby nam pan tam nie padł na zawał. I proszę mi mówić Tulka, nie jestem żadną panienką, ani tym bardziej panią- zaśmiała się krótko po czym postawiła uszy - jesteśmy - powiedziała i skierowała konie w kierunku otwartego pastwiska, a następnie do stajni, gdzie od razu zaczęła zdejmować juki, by przenieś je do domu.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 17:38

Kayl nie tylko umiał jeździć konno. Lubił to robić, chociaż nigdy nie uważał koni za środek transportu.- Czyli jednak... -szepnął do siebie wsiadając na Rycerza. Dziewczyna musiała znać francuski. Jechał spokojnie za nią, pozwalając by koń szedł spokojnie za właścicielką, korygując go lekko, jeśli za bardzo przyśpieszał, lub zatrzymywał. Pilnowany pewnymi ruchami koń był spokojny. Francuz nie dawał mu innej możliwości.
Wysłuchał spokojnie odpowiedzi.
- Zmienić to można ubranie... Człowiek... Chwila, nie wiem nawet czy nadal jest człowiekiem. Nie wiem co przeżyła, ale jeżeli stało się coś złego nie wybaczę sobie. Długo szukałem sposobu by tu trafić, za długo. - Odparł. Lisica przyśpieszyła, więc zmusił do tego i rycerza.
- Skoro wiesz kim jestem, przepraszam za próbę okłamania. Prawdopodobnie będą mnie szukać. Moria nie odpuszcza tak łatwo. Szczególnie że zabiłem tylu agentów... Ale nie mogłem czekać dłużej. Więc jeśli chcesz trzymać ściganego mordercę pod dachem, z chęcią przyjmę zaproszenie. - Odparł z trudem, lecz zaraz zrobiło mu się lżej. Trzymanie tego tylko dla siebie męczyło go bardziej niż reszta dzisiejszego dnia.
- Jestem tu... 5 godzin. Najwyżej. Starałem się zrobić wszystko by zatrzeć swoją obecność, oraz zapewnić jakieś warunki, żebym nie umarł z głodu przed znalezieniem córki. To by było tragiczne. - Przyznał znowu otwarcie. Nie ma sensu więcej kłamać. Nie jej.
- Głodny aż tak nie jestem, ale z chęcią skorzystam. Możemy rozmawiać dalej, Przynajmniej kilka godzin.- Odparł, starając się za bardzo nie spinać. Nie było sensu.
- Więc co jest tak wielkiego, że miałbym umrzeć na zawał dowiadując się? Chodzi o coś co się dzieje w nocy? Czy to coś dziwnego w stylu całe mięso które można kupić pochodzi z ludzi? - Powiedział najdziwniejszą rzecz jaka przyszła mu do głowy. Ten świat był dziwny, ale chyba nie pozbawiony norm, prawda?
- I jeszcze jedno pytanie. Czemu chcesz mi pomóc?
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 23:48

Westchnęła ciężko - a czym różni się Lustrzanin od Człowieka? Posiadaniem mocy? Wyglądem? Długością życia? - zapytała, zerkając na prawdopodobnego ojca. Nadal nie miała stu procentowej pewności i nie zdecydowała czy w ogóle chce z nim o tym rozmawiać - my tak samo żyjemy, jemy, kochamy, zupełnie jak Ludzie. W końcu część z Lustrzan też kiedyś była zwykłymi Ludźmi - wzruszyła ramionami. Albo ktoś mu nagadał bzdur, albo trafił jej się jakiś rasista...będzie kiepsko jak do niego nie dotrze, że w sumie to to życie się wiele nie różni. I fakt...za długo czekał. Chyba będzie usiała go przygotować na to, co zastanie, jak zobaczy swoją kochaną córeczkę.
Cała się spięła słysząc o MORII i od razu też się rozejrzała, czy ktoś czasem ich nie słyszał - radziłabym nie mówić takich rzeczy tak otwarcie - uprzedziła go, patrząc na niego poważnie. Wysłuchała go do końca.
- Wszystko wyjaśnię, ale wejdźmy do środka - zaproponowała. Wzięła zawartość juków, rozsiodłała konie i dała im jeść, po czym poprowadziła go do środka - mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko zwierzętom w domu? - zapytała, spoglądając na niego przez ramię, po czym wpuściła do środka.
Westchnęła z ulgą, gdy już weszli do środka. Coś ją jednak zaniepokoiło. Amber nie przybiegła. Weszła do środka i znalazła ją. Leżała rozwalona na podłodze w jadalni, z wywalonym brzuchem. Tulka od razu poszła do kuchni i westchnęła ponownie - mam nadzieję, że jednak pan zgłodnieje, bo mam jedzenia aż nadto - pokazała mu na jedzenie, które było widać, że jest domowe - przyrzekam, że kiedyś będę tu miała dywan z granatowego wilka i oliwkowej pantery - powiedziała cicho, widząc, że cały domek jest wysprzątany.
Musiała się jednak uspokoić. Poprowadziła mężczyznę do saloniku - kanapa, gdy się ją rozłoży jest duża i bardzo wygodna, mam nadzieję, że to panu wystarczy? - zapytała niepewnie - potem przyniosę pościel - dodała jeszcze - napije się pan czegoś? - zapytała jeszcze i jeśli chciał, zaparzyła też dla niego, a dla siebie przygotowała herbatę.
W końcu usiadła przy stole i zaprosiła go do tego samego - dlaczego chcę panu pomóc? - zapytała i podrapała się z lisim uchem -szuka pan pracy, czyli planuje pan tu zostać na dłużej, a widać, że przed przybyciem tutaj niezbyt się pan doszkolił - powiedziała spokojnie - dodatkowo ma pan coś wspólnego z MORIĄ i powiedział pan o tym głośno, przez co powinnam tutaj wezwać Gwardię by pana przesłuchali, ale ze względu na Jocelyn dam się panu wytłumaczyć co i jak - bawiła się swoim kubkiem - mam nadzieję, że pan rozumie? Po prostu nie pozwolę pracować w Klinice nikomu, kto może skrzywdzić Pacjentów, albo kogoś porwać do eksperymentów, tym bardziej nie dopuszczę kogoś do Jocelyn - wyjaśniła - oczywiście nie uważam, że jest pan zły, wolę jednak dmuchać na zimne - dodała jeszcze i poruszyła skrzydłami. Była gotowa w każdej chwili użyć mocy. Hipnoza jednak bywała przydatna - może więc zacznie pan od początku jak tutaj się dostał i co ma wspólnego z pewną organizacją? - zaproponowała i widać było, że mówi całkowicie poważnie i nie ma zamiaru mu odpuścić.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 06:42

- Przepraszam, nie wiem jak żyjecie ani czym żyjecie, w momencie kiedy wszystko co widzę jest inne niż się do tej pory przyzwyczaiłem. Dobrze, są aspekty, które są podobne i powoli je zauważam, słyszałem też, że zwykły człowiek w Krainie Luster może zostać ofiarą pasożyta. Zapytałem o jedzenie, bo już miałem przyjemność zjeść wyrób lokalny i wiem, że było normalne. Uznaje kanibalizm za dziwność, chciałem do tego porównać obecną sytuację. Tak naprawdę nie wiem, czy na przykład czekoladowe jezioro ma cokolwiek wspólnego z czekoladą, czy jakiej wielkości są maliny w Malinowym Lesie. Cała moja obecna wiedza pochodzi z pamiętnika, który zostawiła Jocelyn i tego co wyciągnąłem od agentów tych porąbanych laborantów z Morii. Kojarzyłem ich tylko jaką firmę produkującą przeszczepy, zamawiali od mojej firmy spore ilości leków, więc coś wydało mi się podejrzane, pojechałem sprawdzić ich adres. Można powiedzieć, że miałem szczęście, bo jakiś Cyrkowiec próbował uciec, chyba numer 15. Więc postawili przede mną wybór, albo do nich dołączę, albo zostanę kolejnym cyrkowcem. Lub rozprzedany na części protez, które chyba realnie produkowali ze swoich eksperymentów. - Powiedział nieco ciszej, chcąc wyjaśnić swoją sytuację, zanim poprosiła go o ostrożność.
- Więc wszelkie niezgodności też dopiero w prywatnym zaciszu wyjaśnię. - Odparł i do końca przejażdżki trzymał się cicho.
- Z chęcią spróbuję, ale za pojemność swojego żołądka nie odpowiadam. - Powiedział widząc ilość przygotowanego jedzenia. Zdecydowanie uczta, było chyba więcej potraw, niż na święta w jego rodzinnym domu. A przynajmniej tak zakładał.
- Jestem gościem, cieszę się z kanapy, spodziewałem się spać na podłodze.- Próbował zażartować.
Kayl usiadł przy stole i wysłuchał wątpliwości dziewczyny.
- Skąd mam tą szczątkową wiedzę, już wiesz. Nie wiedziałem o co pytać szczerze mówiąc, bardziej starałem się wyciągnąć jak dostać się tutaj.- Powiedział od razu, po czym zrobił krótką przerwę.
- A powiązanie z Morią... jeszcze niedawno mogłabyś się serio obawiać, bo ceną za informację o ichnim krzyżu opłacałem zgłaszając i pomagając łapać cyrkowców, pewnie też kilku lustrzan. - Powiedział ze wstydem. - Nie mniej uważam, że było warto, skoro Jocelyn naprawdę żyje. Szukałem jej cały czas. Odłamek lustra którym tutaj przeszła został rozbity, nie mówiąc już, że kiedy go znalazłem, nie wiedziałem jeszcze nic. Dopiero niedawno zacząłem łączyć te fakty ze sobą. A co do moich obecnych powiązań z Morią, można powiedzieć, że nasza relacja przeszła obrót o 180 stopni. Jeszcze rano miałem przepustkę by wejść do ich laboratorium, co zrobiłem. Musiałbym czekać kolejne 10 lat, zanim zobaczyłbym krzyż na ich warunkach, więc zaryzykowałem inny plan. Dostałem się tutaj po cichu mordując każdego, kogo podejrzewałem o posiadania tego przedmiotu. Nie znalazłem go ani przy pierwszym ani przy szóstym, więc jak tylko znajdą ciała, a już pewnie od jakiegoś czasu zdają sobie sprawę, że nie ma mnie, połączą to ze sobą i albo wyślą kogoś by mnie wyeliminował, albo uznają za kolejnego wroga ludzi, kasując wszelkie informacje na moje powiązania z tą placówką. Nie wiem co im się bardziej opłaca, po utracie oddziału szturmowego. Ale mam to gdzieś. Jeśli będą próbowali mnie znaleźć, nie wparują tu w kolorach Morii, jak sama powiedziałaś, wzbudziliby za duże zainteresowanie. Albo zostaliby zabici na miejscu. Z pewnością nie zamierzam wracać do Francji. Przynajmniej przez najbliższy rok. Przydałoby się odwiedzić żonę na naszą 23 rocznicę ślubu... - Głos się Kaylowi załamał. Powstrzymywał szloch przez chwilę trzęsąc się. - Kilka godzin przed zniknięciem Jocelyn, byłem z nią na badaniach. Cały czas jest w ośrodku dla psychicznie chorych. Powikłania po porodowe nie minęły przez te wszystkie lata, a teraz za każdym razem kiedy ją widzę jest na psychotropach... Wiesz jak to boli, gdy z dnia na dzień pozbawiają Cię najbliższej rodziny? Nie chcę na Ciebie zrzucać całej mojej historii, bo trwało by to za długo, więc tylko powiem, że mam drugą córkę, która zdążyła w międzyczasie uciec z domu. I to zanim pozbierałem się po tej tragedii... Chciałem ją zabrać, spędzić chociaż nieco czasu, bo nigdy wcześniej nie mogłem... Nawet to mi zostało zabrane - Kayl przestał trzymać fason i rozpłakał się. Dusił to w sobie tak długo... Cud, że sam nie wylądował w tym samym ośrodku co jego żona.
Zakrył twarz dłońmi i siedział tak przez kilka minut. Może powiedział nieznajomej za dużo. Ale nie miał komu innemu zaufać. Może będzie mógł przynajmniej jej.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 08:17

Jedzenia było naprawdę wiele. Jakby ktoś wymagał, by młoda, wątła dziewczyna miała sama zjeść jedzenia przygotowane na tydzień dla co najmniej dwóch osób - służba mojego dobrego znajomego dowiedziała się gdzie się przeprowadziłam i czasem wpada z niezapowiedzianą wizytą. Pokojówka sprząta domek i zajmuje się ogrodem, który zaczął w końcu odżywać, a kucharz siedzi i gotuje, psiocząc pod nosem, że mam za małą kuchnię - westchnęła ciężko - nawet wymusili na mnie danie dodatkowego klucza, ale cale szczęście dotrzymują słowa, że nie powiedzą o tym miejscu swojemu Panu, bo już zupełnie nie miałabym tutaj spokoju - wyjaśniła sytuację - proszę też, żeby pan nie mówił tego Dyrektorowi Kliniki jak z nim będzie rozmawiał - dodała, patrząc mu w oczy.
Zaśmiała się - nie zmusiłabym nikogo do tego by spał na podłodze, chyba, że swoje futrzaki - powiedziała na uspokojenie, mówiąc też, że może sobie zostawić tutaj rzeczy. Ale lepiej na kanapie niż na podłodze, bo jak Amber się obudzi to pewnie zacznie w nich grzebać, a tak to będzie dla niej znak, że nie wolno.
Wysłuchała go uważnie i obserwowała przy tym. Serce zabiło jej trochę szybciej, widząc jak ten się rozkleja oraz, że jednak ktoś się przejął tym, że zniknęła. Chciała mu powiedzieć...tak bardzo chciała, ale...teraz jeszcze nie. Musiała się dowiedzieć jak najwięcej i nie chciała by temat schodził całkowicie na nią.
Gdy skończył mówić, poszła do kuchni i zaparzyła mu melisy, na uspokojenie. Postawiła ją przed nim.
- Jeśli ma pan jakieś pytania, dotyczące Krainy niech pan pyta, ale najpierw zadam panu jedno pytanie, a potem odpowiem na te, które pan zadał - zaproponowała. W międzyczasie zdjęła czarną, zdobioną srebrną nicią rękawiczkę, która zakrywała jej nadgarstek, na którym widniał czarno-biały tatuaż, przedstawiający cienie, otaczające nadgarstek, a po wewnętrznej stronie ręki siedział lisek, patrzący ze smutkiem na czerwoną różę. Pod nim, wewnątrz cienia widniał ledwo widoczny, drobny napis - solitude (samotność).
- Po pierwsze czy w zamian za ochronę przed agentami MORII, zgodzi się pan powiedzieć wszystko na ich temat co pan się dowiedział? - zapytała poważnie - Z kim pan tam rozmawiał, co pan widział, co panu przekazali. Będzie panu wtedy choć odrobinę lepiej, nie musząc samemu uważać na wszystko wokół - uśmiechnęła się miło, po czym przeszła do tej przyjemniejszej części.
- Pytał pan o Czekoladowe Jezioro i Malinowy las - zaczęła trochę od końca - Czekoladowe tak się nazywa bo całe jest wypełnione pitną czekoladą, a co do malin - wyciągnęła jedną, wielkości sporego jabłka z miseczki na stole - są mniej więcej takie. Smaczne, słodkie. Obecnie znajdujemy się w Malinowym Lesie właśnie - odpowiedziała z uśmiechem. Jeśli mężczyzna chciał, dała mu owoc. Wiedziała, że to dla niego nowość.
- Co do zawału...nie chodziło mi o informacje, a o to co może pan zobaczyć - zamyśliła się - owszem w nocy jest tu niebezpiecznie, ale za dnia również, choć trochę mniej. Są tutaj Bestie, inteligentne zwierzęta, które posiadają moce. Są tutaj istoty, które żywią się ludzkim mięsem, ale mało kiedy się je widzi, częściej spotyka się Krwiopijców. Są to istoty wyśnione, Senne Zjawy, które po prostu żywią się krwią, ale nie płoną na słońcu - wytłumaczyła i poruszyła nerwowo ogonem - są też istoty, które mają samą czaszkę jakiegoś zwierzęcia zamiast głowy, kilka rąk, wyglądają jakby miałby zaraz zejść na miejscu i musi pan po prostu trochę się dowiedzieć, żeby nie zachować się nietaktownie - dodała jeszcze i upiła herbaty. Widać było, że zapamiętała faktycznie wszystko co mówił. Pewnie zupełne przeciwieństwo jego wyobrażenia Julii, która przecież nie radziła sobie w szkole i miała słabą pamięć. Takie pewnie brednie słyszał od rodziny Renard i Tulka zdawała sobie z tego sprawę.
- To co jeszcze by pan chciał wiedzieć? - zapytała, uśmiechając się zachęcająco.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 08:51

- Nie widzę powodu, by nie powiedzieć tego co wiem o Morii. Patrząc z perspektywy tego co tu zauważyłem, to po raz kolejny banda idiotów, którzy chcą więcej niż są w stanie przełknąć, jak znany w historii naszego świata Krzysztof Kolumb. Mało kto wie, że był autorem teorii, wedle której świat miał mieć kształt gruszki, a jego pierwszą reakcją na to, że rdzenni mieszkańcy nowych ziem nie chcieli mu dać złota, było wymordowanie kilkudziesięciu osad. - Powiedział, próbując zmienić ton rozmowy, na nieco mniej łzawy. Ciekawostki historyczne zawsze go uspokajały, co sam uważał za nieco dziwne. To plus melisa i 4 chusteczki, był znowu w miarę znośnym stanie.
- Wiem tylko o położeniu jednej placówki Morii, było tam około 50 badaczy, oraz podobna ilość strażników, pilnująca około 300 obiektów badań z czego minimum połowa, to efekt przeszczepiania i zszywania kilku ze sobą. Na powierzchni wykorzystują resztę zostawioną po tych operacjach jako bazy protez i sztucznych przeszczepów. Na ile zrozumiałem, jest to ich efekt badań na Marionetkach. Wracając jednak do tych, którzy mogą mnie ścigać, mają jedną wspólną cechę. Tatuaż na szyi z symbolem alpha. A przynajmniej każdy, którego wyeliminowałem taki miał. - Powiedział, następnie opisując uzbrojenie, oraz zdolność lokalizacji krzyży, opowiedział jak pozbył się swojego.
- Jeżeli to wszystko czego należy się obawiać to miejmy nadzieję, że się przyzwyczaję. Moja córka dała radę, obym nie okazał się słabszy. - Powiedział próbując się oszukać, że ma więcej pewności siebie.
Wypił kolejny łyk melisy i kontynuował.
- Mam pytanie. Wyglądasz jak istota z tego świata, jednak ewidentnie znasz francuski- powiedział używając rodzimego języka. - Może nauczyła Cię Jocelyn, a może stało się coś czego nie rozumiem. Bardzo mnie to zastanawia. - Powiedział obserwując reakcje dziewczyny. Traktowała go aż zbyt mile, jak na potencjalne zagrożenie. Na dodatek, pokazała, że zależy jej na tym, by mężczyzna czuł się dobrze. Może to kwestia gościnności osób z tej krainy, ale nie czuł się komfortowo będąc ot tak, zaakceptowany, bez żadnego "ale" i wstydu. Miał nadzieje się mylić, ale zaczynał myśleć, że ma do czynienia z człowiekiem po poważnych zmianach.
- Przepraszam, za bycie tak dociekliwym. Ale nie wiem czemu mogę ufać. Zaufałem Ci bardzo szybko, co wiele osób uznało by za błąd i zrobiłem to zaślepiony wizją spotkania córki. Cieszę się, że się nie zawiodłem, jednak coś mi tu dalej nie pasuje. Czemu miałoby Ci zależeć, bym ją znalazł, skoro coś się pomiędzy wami wydarzyło? - zapytał stosunkowo spokojnie jak na ilość emocji które się w nim kłębiły. Nadal dość nachalnie.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 09:16

Zapisywała wszystko w pamięci. Musiała to potem przekazać komu trzeba - dziękuję, że mi to pan powiedział, ale i tak pewnie będzie to pan musiał powtórzyć. Raz kogoś przyprowadzę i na spokojnie z panem porozmawia na ten temat, ale jak na razie musi się pan przyzwyczaić do zmian - uśmiechnęła się delikatnie. Dzięki temu, że to wszystko wiedziała, miała pewność, że potraktują go łagodnie. Chciał współpracować i było to widać. Trochę się uspokoiła, ale nadal była czujna.
Zaśmiała się krótko. Dała radę...i tyle. Średnio dawała radę, a jej ukochany jej w tym nie pomagał zbytnio. Miała nadzieję, że chociaż ojciec postanowi wziąć sprawy w swoje ręce bo jej na pewno nie posłuchają.
- Uprzedzę tylko, by naprawdę nie mówić nikomu o MORII, chyba, że powiem, że to ktoś komu można. Ale na pewno nie Jocelyn. Dyrektorowi też radzę tego nie mówić. Sam jest Cyrkowcem, czyli właśnie efektem eksperymentów, choć u niego powód, dla którego się znalazł w labolatoriach jest trochę bardziej skomplikowany - westchnęła - proszę to po prostu zostawić w tajemnicy - poprosiła go uprzejmie.
Westchnęła ciężko, słysząc, że mówi po francusku. No cóż...będzie trzeba się jakoś wytłumaczyć - jak mówiłam wcześniej, niektórzy pochodzą ze Świata Ludzi, ja również - rozprostowała swoje skrzydła - jestem Opętańcem, czyli Człowiekiem, który został zarażony pasożytem, o którym pan wspominał. Sprawia on, że wyrastają skrzydła, których nie da się usunąć, bo odrastają zawsze, ale jest to bolesny proces, dodatkowo ich proces starzenia się jest spowolniony, dodatkowo mogą się pojawić umiejętności magiczne - przejechała mocno paznokciem po wewnętrznej stronie dłoni, rozcinając ją po czym pokazała mężczyźnie, że ta się zasklepia sama - na przykład ja potrafię przyspieszyć proces leczenia nie tylko siebie ale również innych, dlatego pracuje w Klinice - uśmiechnęła się delikatne - muszę tez pana ostrzec. Jocelyn również jest Opętańcem. Ma podobne skrzydła do mnie, tylko, że całe czarne. Ale to nie znaczy, że została potworem - mówiła nadal po angielsku. Jakoś nie chciała się chwalić swoim francuskim, przynajmniej jak na razie - Anielska Klątwa wpływa na ciało, ale nie na samą osobę, choć jest nazywana tak głównie dlatego, że nie można już wrócić do domu. Bo nie zawsze da się ukryć skrzydła - złożyła je na powrót. Nie wspomniała jednak słowem o swoich lisich atrybutach.
- Muszę przyznać, że jest pan trochę naiwny i faktycznie zaślepiony wizją znalezienia Joce - przyznała, wzdychając cicho - akurat ja nie mam żadnych niecnych planów, nie jestem tego typu osobą, ale nigdy nie wiadomo na kogo pan wpadnie. Zasada ograniczonego zaufania, trochę jak w Świecie Ludzi, tylko tutaj więcej rzeczy może nie być takie na jakie wygląda - uśmiechnęła się łagodnie - po prostu wiem, że Jocelyn tęskni za Światem Ludzi, a najbardziej za panem, dlatego myślę, że powinien pan ją odnaleźć, ale najpierw choć trochę przygotować się na życie tutaj. I bez obaw, może pan tu pomieszkać ile chce, a przynajmniej do momentu, aż uzna pan, że jest gotowy na spotkanie z córką - dodała jeszcze i poruszyła lisią kitą.
- To teraz moja kolej na pytanie - uśmiechnęła się ponownie, zmieniając rozmowę w małą grę - mówił pan o drugiej córce, która uciekła jakiś czas temu z domu - uciekła....no ładnie.... - gdyby jej pan szukał, to jakby ją pan rozpoznał? W końcu skoro jej nie znaleźć, sama mogła też tutaj trafić, to czemu nie spróbować znaleźć i jej? - przekręciła lekko głowę. Dwubarwne oko miała nadal zakryte przez białą grzywkę. Nie była jednak natrętna. Po prostu chciała wiedzieć, czy w ogóle by był skłonny by zacząć ją szukać.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 10:07

Mimo, że widok skrzydeł był dla niego czymś nowym, uspokoił się słysząc, że jest to przemieniony człowiek. I ewidentnie nastawiony dość pozytywnie. Przynajmniej na tyle, by dać szansę komuś z drugiej strony.
- Rozumiem niebezpieczeństwo związane z organizacją. Skupię się jednak na swoim doświadczeniu w przygotowywaniu leków, oczywiście po odrobinie badań, jakie zioła mogę tu znaleźć, a jaki efekt mają te, których jeszcze nie znam. To nie powinno być trudne, najwyżej pół roku, a w międzyczasie mam jeszcze mały zapas maści i środków z drugiej strony lustra. Wziąłem wszystko, co uznałem za możliwie istotne w nieznanym środowisku. Maść na opuchlizny, mieszanki na gorączkę, ból żołądka, wódka ziołowa i alkohol do przemywania ran, bandaże... - Zaczął wyliczać. To były zapasy na maksymalnie 5-10 osób z danym problemem, ale przecież nie zawsze jest potrzeba na aż tyle.
- Mam też pytanie, ile trwa wyrastanie skrzydeł? Mam małą szansę tego uniknąć, ba, może byłoby nawet lepiej, gdybym poddał się zainfekowaniu już teraz. Wyrost skrzydeł gdy będą pierwsi pacjenci czekający na moje usługi, może być co najmniej kłopotliwe. Chyba, że jest jakiś sposób, który dałby mi przynajmniej sterylne w ten sposób miejsce pracy, a sam zbiór roślin zlecałbym komuś innemu. - Na głos analizował opcje.
- Co do drugiej córki, przepraszam, że tak odwlekam odpowiedź, ale nie dawałem sobie szansy na to by ją znaleźć. Chciałbym, oczywiście, ale nie znamy się tak na prawdę. Byłem przeciwny temu by ją oddać już przy porodzie, ale nie mogłem ryzykować przy swojej żonie, której stan był straszny. Ufałem swojemu przyjacielowi, któremu natura nie dała możliwości posiadania dziecka... I zawiodłem się. Okłamywał mnie regularnie, przekazywał fałszywe informacje, nawet nie wiedział kiedy zniknęła. Zorientował się dopiero po 2 tygodniach. Pieniądze które dla niej wysyłałem jego żona wydawała na siebie, a listy które pisałem, łącznie z prezentami urodzinowymi... nie wiem nawet czy o nich wiedziała... Nie wiem czy chciałaby mnie poznać, a co dopiero uwierzyć, że "jej wuj i ciocia z Francji, to tak naprawdę mama i tata, zbyt chorzy, by dbać o nią tak jak na to zasługuje. Chciałbym ją poznać, zobaczyć w końcu to dwukolorowe oko, szaro bursztynowe, bo nadal nie umiem sobie tego wyobrazić. Mam nadzieje, że żyje. A jeśli jakimś cudem jest tu... - zawahał się i spojrzał na dziewczynę. Myśl wydała mu się szalona, ale no przecież nikt normalny po drugiej stronie lustra nie nazwałby dziecka Tulka. A jest to niemal dokładnie to samo co zrobił przedstawiając się. Dziewczyna miała bursztynowe oko, a drugie zasłaniała...
Kaylowi zaczęły się trząść dłonie i wargi.
- Jul... Julia? - zapytał, nie wiedząc, czego ma się spodziewać. Czuł się głupio, że wcześniej jej nie rozpoznał... Ale widział ją do tej pory tylko na zdjęciach. A te... Nie były robione ze zbyt wielką uwagą.
- Przepraszam..- wyszeptał i zawiesił wzrok w swoim kubku z melisą. Chyba była nieco za słaba.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 10:30

- Imponujący zapas - przyznała - niech się pan nie martwi. W aptece jest pełen zapas i mamy osoby, które zajmują się zbieraniem. Więc będzie miał pan czas na naukę działania i do tego by robić jakiejś eksperymenty z ziołami. Może nawet znajdzie się kogoś, kto panu w tym pomoże - uśmiechnęła się delikatnie.
Otworzyła oczy po czym zaśmiała się, słysząc jego plany - to zależy od osoby, oraz chyba od rodzaju skrzydeł. Nigdy nie wiadomo jakie wyrosną - zamyśliła się - mamy pierzaste, przypominające te od wazki czy motyla, metalowe, nietoperze, wyglądające na takie z patyków, na których zawieszone są zabawki - wymieniała - moje skrzydła wyrastały chyba miesiąc, póki nie były na tyle duże by mogły mnie unieść, bo tak. Da się dzięki nim latać, choć trzeba się tego nauczyć - powiedziała gwoli wyjaśnienia - samo wyrastanie pierwsze nie boli choć nie jest też w pełni komfortowe. W końcu człowiek nie jest do tego przyzwyczajony - wzruszyła ramionami, potem skrzydła nadal wolno rosną. Widziałam na przykład dziewczynę, która ciągnęła skrzydła prawie po ziemi - zaśmiała się przypominając sobie ten widok - co do sterylności to niestety nie można mieć pełni pewności. Można się zarazić, jak ktoś by pana zadrapał, albo jakby został pan wciągnięty w czarną mgłę. Tak więc nie ma stu procentowej pewności, że nigdy się pan nie zarazi. A natura Anielskiej Klątwy nie do końca jest znana, więc jak na razie nie da się jej również usunąć. - poruszyła znów skrzydłami delikatnie, a pióra zaszeleściły, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy. Spojrzała przy tym na niego przepraszająco.
Słuchała uważnie opowieści. No proszę, w końcu poznał się na rodzince Renard? Że chcieli od niego tylko pieniędzy, a córcia była tylko pretekstem by je zdobyć przy odrobinie wysiłku.
Gdy wspomniał, że chciałby ją znaleźć, wstała i poszła do apteczki, mieszczącej się w kuchni. Przyniosła z niej dwie tabletki i podała mu je - chyba się przydadzą. Na uspokojenie - powiedziała i usiadła znów na przeciwko - nie ma pan za co przepraszać - uśmiechnęła się delikatnie. Zdecydowała. Nie da rady go dłużej zwodzić. A może tak mu będzie łatwiej? Może bardziej jej zaufa? Spojrzała mu w oczy i z lekki wahaniem zaczesała białą grzywkę w tył, odsłaniając tak rozpoznawalne oko oraz małą bliznę, którą miała na swoim łuku brwiowym - ja też nie powiedziałam całej prawdy. Tulka to tylko przezwisko. Tak naprawdę nazywam się Julia Renard...
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 11:27

Kayl wstał od stołu i stanął przy parapecie najbliższego okna. Patrzył się przed siebie, milcząc przez kilka minut
- Ten dzień jest zdecydowanie za krótki na taką ilość wrażeń- Powiedział wycierając łzy. Odwrócił się w końcu i bez słowa przytulił córkę.
- Julia D'Voir...- powiedział cicho i pozwolił łzom płynąć po policzkach. Był szczęśliwy. - Od jak dawna wiedziałaś? Jak długo byłem beznadziejnym ojcem w Twoich oczach?- Odsunął się na tyle by przyjrzeć się jej twarzy. - Tak bardzo wyrosłaś. - Powiedział i pocałował jej czoło. - Mamy sporo do nadrobienia. Mam nadzieje, że nie będę zbyt denerwujący - Powiedział nadal ze łzami w oczach. Chciał znaleźć jedna z córek, a możliwe, że niedługo będzie z obiema. Tym bardziej miał powód by tu zostać. Może nawet zabrać Sophie ze szpitala... Nie, to nie będzie możliwe, niestety. I pewnie zanim znalazłby sposób, Moria by się nią zajęła. nie mówiąc o tym, że ciężko było przewidzieć jej reakcje na to wszystko. Z przerażeniem przyznał się sam przed sobą, że zostawił Sophie na pewną śmierć, niezależnie, czy by ją tutaj sprowadził, czy nie. Nie mówiąc o tym, że nie miała żadnych praktycznych zdolności, które by jej tu pomogły.
- Niestety mama... Mama by sobie tu nie poradziła. Boję się o nią, ale... najprędzej albo popełni samobójstwo, albo Moria zrobi z niej cyrkowca... Przeze mnie... Przez to, że szukałem Jocelyn... Twojej siostry... Niestety, nie sądzę by była szansa dla niej w tym świecie.- powiedział smutno i złapał ją delikatnie za boki twarzy, wyczuwając przy tym blizny w miejscu uszu.
- Kto Ci to zrobił? Czy sama się na to zdecydowałaś? - zapytał, momentalnie się uspokajając. - Wiem, że pewnie już za późno, ale nie rozumiem...- wyznał z zaniepokojeniem w oczach. - Nie miałem nigdy szansy się o Ciebie zatroszczyć... A teraz to Ty chcesz zadbać o mnie. Nie mogę tego od tak przyjąć... Chociaż pewnie nie mam innej możliwości...- powiedział i odsunął się na kilka kroków. - Póki nie nauczę się tego z czym będę pracował, postaram się odciążyć nieco Ciebie i ludzi którzy Ci pomagali. Jest kilka dań z przepisów Twojej babci, których nigdy nie miałaś okazji spróbować, a uważam, że powinnaś. Bo chyba nie interesują Cię lekcje szermierki?- zapytał z delikatnym uśmiechem. Był tak podekscytowany, że zapomniał o zmęczeniu, które na jego twarzy tkwiło już od kilku lat. Przede wszystkim był ojcem. I musiał się w tej roli postawić. Niezależnie od tego jak ciężko miało mu być.
- Nie przyjmuje żadnego ale. To też będzie dla mnie lekcja. bo nauczę się co lubisz. A bardzo chcę wiedzieć kim jest prawdziwa Julia, nie Julia z listów Renardów. - Powiedział, patrząc w oczy córce. Jeśli dobrze liczył, nie miała nawet 16 lat. Nie powinna być sama. I...
- Jest też ktoś kogo pokochałaś po tej stronie, prawda? To widać. Nie będę w to wnikał, ale chyba będę zmuszony go poznać, mieszkając z Tobą pod jednym dachem - Powiedział patrząc się w sufit. Cieszył się, że sobie radzi, ale dla niego była jeszcze małą dziewczynką. I będzie jej bronił. Przynajmniej w granicach rozsądku.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 11:55

Trochę się spięła, gdy nagle postanowił ją przytulić. Nadal nie ufała mężczyznom i musiała się przyzwyczajać, któremu pozwolić na taki kontakt, a któremu nie. Miała jednak nadzieję, ze to go nie zniechęci. Chciała to zapamiętać. Pierwszy prawdziwy przytulas od ojca. Jej również zbierało się na łzy. Musiała się jednak uspokoić, bo inaczej znów wyląduje na podłodze, a to nie będzie zbyt przyjemne.
- Od kilku tygodni... - wyjaśniła - Jocelyn mnie raz odwiedziła w Klinice, bo mieszkałam tam jakiś czas i zauważyła broszę, którą mi dałeś, gdy oddawaliście mnie Renardom. Wtedy się dowiedziałyśmy, że jesteśmy siostrami. Pokazała mi tez państwa zdjęcia, dlatego wiedziałam kim pan jest.... - mówiła automatycznie. Tak dawno do nikogo nie mówiła ojcze...a tato? Nie pamięta, czy w ogóle używała tego określenia.
Westchnęła - wiem...nawet nie chciałam o to pytać. Poza tym jako pielęgniarka raczej dobrze zdaję sobie sprawę z tego co mogą zrobić tacy ludzie, którzy mają ciężko w życiu i trochę nie rozumieją co wokół nich się dzieje - przyznała. Co miała powiedzieć? Nie znała jej nawet. Wiedziała o niej tyle ile dowiedziała się od Jocelyn i teraz od Ojca. Nie była więc do niej przywiązana.
Blizny były prawie niewidoczne, jeśli ktoś nie zwrócił na nie uwagi to raczej się ich nie zauważało. Położyła po sobie uszy - zostałam...zmuszona do tego krótko po tym jak zostałam zaciągnięta do Krainy Luster...bo ja ... nie uciekłam - przyznała cichutko.
Zaśmiała się krótko - chcesz odciążyć Caiusa? - zapytała - tego kucharza? W Klinice dostaję pełnowartościowe obiady, ale on jest w stanie wparować tam z daniem dla trzech osób i pilnować bym wszystko zjadła. Przysięgam, że on chce zrobić ze mnie kuleczkę na nóżkach - chciała trochę rozładować atmosferę. Była trochę za chuda i przez większość czasu blada, ale co miała poradzić, jak nie miała zbyt pojemnego żołądka? Widać jednak było, że chętnie spróbuje czegoś nowego - ale dziś zjemy to co mi przynieśli...nie chcę tego wyrzucać - przyznała niepewnie - a co do szermierki to średnio nadaję się do takiej walki, wolę coś na odległość - uśmiechnęła się przepraszająco. A dodatkowo przed oczami pojawił się jej obraz Ciernia, który na pewno sprawdziłby najpierw umiejętności Kayla, zanim pozwoliłby mu wycelować ostrze w stronę córki. No ładnie....
- Pewnie w sporej mierze, nie będzie się to pokrywało z tym co pisali....zdaje się, że nie pokazywali mnie w zbyt pięknym świetle i raczej według listów byłam dość mało zdolnym dzieckiem - przyznała, drapiąc się za lisim uchem.
Od razu przyklapła, słysząc jego dalsze pytanie. Opuściła uszy i ogon i uciekła wzrokiem gdzieś w bok - jest...ktoś taki...ale niestety nam się nie ułożyło. Jednak na pewno go pan pozna, pewnie niedługo... - powiedziała cicho i było widać, że średnio chce o tym rozmawiać. Złapała się za nadgarstek, ozdobiony tatuażem i nieświadomie przycisnęła go do piersi.
Ruszyła do kuchni - postawię ziemniaki...co pan powie na ... - spojrzała na rzeczy - gulasz po burgundzku? A to sierściuch...musiał coś francuskiego przemycić... - warknęła cichutko i zabrała się gotowanie, już wcześniej obranych i przygotowanych ziemniaków. Wystarczyło posolić i postawić na ogniu.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 12:22

- Heh, ta broszka to nawet nie był prezent od nas. To Twoja siostra Ci ją przypięła kiedy leżałaś w nosidełku, a mi wydawało się odpowiednie. Przynajmniej jedna pamiątka po prawdziwej rodzinie.- Powiedział spokojnie, uśmiechając się w spokojny sposób. - Cieszę się, że zdecydowałaś się robić coś sama i cieszę się, że Ci to wychodzi. Jestem z Ciebie dumny- powiedział kładąc jej rękę na głowie.
- Czyli nie tylko Moria jest pełna wariatów... Będzie trzeba uważać. Hmmm... Wiem, że nie mają tu telefonów, ale myślisz, że krótkofalówki by działały? Moglibyśmy być w kontakcie gdyby coś się stało. - Zasugerował, nadal martwiąc się o córkę.
- Caius powiadasz... Zobaczymy co potrafi. powiedział skubiąc odrobinę gulaszu, jeszcze zimnego.- Dobra ilość soli i pieprzu, ale cebuli i czosnku jest nieco za mało na ilość wina którą dolał. Albo nie wymieszał dokładnie składników, a tego nie stwierdzę teraz. No nic, najwyżej doprawi się na talerzu- powiedział sprawdzając szafkę na przyprawy- Widzę, że jest czym- dodał z delikatnym uśmiechem. - Co do faceta, skoro wam nie wyszło, nie przejmuj się, nie ma ludzi, a tym bardziej nieludzi idealnych. Może nie byłem z żadną inną kobietą nie licząc Twojej mamy, ale to tylko dlatego, że umiałem znieść jej wady... Straszna szkoda, że nie chciała nic z tym zrobić. Kiedyś była świetną wiolonczelistką. Grała na koncertach w całej Europie.- zaczął wspominać, przyglądając się dokładniej pomieszczeniu, regularnie jednak wracając do spojrzeń na córkę. - Niestety pierwsza ciąża była też zakończeniem jej kariery. Ani Ty, ani Jocelyn nie miałyście szansy by usłyszeć co potrafiła... Chociaż, może znalazłoby się jakieś nagranie w internecie... Nigdy nie miałem czasu poszukać.- Przyznał zgodnie z prawdą.
- Mam nadzieję, że Cię nie zanudzam. Na Twoje 16 urodziny planowałem przyjechać i opowiedzieć Ci wszystko. Niestety, wyszło jak widać. Więc, na urodziny dam Ci coś innego.- powiedział pierwsze zdanie nieco ciszej, wracając do optymistycznego tonu przy reszcie. Mówił powoli, ale dużo i bardzo emocjonalnie, z mocnym akcentem. Czuł, że córka nie czuje się zbyt pewnie mówiąc po francusku. Nie mógł też go używać po tej stronie lustra, więc, równie dobrze mógł dalej ćwiczyć. Opowiedział przy okazji, nieco o sobie. starając się nie dać za dużo nudnych fragmentów.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 12:49

Uśmiechnęła się delikatnie na wieść o tym, że to Joce dala jej tę broszkę. No cóż...szkoda, że się nie dogadywały i ciekawe jak tatusiek na to zareaguje. Na razie chyba lepiej już mu nie dodawać zmartwień. Niech się trochę pocieszy.
Pokręciła głową - krótkofalówka też nie zadziała. Jest na baterie, a te tutaj jakby tracą moc - wzruszyła ramionami - dałam sobie radę przez czas jak byłam sama, więc teraz to się nie zmieni - uśmiechnęła się delikatnie.
Zaśmiała się - coś czuję, że jakby pana z nim wpuścić do kuchni to było by dużo dyskusji na temat doprawiania dań - przyznała, robiąc ojcu miejsce w kuchni. Nie chciała przeszkadzać, poza tym i tak teraz nie miała tutaj nic innego do roboty.
Opuściła wzrok - to trochę bardziej skomplikowane niż po prostu nieakceptowanie wad drugiej osoby - powiedziała cicho, ale nie rozgadywała się. Nie wiedziała nawet jakby zareagował, dowiadując się, że jego córka ma faceta, który przecież jest pewnie mniej więcej w jego wieku. Raczej nie byłby zadowolony.
Słuchała mężczyzny uważnie, ale przez to wszytko znów zrobiło jej się słabo. Usiadła więc znów na krześle i pobladła. Musiała posiedzieć, ale jednocześnie nie chciała pokazywać, że coś jest nie tak, dlatego też uśmiechała się do niego, ale uszy miała cały czas położone. Musiała to po prostu przeczekać.
- Niech się pan nie przejmuje, urodziny nie są przecież aż takie ważne by je tak planować - powiedziała dość cicho, ale nadal wyraźnie. Nie mogła mu przecież powiedzieć, że w jej urodziny straciła swoją pierwszą przyjaciółkę, do tego wtedy właśnie trafiła do Krainy Luster. W swoje jedenaste urodziny. Nie lubiła tej daty i nawet najwspanialsze prezenty tego nie zmienią.
- Czy jak już pan się spotka z Joce...będzie pan chciał u niej zamieszkać? Czy będzie pan czegoś szukał dla siebie? - zapytała chcąc spróbować chociaż zmienić temat na inny niż ona sama. Oddychała trochę głębiej, ale mała nadzieję, że mężczyzna tego nie zauważy.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 13:06

Gdy córka odeszła od kuchni i zrobiła się mrukliwa, Kayl przestał mówić. Było jasne jak słońce, że coś się stało.
- Nie mówię o urodzinach, dlatego, że są ważne. Mówię o urodzinach, bo straciłem okazje by być Twoim rodzicem i jest to dzień, w którym nim do końca zostałem. Cieszę się, że jesteś i cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby Twoja mama nie była w takim stanie... Bo mógłbym mieć taką wspaniałą córkę. Za wiele straciłem i nie wiem jak mam to nadrobić.- Przerwał na chwilę mówienie i przytulił ją delikatnie. - Widzę, że coś się stało. I nie zamierzam Cię zmuszać do mówienia o tym. Ale teraz mogę być przy Tobie, by chociaż odrobinę Ci pomóc. Więc proś o co chcesz, zasługujesz na więcej niż biadolenie swojego staruszka.- Powiedział gładząc ją delikatnie po lewym ramieniu.
- Jeżeli chcesz, to płacz. Nikt nie pomyśli, że jesteś słaba... Duszenie w sobie wszystkiego zrobiło już ze mnie wrak, nie chcę, żebyś i Ty tak skończyła.- Powiedział dając jej możliwość by zasłoniła twarz, czy to własnymi dłońmi, czy jego koszulą. - Nie mówiłem tego od ponad 15 lat... Kocham Cię córeczko.- Powiedział spokojnie, patrząc na nią. Gdyby mógł, dałby jej wszystko. A przynajmniej wszystko w granicach możliwości.
- Wszystko będzie ok. A przynajmniej, postaram się by tak było.- Powiedział, nadal jej nie puszczając.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 13:30

Pokręciła głową - zaczyna pan nowe życie, więc może pan zacząć od początku. Jednak nie będzie to w pełni możliwe, jeśli cały czas będzie pan rozpamiętywał przeszłość - przyznała dość smutno. Nie mówiła, że ma zapomnieć, bo nie wolno mu zapomnieć, ale nie może też tego rozpamiętywać. Nie wyjdzie to nikomu na dobre. Z czasem zacznie żałować, będzie chciał wrócić, ale czy wtedy nie będzie już za późno? Czy już nie było za późno?
- Nie...nie potrzebuje niczego - powiedziała, ale chyba jednak nie do końca szczerze. Potrzebowała bliskości, od tak dawna...ale nie mogła jej znaleźć. Siostra się na niej wypięła, bo znalazła sobie nie właściwego faceta. Bane okazał się kłamcą...rodzice nigdy jej nie kochali...czy tutaj będzie inaczej? Nie potrafiła powiedzieć.
Pokręciła głową gdy mówił o płaczu. Nie chciała płakać. Już była wrakiem samej siebie. Udawała tylko, że wszytko jest w porządku. Było już za późno.
Dopiero, gdy wypowiedział kolejne słowa, spojrzała mu w oczy, a w jej własnych było widać głęboki szok. Po chwili wzrok jej zasnuł się mgłą, a spod powiek popłynęły łzy. Nie mogła tego już powstrzymać. Przytuliła się mocno do mężczyzny i zaczęła płakać. Nie chciała tego, ale po prostu nie mogła się powstrzymać. Płakała jakiś czas. Tak bardzo tego potrzebowała. W końcu jednak odsunęła się - przepraszam ja...ja pójdę się ogarnąć - powiedziała niepewnie i wstała nieco chwiejnie, po czym udała się do łazienki, gdzie zaczęła przemywać twarz zimną wodą. Musiała się uspokoić....
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 13:52

Kayl pozwolił się jej uspokoić bez słowa. Córka zasługiwała na chociaż odrobinę komfortu i możliwości odsunięcia się. Byli rodziną, ale nie mogli od razu uznać, że wszystko jest ok i odłożyć na bok fakt, że są obcymi ludźmi. Kochał ją jako swoje dziecko, bez warunkowo. Ale nie oczekiwał, że odpowiedź będzie taka sama.
Czekając na córkę zaczął szykować obiad. Dużo nie było trzeba robić, ale nadal, córce pomoże bardziej ciepły posiłek i rozmowa w jej tempie, niż latanie za nią przez cały czas. Postara się tylko ją nauczyć, że może do niego przyjść i pozbyć się ciężarów z serca. I może przestać mówić do niego per pan. Ale to, może kiedyś.
Zamieszał gulasz i spróbował ponownie. Obrał dwa ząbki czosnku i roztłukł je szybko, po czym rozmieszał je w garnku na małym ogniu. Wziął szczyptę ostrej papryki, oraz dużą łyżkę kwaśnej śmietany. Potem jeszcze kilka ziarenek soli i pieprzu dla wyrównania, po czym sprawdził twardość ziemniaków... Od dawno musiał gotować dla siebie, minęły lata odkąd robił to dla kogoś. Miał nadzieje nie przesadzić.
Kiedy wszystko było gotowe, nałożył dwie porcje na talerze i postawił na stole przy miejscach które wcześniej zajęli. Potem podszedł do drzwi łazienki i delikatnie zapukał.
- Przyjdź kiedy będziesz gotowa, obiad na stole. I... dziękuję, że nie uciekłaś. Ja też tego potrzebowałem... Od dawna czuje się bezużyteczny. Chcę być chociaż chwilę ojcem, którym powinienem dla Ciebie być.- powiedział powoli i stanął przy parapecie okna, patrząc na las. Ta kraina była piękna. Jak róża. I już widzi, że kolce są dużo ostrzejsze dla tych, którzy tu mieszkają. Podjął cichą decyzję i czekał, aż córka wyjdzie. Ma spokojnie jeszcze 10 minut zanim obiad będzie trzeba ponownie odgrzać, a danie nawet tylko lekko ciepłe, powinno jej smakować. A przynajmniej taką ma nadzieję.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 14:15

Siedziała w łazience niezbyt długo. Chciała obmyć twarz. Ogarnąć się. Uspokoić. Za dużo się działo, nie tylko dla jej gościa, ale też dnia niej samej. Czy będzie teraz w stanie żyć tak jak do tej pory? Czy cokolwiek zmieni się na lepsze? Czy może raczej na gorsze? Nie miała pojęcia co ma o tym wszystkim myśleć. Mogła zatrzymać to dla siebie, swoje pochodzenie...Może wtedy byłoby jej łatwiej?
- Zaraz wyjdę - zapewniła i obmyła twarz po raz ostatni, po czym wytarła ją ręcznikiem. Wyszła już spokojniejsza ale wyraźnie zmieszana. Wróciła do jadalni - przepraszam za to zachowanie i ... że zostawiłam pana samego z kuchnią - lekko się skłoniła i usiadła do stołu. Powąchała zawartość talerza - pachnie pysznie! - stwierdziła bez zastanowienia i zabrała się za jedzenie. Ogon od razu zaczął jej wesoło merdać, a uszy sterczały wysoko - naprawdę pyszne - przyznała, uśmiechając się.
Niestety jej zwierzaki okazały się za mało najedzone tym co dostały wcześniej i Amber zaraz siedziała jej na kolanach, a Kropka wylądowała jej na głowie - ej ej ej ej...już jadłyście - powiedziała i wstała, wyganiając futrzaki do ogrodu. Nie bała się, że uciekną, albo, że coś się stanie - przepraszam za nie...to łasuchy - powiedziała, mając na myśli bursztynowego lisa oraz Niechniurkę. Nie pomyślała jednak o tym jak mężczyzna może zareagował na widok białego zwierzaka wielkości średniego szynszyla. W końcu to nie był codzienny widok.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 14:30

Kiedy wyszła z łazienki, zbliżył się do stołu. Pojawienie się zwierzaków nie było wielkim zaskoczeniem dla dziewczyny, ba, mówiła do nich spokojnie, mimo, że wyglądały tak bardzo inaczej od tego co normalnie Kayl mógł zobaczyć. Jednak ufał córce, więc postanowił zaryzykować.
- Narzekałaś, że jest za dużo jedzenia. Nie musisz wstawać, coś małego im naszykuje z tych zapasów dla armii. Przecież wiadomo, że nie zjemy tego przez długi czas.- Zaproponował zbliżając się do dziewczyny. Wyciągnął delikatnie dłoń w stronę zwierzaka na głowie dziewczyny, starając się nie robić tego zbyt gwałtownie. W ręce miał pomiędzy dwoma palcami fragment ogromnej maliny, a drugą podstawił tak, by stworzenie mogło spokojnie wylądować zanim zacznie jeść. Mieszkały tutaj dłużej, więc musiał okazać im szacunek, w końcu niemal każde stworzenie jest terytorialne. Dla liska miał już zastawioną pułapkę w postaci kawałka mięsa na bucie. Wyszło to jak wyszło, ale chciał dać córce chwilę. I zobaczyć, czy jest sobie w stanie poradzić.
- Słodziaki- Powiedział, niezależnie, czy zwierzaki się skusiły, czy nie. Ale zależnie od tego, albo stał nadal w miejscu, tylko przybliżając ręce do klatki piersiowej, albo odłożył kawałek owocu do miseczki, a mięso zwyczajnie zjadł.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 14:39

Westchnęła ciężko ale nie sprzeciwiała się. Futrzaki nie były jakoś specjalnie tresowane i skoro ich pani jadła to one też mogły. Amber zeskoczyła z kolan Julii i niepewnie podeszła do buta, po czym porwała kawałek mięsa i uciekła z nim do salonu, by tam w spokoju go spałaszować. Nie ufała mężczyznom, więc wolała zjeść na osobności.
Kropka za to powąchała owoc i próbowała go złapać łapkami. Jeśli jedzonko nadal uciekało, przeskoczyła na ręce mężczyzny i wyrwała malinę, by uciec na najbliższą półkę i tam ją zjeść.
- Nie musiał pan tego robić...pewnie Caius je wcześniej nakarmił - powiedziała, ale widać było, że była za to wdzięczna. Zabrała się ponownie za jedzenie i coś ją nurtowało. Zerkała co chwila na ojca, nie za bardzo wiedząc jak zadać pytanie.
- Przepraszam...czy mogę o coś zapytać? - spojrzała na niego niepewnie - czy...jeśli okazałoby się, że mężczyzna....o którym mówiłam wcześniej...jest ode mnie starszy....dość sporo...czy....uznałby pan to za coś złego? - widać było, że oczekuje szczerej odpowiedzi na to pytanie.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 15:05

- Miejsce zwierzęcia domowego, jest u boku właściciela, nie nad właścicielem. Skoro są niesforne, trzeba je nieco przechytrzyć. Chociaż szczerze, nie liczyłem na to, że zareagują.- Powiedział szczerze i wrócił na swoje miejsce. Wytarł chustką sos z buta i spojrzał na dziewczynę. Jak tak dalej pójdzie, to nawet nie zacznie jeść. Ale nie zostawi Julii w potrzebie dla jedzenia. Już nie raz jadł zimne potrawy.
Poczekał aż dopowie do końca.
- Dwie rzeczy. Jeden, wiem, że daleko mi do figury ojca, ale nie musisz mówić do mnie per pan. Jestem Kayl i możesz do mnie mówić jak tylko chcesz. Nie ma co tworzyć sztucznego dystansu.- Powiedział w miarę wolny sposób i na potwierdzenie swoich słów zjadł nieco ze swojego talerza. Dziwna ta śmietana pomyślał przeżuwając. Odłożył widelec i odetchnął głęboko.
- Jak zdążyłaś mi już powiedzieć, życie tutaj, jest inne niż po drugiej stronie, są istoty, które żyją dużo dłużej, a człowiek nawet może do nich dołączyć poprzez anielską klątwę. Więc nie wiem jak straszna musiała być różnica wieku, chociaż przyznam, nie jest mi z tym do końca dobrze. Jeśli serio coś do niego czułaś, nie widzę w tym jednak żadnego problemu. Jeśli wstydzisz się bycia z nim, obrzydza Cię to na co sobie pozwoliłaś, lub dopuściłaś by zrobił, to ewidentny znak, że coś było nie tak. - Powiedział starając się zachować chłodny umysł. - Twój ojczym chyba jest wystarczającym dowodem, że nie można nikomu w pełni zaufać od razu. W pewien sposób jestem zawiedziony, że tak szybko mi zaufałaś. Da się do Ciebie bardzo łatwo zbliżyć. Wiem, że miałem taryfę ulgową, ale skoro czujesz się zagrożona, musisz nauczyć się jak utrzymać dystans. Umiejętności walki nie pomogą, gdy przeciwnik jest za silny, a rozum nie wybacza sobie błędów, których nie dało się nie popełnić. I to z bardzo prostego powodu. Każdy kto potrafi myśleć, analizuje sytuacje kilka, kilkanaście, a czasem i kilkaset razy, dając za każdym razem lepszą odpowiedź, niż kiedy się to działo. Pewnie już sama to zauważyłaś.- powiedział spokojnie. - Więc... to od Ciebie zależy, czy będę zawiedziony i jak o tym pomyślę. Czy jesteś dumna z tego co zrobiłaś? Czy chcesz i możesz go od siebie odsunąć, jeśli nie? I czy chcesz, żebym Ci pomógł?- zrobił krótką pauzę na głębszy oddech.- Nie będę zły, przynajmniej nie na Ciebie.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 15:27

- Dobrze - odpowiedziała cicho. Będzie musiała się przestawić. Pewnie jeszcze trochę minie, ale musi się nauczyć...to była dla niej nowość... - niech więc będzie Kayl...przepraszam, ale...ta sytuacja jest dla mnie po prostu nowa i nie przestawię się tak szybko - przyznała.
Nie spodziewała się aż takiego wykładu. Jakby słuchała pana Anomandera...dlaczego dorośli zawsze muszą tyle mówić? Nie pokazała jednak zniecierpliwienia. Nie chciała mu przerywać i poznać jego zdanie. Przynajmniej nie zareagował aż tak agresywnie jak Jocelyn.
- Nigdy nie powiedziałam, że przestałam coś do niego czuć - zaczęła po chwili ciszy - nigdy też nie uważałam, że się brzydzę tym, że jestem z kimś starszym, ani się tego nie wstydzę - wyjaśniła spokojnie. Bane nigdy nie podniósł na nią ręki. To co jej zrobił bolało, ale tak naprawdę nigdy nie wyrządził jej większej krzywdy. Zagubił się i tyle i chciałaby do niego wrócić, ale czy n na pewno tego chciał? Nie była już tego taka pewna.
- A co do zaufania - spojrzała mężczyźnie w oczy, a jej własne źrenice zwęziły się, przez co tym bardziej przypominała lisa - owszem pozwoliłam się za bardzo zbliżyć, pozwoliłam Ci wejść do kuchni wierząc, że jednak nie okażesz się głupcem - zaczęła spokojnie - nie ufam Ci w pełni, ale jednocześnie nie mam zamiaru całkowicie ograniczać. Powiedz mi jednak, jakbyś mi coś zrobił to co dalej? Uciekniesz przez las pełen nieznanych Bestii? Dosiądziesz jednego z koni, które albo Cię zrzucą o zatłuką kopytami, albo poprowadzą prosto w objęcia władz? - uśmiechnęła się delikatnie - i jak mnie zaatakujesz? Widać, że nie wiesz za wiele o tym świecie, a tutaj broń nie jest wszystkim, tak samo jak umiejętność walki - wyjaśniła i zaczęła znów jeść - cieszę się, że Cię spotkałam, że mogłam poznać dlatego dałam Ci trochę luzu, ale czy mam tego żałować? - zapytała, patrząc na niego już normalnymi oczami. Może i mu groziła może i go straszyła, ale musiało do niego dotrzeć to, że jego córeczka nie jest już malutką, bezbronną dziewczynką, która nie umie o siebie zadbać...w przeciwieństwie do jej starszej siostry.
Miała jednak nadzieję, że to go nie spłoszy. Chciała, żeby tutaj został. Ale nie chciała też być traktowana cały czas jak małe dziecko.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 15:50

- Ehh... Czyli za dużo gadam. Podałem siebie jako przykład, bo nie widziałem niczego innego. A skoro nie dzieje się nic, czego miałbym się obawiać, to mam nadzieje, że wszystko wróci do normy. Ostatecznie, zawsze możesz poprosić o chwilę rozmowy.- powiedział ignorując groźbę. Ani on, ani ona nie chcieli sobie zrobić krzywdy, to była w miarę normalna reakcja.
Nabrał na widelec kolejny kęs, tym razem z większą ilością ziemniaków. Zrównoważyło to posmak śmietany, więc uśmiechnął się.
- Nie planuję uciekać. Nie planuję też być natrętny, więc przepraszam za wykład. - odparł uśmiechając się przed nabraniem kolejnego widelca. Chyba jednak był głodny.
- Ale masz też rację. Nie mogę tutaj zostać na zawsze, bo masz już swoje życie. Będę dążył do tego, by mieć własne lokum niedaleko kliniki. Do tego czasu skorzystam z Twojej gościnności, odwdzięczę się tym samym jeśli będzie taka potrzeba. Bo niestety nie wiem jak miałbym pokazać Ci dom naszej rodziny. Też mam... Miałem dwa konie. I spory park. Willa z dala od ludzi, w której nie było wiele służby. Gdyby nie mój wybryk, może byłoby to dla was bezpieczne miejsce po drugiej stronie... Ale nie miałem jak was o tym poinformować.- Znowu się rozgadał. po czym uderzył pięścią w kolanach i pokazał gestem, że będzie już cicho. Wrócił do jedzenia. Pewnie Jocelyn już jej o tym powiedziała. Był we własnym mniemaniu zbyt sentymentalny. W końcu się jednak nauczy. Takę ma nadzieję.
Ciekawe co się stało pomiędzy nimi. Myślał, szukając w twarzy córki podobieństw do siostry i matki. Wszystkie wyrastały na kształtne i urocze dziewuszki, a sądząc po matce, przetrwają też próbę czasu.
- Mam zamiar już dziś złapać tą anielską klątwę. - powiedział cicho. - Jako człowiek miałbym tutaj za mało czasu. A chciałbym jeszcze się wiele nauczyć.- wyznał, gdy kończył już swoją porcję.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 14 Kwi 2019, 16:14

Westchnęła ciężko słysząc jak mężczyzna się tłumaczy - to ja przepraszam...poniosło mnie - przyznała - po prostu mam dość tego, że wszyscy uważają, że skoro jestem dość słaba, chuda i jestem jeszcze nastolatką...to potrzebuję stałej opieki - westchnęła - przepraszam... - dodała jeszcze raz. Miała naprawdę tego dość. Nie ważne gdzie się udała zawsze było tak samo. Tylko pojedyncze momenty sprawiały, że chciała się szczerze uśmiechać. Gdy była chwalona za dobrze wykonaną pracę, jak na przykład, gdy zrobiła rysunki blizn Jocelyn... Nie czuła się przez to wszystko najlepiej i dlatego tez postanowiła, że jednak przeprowadzi się do domu Lukela. Tutaj nie była tak zdana na innych, a i tak traktowano ją tak, jakby ciągle potrzebowała pomocy. Dlaczego....
- Jocelyn pewnie by się ucieszyła, gdyby mogła tam pojechać i spędzić z wami czas - powiedziała, kończąc zawartość swojego talerza. Odsunęła go od siebie ale nie chciała dokładki. Była już pełna - możesz dalej opowiadać, nie przejmuj się - uśmiechnęła się delikatnie. Dowie się chociaż co takiego ją ominęło. Co mogłaby mieć...gdyby nie to, że jej matka nie dała rady. Pewnie wtedy nie miałaby tyle problemów...może rodzice byliby z niej dumni? Może nie musiałaby tak szybko dorosnąć....
Urwała kawałek maliny i prawie się nią udusiła, gdy usłyszała wyznanie ojca - co...dlaczego? - otworzyła szeroko oczy - dlaczego podejmujesz takie decyzje tak ... szybko? Dopiero jesteś tutaj od kilku godzin, a jeśli...jeśli się zdecydujesz... - uciekła wzrokiem w bok - to już prawdopodobnie nie wrócisz na drugą stronę... - dodała już ciszej.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 87
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Nie 14 Kwi 2019, 16:37

- Nie jesteś dzieckiem. To ja jestem nadopiekuńczy, bo nigdy nie mogłem taki być dla Ciebie. Z resztą, nie ma co opowiadać o domu... Teraz to tylko symbol jak bardzo nasza rodzina upadła. - odparł z nieukrywanym bólem. - Pełno tam wspomnień i może masz rację, że Jocelyn chciałaby wrócić. Ale już nie będzie jak kiedyś. Tamto życie już dawno się skończyło- powiedział smutno, dużo ciszej.
Zebrał talerze i zaniósł je do kuchni. Niedługo je pozmywa, ale chciał dokończyć rozmowę.
- Szczerze mówiąc, nie chcę podejmować tej decyzji. Ale skrzydła nie dadzą mi drugiej młodości. Jeżeli uda mi się zostać człowiekiem przez kolejne 20 lat i nagle zatnę się przy goleniu, klątwa da mi kolejne lata życia, w ciele które jest już za słabe by sobie radzić ze wszystkim. Ba, równie dobrze może stać się to jutro, wbrew mojej woli. Więc wolę zrobić to świadomie i nie bać się, że tracę grunt pod nogami.- Powiedział spokojnie. - Nie mam też gdzie wrócić. Prawdopodobnie. Czuję, że bardziej potrzebujecie mnie tutaj, niż tam. Nie ma już nic, co by mnie tam trzymało... Podczas mojej ostatniej wizyty w szpitalu, Twoja mama poprosiła, bym więcej jej nie odwiedzał. Żebym zapomniał i cieszył się życiem, bo widać, że sobie nie radzę. Wybrałem, że chcę się cieszyć z córką. A teraz... Teraz wiem, że mogę być z obiema. Tak jak marzyłem... Kocham was i nie odsunę się za nic w świecie. - powiedział patrząc się na dziewczynę. - Więc chcę być z wami jak najdłużej. Chociaż wiem, że to na mnie czeka pierwszy bilet na drugą stronę. - powiedział smutno. - Boję się śmierci... Teraz, gdy mam co stracić. Chcę walczyć o bycie z wami- powiedział ze spokojem. Po to tutaj przybył. Czuł gdzieś w głębi serca, że nie wróci
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 79
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach