Recepcja i poczekalnia

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Pią 18 Sty 2019, 12:15

Recepcja i poczekalnia 65s4co
Recepcja i poczekalnia to w zasadzie jeden wielki pokój, w którym poza miejscami do siedzenia, kwiatkami i stoliczkiem z napojami (kawa, herbata, woda z sokiem) znajdują się też jedne z wielu schodów na wyższe kondygnacje budynku. Pod tymi drewnianymi schodami leży wielka biała skóra czegoś, co ongiś było zapewne niedźwiedziem. Na tej skórze wartę swoją, zarówno w dzień jak i w nocy pełnią niewiele mniejsze od rzeczonego wcześniej niedźwiedzia psy. Przy małym drewnianym biurku naprzeciwko drzwi wejściowych służbę pełni marionetka-recepcjonistka. To właśnie w tym miejscu pacjenci rozpoczynają swój pobyt w klinice. Tu następuje wstępna segregacja na tych, którymi personel ma się zając w pierwszej kolejności i tych którzy mogą jeszcze przez chwilę poczekać na przyjęcie do gabinetu.
Czasami w nocy, gdy klinika pogrąża się już we śnie, dyrektor placówki siada na małym, drewnianym krześle nieopodal schodów i zapaliwszy świece w kinkiecie oddaje się lekturze lub głaszcząc psa odpoczywa i relaksuje się po całym dniu pracy.[/quote]
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 53
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Moe on Sob 13 Kwi 2019, 12:22

Spojrzał na szczura na ramieniu - to mój przyjaciel Koszmarek - powiedział z uśmiechem - jest cieniem - dodał, na co stworek zmienił się w duszka, który nieśmiało pomachał i od razu się schował. Widać speszył się. Poza tym było jeszcze dość jasno.

Moe nigdy jeszcze nie jechał powozem, dlatego nie mógł usiedzieć na miejscu. Co chwila wyglądał przez okno, a raz nawet prawie przez je wypadł. Całe szczęście złapał równowagę.
- Może tam pan zapyta o tę dziewczynkę? - zaproponował - może coś wiedzą. I.... - dodał niepewnie - może mi pan powie jak wygląda? Albo jak się nazywa? To jak ją zobaczę to powiem, że pan jej szuka? Albo panu powiem? - zaproponował. Już robił za takiego informatora, więc nie była to dla niego nowość. Chciał pomóc temu fajnemu, smutnemu panu. Może dzięki temu będzie weselszy? A Moe zyska nowego przyjaciela? Byłoby tak fajnie!
Gdy przyjechali, wyskoczył z powozu i pokazał teatralnie na ogromny budynek - jesteśmy - złapał pana Kayla za rękę, gdy ten do niego dołączył - mam nadzieję, że będzie pan miał pracę...z miejscem bezpiecznym niestety nie pomogę...przecież w noclegowni pana znajdą, prawda? - zapytał niepewnie.
Poprowadził go do samej poczekalni i podszedł do miłej pani Alice - przyprowadziłem takiego pana Kayla - pokazał na mężczyznę - chciał zapytać i pracę bo robi ziółka takie leczące - powiedział, na co Marionetka się zaśmiała. Moe nie przyprowadzał tutaj obcych, więc raczej jak już coś takiego mówił to nie był wymysł, więc nie go spławiła. Pogłaskała go po włoskach i poprosiła by poczekali chwilę. Przyniosła dziecku kawałek ciasta w serwetce za co ten podziękował - ja muszę uciekać, bo jak będzie ciemno to będzie niebezpiecznie - powiedział z uśmiechem i pomachał mężczyźnie - pani Alice panu powie co i jak - dodał jeszcze i pobiegł do swojego "domu".
Moe
Moe

Wiek : ok 10-11 lat
Wzrost / Waga : 138/20
Aktualny ubiór : Na duża, poplamiona, szara koszula, luźne, poniszczone spodnie
Pod ręką : nic
Stan zdrowia : skręcony nadgarstek

Liczba postów : 58
Dołączył : 06/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 13:03

- Miło Cię poznać koszmarku - Powiedział trzęsąc się w duchu, że takie rzeczy są tu możliwe. Cień zaraz zniknął, co było kolejnym zdziwieniem. Wszystko tutaj było nowe. Zaskakujące. Magie. Straszne a zarazem piękne.
- Kiedy ostatnio ją widziałem, miała czarne włosy, które zawsze zapuszczała najwyżej do ramion, bursztynowe oczy... - zaczął opisywać, z początku zwyczajnie, by w końcu rozkręcić się do tego stopnia, że opisał nawet jakie ubrania nosiła na tydzień przed zniknięciem, dochodząc do wniosku, że naprawdę lubiła krótkie spódniczki, co nie koniecznie ojcu odpowiadało. Tylu zboczeńców chodziło po ulicach, a ona tak prowokowała.... Powtarzał jej setki razy, żeby zaczęła nosić spodnie.
- Dziękuję za wszystko petit garçon (tł. mały chłopcze). Teraz powinienem już sobie poradzić. Do zobaczenia niedługo.- Powiedział widząc, że chłopiec chce już odejść.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, ma pani na imię Alice. Chłopiec mógł mnie przedstawić w dziwny sposób, ale fakt, zajmowałem się przez dłuższy czas ziołolecznictwem. Niestety moje poprzednie miejsce pracy nie jest już możliwe dla mnie. Chętnie zgłoszę się tutaj. - Powiedział spokojnie kłaniając się kobiecie.
- Ależ po co ta formalność. Nie będę przecież pana pracodawcą. Ale skoro jest pan tak pewny siebie, to może niech pan usiądzie. Zaraz przyślę jakiegoś lekarza, żeby z panem pogadał. Kawy? - Zaproponowała Alice wstając od biurka.
- Chętnie- Powiedział i niedługo siedział już z filiżanką czarnego płynu. Była dobra. Mocna.
- Merci - mruknął pijąc pierwszy łyk i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Tak. To było lepsze. Ale jednocześnie strasznie poważne.... Może nie będzie tak źle. Kto wie, może da radę zrobić dobre wrażenie.
- Moe to dobry chłopiec, prawda? Wie pani coś o nim?- zapytał, tylko po to, by nie siedzieć w ciszy.
- Zdecydowanie- odpowiedziała kobieta zdawkowo, wracając do pracy. Francuz tylko cicho westchnął i patrzył się przed siebie.
- Może zna pani kogoś o imieniu Jocelyn? - zapytał po wypiciu połowy kawy.
- Może znam. Nie pamiętam
Po usłyszeniu tego Kayl spochmurniał i zwyczajnie dopił kawę. Czekał dalej.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 98
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 14:47

Julia akurat kończyła swoją pracę. Dziś chciała wyjść wcześniej, by poprzenosić jeszcze trochę rzeczy do nowego domu. Bane jednak nie wiedział, gdzie to jest. Nie musiał. To nie była jego sprawa. Wiedziała pani Alice i to jej całkowicie wystarczyło. Bo ja coś się będzie działo, to będzie wiedziała, gdzie wysłać wiadomość, a jednocześnie Toksyn nie będzie jej nachodził. Ostatnio wszyscy i tak zachowywali się dość...dziwnie. Alice nie była już tak wesoła, przynajmniej nie prywatnie. Bane też stał się jakiś...nazbyt profesjonalny i do tego taki....nieswój. Nieobecny. Za to Pan Anomander gdzieś wyjechał i nie miała pojęcia gdzie.
Schodziła akurat do Recepcji z dokumentacją nowo przyjętych pacjentów, gdy usłyszała, że Alice z kimś rozmawia. Nie poznała mężczyzny. A przynajmniej się mu nie przyglądała. Dopiero gdy padło imię Jocelyn coś w niej zaskoczyło. Nie...to niemożliwe.
Otworzyła szeroko oczy, - ta..ta? - powiedziała bezgłośnie, ale wyrzuciła to szybko z głowy. Przecież to jest niemożliwe. Do tego...Joce zniknęła ze Świata Ludzi dobre kilka lat temu. Była tu dłużej niż Tulka. Ale cóż....musiała pomóc, w szczególności, że teraz nie było tutaj żadnego lekarza.
Westchnęła i zeszła, uśmiechając się delikatnie - dzień dobry - przywitała się z mężczyzną i podeszła do Alice, by dać jej całą dokumentację i upewnić się czy wszystko w porządku. Marionetka przekazała jej po co jest nieznajomy, więc musiała się jeszcze tym zająć.
Podeszła więc do mężczyzny i podała rękę - dzień dobry, nazywam się ... Tulka - zawahała się tylko na ułamek sekundy, nie wiedziała czy powinna się przedstawić prawdziwym imieniem...nie miała pewności...jeszcze nie teraz.... - jestem tutaj pielęgniarką. Pani Alice przekazała mi, że chciałby pan tutaj pracować? - upewniła się - niestety pan dyrektor niedawno wyszedł na wizytę domową i pewnie wróci późno - pewnie zaś pójdzie się zalać w trupa...a raczej spróbować....tego już nie mówiła na głos - więc dziś już go raczej pan nie zastanie - przeprosiła nieznajomego.
- Ale..czy mogę zapytać? O jaką Jocelyn pan pytał? - dodała niepewnie - przepraszam...schodziłam akurat po schodach i usłyszałam pytanie - wyjaśniła. Lekko przycisnęła do siebie skrzydła i poruszyła jednym z lisich uszu - obowiązuje nas tajemnica lekarska i możemy zataić czy ktoś tutaj jest czy nie, ale może prywatnie kogoś takiego znam - wyjaśniła uśmiechając się delikatnie.
Cały czas przyglądała się ukradkiem mężczyźnie i z każdą chwilą upewniała się w swoim przekonaniu.
Dwukolorowe oko nadal miała przykryte białą grzywką, w włosy, które z fioletu przy głowie przechodziły przez rudy do blondu na końcach, związane miała w długi warkocz, sięgający jej za pas.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 15:02

Kayl wyprostował się widząc schodzącą dziewczynę. Kolejna bardzo młoda osoba w bardzo poważnej pracy. Tylko znowu inna od poprzednio obserwowanych.
- Miło panią poznać. Nazywam się...- Zawahał się chwilę. Fakt, że dziewczyna zacięła się przy własnym imieniu przypomniał mu, że chyba sam powinien używać jakiegoś pseudonimu. - Dayl...- Merde przeklął w myślach. Crétin, to w żaden sposób nie pomaga - Jocelyn to imię mojej córki, zniknęła już spory czas temu i mam podejrzenia, że w tej okolicy - Powiedział zgodnie z prawdą. Jeżeli Tulka zna kogoś o tym imieniu powinna zaraz skojarzyć jakiś fakt z tego jak wygląda to po jego stronie.
- Wielka szkoda, że nie ma dyrektora, będę musiał przyjść innym razem. - Dodał, nie patrząc na twarz dziewczyny, nadal wstydząc się bezsensownego pseudonimu, który nic nie ukrywa. Zdecydowanie nie był już tą samą osobą co za młodu, nazwy nie były już tak proste do wymyślenia.
Zamknął oczy i starał się oddychać, udając, że szuka czegoś w plecaku. Nie chciał stracić twarzy przy pierwszym dniu w możliwej pracy.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 98
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 15:12

Dayl? Jasne. Srali muszki będzie wiosna. Pomyślała sobie. Coś tatuśkowi nie wychodziło kłamanie. Ale, żeby był aż tak zdesperowany? A może po prostu przedstawił się tak tylko dlatego, że Tulka coś wymyśliła? Może...jak wyjdą to go pociągnie za język, bo i tak Alice już za bardzo się im przyglądała. Nauczyła się, że lepiej nie ufać nikomu, bo nigdy nie wiadomo kto i o czym się dowie.
Teraz już miała pewność, że chodzi o Joce. I, że jego imię nie brzmi Dayl. Westchnęła cichutko - chyba wiem o kogo panu chodzi, ale nie wiem czy byłoby grzecznym, żeby tak wpaść bez ostrzeżenia... - powiedziała zamyślając się - niech mi pan powie...ma pan się gdzie przenocować? Czy dopiero niedawno pan tutaj przyjechał i jeszcze o tym nie pomyślał? - zapytała. Nie da mu nocować w żadnych hostelu. Była...ciekawa. Chciała go poznać i dowiedzieć się jak tutaj przyjechał. Niestety, ale trochę pracy w SCR jej wpoiło i musiała się upewnić, ze nie zamierza tutaj zbierać jakiś okazów, jeśli współpracuje z pewnymi ludźmi - jeśli nie...to mogę pana podrzucić gdzieś i jutro na spokojnie złapie pan pana Blackburna i z nim porozmawia. Poproszę Alice, by uprzedziła go, że będzie miał gościa - zaproponowała, lekko się uśmiechając i poruszając swoim puchatym ogonem.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 15:27

Podejście pielęgniarki było... Co najmniej dziwne, chociaż "Dayl" miał też inne rzeczy na głowie.
- To trochę prywatne pytanie, nie sądzi panienka? - Zapytał, starając się nie zabrzmieć złośliwie. - Jestem tu bardzo krótko. Chciałem się najpierw rozejrzeć za miejscem pracy, nie udało się, więc pewnie znalazłbym gdzieś jakiś kąt. Jeżeli zna pani dobre miejsce, chętnie skorzystam. - Powiedział podnosząc głowę. - Przepraszam za bycie kłopotem, ale chyba nie mam jak w tym momencie działać bez żadnej pomocy. I dziękuję za okazane mi serce. - Powiedział z niewinnym uśmiechem. Patrząc na Tulkę przypominał sobie coraz bardziej o Jocelyn, która nie licząc ogona, uszu i koloru włosów, mogła teraz wyglądać bardzo podobnie.
Pokręcił głową by wywiać ten obraz ze swojej głowy i wstał.
- Nie będę pani dłużej zajmował czasu. Chodźmy - Zaproponował zakładając plecak na ramię. Już od kilku godzin był zmęczony i mimo wypicia kawy, chętnie by się jednak położył. Mentalnie był w kawałkach, ale powstrzymywał się ostatkiem siły woli, żeby kontynuować szukanie. Szczególnie, gdy osoba przed nim ją zna...
- Skąd pani zna Jocelyn?- Zapytał gdy wychodzili z poczekalni.
ZTx2
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 98
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Pon 15 Kwi 2019, 21:58

Przyjechali do Kliniki jeszcze w miarę wcześnie. Wolała się na spokojnie przygotować i kto wie. Może Bane znajdzie chwilę by porozmawiać z Kaylem? Może będzie mógł już zacząć pracę, dzięki czemu szybciej będzie mógł się spotkać z Jocelyn? Na pewno tego pragnął...nawet bardziej niż poznania swojej młodszej córki...Tulka doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała też, że jak już dotrze do swojego oczka w głowie, to raczej nie będzie miał czasu dla młodszej. Ba! Joce mu na to nie pozwoli, tym bardziej jak się dowie, że to Julia go przemieniła....ale tym będzie się martwić jak dojdzie już do spotkania.
Gdy już weszli do środka, poszedł do Alice, zameldować się oraz zapytać, czy Blackburn już jest na chodzie. Niestety...okazało się, że doktorek wyjechał służbowo na kilka dni. Czyli...skoro Jan Sebastian też się nie pokazywał...wszystko było na głowie Julii. Westchnęła ciężko, podziękowała Marionetce i wróciła do Ojca - przepraszam...wychodzi na to, że poczekasz trochę na rozmowę z Dyrektorem - powiedziała smutno - wyjechał na kilka dni - dodała i rozejrzała się po Poczekalni. Na szczęście nie było tutaj jeszcze nikogo, bo musiała sobie dokładnie zaplanować dzień.
- Mam pomysł - powiedziała po chwili zastanowienia, głaszcząc Amber po wystającej z torby głowie - może podpatrzysz dziś w Aptece co tam jest i zobaczysz jak Marionetki pracują? Dowiesz się czegoś o ziołach i ich zastosowaniu, jeśli chodzi oczywiście o te, których jeszcze nie poznałeś - zaproponowała niepewnie - w razie czego możesz je wszystko zapytać, poproszę by Ci odpowiadały, tylko im nie przeszkadzaj - pogroziła palcem - spotkamy się w południe na obiedzie w pokoju wypoczynkowym i powiesz mi co sądzisz o tym wszystkim - zaproponowała, uśmiechając się do niego z nadzieją, że jedna zgodzi się na taki plan. Przynajmniej będą mogli go od razu sprawdzić czy się nadaje i też Bane nie będzie mógł aż tak kręcić nosem - w razie czego wezmę wszystko na siebie - dodała jeszcze, poruszając lekko ogonem. Uszy miała lekko opuszczone, co świadczyło o tym, że jest rozluźniona, nie martwi się aż tak.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 16 Kwi 2019, 06:12

- No cóż...- powiedział drapiąc się po głowie. Wszystko się jednak przedłużało. A im dłużej to trwa, tym mniej pieniędzy mu zostaje, a nie chciał być pasożytem na córce. A jeśli już, to przynajmniej takim jak jej skrzydła. Użytecznym.
- Nie widzę problemu. I tak bym musiał to zrobić. Mam nadzieję, że nie spowoduję za dużego zamieszania.- Powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Powodzenia w pracy córciu.- Pocałował dziewczynę w czółko i uśmiechnął się do niej szeroko. - Dziękuję za pomoc. Postaram się nie zdenerwować Twoich koleżanek z pracy.- Powiedział spokojnie i ruszył za córką.

Odkąd został sam na sam z marionetkami nie był w stanie za dużo mówić. Obserwował ich sprawne ruchy, jakie mieszanki tworzyły i z czego. Pytał za każdym razem najpierw czy dobrze mu się wydaje co dana mieszanka robi, potem poprosił o poprawienie, dopytał się, przynajmniej za pierwszym razem jakie zioła zostały użyte i odetchnął z ulgą, bo tak samo wyglądające jak te które znał, rzeczywiście nimi były. A te, które były inne, choć trochę się znalazło, nie wydawały się aż tak ciężkie do zapamiętania.
Zdziwił się dopiero przy ogromnym garze, w którym marionetka nie mieszała tylko ziół, ale i kilka składników innego pochodzenia. Mimo to, wywar był niemal zupełnie przezroczysty.
- Do czego to może służyć? Wygląda trochę jak krople na żołądek, ale w takiej ilości, to by chyba starczyły dla całego miasta.- skomentował, starając się skupić na zapachu. - Ale woń ma zdecydowanie lepszą. Jak syrop na kaszel. Co to jest?
- Środek usypiający- odpowiedziała marionetka w masce. - Nie radzę tak wdychać, bo zaraz zaliczy pan orła.- ostrzegła go delikatnie.
I rzeczywiście czuł jak delikatnie kręci mu się w głowie.
- Widzę, że to więcej niż tylko zioła. Wybacz głupie pytanie, przyzwyczaiłem się jadnak do czegoś innego. Interesują mnie te 3 proszki i niebieski płyn.- wyliczył, resztę składników rozpoznając. Dodana była sproszkowana kora jakiegoś drzewa herbacianego, ususzone i sproszkowane liście zioła o dziwnej nazwie, oraz zgniecione pestki jabłek. Płyn okazał się być oczyszczonym sokiem z lokalnych owoców.
Dzień mijał mu bardzo szybko.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Opętaniec
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Znaki szczególne : Nietypowe skrzydła- Przypominające kształtem gałęzie z łodygami kwiatów.
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Zawód : Aptekarz
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 98
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Wto 16 Kwi 2019, 07:09

Zarumieniła się zaskoczona, na pocałowanie w czoło. Nie spodziewała się tego i nie była przyzwyczajenia - powodzenia...ucz się pilnie - uśmiechnęła się delikatnie i wróciła do Alice by ustalić mniej więcej plan działania, a następnie pobiegła do swojego pokoju by się przebrać, zapleść włosy w warkocz, a następnie w kok, założyła też rękawiczkę, by zakryć malunek na ręce, oraz zawiązała na szyi Czarodziejską Wstęgę na kokardkę. Nigdy nie wiadomo kiedy się takowa przyda.
Wyciągnęła Amber i Kropkę z torby i ruszyła na obchód. Musiała jakoś też załatwić coś do roboty dla dziewczynki, która trafiła do nich dwa dni temu. Raczej futrzaki spełnią swoje zadanie.

Ledwo skończyła obchód i kłótnie z jedną starszą Pacjentką, gdy została wezwana do Recepcji. Wiedziała, że ten dzień nie będzie spokojny. Dwaj chłopcy bawili się w lesie i jeden do drugiego strzelił z łuku starą strzałą. Ta się pokruszyła w ranie, a przy próbie wyrwania tylko pogorszyła sprawę...musiała operować. Całe szczęście, Marionetki, które pracowały w Klinice były też przeszkolone w anestezjologii, robieniu prześwietleń oraz asystowaniu. Nie była więc całkiem sama...nie tak jak przy operacji pana Gawaina.
Trochę jej zajęło to, żeby pousuwać wszystko z rany i ją pozaszywać tak, by chłopiec mógł znów ruszać ręką. W międzyczasie wyszło też kilka urazów, ale te związane były strikte z częstymi zabawami, więc nie martwiła się co mu się stało, tylko je wyleczyła. Zrobiła to akurat na czas, by udać się do Wypoczynowego na obiad. Musiała jednak się ogarnąć. Była zmęczona przez stres i sam zabieg, więc przyszła jak już Ojciec siedział i na nią czekał - przepraszam za spóźnienie - powiedziała lekko zmęczonym głosem i usiadła, a raczej padła na kanapę, którą zawsze zajmowała z Banem. Włosy miała jeszcze wilgotne, musiała chwilę odsapnąć, zanim ruszy chociażby palcem.

zt x2
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Reinhardt on Sob 01 Cze 2019, 12:23

Recepcja i poczekalnia Q3qJz7J
Wygląd: Szatyn z włosami starannie uczesanymi i ułożonymi tak, by dobrze komponowały się z utrzymywanym w stałej długości, gęstym, ale dość krótkim zarostem. Sylwetka wysportowana i umięśniona. Ubrany jest w białą koszulę z mankietami na spinki z oprawionymi hematytami, szaro-zielonkawy krawat, szarą kamizelę garniturową, ciemne garniturowe spodnie i wypastowane, garniturowe buty. Od środkowego  guzika kamizeli do jej prawej kieszeni ciągnie się srebrna dewizka zegarka kieszonkowego. Wzrost : 190 cm. Waga: 85 kg
 

Charakter: Na co dzień elegancki, kulturalny i spokojny. W pracy stawia na profesjonalizm i indywidualne podejście do tematu. Od samego siebie wymaga równie dużo co od innych. Lubi literaturę, sztukę, muzykę i taniec. Mimo pozornego „kija w dupie” potrafi się żywiołowo bawić.


Koła pomalowanego na czarno, dwukonnego wolantu zatrzeszczały na klinicznym bruku. Choć lokalna architektura była dość prosta i nie powalała na kolana, to trzeba było przyznać, że budynek Kliniki prezentował się na jej tle całkiem nieźle. Światowo, możne by rzec. Widać było, że Anomander van Vyvern mądrze wybrał siedzibę i rozsądnie inwestował w nią pieniądze. Cóż, szkoda, że od dłuższego czasu nie mieli od niego żadnego raportu. Z tego powodu zdecydował o czasowym wstrzymaniu dostaw leków i środków opatrunkowych a także postanowił wybrać się tu osobiście i sprawdzić co się dzieje. Z tego, co usłyszał podczas jazdy Klinika prosperowała dobrze i niosła pomoc mieszkańcom tego świata za nie wygórowaną cenę.
Szkoda, że cała ta „pomoc” nie przekłada się na ilość materiału do badań i próbek dostarczanych do MOLOCHA. – pomyślał spoglądając na zegarek - No, panie van Vyvern, mamy sobie kilka spraw do wyjaśnienia.
Pojazd zatrzymał się tuż przed wejściem.
Z pugilaresu wyjął kilka monet, i wręczywszy je stangretowi wysiadł z pojazdu trzymając w ręce skórzany neseser. Woźnica pomógł mu wyładować bagaże, po czym wsiadł na kozioł i strzelił batem nad zadami koni. Chwilę później  powóz mknął już w drogę powrotną.
Andres Veltigar poprawił krawat, rękawy koszuli i strzepnął z kamizeli niewidoczne pyłki. Jeszcze raz zerknął na zegarek, po czym wziął walizkę i wszedł do środka.
Wnętrze Kliniki bardziej niżli szpital, przypominało wnętrze starego, otwartego na podróżnych  domu. Wszystko tu zostało urządzone w taki sposób, by nadać placówce jak najbardziej ciepły i domowy charakter.
Dobry i ciekawy pomysł. Redukcja strachu poprzez oddziaływanie na otoczenie pacjentów. pomyślał siadając w poczekalni. Wciągnął głęboko w nozdrza woń korytarzy. W środku nie pachniało typowym szpitalem. Kolejna zaleta tego miejsca.
Zapewne poprosiłby o widzenie z dyrektorem od razu, ale recepcji nie było nikogo.
Nic to, poczeka. Miał w końcu całą masę czasu.
Postawił walizkę koło krzesła na którym usiadł, po czym otworzył neseser i wyjął z niego notes, wieczne pióro oraz niedużą książkę traktującą o leczeniu ranach postrzałowych. Odłożył książkę na siedzisko obok siebie i zabrał się za przygotowanie notatnika i pióra. Skoro miał chwilę czasu, to postanowił sprawdzić jaką wiedzą medyczną dysponują autochtoni i jak bardzo zaawansowana jest ich medycyna.
Gdy wszystko było już przygotowane poruszył delikatnie palcem i książka, która jeszcze przed chwilą leżała na krześle obok, wzbiła się w powietrze i zawisłą przed nim.
Teraz mógł czytać i notować nie wyglądając przy okazji jak przygłup-desperat.
No, to sprawdźmy, co ciekawego słychać w tutejszym medycznym świecie ... pomyślał, a jego oczy zaczęły przebiegać po pierwszych linijkach tekstu, by chwilę później zagłębić się we właściwej treści.
Pióro cicho skrobało po papierze zostawiając za sobą rządki drobnego pisma.
Reinhardt
Reinhardt

Godność : Reinhardt Garlindt / aktualnie: Colin Bradley / Andres Veltigar
Wiek : 455 lat
Rasa : Doppelganger
Lubi : Bazowo: Spokój, ciszę, badania naukowe, muzykę, sztukę przedstawiającą / Jako postać: Zmienne
Nie lubi : Bazowo: Lustrzan, głupoty, nieposłuszeństwa / Jako postać: Zmienne
Wzrost / Waga : Dane w podpisie postaci.
Aktualny ubiór : Dane w podpisie postaci.
Pod ręką : Portfel z pieniędzmi i dokumentami, klucze do mieszkania, gitara / Portfel z pieniędzmi i dokumentami, kopia dyplomu ukończenia studiów (magna cum laude), zegarek z dewizką, Derringer kal .45
Broń : BRAK
Zawód : Zarządca MORII / Aktualny: Student (bezrobotny) / Lekarz internista
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 32
Dołączył : 12/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 01 Cze 2019, 20:56

Odkąd opuściła pokój Joce, sumiennie pracowała. Przyjmowała pacjentów, którzy przychodzili do Kliniki. Nie było ich wiele, ale każdym trzeba było się zająć. Na szczęście nikt nie musiał tutaj zostawać na dłużej niż sama wizyta. Choć jeden Kapelusznik bardzo chciał tutaj zostać bo...bo tak. Bo...bo tak...w sumie nie umiał wyjaśnić czemu miałby zostawać w Klinice. Nie wyglądał na chorego, biednego ani z problemami Chyba to było po prostu jego kapelusznicze widzi-mi-się.
W końcu kolejka się skończyła. Julia westchnęła ciężko z ulgą i zaczęła porządkowa papiery, które będzie potem musiała jeszcze posegregować. Ale już może je zostawić u Alice, żeby na pewno je sprawdziła. Do tego posegregowane nie muszą być.
Zebrała dokumenty i wyszła z Zabiegowego, polecając Marionetką by go ogarnąć, zanim znów ktoś przyjdzie. Przy okazji zapytała gdzie znajdzie Dyrektora. Gdy tylko dowiedziała się co chciała, wyszła do Recepcji, by przekazać dokumenty.
Na miejscu zobaczyła, że Alice nie ma na posterunku i dodatkowo siedzi tam jakiś facet i ... robi notatki! Zamrugała zaskoczona i odłożyła papiery na blat po czym podeszła do nieznajomego, poprawiając nieznacznie swój kitel.
- Dzień dobry, czy mogę panu jakoś pomóc? - zapytała grzecznie, lekko się uśmiechając. Przyglądała się uważnie mężczyźnie, próbując zgadnąć po co tutaj przyszedł. Nie wyglądało na to, żeby coś mu było, ale mogła się mylić.
Uszy miała wysoko postawione, ogon lekko poruszał się na boki. Skrzydła były luźno ustawione, nie przyciskała ich do ciała.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Reinhardt on Nie 02 Cze 2019, 01:14

Recepcja i poczekalnia Q3qJz7J
Wygląd: Szatyn z włosami starannie uczesanymi i ułożonymi tak, by dobrze komponowały się z utrzymywanym w stałej długości, gęstym, ale dość krótkim zarostem. Sylwetka wysportowana i umięśniona. Ubrany jest w białą koszulę z mankietami na spinki z oprawionymi hematytami, szaro-zielonkawy krawat, szarą kamizelę garniturową, ciemne garniturowe spodnie i wypastowane, garniturowe buty. Od środkowego  guzika kamizeli do jej prawej kieszeni ciągnie się srebrna dewizka zegarka kieszonkowego. Wzrost : 190 cm. Waga: 85 kg
 

Charakter: Na co dzień elegancki, kulturalny i spokojny. W pracy stawia na profesjonalizm i indywidualne podejście do tematu. Od samego siebie wymaga równie dużo co od innych. Lubi literaturę, sztukę, muzykę i taniec. Mimo pozornego „kija w dupie” potrafi się żywiołowo bawić.

Westchnął cicho i wolną ręką dotknął najpierw czoła, a następnie przesunął nią po twarzy ku dołowi. To była jakaś pomyłka! Kpina z nauk medycznych! Sądząc po tym co napisano w tej książce, Lustrzanie pod względem medycznym byli sto lat za przysłowiowymi murzynami. Może i chcieli dobrze, ale ich działania, pozbawione jakiejkolwiek aseptyki, prowadzić mogły tylko do pogorszenia stanu rannego. Oczywiście, jednemu na dwudziestu jakimś cudem udawało się przeżyć nie tyle postrzał, co niesioną później pomoc medyczną. Nie dziwił się teraz, że Klinika prowadzona przez van Vyverna cieszyła się takim powodzeniem.  
Książka unosiła się przed nim w powietrzu, a on spokojnie robił swoje notatki. Prawdę powiedziawszy robienie notatek z czegoś tak prymitywnego mijało się z celem, ale co miał lepszego do roboty? Nie będzie przecież szwendał się po placówce medycznej jak smród po gaciach. Jedno wiedział już bezsprzecznie, tutejsza medycyna była jak koza – leżała i srała pod siebie. Pierwszy lepszy licealisty, który miał zamiar iść na medycynę w Świecie Ludzi, znał się lepiej na opatrywaniu i dezynfekcji ran, niż tutejsi profesorowie. Chwała, że nie znalazł w tekście czegoś w stylu: „aby sprawdzić najdokładniej, czy kula przebiła jelita, podaj rannemu przecier z cebuli oraz czosnku i odczekaj trzy do czterech dużych klepsydr (lub jak mawiają inni godzin). Powąchaj ranę, jeśli pachnie cebulą i czosnkiem rannego dobij, jeśli nie, ranę zaszyj”.
Westchnął cicho i wrócił do lektury.
Słysząc młody, dziewczęcy głos, uniósł głowę i spojrzał na przedziwną istotę. Lisie uszy, lisi ogon, skrzydła i różnobarwne oczy. Ciekawe kim była?
Wstał i od niechcenia poruszył palcami. Książka, jakby obdarzona wolną wolą i świadoma zakończonej z nią pracy, poszybowała powoli na krzesło, na którym wcześniej siedział mężczyzna.
- Witam Panią, – powiedział przyjemnym dla ucha, spokojnym, niskim głosem podchodząc kilka kroków w stronę skrzydlato-lisowatej istoty - Nazywam się Andres Veltigar i chciałbym widzieć się z dyrektorem tej placówki. Czy mogę prosić, by go Pani poinformowała o tym fakcie? – zapytał patrząc dziewczynie w oczy.
Uznawszy rozmowę za zakończoną, odwrócił się by schować książkę, notatnik i pióro do swojej teczki.
Cóż, teraz pozostawało mu już tylko czekać.
Włożył ręce w kieszenie spodni i wolnym krokiem zaczął przechadzać się po klinicznej poczekalni.
Reinhardt
Reinhardt

Godność : Reinhardt Garlindt / aktualnie: Colin Bradley / Andres Veltigar
Wiek : 455 lat
Rasa : Doppelganger
Lubi : Bazowo: Spokój, ciszę, badania naukowe, muzykę, sztukę przedstawiającą / Jako postać: Zmienne
Nie lubi : Bazowo: Lustrzan, głupoty, nieposłuszeństwa / Jako postać: Zmienne
Wzrost / Waga : Dane w podpisie postaci.
Aktualny ubiór : Dane w podpisie postaci.
Pod ręką : Portfel z pieniędzmi i dokumentami, klucze do mieszkania, gitara / Portfel z pieniędzmi i dokumentami, kopia dyplomu ukończenia studiów (magna cum laude), zegarek z dewizką, Derringer kal .45
Broń : BRAK
Zawód : Zarządca MORII / Aktualny: Student (bezrobotny) / Lekarz internista
Stan cywilny : Wolny
Stan zdrowia : Zdrowy.

Liczba postów : 32
Dołączył : 12/05/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Bane on Nie 02 Cze 2019, 11:00

Atmosfera w Klinice była ciężka, bo wszystkie Marionetki, nie wiedząc czego się spodziewać ze strony nowego Dyrektora, przemykały, wykonując swoją pracę możliwie jak najdalej od jego czujnych oczu. Sam Bane jeszcze nie wiedział jak powinien się zachować. Gregory wytknął mu manierę... Białowłosy bardzo nie lubił krytyki. Zwłaszcza, że we własnym mniemaniu nic w jego charakterze się nie zmieniło. Przynajmniej od czasu przybycia tutaj po kilkudniowej przerwie.
W pamięci kołatały mu słowa Dystera i cała historia syna Anomandera. Cyrkowiec nie potrafił zrozumieć, jak może być taką bestią. Jak można oddać własne dziecko MORII, zbrodniczej organizacji, która jedynie niszczy. Nawet jeśli van Vyvern głupio wierzył, że mu pomogą... Cholera, nie interesował się losem Eryka? Czyżby był aż tak okrutny?
Idąc korytarzem wyglądał, jakby szedł na wojnę. Zmarszczone brwi i pewny chód, grymas śmiertelnej powagi na twarzy. Zapiął guzik marynarki by się dobrze prezentować, w końcu był teraz głównodowodzącym.
Wyszedł do Poczekalni akurat w dobrym momencie, by usłyszeć kogo poszukuje przybysz. W prawdzie cl jego wizyty wciąż pozostawał nieznany, ale niebawem pewnie i tego dowie się nowy Dyrektor.
Bane podszedł bliżej i spojrzał na mężczyznę. Elegant był naprawdę przystojny, wyglądał poważnie i bardzo dobrze. Idealnie dopasowany ubiór oraz książka i notatnik, tworzyły całość, która nakazywała wszystkim myśleć, że mają do czynienia z naukowcem. Albo chociaż filozofem.
- Witam pana, nazywam się Bane Blackburn i jestem Dyrektorem Kliniki. - powiedział wyciągając dłoń obleczoną w białą rękawiczkę. Przybysz miał pewny, mocny uścisk świadczący o silnym charakterze. Dobrze, z takimi rozmawia się na poziomie.
- Dziękuję, pani doktor, za powitanie gościa. - zwrócił się do Julii grzecznie, posyłając jej uśmiech - Pan Gregory przebywa w pokoju wypoczynkowym, myślę, że powinna pani do niego zajrzeć. Może czegoś potrzebować. - odprawił ją najsubtelniej jak potrafił.
Przeniósł spojrzenie swoich dziwnych oczu na mężczyznę i również jemu posłał uśmiech, ale nieco lżejszy, bardziej neutralny.
- Zapraszam za mną, do mojego Gabinetu. - zaproponował i wskazał kierunek.
Nie musiał czekać długo, bo gość udał się sprężystym krokiem w stronę wskazanego pokoju. Bane poszedł za nim, zastanawiając się o co może chodzić. Może to jakaś kontrola z Arcyksięstwa? Ostatnio dużo się tutaj działo...

z/t x2

_________________
Recepcja i poczekalnia 8OCzEY9

That didn't happen.
And if it did, it wasn't that bad.
And if it was, that's not a big deal.
And if it is, that's not my fault.
And if it was, I didn't mean it.
And if I did...
You deserved it.





#66cc33



Bane
Bane

Godność : Bane Blackburn
Wiek : 38
Rasa : Cyrkowiec
Lubi : Siebie samego. I alkohol. Zwłaszcza razem.
Wzrost / Waga : 190/80
Aktualny ubiór : Biała koszula, biała marynarka i białe spodnie, szare buty, szary płaszcz.
Znaki szczególne : Przystojność. Białe włosy, szara skóra, dziwne oczy. Blizny na oku i na szyi.
Pod ręką : Piersiówka, klucze do Kliniki, pieniądze.
Zawód : Chirurg w Klinice (Kraina Luster)
Stan zdrowia : Chwiejny psychicznie.

Specjalne : Administrator Główny - Regent, Mistrz Gry
Liczba postów : 123
Dołączył : 28/10/2018

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Nie 02 Cze 2019, 11:26

Odprowadziła wzorkiem książkę i uśmiechnęła się miło do mężczyzny gdy ten się przedstawił. Trochę jednak nie wiedziała jak zareagować na to, że chce widzieć się z Dyrektorem.
Nie zdążyła jednak o to zapytać bo Bane właśnie się zjawił w Recepcji. Zrobiła krok w tył i skinęła mu głową. Nie zdążyła się nawet przedstawić, ale nie będzie się z tym wpychać przecież na siłę!
- Dobrze panie Dyrektorze - uśmiechnęła się, słysząc jak ją odsyła. I tak nie miała nic do roboty - miło było pana poznać panie Veltigar - powiedziała jeszcze po czym zanim mężczyźni odeszli zaczepiła jeszcze białowłosego - Panie Dyrektorze, wysłać kogoś z kawą albo herbatą? - zapytała, bo zauważyła jak Marionetki unikając Blackburna. Gdy otrzymała twierdzącą odpowiedź skinęła mu i udała się do kuchni. Gdzie mogła podziewać się Alice? To ją niepokoiło trochę.
Gdy tylko poprosiła by zaniesiono ciepłe napoje do Gabinetu Dyrektora, sama odłożyła dokumenty, tak by nie zniknęły a by Alice je widziała i udała się do Pokoju Wypoczynkowego. Miała nadzieję, że z Gregiem nie było źle, bo sama nie trzymała się najlepiej i nie wiedziała czy poradzi sobie z kolejną ciężką rozmową...a coś jej mówiło, że właśnie taka będzie.

ZT
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Czw 06 Cze 2019, 17:04

Przejście z kawiarni do kliniki nie jest niczym szczególnym, to dość krótki dystans, jednak zmęczony i tak potwornie skopany lustrzanin ma prawo do odrobiny spokojniejszego podejścia.
Tori nie nazwałby tego dnia beznadziejnym jeszcze godzinę temu. Teraz już oddzielał wydarzenia jakby działy się w dwa osobne dni, cały ból zrzucając w jedno miejsce. Lepiej mu się myślało, a przynajmniej analizowało w ten sposób.
Nie była to pierwsza wizyta w klinice, a przynajmniej na terenie kliniki. Baśniopisarz był tu już wcześniej by zorientować się jak to wygląda i co niezwykłego w niej jest, że tak się ją wymienia przy opisie miasta. Nie powiedziałby, że budynek jest brzydki. Ani tym bardziej mały. Ale do tej pory nigdy nie było mu to potrzebne. Nadal nie wiedział czy to jest poważne, kiedy ból nieco odpuścił, przynajmniej chwilowo. Szkoda, że nie całkowicie, ale Tori był wdzięczny za wszystko co mógł mieć. Po przekroczeniu drzwi wejściowych. Odetchnął głęboko.
- Może pomożesz mi usiąść tam na krześle?- powiedział wskazując rząd miejsc w poczekalni- Niemalże mnie tu niosłaś, też musisz chwilę odpocząć. Gorzej już nie będzie.- Powiedział ze szczerym uśmiechem, dodając ciche Oby w myślach.
- Chyba przez jakiś czas nie popiszę... pewnie przykują mnie do łóżka- powiedział smutnym tonem, opierając się o ścianę. Nie lubił czuć się bezsilny.
Finny odpuścił karanie pana gdy ten wyszedł na zewnątrz. Zaraz będą gdzieś w jakiejś "dużej dziupli" to naje się i odpocznie. Może i pan będzie się czuł lepiej. Jedzenie przecież pomaga na wszystko.

Kiedy jego pan usiadł, Finny wybiegł radośnie i ... Zatrzymał się w obcym zapachu. To nie była duża dziupla, a pusta kłoda... Może duzi potrzebują więcej niż dziupli?
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Czw 06 Cze 2019, 21:07

Tori nie był zbyt lekki. I o ile jego waga nie sprawiała większego problemu na płaskim lub w miarę płaskim podłożu – ach, te dziury na drodze – to wchodzenie z nim pod górkę, aby dostać się do kliniki nie było najłatwiejszym zadaniem. Raz o mało go nie straciła, kiedy ramie, na którym się opierał, zniknęło, a mężczyzna zachwiał się wtedy niesamowicie. No ale nie ma w tym nic dziwnego, skoro podpórka nagle znika, prawda? Na całe szczęście ciało straszki wróciło do stałej konsystencji w odpowiednim momencie. Bo dziwnie by było, gdyby ręka blondyn utkwiła w jej ramieniu. Chociaż, jak tak teraz myśli, to chyba nigdy nie zdarzyła się sytuacja, w której coś, co przenikało przez znikający skrawek ciała, zostałoby w nim, gdyby to ciało wróciło. Jej „duchowe moce” zdają się działać niemalże wspaniale, jak chodzi o te kwestię.
- Oczywiście, mój drogi – powiedziała, podchodząc z nim do krzeseł i pomagając mu usiąść na jednym. – Cóż, nie było to najłatwiejsze zadanie w dziejach, ale udało nam się tutaj dotrzeć – teoretycznie powinna usiąść oraz odetchnąć chwilę, jednak wolałaby najpierw znaleźć kogoś, kto zajmie się Torim jak najszybciej.
- Pisać możesz także i w łóżku – uśmiechnęła się przyjaźnie – obiecałam zostać Twoją muzą, więc na pewno przyjdę Cię odwiedzić z wielkim koszykiem słodkości i innych śliczności w jakimś uroczym stroju. Oczaruję Cię swoją osobą, dzięki czemu będziesz mógł pisać wspaniałe wiersze – puściła mu oczko, falując przy tym puchatym ogonem. Bycie strachem miało swoje plusy. No, a raczej posiadanie umiejętności, jaką jest magazynowanie, posiadało swoje plusy. Mogła być tak urocza, zła, wściekła, smutna, uradowana i przygnębiona, jak tylko chciała oraz kiedy tylko chciała. Obolały Victor zdecydowanie zasłużył na zobaczenie jej w tej…dziewczęcej odsłonie.
- Pójdę poszukać kogoś, kto nam pomoże – powiedziała już normalnym dla siebie tonem.
Zamierzała, co oczywiste, znaleźć kogoś, kogo znała. Jej sprawny nos potrafił wychwycić naprawdę wiele zapachów, więc nie było aż tak trudno znaleźć drobiny zapachu jej dawnych towarzyszy. Bane i Tulka…Kotka zastanowiła się, co u nich słychać. Cóż, powinna była odwiedzić ich wcześniej, a nie teraz, kiedy pośrednio potrzebuje ich pomocy. Niestety, wyszło jak wyszło, więc powspominają sobie dawne czasy innym razem.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Pią 07 Cze 2019, 23:43

Wyszła z Wypoczynkowego i westchnęła ciężko. Może wyglądało to jakby uciekała od rozmów z innymi, ale cóż. Dopiero co zajęła nowe stanowisko, więc nie chciała nikogo zawieźć. Do tego miała mętlik w głowie. Przez to wszystko co się dziś stało. Bane powiedział co mu jest i zaproponował, by znów spróbowali....Joce powiedziała, że nie będzie przeszkadzać w jej związku...do tego te wszystkie poważne rozmowy...Ech....za dużo tego, zdecydowanie za dużo jak dla tak młodej osoby.
W końcu jednak musiała się ruszyć. Wyprostowała się, poprawiła kitel...nadal nie mogła jakoś uwierzyć, że nie jest już Pielęgniarką. Westchnęła ciężko i ruszyła w stronę Poczekalni.
Zatrzymała się, gdy zobaczyła białowłosą kotkę. Podeszła do niej z uśmiechem - Pani Raven? Co pani tutaj robi? - zapytała, stawiając wysoko uszy i poruszając lekko ogonem. Ciekawe czy ją w ogóle pozna.
Musiała jednak pamiętać, że nie przyszła tutaj sobie pogadać i Kotka też raczej nie przyszła tutaj w tej sprawie - coś się stało? Nie wygląda pani jakby potrzebowała pomocy - przekręciła głowę. Nie zauważyła jak na razie mężczyzny, który siedział na krześle.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tori on Sob 08 Cze 2019, 05:30

Tori uśmiechnął się słysząc słowa towarzyszki. Miał ochotę pisać. Nie tylko dla siebie w tym momencie. Bardziej dla niej... Czuł się w końcu doceniony, zauważony... Podkreślony. Westchnął z bólu prostując się i wyciągając notatnik, układając się na krześle w wygodniejszej pozycji.
Gdybym obraz opisywał sam siebie,
nie potrzebowałby nadania tytułu.
Istota, emocje, brzmią mi w głowie...
O muzo, wyciągasz mnie z dołu!

Tworzenie bez stworzenia,
prosta myśl, a tak czysta!
Inspiracja Cię zmienia,
w co świadomość wykorzysta!
Po napisaniu ostatniego słowa syknął z bólu, bo poruszył się nieco bardziej niż powinien. Znowu się wyłączył na kilka minut. Pojawienie się nowej osoby obudziło w nim niepokój... i ostatecznie, odłożył notatnik, starając się zachować spokój. Musiał wytrzymać jeszcze chwilę. Lekarka, była z rasy której nie rozpoznawał z chodzenia po mieście. Lisie uszy i skrzydła wręcz kłóciły się ze sobą. Ale było w tym też coś hipnotycznego. Czy powinien też o tym napisać?
Nie. Przynajmniej jeszcze nie. Ale dobrze, że kobiety się znają.
Spróbował wstać... Nie dał rady. Ale chyba przyciągnął na siebie wzrok. Nie koniecznie tego chciał, ale ostatecznie było to potrzebne.
Tori
Tori

Godność : Victor "Tori" Pentel
Wiek : 20 widoczny
Rasa : Baśniopisarz
Lubi : Słodkie (osoby i jedzenie)
Nie lubi : Ignoranci i ciężkie jedzenie
Wzrost / Waga : 174cm, 65kg
Aktualny ubiór : Ciemny płaszcz, czerwony bezrękawnik, niebieska koszula, zielone spodnie
Znaki szczególne : Brud na policzku (wieczny, ale zmienny)
Pod ręką : Ołówek, notesik, para okularów
Broń : Noże do rzucania
Stan cywilny : Singiel
Bestie : Finny (Wiewiórka)
Stan zdrowia : Poobijany (Świeżo zaleczone rany i złamane żebro)

Liczba postów : 48
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Queen on Sob 08 Cze 2019, 09:49

Raven była bardziej niż zaskoczona. Wyczuła wyraźny zapach Tulki, od w pełni dojrzałej kobiety, która zmierzała w jej kierunku. Straszka lustrowała ją wzrokiem, niedowierzając. Jak długo one się nie widziały, że Julia wygląda w ten sposób? Przecież nie mogło minąć więcej niż 2-3 lata, prawda? A zatem powinna mieć około piętnastu lat. Może 16 jeśli zapamiętała coś źle. A wyglądała jak dorosła. Jednak to musiała być ona – lisie uszy, ogon, skrzydła, mocny zapach jej skóry. Mało tego, że wyglądała jak osoba pełnoletnia, miała na sobie kitel lekarski! Cholera, straszka naprawdę była w tyle, jak chodzi o aktualne informacje dotyczące jej przyjaciół.
Odwzajemniła jej uśmiech. – Witaj Julio, prawie Cię nie poznałam, wiesz? – powiedziała szczerze, falując przy tym ogonem. Pomimo tego całego szoku, dobrze było ją zobaczyć. Raven zdecydowanie powinna odwiedzić ją, ich wszystkich, dużo wcześniej. Ale może to nawet lepiej? Przynajmniej będą mieli o czym rozmawiać.
- Mój przyjaciel potrzebuje pomocy, został ranny – rzekła i odwróciła się w stronę Victora. – Byliśmy w tej popularnej kafejce, w której lubią dodawać różnego rodzaju….substancje do ciast i napoi. Mi się trafiło ciasto powiększające i herbata rozśmieszająca. Victorowi z kolei ciasto pomniejszające. W związku z tym, został poważnie poturbowany, kiedy próbował się wydostać na zewnątrz. Myślę, że został kilka razy kopnięty i całkiem możliwe jest też to, że ktoś go zdeptał – spuściła uszy po sobie, podchodząc do blondyna razem z lisicą.
- Nie powinieneś wykonywać gwałtownych ruchów! – skarciła okularnika. Następnie położyła dłoń na jego ramieniu w uspokajającym celu. Baśniopisarz zdecydowanie nie powinien się przemęczać. Już sama podróż tutaj była bardziej niż męcząca dla niego.
Queen
Queen

Godność : Raven Black
Wiek : Wygląda na dwadzieścia parę
Rasa : Kotostrach
Lubi : Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
Nie lubi : Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
Wzrost / Waga : 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
Aktualny ubiór : Obcisłe jasnoniebieskie spodnie, pudrowo-różowa skórzana kurtka z wyszytymi kwiatowymi wzorami, wiszący kolczyk z różowego złota w prawym uchu, złoto-srebrny kolczyk przypominający węża i okalający lewe ucho. Brak butów, koszulki pod kurtką i jakiejkolwiek bielizny
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
Pod ręką : Bursztynowy kompas, zapałki i zapalniczki, noże (pochowane w butach), telefon
Broń : Noże, spluwy, pazurki
Zawód : Średniej klasy szlachcianka
Stan cywilny : Do wzięcia
Bestie : Forets - Shiro
Stan zdrowia : Wspaniały

Liczba postów : 39
Dołączył : 04/03/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 08 Cze 2019, 10:08

Uśmiechnęła się delikatnie - domyślam się, trochę się wydarzyło przez te trzy lata - powiedziała spokojnie. Nie miała co tego ukrywać, musiała się w końcu pogodzić z tym co się stało. Ze śmiercią przyjaciółki, swoją śpiączką i innymi problemami.
Spojrzała na mężczyznę, którego dopiero teraz zauważyła. Było jej wstyd. Wyglądał na dość poturbowanego, dodatkowo było widać, że naprawdę cierpi. Ale na szczęście nie było to jeszcze cierpienie agonalne, dodatkowo nie widziała jak na razie nic, co by wskazywało na to, że musza lecieć na operacyjną i dodatkowo wzywać Toksyna. Miała przynajmniej nadzieję, że sobie z tym sama poradzi.
Uklękła przed mężczyzną i obejrzała go, słuchając wyjaśnień - ja na szczęście jak brałam ciasto stamtąd to dostałam takie bez dodatków, bo nie wiem czy Klinika by to przetrwała - przypomniała sobie, że przecież sama przynosiła ciasto czekoladowe tutaj, właśnie z tej kawiarenki. Chyba, że była jeszcze jakaś inna poza Fantasmagorium.
Uśmiechnęła się w końcu do mężczyzny - nazywam się Julia, proszę mi powiedzieć gdzie dokładnie pana najbardziej boli - poprosiła grzecznie i jeśli wskazał miejsce zbliżyła się trochę - mogę zobaczyć? - zapytała spokojnie i jeśli jej pozwolił to podniosła koszulkę i bardzo delikatnie przejechała dłonią po żebrach i nie czując charakterystycznego wybrzuszenia westchnęła i opuściła mu koszulkę. Skinęła na jedną z Marionetek, prosząc o wózek i wstała - pójdziemy zrobić zdjęcie żeber, żeby się upewnić, czy to nie coś poważniejszego niż wygląda, a potem zastanowimy się co dalej - powiedziała i spojrzała na Raven - pani też może iść o ile pan Victor wyraża na to zgodę - spojrzała na mężczyznę i zostawiła mu wybór.
Poprosiła Raven o pomoc i razem ostrożnie posadziły pacjenta na wózku, po czym przejechały do Sali Operacyjnej na zdjęcie.

ZT x3
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : Ładne, wygodne spodnie, turkusowa koszulka z "pikselowym" liskiem, biały kitel lekarski
Znaki szczególne : blizna na prawej brwi, dwubarwne prawie oko
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Lekarz Pierwszego Kontaktu
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 146
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Mari on Czw 13 Cze 2019, 21:41


Wilky'emu udało się teleportować do odpowiedniego miejsca. Jednak nie dał rady sam zaciągnąć dwóch dorosłych mężczyzn do środka, dlatego zostawił ich na podjeździe i poprosił o pomoc. Gdy Ci zostali zaciągnięci do środka, a następnie do odpowiednich sal zawiezieni na stolach na kółkach, szybko wyjaśnił co się stało. Gdzie ich znalazł....i przysięgał, że nie ma z nimi nic wspólnego. Marionetka przy biurku prosiła jednak, by się uspokoił. Że zaraz wezwie lekarzy i wtedy im wyjaśni co i tak się stało. Też szybko posłała do Gabinetu Zabiegowego po Julię, głównie dlatego, żeby była najbliżej, poza tym chyba sama powinna wiedzieć ja ocenić czy sama sobie da radę czy też nie.
Mari
Mari

Godność : Marionette, ale woli jak mówi się do niej Mari
Wiek : 25
Rasa : Dachowiec
Lubi : rysować, śpiewać, spokój, naturę
Wzrost / Waga : 167/45
Aktualny ubiór : Czarne spodnie 3/4, krótka czarna koszulka, czarna skórzana kurtka, czarna obroża
Pod ręką : szkicownik, torba, broń
Broń : sztylet
Bestie : Innocenza (Luna)
Stan zdrowia : skręcona kostka, zmęczona

Liczba postów : 71
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach