Recepcja i poczekalnia

Go down

Pisanie autorstwa Geograf on Pią 18 Sty 2019, 12:15

Recepcja i poczekalnia 65s4co
Recepcja i poczekalnia to w zasadzie jeden wielki pokój, w którym poza miejscami do siedzenia, kwiatkami i stoliczkiem z napojami (kawa, herbata, woda z sokiem) znajdują się też jedne z wielu schodów na wyższe kondygnacje budynku. Pod tymi drewnianymi schodami leży wielka biała skóra czegoś, co ongiś było zapewne niedźwiedziem. Na tej skórze wartę swoją, zarówno w dzień jak i w nocy pełnią niewiele mniejsze od rzeczonego wcześniej niedźwiedzia psy. Przy małym drewnianym biurku naprzeciwko drzwi wejściowych służbę pełni marionetka-recepcjonistka. To właśnie w tym miejscu pacjenci rozpoczynają swój pobyt w klinice. Tu następuje wstępna segregacja na tych, którymi personel ma się zając w pierwszej kolejności i tych którzy mogą jeszcze przez chwilę poczekać na przyjęcie do gabinetu.
Czasami w nocy, gdy klinika pogrąża się już we śnie, dyrektor placówki siada na małym, drewnianym krześle nieopodal schodów i zapaliwszy świece w kinkiecie oddaje się lekturze lub głaszcząc psa odpoczywa i relaksuje się po całym dniu pracy.[/quote]
Geograf
Geograf

Wiek : Wieczny
Wzrost / Waga : Czy to ważne
Aktualny ubiór : Ubranie geografa
Pod ręką : mapa i luneta
Stan zdrowia : Zdrowy staruszek

Liczba postów : 53
Dołączył : 13/01/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Moe on Sob 13 Kwi 2019, 12:22

Spojrzał na szczura na ramieniu - to mój przyjaciel Koszmarek - powiedział z uśmiechem - jest cieniem - dodał, na co stworek zmienił się w duszka, który nieśmiało pomachał i od razu się schował. Widać speszył się. Poza tym było jeszcze dość jasno.

Moe nigdy jeszcze nie jechał powozem, dlatego nie mógł usiedzieć na miejscu. Co chwila wyglądał przez okno, a raz nawet prawie przez je wypadł. Całe szczęście złapał równowagę.
- Może tam pan zapyta o tę dziewczynkę? - zaproponował - może coś wiedzą. I.... - dodał niepewnie - może mi pan powie jak wygląda? Albo jak się nazywa? To jak ją zobaczę to powiem, że pan jej szuka? Albo panu powiem? - zaproponował. Już robił za takiego informatora, więc nie była to dla niego nowość. Chciał pomóc temu fajnemu, smutnemu panu. Może dzięki temu będzie weselszy? A Moe zyska nowego przyjaciela? Byłoby tak fajnie!
Gdy przyjechali, wyskoczył z powozu i pokazał teatralnie na ogromny budynek - jesteśmy - złapał pana Kayla za rękę, gdy ten do niego dołączył - mam nadzieję, że będzie pan miał pracę...z miejscem bezpiecznym niestety nie pomogę...przecież w noclegowni pana znajdą, prawda? - zapytał niepewnie.
Poprowadził go do samej poczekalni i podszedł do miłej pani Alice - przyprowadziłem takiego pana Kayla - pokazał na mężczyznę - chciał zapytać i pracę bo robi ziółka takie leczące - powiedział, na co Marionetka się zaśmiała. Moe nie przyprowadzał tutaj obcych, więc raczej jak już coś takiego mówił to nie był wymysł, więc nie go spławiła. Pogłaskała go po włoskach i poprosiła by poczekali chwilę. Przyniosła dziecku kawałek ciasta w serwetce za co ten podziękował - ja muszę uciekać, bo jak będzie ciemno to będzie niebezpiecznie - powiedział z uśmiechem i pomachał mężczyźnie - pani Alice panu powie co i jak - dodał jeszcze i pobiegł do swojego "domu".
Moe
Moe

Wiek : ok 10-11 lat
Wzrost / Waga : 138/20
Aktualny ubiór : Na duża, poplamiona, szara koszula, luźne, poniszczone spodnie
Pod ręką : nic
Stan zdrowia : skręcony nadgarstek

Liczba postów : 20
Dołączył : 06/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 13:03

- Miło Cię poznać koszmarku - Powiedział trzęsąc się w duchu, że takie rzeczy są tu możliwe. Cień zaraz zniknął, co było kolejnym zdziwieniem. Wszystko tutaj było nowe. Zaskakujące. Magie. Straszne a zarazem piękne.
- Kiedy ostatnio ją widziałem, miała czarne włosy, które zawsze zapuszczała najwyżej do ramion, bursztynowe oczy... - zaczął opisywać, z początku zwyczajnie, by w końcu rozkręcić się do tego stopnia, że opisał nawet jakie ubrania nosiła na tydzień przed zniknięciem, dochodząc do wniosku, że naprawdę lubiła krótkie spódniczki, co nie koniecznie ojcu odpowiadało. Tylu zboczeńców chodziło po ulicach, a ona tak prowokowała.... Powtarzał jej setki razy, żeby zaczęła nosić spodnie.
- Dziękuję za wszystko petit garçon (tł. mały chłopcze). Teraz powinienem już sobie poradzić. Do zobaczenia niedługo.- Powiedział widząc, że chłopiec chce już odejść.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, ma pani na imię Alice. Chłopiec mógł mnie przedstawić w dziwny sposób, ale fakt, zajmowałem się przez dłuższy czas ziołolecznictwem. Niestety moje poprzednie miejsce pracy nie jest już możliwe dla mnie. Chętnie zgłoszę się tutaj. - Powiedział spokojnie kłaniając się kobiecie.
- Ależ po co ta formalność. Nie będę przecież pana pracodawcą. Ale skoro jest pan tak pewny siebie, to może niech pan usiądzie. Zaraz przyślę jakiegoś lekarza, żeby z panem pogadał. Kawy? - Zaproponowała Alice wstając od biurka.
- Chętnie- Powiedział i niedługo siedział już z filiżanką czarnego płynu. Była dobra. Mocna.
- Merci - mruknął pijąc pierwszy łyk i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Tak. To było lepsze. Ale jednocześnie strasznie poważne.... Może nie będzie tak źle. Kto wie, może da radę zrobić dobre wrażenie.
- Moe to dobry chłopiec, prawda? Wie pani coś o nim?- zapytał, tylko po to, by nie siedzieć w ciszy.
- Zdecydowanie- odpowiedziała kobieta zdawkowo, wracając do pracy. Francuz tylko cicho westchnął i patrzył się przed siebie.
- Może zna pani kogoś o imieniu Jocelyn? - zapytał po wypiciu połowy kawy.
- Może znam. Nie pamiętam
Po usłyszeniu tego Kayl spochmurniał i zwyczajnie dopił kawę. Czekał dalej.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Człowiek... jeszcze
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 67
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 14:47

Julia akurat kończyła swoją pracę. Dziś chciała wyjść wcześniej, by poprzenosić jeszcze trochę rzeczy do nowego domu. Bane jednak nie wiedział, gdzie to jest. Nie musiał. To nie była jego sprawa. Wiedziała pani Alice i to jej całkowicie wystarczyło. Bo ja coś się będzie działo, to będzie wiedziała, gdzie wysłać wiadomość, a jednocześnie Toksyn nie będzie jej nachodził. Ostatnio wszyscy i tak zachowywali się dość...dziwnie. Alice nie była już tak wesoła, przynajmniej nie prywatnie. Bane też stał się jakiś...nazbyt profesjonalny i do tego taki....nieswój. Nieobecny. Za to Pan Anomander gdzieś wyjechał i nie miała pojęcia gdzie.
Schodziła akurat do Recepcji z dokumentacją nowo przyjętych pacjentów, gdy usłyszała, że Alice z kimś rozmawia. Nie poznała mężczyzny. A przynajmniej się mu nie przyglądała. Dopiero gdy padło imię Jocelyn coś w niej zaskoczyło. Nie...to niemożliwe.
Otworzyła szeroko oczy, - ta..ta? - powiedziała bezgłośnie, ale wyrzuciła to szybko z głowy. Przecież to jest niemożliwe. Do tego...Joce zniknęła ze Świata Ludzi dobre kilka lat temu. Była tu dłużej niż Tulka. Ale cóż....musiała pomóc, w szczególności, że teraz nie było tutaj żadnego lekarza.
Westchnęła i zeszła, uśmiechając się delikatnie - dzień dobry - przywitała się z mężczyzną i podeszła do Alice, by dać jej całą dokumentację i upewnić się czy wszystko w porządku. Marionetka przekazała jej po co jest nieznajomy, więc musiała się jeszcze tym zająć.
Podeszła więc do mężczyzny i podała rękę - dzień dobry, nazywam się ... Tulka - zawahała się tylko na ułamek sekundy, nie wiedziała czy powinna się przedstawić prawdziwym imieniem...nie miała pewności...jeszcze nie teraz.... - jestem tutaj pielęgniarką. Pani Alice przekazała mi, że chciałby pan tutaj pracować? - upewniła się - niestety pan dyrektor niedawno wyszedł na wizytę domową i pewnie wróci późno - pewnie zaś pójdzie się zalać w trupa...a raczej spróbować....tego już nie mówiła na głos - więc dziś już go raczej pan nie zastanie - przeprosiła nieznajomego.
- Ale..czy mogę zapytać? O jaką Jocelyn pan pytał? - dodała niepewnie - przepraszam...schodziłam akurat po schodach i usłyszałam pytanie - wyjaśniła. Lekko przycisnęła do siebie skrzydła i poruszyła jednym z lisich uszu - obowiązuje nas tajemnica lekarska i możemy zataić czy ktoś tutaj jest czy nie, ale może prywatnie kogoś takiego znam - wyjaśniła uśmiechając się delikatnie.
Cały czas przyglądała się ukradkiem mężczyźnie i z każdą chwilą upewniała się w swoim przekonaniu.
Dwukolorowe oko nadal miała przykryte białą grzywką, w włosy, które z fioletu przy głowie przechodziły przez rudy do blondu na końcach, związane miała w długi warkocz, sięgający jej za pas.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 64
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 15:02

Kayl wyprostował się widząc schodzącą dziewczynę. Kolejna bardzo młoda osoba w bardzo poważnej pracy. Tylko znowu inna od poprzednio obserwowanych.
- Miło panią poznać. Nazywam się...- Zawahał się chwilę. Fakt, że dziewczyna zacięła się przy własnym imieniu przypomniał mu, że chyba sam powinien używać jakiegoś pseudonimu. - Dayl...- Merde przeklął w myślach. Crétin, to w żaden sposób nie pomaga - Jocelyn to imię mojej córki, zniknęła już spory czas temu i mam podejrzenia, że w tej okolicy - Powiedział zgodnie z prawdą. Jeżeli Tulka zna kogoś o tym imieniu powinna zaraz skojarzyć jakiś fakt z tego jak wygląda to po jego stronie.
- Wielka szkoda, że nie ma dyrektora, będę musiał przyjść innym razem. - Dodał, nie patrząc na twarz dziewczyny, nadal wstydząc się bezsensownego pseudonimu, który nic nie ukrywa. Zdecydowanie nie był już tą samą osobą co za młodu, nazwy nie były już tak proste do wymyślenia.
Zamknął oczy i starał się oddychać, udając, że szuka czegoś w plecaku. Nie chciał stracić twarzy przy pierwszym dniu w możliwej pracy.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Człowiek... jeszcze
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 67
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Sob 13 Kwi 2019, 15:12

Dayl? Jasne. Srali muszki będzie wiosna. Pomyślała sobie. Coś tatuśkowi nie wychodziło kłamanie. Ale, żeby był aż tak zdesperowany? A może po prostu przedstawił się tak tylko dlatego, że Tulka coś wymyśliła? Może...jak wyjdą to go pociągnie za język, bo i tak Alice już za bardzo się im przyglądała. Nauczyła się, że lepiej nie ufać nikomu, bo nigdy nie wiadomo kto i o czym się dowie.
Teraz już miała pewność, że chodzi o Joce. I, że jego imię nie brzmi Dayl. Westchnęła cichutko - chyba wiem o kogo panu chodzi, ale nie wiem czy byłoby grzecznym, żeby tak wpaść bez ostrzeżenia... - powiedziała zamyślając się - niech mi pan powie...ma pan się gdzie przenocować? Czy dopiero niedawno pan tutaj przyjechał i jeszcze o tym nie pomyślał? - zapytała. Nie da mu nocować w żadnych hostelu. Była...ciekawa. Chciała go poznać i dowiedzieć się jak tutaj przyjechał. Niestety, ale trochę pracy w SCR jej wpoiło i musiała się upewnić, ze nie zamierza tutaj zbierać jakiś okazów, jeśli współpracuje z pewnymi ludźmi - jeśli nie...to mogę pana podrzucić gdzieś i jutro na spokojnie złapie pan pana Blackburna i z nim porozmawia. Poproszę Alice, by uprzedziła go, że będzie miał gościa - zaproponowała, lekko się uśmiechając i poruszając swoim puchatym ogonem.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 64
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Sob 13 Kwi 2019, 15:27

Podejście pielęgniarki było... Co najmniej dziwne, chociaż "Dayl" miał też inne rzeczy na głowie.
- To trochę prywatne pytanie, nie sądzi panienka? - Zapytał, starając się nie zabrzmieć złośliwie. - Jestem tu bardzo krótko. Chciałem się najpierw rozejrzeć za miejscem pracy, nie udało się, więc pewnie znalazłbym gdzieś jakiś kąt. Jeżeli zna pani dobre miejsce, chętnie skorzystam. - Powiedział podnosząc głowę. - Przepraszam za bycie kłopotem, ale chyba nie mam jak w tym momencie działać bez żadnej pomocy. I dziękuję za okazane mi serce. - Powiedział z niewinnym uśmiechem. Patrząc na Tulkę przypominał sobie coraz bardziej o Jocelyn, która nie licząc ogona, uszu i koloru włosów, mogła teraz wyglądać bardzo podobnie.
Pokręcił głową by wywiać ten obraz ze swojej głowy i wstał.
- Nie będę pani dłużej zajmował czasu. Chodźmy - Zaproponował zakładając plecak na ramię. Już od kilku godzin był zmęczony i mimo wypicia kawy, chętnie by się jednak położył. Mentalnie był w kawałkach, ale powstrzymywał się ostatkiem siły woli, żeby kontynuować szukanie. Szczególnie, gdy osoba przed nim ją zna...
- Skąd pani zna Jocelyn?- Zapytał gdy wychodzili z poczekalni.
ZTx2
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Człowiek... jeszcze
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 67
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Pon 15 Kwi 2019, 21:58

Przyjechali do Kliniki jeszcze w miarę wcześnie. Wolała się na spokojnie przygotować i kto wie. Może Bane znajdzie chwilę by porozmawiać z Kaylem? Może będzie mógł już zacząć pracę, dzięki czemu szybciej będzie mógł się spotkać z Jocelyn? Na pewno tego pragnął...nawet bardziej niż poznania swojej młodszej córki...Tulka doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała też, że jak już dotrze do swojego oczka w głowie, to raczej nie będzie miał czasu dla młodszej. Ba! Joce mu na to nie pozwoli, tym bardziej jak się dowie, że to Julia go przemieniła....ale tym będzie się martwić jak dojdzie już do spotkania.
Gdy już weszli do środka, poszedł do Alice, zameldować się oraz zapytać, czy Blackburn już jest na chodzie. Niestety...okazało się, że doktorek wyjechał służbowo na kilka dni. Czyli...skoro Jan Sebastian też się nie pokazywał...wszystko było na głowie Julii. Westchnęła ciężko, podziękowała Marionetce i wróciła do Ojca - przepraszam...wychodzi na to, że poczekasz trochę na rozmowę z Dyrektorem - powiedziała smutno - wyjechał na kilka dni - dodała i rozejrzała się po Poczekalni. Na szczęście nie było tutaj jeszcze nikogo, bo musiała sobie dokładnie zaplanować dzień.
- Mam pomysł - powiedziała po chwili zastanowienia, głaszcząc Amber po wystającej z torby głowie - może podpatrzysz dziś w Aptece co tam jest i zobaczysz jak Marionetki pracują? Dowiesz się czegoś o ziołach i ich zastosowaniu, jeśli chodzi oczywiście o te, których jeszcze nie poznałeś - zaproponowała niepewnie - w razie czego możesz je wszystko zapytać, poproszę by Ci odpowiadały, tylko im nie przeszkadzaj - pogroziła palcem - spotkamy się w południe na obiedzie w pokoju wypoczynkowym i powiesz mi co sądzisz o tym wszystkim - zaproponowała, uśmiechając się do niego z nadzieją, że jedna zgodzi się na taki plan. Przynajmniej będą mogli go od razu sprawdzić czy się nadaje i też Bane nie będzie mógł aż tak kręcić nosem - w razie czego wezmę wszystko na siebie - dodała jeszcze, poruszając lekko ogonem. Uszy miała lekko opuszczone, co świadczyło o tym, że jest rozluźniona, nie martwi się aż tak.
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 64
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Kayl on Wto 16 Kwi 2019, 06:12

- No cóż...- powiedział drapiąc się po głowie. Wszystko się jednak przedłużało. A im dłużej to trwa, tym mniej pieniędzy mu zostaje, a nie chciał być pasożytem na córce. A jeśli już, to przynajmniej takim jak jej skrzydła. Użytecznym.
- Nie widzę problemu. I tak bym musiał to zrobić. Mam nadzieję, że nie spowoduję za dużego zamieszania.- Powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Powodzenia w pracy córciu.- Pocałował dziewczynę w czółko i uśmiechnął się do niej szeroko. - Dziękuję za pomoc. Postaram się nie zdenerwować Twoich koleżanek z pracy.- Powiedział spokojnie i ruszył za córką.

Odkąd został sam na sam z marionetkami nie był w stanie za dużo mówić. Obserwował ich sprawne ruchy, jakie mieszanki tworzyły i z czego. Pytał za każdym razem najpierw czy dobrze mu się wydaje co dana mieszanka robi, potem poprosił o poprawienie, dopytał się, przynajmniej za pierwszym razem jakie zioła zostały użyte i odetchnął z ulgą, bo tak samo wyglądające jak te które znał, rzeczywiście nimi były. A te, które były inne, choć trochę się znalazło, nie wydawały się aż tak ciężkie do zapamiętania.
Zdziwił się dopiero przy ogromnym garze, w którym marionetka nie mieszała tylko ziół, ale i kilka składników innego pochodzenia. Mimo to, wywar był niemal zupełnie przezroczysty.
- Do czego to może służyć? Wygląda trochę jak krople na żołądek, ale w takiej ilości, to by chyba starczyły dla całego miasta.- skomentował, starając się skupić na zapachu. - Ale woń ma zdecydowanie lepszą. Jak syrop na kaszel. Co to jest?
- Środek usypiający- odpowiedziała marionetka w masce. - Nie radzę tak wdychać, bo zaraz zaliczy pan orła.- ostrzegła go delikatnie.
I rzeczywiście czuł jak delikatnie kręci mu się w głowie.
- Widzę, że to więcej niż tylko zioła. Wybacz głupie pytanie, przyzwyczaiłem się jadnak do czegoś innego. Interesują mnie te 3 proszki i niebieski płyn.- wyliczył, resztę składników rozpoznając. Dodana była sproszkowana kora jakiegoś drzewa herbacianego, ususzone i sproszkowane liście zioła o dziwnej nazwie, oraz zgniecione pestki jabłek. Płyn okazał się być oczyszczonym sokiem z lokalnych owoców.
Dzień mijał mu bardzo szybko.
Kayl
Kayl

Godność : Kayl D'Voir
Wiek : 52 wizualnie, 42 realnie
Rasa : Człowiek... jeszcze
Lubi : Córki, czekoladę, zapach ziół, wysiłek fizyczny
Nie lubi : Napastliwych ludzi, kłamców
Wzrost / Waga : 1.8m, 82kg
Aktualny ubiór : Garnitur, biała koszula, zielony krawat
Pod ręką : Nóż, opakowanie aspiryny, telefon
Broń : Rapier
Stan cywilny : Ożeniony z Sophie D'Voir
Stan zdrowia : Zdrowy

Liczba postów : 67
Dołączył : 10/04/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Tulka on Wto 16 Kwi 2019, 07:09

Zarumieniła się zaskoczona, na pocałowanie w czoło. Nie spodziewała się tego i nie była przyzwyczajenia - powodzenia...ucz się pilnie - uśmiechnęła się delikatnie i wróciła do Alice by ustalić mniej więcej plan działania, a następnie pobiegła do swojego pokoju by się przebrać, zapleść włosy w warkocz, a następnie w kok, założyła też rękawiczkę, by zakryć malunek na ręce, oraz zawiązała na szyi Czarodziejską Wstęgę na kokardkę. Nigdy nie wiadomo kiedy się takowa przyda.
Wyciągnęła Amber i Kropkę z torby i ruszyła na obchód. Musiała jakoś też załatwić coś do roboty dla dziewczynki, która trafiła do nich dwa dni temu. Raczej futrzaki spełnią swoje zadanie.

Ledwo skończyła obchód i kłótnie z jedną starszą Pacjentką, gdy została wezwana do Recepcji. Wiedziała, że ten dzień nie będzie spokojny. Dwaj chłopcy bawili się w lesie i jeden do drugiego strzelił z łuku starą strzałą. Ta się pokruszyła w ranie, a przy próbie wyrwania tylko pogorszyła sprawę...musiała operować. Całe szczęście, Marionetki, które pracowały w Klinice były też przeszkolone w anestezjologii, robieniu prześwietleń oraz asystowaniu. Nie była więc całkiem sama...nie tak jak przy operacji pana Gawaina.
Trochę jej zajęło to, żeby pousuwać wszystko z rany i ją pozaszywać tak, by chłopiec mógł znów ruszać ręką. W międzyczasie wyszło też kilka urazów, ale te związane były strikte z częstymi zabawami, więc nie martwiła się co mu się stało, tylko je wyleczyła. Zrobiła to akurat na czas, by udać się do Wypoczynowego na obiad. Musiała jednak się ogarnąć. Była zmęczona przez stres i sam zabieg, więc przyszła jak już Ojciec siedział i na nią czekał - przepraszam za spóźnienie - powiedziała lekko zmęczonym głosem i usiadła, a raczej padła na kanapę, którą zawsze zajmowała z Banem. Włosy miała jeszcze wilgotne, musiała chwilę odsapnąć, zanim ruszy chociażby palcem.

zt x2
Tulka
Tulka

Wiek : 15 (wizualnie 18)
Rasa : Opętaniec (lisi)
Wzrost / Waga : 173 cm
Aktualny ubiór : strój pielęgniarki, rękawiczka bez palców na prawej ręce
Pod ręką : notatnik, długopis
Zawód : Pielęgniarka
Stan zdrowia : zmęczona

Liczba postów : 64
Dołączył : 03/02/2019

Powrót do góry Go down

Pisanie autorstwa Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach